Maska OMG! 4w1 Double Dear, koreański zabieg multimasking na twarz

Jak wiecie bardzo lubię wszelkiego rodzaju maseczki i używam ich z przyjemnością kiedy tylko mogę. Maseczki dzielę na trzy różne typy: oczyszczające (głównie glinki), nawilżające (głównie płachty) i odżywcze (głównie gęste kremy). Podział ten jest prosty, ale ważny, ponieważ MASKA MASCE nierówna! Zupełnie inny efekt osiągniemy stosując glinkę z hydrolatem, a zupełnie inny nakładając gotową płachtę bawełnianą z lekkim, żelowym serum. To, jakiej użyję maseczki zależy od aktualnych potrzeb cery i zauważyłam, że w moim przypadku różnorodność sprawdza się lepiej niż kurczowe trzymanie jednej maseczki. 


opakowanie-omg-double-dear-4w1

Multimasking

Idąc dalej tym tropem - zdarza mi się używać kilku maseczek jednocześnie (tzw. multimasking), co jest moim odkryciem ostatnich miesięcy! Logicznie rozumując różne partie twarzy mogą, choć nie muszą, mieć zupełnie różne potrzeby (cera normalna prawdopodobnie nie ma aż takich wymagań, tylko ile znacie osób z cerą normalną? no właśnie!). W moim przypadku podział wygląda najczęściej tak:

  • strefa pod oczami wymaga nawilżenia i ujędrnienia - stosuję płatki pod oczy i bardzo tanią, a jednocześnie z sensownym składem maseczkę Isana (tak, tą za 1,99 zł maseczkę pod oczy i usta w szaro-białej saszetce na 4 zabiegi - serdecznie polecam! oczywiście kupuję w Rossmannie),
  • czoło i nos, a czasem także policzki - które się trochę przetłuszczają, staram się intensywnie nawilżać, aby regulować wydzielanie sebum, a jednocześnie przymykać pory (pamiętajmy, że pory są skórze potrzebne, nie da się ich "usunąć", ale można je zwężyć, np. wit. B3 jest w tym świetna),
  • broda natomiast często jest zanieczyszczona - wiem, że to dość nietypowe, ponieważ najczęściej słyszę, że dziewczyny mają problemy z czołem i/lub nosem - dlatego okolice brody najczęściej staram się dobrze oczyszczać np. glinkami, szczególnie zieloną i czarną,
  • szyja - tak, dla mnie szyja również jest "częścią" twarzy i o nią dbam podobnie jak o resztę, to na szyi najszybciej widać upływający czas - staram się ją nie tyle nawilżać, co ujędrniać skórę i odżywiać, najczęściej grubszą warstwą kremu na noc.

Tak wygląda domowy multimasking u mnie, co nie znaczy, że zawsze się do niego stosuję. Najważniejsze to dobrać produkty do aktualnego stanu cery, a ten się zmienia choćby wraz z porami roku, dietą czy cyklem miesięcznym (hormony). Zdarza mi się również korzystać z gotowych zestawów, a wtedy stosuję się do instrukcji. Zapraszam dzisiaj na recenzję zabiegu 4w1 OMG! Double Dear.

Poniżej skład płatków pod oczy (krok 1) i kremu nawilżającego (krok 4)
sklad-omg-double-dear

Zabieg Double Dear 4w1 OMG! Kit Zone System Mask recenzja

Zabieg polega na strefowej detoksykacji, tonizacji i rewitalizacji twarzy. Jedna sporej wielkości saszetka zawiera kompletny zabieg, składający się z czterech kroków (płatków pod oczy, dwóch rodzai maseczek i kremu), które wykonujemy w odpowiedniej kolejności. Opakowanie zawiera cztery oddzielne komory, co jest bardzo wygodne i higieniczne.

Krok 1 

Złote płatki pod oczy

W oznaczonej saszetce znajdziemy płatki pod oczy z 24-karatowym złotem. Mają one wygładzić drobne zmarszczki, działać regenerująco i rozjaśniająco na delikatną skórę pod oczami. Opakowanie wygodnie się otwiera rękami, nie trzeba używać nożyczek. Wewnątrz (przynajmniej w moim opakowaniu) znalazłam płatki oddzielone od zabezpieczających je pasków (widocznie same się oddzieliły w transporcie). Paski te miały za zadanie m.in. chronić płatki przed wyschnięciem, przez co moje były trochę mniej nawilżone niż powinny być. Mimo wszystko spełniły swoją rolę i dobrze przylegały do skóry. Pachną! Nie mają naturalnego składu i kilka grzeszków by się znalazło.


Recenzja

Złote paski pod oczy same się nie przesuwają i jeśli nie będziemy ich dotykać to nie powinny wchodzić w oczy. Bardzo łatwo się zdejmują, nie ciągną skóry. Po zabiegu skóra pod oczami jest wyraźnie lepiej nawilżona i rozjaśniona. Widzę, że cera w miejscach, gdzie były przyklejone płatki jest jaśniejsza niż pozostała część twarzy. Skóra jest też bardzo delikatnie napięta - nie jest to może spektakularny efekt, ale jest. Warto wspomnieć, że skóra po zabiegu delikatnie się klei. Jestem z nich zadowolona i chętnie kupiłabym je oddzielnie :)

Poniżej skład maski oczyszczającej (krok 2) oraz tonizującej (krok 3)
double-dear-maseczki

Krok 2 

Oczyszczająca maska z tlenkiem węgla

W większej saszetce znajduje się maska z tlenkiem węgla na tzw. strefę T (czoło i nos). Ma ona za zadanie  głęboko oczyszczać i zmniejszyć pory. Maska w postaci gęstej pasty wygląda jak zwykła, rozrobiona już glinka. Łatwo się rozprowadza na skórze i nie wysycha tak szybko, choć gdy trzymamy ją dłużej oczywiście przyschnie. Dodatkowo można twarz podczas zabiegu spryskiwać np. hydrolatem lub wodą termalną.

Krok 3

Maska kukurydziana na policzki i brodę

Maska typu kaolin na strefę U (policzki i broda). Podobno rewitalizuje, liftinguje i tonizuje skórę. Jest to bardzo gęsta pasta o różowym kolorze. Dość dobrze się ją rozprowadza, ale trzeba robić to szybko i sprawnie, ponieważ bardzo szybko wysycha i to do tego stopnia, że pęka i potrafi się kruszyć. Warto ją częściej spryskiwać, aby nie podrażniła cery.

Recenzja masek

Obie glinki posiadają swój specyficzny zapach, ale są także delikatnie perfumowane. Nie mają naturalnego składu, zawierają kilka substancji, bez których mogłyby się obejść. Po zmyciu całej twarzy i pozbyciu się obu glinek skóra wygląda naprawdę pięknie. Jest gładka, oczyszczona, a pory przymknięte. Wyraźnie widzę, że jakieś pojedyncze wypryski, które często się pojawiają w pewnym momencie cyklu są ukojone, a zaczerwienienia zdecydowanie jaśniejsze. Natomiast w miejscach, w których glinka za mocno przyschła (szczególnie przy brzegach) pojawiło się niewielkie zaczerwienienie, które szybko zniknęło po zmyciu  (dokładnie tak samo mam z czystą glinką, dlatego lepiej nie dopuszczać do zasychania). W większości skóra nie jest podrażniona. Widać, że jest rozjaśniona i wygląda bardzo dobrze. Maski są fajne, jeśli nie lubicie same rozrabiać glinek.

Krok 4

Krem nawilżający

Jego zadaniem jest przywrócenie skórze odpowiedniego poziomu nawodnienia. Jest to ostatni krok zabiegu, który jest dostępny w jednym poręcznym opakowaniu.

Recenzja kremu nawilżającego

Krem posiada konsystencję żelową, przez co bardzo dobrze się rozsmarowuje. Jest biało przezroczysty. Porcja z saszetki wystarcza na pokrycie całej twarzy, a nawet szyi i dekoltu (choć cieńszą warstwą), więc jest całkiem spora. Krem pachnie dziwną mieszanką olejków eterycznych, przypominającą zioła (trochę podobnie do rozmarynu lub drzewka herbacianego). Skład oparty o glikol i silikony, więc raczej się nie nadaje do częstego stosowania, a niektóre cery powinny uważać nawet przy jednorazowym użytku (silikonów lepiej unikać przy cerze tłustej, trądzikowej i takiej, która się naprawdę łatwo "zapycha"). Dodatkowo mamy tutaj petrolatum czyli wazelinę. Gdzieś dalej sporo nawilżaczy (humektantów, w tym kwas hialuronowy), kilka olei olejków eterycznych oraz całą masę ekstraktów roślinnych. Nie jest to krem dla wszystkich, natomiast używany raz na jakiś czas może nie zaszkodzi (tu warto wspomnieć, że Koreanki lubią efekt wygładzenia, jaki daje silikon). Krem tworzy na skórze uczucie świeżości, ochłodzenia, co jest przyjemne po zabiegu glinkowym. Po dłuższej chwili się wchłania, ale pozostawia na skórze wyraźnie wyczuwalną warstwę, której szczerze mówiąc nie mogłam znieść, więc po około godzinie po prostu zmyłam krem z twarzy, nałożyłam tonik i lżejszy preparat nawilżający. Myślę, że ten krem bardziej się sprawdzi przy cerze suchej lub normalnej niż przy cerze tłustej (jaką posiadam ja).

koreanski-zabieg-na-twarz

Ogólnie zabieg uważam za bardzo fajne rozwiązanie, szczególnie przed jakimś większym wyjściem. Może nie dla każdego polecam krem, ale płatki pod oczy oraz obie glinki dają fajny, szybki rezultat. Odświeżają i oczyszczają skórę, przymykają pory, dzięki czemu cera jest gładsza, równa, miłą w dotyku i wygląda po prostu lepiej. Twarz wygląda młodziej, jest rozjaśniona i pełna blasku. Zabieg kosztuje niecałe 29,90 zł w sklepie internetowym aurashop.pl. Jest to koreańska marka kosmetyków.

Lubicie multimasking? Stosujecie taką metodę pielęgnacji czy też pierwszy raz o niej słyszycie? Lubicie gotowe zabiegi w saszetkach?

Tołpa, Sebio, Maska Czarny Detox do skóry tłustej i wrażliwej

Szał na czarne maski z węglem trwa w najlepsze. Coraz więcej firm stawia także na maseczki glinkowe (to akurat popieram z całego serca). A już idealnie kiedy glinka jest zmieszana z węglem, ponieważ takie połączenie jest wręcz wymarzone dla cery tłustej, mieszanej lub zanieczyszczonej, a jednocześnie wrażliwej. Oczywiście trzeba czytać składy, ponieważ tym dobrym składnikom często towarzyszą mniej pożądane, a czasem i kontrowersyjne. Dzisiaj mam dla Was recenzję maski, która dobrze oczyszcza, zwęża pory, ujednolica koloryt i lekko rozjaśnia cerę, a przy tym nie zapycha.


czarny-detox-maska

Tołpa, Dermo Face, Sebio, Czarna maska do cery tłustej, zanieczyszczonej

Producent obiecuje, że maska normalizuje pracę gruczołów łojowych, przyczyniając się do zmniejszenia produkcji sebum. Dodatkowo zmniejsza rozszerzone pory, redukuje niedoskonałości i zmniejsza zaczerwienienia. Na stronie Tołpy maska kosztuje 33zł/40ml, natomiast można ją dostać taniej np. w Empiku (ok. 25zł). Warto zwrócić uwagę, że kosmetyk należy zużyć w ciągu 3 miesięcy od otwarcia.

tolpa-czarna-maseczka

Skład: Aqua (woda), Kaolin (biała glinka; pochłania zanieczyszczenia, toksyny i metale ciężkie, oczyszcza i nie podrażnia), Glycerin (gliceryna, nawilża), Bentonite (glinka bentonitowa; pochłania sebum, oczyszcza, matuje, zwęża pory, wygładza, przyspiesza gojenie wyprysków), Peat Extract (borowina, detoksykuje i oczyszcza, działa przeciwzapalnie i bakteriobójczo), Hydrolyzed Algin (alginian sodu; roślinny humektant - wiąże wilgoć w naskórku i zagęstnik)), Zinc Sulfate (siarczan cynku; przyspiesza gojenie ran, dezynfekuje), Disodium EDTA (chelator, wiąże metale ciężkie, dzięki czemu nie dostają się do skóry, kobiety w ciąży powinny ograniczać ilość tego składnika), Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer (polimer filmotwórczy; zagęstnik i stabilizator), Parfum (kompozycja zapachowa), Charcoal Powder (węgiel aktywny; oczyszcza, normalizuje pracę gruczołów łojowych, zmniejsza niedoskonałości), Polyglyceryl-10 Stearate (emulgator, uwaga - często stosowany może nasilić trądzik, lepiej nie stosowac na uszkodzoną skórę oraz przez kobiety w ciąży), Polyglycerin-10 (humektant, nawilża), Polyglyceryl-10 Myristate (detergent, emolient i emulgator, bardzo komedogenny, może "zapychać"), Sodium Dehydroacetate (syntetyczny konserwant, bardzo silny, nie podrażnia), Citric Acid (kwas cytrynowy, regulator pH), Phenoxyethanol (konserwant, lepiej nie używać wielu kosmetyków z tym składnikiem), Caprylyl Glycol (glikol kaprylowy; bezpieczny emolient tłusty, może nasilać trądzik, jeśli jest często używany).

sklad-maseczki-tolpa

Większość składu jest więc bardzo ładna i nieprzypadkowa. Kilka kontrowersyjnych substancji występuje w minimalnej ilości (już po Parfum, więc można wnioskować, że poniżej 1% składu). Maska to głównie połączenie wody, dwóch glinek, ekstraktu z torfu (borowiny), cynku i alginianu, a także odrobiny węgla aktywnego - wszystkich substancji, które wskazane są do cery tłustej, zanieczyszczonej, trądzikowej, z rozszerzonymi porami czy produkującej w nadmiarze sebum.

maska-z-weglem

Już kiedyś pisałam, że bardzo lubię te aluminiowe tubki, które chronią dodatkowo zawartość przed bakteriami i ograniczają kontakt z powietrzem, co pozytywnie wpływa na trwałość kosmetyku. Całość kupujemy oczywiście w kartoniku, a szata graficzna jest przyjemna dla oka (jakże modny teraz motyw monstery!). Sporo informacji możemy przeczytać jeszcze przed użyciem z opakowania.

idealna-maska-do-tlustej-skory

Maska Czarny Detox tak naprawdę jest detoksem szarym - pewnie ze względu na dużą zawartość białej glinki oraz niewielką ilość węgla w składzie. Jeśli jako dzieci bawiliście się tworzeniem barw i mieszaniem różnych kolorów to wiecie o co chodzi :) Pasta, bo taką ma konsystencję, jest w sam raz, nie spływa ze skóry i dobrze się jej trzyma. Konsystencją bardzo przypomina mi dobrze rozrobioną glinkę, z tym że tutaj niczego nie trzeba mieszać - produkt jest gotowy do nałożenia od razu po wyciśnięciu z tubki. Zapach jest zdecydowanie przyjemny, lekko kwiatowy i pudrowy, średnio intensywny. Wyraźnie sztuczny, utrzymuje się na skórze przez większą część zabiegu, choć mi akurat nie przeszkadza.

Na szczęście maseczka nie podrażnia mojej skóry, tak jak miało to miejsce w przypadku peelingu enzymatycznego z tej samej serii Tołpy. Do peelingu robiłam kilka podejść i za każdym razem odczuwałam niesamowicie silne pieczenie skóry, które nie ustępowało z czasem (jak powinno być), a nawet utrzymywało się po zmyciu kosmetyku jeszcze przez 5-10 minut. Wiem natomiast, że wiele osób jest  z niego bardzo zadowolonych, a skład też jest w miarę sensowny.

maseczka-konsystencja-tolpa

Należy pamiętać, że maseczki nie nakładamy na podrażnioną skórę i miejsca z rankami (np. rozdrapane krostki). Będzie piekło! Teoretycznie maskę Czarny Detox trzymamy na twarzy 10 minut do zaschnięcia (zasychając jaśnieje) - po 10 minutach maska faktycznie mocno zasycha, aż nie można mówić ;). Zmywamy ją letnią wodą (pomagam sobie wacikami nasączonymi wodą, zwykle wystarczają 3 sztuki). Zmywa się dość dobrze, ale zaznaczam, że mam w tym wprawę. Jeśli potraktujemy produkt jak maskę glinkową warto ją lekko spryskiwać, aby nie dopuścić jednak do zaschnięcia (mimo, że biała glinka jest najdelikatniejsza, po zaschnięciu potrafi podrażniać).

czarna-maska-relaks
Po zmyciu maseczki buzia jest niesamowicie gładka i miła w dotyku, a skóra mięciutka i lepiej oczyszczona. Pory delikatnie przymknięte, ale bez nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia (przynajmniej nie od razu). Ewentualne niedoskonałości są widocznie zmniejszone, przysuszone i jaśniejsze. Przy regularnym stosowaniu widzę zdecydowanie mniej zaskórników otwartych na nosie. Nie zauważyłam, aby "zapychała" pory. Maska ujednolica również koloryt, jeśli borykacie się z zaczerwienieniami, jak ja (głównie policzki) to warto spróbować. Efekt po jednym zabiegu utrzymuje się kilka godzin (standardowo). Wadą może być fakt, że jeśli nie nałożymy kolejnych kroków pielęgnacji w ciągu max. 10 minut możemy odczuć wzmożone uczucie ściągnięcia skóry oraz troszkę nieprzyjemne wysuszenie. Nie jest to produkt nawilżający, dlatego staram się zawsze w max. 5 minut skórę stonizować, a następnie nałożyć serum i krem - wtedy zdecydowanie nie odczuwam tych negatywnych skutków.

Podsumowując maska Tołpy z serii Sebio bardzo mi się spodobała. Mimo, że nie do końca jest to produkt naturalny, to większość składu faktycznie jest sensowna i skuteczna, dopasowana idealnie do cery tłustej i zanieczyszczonej. Działanie zdecydowanie spełnia moje oczekiwania. Znacie produkty Tołpy?

Clochee, Naturalne maseczki glinkowe - nawilżająca oraz oczyszczająca

Bardzo lubię naturalne maseczki do twarzy, szczególnie te na bazie glinek. Uważam, że najlepiej działają na moją mieszaną cerę, mocno przetłuszczającą się obecnie w strefie T (niestety po toniku z alkoholem błyszczenie wróciło, pisałam o tym w poście z rozczarowaniami, który podlinkuję niżej). Glinki mają szeroki zakres działania, fajnie zwężają pory, oczyszczają, odżywiają skórę. Na wyjazdy natomiast nie zabieram sypkich glinek, stawiam na gotowe, z dobrym składem, a najlepiej w saszetce (lekki bagaż i nie ryzykuję wylania/rozsypania). Stąd zainteresowanie glinkami Clochee, które znam w wersji nawilżającej oraz oczyszczającej.



clochee-maseczki

Clochee, Maseczka nawilżająca z czerwoną glinką

"Działa nawilżająco oraz poprawia koloryt cery. Czerwona glinka wspomaga naczynka krwionośne, oczyszcza z toksyn i zanieczyszczeń, odżywia i remineralizuje cerę. Idealna wersja dla cery suchej, naczynkowej, wrażliwej, ale także normalnej czy mieszanej."

maska-nawilzajaca-clochee

Saszetka składa się z dwóch oddzielnych części, każda po 6 ml. Jedna część spokojnie wystarcza na pokrycie całej twarzy, a więc saszetka wystarcza na dwa użycia. Kosztuje ok. 17 zł. Opakowanie łatwo się rozrywa, a glinka dość łatwo wychodzi z opakowania.  Maska delikatnie pachnie różą, subtelnie i nienachalnie. Kolor jest rudawy. Konsystencja dość gęsta, budyniowa, ale dobrze się rozsmarowuje, nie spływa ze skóry. Produkt nie szczypie w oczy, nie powoduje też łzawienia. Po 10-15 minutach należy zmyć ją letnią wodą.
  • Po zmyciu pozostawia skórę ładnie rozświetloną, wygładzoną, delikatnie nawilżoną i lepiej oczyszczoną. Efekt widać praktycznie od razu. Sprawia, że skóra jest pełna blasku, widocznie odżywiona oraz odświeżona. Nie farbuje skóry.

maska-nawilzajaca-clochee

Skład maseczki nawilżajacej z czerwoną glinką: Ascorbic Acid***, Tocopherol*, Benzyl Alcohol*, Salvia Sclarea Extract, Citric Acid**, Phytic Acid**, Pyrus Malus Extract**, Parfum**, Butylphenyl methylpropional, Dehydroacetic Acid*, Linum Usitatissimum Seed Extract**, Citronellol, Illite, Xanthan Gum**, Alcohol***, Sodium Citrate**, Propanediol, Caprylic/Capric Triglyceride**, Sodium Acrylates Copolymer, Lecithin**, Ascorbyl Palmitate***, Aqua**, Glycerin**, Sodium Hydroxide***, Kaolin, Hydroxymethylpentyl-3-cyclohexene-carbaldehyde
*Certified Organic, **Natural Raw Materials, ***Components of Natural Essential Oils


Skład maseczki oczyszczającej z glinką ghassoul: Alcohol***, Methylpropanediol, Aqua**, Ascorbyl Palmitate***, Leptospermone, Isoleptospermon, Sodium Benzoate**, Tocopherol*, Caprylic/Capric Triglyceride**, Glycerin**, Potassium Sorbate**, Parfum**, Sodium Acrylates Copolymer, Moroccan Lava Clay, Kaolin, Rosmarinus Officinalis Extract, Lecithin**, Salvia Sclarea Extract, Salicylic acid*, Flavesone, Salix Alba Bark Extract, Ascorbic Acid***, Citric Acid**
*Certified Organic, **Natural Raw Materials, ***Components of Natural Essential Oils


Clochee, Maseczka oczyszczająca z glinką ghassoul

"Idealna do cery problematycznej, tłustej, trądzikowej, ale i wrażliwej. Oczyszcza, rozjaśnia, matuje i lekko złuszcza skórę. Jednocześnie usuwa toksyny i dostarcza cennych minerałów."

maska-glinka-ghasshoul

Saszetka również składa się z dwóch oddzielnych komór, jednak zawartość z jednej części ledwo wystarcza na pokrycie połowy twarzy. Na całą musiałam zużyć obie i to nakładając naprawdę cienką warstwę.  Pachnie przyjemnie, lekko kwiatowo, ale zapach wydaje się sztuczny. Alkoholu nie wyczuwam. Maseczkę trudno się wyciska z opakowania, jest dużo bardziej klejąca niż wersja z czerwona glinką, przypomina miód. W szarawo-zielonej mazi widać ciemne, dość ostre drobinki. Maska dobrze się trzyma skóry, nie spływa z niej, nie zastyga. Od razu po nałożeniu czuję leciutkie ciepło, ale nie jest to nieprzyjemne. Po 10-15 minutach należy ją zmyć - masując skóry czuję, że drobinki dodatkowo ją peelingują.
  • Nie zauważyłam większego efektu po zmyciu - ani nie przymknęła porów, nie rozświetliła, ani nie oczyściła widocznie cery. Nie wyciszyła ani nie rozjaśniła czerwonych zmian skórnych. Wcale nie matowi! Na szczęście skóra nie jest podrażniona czy wysuszona, wręcz przeciwnie, wydaje się nawilżona, lekko napięta. Spodziewałam się jednak czegoś więcej.

naturalna-maseczka

Maseczki uważam za ciekawe, chętnie kupię jeszcze wersję z czerwoną glinką, bo działanie jest widoczne od razu po jej zmyciu. Oczywiście u Was wersja oczyszczająca może zadziałać zupełnie inaczej, niestety aby się przekonać trzeba spróbować samemu. Jeśli przeraża Was cena 17 zł za 1-2 zabiegi polecam też saszetki Vianka (ok. 5 zł) albo słoiczki Rapan Beauty (np. wersja mini 12 zł za dwa zabiegi).


Znacie kosmetyki marki Clochee? Polecacie jakieś szczególnie? Kuszą Was te maski?

Rapan Beauty, Naturalne maseczki na bazie glinek syberyjskich

Tydzień temu napisałam o maseczce glinkowej Intensive Care od Rapan Beauty. Jest to maska na bazie żółtej i niebieskiej glinki, która dobrze oczyszcza skórę i nadaje jej satynowego, zdrowego blasku. Przeznaczona jest do każdego rodzaju skóry. Jest delikatna oraz dość drobno zmielona, zwłaszcza w porównaniu do żółtej maseczki tej marki. Dzisiaj natomiast przedstawiam Wam właśnie glinkę żółtą - do cery tłustej i mieszanej oraz glinkę niebieską - do cery suchej.



glinki-wlasciwosci-dzialanie

Rapan Beauty Maska do twarzy Niebieska glinka syberyjska i smocza krew, niebieska, do skóry suchej i mieszanej

Skład: Blue Clay (niebieska glinka; odżywia, odświeża i regeneruje skórę; jedna z najrzadszych glinek), Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil (olej ze słodkich migdałów; naturalny emolient, odżywia i nawilża skórę, ułatwia aplikację maski, wygładza, łatwo się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy), Croton Lechleri Resin Powder (ekstrakt z żywicy drzewa; działa przeciwzapalnie, przyspiesza gojenie, stymuluje odnowę naskórka; przez co odmładza), Citrus Junos Fruit Extract (ekstrakt z chińskiej cytryny; dzięki zawartości ceramidów wspomaga odbudowę zniszczonej i łuszczącej się skóry), Sodium Benzoate, Potassium Sorbate (naturalne, bezpieczne konserwanty).
Skład jest więc bardzo ładny, naturalny, nie mam do niego żadnych zastrzeżeń.

rapan-beauty-recenzja

Niebieska glinka jest najdelikatniejszym ze wszystkich produktów Rapan, dlatego szczególnie polecana jest osobom o cerze wrażliwej, dojrzałej, a także młodej lub osobom, których skóra jest osłabiona chorobami. Ten rodzaj glinki w czystej formie występuje bardzo rzadko w przyrodzie, dlatego jest szczególnie poszukiwany. Zaraz po aplikacji czuję delikatne mrowienie, które ustępuje po ok. 5 minutach - znak rozpoznawczy działania tych glinek. Nie jest to nieprzyjemne, nie powoduje też u mnie zaczerwienienia czy podrażnienia skóry. Duże opakowanie kosztuje 46 zł i wystarcza na co najmniej 10 zabiegów. Miniaturki 12 zł (2 zabiegi).

Niebieska glinka Rapan Beauty jest najciemniejsza w kolorze, średnio chropowata (na zdjęciu poniżej po prawej stronie). Doskonale rozprowadza się na skórze, nie spływa z niej podczas noszenia. Można w niej spokojnie chodzić i wykonywać np. domowe czynności. Efekty działania niebieskiej glinki są łagodniejsze niż żółtej. Skóra po zmyciu jest przyjemnie nawilżona, nie podrażniona i nie zaczerwieniona bardziej niż normalnie. Cera jest elastyczna, jędrniejsza, miękka w dotyku. Skład zapewnia, że skóra nie będzie ściągnięta czy wysuszona, za to dotleniona, odżywiona i zregenerowana.

glinka-zolta-niebieska

Rapan Beauty Maska do twarzy Żółta glinka syberyjska i śluz ślimaka, żółta, do skóry tłustej i mieszanej

Skład: Yellow Clay (żółta glinka syberyjska; osusza i oczyszcza skórę oraz rozszerzone pory, dzięki mikrocząsteczkom krzemionki działa peelingująco, wygładza, napina, regeneruje skórę), Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil (olej ze słodkich migdałów; naturalny emolient, odżywia i nawilża skórę, ułatwia aplikację maski, wygładza, łatwo się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy), Snail Secretion Filtrate (ekstrakt ze śluzu ślimaka; uelastycznia, nawilża i napina skórę, zmniejsza i rozjaśnia blizny), Euterpe Oleracea Fruit Extract (ekstrakt z owoców Acai; bogaty w witaminy i mikroelementy, działa silnie antyoksydacyjnie i regenerująco), Sodium Benzoate, Potassium Sorbate (naturalne, bezpieczne konserwanty).
Ponownie piękny, sensowny i naturalny skład.

wlasciwosci-glinek

Żółte glinki zawdzięczają swój kolor wysokiej zawartości tlenku żelaza. Ta wersja również dobrze się rozprowadza i nie spływa ze skóry. W dotyku jest jednak najbardziej chropowata, wyraźnie czuć ostrawe drobinki, którymi można wykonać peeling przed pozostawieniem maseczki na skórze. Nabieram ją na palce, nakładam na twarz, delikatnie masuję i pozostawiam na ok. 15 min, po czym zmywam letnią wodą. Najbardziej lubię nakładać glinki przed prysznicem, ponieważ wtedy łatwo mi je zmyć. Inaczej pomagam sobie wacikami czy ściereczką bawełnianą, wtedy maseczka schodzi bez problemu. Przypominam, że glinki Rapan dzięki zawartości oleju i ekstraktów nie zasychają, a jedynie lekko przysychają, jeśli je przetrzymamy za długo, wtedy trochę trudniej je zmyć. Glinka nie pachnie, nie zawiera żadnych składników kompozycji zapachowej - kolejny plus.

Żółta wersja zdecydowanie nie nadaje się dla cer wrażliwych i delikatnych. Wspomniane mrowienie, które jest normalnym zjawiskiem przy używaniu tych masek, jest najbardziej odczuwalne, momentami skóra nawet trochę piecze. Na szczęście po 5 minutach mrowienie przechodzi i już nic nie czuję. Dlatego warto trzymać się przeznaczenia, ponieważ skóra tłusta lub mieszana zwykle jest grubsza i bardziej odporna. Maska najmocniej oczyszcza skórę z pozostałych glinek, pozostawiając ją gładszą. Ewentualne wypryski są lekko podsuszone i szybciej znikają. Pory lekko przymyka, więc skóra wygląda na równiejszą. Oczywiście twarz jest nawilżona i miła w dotyku - to też cecha glinek Rapan :) Efekt ten utrzymuje się przez kilka godzin.

żółta-glinka_Rapan

Na koniec ciekawostka, ponieważ maski Rapan Beauty znam od ok. 2 lat. Jakiś rok temu miałam ich Rewitalizującą maseczkę mineralną z żółtą glinką przeznaczoną do tłustej cery. Zrobiłam zdjęcia (te powyżej), ale nie zdążyłam jej zrecenzować, zanim zniknęła z rynku. Widać, że producent od dawna zna właściwości glinki, a teraz udoskonala i ulepsza receptury. Powyższa glinka była 100% produktem bez dodatków, bardzo gęstą masą, którą należało rozrobić z wodą podobnie jak popularne glinki w postaci suchego proszku. Działanie było bardzo fajne, jednak glinka dość szybko wysychała w opakowaniu, więc o wiele bardziej wolę obecne wersje maseczek :) 

Lubicie glinkowe maseczki? Która najbardziej Was kusi do wypróbowania?

Rapan Beauty, Maseczka naturalna Intensive Care - każdy rodzaj skóry

Glinki w ostatnich latach stały się bardzo popularne. Dzięki swojej uniwersalności można z nich zrobić wiele kosmetyków w domowym zaciszu i to praktycznie do każdego rodzaju skóry. Od najdelikatniejszej białej, przez uniwersalną niebieską, żółtą, czerwoną, aż po mocno oczyszczającą zieloną i czarną. Znam wszystkie i doskonale wiem, że wiele zależy od miejsca ich wydobycia - skład, zawartość poszczególnych mikro- i makroelementów, grubość ziaren, a to ściśle się wiąże z późniejszym działaniem i "mocą". Dlatego przed zakupem często czytam skąd pochodzi dana glinka. Jeśli producent nie chwali się miejscem wydobycia mogę się tylko domyślać jakości tego składnika. Jednocześnie wiem, że nie każdy lubi glinki ze względu na konieczność mieszania ich z wodą lub olejem. Nie każdy lubi dobierać proporcje i czekać na powstanie odpowiedniej konsystencji maseczki. A co byście powiedzieli na doskonałej jakości glinki, gotowe już do użycia? Takie właśnie są maseczki z serii Power od Nature polskiej marki Rapan Beauty.




Glinki Rapan Beauty 

"Linia trzech maseczek bazujących na syberyjskich peloidach z dodatkiem oleju ze słodkich migdałów - naturalnego emolientu o właściwościach wygładzających, nawilżających, kojących. Kosmetyki przeznaczone są do bezpośredniego stosowania w zabiegach na twarz, ale też pozwalają na kreowanie własnych maseczek, poprzez uzupełnianie dodatkowymi substancjami aktywnymi lub aromatycznymi.
Bazą do ich powstania są peloidy (błoto i glinki) pochodzące z „syberyjskiego Morza Martwego”, czyli słonego Jeziora Ostrovnoye. Te naturalne surowce kosmetyczne posiadają skład chemiczny podobny do produktów z arabskiego Morza Martwego i mają podobne właściwości terapeutyczne, ale są od nich silniejsze, gdyż zawierają więcej karotenoidów, retinoidów, antyoxydantów i innych biologicznie aktywnych składników.
Glinki Rapan beauty - zarówno niebieska jak i zółta- oraz błoto iłowo-siarczkowe - są stosowane jako leki w rosyjskich sanatoriach. Są to niesproszkowane preparaty w formie pasty - tak jak zostały wydobyte z syberyjskiego jeziora Ostrovnoye. Są stosowane w wyciszaniu łuszczycy, egzemy, łuszczycy w formie okładów na ciało (w odpowiednich proporcjach). Nie są to zwykłe preparaty, ale bardzo silne. Dlatego też możliwe jest początkowe mrowienie/szczypanie przy nakładaniu maski na twarz - maska działa - rzadko ktoś bywa po niej czerwony, a jeśli nawet się to zdarzy trwa to do 5-10 minut i wszystko znika pozostawiając buzię przyjemnie gładką. Nie zawierają parabenów, konserwantów, barwników i innych sztucznych dodatków – skomponowane wyłącznie ze składników naturalnego pochodzenia."


Opakowanie i cena Rapan Beauty

Pełnowymiarowe opakowanie glinki wystarcza na co najmniej 10 zabiegów. Jest to plastikowy słoiczek o pojemności 80g, a kosztuje 46-49zł. Pod nakrętką znajduje się dodatkowe zabezpieczenie, które uniemożliwia rozlanie się glinki. Ze względu, że jest to ściśle dopasowany, sztywny krążek plastiku zwykle mam mały kłopot ze zdjęciem go. Pomagam sobie czymś ostrym, podważam i gotowe. Warto jednak zostawić to dodatkowe zabezpieczenie, aby maksymalnie zmniejszyć kontakt produktu z powietrzem. Glinki mają długi termin przydatności do użycia. Moja glinka została wyprodukowana w listopadzie 2016 roku, a datę ważności ma do listopada 2018, jednak już po otwarciu należy ją zużyć w ciągu 6 m-cy. Producent umożliwia też zakup miniaturek w niewielkich słoiczkach za 12-13zł, które wystarczają na 1-2 zabiegi, w zależności od grubości nałożonej warstwy i powierzchni (czasem nakładam maskę także na szyję i dekolt).


Rapan Beauty Maska do twarzy Intensiv Care, różowa, do każdego rodzaju skóry

Skład: Yellow Clay (żółta glinka syberyjska; osusza i oczyszcza skórę oraz rozszerzone pory, dzięki mikrocząsteczkom krzemionki działa peelingująco, wygładza, napina, regeneruje skórę), Blue Clay (niebieska glinka; odżywia, odświeża i regeneruje skórę; jedna z najrzadszych glinek), Sulphide-Silt Mud (błoto iłowo-siarczkowe; silny przeciwutleniacz; oczyszcza, rewitalizuje, działa przeciwzmarszczkowo, przywraca skórze blask), Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil (olej ze słodkich migdałów; naturalny emolient, odżywia i nawilża skórę, ułatwia aplikację maski, wygładza, łatwo się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy), Croton Lechleri Resin Powder (ekstrakt z żywicy drzewa; działa przeciwzapalnie, przyspiesza gojenie, stymuluje odnowę naskórka; przez co odmładza), Snail Secretion Filtrate (ekstrakt ze śluzu ślimaka; uelastycznia, nawilża i napina skórę, zmniejsza i rozjaśnia blizny), Sodium Benzoate, Potassium Sorbate (naturalne, bezpieczne konserwanty).
Skład jest naturalny, sensowny i uzasadniony. Bogaty w substancje oczyszczające i rewitalizujące skórę. Nie mam żadnych zastrzeżeń.


W porównaniu do pozostałych dwóch maseczek, o których napiszę więcej w kolejnym poście, wersja różowa jest najdelikatniejsza, najdrobniej zmielona i najbardziej mokra. Posiada fajną konsystencję pasty, która idealnie rozprowadza się na skórze. Maska posiada naturalny zapach, typowo glinkowy i to też mi się podoba - nie ma sztucznych składników zapachowych, które mogą podrażniać lub uczulać. Glinka jest gotowa do użycia, nie trzeba jej już rozrabiać, a dzięki zawartości oleju nie zasycha na skórze całkowicie, co jest kolejnym plusem składu :)


Producent zaleca przed nałożeniem wymieszać glinkę w opakowaniu, ponieważ nie zawiera ona emulgatorów. Moja glinka się nie rozwarstwia i nie chcę wkładać do niej palców, dlatego robię to drewnianą szpatułką co 2-3 użycia. Glinkę dobrze się nakłada zarówno palcami, jak i pędzlem do masek czy właśnie drewnianą szpatułką. Warto pamiętać, że do glinek lepiej nie używać metalowych przedmiotów (do mieszania, nakładania, przechowywania). Maseczka dobrze się rozsmarowuje i trzyma skóry, nie spływa z niej, więc można w niej chodzić, a nawet mówić bez problemu. Należy trzymać ją przez ok. 15 minut, choć zdarza mi się zapomnieć i nosić ją do 25 minut. Potem trzeba ją zmyć letnią wodą, co najczęściej robię pod prysznicem. Czasem zmywam ją wacikami lub bawełnianą ściereczką: moczę wacik w letniej wodzie, odsączam nadmiar i delikatnie, aby nie porysować skóry drobinkami krzemionki, przecieram twarz, aż do uczucia czystości. Na koniec daję skórze chwilę na obeschnięcie i już suche drobinki krzemionki - które czasem uparcie trzymają się skóry - zmiatam po prostu dłonią. Jeśli nie przetrzymam maski i odczekam tyle czasu, aby jedynie lekko stężała (15 minut), a nie przyschła (25 minut) niezdecydowanie łatwiej mogę ją zmyć. Ponieważ glinki posiadają dość wysokie pH 7,59, po zabiegu można przetrzeć skórę tonikiem. 


Podczas zabiegu wyraźnie czuję lekkie mrowienie, czy też szczypanie, co jest jak najbardziej możliwym efektem, o czym informuje nas producent. Czuć, że glinka działa. W porównaniu do pozostałych dwóch maseczek glinkowych (żółtej - najmocniejszej i niebieskiej do skóry suchej) mrowienie jest najdelikatniejsze. Nie zauważyłam, aby szczypanie powodowało mocniejsze zaczerwienienie skóry, czego obawiałam się podczas pierwszego użycia. Wersja różowa Rapan Beauty nie zmniejsza też już posiadanego zaczerwienienia, które naturalnie u mnie występuje (na zdjęciu). Skóra nie jest podrażniona, ale też i nie jest rozjaśniona. Pory zostały lekko przymknięte, co widzę wyraźnie, ponieważ normalnie mam rozszerzone (skóra tłusta).

Skóra po zmyciu glinki jest bardzo miękka i miła w dotyku, absolutnie nie mam uczucia ściągnięcia czy wysuszenia. Nie mam ochoty od razu użyć kremu, wręcz często daję cerze czas na regenerację, jedynie tonizując ją mgiełką lub hydrolatem. Po samym zabiegu twarz wygląda bardzo dobrze, cera nabiera satynowego blasku, którego absolutnie nie należy mylić z błyszczeniem. To sprawia, że buzia wygląda młodziej i zdrowiej. Skóra jest oczyszczona, lekko napięta, nawilżona, a pory lekko przymknięte. Świetny efekt jak na 15 minut roboty, do tego utrzymujący się co najmniej przez kilka godzin :) 


Podsumowując maska na bazie glinek Rapan Beauty to świetny produkt dla większości cer. Naturalny, sensowny skład, dobre pochodzenie glinek i wiele badań potwierdzają jego skuteczność. Jedynie przy bardzo wrażliwej skórze warto wypróbować najpierw miniaturkę, aby sprawdzić czy mrowienie nie będzie zbyt intensywne. W następnym poście napiszę o wersji do cery tłustej (żółtej) oraz niebieskiej (suchej). Znacie te maseczki? Lubicie glinki?

Kosmetyki naturalne na zimę / Blogmas

Kosmetyki naturalne towarzyszą mi od wielu lat. Zaczynałam od gotowców np. Sylveco oraz olei 100%, żelu hialuronowego, glinek i półproduktów, z których sama tworzyłam swoje przepisy. Do tej pory na blogu możecie znaleźć kilka fajnych przepisów na peelingi, kremy do twarzy czy sera - wszystkie opracowane i przetestowane przeze mnie, także polecam. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać sprawdzone kosmetyki naturalne, które są idealne dla cery mieszanej i naczynkowej, włosów średnioporowatych i normalnej skóry ciała w trudnym okresie zimy.


olej-do-cery-tlustej-mieszanej

Najlepsze oleje do cery mieszanej i tłustej

Olej konopny 

Genialny emolient, który nie zapycha nawet tłustej skóry. Szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy, a mimo to tworzy skuteczną okluzję, dzięki której nałożone pod olej humektanty (np. żel hialuronowy, żel aloesowy, hydrolat) lepiej się wchłaniają i nie odwadniają skóry. Dodatkowo dostarcza cennych witamin, głównie E, A, K oraz z grupy B, a także minerałów: wapnia, cynku, forforu i magnezu, które wzmacniają skórę i uelastyczniają ją, dzięki czemu dłużej zachowuje jędrność i nawilżenie.

Olej z pestek śliwki 

Obok oleju z pestek truskawki, granatu czy malin jest ważnym sprzymierzeńcem, jeśli chcemy już walczyć z oznakami starzenia. Jest to kolejny lekki i szybko wchłaniający się olej, nie pozostawiający tłustej warstwy. Odbudowuje płaszcz lipidowy na skórze suchej lub nadmiernie odtłuszczanej choćby żelem do mycia, a dzięki dużej zawartości antyoksydantów chroni skórę przed negatywnym wpływem czynników zewnętrznych. Dodatkowo reguluje nadmierne wydzielanie sebum, przez co zmniejsza ilość niedoskonałości skóry. Jest doskonałym olejem do receptur przeciwzmarszczkowych oraz kremów pod oczy lub do paznokci.

Olej jojoba 

Najbardziej uniwersalny olej jaki znam. Niestety trzeba go dobrze poznać, ponieważ niektóre cery potrafi zapychać. Jest dość tani i nadaje się dosłownie do każdego kosmetyki, serum, peelingu, masażu, do skóry, włosów. Dość szybko się wchłania, u mnie reguluje wydzielanie sebum.

Jak używać oleju do twarzy?

Oleju nie nakładamy bezpośrednio na suchą skórę, inaczej zafundujemy sobie odwodnienie i przesuszenie. Pamiętajmy, że olej nie nawilża bezpośrednio, jest emolientem - tworzy warstwę okluzyjną na skórze, przez którą nie odparuje woda, a więc zostanie ona w skórze. Dodatkowo dostarcza cennych witamin, minerałów i innych związków, potrafi regulować sebum - jeśli jest dobrze dobrany do potrzeb i składu sebum wydzielanego przez naszą skórę będzie sprzymierzeńcem i na pewno nas nie zapcha. Olej stosują głównie w pielęgnacji wieczornej. Na dobrze oczyszczonej skórze (nota bene olejkiem lub mieszanką olei oraz pianką/żelem czyli dwuetapowo) rozpylam hydrolat (obecnie mieszankę lawendowego i oczarowego) i na jeszcze wilgotną nakładam żel aloesowy, a na koniec dopiero olej. Jeśli uważam, że muszę dodatkowo nawilżyć skórę po hydrolacie stosuję multiesencję Bielendy z kwasami, a przed olejem lekki krem, zawierający jak najwięcej substancji nawilżających (lub koreański toner). Sekretem w stosowaniu olei jest jego jakość oraz ilość - na pokrycie całej twarzy, szyi i dekoltu wystarczy kilka kropelek!


Czerwona glinka jako maseczka na naczynka

Glinki lubię, o zasadach ich stosowania pisałam już przy okazji innych rodzajów glinek (podlinkuję niżej). Czerwona glinka ładnie uspokaja naczynka, lekko rozjaśnia i sprawia, że czerwień mniej się uwidacznia np. przy ciągłych zmianach temperatur w zimie: w domu suche powietrze z kaloryferów, na zewnątrz mróz i wilgoć, w pracy czy w autobusie gorąco, a potem znów mróz. Takie ciągłe zmiany źle wpływają na kruche, delikatne naczynka, skóra się czerwieni, a nie jest to pożądany efekt.


naturalne-kosmetyki-z-rossmanna

Alterra z Rossmanna

Kosmetyki odkryłam jakiś czas temu, są tanie i mają całkiem bezpieczne składy. Marka Alterra towarzyszy mi najczęściej przy oczyszczaniu ciała (łagodne żele pod prysznic) oraz twarzy (pokazane na zdjęciu tonik i płyn micelarny), a także podczas pielęgnacji włosów - u mnie sprawdziła się seria z granatem. Produkty są łatwo dostępne, niedrogie, pięknie pachną.

Zimowe kosmetyki diy

Nadal bardzo lubię robić kosmetyki sama, choć z braku czasu stawiam na bardzo proste składy. Powyżej oczyszczający żel z czarnym węglem (soda oczyszczona, węgiel, woda) i bardzo prosta odżywka do brwi na bazie oleju rycynowego - oba zrobiłam na ciekawych warsztatach w ubiegły weekend. Poniżej peeling piernikowy do ciała (cukier trzcinowy, masło shea, przyprawa do piernika). Polecam takie zabawy na długie, nudne wieczory :)


naturalne-organique

Organique to kosmetyki wyróżniające się zapachami, ale składy trzeba bezwzględnie czytać. Widoczny powyżej peeling do ciała to jeden z moich ulubionych - świetnie złuszcza martwy naskórek dzięki cukrowi w składzie, a jednocześnie natłuszcza skórę (masło shea), więc można zapomnieć o balsamie. Ładnie, delikatnie pachnie i jest wydajny. Marka posiada także ciekawe produkty, których na rynku nie ma. Przykładowo serum do ciała, czyli bardzo lekki, szybko wchłaniający się balsam. Nie pozostawia tłustej warstwy, choć przez chwilę się lepi. Posiada delikatny zapach - trochę mleczny, trochę owocowy, trudny do zdefiniowania. Zwiększa nawilżenie skóry, co w zimie jest szczególnie istotne. Można na niego dodatkowo nałożyć warstwę kolejnego balsamu lub masła, a serum potraktować jak humektant.

olej-z-pestek-moreli

Vianek odżywczy szampon i olejek do włosów

Moje włosy w ostatnich miesiącach zmieniły się zasadniczo z niskoporowatych na średnioporowate (efekt częstszego używania prostownicy). Mimo to nadal zdecydowanie służy im olej z pestek moreli, który jest mniej tłusty od oleju kokosowego, rycynowego czy masła shea, a zdecydowanie lepiej nawilża niż jojoba czy lniany. Pomarańczowa seria Vianka cudownie pachnie, owocowo, energetycznie i pozytywnie. Odznacza się oczywiście naturalnym, łagodnym składem. Szampon nie plącze moich włosów, nie puszy ich i dobrze domywa, natomiast olejek sprawia, że są gładsze, błyszczące, nie elektryzują się i wyglądają zdrowiej.


Olej z pestek moreli Oil for Life

Olej 100%, którego używam na włosy solo lub wykorzystuję do zabezpieczania końcówek własnym serum diy. Dobrze się wypłukuje, nie jest bardzo tłusty, a pozostawia włosy ładnie nabłyszczone, "scalone", gładkie, miękkie i dobrze się układające. To najlepszy olej do włosów jaki kiedykolwiek miałam.


kosmetyki-naturalne-biolove

Biolove, Naturalne kosmetyki z Kontigo

Po prostu uwielbiam za naturalne składy, piękne zapachy i świetne działanie! Żele pod prysznic może są trochę bardziej lejące niż drogeryjne, ale nie swędzi po nich skóra i cudownie pachną. Musy do ciała to mój hit - lekkie, napowietrzone masło shea dobrze natłuszcza skórę, wzmacnia ją i chroni przed zimnem i przesuszeniem. Jeśli nie lubicie tłustej warstewki polecam lotiony w atomizerze - momentalnie się wchłaniają, nawilżają i nadają ciału przyjemnego zapachu.

Pomadki Sylveco, peeling do ust Evree

Zimą usta łatwiej pierzchną, pękają i pieką, dlatego nie ruszam się z domu bez ochronnej pomadki. Szczególnie uwielbiam balsamy ochronne Sylveco, choć niekwestionowanym królem nadal jest peeling z cukrem trzcinowym. Zużyłam już chyba 7 opakowań! Zachęcona pozytywnymi recenzjami kupiłam także peeling do ust w słoiczku od Evree - nie jest zły, skład jest ok, ale jest niewygodny w stosowaniu, niewydajny i mniej higieniczny, więc kolejnego nie kupię. Wykonując peelingi ust regularnie sprawiamy, że wargi lepiej przyjmą balsam ochronny i będą mniej wrażliwe na zimno.


Naturalna wcierka na wypadające włosy

W okresie jesieni/zimy włosy narażone są na zwiększone wypadanie. W zeszłym roku straciłam sporo włosów w tym okresie, dlatego późnym latem zaczęłam wzmacniać skórę głowy wcierką z Apteczki Agafii. I wiecie co? Nie zauważyłam, aby włosy wypadały mi tak jak rok temu! Może nie wyrosło ich dwa razy więcej, ale nie liczyłam na taki efekt, wystarczy, że nie "uciekło" to co mam. Jestem bardzo zadowolona z tego produktu i na pewno doczeka się recenzji.

FitoKosmetik krem do rąk

Zima to trudny okres także dla naszych dłoni, są najbardziej narażone na niskie temperatury. Stawiam na częstsze kremowanie, na noc używam masła shea, czasem śpię w bawełnianych rękawiczkach. W ciągu dnia preferuję lżejsze kremy, które szybko się wchłaniają, nawilżają i ładnie pachną. Taki właśnie jest krem Fitokosmetik, który dostałam od Stazyjki :*


naturalne-kosmetyki

Dzisiejszy wpis to ostatni z serii postów tematycznych dotyczących Świąt. Zapraszam Was serdecznie również do:

A jak wygląda Wasza pielęgnacja zimowa? Stawiacie na inne kosmetyki niż latem czy używacie podobnych przez cały rok?

Smog kontra cera i zdrowie

Kilkanaście lat temu Kuba Sienkiewicz wesoło śpiewał: "Jestem z miasta, to widać, słychać i czuć". Tymczasem od kilku dni we wszystkich wiadomościach alarmują mieszkańców Polski o wielokrotnie zwiększonych normach smogu, zagrożeniu i pyłach. Gdzie? W miastach oczywiście. Też mi powód do radości ;) Jednak czy naprawdę wiemy czym właściwie jest smog i jak wpływa na nasz organizm, cerę, zdrowie czy choćby koncentrację? Jako mieszkanka Warszawy uważam, że temat jest ważny i wart przybliżenia. Zapraszam!


Co to jest smog?

Smog to nic innego jak mieszanina pyłów pochodzących np. z domowych kominów, rur wydechowych czy też, uwaga, startych opon samochodowych. Przy odpowiednich warunkach pogodowych, tj. dużym zamgleniu i braku wiatru, pył ten unosi się w powietrzu. Oddychamy nim. Specjalnie nie wymieniam tu zanieczyszczeń przemysłowych czy samolotowych, które oczywiście mają ogromny wpływ, skupiam się jednak na takich "zwykłych, codziennych", przemawiających do wyobraźni. Te większe drobiny pyłu osiadają na chodniku, natomiast mniejsze i lżejsze unosząc się w powietrzu przyczepiają się do budynków, ubrań i naszej cery. 


Jak smog wpływa na zdrowie?

Objawy na jakie jesteśmy narażeni to: duszący kaszel, choroby oskrzeli, astma, niewydolność płuc, zawał, wylew, nowotwory złośliwe, zaburzenia koncentracji, problemy z pamięcią, depresja.
Szczególnie wrażliwe są osoby cierpiące na schorzenia układu oddechowego, alergicy, astmatycy, dzieci, kobiety w ciąży oraz osoby starsze... czyli nie Ty, zapewne :) Podejrzewam, a nawet WIEM ze statystyk, że Ty jesteś młodą, śliczną kobietą zainteresowaną kosmetykami i urodą, więc skupmy się na tym temacie głębiej. 


Jak smog wpływa na cerę?

Przede wszystkim skóra narażona na tak silne zanieczyszczenie powietrza szybciej się starzeje. Najmniejsze drobiny pyłu mogą nawet wnikać wgłąb naskórka, zwiększając ryzyko działania wolnych rodników, uszkadzając włókna kolagenowe oraz lokować się w porach, gdzie wraz z sebum tworzą zaskórniki zamknięte czy pryszcze. Dodatkowo toksyny utrudniają wchłanianie się pożądanych przez nas składników kremów, pośrednio i w ten sposób przyczyniając się do utraty jędrności skóry oraz jej szorstkości, podrażnień czy zaczerwienienia. Smog może też mieć wpływ na uporczywy trądzik.


Jak walczyć ze smogiem?

Przeprowadź się :) Oczywiście żartuję, chyba że masz taką możliwość to... przeprowadź się. Natomiast walczyć możesz przykładowo używając w zrównoważony sposób auta, dbając o jego dobry stan techniczny, częściej korzystając z roweru czy komunikacji miejskiej, a jeśli do ogrzewania domu używasz pieca spalaj z nim to, co można spalać - na pewno nie są to ubrania, plastiki (!), lakierowane meble itp. Jeśli chodzi o cerę to konieczne jest dokładne, sumienne i, co najważniejsze, codzienne oczyszczanie skóry z zanieczyszczeń.


Jak dokładnie oczyścić skórę i pozbyć się z niej zanieczyszczeń?

Idealnie by było, aby do oczyszczania skóry używać szczoteczki sonicznej, która dzięki ultradźwiękom jest w stanie lepiej usunąć złuszczony naskórek i dokładniej pozbyć się zalegającego pyłu. Niestety szczoteczki takie są drogie (średni koszt 400-800zł), dlatego jeśli nie chcesz lub nie możesz inwestować w takie urządzenia spróbuj wieloetapowego oczyszczania skóry na wzór Azjatek. I nie, nie wystarczy sam płyn micelarny :)



Warto także podczas zwiększonego zagrożenia zrobić sobie maseczkę "antysmogową". W tej roli idealnie sprawdzi się urocza, dotleniająca skórę niebieska glinka francuska, o której pisałam TUTAJ.

 

 

 

 

Wieloetapowe oczyszczanie skóry:

1. Olejek lub olej, który rozpuści tłuste kosmetyki i ułatwi ich usunięcie. Możesz kupić gotowy albo zrobić go sama (polecam jojoba). Masuj twarz mieszanką olejku i minimalnej ilości wody, rób to delikatnie, kolistymi ruchami, a następnie spłucz letnią wodą. Jeżeli używasz mocnego makijażu możesz powtórzyć. Tak, oczy też możesz tak zmyć :) Jeżeli nie jesteś przekonana do oleju możesz zastąpić go mleczkiem, ale bez parafiny w składzie.
2. Pianka lub żel + woda, które pomogą usunąć brud wraz z tłustą warstwą olejku. Zwróć uwagę na skład, unikaj tych, które mocno wysuszają skórę (zawierają SLS lub SLES).
3. Peeling, najlepiej delikatniejszy i enzymatyczny, który dodatkowo rozpuści pozostałe jeszcze zanieczyszczenia i usunie martwy naskórek. W składzie unikaj parafiny i silikonów.
4. Płyn micelarny i/lub tonik, który ma za zadanie przywrócić skórze właściwe pH i przygotować ją na kolejne kroki, tym razem pielęgnacyjne (esencja, ampułki lub serum, maseczka, krem pod oczy, krem nawilżający). Zerknij na skład toniku, unikaj alkoholu, który wysusza i podrażnia skórę.


Kogo dotyczy problem smogu?

Przede wszystkim mieszkańców dużych, uprzemysłowionych miast: Krakowa i okolic, Warszawy i okolic, choć za najbardziej zanieczyszczone uznaje się miasta: Żywiec, Pszczyna, Rybnik, Wodzisław Śląski, Opoczno, Sucha Beskidzka, Godów, tu dopiero Kraków, Skawina i Nowy Sącz. 
Kilka dni temu odnotowano przekroczenie normy pyłów aż o 3000%, przy czym najgorzej było w Radomsku, Rybniku, Żywcu, Zabrzu, Częstochowie i Wodzisławiu Śląskim. Przedwczoraj, 9 stycznia, najgorzej było w Katowicach, Gliwicach i Rybniku. Obecnie sytuacja powoli się poprawia, ale przed nami jeszcze niejednokrotne zagrożenia smogiem i innymi zanieczyszczeniami. Dbajmy o siebie, bo wróg jest mały i (prawie) niewidoczny, ale bardzo groźny. Szacuje się, że średnio co roku w samym tylko Krakowie umiera 400-800 osób, które żyłyby dłużej, gdyby nie smog.

A Wy mieszkacie w miastach najbardziej zagrożonych? Czy w podczas takich alarmów skupiacie się bardziej na zagrożeniu?

Skarby Afryki: Glinka biała

Biała glinka to królowa wszystkich glinek, ponieważ jest najbardziej uniwersalna i nadaje się dosłownie dla każdej cery, także wrażliwej i delikatnej. Jakiś czas temu robiłam z niej nawet pastę do zębów, która wyszła mi świetnie. Dziś napiszę co zyskamy robiąc z niej maseczkę :)




Skarby Afryki, Glinka biała

Glinka znajduje się w plastikowym, szczelnym opakowaniu, które przed pierwszym użyciem trzeba odbezpieczyć (zerwać pasek, podobnie jak w przypadku niektórych leków).


Opakowanie jest stabilne i wygodne. Znajdziemy na nim mnóstwo cennych informacji np. sposób użycia, właściwości, datę przydatności.


Skład: 100% biała glinka bez dodatków (kaolin)


Jest to w 100% naturalna glinka francuska. Pochodzi z sedymentacji skał bogatych w aluminium, dlatego też sama zawiera duże ilości tego pierwiastka, a także sporo krzemu, magnezu, żelaza, wapnia, sodu i potasu.


Wygląd:
Biały, drobniutko zmielony proszek. Po zmieszaniu z wodą konsystencja jest satynowa w dotyku, bardzo delikatna.


Właściwości:
Wzmacnia, wygładza, odświeża skórę. Zamyka rozszerzone pory oraz oczyszcza. Na długo nawilża, rozświetla, wspomaga gojenie ranek, odżywia, regeneruje i remineralizuje. Łagodzi wszelkie podrażnienia i stany zapalne. Pobudza mikrokrążenie w skórze, a jednocześnie uspokaja ją.


Dla kogo:
Dosłownie do każdego rodzaju cery, a szczególnie do suchej, wrażliwej, dojrzałej, podrażnionej, zmęczonej, ze zmarszczkami. Nadaje się także dla dzieci.



Sposób użycia:
Maseczka na twarz: glinkę mieszamy z wodą lub hydrolatem i taką papkę nakładamy na skórę twarzy. Zostawiamy na 10-15 minut, po czym zmywamy. Możemy pozwolić jej lekko przyschnąć, choć ja wolę spryskiwać ją hydrolatem. Warto dodać do maseczki kilka kropel ulubionego oleju, aby wzmocnij jej działanie nawilżające i odżywcze. Dla cer bardzo wrażliwych i delikatnym polecane jest mieszanie glinki z jogurtem naturalnym zamiast wody.
Pasta do zębów: mieszamy 3 łyżki glinki z łyżka oleju kokosowego.
Maska na ciało: robimy papkę podobną jak w przypadku maski na twarz. Trzymamy max. 15 min.
Mycie włosów: robimy pastę z glinki i wody, wmasowujemy ją we włosy i skórę głowy, trzymamy chwilę i spłukujemy.
Jako dodatek matujący do pudru: w proporcji maksymalnie 1:10.
Kąpiel: wsypać ok. 100 g glinki do wanny i zalać ją ciepłą wodą, moczyć się max. 20 min.


Zakupy:
Glinkę kupiłam w pojemności 125 ml (50 g), co wystarczy na mnóstwo użyć. Takie opakowanie kosztuje jedyne 5,59 zł, ale oczywiście wielu producentów oferuje białą glinkę. Pamiętajcie, że do glinek nigdy nie używamy metalu, niektórzy sprzedawcy dodają więc drewniany patyczek.


Rezultaty:
Skóra po zmyciu glinki jest przepięknie rozświetlona i wręcz pełna blasku. Pory zdecydowanie są zmniejszone, a jednocześnie nie ma nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia skóry. Najbardziej jednak rzuca się w oczy rozjaśnienie skóry i zmniejszenie zaczerwienień, do których mam niestety skłonność. Glinka nawilża i matuje jednocześnie, a efekt ten utrzymuje się co najmniej kilka godzin. Wszelkie ranki, krostki czy wypryski wyglądają na zmniejszone, lekko przysuszone, dzięki czemu zdecydowanie szybciej się goją i znikają. Cera wygląda zdrowiej i młodziej.


Bardzo ją lubię za jej wszechstronność. Praktycznie nie kończą się możliwości jej zastosowania!


Znacie tą glinkę? Nadaje się dosłownie dla każdego, więc warto wypróbować jej działanie na sobie. Zwłaszcza na "pierwszy ogień", jeśli nie miałyście jeszcze do czynienia z glinkami, bo nie można zrobić sobie nią krzywdy :)
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj