niedziela, 22 stycznia 2017

Paznokciowy minihaul ze strony Banggood

Jak wiecie nie mam nic przeciwko zamówieniom z chińskich stron, ale nigdy nie kupiłabym tam kosmetyków do pielęgnacji twarzy czy ciała ze względu na brak składów i żadnej pewności co do sposobu produkcji. To samo tyczy się kolorówki, a już zwłaszcza wszystkiego, co mogłabym zjeść (pomadki, balsamy do ust) oraz co ma bezpośredni kontakt z oczami (kredki, tusze, cienie itp.). Problem ten odpada w przypadku paznokci, głównie lakierów, bo nie oszukujmy się, większość z nich i tak zawiera mnóstwo świństw. Ważne, aby nie wdychać oparów podczas malowania. Ostatnio nawet jedna z dziewczyn odkryła, że bardzo znana w Polsce marka lakierów hybrydowych sprzedaje swój towar Chińczykom (za grosze!). Dzisiaj chciałabym Wam pokazać minihaul ze strony Banggood.com


Lakier hybrydowy Gelish z efektem syrenki (duże opakowanie)

Mój odcień to 22, przepięknie mieniący się drobinkami niebieskiego i różu, w zależności od kąta padania światła. Na jasnym podkładzie daje subtelny efekt, na ciemnym wygląda jak niebo rozgwieżdżone nocą. Mam zamiar użyć go do zdobienia kosmicznego, które znowu za mną ostatnio chodzi. Lakierem bardzo dobrze się maluje, nie zostawia smug, nie zalewa skórek. Ma odpowiednią gęstość i nie śmierdzi bardziej niż inne. Świetnie się utwardza nawet w mostku LED 9W. Dodatkowo buteleczka zawiera aż 15ml lakieru, w porównaniu z innymi jest to 2x więcej!


Lakier hybrydowy Dancing Nail z efektem brokatu

Mój kolor to 234 czyli przezroczysty, zawierający sporo różnokolorowych, skrzących drobinek. Kolory brokatu są różne: od różu, przez zieleń, żółty, pomarańcz po niebieski i fiolet. Jedna warstwa wygląda dość subtelnie, ale efekt można pogłębiać nakładając więcej cienkich warstw. Buteleczka jest maleńka, 6ml. Pędzelek jest niewielki, więc łatwo nim manewrować. Sam lakier jest ok, nie rozlewa się na boki i ładnie utwardza. Uważam jednak, że drobinek mogłoby być więcej.


Peel Off do skórek, czyli guma zabezpieczająca skórki paznokcia

Odkąd zobaczyłam na Instagramie to cudo chciałam sama je wypróbować. Do tej pory nakładając wzorki z płytki czy cieniując (ombre) malowałam palce i skórki, a potem musiałam usuwać lakier acetonem lub zmywaczem. Guma zdecydowanie przyspiesza malowanie. Dobrze się ją nakłada, choć pędzelek jest dość długi, więc trzeba poćwiczyć precyzję. Zastyga w jakieś 5 min, nie wiem czy to długo, bo nie mam porównania do innych. Po zastygnięciu robi się przezroczysty (zdjęcie niżej zrobiłam od razu po pomalowaniu). Bardzo łatwo się zdejmuje, wystarczy w jednym miejscu podważyć i schodzi w całości. Świetny gadżet dla miłośniczek manicure!



Zestaw sond do paznokci

Właściwie to niespodzianka, bo wcale ich nie zamawiałam. Miały być naklejki wodne na paznokcie z obrazkiem dmuchawców KLIK, a doszły sondy. Trudno mi ocenić czy nastąpiła pomyłka podczas zamówienia, bo naklejki nadal są na stronie dostępne. Sondy też się przydadzą, bo do tej pory miałam tylko jedną. Teraz będę mogła "kropkować" na potęgę ;) Jedyna rada przy robieniu kropek jest taka, że trzeba wyczuć ilość nakładanego lakieru. Za dużo - robi zacieki, a za mało tworzy dziwne kształty, które w niczym nie przypominają zgrabnych kropek.


Manicure hybrydowy, wykonany dzięki powyższym lakierom. Jako podkładu użyłam różowych chińskich hybryd Blink,  baza i top z Semilaca.


Jeszcze trochę o samym zamówieniu. Paczki przyszły bardzo szybko, bo już po ok. 10 dniach. Co ciekawe, każdy produkt przyszedł oddzielnie, więc paczek było łącznie 4 (jedna przyszła wcześniej, 3 następnego dnia). Odebrałam je normalnie na poczcie po otrzymaniu awizo. Wszystkie produkty były dodatkowo zabezpieczone i wysłane w kopercie bąbelkowej. 

Czy Wy też boicie się chińskich kosmetyków? A może ulegacie małym odstępstwom w postaci lakierów czy innych gadżetów?

piątek, 20 stycznia 2017

KONKURS EkoZimowy

Zapraszam Was na Konkurs EkoZimowy, w którym do wygrania jest zestaw wspaniałych kosmetyków naturalnych od sklepu Ekopolka.pl, widocznych na zdjęciu.
W skład zestawu wchodzi:
1. Krem do rąk YOPE (zapach do wyboru).
2. Cukrowy peeling do ciała Freah & Nature.
3. Pomadka do ust Make Me Bio.
Oczywiście wszystkie kosmetyki są nowe i nieużywane :)



Aby wziąć udział należy:
1. Być publicznym obserwatorem bloga CosmetiCosmos (przycisk po prawej stronie DODAJ DO OBSERWOWANYCH, wystarczy być zalogowanym na swoim koncie gmail) oraz blogów Feminine i LadiesSecrets.
2. Odpowiedzieć w komentarzu na pytanie: Bez jakiego kosmetyku nie wyobrażasz sobie zimowej pielęgnacji?
3. Udostępnić baner w dowolnym miejscu.
4. Dodać mój blog do blogrolla  (nie jest to warunek konieczny, ale przy wyborze zwycięzcy w razie wątpliwości wezmę pod uwagę aktywność).
5. Konkurs trwa do 3 lutego 2017r.
6. Biorąc udział w konkursie akceptujesz Regulamin.

Niespodzianka! Możesz wziąć udział w konkursie łącznie 9 razy! DO tego samego konkursu możesz się zgłosić także na Facebooku oraz na Instagramie!
To nie wszystko! Po inne nagrody możesz się zgłosić u Feminine oraz Ladies Secrets, które współorganizują konkurs wraz ze mną. ŁĄCZNIE NAGRÓD JEST AŻ TRZY

POWODZENIA:)

WZÓR KOMENTARZA:
1. Obserwuję jako:
2. Nie wyobrażam sobie zimowej pielęgnacji bez...
3. Udostępniam (link lub linki):
4. Dodałam/em do blogrolla: TAK/NIE

Regulamin konkursu “Konkurs Ekozimowy”
§1 POSTANOWIENIA OGÓLNE
1. Organizatorkami konkursu pod nazwą „Konkurs Ekozimowy”, są autorki blogów: feminine.pl/blog, cosmeticosmos.blogspot.com/ oraz ladiessecretssite.wordpress.com/, zwane dalej Organizatorem.
2. Sponsorem nagród w Konkursie jest właściciel sklepu internetowego z kosmetykami naturalnymi ekopolka.pl/
3.  Konkurs odbędzie się na terenie Rzeczpospolitej Polskiej w dniach od 20 stycznia 2017 roku do 3 lutego 2017 roku do godziny 23:59.
4. Udział w Konkursie jest całkowicie dobrowolny i bezpłatny.

§2 UCZESTNICY KONKURSU
1. W Konkursie może wziąć udział każda osoba fizyczna, przebywająca/zamieszkała na terenie Rzeczypospolitej Polskiej, która ukończyła 18 lat i posiada pełną zdolność do czynności prawnych oraz osoby niepełnoletnie za zgodą rodziców, zwana dalej Uczestnikami".
2. Uczestnicy, którzy nie przestrzegają którejkolwiek z zasad Regulaminu zostaną zdyskwalifikowani. Podanie nieprawdziwych lub niepełnych danych osobowych, upoważnia Organizatora do wykluczenia danej osoby z Konkursu. W takim wypadku Organizator zwolniony jest z obowiązku uzasadnienia decyzji o wykluczeniu Uczestnika.
3. Każdy uczestnik Konkursu przystępując do Konkursu akceptuje warunki niniejszego regulaminu.
§3 PRZEBIEG KONKURSU I ZASADY NAGRADZANIA
1. Aby wziąć udział w Konkursie Uczestnik musi spełnić poniższe warunki:
a) być publicznym obserwatorem bloga cosmeticosmos.blogspot.com
b) zadaniem Uczestnika jest umieszczenie w komentarzu odpowiedzi na pytanie konkursowe:
“Bez jakiego kosmetyku nie wyobrażasz sobie zimowej pielęgnacji?”.
2. Konkurs wygrają trzy osoby, które zdaniem Organizatorek zamieszczą najbardziej oryginalne lub najciekawsze odpowiedzi na zadane pytanie w komentarzu do konkursu (u każdej z Organizatorek wygra jedna osoba).
3. Ten sam konkurs odbywa się jednocześnie na:
Instagramie na stronach Organizatorek:
oraz na bfanpega'ch Organizatorek:
4. Każdy uczestnik może się łącznie zgłosić u każdej z Organizatorek w każdym miejscu, czyli łącznie 9 razy, zwiększając tym samym swoje szanse.
5. Uczestnik, który zgłasza się do Konkursu w więcej niż jednym miejscu może, ale nie musi ułożyć inną odpowiedź na zadane pytanie konkursowe.
6. Kryterium oceny prac konkursowych będzie oryginalność i humor.
7. Każda z Organizatorek wybierze jedną wygraną osobę, która zgłosiła się na jej profilach, a Zwycięzca otrzyma zestaw do niej przypisany (zestawy różnią się zawartymi w nich kosmetykami).
8. Konkurs nie jest grą losową, zwycięzcy będą wybierani na podstawie odpowiedzi na pytanie konkursowe.
§5 NAGRODY
1. Do 3 dni po 4 lutego 2017 roku Organizatorki wyłonią Zwycięzców Konkursu.
2. Nagrodami w konkursie są zestawy kosmetyków naturalnych o wartości ok. 80 zł, których Sponsorem jest sklep z kosmetykami naturalnymi ekopolka.pl. Każda z Organizatorek ma inny zestaw nagród, przedstawiony na zdjęciu konkursowym.
3. Zwycięzcy w ciągu 3 dni od daty ogłoszenia wyników, proszeni są o wysłanie maila na adres: biuro@ekopolka.pl z informacją, które rodzaje produktów wybierają (scrubu, soli, glinki i mydełka - w zależności od zestawu) oraz podanie adresu do wysyłki nagród. Dostępność wybranego wariantu danego kosmetyku musi zostać potwierdzona przez Sponsora.
4. Zwycięzcy nie przysługuje prawo do zamiany nagrody na inną, ani wypłaty ekwiwalentu pieniężnego.
5. Organizator oświadcza, że suma wartości nagród przewidzianych w ramach niniejszego konkursu nie przekracza kwoty 760 złotych, o której mowa w art. 21 ust. 1 pkt 68 ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (Dz. U. z 1993r. Nr 90, poz. 416 z późn. zm.), a więc nagrody przewidziane w §5 ust. 2 wolne są od podatku dochodowego.
6. Konkurs nie podlega ustawie z dnia 19. 11. 2009 o grach hazardowych (Dz.U.09.201.1540 z póz. Zm.).
7. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr. 4, poz. 27 z późn. zm).
§6 POLITYKA PRYWATNOŚCI
1. Uczestnik przyjmuje do wiadomości, że w razie wygranej przekazuje Organizatorkom i Sponsorowi swoje dane osobowe, które są niezbędne do wysłania nagrody.
2. Dane osobowe zwycięzców nie będą przechowywane, przekazywane ani wykorzystane w żadnym innym celu oprócz wysyłki nagród.



środa, 18 stycznia 2017

TwinkleDeals: masksheets i inne gadżety

Przez ostatnie pół roku polowałam na opakowanie masksheetów, podobno dostępne w jednej z drogerii. Jednak jedyne co udało mi się zobaczyć to cena i puste miejsce na półce, ponieważ tak szybko się rozchodziły. Masksheety to najczęściej bawełniane, gotowe do użycia maseczki, które przywędrowały do Polski z Azji, głównie Korei słynącej z wieloetapowej pielęgnacji skóry. Recenzje gotowych masek kilkakrotnie pojawiały się na moim blogu:
a kolejne będą już niedługo. Tak, bardzo lubię maski w płachcie, bo są wygodne, szybkie, nie trzeba ich mieszać ani zmywać, można w nich wykonywać różne inne czynności, a do tego wszystkiego zazwyczaj fajnie działają. 


Kiedy zobaczyłam więc pakę masek w tabletkach musiałam je po prostu mieć! Jedyny problem jest taki, że zamówiłam je ze strony jednego z chińskich sklepów i musiałam cierpliwie czekać, aż dotrą.

Masksheety KLIK
100 szt. kosztowało naprawdę niewiele. Same maski są dobrej jakości, bawełniane, nie rwą się i dobrze przylegają do skóry. Co ciekawe są trochę mniejsze niż te gotowe, więc lepiej dopasowują się do wielkości mojej twarzy (nie są za duże jak te np. ze Skin79). Wreszcie mogę sama nasączać je czym tylko zechcę i dobierać maski dokładnie pod aktualne potrzeby mojej skóry. Przy okazji oszczędzam sporo kasy, ponieważ gotowy masksheet średnio kosztuje ok. 10zł, a te o wiele mniej! Nasączam je czym tylko zechcę: od toników, przez gotowe sera, oleje, kwas hialuronowy, bo wymyślone przeze mnie mieszanki półproduktów. Uwielbiam! Jeśli jesteście ze mną na Instagramie na pewno zauważyłyście (w STORY).


Szal KLIK
Bardzo, bardzo mięciutki i miły w dotyku materiał, pastelowe kolory i ogromne rozmiary szala sprawiają, że jestem z niego niesamowicie zadowolona. Jest ciepły i świetnie wygląda noszony na płaszczu. Idealny na zimę.



Kubek KLIK
Jestem nim zachwycona, a dokładniej tym, że za drugim razem dotarł cały i zdrowy (pierwszy niestety przyszedł do mnie uszkodzony). Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć gwiazdozbiory, które pokazują się po zalaniu kubka wrzątkiem. Gdy jest zimny widać same gwiazdy. Dla mnie jest świetny! Mój własny kosmiczny kubek :) Przed pierwszym użyciem dokładnie go umyłam i wyparzyłam wrzątkiem, bo zawsze tak robię, a tu dodatkowo nie mam pojęcia w jaki sposób był przechowywany. Uwielbiam!


Zielona bluzka KLIK
Spodobała mi się na zdjęciu i postanowiłam zaryzykować. Przy wybieraniu rozmiaru ściśle trzymałam się miar w centymetrach. Najpierw zmierzyłam jedną z posiadanych bluzek, a następnie dopasowałam wymiary do podanych na stronie. Teraz trochę żałuję, że wybrałam zieloną (kiedy składałam zamówienie dostępny był tylko ten kolor, obecnie do wyboru jest ich aż pięć). Materiał bluzki jest raczej sztuczny, trochę się gniecie, dobrze się pierze i prasuje (nie farbuje). Całkiem przyjemnie się nosi.


Przy okazji dodam, że powyższe rzeczy dotarły w jednej paczce po ok. 2 tygodniach od zamówienia. Odebrałam je na poczcie, po otrzymaniu awizo. Warto mieć na uwadze, że paczki z chińskich stron czasem są niedostatecznie zabezpieczone folią bąbelkową, więc podczas zamówień przedmiotów, które mogą się stłuc sporo ryzykujecie. Druga część zamówienia idzie dalej i jestem ciekawa czy w ogóle do mnie dotrze...
Podsumowując jestem zadowolona z kolejnego zamówienia z tej strony. Wiem, że zdania co do takich zakupów są podzielone, ale mimo wszystko czasem warto zaryzykować.  
W następnym poście pokażę Wam co zamówiłam... dla Was!

niedziela, 15 stycznia 2017

Cien Nature, Tanie i dobre kremy do twarzy

Czy dobry krem do twarzy musi dużo kosztować? Zwracając uwagę na składy i czytając je niemal maniakalnie często miałam wrażenie, że tak, a i owszem. Muszą. Nie udało mi się dotąd znaleźć kremów tańszych niż 30zł niewypchanych parafiną i innymi zapychaczami, których głównym zadaniem było jedynie tworzenie przyjemnej konsystencji i zapachu, ale na pewno nie pielęgnacja. Kilka miesięcy temu Lidl jednak udowodnił, że tanie nie znaczy do niczego. Szkoda tylko, że kremy, o których dziś napiszę, dotąd nie były dostępne w regularnej sprzedaży, więc pozostaje mieć nadzieję, że powrócą do sklepów.


Cien Nature, Day Cream, Wild Rose, Krem na dzień z dziką różą do cery suchej





Krem znajduje się w kartoniku, który całkiem przyjemnie się prezentuje. Kosztował bodajże lekko ponad 10zł, choć ja kupiłam go na wyprzedaży za... 4zł/50ml (tak! słownie cztery złote).


Skład: Wysoko znajdziemy tu oleje (słonecznikowy, jojoba, oliwę z oliwek), nawilżającą glicerynę,  kilka emolientów zostawiających film ochronny na skórze, olej z nasion dzikiej róży, koenzym Q10, pod koniec konserwanty i składniki kompozycji zapachowej. Szczegóły powyżej.


W kartoniku znajdziemy zgrabną, plastikową tubkę z korkiem na klik. Utrzymana została ta sama delikatna szata graficzna, może nie porywająca, ale miła dla oka. Opakowanie jest wygodne, praktyczne i niewielkie, więc idealnie wpasowało się w moją łazienkę.


Sam krem jest barwy białej i pachnie oczywiście różą. Niestety moim zdaniem zapach jest lekko podbity sztucznym aromatem, nie do końca wydaje się naturalny. Może być też mączący, bo jest intensywny i utrzymuje się dłuższą chwilę na skórze, więc jeśli ktoś nie lubi zapachu róży raczej nie będzie zadowolony. Krem przeznaczony jest do cery suchej, czyli teoretycznie nie dla mojej, która jest tłusta choć odwodniona. Lubię jednak dobre nawilżenie, a skład wyglądał na tyle przyjaźnie, że postanowiłam zaryzykować.


Jest to krem na dzień, ale ponieważ jest dość tłusty i pozostawia też grubszą, ochronną warstwę na skórze okazał się dla mnie zbyt treściwy. Zwyczajnie moja skóra się po nim nieładnie błyszczała, szybko przetłuszczała, a makijaż słabiej się trzymał. Być może faktycznie lepiej by się spisał do cery suchej, czyli takiej, do której jest przeznaczony, dlatego nie oceniam go jako zły. Zużywam go na noc, gdzie tłustawa warstwa mi nie przeszkadza oraz do rąk (też na noc). Rano buzia jest gładka i dobrze nawilżona. Nie zauważyłam, żeby zapychał, więc to całkiem przyjemny krem z dobrym składem. Mimo to więcej tej wersji nie kupię, nawet jeśli będzie tak tania i dostępna w Lidlu.


Cien Nature, Day Cream,  Pomegranate, Krem na dzień z granatem do cery dojrzałej



Wersję z granatem także kupimy w kartoniku. Standardowa cena jest podobna, czyli lekko ponad 10zł, choć ja kupiłam również na wyprzedaży za... 4zł/50ml.


Skład: na początku mamy od razu olej słonecznikowy, gdzieś dalej olej migdałowy, z pestek granatu, jojoba oraz babassu, nawilżającą glicerynę,  kilka emolientów zostawiających film ochronny na skórze, koenzym Q10, pod koniec konserwanty i składniki kompozycji zapachowej. Cały skład nie jest bardzo długi. Szczegóły poniżej.


Tubka jest identyczna, niewielka i posiada korek na klik. Nie zacina się i ułatwia wydobycie kremu do samego końca, choć nie jest przezroczysta, więc nie wiadomo ile jeszcze pozostało zawartości. Krem jest biały, przyjemnie pachnie, delikatniej niż wersja z różą i bardziej owocowo, naturalnie.


Krem świetnie się wchłania, jest idealny na dzień w okresie jesienno-zimowym, przynajmniej dla mojej odwodnionej cery tłustej. Może troszkę przyspiesza przetłuszczanie, choć na pewno nie bardziej niż inne treściwsze kremy, to lepiej chroni przed wiatrem i zimnem niż lekkie kremy nawilżające. Dobrze nawilża, regeneruje i osłania skórę przed czynnikami zewnętrznymi. Przy okazji nieźle odżywia skórę, lekko ujędrnia i jednocześnie nie zapycha. Czasem używałam go także na noc i w tej roli również doskonale się sprawdzał.


Podsumowując: do cery podobnej do mojej, czyli tłustej, ale jednocześnie odwodnionej świetnie się sprawdził krem na dzień z granatem. Lżejsza konsystencja kremu niż wersji różanej, subtelniejszy zapach i brak dodatkowego błyszczenia zachęcają mnie do zakupu kolejnej tubki. Jak tylko będą dostępne na pewno się skuszę i na wersję na noc.

EDIT: Dziewczyny w komentarzach słusznie zauważyły, że składy są identyczne jak kremy marki Cosnature. Sprawdziłam i okazało się, że producent rzeczywiście jest ten sam, więc za naprawdę niską cenę możemy kupić dobre jakościowo kosmetyki niemieckiej marki naturalnej! :) Na podobnej zasadzie w Kontigo możemy kupić kosmetyki Nacomi (pod marką Biolove), a w Biedronce niektóre kosmetyki Tołpy.

Znacie kosmetyki Cien Nature? Mam w zapasach jeszcze olejek tej marki, a widziałam, że są także kremy pod oczy i do rąk oraz wersje do twarzy na noc, ale nie załapałam się na nie. Dużo straciłam? :)

środa, 11 stycznia 2017

Smog kontra cera i zdrowie

Kilkanaście lat temu Kuba Sienkiewicz wesoło śpiewał: "Jestem z miasta, to widać, słychać i czuć". Tymczasem od kilku dni we wszystkich wiadomościach alarmują mieszkańców Polski o wielokrotnie zwiększonych normach smogu, zagrożeniu i pyłach. Gdzie? W miastach oczywiście. Też mi powód do radości ;) Jednak czy naprawdę wiemy czym właściwie jest smog i jak wpływa na nasz organizm, cerę, zdrowie czy choćby koncentrację? Jako mieszkanka Warszawy uważam, że temat jest ważny i wart przybliżenia. Zapraszam!


Co to jest smog?

Smog to nic innego jak mieszanina pyłów pochodzących np. z domowych kominów, rur wydechowych czy też, uwaga, startych opon samochodowych. Przy odpowiednich warunkach pogodowych, tj. dużym zamgleniu i braku wiatru, pył ten unosi się w powietrzu. Oddychamy nim. Specjalnie nie wymieniam tu zanieczyszczeń przemysłowych czy samolotowych, które oczywiście mają ogromny wpływ, skupiam się jednak na takich "zwykłych, codziennych", przemawiających do wyobraźni. Te większe drobiny pyłu osiadają na chodniku, natomiast mniejsze i lżejsze unosząc się w powietrzu przyczepiają się do budynków, ubrań i naszej cery. 


Jak smog wpływa na zdrowie?

Objawy na jakie jesteśmy narażeni to: duszący kaszel, choroby oskrzeli, astma, niewydolność płuc, zawał, wylew, nowotwory złośliwe, zaburzenia koncentracji, problemy z pamięcią, depresja.
Szczególnie wrażliwe są osoby cierpiące na schorzenia układu oddechowego, alergicy, astmatycy, dzieci, kobiety w ciąży oraz osoby starsze... czyli nie Ty, zapewne :) Podejrzewam, a nawet WIEM ze statystyk, że Ty jesteś młodą, śliczną kobietą zainteresowaną kosmetykami i urodą, więc skupmy się na tym temacie głębiej. 


Jak smog wpływa na cerę?

Przede wszystkim skóra narażona na tak silne zanieczyszczenie powietrza szybciej się starzeje. Najmniejsze drobiny pyłu mogą nawet wnikać wgłąb naskórka, zwiększając ryzyko działania wolnych rodników, uszkadzając włókna kolagenowe oraz lokować się w porach, gdzie wraz z sebum tworzą zaskórniki zamknięte czy pryszcze. Dodatkowo toksyny utrudniają wchłanianie się pożądanych przez nas składników kremów, pośrednio i w ten sposób przyczyniając się do utraty jędrności skóry oraz jej szorstkości, podrażnień czy zaczerwienienia. Smog może też mieć wpływ na uporczywy trądzik.


Jak walczyć ze smogiem?

Przeprowadź się :) Oczywiście żartuję, chyba że masz taką możliwość to... przeprowadź się. Natomiast walczyć możesz przykładowo używając w zrównoważony sposób auta, dbając o jego dobry stan techniczny, częściej korzystając z roweru czy komunikacji miejskiej, a jeśli do ogrzewania domu używasz pieca spalaj z nim to, co można spalać - na pewno nie są to ubrania, plastiki (!), lakierowane meble itp. Jeśli chodzi o cerę to konieczne jest dokładne, sumienne i, co najważniejsze, codzienne oczyszczanie skóry z zanieczyszczeń.


Jak dokładnie oczyścić skórę i pozbyć się z niej zanieczyszczeń?

Idealnie by było, aby do oczyszczania skóry używać szczoteczki sonicznej, która dzięki ultradźwiękom jest w stanie lepiej usunąć złuszczony naskórek i dokładniej pozbyć się zalegającego pyłu. Niestety szczoteczki takie są drogie (średni koszt 400-800zł), dlatego jeśli nie chcesz lub nie możesz inwestować w takie urządzenia spróbuj wieloetapowego oczyszczania skóry na wzór Azjatek. I nie, nie wystarczy sam płyn micelarny :)



Warto także podczas zwiększonego zagrożenia zrobić sobie maseczkę "antysmogową". W tej roli idealnie sprawdzi się urocza, dotleniająca skórę niebieska glinka francuska, o której pisałam TUTAJ.

 

 

 

 

Wieloetapowe oczyszczanie skóry:

1. Olejek lub olej, który rozpuści tłuste kosmetyki i ułatwi ich usunięcie. Możesz kupić gotowy albo zrobić go sama (polecam jojoba). Masuj twarz mieszanką olejku i minimalnej ilości wody, rób to delikatnie, kolistymi ruchami, a następnie spłucz letnią wodą. Jeżeli używasz mocnego makijażu możesz powtórzyć. Tak, oczy też możesz tak zmyć :) Jeżeli nie jesteś przekonana do oleju możesz zastąpić go mleczkiem, ale bez parafiny w składzie.
2. Pianka lub żel + woda, które pomogą usunąć brud wraz z tłustą warstwą olejku. Zwróć uwagę na skład, unikaj tych, które mocno wysuszają skórę (zawierają SLS lub SLES).
3. Peeling, najlepiej delikatniejszy i enzymatyczny, który dodatkowo rozpuści pozostałe jeszcze zanieczyszczenia i usunie martwy naskórek. W składzie unikaj parafiny i silikonów.
4. Płyn micelarny i/lub tonik, który ma za zadanie przywrócić skórze właściwe pH i przygotować ją na kolejne kroki, tym razem pielęgnacyjne (esencja, ampułki lub serum, maseczka, krem pod oczy, krem nawilżający). Zerknij na skład toniku, unikaj alkoholu, który wysusza i podrażnia skórę.


Kogo dotyczy problem smogu?

Przede wszystkim mieszkańców dużych, uprzemysłowionych miast: Krakowa i okolic, Warszawy i okolic, choć za najbardziej zanieczyszczone uznaje się miasta: Żywiec, Pszczyna, Rybnik, Wodzisław Śląski, Opoczno, Sucha Beskidzka, Godów, tu dopiero Kraków, Skawina i Nowy Sącz. 
Kilka dni temu odnotowano przekroczenie normy pyłów aż o 3000%, przy czym najgorzej było w Radomsku, Rybniku, Żywcu, Zabrzu, Częstochowie i Wodzisławiu Śląskim. Przedwczoraj, 9 stycznia, najgorzej było w Katowicach, Gliwicach i Rybniku. Obecnie sytuacja powoli się poprawia, ale przed nami jeszcze niejednokrotne zagrożenia smogiem i innymi zanieczyszczeniami. Dbajmy o siebie, bo wróg jest mały i (prawie) niewidoczny, ale bardzo groźny. Szacuje się, że średnio co roku w samym tylko Krakowie umiera 400-800 osób, które żyłyby dłużej, gdyby nie smog.

A Wy mieszkacie w miastach najbardziej zagrożonych? Czy w podczas takich alarmów skupiacie się bardziej na zagrożeniu?

poniedziałek, 9 stycznia 2017

IVA Natura, Czarna maska do twarzy oraz Krem do stóp

W ostatnich latach powstaje coraz więcej marek kosmetyków naturalnych, które dbają o składy i wprowadzają całkiem nowe receptury na Polski rynek. Niesamowicie mnie to cieszy, ponieważ przyczynia się to do zmiany świadomości Polek, które mają coraz szerszy i lepszy wybór wśród drogeryjnych półek. Jedną z nowszych marek, które niedawno pojawiły się u nas, jest turecka marka IVA Natura. Kosmetyki te powstają na bazie składników pozyskanych z roślin uprawianych w chronionych, często wysokogórskich, ekosystemach Anatolii (historyczna kraina Turcji, obejmująca m.in. cały półwysep Azji Mniejszej) i nie zawierają żadnych sztucznych substancji. Są to certyfikowane kosmetyki organiczne, produkowane m.in. zgodnie z normami Dobrej praktyki wytwarzania. Dzisiaj zapraszam Was na post o masce do twarzy i kremie do stóp tej marki.


IVA Natura, Black Face Mask, Czarna maska do twarzy 

Według producenta: "Organiczna, certyfikowana czarna maska do twarzy z wykorzystaniem ekstraktów z przytulii czepnej pozyskiwanej z żyznych równin prowincji Diyarbakir. Równiny te są z jednej strony pokryte śniegiem, a z drugiej porastają je krwistoczerwone kwiaty. Przytulia czepna zbierana w tym rejonie jest bogata w kwas askorbinowy, witaminę C oraz saponiny. Zapewnia to dogłębne oczyszczanie oraz wybielenie skóry.
Sposób użycia: pokryć dokładnie oczyszczoną skórę twarzy nakładając sporą ilość produktu. Pozostawić na 5 minut, po czym obficie spłukać wodą. Stosować 2 razy w tygodniu."


Czarną maskę kupicie w kartoniku, którego ja nie posiadam, ponieważ mam mniejsze opakowanie (50ml). Standardowa pojemność kosztuje sporo, bo 99zł, ale za to pojemność to aż 250 ml, więc wystarczy na bardzo długo. Samo opakowanie maski to czarny, plastikowy pojemniczek, który pod zakrętką posiada zabezpieczenie.


Skład: Aqua, Myrtus communis* (mirt zwyczajny, zalecany do skóry zanieczyszczonej, skłonnej do wyprysków, działa odświeżająco i odkażająco, usuwa wysypki i trądzik), Cetearyl Alcohol**, Olea europaea Fruit Oil* (oliwa z oliwek, odżywia skórę, pozostawia film ochronny, poprawia ukrwienie i wzmacnia barierę naskórka), Caprylic/Capric Triglyceride**, Citric Acid**, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Sodium Lauroyl Glutamate**, Potassium Hydroxide**, Rosa damascena (Rose) Flower Distillate* (wodny roztwór z destylacji kwiatów róży damasceńskiej, działa przeciwzmarszczkowo, przeciwzapalnie, wygładza, matuje), Thymus vulgaris* (macierzanka, działa ściągająco), Ironoxide (CI 77499), Benzyl Alcohol (And) Dehydroacetic Acid**, Sodium Benzoate**, Arbutus Unedo Fruit Extract (AP) (chruścina jagodna, posiada właściwości antybiotyczne), Aesculus hippocastanum Extract (AP) (kasztanowiec zwyczajny, napina, ujędrnia, poprawia ukrwienie skóry, idealny dla cer dojrzałych i naczynkowych), Galium aparine (Cleavers) Extract (AP) (przytulina czepna, bogata w witaminę C, oczyszcza i wybiela), Licorice Extract (AP) (lukrecja, nawilża, zatrzymuje wodę w naskórku), Propanediol (1) (And) Lecithin (2) **, Fragrance

*Organic Certificated     **Approved For Organic Cosmetic     AP: Anatolian Plant




Maska na pierwszy rzut oka faktycznie wydaje się głęboko czarna. Zapach jest minimalnie wyczuwalny, lekko ziołowy i odświeżający, nie wyczuwam w nim sztuczności. Na pewno nie jest mocny i męczący, więc nawet osoby nieprzepadające za ziołowymi aromatami mogą być zadowolone. Posiada konsystencję gęstego budyniu, doskonale rozsmarowuje się na skórze, nie spływa z niej. Na twarzy widać, że tak naprawdę posiada kolor bardzo ciemnozielony.


Maska nie zasycha ani nie zastyga, po odczekaniu 5-10 minut można ją spokojnie zmyć wodą. Najbardziej lubię takie zmywalne maski robić po prostu kilka minut przed prysznicem, wtedy nie muszę się chlapać i obawiać o zmoczenie ubrania. Ewentualne resztki maseczki usuwam wacikiem zwilżonym w wodzie lub hydrolacie. Po zmyciu skóra jest niesamowicie mięciutka, odświeżona, zaczerwienienia rozjaśnione, a pory ładnie przymknięte. Skóra jest po niej przyjemnie oczyszczona, rozświetlona, lekko napięta, ale nie ściągnięta. Delikatnie nawilża, na pewno nie wysusza skóry. Nie uczuliła mnie ani nie podrażniła. Przy tym maska jest niesamowicie wydajna, nakładałam ją już ok. 10 razy i mam ponad połowę mniejszego opakowania, więc duże, 250ml, wystarczy na naprawdę długo.


Poniżej zdjęcie z mojego Instagrama :)


IVA Natura, Foot Care Lotion, Krem do stóp

Według producenta: "Organiczny, certyfikowany krem do stóp z ekstraktem z dziurawca z Toros, rosnącego na objętym ochroną, chłodnym i pustynnym terenie Gór Taurus. Zebrany w tym miejscu dziurawiec posiada właściwości antybakteryjne i antywirusowe. Pomaga z odnowie i odbudowie skóry stóp.
Sposób użycia: Nakładać na oczyszczoną skórę stóp. Wsmarować do całkowitego wchłonięcia. Można stosować dwa razy dziennie, rano i wieczorem".


Krem kupimy w kartoniku, którego szata graficzna bardzo przyjemnie kojarzy mi się z naturą. Wszystkie kosmetyki tej marki utrzymane są w podobnym designie. Kosztuje 42zł/100ml.


Skład: Aqua, Myrtus communis* (mirt zwyczajny, działa odświeżająco i odkażająco), Thymus vulgaris* (tymianek, działa odkażająco, przeciwzapalnie i oczyszczająco), Caprylic/Capric Triglyceride**, Cetearyl Alcohol**, Glyceryl Stearate SE**, Olea europaea Fruit Oil* (oliwa z oliwek, odżywia skórę i pozostawia na niej filtr ochronny, poprawia ukrwienie i wzmacnia barierę naskórka), Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Sodium Lauroyl Glutamate**, Rosa damascena (Rose) Flower Distillate* (wodny roztwór z destylacji kwiatów róży damasceńskiej, wykazuje działanie przeciwzapalne), Argania spinosa Kernel Oil* (olej arganowy, szczególnie zalecany dla skóry dojrzałej i odwodnionej, bogaty w witaminę E i prowitaminę A, dzięki którym jest doskonałym przeciwutleniaczem, głęboko i skutecznie nawilża skórę, posiada silne działanie regenerujące, chroni przed silnym działaniem słońca oraz wiatru, chroni przed procesem starzenia się skóry, a także łagodzi objawy trądziku młodzieńczego, alergii i łuszczycy), Benzyl Alcohol (And) Dehydroacetic Acid**, Hypericum perforatum (St John’s Wort) Extract (AP), Sodium Benzoate**, Melaleuca alternifolia Leaf Oil (AP) (olejek z drzewa herbacianego, unikalny, naturalny antyseptyk o potężnym działaniu bakteriobójczym, przeciwgrzybicznym i przeciwwirusowym, doskonałe uzupełnienie kremów nawilżających.), Hypericum perforatum (St John’s Wort) Oil (AP) (dziurawiec zwyczajny, wspaniały środek zmiękczający, ma szerokie zastosowanie w produkcji środków do pielęgnacji skóry oraz w produktach do opalania), Thymus vulgaris Extract (AP), Citric Acid**, Propanediol (1) (And) Lecithin (2)**

*Organic Certificated     **Approved For Organic Cosmetic     AP: Anatolian Plant



W kartoniku znajdziemy plastikową buteleczkę, która nie jest za duża i bardzo poręczna.  Dzięki temu, że jest przezroczysta mamy pełną kontrolę nad ilością produktu. Podoba mi się etykieta, która jest trwała i śliska, dzięki temu napisy się nie ścierają, a krem przez cały okres użytkowania wygląda nienagannie (podobnych etykiet używa m.in. Sylveco).


Opakowanie zostało zaopatrzone w pompkę, która mogłaby być przyjemniejsza w obsłudze. Krem jest dość gęsty, a otworek naprawdę maleńki, więc aby go wydobyć muszę mocno naciskać pompkę i to kilkakrotnie. Wolałabym, aby było to łatwiejsze, ponieważ po jakimś czasie zaczyna denerwować.


Krem jest gęsty, lekko beżowy i pachnie naturalnie, ziołowo, ale zdecydowanie wyraźniej niż maska. Mój nos wyczuwa tymianek i bardzo delikatną woń olejku z drzewa herbacianego. Mimo to zapach nie jest męczący ani zbyt silny, więc myślę, że mogą się na niego pokusić nawet antyfanki ziołowych aromatów.


Krem do stóp posiada świetną konsystencję: początkowo gęsta, po rozsmarowaniu okazuje się doskonale i szybko wchłaniać w skórę, pozostawiając na niej jednak bardzo przyjemną, delikatną i nietłustą warstewkę ochronną. Obecnie, w środku zimy, spokojnie można używać go także rano, nie wiem czy w lecie nie będzie jednak zbyt treściwy w ciągu dnia. Krem cudownie nawilża, odżywia i zmiękcza skórę stóp, jednocześnie korzystnie wpływając na moje samopoczucie (po wielu kremowych wpadkach, np. KLIK, miło znaleźć krem, który działa!). Podoba mi się, że nie brudzi pościeli czy ubrań, dobrze sobie radzi z moją suchą skórą, a do tego zawiera idealnie dobrane do potrzeb stóp roślinne składniki, od dawna znane z właściwości antyseptycznych, odkażających i odświeżających.


Podsumowując jestem bardzo zadowolona z kosmetyków IVA Natura i wiem, że to nie będzie nasze ostatnie spotkanie. Przyjemne składy, naturalne zapachy, a przede wszystkim genialne działanie zachęcają mnie do odkrywania kolejnych produktów.

Znacie już kosmetyki tej marki? Co myślicie o Czarnej masce do twarzy lub Kremie do stóp?