Naturalne kity 2018 - moje rozczarowania + kilka drogeryjnych porażek

2018 był rekordowym rokiem pod względem moich naturalnych odkryć kosmetycznych i hitów. Niestety zdarzały się - jak to w życiu ;) - i porażki, szczególnie w kategorii naturalnych dezodorantów oraz szamponów i odżywek do włosów. Poszukiwania naturalnego dezodorantu w toku - obecnie testuję La-le z zieloną herbatą (formuła gęstej pasty na oleju kokosowym), póki co wydaje się obiecujący i tylko raz mnie zawiódł. Zanim do niego dotarłam rozczarowałam się kilkukrotnie, stawiając na tańsze opcje w znanej mi dotąd formie kulki, o których napiszę poniżej. Druga kwestia do szampony naturalne - kto próbował ten wie, że natrafienie na odpowiedni to loteria.  Wiele formuł naturalnych szamponów czy żeli pod prysznic oparto o dobrze oczyszczający, dość mocny detergent Sodium Coco Sulfate (jak najbardziej naturalnego pochodzenia z kokosa), który może, choć nie musi, podrażniać i wysuszać, szczególnie suchą, wrażliwą skórę (podobnie jak SLES/SLS - wiele osób nie odczuwa żadnych negatywnych skutków wieloletniego stosowania tych detergentów). Zapraszam na przegląd kosmetyków, które mnie niesamowicie rozczarowały w 2018 roku (poniżej podlinkuję Wam też poprzedni post z rozczarowaniami).



buble-kosmetyczne

Naturalne dezodoranty, których nie polecam!


Dezodorant Alterra, Balsam dezodorujący melisa i szałwia z Rossmanna 

Łatwo dostępny, niedrogi (ok. 8 zł), z bardzo ładnym składem (na alkoholu, jak wiele naturalnych produktów Alterra). Przyjemnie pachnie, dobrze się rozprowadza, nie brudzi ubrań, kulka się nie zacina. Duży plus za szklane opakowanie. Jednak... dezodorant kompletnie nie chroni przed nieprzyjemnym zapachem i to pomimo, że nie pocę się nadmiernie. Nie radzi sobie nawet jesienią i zimą, gdy temperatury nie są wysokie, latem kompletna porażka. Równie dobrze można go w ogóle nie używać, rezultat będzie dokładnie taki sam. Zmęczyłam jedną trzecią opakowania i wyrzucam.

Skład: Aqua, Alcohol, Cellulose, Glyceryl Caprylate, Zinc Ricinoleate, Glycerin, Xanthan Gum, Zinc Oxide, Hydrogenated Palm Glycerides, Melissa Officinalis Distillate, Salvia Officinalis Water, Hamamelis Virginiana Distillate, Equisetum Arvense Leaf Extract, Simmondsia Chinensis Oil, Hydrogenated Lecithin, Parfum, Citral, Geraniol, Citronellol, Benzyl Benzoate, Limonene, Linalool.

dezodorant-naturalny-alterra

Dezodorant a antyperspirant - różnice


Zauważyłam, że wiele osób myli te dwa pojęcia. Różnica jest bardzo łatwa do zapamiętania:
  • Dezodorant ma za zadanie maskować nieprzyjemny zapach potu, ale absolutnie nie blokuje samego pocenia. Zasada jest taka, że stosując dezodorant pocisz się normalnie (mokre plamy pod pachami), ale - przynajmniej teoretycznie - nie śmierdzisz (deo może np. zabijać bakterie bytujące na skórze, które rozkładając pot powodują nieprzyjemny zapaszek - tu pomaga m.in. alkohol czy ałun; deo może także maskować lub neutralizować nieprzyjemny zapach - tu pomaga m.in. soda oczyszczona).  
  • Antyperspirant natomiast blokuje samo pocenie, a skoro nie ma potu, bakterie nie mają się czym żywić i nie ma nieprzyjemnego zapachu. Blokowanie pocenia umożliwia owiane złą sławą aluminium - czyli każdy antyperspirant będzie zawierał związki aluminium, nie istnieją naturalne antyperspiranty bez aluminium (pamiętajcie, że naturalny ałun to też związek aluminium, jednak ałun działa przede wszystkim ściągająco i antybakteryjnie, nie hamuje pocenia, ponieważ ma inną budowę cząsteczek). 
Czy aluminium jest szkodliwe czy nie - badania jak zwykle sobie przeczą, aczkolwiek w ostatnich latach mówi się, że jednak nie - decyzja należy do każdego z nas, podobnie jak z pastami do zębów z fluorem itp. Osobiście szukam dezodorantu naturalnego, ale na co dzień większą pewność daje mi niestety antyperspirant.

Eo Lab Deo Crystal 100% Naturalny dezodorant z ałunem i korą dębu

Przezroczysty, lekko żółty płyn w plastikowym opakowaniu z kulką. Kompletnie nic nie robi, nie widzę żadnej różnicy pomimo, że zawiera ałun teoretycznie działający antybakteryjnie. Używanie go jest niekomfortowe, w dodatku kulka potrafi się zacinać. Pachnie lekko olejkiem z drzewa herbacianego, skład jest ok.

Skład: Aqua, Potassium Alum (ałun), Glycerin (gliceryna), Quercus Robur Extract (ekstrakt z kory dębu), Camellia Sinensis Extract (ekstrakt z zielonej herbaty), Xanthan Gum (zagęstnik), Melaleuca Alternifolia Oil (olejek z drzewa herbacianego).

naturalny-dezodorant-eco-laboratories

Biolove Green Tea Dezodorant naturalny zielona herbata z Kontigo

Ładny skład na oleju kokosowym. Pięknie pachnie zieloną herbatą. Od początku miałam problemy z kulką, ponieważ formuła dezodorantu w niższych temperaturach jakby zastyga (podobnie jak olej kokosowy, którego jest tu dużo) i nie da się wydobyć płynu, kulka nie chce się kręcić i nie ma mowy, aby posmarować nim skórę. W takiej sytuacji trzeba zawartość podgrzać np. na kaloryferze, ale jeśli o tym zapomnicie, a macie chłodną łazienkę nie ma rady - nie da się użyć i koniec. Latem oczywiście nie ma zwykle tego problemu. Za to działanie to... koszmar! Dezodorant mało, że nie działa, to wręcz pogarsza zapach potu - miałam wrażenie, że jeszcze bardziej nieprzyjemnie pachnę niż bez żadnego kosmetyku! Byłam z niego mega niezadowolona i wiem, że nie tylko ja. Na szczęście kupiłam go w promocji, normalnie kosztuje ok.13 zł, ale od jakiegoś czasu już ich nie widzę w Kontigo (może wycofali?). Oczywiście nie ma tu aluminium.

Skład: Aqua, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glycerin, Panthenol, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Zinc Ricinoleate, Aloe Barbadensis Extract, Glycyrrhiza Glabra Extract, Stearic Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Lauroyl Glutamate, Dehydroacetic Acid.

naturalny-dezodorant-kontigo

Naturalne szampony i odżywki do włosów, których nie polecam! 


Only Bio Szampon do włosów przetłuszczających się z biorafinowaną surfaktyną z rzepaku

Plastikowa tubka z korkiem na klik ułatwia używanie. Naturalny, ładny skład, aczkolwiek głównym detergentem jest SCS, więc produkt jest dosyć mocny. Formuła szamponu jest średnio lejąca i bardzo mocno pieniąca, więc szampon jest wydajny - wystarczy niewielka ilość. Posiada naturalny, delikatny zapach, przyjemny, choć trudny do określenia, nie przeszkadza podczas mycia włosów. Kosmetyk posiada certyfikaty ECOCERT i COSMOS NATURAL. Szampon kompletnie nie przedłuża świeżości włosów, już po jednym dniu są oklapnięte i wyglądają nieładnie. Poza tym spowodował u mnie łupież (sprawdzałam kilkukrotnie i za każdym razem potwierdzało się, że to jego sprawka). Czasem swędzi po nim skóra głowy. Z plusów warto zaznaczyć, że nie plącze włosów, łatwo się po nim rozczesują także bez odżywki (dla mnie to żadna pociecha, poniewaą i tak zawsze nakładam maskę). Kupiłam go w promocji w Kontigo za jakieś 14 zł, normalnie kosztuje 22 zł.

Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Coco-Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Sodium Surfactine, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glyceryl Oleate, Parfum, Citric Acid, Sodium Chloride, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Limonene, Linalool.

Krótko o składzie: bazą jest mocny detergent SCS oraz cocamidopropyl betaine (potrafi podrażniać lub przesuszać skórę), kolejnym detergentem jest biodegradowalna surfaktyna z rzepaku. Mamy tu też m.in. nawilżającą glicerynę, olej słonecznikowy, bezpieczne konserwanty i kilka składników kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny). Jest to prosty skład dość mocnego szamponu, 99% składników jest pochodzenia naturalnego.

naturalny-szampon-onlybio

Petal Fresh Szampon z granatem i jagodami Acai chroniący kolor włosów

Plastikowa butelka z wygodnym korkiem ułatwiają używanie. Etykieta jest ładna i trzeba przyznać, że bardzo trwała. Zapach szamponu jest przepiękny, owocowy, energetyczny, zdecydowanie umila mycie włosów.  PAO 36 miesięcy. Sam szampon jest średnio gęsty, co wpływa na jego dobrą wydajność. Niestety jest to kolejny szampon, który spowodował u mnie łupież, więc nie jestem z niego zadowolona. Nawet używany raz na jakiś czas, po każdym myciu powodował, że skóra głowy była przesuszona, łuszcząca. Włosy mył całkiem ok, choć nie zauważyłam, aby odświeżał na dłużej niż dzień. Trudno zauważyć działanie chroniące kolor włosów, pomimo że mam farbowane, choć mam wrażenie, że wolniej wypłukiwał się kolor i jakby rudział zamiast blednąć (farbuję na ciemne brązy). Kosztuje ok. 23 zł/335 ml.

Skład: Aqua (Water), Sodium Lauroyl Methyl Isethionate (Derived from Coconut), Betaine (Derived from Sugar Beets), Sodium Cocoyl Isethionate (Derived from Coconut Oil), Ammonium Cocoyl Isehtionate (Derived from Coconut Oil), Hydroxypropyl – cellulose (Derived from Cotton Fiber), *Punica Granatum (Pomegranate) Extract, *Euterpe Oleracea (Acai) Fruit Extract, Orbignya Oleifera (Babassu) Seed Oil, Tocopheryl Acetate (Vitamin E), Caprylic/Capric Triglyceride (Derived from Coconut Oil), Panthenol (Vitamin B5), Glycerin (Derived from Vegetable Oil), *Tussilago Faffara (Coltsfoot) Flower Extract, *Achillea Millefolium (Yarrow) Extract, *Equisetum Arvense (Horsetail) Extract, *Rosmariunus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, *Althea Officinalis (Marshmallow) Leaf Extract, *Chamomilla Recutita (Chamomile) Flower Extract, *Melissa Oficinalis (Lemon Balm) LeafExtract, *Thymus Vulgaris (Thyme) Extract, Polysorbate 20 (Derived from Coconut Oil), Citric Acid (Derived from Citrus Fruti), Dehydroacetic Acid (Derived from Cane Sugar), Ethylhexylglycerin (Derived from Vegetable Oil), Sodium Chloride (Derived from Salt), **Fragrance.
*Certyfikowane organiczne składniki.
**Zawiera naturalne kompozycje zapachowe.

Krótko o składzie: formuła oparta o naturalne detergenty z kokosa, o dość mocnym działaniu, szczególnie, że jest ich kilka. Jest kilka substancji nawilżających (betaina, gliceryna) i odżywiających włosy, cała masa roślinnych ekstraktów i witamin (B5, E), regulator pH i sól jako zagęstnik.



PS. Odżywka rozmaryn i mięta Petal Fresh jest bardzo fajna! Pachnie naturalnie rozmarynem, ziołowo, jest średnio gęsta, choć trochę słabo trzyma się włosów. Po zmyciu włosy lśnią, są miękkie i gładkie (po wysuszeniu zapachu już nie czuć). Podobno jest to odżywka zwiększająca objętość włosów, ale nie wiem jak miałoby to działać, skoro nakładam ją od połowy długości - w każdym bądź razie u mnie nie nadaje się na skórę głowy, za to na włosach czyni cuda i kupię ją ponownie. Mój mąż bardzo lubi jej zapach. Kosztuje ok. 23 zł/335 ml.

szampon-odzywka-petal-fresh

Babuszka Agafia Balsam do włosów z brzozą i pokrzywą

Receptury Babuszki Agafii Balsam numer 2 regenerujący


Kosmetyk, który funkcjonuje pod dwoma nazwami, w zależności od tłumaczenia. Jest to najrzadsza, najbardziej lejąca się odżywka do włosów, jaką w życiu miałam. Spływa z mokrych włosów i trzeba jej nałożyć naprawdę dużo, żeby w ogóle poczuć, że coś na nich jest. Dodatkowo butelka jest dość sztywna i ciemna, więc wydobycie balsamu pod koniec jest trudnym zadaniem, a nigdy nie wiadomo, ile jeszcze w środku zostało. Na włosach nie robi kompletnie nic, po prostu nie ma żadnego znaczenia czy odżywka ta była nakładana czy nie. Nie nawilża, nie regeneruje, nie nabłyszcza, ale i nie puszy włosów. Jedyne co mi się podobało to nieelektryzowanie się włosów - jak po większości balsamów/odżywek. Dzięki lekkości nie obciążą też włosów, więc można spróbować na mocno przetłuszczającej się czuprynie. Włosy obecnie mam średnioporowate, być może lepiej się sprawdzi przy niskoporowatych, które nie potrzebują dużego nawilżenia czy emolientów. Zużyłam całą butlę tylko dlatego, że nakładałam na ten balsam dodatkową, drugą maskę. Kupiłam go za ok. 12 zł, normalnie kosztuje od ok. 6,50 do nawet 18 zł/550 ml (ceny bardzo się wahają w zależności od sklepu). PAO 12 miesięcy.

Skład: Aqua with infusion of Pinus Siberica Bud (woda z naparem z syberyjskiego cedru), enriched by oils: Arctium Lappa (olej z łopianu), Geranium Maculatum (olej z bodziszka), Vaccinium Macrocarpon (olej z nasion żurawiny), Extracts: Pulmonaria officinalis (miodunka plamista), Calendula Officinalis (nagietek), Artemisia Absinthium (piołun), Melissa Officinalis (melisa), Panax Ginseng (korzeń żeń szenia), ‎Cetrimonium Chloride, Cetearyl Acid, Guar Gum, Ascorbic Acid (Wit. C), Panthenol (Wit. B5), White Beeswax (biały wosk pszczeli), Flower Wax (wosk kwiatowy), Tocopherol (Wit. E), Niacinamide (Wit.B3), Glucosamine, Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Bezyl Acid.

Krótko o składzie: fajnie, że balsam jest na bazie naparu, a nie samej wody. Dodatkowo zawiera cenne oleje (rzadziej spotykane) oraz całą masę ekstraktów roślinnych i witamin. Jest też substancja kondycjonująca włosy oraz bezpieczne konserwanty. Skład jest ładny i sensowny, ale zbyt "rozwodniony", aby dać widoczne rezultaty.

naturalna-odzywka-agafii

Cosnature Regenerująca odżywka do włosów z awokado i migdałami 

Skład jest ok. Opakowanie wygodne, z twardego plastiku, z korkiem na klik. Odżywka jest dosyć rzadka, potrafi spływać z włosów, choć i tak lepiej się trzyma niż powyższy balsam Babuszki Agafii. Nie widzę po niej jakiegoś niesamowitego działania na włosach, właściwie nie widzę żadnego, po prostu równie dobrze mogłabym nie nakładać niczego. Nie nabłyszcza, nie wygładza, nie dociąża. Przez swoją małą pojemność i konsystencję jest bardzo niewydajna, kończy się błyskawicznie. Dużo bardziej byłam zadowolona z szamponu z granatem tej marki. PAO 12 miesięcy. Odżywkę dostałam dwukrotnie, raz od marki, raz na spotkaniu blogerskim. Normalnie kosztuje ok. 20 zł/200 ml.

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Helianthus Annuus Seed Oil, Glyceryl Stearate, Lecithin, Sodium Cetearyl Sulfate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Persea Gratissima Oil, PCA Glyceryl Oleate, Olus Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Hydrolyzed Sweet Almond Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Xanthan Gum, Citric Acid, Parfum, Linalool, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Limonene, Sodium Benzoate.

Krótko o składzie: Sporo emolientów w postaci olei roślinnych w połączeniu z wodą, gliceryną i proteinami. Bezpieczne konserwanty i sporo składników kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny). Skład ładny, naturalny.

Zobacz też: Recenzje kosmetyków Cosnature

naturalna-odzywka-cosnature

EO Laboratorie Tonik do skóry tłustej głęboko oczyszczający

ECO Laboratorie Tonik oczyszczający z irysem do skóry problemowej


Tani tonik o całkiem ładnym składzie, ale... zawiera detergent, co samo w sobie mnie trochę zniechęca, ze względu na to, że toniku nie zmywamy ze skóry przez wiele godzin. Z związku z tym przez cały dzień lub całą noc narażamy cerę na "zbędne" działanie detergentu, co może powodować różne niekorzystne objawy (wypryski, podrażnienie, przesuszenie). Detergenty mają za zadanie usunąć zanieczyszczenia, a następnie najlepiej spłukać ich resztki wodą. Dodatkowo niesamowicie irytuje mnie zapach tego toniku, który jest bardzo sztuczny, bardzo mocny i przypomina tanie bazarowe perfumy. Nie jest to kompozycja, jaką chce się nakładać na skórę, jednak kwestia zapachów jest bardzo indywidualna i zapewne są osoby, którym się on spodoba. Mnie niestety "obrzydza" codziennie stosowanie toniku ECO Lab i, co tu dużo mówić, męczyłam go strasznie, więc nigdy więcej nie kupię. Mało tego tonik ten lubi zostawiać lepiącą się warstewkę na skórze, co mnie doprowadza do szału. Nie mogę też powiedzieć, abym zauważyła super działanie na skórze - ot, tonik, który doczyszcza i lekko przysusza ewentualne niedoskonałości. Pokuszę się też o stwierdzenie, że po kilkunastu dniach używania toniku moja cera bardziej się błyszczała, a nie wprowadzałam w tym czasie innych produktów. Kupiłam go w jakiejś super promocji za ok. 6 zł/200 ml (normalna cena ok. 10-12 zł).

Skład: Aqua, Glycerin, Sea Water, Organic Iris Extract, Organic Salvia Extract, Sodium Cocamphoacetate (roślinny detergent), Hydrolyzed Rice Protein, Lavandula Essential Oil, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sorbic Acid, Perfume.

Krótko o składzie: woda z gliceryną i solą (wodą morską) w połączeniu z roślinnymi ekstraktami rozpuszczalnymi w płynach. Do tego detergent i proteiny ryżu, olejek lawendowy, bezpieczne konserwanty i kompozycja zapachowa. Skład jest ok, nie ma tu nic potencjalnie niebezpiecznego, choć jak pisałam wyżej - tonik z detergentami nie jest dla każdego.

Tonik-eco-laboratorie

Evree Sugar Lips cukrowy peeling do ust pomarańczowy

Oczywiście nie jest to firma naturalna (nie damy się nabrać), ale skład tego peelingu jest w miarę ok (zawiera glikol). Za maleńki słoiczek zapłaciłam 15 zł. Peeling Evree pachnie bardzo sztucznie pomarańczowo, zapach jest zdecydowanie "doprawiony". W użyciu ten produkt jest irytujący. Przede wszystkim wchodzi pod paznokcie - zwykle mam półdługie - i trudno go stamtąd usunąć, ponieważ formuła jest tłusta i mocno trzyma skóry. Grzebanie w słoiczku jest też niehigieniczne. Na skórze wokół ust zostawia pomarańczową, obrzydliwie tłustą obwódkę, która mi się bardzo nie podoba i którą trudną zmyć. Samo działanie jest ok, zadowalające, ponieważ cukru jest sporo i faktycznie usta pozostają po nim gładkie i miękkie. Jednakże mając porównanie do pomadki z peelingiem Sylveco, która była dużo wygodniejsza, miała lepszy, w pełni naturalny skład i najlepsze działanie kompletnie nie porwał mnie maluszek od Evree. Wydajność też na plus Sylveco - wystarczała na dużo dłużej, a często kupuję ją za jedyne 5 zł (np. na tagrach kosmetycznych). Biorąc powyższe uważam, że peeling do ust Evree jest grubo przereklamowany i  niewart swojej ceny. Normalnie kosztuje od 9 do nawet 20 zł/10 ml (w zależności od sklepu).

Skład: Sucrose, Ricinus Communis Seed Oil, Hydrogenated Castor Oil, Copernicia Cerifera Cera, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Elaeis Guineensis Oil, Lanolin, Mangifera Indica Seed Butter, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Gardenia Taitensis Flower Extract, Tocopherol (Mixed), Beta- Sitosterol, Squalene, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Propylene Glycol, Hydrogenated Vegetable Glycerides Citrate, Parfum, Citral, Linalool, Limonene.

Krótko o składzie: na pierwszym miejscu cukier, który działa tu peelingująco. Następnie cała masa olei i emolientów, w tym bardzo tłusty olej rycynowy, woski i lanolina w sporej ilości. Jest też dość lekkie masło mango i znowu tłusty olej kokosowy. Całość dopełnia jeden ekstrakt roślinny i glikol propylenowy podejrzewany o wiele skórnych dolegliwości i umożliwianie wchłaniania substancji toksycznych wgłąb skóry, który nie ma prawa bytu w kosmetykach naturalnych (to nie jest oczywiście naturalny kosmetyk). Dużo składników kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny).

peeling-do-ust-evree

Iceveda Odświeżający ziołowy żel pod prysznic dla wszystkich typów skóry z płucnicą islandzką i amlą indyjską (zielony)

O Jeżu co za obrzydliwy zapach! Żel o pojemności 280 ml (PAO 12 miesięcy) męczyłam na raty chyba dwa miesiące! Plus za przezroczystą butelkę z wygodną pompką oraz zakup w niskiej cenie (bodajże za 4 czy 5 zł), ale ten zapach jest nie do zniesienia. Jeżeli kojarzycie pastę BHP albo inne tanie środki czystości, szczególnie używane na różnych budowach i w różnych dziwnych warsztatach samochodowych to jest właśnie to! Jeżeli marzycie, aby dziwnie pachnieć to jak najbardziej polecam.

Iceveda Relaksujący żel pod prysznic dla wszystkich typów skóry z brzozą północną i miodlą himalajską (turkusowy)

Tak samo wygodne, ładne opakowanie z pompką 280 ml (więc całkiem spore) i ten sam problem z zapachem. Tym razem mamy do czynienia z aromatem do złudzenia przypominającym a'la sosnową kostkę do toalety. Jest obrzydliwy i kompletnie nie pasuje do żelu pod prysznic.
Poza tym żele pod prysznic Iceveda zawierają duże ilości SCS, więc ich skład wcale nie zachwyca. Jest naturalny, ale jeśli szukacie łagodnych formuł to zły adres. Posiadają też barwniki. Z tej serii tylko jeden zapach jest dla mnie do zniesienia i na pewno napiszę o nim w zbiorczym poście na temat naturalnych żeli pod prysznic (fioletowy). Kosztują od 7 do 15 zł. Często swędziała mnie po nich skóra. Nie są to też żele dla wrażliwej skóry!

Przykładowy skład (tu żelu relaksującego): Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Azadirachta Indica Seed Oil, Betula Alba Juice*, Lavandula Angustifolia Oil*, Cananga Odorata Flower Oil*, Chamomilla Recutita Flower Water*, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Caramel, CI 19140, CI 42090, CI 42051, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Citronellol.
(*) - składniki organiczne pochodzące z upraw ekologicznych

Krótko o składzie: woda z mocnym detergentem (SCS), kolejne dwa detergenty, sól (zagęstnik, może przesuszać skórę), kilka cennych substancji roślinnych (oleje, ekstrakty, w tym olejki eteryczne z lawendy i ylang-ylang oraz olej z miodli), bezpieczne konserwanty, wiele substancji z kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny) oraz barwniki.

zel-pod-prysznic-rosyjski

Drogeryjne kity 2018 roku


W poprzednim roku sporadycznie używałam też kilku drogeryjnych kosmetyków, moja ciekawość często zwycięża :) Zdarza się też, że po prostu coś mi się akurat kończy i pierwsze co wpadnie mi w ręce jest mniej naturalne, ale akceptowalne po przeczytaniu składu. W ten sposób też poznałam kilka kitów, czyli kosmetyków, które kompletnie się nie sprawdziły. Oto one:

Dezodorant w kulce Isana Clear and Fresh Rossmann

Będąc w Rossmannie potrzebowałam czegoś na szybko, a jak czytaliście wyżej wiele dezodorantów naturalnych się u mnie nie sprawdziło. Chyba byłam już zmęczona i chciałam po prostu kupić cokolwiek, aby działało, nawet z gorszym składem. Dokładnie tak trafił do mnie dezodorant Isany w wersji niebrudzącej ubrań. Niestety dezodorant ten kompletnie nic nie robi, nie chroni przed nieprzyjemnym zapachem, a nawet miałam wrażenie, że wzmaga pocenie. Cena jest niska, dostępność bardzo dobra, kulka się nie zacina, a zapach przyjemny - to jedyne zalety, jakie zauważyłam. Kosztował jakieś 3 czy 4 zł.

Pollena Eva SEB OFF Przeciwzmarszczkowo - matujący krem na dzień polecany do skóry tłustej mieszanej z niedoskonałościami 

Dostałam go na konferencji dla blogerów. Krem zawiera moją ulubioną witaminę PP (czyli B3, niacynamid), alfa-bisabolol, olej z pestek winogron, betainę, mocznik, aloes i jest hipoalergiczny. Posiadał kartonik. Wygodne plastikowe opakowanie z pompką typu air less, moje ulubione, bardzo higieniczne - ogromny plus. Krem matujący ma fajną konsystencję, szybko się rozprowadza i od razu daje efekt matu. Muszę przyznać, że faktycznie jest to krem matujący i to na dłużej! Idealnie nadaje się pod makijaż, nie tłuści, nie roluje się, właściwie można od razu nakładać na niego podkład o dowolnej formule (od płynnego fluidu po sypkie minerały). Zdecydowanie przedłuża trwałość makijażu, szczególnie na cerze tłustej. Pachnie delikatnie, choć sztucznie. Niestety skład nie powala. Otworzyłam go po rozbiciu kremu marki Biolonica z komórkami macierzystymi (po tygodniu rozwaliła się pompka i nic się nie dało z tym zrobić, a potrzebowałam czegoś "na już"). Niestety stwierdziłam, że mimo początkowego zadowolenia, mniej więcej po około miesiącu stosowania kremu tylko na dzień i dobrym zmywaniu go wieczorem, produkt "zapchał" pory. Konkretnie pojawiły się liczne zaskórniki otwarte, czyli tak zwane czarne kropki i to w najdziwniejszych miejscach, w których nigdy wcześniej ich nie miałam! Obecnie z nimi walczę i wierzcie mi, nie jestem z tego powodu szczęśliwa ;) Krem Eva SEB OFF był jedynym, który w tym czasie wprowadzałam jako nowość dlatego jestem pewna, że właśnie on jest winowajcą. Nadal go stosuję, ale sporadycznie, bo szkoda mi wyrzucać kosmetyku, skoro tak dobrze matuje, ale jestem co do niego ostrożniejsza. Kosztuje ok. 28 zł/50 ml. Pollena Eva to nasza polska marka, która szybko się rozwija.


Norel Dr Wilsz Serum napinające żurawinowe

Serum bardzo polecane i zachwalane przez blogerki, więc musiałam sprawdzić. Posiada piękną, szklaną buteleczkę z pompką. Pompka potrafi się zacinać, ale być może nie jest to norma i tylko mi trafił się felerny egzemplarz, zresztą nie jest to częste. Mam uwagę też do napisów na buteleczce, które się zwyczajnie ścierają podczas używania, natomiast sreberko wokół pompki pęka - szkoda, bo wygląda to brzydko i nie chce się takiego kosmetyku trzymać na wierzchu. Początkowo jednak szklane opakowanie wyglądało luksusowo i elegancko. Samo serum jest żelowe i posiada jasno różowy odcień. Pachnie ślicznie, owocowo, jakby żurawiną i całkiem dobrze się rozprowadza. Na skórze pozostawia wyczuwalną, trochę lepką powłoczkę, która niespecjalnie przypadła mi do gustu i ze względu na nią używałam serum Norel głównie na noc. Powłoczka lekko ściąga skórę, co nie jest bardzo nieprzyjemne, ale w wyglądzie skóry niczego nie zmienia - nie widzę działania napinającego. Niestety po dwóch miesiącach stosowania muszę z przykrością stwierdzić, że kosmetyk po prostu nie robi nic specjalnego. Nie nawilża, nie napina skóry ani nie odżywia.  Być może lepiej sobie radzi z cerą suchą czy dojrzałą, natomiast na mojej tłustej niczego nie zdziałał. Biorąc pod uwagę cenę od 60 do 85 zł/30 ml jest po prostu drogie jak na takie działanie. Plus za polską markę, wśród której odkryłam półtorej roku temu genialny (nienaturalny, ale z akceptowalnym składem) krem z kwasem migdałowym, do którego na pewno jeszcze wrócę. Mają też bardzo przyjemny, delikatny peeling enzymatyczny i witaminowy krem pod oczy, więc samą markę całkiem lubię.

ujedrniajace-serum-do-twarzy-norel

Efektima peelingi do ciała

Jakiś czas temu te peelingi były nowością. Zacznę od najlepszego z tego trio, czyli peelingu kokosowego pojędrniającego. Kokosowy, a jednak wcale nie pachnie kokosem, powiedziałabym, że wręcz śmierdzi i to mimo kompozycji zapachowej w składzie. Czym? Trudno powiedzieć, najbliżej mu do pasty do butów, w każdym bądź razie nie pachnie ładnie. Peeling kokosowy jest najmocniej działającym produktem ze zdjęcia poniżej. Zawiera olej kokosowy, korund i zmielone skorupy orzecha kokosowego, które robią tutaj za ścierniwo. Niestety zawiera konserwanty, które minimalizuję w kosmetykach czyli phenoxyethanol i pochodną formaldehydu (dmdm hydantoin - tego całkiem unikam). Nie mogę odmówić mu jednak działania. Drobinki fajnie peelingują i jest ich całkiem sporo, natomiast kosmetyk pozostawia na skórze parafinową, tłustą warstwę, która jest nieprzyjemna.

Peeling algowy antycellulitowy z zieloną herbatą - również jest to peeling korundowy, ale zawiera dodatkowe naturalne drobinki peelingujące z alg. Zapach jest przedziwny i dla mojego nosa nieprzyjemny - kojarzy mi się z brudną gąbką :D Sam wygląd kosmetyku lekko mnie odstręcza przez swój sztuczny zielony kolor, trochę jakby perłowy, ale wiem, że może się to też podobać. Konsystencja jest średnio gęsta, z widocznymi drobinkami. Powiedzmy, że zielony peeling jest średnio mocny i posiada średnie działanie nawilżające. Na szczęście nie zostawia żadnej warstwy, szybko i łatwo się spłukuje, ale i dość słabo peenguje, więc nie nadaje się dla osób lubiących porządny masaż.

Peeling węglowy Efekt Detox z pyłem wulkanicznym - produkt na bazie glinki i parafiny, również korundowy. Zawiera czarny barwnik oraz pył wulkaniczny, a także kiepskie konserwanty. Wersja węglowa pachnie przyjemnie, jakby zieloną herbatą. Konsystencja szarej, gęstej pasty, ale działanie jest już baaardzo słabe. Po pierwsze brudzi całą łazienkę, ponieważ pasta podczas masowania skóry spływa i brudzi wszystko dookoła. Po drugie - korundu jest tak mało, że praktycznie kosmetyk nie ma działania peelingującego. Oczywiście można go zostawić na skórze jak maskę i spróbować "oddetoksykować" skórę (cokolwiek to miałoby znaczyć), ale nie wyobrażam sobie tego. Dla mnie to dość słaby produkt, którego działania w ogóle nie widzę, a jeszcze muszę po nim sprzatać. Na skórze nie pozostawia tłustej warstwy, ale trzeba go dłużej spłukiwać ze względu na kolor.

peelingi-do-ciala-efektima

Poniżej jeszcze konsystencja wszystkich trzech peelingów Efektimy.


Tak oto się prezentują kosmetyki, które wyjątkowo słabo zapadły mi w pamięci w 2018 roku. Znacie któryś z nich? Jakie kosmetyki Wy nazywacie kitami? Podzielcie się w komentarzu, chętnie przeczytam :)

Cosnature, Naturalny szampon z olejem z pestek granatu

Lubię naturalne szampony, choć muszę uczciwie przyznać, że trzeba się do nich trochę przyzwyczaić. Zdecydowana większość z nich potrafi plątać włosy, ponieważ nie zawiera silikonów, które oblepiają kosmyki i dają złudne wrażenie gładkiego, zdrowego włosa. Zazwyczaj po umyciu i tak używam maski lub odżywki, więc dla mnie nie jest to problem. Zauważyłam natomiast, że naturalne kosmetyki potrafią wywołać łupież i podrażniać skórę głowy, dokładnie jak samo jak drogeryjne. Trzeba się nieźle naszukać, aby odpowiednio dobrać do indywidualnych potrzeb naturalny szampon, który dobrze oczyszcza i nie niszczy naturalnej warstwy lipidowej skóry głowy, a przy tym nie powoduje negatywnych skutków jak przyspieszone przetłuszczanie, łupież, swędzenie.



Cosnature, Szampon zwiększający objętość włosów

"Szampon o silnym działaniu odżywczym i wzmacniającym. Wnika wgłąb włosa, odżywia go i regeneruje. Chroni skórę głowy i włosy przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych, w tym promieni słonecznych, a także utratą wody. Działa łagodząco i kojąco, a także spowalnia proces starzenia się komórek. Łagodnie myje włosy i nie podrażnia skóry głowy. Pozostawia włosy czyste, mocne, błyszczące i nie obciążone."


Butla szamponu z porządnego plastiku została zaopatrzona w wygodny korek na klik. Korek bardzo mocno trzyma, co jest zaletą np. w podróży. W codziennym użyciu również łatwo go otworzyć, nawet mokrymi rękoma.


Skład: Aqua (woda), Coco-Glucoside (roślinny, bardzo łagodny detergent, myje i tworzy pianę, także emulgator), Sodium Cocosulfate (średnio łagodny detergent, może wysuszać wrażliwą skórę, nie polecany dla osób z AZS), Sucrose (cukier, nawilża, łagodzi i koi skórę, oczyszcza i zapobiega rozdwajaniu się końcówek), Betaine (humektant, nawilża i ułatwia wnikanie innych składników), Sodium Chloride (sól, zagęstnik), Citric Acid (regulator kwasowości, pomaga także domknąć łuski włosa, dzięki czemu jest on błyszczący i gładki), Glyceryl Oleate (emulgator, nawilża, utrzymuje wilgoć w skórze, nadaje połysk włosom i je wygładza), Ounica Granatum Seed Oil (olej z pestek granatu, działa antyoksydacyjnie i przeciwzapalnie, wygładza i regeneruje, odżywia i wzmacnia), Parfum, Limonene, Citral, Linalool, Geraniol (kompozycja zapachowa i jej składniki, mogą uczulać), Tocopherol (wit. E, chroni oleje przez jełczeniem, odmładza i odżywia, chroni przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi), Hydrogenated Palm Glycerides Citrate (naturalny emulgator, także substancja myjąca i kondycjonująca), Lecithin (lecytyna, naturalny emulgator, zmiękcza i odżywia)), Ascorbyl Palmitate (estrowa pochodna wit. C, stymuluje ukrwienie skóry, rozjaśnia, ujędrnia i uelastycznia), Sodium Benzoate (konserwant, dopuszczony w produkcji kosmetyków naturalnych, bezpieczny dla kobiet w ciąży).


Szampon posiada przyjemny, dość słodki zapach, identyczny jak olejek Cosnature z serii z granatem. Zdecydowanie wyczuwam tu nuty owocowe, dość naturalne, ale intensywne, choć sam zapach ulatnia się po jakimś czasie z włosów. Jeśli zapach szamponu bardzo się komuś spodoba może go wzmocnić użyciem właśnie wymienionego wyżej olejku, który świetnie nadaje się także do olejowania włosów.



Konsystencja szamponu jest średnio gęsta, wystarczająco aby nie przeciekała przez palce w trakcie nakładania piany na włosy. Produkt jest całkowicie przezroczysty, nie zawiera żadnych barwników. Kosztuje 15-16zł/200 ml.


Szampon bardzo dobrze się pieni, dzięki zawartości SCS (Sodium Cocosulfate, substancja podobna do SLS/SLES, troszkę delikatniejsza, tu występuje po bardzo łagodnym detergencie). Jeśli lubicie dużo piany to będziecie zadowoleni. Słyszałam, że niektórzy są tak mocno przyzwyczajeni do nadmiernego pienienia się kosmetyków, że mają wrażenie "niedomycia" lub wręcz braku działania, kiedy piany jest mało, choć stałe katowanie skóry silnymi detergentami nie jest dla niej dobre. Przesuszenie zmusza skórę do obrony i niszczy jej naturalne procesy ochronne, przez co staje się ona często podrażniona, łuszcząca lub nadmiernie wydziela sebum. W przypadku szamponu Cosnature mamy pewnego rodzaju kompromis, formułę łagodniejszą i dobrze się pieniącą, jednak powinny na niego uważać osoby z AZS i bardzo wrażliwą skórą głowy.


Szampon Cosnature zwiększający objętość włosów właściwie robi to co obiecuje. Dobrze oczyszcza włosy, choć w przypadku tłustych olei warto umyć włosy dwa razy. Włosy są lekko splątane, ale po umyciu zawsze nakładam odżywkę lub maskę, które sobie radzą z tym problemem. Pozostawia włosy lekkie i sypkie, delikatnie odbite u nasady. Szampon na szczęście nie wysusza włosów ani nie sprawia, że są "sianowate". Nie obciąża ich, co przy cienkich, delikatnych włosach jak moje jest szczególnie ważne. Podoba mi się, że fryzura po umyciu nabiera zdrowego blasku, jest puszysta i miękka, a włosy lepiej się układają. Zauważyłam także, że włosy zupełnie się nie elektryzują. Szamponu jednak używam co 2-3 mycia.


Kosmetyki Cosnature to fajna alternatywa dla tych drogeryjnych, a także dobry początek dla wszystkich tych, którzy chcą spróbować naturalnych, łagodniejszych składów, a jednocześnie nie rezygnować z intensywnych, ładnych zapachów i gęstej piany. Warto zwrócić uwagę, że marka używa sporej ilości substancji zapachowych, które mogą wywołać reakcje alergiczne (spotkało mnie to przy pierwszym kontakcie z kremem do twarzy z zieloną herbatą, jednak przy drugim podejściu było już ok). Są niedrogie i łatwo dostępne np. w Hebe, aptekach DOZ i Cefarm, w wielu drogeriach eko stacjonarnych i internetowych.



Znacie te produkty? Lubicie naturalne kosmetyki?

Cosnature, Cytrynowa naturalna pianka do mycia twarzy

Oczyszczanie skóry jest dla mnie najważniejszym zabiegiem pielęgnacyjnym. O ile mogę sobie czasem pozwolić zapomnieć o kremie czy makijażu, o tyle nie ma absolutnie mowy o pominięciu umycia skóry z warszawskich zanieczyszczeń oraz resztek kosmetyków, a już w szczególności makijażu. Sama myśl o pójściu spać z sebum, zatkanymi porami, silikonowym kremem BB i wizja poszarzałej, zaczopowanej cery wywołuje we mnie niechęć i zawsze mobilizuje do dbania o siebie. Nawet kiedy się bardzo nie chce, gdy jestem zmęczona, a oczy same się zamykają. Nie chcę po prostu potem walczyć z podskórnymi  krostkami i licznymi zaskórnikami. Codziennie korzystam więc z dwuetapowego oczyszczania, gdzie pierwszym etapem jest olejek, a drugim pianka. Obecnie kończę opakowanie cytrynowej pianki Cosnature, o której chcę napisać więcej. Zapraszam.



Cosnature, Naturalna pianka oczyszczająca 3w1 z cytryną i melisą

"Pianka oczyszczająca do twarzy zawierająca ekstrakty ze skórki cytryny i liści melisy pochodzących z certyfikowanych upraw ekologicznych. Delikatnie i skutecznie usuwa makijaż, zanieczyszczenia skóry, martwe komórki naskórka i nadmiar sebum. Pozostawia skórę oczyszczoną, świeżą bez uczucia ściągnięcia. Polecana do codziennego stosowania do skóry normalnej i mieszanej."


Kosztuje ok. 25zł/150 ml. Produkt posiada stabilne opakowanie z porządnego plastiku. Pod korkiem kryje się wygodna pompka, dzięki której z płynu powstaje delikatna pianka. Nie zdarzyło się, aby pompka się zacięła. Posiada szeroki otwór, dzięki czemu wystarczy nacisnąć raz, aby uzyskać wystarczającą ilość kosmetyku. Oczywiście w zależności od naszych preferencji można używać pianki w większej ilości, na przykład ja lubię stosować dwie pompki, ponieważ myję nią nie tylko twarz, ale także szyję i dekolt.


Skład: Aqua (woda), Coco-Glucoside (jedna z najłagodniejszych substancji myjących otrzymywana z kwasów tłuszczowych oleju kokosowego oraz cukrów owocowych; substancja myjąca i pianotwórcza, emulgator, bezpieczna dla kobiet w ciąży), Sucrose (cukier; rozjaśnia i odkaża skórę), Sodium Cocosulfate (średnio drażniąca substancja myjąca; emulgator; zaleca się ostrożność osobom z trądzikiem różowatym), Glycerin (gliceryna; nawilża), Betaine (betaina; łagodzi podrażnienia wywołane detergentami, nawilża, zwiększa elastyczność), Alcohol (oczyszcza, zabija bakterie, może wysuszać wrażliwe cery jeśli jest go w pielęgnacji zbyt dużo, konserwuje także produkt), Lactic Acid (kwas mlekowy; zmiękcza, nawilża, pomaga zachować odpowiednie pH skóry), Melissa Oficinalis Leaf Extract (ekstrakt z liści melisy; posiada właściwości ściągające, odświeżające, oczyszczające), Citrus Limon Peel Extract (ekstrakt ze skórki cytrynowej; odświeża, tonizuje skórę, pomaga regulować nadmierne wydzielanie sebum), Citric Acod (kwas cytrynowy; utrzymuje odpowiednie pH produktu), Parfum (kompozycja zapachowa), Citral (składnik kompozycji zapachowej, imituje zapach cytryny), Citronellol (składnik kompozycji zapachowej, imituje zapach róży i geranium), Geraniol (składnik kompozycji zapachowej, imituje zapach pelargonii czyli geranium), Limonene (składnik kompozycji zapachowej, imituje zapach skórki cytrynowej), Linalool (składnik kompozycji zapachowej, imituje zapach konwalii), Potassium Sorbate (konserwant dopuszczony w produkcji kosmetyków naturalnych), Sodium Benzoate (konserwant; dopuszczony w produkcji kosmetyków naturalnych, bezpieczny dla kobiet w ciąży).
Kosmetyk posiada sporo składników kompozycji zapachowej, które mogą wywołać reakcje alergiczne (pieczenie, zaczerwienienie, swędzenie) dlatego warto przed użyciem wykonać próbę uczuleniową.


Zapach pianki jest bardzo odświeżający, mocno cytrynowy, ale nie do końca wydaje się naturalny. Jest dość silny, niektórym może skojarzyć się ze środkami czystości, choć ja osobiście go polubiłam. Pianka wytworzona przez pompkę jest bardzo lekka, miękka i puszysta, całkowicie biała.


Sposób użycia: Przed użyciem wstrząsnąć. Stosować rano i wieczorem na wilgotną skórę. Myć twarz, masując skórę kolistymi ruchami, następnie spłukać obfitą ilością ciepłej wody. Użyć kremu na dzień lub na noc.
Pianka jest bardzo przyjemna w użyciu, myję nią twarz wieczorem od ok. 5 miesięcy (z małymi przerwami na wykańczanie innych kosmetyków) i dopiero czuję, że zaczyna dobijać dna. Na jej zużycie mamy na szczęście 12 m-cy, a jest niesamowicie wydajna!
Wystarcza 1-2 pompki do umycia twarzy, szyi i dekoltu, a te 1-2 pompki są tworzone z naprawdę niewielkiej ilości płynu. Ubolewam, że opakowanie nie jest przezroczyste i w żaden sposób nie da się zobaczyć ile produktu jeszcze zostało.

Pianka świetnie myje skórę, jeśli używam jej po olejku czuję, że domywa wszystko - znika uczucie tłustości ze skóry, a zwykle nie używam olejku z emulgatorem. Zdarzało mi się z lekkiego lenistwa, pośpiechu czy też ciekawości myć tą pianką twarz w pełnym makijażu. Z zaskoczeniem mogę stwierdzić, że produkt zmywa wszystko – cienie, tusz, pomadę do brwi, podkład czy krem BB, jedynie z kreskami wodoodpornymi nie do końca sobie radzi. Wtedy oczywiście pianki używam również na okolice oczu, nie czuję pieczenia czy podrażnień, ale robię to sporadycznie, w ramach eksperymentu, ponieważ zwykle najpierw makijaż usuwam płynem micelarnym lub olejkiem. 





Skóra po umyciu jest dobrze oczyszczona, lekko skrzypiąca, a pory przymknięte. Po przemyciu tonikiem nie widać na waciku żadnych pozostałości po podkładzie czy innych zanieczyszczeniach. Niestety w chwilę po zmyciu skóra jest też lekko ściągnięta, domaga się wręcz nawilżenia i ukojenia, dlatego w żadnym razie nie jest to produkt dla cer suchych i wrażliwych. Mnie nie podrażnił ani nie uczulił, choć mam mały epizod z reakcją alergiczną na kosmetyki Cosnature, więc zawsze warto uważać. Ja bardzo polubiłam cytrynową piankę do mycia twarzy za dokładność, łagodne detergenty i skuteczność. Sądzę, że najlepiej się sprawdzi dla posiadaczek skóry tłustej i mieszanej, niezbyt wrażliwej, a potrzebującej dokładnego, jednak łagodnego oczyszczenia.


Znacie kosmetyki Cosnature? Coraz więcej mam ich w swojej łazience, co Was jeszcze ciekawi?

Cosnature, Naturalny olejek regenerujący z owocu granatu

Bardzo lubię kosmetyki naturalne, są one podstawą mojej pielęgnacji. Przeplatam je azjatyckimi perełkami, a czasem typowo drogeryjnym produktem - choć zawsze patrzę na składy. Jednak to te naturalne, pełne olei i ekstraktów roślinnych są najważniejsze dla mojej skóry, ponieważ dają szczególnie dobre efekty. Kosmetyki naturalne lepiej nawilżają, odżywiają i wygładzają moją skórę, wspierają proces regeneracji i uodparniają ją na czynniki zewnętrzne. Przy tym minimalizuję ryzyko nakładania szkodliwych lub potencjalnie szkodliwych substancji na skórę - choć nie łudzę się, że całkiem ich uniknę. Wiele razy zastanawiałam się i szukałam badań na temat skutków długotrwałego i wielorazowego nakładania na skórę różnych konserwantów i syntetycznych substancji chemicznych, ale o tym innym razem. Dzisiaj chcę Wam przedstawić świetny kosmetyk, którego możemy używać na wiele różnych sposobów. Mowa o regenerującym olejku do ciała.


Cosnature, Olejek do ciała regenerujący

"Zawarty w składzie olej z nasion granatu posiada właściwości antyoksydacyjne, chroni przed wolnymi rodnikami i aktywnie regeneruje skórę. W połączeniu z olejem migdałowym, olejem z awokado i nagietka zapewnia skórze właściwy poziom nawilżenia, wygładza i ją pielęgnuje. Wspaniale się wchłania i nadaje skórze delikatny, zmysłowy zapach. Polecany do codziennego stosowania po kąpieli, do masażu lub po goleniu i depilacji. Odpowiedni do wszystkich typów skóry. Produkt przebadany dermatologicznie wolny od syntetycznych substancji zapachowych, barwników i konserwantów."


Olejek kupimy w tekturowym pudełeczku, które rewelacyjnie się otwiera - nie trzeba się z nim siłować dzięki wyprofilowanemu brzegowi. Bardzo mi się to spodobało, gdyż nieraz denerwowałam się i kombinowałam z pilniczkiem, żeby takie opakowania otworzyć. Podobnie wygląda kartonik kremu do twarzy (zielona tubka na zdjęciu), którego również obecnie używam, więc za jakiś czas będzie osobna recenzja :)


Skład: Helianthus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy), Punica Granatum Seed Oil (olej z nasion granatu: wygładza i odżywia skórę, dobrze regeneruje i napina, działa antyoksydacyjnie, odmładza, pielęgnuje skórę suchą i skłonną do łuszczycy), Persea Gratissima Oil (olej z awokado: bogate źródło witamin: A,B,D,E,H,K,PP, kwasu foliowego i minerałów: magnezu, manganu, żelaza, fosforu, potasu, sodu, cynku oraz skwalenu; łagodzi podrażnienia, działa przeciwzapalnie; jest łatwo przyswajalny przez skórę oraz włosy; działa kojąco i odżywczo; wzmacnia naturalną barierę ochronną skóry), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów: wygładza, nawilża, chroni najbardziej nawet wrażliwą skórę; bogate źródło substancji przeciwstarzeniowych; nawilża skórę czyniąc ją bardziej miękką, jędrną i elastyczną; opóźnia procesy starzenia; wzmacnia lipidową barierę ochronną skóry), Glycine Soja Oil (olej sojowy: wygładza, zmiękcza, utrzymuje wilgoć w skórze; uelastycznia; przyspiesza regenerację), Parfum (kompozycja zapachowa), Ubiquinone (koenzym Q10; dotlenia, rewitalizuje i odmładza skórę, działa antyoksydacyjnie; nawilża i poprawia koloryt skóry), Calendula Officinalis Flower Extract (olej z nagietka: łagodzi, działa leczniczo, przeciwzapalnie, antybakteryjnie oraz przeciwwirusowo; przyspiesza odnowę naskórka), Tocopherol (wit. E, odmładza skórę, chroni przed szkodliwymi czynnikami, nawilża, a jednocześnie chroni przed utlenieniem oleje i przedłuża ich świeżość), Benzyl Alcohol (naturalny konserwant, imituje zapach jaśminu), Benzyl Salicylate (składnik kompozycji zapachowych - maskuje nieprzyjemne zapachy innych substancji; jednocześnie filtr UV, może alergizować), Citral, Limonene, Linalool (składniki kompozycji zapachowej, potencjalne alergeny).


Buteleczka olejku jest niewielka, bardzo lekka i przezroczysta, dlatego w miarę możliwości lepiej przechowywać ją w zaciemnionych miejscach np. szafce. Korek jest odkręcany i porządny, więc sam się nie otworzy. Etykieta jest trwała, napisy w całości po niemiecku. Olejek należy zużyć w ciągu 6 m-cy od otwarcia. Kosztuje ok. 25-30zł/100ml. Kosmetyki dostępne są w Hebe, aptekach DOZ i Cefarm oraz drogeriach Eko.


Olejek Cosnature posiada słomkową barwę i jest lejący, niezbyt gęsty, bliżej mu do wody. Podoba mi się, że korek posiada niewielki otwór, dzięki któremu nic się nie tłuści, a zawartość wylewamy bezpośrednio na dłoń, a nie wszędzie dookoła. Zapach jest bardzo naturalny, delikatny, lekko owocowy i słodkawy. Podobną nutę ma krem do twarzy i pod oczy tej marki. Na skórze utrzymuje się ok. pół godziny, przynajmniej u mnie.



Producent zaleca stosowanie olejku po kąpieli lub prysznicu, delikatnie wmasowując w wilgotną skórę.  Można także kilka kropel dodać do wody podczas kąpieli w wannie. Oba sposoby świetnie się sprawdzają. Najbardziej lubię wcierać olejek Cosnature właśnie w wilgotną skórę, dzięki czemu mam jedwabiście gładką, miękką i pięknie pachnącą skórę. Nadmiar wycieram ręcznikiem, który potem nie jest tłusty, a delikatnie przejmuje zapach :) Skóra pozostaje długotrwale nawilżona, a jednocześnie wcale nie jest tłusta, co szczególnie latem nie jest pożądane.


Jak wspomniałam olejek jest wielofunkcyjny, ponieważ stosowałam go na więcej sposobów. Przede wszystkim bardzo polubiły go moje włosy, które obecnie stały się bardziej porowate od nadużywania prostownicy. Zwykle wcieram olejek w lekko wilgotne włosy, szczególnie dokładnie w końcówki, po czym zawijam w turban z mikrofibry i trzymam w cieple min. godzinę. Następnie myję włosy naturalnym szamponem, który dobrze domywa olejek (można oczywiście użyć także mocniejszego szamponu). Włosy po takim zabiegu są bardziej elastyczne, lśniące, mocniej błyszczą i są wygładzone, nie odstają pojedyncze włoski. Dobrze zmyty olejek nie obciąża fryzury, ale na skalp nakładam go w ilości minimalnej lub wcale, ponieważ moja skóra głowy dość łatwo się przetłuszcza.

Olejku używałam również do demakijażu. Na zwilżoną dłoń wyciskam odrobinę olejku, rozprowadzam w dłoniach, a następnie masuję twarz łącznie w oczami. Nie zdarzyło się, aby olejek zaszczypał w oczy, ale oczywiście trzymam je zamknięte :) Dobrze sobie radzi w rozpuszczaniem podkładu czy koreańskiego kremu BB, jeszcze lepiej z tuszem, a nawet wodoodporną pomadą do brwi. Następnie resztki olejku oraz rozpuszczonych kosmetyków domywam pianką, najczęściej cytrynową Cosnature lub koreańskiej marki. Olejek dobrze zmywa podkład ze skóry, pozostawiając ją miękką i lekko natłuszczoną, a jednocześnie nie mam wrażenia brudnej cery. Czasem zdarza się, że resztki upartego tuszu domywam jeszcze płynem micelarnym. Przez dwa tygodnie regularnego używania nie zauważyłam podrażnienia czy zatykania porów.


Olejek z owocu granatu jest bardzo fajnym, wszechstronnym kosmetykiem naturalnym. Można go stosować na wiele różnych sposobów, w zależności od naszych indywidualnych upodobań i chęci. Skład ma przemyślany i naturalny, zapach delikatny i subtelny. Nie jest bardzo tłusty i dobrze nawilża po kąpieli.

Lubicie olejki do ciała? Stosujecie je w nietypowy sposób czy raczej trzymacie się instrukcji?

Cosnature, Ochronny balsam do ust z czerwonych owoców

Balsam do ust to kosmetyk, który - podobnie jak krem do rąk - towarzyszy mi zawsze. Jeden noszę w torebce, drugi trzymam przy łóżku, trzeci na komodzie przy drzwiach wyjściowych. Dlaczego? Ponieważ nie znoszę uczucia ściągniętych, wysuszonych i piekących ust. Jednocześnie staram się używać produktów jak najbardziej naturalnych, które w składzie mają maksimum bezpiecznych substancji, a jak najmniej chemii - najlepiej wcale. Kiedyś czytałam, że kobieta w ciągu życia zjada średnio 8 kg pomadek. Kilogramów! To ja wolę zjadać te naturalne :) I dzisiaj właśnie napiszę Wam o jednej z moich ulubionych pomadek ochronnych, która w dodatku nadaje ustom ładnej, naturalnej barwy.


Cosnature, Naturalny balsam do ust z ekstraktem z czerwonych owoców, ochronny

"Ochronny balsam do ust o formule zawierającej odżywcze oleje:  rycynowy, z nagietka, nasion słonecznika, jojoba, oliwę z oliwek oraz witaminę E. Dzięki tej kompozycji olejów usta odzyskują  elastyczność i miękkość. Innowacyjna formuła z ekstraktami roślinnymi  z owoców organicznego bzu, porzeczek, sprawia, że usta stają się miękkie, gładkie i zmysłowe. Balsam podkreśla naturalne piękno ust, nadaje im apetyczny, owocowy zapach i subtelny połysk dzięki lśniącym drobinkom miki długotrwale je nawilżając. Chroni przed wysychaniem, zapobiega pierzchnięciu ust."


Skład: olej rycynowy (działa łagodząco, ochronnie i natłuszczająco, zatrzymuje wilgoć), hybrydowy olej słonecznikowy (emolient tłusty, natłuszcza, odżywia i wygładza, wzmacnia skórę), lanolina (wygładza i natłuszcza), oliwa z oliwek (emolient, bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe i witaminę E, ważne dla dobrej kondycji skóry, posiada właściwości przeciwzapalne), wosk kandelila (pozyskiwany z liści, nabłyszcza, wygładza i natłuszcza), olej jojoba (odżywia, zmiękcza, nawilża i natłuszcza skórę, wzmacnia warstwę cementu międzykomórkowego, co w efekcie zapobiega wysuszaniu skóry), utwardzony olej palmowy (regulator lepkości, emolient tłusty, natłuszcza, odżywia), masło shea (cenny, naturalny emolient, natłuszcza, wygładza i zmiękcza skórę), wosk karnauba (naturalny wosk, emolient, wygładza, natłuszcza), bielony wosk pszczeli (emolient tłusty, przyspiesza regenerację skóry), olej z nasion słonecznika (wzmacnia naturalną barierę ochronną skóry, zmiękcza naskórek i regeneruje), ekstrakt z bzu czarnego (bogaty w witaminy i antyoksydanty, zwiększa nawilżenie i regenerację skóry), ekstrakt z czerwonej porzeczki (bogactwo antyoksydantów i witamin, chroni skórę przed szkodliwymi czynnikami), witamina E (Tocopherol; antyoksydant, hamuje procesy starzenia się skóry wywoływane np. promieniowaniem UV lub dymem papierosowym, wzmacnia barierę naskórkową, poprawia nawilżenie skóry, zapobiega powstawaniu stanów zapalnych i poprawia ukrwienie skóry), kompozycja zapachowa naturalna (bez syntetycznych substancji zapachowych), barwniki (naturalnie występujące minerały: CI 77491-tlenek żelaza, czerwień żelazowa, czerwonobrązowy naturalny pigment, Cl 77499 - tlenek żelaza czarny, CI 77891- dwutlenek tytanu, mineralny filtr UV oraz naturalny biały pigment), mika (nadaje połysk).


W tekturowym pudełeczku kryje się pomadka w standardowym, plastikowym opakowaniu. Plastik jest gruby i porządny, nie zacina się ani nie blokuje. Dość mocno się zamyka z wyraźnym kliknięciem, nie zdarzyło się, aby samodzielnie otworzył się w torebce. Kosztuje 10-14zł/4,8g.


Balsam posiada wygodną formę sztyftu, który można wziąć ze sobą wszędzie. Dzięki temu, że nie rozpuszcza się pod wpływem wysokich temperatur można go spokojnie nosić także latem - nic nie wypłynie. Od razu w oczy rzuca się bordowy kolor pomadki z zatopionymi, połyskującymi drobinkami miki, co może nieco przerażać, ale niesłusznie. Balsam prześlicznie wygląda na ustach, lekko podbija naturalny odcień, ale podejrzewam, że w zależności od pigmentacji warg u każdego będzie dawał trochę inny efekt. U mnie balsam widać całkiem wyraźnie, ponieważ mam dość blade wargi. Po pomalowaniu nie widać drobinek, na pewno nie daje efektu brokatu, ale połysk jest widoczny. Kolejną zaletą jest obłędny, owocowy zapach, który od pierwszego zaciągnięcia mnie uwiódł. Kojarzy się z kolorowym drinkiem, orzeźwiającą lemoniadą arbuzową, a jest przy tym naturalny i nienachalny. 



Balsam Cosnature poza świetnym składem oferuje równie genialne działanie. Idealnie zmiękcza, natłuszcza i nawilża usta, sprawiając, że po dłuższym stosowaniu stają się one wyraźnie miększe nawet bez użycia balsamu. Jego działanie jest o wiele głębsze niż tylko powierzchniowa ochrona przed wiatrem czy słońcem. Nawilża delikatną skórę warg na dłużej. Przy tym nie przemieszcza się po skórze, pozostaje dokładnie tam, gdzie go zaaplikuję. 


Balsam z czerwonych owoców jest idealnym kosmetykiem na lato! Nawilża, chroni przed słońcem, podkreśla kolor ust, pięknie pachnie i ma fajny skład pełen cennych olei i ekstraktów. Uważam, że to idealny produkt dla osób, które na co dzień nie używają kolorowych pomadek, a jednocześnie lubią subtelnie podkreślone usta, wypielęgnowane i bez suchych skórek.


Znacie kosmetyki Cosnature? Ja odkrywam już kolejne perełki tej marki. Takich właśnie produktów poszukuję. Wy też?
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj