czwartek, 29 września 2016

Relacja z Beauty Days 17.09.2016r.

W sobotę 17 września byłam na ciekawym wydarzeniu. Były to Targi Beauty Days w Nadarzynie pod Warszawą. Jednocześnie obok odbywały się targi modowe, jednak ja skupiłam się na swojej działce, że się tak wyrażę. Na imprezie obecne były gwiazdy, blogerzy i celebryci, m.in. Maja Sablewska i Red Lipstick Monster. Jeżeli jesteście ciekawi moich wrażeń z tego wydarzenia zapraszam na wpis.



Targi rozpoczęły się w piątek, ale ja mogłam się wybrać na nie dopiero w sobotę, zresztą sobotni program najbardziej mi odpowiadał. Ptak Warsaw Expo, gdzie odbywała się impreza, można było znaleźć z łatwością, choć samo wejście do hali już nie było wyeksponowane. Musieliśmy przejść cały wielki budynek, nigdzie nie było strzałek, myślę, że można było uniknąć takiego zamieszania i oznakować wejścia. Po zarejestrowaniu się weszłam na teren targów z różowymi dywanami i mnóstwem kosmetycznych stoisk. Raj :) Na początek zależało mi, aby znaleźć stoisko Mokosh, gdzie byłam zapisana na warsztaty z peelingów. 


Stoisko Mokosh zrobiło na mnie wrażenie, było po prostu śliczne. Drewno, uśmiechy i merytoryczne rozmowy już na zawsze będą mi się kojarzyły z tą marką. Na warsztacie robiliśmy swój własny peeling z soli, oleju makadamia i olejków eterycznych. Przy okazji podpytywałam prowadzącego o różne ciekawostki, udało mi się m.in. dowiedzieć, że cała firma Mokosh liczy 5 pracowników i jest to firma rodzinna. Cieszy mnie, że tak się ta marka rozwija!


Po warsztatach miałam czas, aby przejść przez inne stoiska, porozmawiać o nowościach i zrobić zakupy. Szczególnie skupiłam się na markach, o których dotąd jedynie słyszałam, a z którymi nie miałam jeszcze do czynienia. Jedną z nich jest Lush, która szczyci się świetnymi składami. Jestem w trakcie zużywania próbek, które bardzo dobrze rokują. Wspaniale pachną naturalnymi olejkami eterycznymi i mają delikatne konsystencje.


Zaciekawiła mnie bardzo polska marka Sadza Soap i czarne mydła w kształcie bryłki węgla. Ich peeling z kawałkami prawdziwego węgla jest naprawdę hardcorowy.


La-Joie to akcesoria do stóp i paznokci, więc przy stoisku zakupiłam sobie kilka pilników. Panowie byli bardzo pomocni, potrafili doradzić i podpowiedzieć, a same akcesoria już kiedyś miałam okazję kupić, więc wiem, że są ok.


Na stoisku Sylveco pozachwycałam się zapachami serii Vianek oraz zrobiłam małe zakupy, do których dostałam jeszcze gratis moją ukochaną pomadkę z peelingiem :)


Indigo miało ogromne stoisko i przyznam, że miałam zamiar kupić hybrydy, ale zrezygnowałam, bo nie mogłam się zdecydować na kolory :)


Nie są to oczywiście wszystkie stoiska, ale wiele zdjęć nie wyszło z powodu słabego oświetlenia. Żałuję, bo chciałam Wam pokazać jak pięknie były poustawiane i wyeksponowane kosmetyki, jak było kolorowo, większość ludzi była uśmiechnięta i bardzo rozmowna. Dowiedziałam się sporo rzeczy i wiele marek mam ochotę wprowadzić do swojej pielęgnacji.


Jedno ze stoisk natomiast było zaskakujące, prezentowało bowiem jedzenie z hasłem "przez żołądek do piękna".  Stoisko należało do marki Natureat, a smaki dla gości komponował David Gaboriaud znany m.in. z autorskiego programu na Kuchnia+. Swoją drogą bardzo sympatyczny i otwarty człowiek, chętnie dzielił się swoją wiedzą. Oczywiście co nieco podjedliśmy i zakupiliśmy.


W tym samym czasie na scenie odbywało się sporo atrakcji. Były metamorfozy z RLM, bitwy na pędzle Kitulec Kate vs Karolina Zientek:


Porady wizerunkowe Mai Sablewskiej:


Pokazy mistrzów fryzjerstwa Tomasza Schmidta i Andrzeja Wierzbickiego z programu Ostre Cięcie:


Wypowiedzi blogerek, tu akurat Macademian Girl: 


Poza tym przy poszczególnych stoiskach także wiele się działo: makijaże, fryzury, porady, dobór kosmetyków, odcieni, zapachów oraz zabiegów:


Mnie udało się skorzystać z zabiegu Mikrodermabrazji wodnej HYDRA FACIAL. Specjalnie zarezerwowałam sobie ostatnie pół godziny przez zakończeniem targów, bo dostałam cynk od Żanety, że po zabiegu skóra jest zaczerwieniona, a nie chciałam tak paradować dłużej niż muszę. 


Zabieg był bezbolesny, choć odczuwałam lekkie drapanie i wsysanie skóry, ale nie było to nieprzyjemne. Kosmetyczka najpierw zmyła mój makijaż, następnie specjalną końcówką oczyściła skórę przy pomocy specjalistycznej substancji i próżni. Następnie, wykorzystując fakt, ze pory zostały otwarte i oczyszczone, kolejnymi coraz mniejszymi, jednorazowymi końcówkami wtłacza się w skórę preparaty z substancjami aktywnymi, które głęboko nawilżają, odmładzają i regenerują skórę. Na koniec przymyka się pory i chwilę daje skórze na ochłonięcie. Sam zabieg trwał ok. 30 minut i był w sumie relaksujący, faktycznie skóra była lekko zaczerwieniona, ale szybko mi to przeszło (po ok. 10-15 min.).


Skóra po zabiegu była mega wygładzona, o wiele delikatniejsza niż po jakimkolwiek peelingu, pory były niewyczuwalne i zmniejszone do minimum. Odczuwalne było nawilżenie, miałam wręcz wrażenie, że skóra jest "opita", mokra i ochłodzona. Efekt utrzymywał się ok. 4-5 dni po zabiegu, choć i teraz, po ponad tygodniu, wciąż widzę różnicę. Mam o wiele mniej zaskórników, podskórnych grudek, nie błyszczę się tak mocno jak zazwyczaj. Przez ten tydzień ani razu nie odczułam dyskomfortu związanego ze ściągnięciem skóry, nawet po umyciu jej żelem z SLS. Żałuję tylko, że zabieg swoje kosztuje, sprawdziłam w pierwszym lepszym gabinecie w Warszawie, który mi się pokazał w Google - 1 zabieg to koszt 300zł, ale seria 4 zabiegów już 800zł. Jakby ktoś mi chciał zrobić prezent to macie podpowiedź ;)


Jak wspomniałam nie obyło się bez zakupów, choć naprawdę aby być grzeczną wzięłam określoną kwotę gotówki, a kartę zostawiłam w domu. Łatwo nie było. Kupiłam swoją ukochana pomadkę z peelingiem Sylveco, a do tego żel Vianek, więc kolejną pomadkę dostałam gratis. Dla Żanety wzięłam cienie Ingrid, a przy okazji kupiłam i sobie jedno opakowanie. Pilniczki i polerki La Joie i tak planowałam nabyć, więc skorzystałam z cen targowych.


Dostałam też trochę próbek, z czego już mogę powiedzieć, że krem Fitomedu no11 będzie mój, a i na coś fajnego marki Lush planuję się zaczaić. Własnoręcznie ukręcony peeling Mokosh oczywiście był świetny. Poza tym kuszą mnie peelingi Scandinavia oraz Fresh&Natural.


Na wspomnianym stoisku kulinarnym uraczyłam się prawdziwym greckim dżemem z papryki oraz chutneyem z bakłażana, którego zawsze chciałam spróbować - jest smaczny, ale zabrakło mu pazura.


Bawiłam się świetnie, poznałam kolejnych ludzi, którzy godzinami mogliby rozmawiać o składach, formułach i efektach stosowania kosmetyku. Uwielbiam ludzi z pasją, a na wielu stoiskach takich właśnie spotkałam. Ogólna atmosfera była bardzo pozytywna, choć zdziwiłam się, że było tak mało odwiedzających! Nie pierwszy raz byłam na targach kosmetycznych, za to pierwszy raz na takich, gdzie było tylu znanych ludzi z internetu i telewizji, natomiast samych odwiedzających garstka. Ma to oczywiście swoje plusy, bo przy większości stoisk można było spokojnie porozmawiać, skonsultować się czy dobrać odpowiednie odcienie. W dodatku ceny były dużo bardziej dostępne niż choćby w sklepach internetowych. Jestem zadowolona i jeśli będzie kolejna edycja z pewnością się na nią wybiorę.

Czy Wy miałyście okazję być na targach kosmetycznych? Lubicie tą atmosferę i bezpośredni kontakt z markami?

niedziela, 25 września 2016

Akcesoria kosmetyczne ze strony rosegal.com

Kolejne zamówienie z chińskiej strony, tym razem akcesoria kosmetyczne z rosegal.com, głównie pędzle i gadżety do paznokci. Niestety z tego zamówienia nie wszystkie produkty do mnie dotarły, w tym zabrakło gąbeczek do robienia ombre na paznokciach :(


Lakiery UV (hybrydowe) Bling

KLIK hybrydy

Przyznaję, że miała obawy przy nakładaniu  tych lakierów hybrydowych Bling na paznokcie, ale okazało się, że bez powodu. Wszystkie kolory już wypróbowałam i mogę powiedzieć, że oba róże i niebieski są świetne, choć najjaśniejszy róż wymaga aż trzech warstw, aby uniknąć prześwitów. Czarny się klasycznie marszczy, chyba że nałożę naprawdę dwie cieniutkie warstewki. Biały jest ok, dwie warstwy dobrze wyglądają na płytce. Złotego używałam póki co jedynie w poniższym zdobieniu, więc nie wiem jak wygląda nałożony solo. Lakiery dobrze się zmywają acetonem, nie ma problemu z ich usunięciem. Jako bazy i topu używałam do nich zestawu Semilaca oraz NeoNail - dobrze współpracują. Jestem z nich bardzo zadowolona zwłaszcza, że kosztowały mniej niż 1$!


Kolejne akcesoria kosmetyczne to wymarzony przezroczysty stempel do ozdabiania paznokci oraz kilka płytek. Jak nabiorę trochę wprawy i znajdę odpowiednie lakiery na pewno pokażę Wam na Instagramie co można z nich wyczarować :) Naklejki kotki są super, możecie je zobaczyć powyżej na paznokciach. Lakierów fluorescencyjnych jeszcze nie używałam, tak jak i białych naklejek koronkowych na pazurki. 

KLIK lakiery fluo, KLIK płytki do stempli, KLIK stempel, KLIK białe naklejki pazury, KLIK naklejki kotki

Poniżej turban do włosów, który wzięłam ze względu na namiętne olejowanie i maseczkowanie. Ręcznik jest z mięciutkiej mikrofibry, szybko schnie i dobrze się pierze. Do wyboru było kilka kolorów. Klipsy do zdejmowania hybryd czekają na swoje testy, ale widziałam u dziewczyn, że dają radę, więc zaryzykowałam. Sztuczne rzęsy dorzuciłam z ciekawości, bo były śmiesznie tanie, a do tego pęsetę i klej, który jak się okazało w połowie wyciekł (na szczęście był oddzielnie zapakowany, więc niczego nie zniszczył). Zamówiłam też dwa zabawne, cudownie pachnące balsamiki do ust (na parafinie) oraz kredkę do brwi, która okazała się dla mnie za jasna.

KLIK ręcznik do włosów, KLIK pęseta do rzęs i klej, KLIK sztuczne rzęsy, KLIK balsam do ust, KLIK fioletowe klipsy do usuwania hybryd, KLIK kredka do brwi

Pędzle, pędzle, pędzle... To coś, czego mi zawsze brakowało w dużych ilościach, więc gdy zobaczyłam ich ceny nie mogłam przestać. Wzięłam więc aż trzy zestawy. Słynne już "puchacze"w ilości 10 sztuk, które faktycznie są mięciutkie i nieźle zrobione. Nie wypadają z nich żadne włoski, trzonki są solidne. Zestaw 15 pędzli ze złotą skuwką to jak dla mnie również dobry zakup. Mam teraz mnóstwo pędzelków przede wszystkim do blendowania i nakładania cieni, korektora i ust. Włosie jest sprężyste, dobrej jakości, syntetyczne. Na koniec zostawiłam zestaw 4 pędzli ecotools, co do których mam mieszane uczucia. Bambusowe trzonki przypominają oryginały, a włosie wydaje się być niezłej jakości, choć w kabuki trochę się zniekształciło. Nie mam jednak co do nich żadnej pewności.

KLIK pędzle puchacze 10szt, KLIK pędzle złote 15 sztuk, KLIK pędzle ecotools

Wszystko kosztowało ok. 45$


Tak się przedstawiają moje chińskie nowości. Szczególnie uwielbiam te naklejki na paznokcie i pędzle, już nie mogę narzekać na ich brak :) Znacie tą stronę? Czy kupiłybyście coś na chińskiej stronie?

sobota, 24 września 2016

Zamówienie ze strony twinkledeals.com

Jakiś czas temu zdecydowałam się na wypróbowanie chińskich stron z akcesoriami kosmetycznymi oraz ciuchami. Do zaryzykowania zachęciły mnie... naklejki na paznokcie oraz pędzle, o których tyle się naczytałam i których tyle się naoglądałam na Instagramie. Szczególnie oszalałam ostatnio na punkcie króciutkich filmików, na których dziewczyny pokazują zdobienia. Oglądam je już chyba jak uzależniona :) Dziś krótkie niekosmetyczne zamówienie ze strony twinkledeals.com oraz moje doświadczenia z przesyłką.


Zacznę nietypowo, ponieważ natchniona pokazem Dai x Sora na Hello Asiaw Sopocie postanowiłam kupić sobie... perukę. Nie odkryłam jeszcze do końca co będę z nią robić, daleko mi do cosplay'u, ale na bal przebierańców mogę się już wybrać :) Powiem Wam jedno: peruka z długich, lekko falowanych ciemnych włosów na mojej głowie to ciekawe doświadczenie, dobrze się w niej czuję. Jakość włosów jest moim zdaniem dobra, nic nie wypada, choć lekko się plącze, włosy pięknie błyszczą, są przyjemne w dotyku, a sama peruka ma ukrytą gumkę, dzięki której całość nie spada.


Tak się przedstawia całe moje zamówienie: koszula, bluzka, peruka i trzy poszewki na poduszkę. Całość kosztowała 50$.


Bluzka w grochy jest genialna, z lekkiego, trochę przezroczystego materiału. Posiada urocze rękawki motylki. Bardzo dobrze leży na sylwetce, jest dobrze wykończona, nie prują się żadne nitki. Jestem z niej bardzo zadowolona, choć obawiałam się rozmiaru - mierzyłam swoje ubrania, a potem nie patrzyłam na rozmiar tylko wymiary. Była jeszcze taka czarna w białe groszki.

KLIK morze, KLIK kosmos

Poszewki na poduszki 40x40 są nieco większe niż się spodziewałam. Wykonane z niedrapiącego materiału przypominającego len, z nadrukiem. Kryty zamek ułatwia włożenie do środka poduszki. Poszewki są zaskakująco dobrej jakości, muszę tylko poszukać do nich trochę większych poduszek, bo 40x40 się w nich gubią :) Kosmiczna jest jakby dla mnie stworzona!

KLIK koszula

Koszula męska to mój ukłon w stronę męża, a zresztą byłam ciekawa produktów męskich. Koszula jest całkiem niezłej jakości, nie za cienka, nie za gruba. Lekko taliowana, dobrze leży. Nie podoba nam się jednak, że kołnierzyk nie jest usztywniony, trzeba będzie coś z tym zrobić. Kupowana również na wymiary, które się jak najbardziej zgadzają.

Najbardziej zachwyciły mnie poszewki na poduszki, uwielbiam ciekawe dodatki do domu oraz urocza bluzeczka. 

Czy bać się chińskich sklepów?

Ostatnio robiłam zamówienia aż z czterech chińskich stron, wszystkie mniej więcej w tym samym czasie. Pierwsze paczki dochodziły dość szybko, bo już po 2 tygodniach (do Europy szły przez Holandię, a stamtąd dopiero do Polski). Odebrałam je na poczcie po otrzymaniu awizo. Niestety rzadko kiedy całe zamówienie było w paczce, raczej były one podzielone na mniejsze. Przykładowo powyższe przyszło w dwóch częściach i wcale nie w tym samym dniu. Nie mam negatywnych doświadczeń z celnikami. Wszystko doszło w miękkich kopertach, bez bąbelków, więc warto mieć na uwadze, że niektóre rzeczy np. torebki mogą być trochę zgniecione, a ciuchy pomięte. W jednym z zamówień nie wszystko do mnie dotarło, podobno zabrakło na stanie w sklepie (choć przecież jak zamawiałam to było...).

Czy jestem zadowolona?
Tak, bo większość jak najbardziej doszła i to całkiem szybko. Cztery zamówienia doszły w 7  oddzielnych paczkach, więc trochę irytujące było codzienne bieganie na pocztę. Większych uszkodzeń nie było, wylał się tylko klej do rzęs, ale na szczęście był zapakowany oddzielnie, więc niczego nie zabrudził. Ubrania z wyjątkami są niezłej jakości, właściwie niczym nie odbiegają od tych sieciówkowych (ciekawe gdzie je produkują?). Zamówiłam też mnóstwo akcesoriów kosmetycznych, ale o tym w następnym poście.

Zamawiałyście coś z takich stron czy się boicie?

czwartek, 22 września 2016

Skin79, Pore Bubble Cleansing Mask, Nowa maska w płachcie bąbelkująca

Maski w płachcie na stałe zawitały w mojej pielęgnacji. Nie ma chyba tygodnia, w którym nie stosuję co najmniej jednej, zazwyczaj nowej płachty i nie planuję tego zmieniać :) Choć nadal jestem wielką fanką glinek i nie zrezygnuję  z nich za skarby świata, to jednak jako osoba dość aktywna cenię sobie szybkość i skuteczność mask sheetów. A że nowości ukochałam sobie szczególnie, nie mogłam odmówić przetestowania nowej maski Skin79. Zupełnie innej niż pozostałe, bo... bąbelkującej.


Skin79,  Pore Bubble Cleansing Mask, Nowa maska w płachcie bąbelkująca

Według producenta: "Absolutna Nowość na Polskim Rynku! Pierwsza maseczka w płacie zapewniająca efekt masażu jednocześnie. Maska, dzięki drobnym pęcherzykom powietrza, wnika głęboko w pory, dokładnie je oczyszczając. Ekstrakt z jeżówki pobudza wytwarzanie nowych włókien kolagenowych i silnie regeneruje. Proteiny mleka nawilżają i wygładzają skórę. Wąkrota azjatycka wykazuje działanie przeciwzapalne, poprawia gęstość i elastyczność skóry. Twarz staje się silnie nawilżona i wyraźnie rozjaśniona. Stosować minimum raz w tygodniu."


Czarne opakowanie maski łatwo się otwiera, a jednocześnie dobrze chroni zawartość choćby przed wyschnięciem czy dostępem powietrza. Z tyłu mamy etykietę po polsku oraz skład INCI.


Skład: Water, Glycerin, Sodium Cocoyl Apple Amino Acids, Cocamidopropyl Betaine, Dipropylene Głycol, Disloxane, Methyl Perfluoarobutyl Ether, Methyl Perfluoroisobutyl Ether, Hydroxyethyloellulose, Phenoxyethanol, Sodium Chloride, Ethylhexylglcerin, Disodium EDTA, Fragrance, Butylene Głycol, Ethyl Hexanediol, Echinacea Angustifolia Extract, Mentha Piperita (peppermint), Leaf Extract, Milk Protein Extract, 1,2-Hexanediol, Centella Asiatica Extract, Gaultheria Procumbens (Wintergreen) Leaf Extract, Camellia Siensis Leaf Extract, Houttuynia Cordata exstract.


Sposób użycia:
1. Umyć i stonizować twarz.
2. Rozmasować maskę przez opakowanie, aby równomiernie rozprowadzić składniki aktywne.
3. Rozłożyć maskę na suchej skórze, dopasowując do oczu i ust.
4. Po około 10 minutach zdjąć maskę.
5. Umyć i stonizować twarz


Maska ma postać czarnej tkaniny z tradycyjnie wyciętymi miejscami na oczy, usta i nos. Jest mięciutka i łatwo się nakłada oraz dopasowuje do twarzy, choć dla mnie (jak i zapewne dla większości z Was) jest odrobinę zbyt duża, przez co delikatnie się marszczy. Nie przeszkadza to jednak w używaniu. Maska dobrze trzyma się skóry, nie spada. Zapach posiada przyjemny, dość intensywny, skojarzył mi si trochę z płynem do płukania tkanin.


Warto pamiętać o delikatnym pomasowaniu maski jeszcze przed wyjęciem jej z opakowania, aby dobrze rozprowadzić składniki. Po opuszczeniu opakowania od razu można zauważyć tworzące się bąbelki, co wygląda dość zaskakująco. Po nałożeniu maski na suchą skórę i dokładnym jej rozłożeniu wystarczy odczekać 2 minuty, aby zaczęła "się pienić". Wygląda się w niej hmmm... interesująco. Trochę kojarzy mi się z puchatym zwierzątkiem z jakiejś produkcji dla dzieci. Naprawdę żałuję, że nie odwiedził mnie wtedy mój ulubiony listonosz - ten sam od niebieskiej glinki i czarnej, węglowej maski. Chciałabym zobaczyć jego minę :D
Po 10 minutach wyglądałam już tak:


Bąbelkowanie nie jest tylko ciekawym dodatkiem i efektem odróżniającym maskę od innych. Zapewnia ono bowiem skórze delikatny, acz skuteczny masaż. Jest to bardzo przyjemne uczucie lekkiego łaskotania, wręcz uzależniające. W dodatku trwa przez całe 10 minut, a pewnie nawet dłużej. Po prostu ta maska cieszy, wywołuje uśmiech na mojej twarzy i to mi się podoba :)


Maska nie podrażniła mojej skóry, nie spowodowała szczypania czy łzawienia oczu. Po zdjęciu zostawia na skórze delikatną, śliską powłokę, którą należy zmyć. Skóra była natomiast dobrze oczyszczona, wydaje mi się też, że część zaskórników z nosa zniknęła, choć przyznaję, że miałam ich niewiele. Spodobało mi się, że twarz po jej użyciu nie błyszczała się przez kilkanaście godzin, więc pokusiłabym się o stwierdzenie, że reguluje wydzielanie sebum. I to wszystko bez nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Maska pozostawiła skórę gładszą, miękką, elastyczną, milszą z dotyku, nawilżoną, a pory lekko przymknięte. Najbardziej zauważalne jednak było rozjaśnienie skóry, zwłaszcza moich zaczerwienionych policzków - wreszcie kolor cery ujednolicił się jak po cienkiej warstwie podkładu. Resztki maski (pianki) domyłam płynem micelarnym, a następnie skórę stonizowałam według wskazań producenta, wtedy była już gotowa na kolejne etapy pielęgnacji np. toner czy serum.


Standardowa cena Pore Bubble Cleansing Mask to 25zł/szt. (23ml), obecnie jest w promocji za 16,90zł. Często można ją także spotkać w różnorodnych zestawach maskowych. Pamiętajcie, aby produkty marki kupować u polskiego dystrybutora, by nie nabrać się na liczne podróbki.

Planuję zakup kolejnych sztuk, bo nie zamierzam się pozbawiać tak przyjemnego efektu masującego. Znacie podobnie działające mask sheety? 

niedziela, 18 września 2016

Ulubione oleje 100% do pielęgnacji: wiesiołek, marula, lniany, jojoba

Wiele miesięcy temu wciągnęły mnie receptury własnych kosmetyków, stąd na blogu pojawiały się przepisy np. na kremy czy sera do twarzy. Obecnie kręcę rzadziej, zdecydowanie maksymalnie upraszczam  formuły, ale nie rezygnuję całkowicie, bo to nie tylko fajna zabawa, ale i pewność, że wiem co nakładam na skórę.
Zanim jednak zaczęłam łączyć i mieszać poznałam czyste oleje, mieszałam je np. z kwasem hialuronowym i nakładłam na noc lub wcierałam we włosy. Tak naprawdę w ten sposób zaczęła się moja przygoda, ponieważ bez znajomości poszczególnych składników trudno opracować własne składy. 
Olei poznałam wiele, baaardzo wieeeele. Jednych używam do twarzy, innych do ciała, jeszcze innych do włosów, choć niektóre są bardziej uniwersalne np. jojoba lub wiesiołek.

Dziś napiszę o moich ulubionych, dość uniwersalnych olejach. Nie są to wszyscy ulubieńcy, więc jeśli post Wam się spodoba napiszę ciąg dalszy.

Ulubione oleje naturalne 100%

 


Olej z wiesiołka Vivio - olej jakości spożywczej


Nie bez powodu olej z wiesiołka kupuję ZAWSZE jakości spożywczej. Jest to bardzo cenny sprzymierzeniec zdrowia i urody nie tylko od zewnątrz, ale przede wszystkim stosowany od środka. W dodatku jest idealny dla kobiet, ponieważ m.in. łagodzi PMS i inne dolegliwości kobiece, chroni przed bólem głowy, pomaga w chorobach krwi, wątroby i cukrzycy. Oczywiście to nie wszystko, warto oszukać więcej w internecie.

Jego skład to przede wszystkim nienasycone kwasy tłuszczowe, z czego większość to kwasy omega-6: 
- aż 70% kwas linolowy (m.in. działanie przeciwnowotworowe i antymiażdżycowe, poprawia też stan skóry);
- ok. 10% kwas gamma-linolenowy (poprawia pracę układu rozrodczego, stymuluje wzrost komórek włosów i skóry, poprawia funkcjonowanie układu krwionośnego, reguluje ciśnienie krwi, zmniejsza ryzyko zawału serca); to jeden z kluczowych kwasów tłuszczowych dbających o zdrowie człowieka, a w naszej diecie często go brakuje;
- pozostałe 20% to: kwasy oleinowy, palmitynowy i stearynowy, wit. E (walczy z wolnymi rodnikami powodującymi starzenie się skóry), cynk, selen i magnez oraz fitosterole, które blokują wchłanianie złego cholesterolu i  zmniejszają jego stężenie we krwi, zawiera też białko i enzymy.
Olej z wiesiołka można zatem uważać za najbogatsze, naturalne źródło biologicznie aktywnej witaminy F (inna nazwa nienasyconych kwasów tłuszczowych- NNKT).

Właściwości:
- działanie odchudzające - zapobiega magazynowaniu się tłuszczów i ułatwia ich spalanie, pomaga usunąć toksyny z organizmu (po zjedzeniu);
- działanie antyreumatyczne - dla osób starszych, dodatkowo wspomaga regenerację tkanki łącznej i chrzęstnej (po zjedzeniu);
- wzmacnia odporność -  chroni przed infekcjami dróg oddechowych oraz gardła (po zjedzeniu);
- chroni układ krążenia - poprawia przepływ krwi w naczyniach, obniża ciśnienie (po zjedzeniu);
- działanie pielęgnacyjne - ujędrnia i uelastycznia skórę, nawilża ją i reguluje pracę gruczołów łojowych, leczy trądzik i problemy skórne (nakładany na skórę);
- ochronne na włosy - regeneruje i zapobiega rozdwajaniu (nakładany na końcówki włosów);
- działanie antyrakowe (zwłaszcza piersi i sutka) - zawarty w nim kwas gamma- linolenowy potrafi zahamować wzrost agresywnego raka piersi i wspomaga terapię zwiększając skuteczność leków (po zjedzeniu).
Warto zwrócić uwagę na to, by olej z wiesiołka był tłoczony i jedzony na zimno, ponieważ podgrzany traci swoje właściwości. Warto dodawać go do sałatek na zimno lub po prostu pić łyżeczkę (ma delikatny posmak ziołowy i bardzo aksamitną, nietłustą konsystencję, da się przyzwyczaić).


Olej z wiesiołka (Oleum oenotherae) marki Vivio jest olejem jakości spożywczej. Mój pochodzi ze sklepu ECOSUPERSAM i z tego co pamiętam był w bardzo dobrej cenie, zwykle 100 ml kosztuje 15-18 zł, ale olej jest bardzo wydajny.
O jakości świadczy też buteleczka z kroplomierzem zrobiona z ciemnego szkła. Oleju nie trzeba trzymać w lodówce. Etykieta jest trwała, nie rozmazuje się.
Skład: 100% olej z wiesiołka bez dodatków.
Wygląd: jasny, prawie przezroczysty olej o delikatnym zapachu. Idealnie komponuje się z sałatkami i świeżymi warzywami (jemy na zimno!). Konsystencja oleista, ale nie bardzo tłusta.
Jak stosuję: przede wszystkim spożywczo, ale często nakładam go także na skórę na całą noc zamiast kremu. 
Rezultat: skóra jest aksamitna, nawilżona, mięciutka i gładka, a przy regularnym stosowaniu coraz lepiej ujędrniona i sprężysta. Nie zapycha porów i dość szybko się wchłania. Dzięki temu, że reguluje wydzielanie sebum skóra w ciągu dnia mniej się świeci!


Olej Marula Calaya - zimnotłoczony, kosmetyczny

 

Według producenta: "Zapewnia skórze poczucie głębokiego nawilżenia i pozwala utrzymać młody wygląd na dłużej. Ze względu na wysoką zawartość kwasu oleinowego sprawdzi się szczególnie dobrze przy skórze bardzo suchej, dojrzałej, z pierwszymi oznakami starzenia. Łatwo i szybko się wchłania. Chroni skórę przed szkodliwymi czynnikami środowiska oraz wolnymi rodnikami. 
Zawiera:
bardzo dużo przeciwutleniaczy – aż 60% więcej niż olej arganowy – stąd jego właściwości przeciwzmarszczkowe;
- kwasy tłuszczowe Omega 6 i 9 - chronią skórę przed niekorzystnym wpływem środowiska (Marula pomaga utworzyć na skórze barierę przeciw szkodliwym promieniowaniem UV, wiatrem i zanieczyszczeniami powodującymi przedwczesne starzenie się skóry).
Ultralekka konsystencja i szybkie wchłanianie w skórę zadowoli nawet najbardziej wymagające osoby, które nie lubią uczucia tłustości na twarzy. Powinny sięgnąć po niego zwłaszcza osoby z pierwszymi oznakami starzenia lub właścicielki cery dojrzałej, wszyscy, którzy chcą korzystać z działania antyoksydacyjnego oleju, bez względu na rodzaj cery oraz każdy, kto chce odżywić cerę, a jednocześnie jej nie obciążyć."


Olej Marula (Sclerocarya Birrea Seed Oil) marki Calaya jest olejem o jakości kosmetycznej, więc nadaje się tylko do użytku zewnętrznego. Jest dość drogi, mała buteleczka 10ml kosztuje ponad 17zł.
Oczywiście posiada kroplomierz, buteleczka zrobiona jest także z ciemnego szkła. Nie trzeba trzymać go w lodówce.
Posiada dość silny, bardzo charakterystyczny zapach, który trudno nazwać przyjemnym. Barwę ma bardzo jasną, jest prawie przezroczysty. Konsystencja jest bardzo lekka, momentalnie się wchłania i nie pozostawia bardzo tłustej warstwy na skórze.
Skład: 100% olej Marula bez dodatków.
Jak stosuję: na noc kilka kropel wcieram w skórę zamiast serum, czasem nakładam jeszcze lekki krem, ale nie zawsze. Często dodaję go także do różnych serów czy kremów, by wzbogacić ich działanie antyoksydacyjne lub przeciwstarzeniowe. Szkoda mi go zużywać na coś innego niż twarz ze względu na cenę i fajną konsystencję.
Rezultat: skóra jest miękka, silnie nawilżona, nietłusta, nieobciążona, lepiej sobie radzi z wiatrem i przesuszeniem.


Olej lniany Mokosh - kosmetyczny, tłoczony na zimno

 

Według producenta: "Olej tłoczony metodą 'na zimno'. Zawiera niezwykle dużą liczbę naturalnych przeciwutleniaczy, chroniących organizm przed wolnymi rodnikami, a także nienasycone kwasy tłuszczowe takie jak: linolenowy (omega-3) i linolowy (omega-6) oleinowy (omega-9) oraz witaminy: A, D, E i K
„Polskie złoto”, bo tak nazywany jest ten olej, przyspiesza regenerację skóry. W pielęgnacji może być stosowany do wszystkich rodzajów skóry nawet trądzikowej. Stosowany na włosy zapobiega ich łamliwości, wypadaniu, dodatkowo nadaje im blask, odżywia je i nawilża.
Działanie: 
- nawilża, odżywia i spowalnia starzenie skóry;
- poprawia elastyczność skóry;
- uszczelnia barierę lipidową skóry;
- wspomaga ochronę przed wolnymi rodnikami;
- przyspiesza regenerację skóry po opalaniu i poparzeniach;
- delikatnie pielęgnuje skórę dzieci;
- skutecznie pielęgnuje skórę przy łuszczycy, egzemie i AZS;
- wzmacnia i regeneruje paznokcie;
- nawilża i poprawia kondycje włosów;
- pielęgnuje męski zarost."


Olej lniany (Linum Usitalissimum Seed Oil) Mokosh kosztuje 45zł/100ml i posiada informację, że surowiec ma certyfikat ECOCERT, a więc mamy pewność co do wysokiej jakości oleju.
Posiada wygodną pipetę, która jest moim zdaniem wygodniejsza niż kroplomierz. Ciemna szklana buteleczka chroni zawartość przed działaniem UV.
Olej lniany posiada delikatny zapach i żółtawą barwę. Jest zdecydowanie bardziej tłusty niż poprzednicy, nie wchłania się tak szybko w skórę, pozostawia na niej wyczuwalną warstwę.
Skład: 100% olej lniany bez dodatków.
Jak stosuję: przede wszystkim pokochały go moje włosy! Na godzinę lub dłużej przed myciem wcieram olej we włosy (czasem suche, czasem wilgotne), zawijam ręcznikiem i zajmuję się czymś innym. Olej dość dobrze się zmywa, a po wysuszeniu widzę dużą różnicę. Włosy są bardziej lśniące, błyszczą w słońcu, są nawilżone, miękkie i sypkie. Dużo szybciej się regenerują po zabiegach np. używaniu prostownicy czy farbowaniu. Olej lniany warto też dodawać do domowej roboty peelingów do ciała (wystarczy zmieszać go z solą bądź cukrem i dodać kilka kropel ulubionego olejku eterycznego). Dzięki jego zawartości po spłukaniu peelingu nie będzie potrzeby używania balsamu.


Olej jojoba od mazidła.com - ekologiczny, kosmetyczny

 

Według producenta: "Właściwie od strony chemicznej olej jojoba jest jedynym w swoim rodzaju płynnym woskiem, tylko dla ułatwienia nazywanym olejem, dlatego posiada odmienny skład i właściwości. W ponad 97% składa się z płynnych estrów woskowych, bogatych w kwas eikozenowy, połączonych z tokoferolami,m wolnymi sterolami i innymi składnikami niezmydlającymi. Dzięki temu olej jojoba chroni przed utratą wody i posiada właściwości emolientu. Olej jojoba miesza się na powierzchni skóry z sebum tworząc nietłustą lipidową warstwę daje to nietłusty, aksamitny efekt zmiękczający. Olej Służy jako doskonały środek natłuszczający, uelastyczniający.
Polecany zarówno do skóry suchej, o uszkodzonej warstwie lipidowej oraz cery tłustej i mieszanej, dzięki działaniu antybakteryjnemu. Efektywnie nawilza i zmiękcza skórę, reguluje sebum, łagodzi stany zapalne, zmiany łuszczycowe i egzemy. Odżywia i wygładza, chroni przed działaniem wolnym rodników, sprzyja redukcji zmarszczek. Nadaje się w okolice oczu, na dłonie i paznokcie.
Świetnie nadaje się do pielęgnacji skóry głowy, gdzie wnika w cebulki, działa przeciwłupieżowo, łagodząco oraz zmniejsza łojotok. Zastosowany na włosy chroni przed czynnikami zewnętrznymi, nawilża, uelastycznia i nabłyszcza.
Olej jojoba charakteryzuje się wysoką stabilnością i odpornością na utlenianie oraz wysokie temperatury, więc doskonale nadaje się do domowego robienia kremów metodą na gorąco. Zastosowany jako dodatek stabilizuje i przedłuża trwałość innych składników jak delikatnych olei i maseł roślinnych."


Ekologiczny olej jojoba (Simmondsia Chinensis Seed Oil) ze sklepu mazidła.com kosztuje ok. 10zł/25g i jest olejem kosmetycznym. Również posiada pipetę, którą bardzo wygodnie odmierza się i nabiera zawartość. Butelka jest biała i szklana, nieprzezroczysta.
Olej nie posiada zapachu, a barwę ma lekko żółtą. Jest dość lekki.
Skład: olej jojoba 100%, bez dodatków.
Jak stosuję: najbardziej uniwersalny z olei, który sprawdza się w zasadzie na całe ciało. Doskonały do masaży i jako faza tłuszczowa w domowej produkcji kremów czy serów. Świetnie się spisuje zamiast kremu na noc, na włosach, na skórkach i paznokciach. Można dodawać go do kąpieli, domowych peelingów czy kuracji na stopy. Dzięki temu, że nadaje się praktycznie dla każdej cery, także dziecka i dość szybko wchłania (choć przez dłuższą chwilę pozostawia na skórze tłustawą warstwę) może stosować go dosłownie każdy. Nie zapycha, reguluje sebum, dobrze nawilża i uelastycznia skórę, zmiękcza i pozostawia ją gładszą, bardziej promienną.

Nie są to wszystkie moje ulubione oleje, zabrakło tu zwłaszcza tych "pestkowych", które bardzo szybko skradły moje serce i zużywam je migiem, więc obecnie nawet nie posiadam żadnego na stanie. Wiem, że sporo osób wciąż boi się olei i ich unika. Uważam, że nie ma czego się obawiać, należy tylko dobrać olej pod swoje oczekiwania i spróbować.

Jakie oleje Wy lubicie i polecacie?

Etykiety

2x5 (2) A tutaj różne (1) AAeco (1) Absolute Organic (1) Accos (3) Acne Control (1) akcja (2) Akuna (2) Alaffia (3) algi (1) all in one (1) Allpresan (2) Alterra (6) Alva (1) Anida (3) Annabelle Minerals (3) antycellulit (3) Apis (2) ApiSilver (1) Arm&Hammer (1) Auchan (7) Aura herbals (2) Ava (4) Avon (24) Ayuuri (1) B-Lens Bio (1) Babuszka Agafia (9) balsam (1) balsam do ciała (1) balsam do ust (7) Bandi (10) Barwa (3) baza do paznokci (1) Be Organic (1) BeBeauty (2) Belcils (3) Bell (3) Bella (1) Bentley Organic (2) Biały Jeleń (4) Biedronka (5) Bielenda (5) BingoSpa (5) BIO IQ (2) Bioer (1) Biolaven (11) Bioluxe (4) Biosilk (1) Biovax (2) Bispol (3) Bourjois (2) box (1) Brillant Sparkle (1) brwi (2) buble (2) Calaya (6) Callusan (1) Cath Kidston (1) Cattier (3) CD (9) cera dojrzała (4) cera mieszana (10) cera sucha (2) cera tłusta (14) choroba (1) chusteczki nawilżane (1) Cien (Lidl) (3) cienie (1) ciuchy (1) Cleanic (3) Cosmeceuticum (1) cytrusy (1) Cztery Pory Roku (5) Czysta linia (1) Dabur (1) Dawanda (1) dekoracje (1) Delawell (4) Delia (10) demakijaż (8) Deni carte (3) Dermacol (3) Dermacos (1) Dermaglin (1) Dermedic (2) dermokonsultacje (1) dezodorant (1) diamenty (1) DIY (18) DLA KOSMETYKI (3) do zadań specjalnych (1) dodatki do domu (1) Dr.Organic (2) Dresslink (2) e-fiore (1) e-naturalne.pl (2) Earthnicity (1) Ecodenta (1) Eko Łąka (1) Ekodomek (3) Elite Models (1) Elizabeth Arden (2) Elko (1) Emil (1) Eris (3) Essie (3) Eveline (13) Evree (4) Fa (1) Facelle (2) Farmona (7) Felce Azzurra (1) Felicea (1) FlosLek (11) Formaldehyd (1) Fructis (3) FussWohl (1) gadżety (1) GAL (2) Garnier (4) Gęste i zachwycające (1) glinka biała (1) glinki (3) GlySkinCare (1) Go Cranberry (2) Golden Rose (4) got2b (1) Green Pharmacy (6) Greenland (2) haul (1) Hebe (1) Hello Asia (1) henna do brwi (1) Herba Studio (1) Herbal (2) Himalaya (2) Holika Holika (1) hybrydy (1) hydrolat (1) Indigo (2) Intimea (2) ioECO (4) Isana (3) Iwostin (3) Jean Vidal (1) Joanna (5) jojoba (1) Kailas (1) kakao (2) Kallos (2) Kamill (1) Kiwi (1) Klapp (3) Kobo (4) Kolastyna (2) konferencja (1) konkurs (11) końcówki włosów (1) Korana (1) kredka do brwi (1) krem BB (2) krem do rąk (13) krem do stóp (6) krem mocznikowy (2) krem na dzień (4) krem na noc (7) krem nawilżający (5) krem pod oczy (5) krem rokitnikowy (1) krem z filtrem (1) kwas migdałowy (1) L'biotica (6) La Joie (1) La Rive (1) La Roche Posay (1) Lactacyd (2) lakier do paznokci (6) Lambre (4) lato (1) Laura Biagiotti (1) Lavea (1) Lavera (4) Le Petit Marseillais (4) Lefrosch (1) Lemax (2) letnia stylizacja (1) Liebster Blog Award (2) Lioele (1) liposomy (1) Lirene (2) lniany (1) Loko-Kolor (4) Love Me Green (1) Lovely (4) LPM (1) Lula (2) Magnum (1) Makeup Revolution (1) makijaż (3) Malwa (3) Manhattan (5) Marion (5) marula (1) mascara (1) maseczka (16) mask sheet (2) maska do włosów (6) maska w płachcie (2) masło do ciała (1) Maybelline (4) mazidla.com (3) mazidło (1) Meet Beauty Conference (3) Melaleuca Poland (1) mgiełka do twarzy (2) mgiełka do włosów (5) Michel Mercier (1) Mio (1) Miraculum (1) Miss Sporty (4) Missha (2) Mitia (1) Mixa (2) Mizon (4) Mokosh (2) Monotheme (3) Montagne Jeunesse (1) mus do ciała (1) mus do twarzy (1) mydlandia.pl (1) mydło w kostce (2) Nacomi (8) naklejki na paznokcie (1) Natura (1) Natura Siberica (1) Naturalis (2) naturalne (2) naturalne-piekno.pl (1) nawilżanie (6) Neauty Minerals (1) Neutrogena (1) niekosmetyczne (5) nietypowe zastosowanie kosmetyków (2) Nivea (5) Nivelazione (1) No36 (3) oczy (1) oczyszczanie (8) odżywka do paznokci (3) odżywka do rzęs (2) odżywka do włosów (1) olej 100% (1) olej kokosowy (1) olejek do ciała (2) olejek do demakijażu (1) olejek do włosów (1) olejek pod prysznic (1) Organique (1) Oriental Touch (1) Orientana (2) Palmers (1) Palmolive (1) Pan Drwal (1) pasta do zębów (2) Pat&Rub (1) Payot (1) paznokcie (6) pedicure (1) pedikiur (1) peeling (19) peeling do twarzy (2) peeling enzymatyczny (2) Perfecta (1) perfumy (1) peruka (1) pędzel (2) pędzle (1) PharmaCF (3) pianka myjąca (1) pielęgnacja (3) Pilarix (2) Planeta Organica (4) Playboy (1) płyn do higieny intymnej (3) płyn micelarny (7) pod oczy (2) podkład (1) Polny Warkocz (3) pomadka z peelingiem (1) porady (1) porost włosów (3) Power Perfect Pore (1) preparat punktowy (2) Promise (2) przeciwzmarszczkowe (1) puder (1) pumeks Hammam (1) Purite (1) Radical (2) Radox (1) recenzja (1) Reed Professional (1) relacja (2) Resibo (1) retinol (1) Retinol Moisturiser (1) Revitalash (2) rocznica (1) Rodial (1) Rossmann (3) rzęsy (2) Sally Hansen (2) SalonShaper (1) Sanex (2) scrub (2) Seboradin (2) serum (4) serum do stóp (1) serum do twarzy (5) serum na końcówki (1) Shefoot (2) Siarkowa Moc (1) Skarby Afryki (1) Skin Chemists (2) Skin79 (5) Skinlite (2) Składniki (1) skrzyp polny (2) soczewki kontaktowe (1) Soleo (2) Soraya (5) spotkanie blogerek (2) statystyki (1) stempel do paznokci (1) stopy (1) stylizacja (1) Stylowy brodacz (2) Sukin (2) SuperTan (3) SVR (1) Sylveco (18) Syoss (2) szampon (8) szczoteczka do twarzy (1) szczotka do włosów (2) szkolenia (1) świece (2) T'e'N (10) Taft (1) TAG (1) Tami (1) targi kosmetyczne (2) Tea Tree (1) The Secret Soap Store (1) Therme Skincare (2) Timotei (2) Tołpa (9) tonik (4) tonik do demakijażu (1) top coat (1) tusz do rzęs (1) Tutti Frutti (1) Under Twenty (1) urodziny (1) Veet (1) Verona (1) Vianek (2) Vitea (2) Vivio (2) w kostce (1) w piance (2) Wakacje z blogerkami (5) wcierka (1) Wellaflex (1) White Tree (3) Wibo (8) wiesiołek (1) większa objętość włosów (4) wishlist (1) włosy (4) woda micelarna (1) wyniki (1) wysuszacz lakieru (1) Yodeyma (1) Yves Rocher (10) Zadbaj o siebie naturalnie (2) zakupy (1) zastępcze kosmetyki (2) zegarek (1) Ziaja (22) Ziaja Med (2) Ziaja nuno (1) Ziaja Pro (5) zielona herbata (3) Zrób to sama (15) Żarcie (3) żel do higieny intymnej (3) żel do paznokci (1) Żel do twarzy (4) żel pod prysznic (12) żurawina (1) życzenia (3)