Naturalne żele pod prysznic bez SLS/SLES: Alterra, Biolove, Organic Shop, Iceveda - recenzja, opinie

Idealny żel pod prysznic czyli jaki?


Od żelu pod prysznic nie wymagam (chyba) wiele. Oczekuję przyjemnego zapachu, najlepiej naturalnego, bez chemicznej nutki, od której odwykłam. Zdecydowanie w składzie mile widziane delikatniejsze detergenty, po których nie swędzi mnie skóra i nie mam uczucia nieprzyjemnego ściągnięcia i suchości (kiedyś myłam się żelami Ziaji i Isany, jednak od dłuższego czasu moja skóra szybciej się przesusza i stała się wrażliwsza). Ważne, aby formuła żelu dobrze myła skórę, odświeżała ją i nie podrażniała. Oczywiście im niższa cena tym lepiej. Ot i tyle! Jak widzicie nie oczekuję mocnego pienienia się, ponieważ poza wmawianym w każdej reklamie efektem psychologicznym nic mi ona nie daje, a najczęściej wiąże się z zawartością silnych detergentów, które właśnie przesuszają (u mnie zostało to stwierdzone organoleptycznie, u siebie musicie sprawdzić sami). Ok, fajnie jak żel tworzy puszystą piankę, otulającą ciało, ale jeśli w zamian dostaję konieczność kolejnej kąpieli w balsamie i dwie godziny drapania to dziękuję, postoję. Wolę bez ;) Zresztą teraz coraz więcej osób szuka łagodniejszych czy naturalnych żeli pod prysznic i dla nich jest ten post.

Żele bez SLS znajdziesz także na: https://horex.pl/mezczyzna/prysznic_i_kapiel/zele_pod_prysznic.html

zele-alterra

Biolove, Naturalne pachnące żele pod prysznic z Kontigo


Biolove to marka własna drogerii Kontigo, której producentem jest ta sama firma, która tworzy kosmetyki Nacomi - na pewno znacie. To co lubię w Biolove to niskie ceny i naprawdę częste promocje - przy odrobinie cierpliwości można kupić żele nawet za 5 zł (jak ja poniższe; standardowa cena 14,99 zł/250 ml). Do wyboru mamy ok. 11 owocowych zapachów (oferta stale się powiększa), z których moimi faworytami jest:
- Malina - zapach gumy Mamby, trochę sztuczny, ale słodki i radosny, niezbyt trwały, pod prysznicem lekko pachnie, na skórze bardzo delikatnie i po chwili znika,
- Brzoskwinia - zapach dżemu brzoskwiniowego czy morelowego, lekko kwaskowy, bardzo nietrwały, pod prysznicem trochę pachnie, na skórze wcale,
- Kiwi - trochę przypomina kiwi, a trochę jabłuszko, pachnie najdelikatniej i jest bardzo nietrwały,
- Borówka - bardziej przypomina mi jagody, owocowy, dość nietrwały zapach (na skórze go nie czuję),
- Brownie z pomarańczą - zapach pomarańczowej czekolady, dość ulotny, słodki i 'jadalny' (o całej serii pisałam tutaj: Biolove, Kosmetyki o zapachu brownie z pomarańczą).

recenzja-zelu-biolove

Wszystkie żele Biolove mają skład oparty na kokamidopropylobetainie (łagodna substancja myjąca z kokosa) i Lauryl Glucoside (bardzo łagodna dla skóry substancja myjąca i emulgator). Następnie gliceryna i panthenol (nawilżają, łagodzą podrażnienia), Coco-Glucoside (glukozyd kokosowy, łagodna substancja myjąca, emulgator), Glyceryl Oleate (bezpieczny emolient tłusty, emulgator, substancja zwilżająca, ułatwiająca usuwanie zanieczyszczeń), bezpieczne konserwanty oraz w zależności od zapachu odpowiednie kompozycje zapachowe (tu uwaga, kompozycje zapachowe mogą uczulać!). Podsumowując skład jest naprawdę delikatny i o ile nie mamy alergii na któryś z popularnych składników kompozycji zapachowej nie powinien podrażniać nawet wrażliwej skóry. To ogromny plus tych żeli - są najłagodniejsze ze wszystkich marek z tego posta, a cena w promocji jest wręcz śmieszna.

Przechodzimy do działania - żele robią dokładnie to co powinny, czyli myją skórę :) Nie ma w tym większej filozofii, ale uwaga - nie pienią się praktycznie wcale! Po zmieszaniu z wodą tworzą coś w rodzaju lepkiej mazi, która dobrze radzi sobie z zabrudzeniami i szybko się spłukuje, ale piany nie oczekujcie. Żele pozostawiają za to skórę miękką i nie wysuszają. Nie powodują, że skóra swędzi, nawet podrażniona nie piecze. Jak wspomniałam po wyjściu spod prysznica zapachy szybko się ulatniają, co akurat dla mnie jest zaletą - aromat nie miesza się z zapachem balsamu lub perfumami. Nie są jednak idealne - poprzez dość lejącą konsystencję mogą być niewydajne, szczególnie jeśli mamy wrażenie, że przez brak pienienia trzeba nałożyć ich więcej na skórę. Opakowania są całkiem wygodne, korek na klik się nie zacina, a dzięki smukłej butli zmieści się na każdej półce pod prysznicem. Etykiety są papierowe, więc z czasem wyglądają brzydko. W promocji kupuję je masowo, widziałam, że teraz wszedł nowy zapach owoców leśnych.

sklady-zel-biolove-kontigo

Alterra, Naturalne żele pod prysznic z Rossmanna


Do rossmannowskiej marki mam sentyment - to jedne z pierwszych kosmetyków o naturalnych składach, jakie poznałam. Do tej pory uwielbiam Rumiankowy balsam do ust, którego zużyłam chyba już z 50 opakowań (żałuję, że wycofali wersję z granatem, która miała równie fajny skład, a pachniała słodko i owocowo). Teraz już wiem, że szampony Alterra nie są dla mnie (po wypróbowaniu kilku wersji okazało się, że SCS, na którym oparte są formuły szamponów powoduje u mnie - i nie tylko u mnie - łupież, podrażnia skórę głowy i przesusza). Dezodorant (na alkoholu) też się u mnie nie sprawdził - zupełnie nie chronił mnie przed zapachem potu, wręcz czułam się po nim jeszcze bardziej niekomfortowo niż beż żadnej ochrony. Podobnie nie byłam zadowolona z toniku (na alkoholu) i płynu micelarnego. Pozostałam jednak wierna żelom, które także zawierają SCS, ale akurat skóra ciała na tym bardzo nie cierpi. Oczywiście najczęściej kupuję je w promocji ;)

Przeczytaj też: 

alterra-zele-rossmann

Standardowa cena ok. 7 zł/250 ml jest naprawdę przyjemna, dodajmy do tego różne drogeryjne promocje i wiadomo co nam wyjdzie - zapasy kosmetyczne ;) Wyobraźcie sobie, że w pewnym momencie nazbierałam chyba z 10 tych żeli w różnych wersjach zapachowych. Na szczęście to produkt, którego używamy codziennie, więc znika dość regularnie. Moje ulubione zapachy żeli Alterra to:
- Limonka Bio i Agawa Bio - delikatny cytrusowy zapach z kremową nutą, utrzymuje się na skórze przez krótki czas, na lato idealny;
- Pomarańcza z wanilią - bardzo kremowy zapach, przypomina budyń lub koktajl pomarańczowy z mleczną nutą, lekko otulający, ale nie jest słodki, raczej cierpki;

- Rokitnik Bio i Olejek arganowy Bio - pachnie owocowo, nawet bym powiedziała, że lekko pomarańczowo, posiada białą, kremową konsystencję;
- Róża chyba najmniej przypadła mi do gustu, jest słodka, dość sztuczna.

Bywają jeszcze inne wersje zapachowe, w tym limitowane. Jest jeszcze wersja żel i szampon Sensitive w jednym oraz olejek pod prysznic (bez SCS).

zele-alterra

Składy żeli Alterra różnią się w zależności od konsystencji. Te kremowe nie zawierają SCS (rokitnik oraz pomarańcza z wanilią). Te przezroczyste oparte są właśnie o SCS (limonka i róża). Musicie sprawdzać. Dlaczego o tym piszę?

Sodium Coco Sulfate jest detergentem naturalnym  (z kokosa), jednak "mocnym", silnie odtłuszczającym, niedaleko mu do SLS/SLES. Jeśli Wasza skóra jest wrażliwa albo szybko się wysusza może się okazać, że SCS jest dla niej nieodpowiedni, zbyt agresywny (mimo, że nadal przecież naturalny, dopuszczany także przez ECOCERT).

Poza tym  składy są w pełni naturalne, zawierają naturalne zagęstniki, substancje nawilżające, oleje, ekstrakty roślinne, alkohol (jako naturalny konserwant) oraz oczywiście kompozycję zapachową, która może uczulać (to kwestia indywidualna). Szczegółowy skład na zdjęciu:


Kremowe żele pienią się zdecydowanie słabiej (rokitnik, pomarańcza) niż przezroczyste (na SCS, limonka, róża), więc jeśli piana jest dla Was ważna, a mocniejszy detergent nie wysusza skóry - śmiało polecam. Osobiście wolę jednak wersje kremowe, łagodniejsze dla skóry, po których nic mnie nie swędzi ;) Kremowe wersje absolutnie nie wysuszają skóry, nawet nie czuję konieczności natychmiastowego balsamowania. Żałuję, że podobnych wrażeń nie mam po wersji limonkowej, której zapach uwielbiam - tutaj masło do ciała to obowiązek (wszystko zależy od skóry, przy normalnej może wcale nie być konieczne). Żele są średnio wydajne, tak naprawdę wszystko zależy od Was i tego ile produktu zużywacie przy jednym myciu. Dla mnie wydajność jest zadowalająca, szczególnie ze względu na cenę i dostępność. Skóra po umyciu pachnie delikatnie i krótko - dla mnie to kolejny plus. Dobrze odświeżają, zmywają zanieczyszczenia, czyli spełniają swoje podstawowe zadanie. Opakowania są trwałe, jedynie naklejona z tyłu papierowa etykieta może z czasem się brzydko zdzierać.

konsystencja-alterra

Organic Shop, Żel pod prysznic Organic Passion Fruit & Cocoa


Marka Organic Shop jest pewnie Wam dobrze znana ze względu na cukrowe scruby do ciała. Osobiście miałam ich kilka i faktycznie są świetne, pachną obłędnie i mają przyjemny skład. Niestety z kolei figowa maska do włosów nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia, jest zbyt delikatna (może być za to idealna do włosów niskoporowatych). Żel natomiast zdobył moje serce zapachem i wydajnością - nie chciał się skończyć! Ogromny plus za opakowanie z pompką, które było bardzo wygodne pod prysznicem. Żel kosztował ok. 8 zł/280 ml (troszkę większa pojemność niż standardowo).


zel-pod-prysznic-organic-shop

Skład żelu Organic Shop oparty został także o Sodium Coco Sulfate (pamiętacie, naturalny detergent z kokosa, ale dość mocny w działaniu) oraz łagodniejszych środkach myjących. Co ciekawe, pomimo takiej bazy zwykle nie swędziała mnie po nim skóra (lub inaczej - swędziała bardzo rzadko), co doskonale obrazuje moje podejście do INCI - nie znając dokładnego składu procentowego poszczególnych składników nie jesteśmy w stanie określić dokładnie "mocy" detergentów. Tutaj prawdopodobnie SCS wcale nie ma tak dużo jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka i proporcje pomiędzy detergentami dobrze się uzupełniają z substancjami nawilżającymi i łagodzącymi podrażnienia. W składzie mamy też masło kakaowe (po konsystencji wnioskuję, że w minimalnej ilości) oraz ekstrakty z marakui i pomarańczy gorzkiej (akurat ekstrakty są zwykle skoncentrowane i nie powinno ich być dużo w składzie). Do tego sól (pewnie w roli zagęstnika), bezpieczne detergenty i składniki kompozycji zapachowej (uważać muszą na nie alergicy).

Żel dobrze się pienił, był przezroczysty i dość gęsty. Zapach to poezja - owocowy, z nutą cierpkości, ale nadal słodki, przypominał egzotyczne owoce w koktajlu i był intensywny. Jeśli lubicie mocne zapachy, do tego długo utrzymujące się na skórze i pianę to może być propozycja dla Was. Żel nie wysusza skóry, choć oczywiście także i nie nawilża. Minusem jest nieprzezroczysta butelka - naprawdę dobra wydajność produktu sprawia, że się do niego przyzwyczajamy, a tu siup i pewnego dnia bez ostrzeżenia się kończy.

naturalny-zel-organicshop

Iceveda, Najbardziej śmierdzące żele pod prysznic


Na koniec ciekawostka - zwykle w moich postach czytacie, że niestraszny mi hydrolat z czystka czy lawendy, że jestem dość odporna na różne zapachy i tolerancyjna dla "naturalnych" nut zapachowych. Odwołuję te słowa, tfu tfu! Po poznaniu tych żeli stwierdziłam, że wszystko to banialuki i bajki dla dzieci! Czystek czy kocanka przy tych aromatycznych potworkach z Icevedy to najpiękniejsze zapachy świata. Ceny wahają się między 7 a nawet 14 zł/280 ml.

Staram się nie hejtować, ale na samo wspomnienie tych produktów przechodzą mnie ciarki, choć ze względów ekonomiczno-ideologicznych zużyłam je do ostatniej kropelki, żeby nie wyrzucać (nie, nikt nie chciał ich ode mnie wziąć).

Dość Wam wiedzieć, że:

  • Iceveda żel fioletowy - jałowiec grenlandzki i olej arganowy, oczyszczający ziołowy żel pod prysznic dla wszystkich typów skóry
Zawiera ekstrakty z jałowca, lilii wodnej, olej arganowy, olejek z trawy cytrynowej, olejek z drzewka herbacianego. Ta kompozycja zapachowa to jakaś pomyłka - zapach wypisz wymaluj ziołowej kostki toaletowej, do tego intensywny tak bardzo, że aż kręci w nosie. Spod prysznica wyskakiwałam w tempie błyskawicy, byle się już tylko wytrzeć i wysmarować czymś innym. Dodam, że zapach jest niezwykle intensywny pod prysznicem i dłuższą chwilę utrzymuje się na skórze. Barwa miodowo-przezroczysta.


  • Iceveda żel turkusowy - brzoza północna i miodla himalajska, relaksujący ziołowy żel pod prysznic dla wszystkich typów skóry

Najdziwniejszy zapach kosmetyku ever. Nie przypomina mi niczego konkretnego, więc trudno go porównać. Wyobraźcie sobie połączenie świeżych liści brzozy, rumianku, lawendy i olejku ylang-ylang, a do tego miodły (olej neem)? To nie mogło po prostu wypalić! To są zupełnie niepasujące do siebie nuty zapachowe, chaos dla nosa, a do tego zaostrzony przez olej neem, który sam w sobie test już "ostry" i kontrowersyjny. 

  • Iceveda żel jasnozielony - płucnica islandzka i amla indyjska, odświeżający ziołowy żel pod prysznic do wszystkich typów skóry

Zawiera ekstrakty z płucnicy islandzkiej, amli indyjskiej, olejki eteryczne z rozmarynu, cytryny i palczatki cytrynowej. To najznośniejszy zapach z tych trzech, ale nie chcę zmylić Waszej czujności - nadal średnio przyjemny. Lubię ziołowe zapachy, im naturalniejsze tym lepiej, ale tutaj po prostu coś "nie gra", jakby podczas tworzenia kompozycji nie sprawdzono jak to wszystko pachnie razem. Do tego zapachy są intensywne, może nawet "podbite" sztuczną kompozycją zapachową.

zele-pod-prysznic-iceveda

Przezroczyste opakowania z pompką to duży plus żeli Iceveda. Dzięki nim wygodnie się ich używa pod prysznicem i zawsze wiemy, ile produktu zostało jeszcze w środku (czytaj: kiedy to się wreszcie skończy??). Etykieta jest trwała, nie zmywa się z czasem. Na szczęście żele średnio się pienią, przez co miałam wymówkę, aby nabierać ich więcej i szybciej zużyć. Z tego też względu były mało wydajne. Nie wysuszały skóry, ale i nie nawilżały. Często swędziały mnie po nich łydki (nie wiem dlaczego akurat nogi, może słabiej się zmywały?).

Skład żelu turkusowego Iceveda: Składniki INCI: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Azadirachta Indica Seed Oil, Betula Alba Juice*, Lavandula Angustifolia Oil*, Cananga Odorata Flower Oil*, Chamomilla Recutita Flower Water*, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Caramel, CI 19140, CI 42090, CI 42051, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Citronellol.
(*) - składniki organiczne pochodzące z upraw ekologicznych

Jak widzicie składy oparte są o mocny SCS i jeszcze kilka innych detergentów. Zagęszczająca formułę sól jest dość wysoko w INCI. Dalej mamy oleje, ekstrakty roślinne, olejki eteryczne, bezpieczne konserwanty. Sporo kompozycji zapachowej i UWAGA syntetyczne barwniki (nie wiem po co w żelu barwniki, jestem na nie, nawet mimo tego, że niektóre z nich są "jakości" spożywczej).

sklad-zel-iceveda

Gdybym miała Wam przedstawić swój subiektywny ranking tych żeli wyglądałby on następująco:

  1. Żele Biolove - bardzo łagodne, nie wysuszały i nie powodowały swędzenia skóry, przyjemnie pachniały (choć bardzo delikatnie i krótko), nie pieniły się. Można je naprawdę tanio kupić w promocjach (tylko w Kontigo).
  2. Żel Organic Shop - za obłędny owocowy zapach, dość delikatną formułę (mimo SCS), pienienie, niską cenę i pompkę. Skuszę się także na inne wersje zapachowe!
  3. Żele Alterra, szczególnie te w wersji kremowej za delikatność, łagodność dla skóry, brak swędzenia, dobrą dostępność (Rossmann), niską cenę i promocje.
  4. I tyle. Żele Iceveda trafiają na listę "do zapomnienia" i nigdy więcej nie spojrzę nawet w stronę tej marki. To moje bardzo subiektywne wrażenia, ale jeśli Wy też nie lubicie mocno ziołowych, dziwnych kompozycji zapachowych nie radzę się nawet do nich zbliżać :D
A Wy jakie żele pod prysznic lubicie? Aktualnie wykończyłam wszystkie te powyższe kosmetyki i stosuję serię marki White Flowers (do kupienia w Rossmannie). Będzie o nich osobny post.

Naturalne kity 2018 - moje rozczarowania + kilka drogeryjnych porażek

2018 był rekordowym rokiem pod względem moich naturalnych odkryć kosmetycznych i hitów. Niestety zdarzały się - jak to w życiu ;) - i porażki, szczególnie w kategorii naturalnych dezodorantów oraz szamponów i odżywek do włosów. Poszukiwania naturalnego dezodorantu w toku - obecnie testuję La-le z zieloną herbatą (formuła gęstej pasty na oleju kokosowym), póki co wydaje się obiecujący i tylko raz mnie zawiódł. Zanim do niego dotarłam rozczarowałam się kilkukrotnie, stawiając na tańsze opcje w znanej mi dotąd formie kulki, o których napiszę poniżej. Druga kwestia do szampony naturalne - kto próbował ten wie, że natrafienie na odpowiedni to loteria.  Wiele formuł naturalnych szamponów czy żeli pod prysznic oparto o dobrze oczyszczający, dość mocny detergent Sodium Coco Sulfate (jak najbardziej naturalnego pochodzenia z kokosa), który może, choć nie musi, podrażniać i wysuszać, szczególnie suchą, wrażliwą skórę (podobnie jak SLES/SLS - wiele osób nie odczuwa żadnych negatywnych skutków wieloletniego stosowania tych detergentów). Zapraszam na przegląd kosmetyków, które mnie niesamowicie rozczarowały w 2018 roku (poniżej podlinkuję Wam też poprzedni post z rozczarowaniami).



buble-kosmetyczne

Naturalne dezodoranty, których nie polecam!


Dezodorant Alterra, Balsam dezodorujący melisa i szałwia z Rossmanna 

Łatwo dostępny, niedrogi (ok. 8 zł), z bardzo ładnym składem (na alkoholu, jak wiele naturalnych produktów Alterra). Przyjemnie pachnie, dobrze się rozprowadza, nie brudzi ubrań, kulka się nie zacina. Duży plus za szklane opakowanie. Jednak... dezodorant kompletnie nie chroni przed nieprzyjemnym zapachem i to pomimo, że nie pocę się nadmiernie. Nie radzi sobie nawet jesienią i zimą, gdy temperatury nie są wysokie, latem kompletna porażka. Równie dobrze można go w ogóle nie używać, rezultat będzie dokładnie taki sam. Zmęczyłam jedną trzecią opakowania i wyrzucam.

Skład: Aqua, Alcohol, Cellulose, Glyceryl Caprylate, Zinc Ricinoleate, Glycerin, Xanthan Gum, Zinc Oxide, Hydrogenated Palm Glycerides, Melissa Officinalis Distillate, Salvia Officinalis Water, Hamamelis Virginiana Distillate, Equisetum Arvense Leaf Extract, Simmondsia Chinensis Oil, Hydrogenated Lecithin, Parfum, Citral, Geraniol, Citronellol, Benzyl Benzoate, Limonene, Linalool.

dezodorant-naturalny-alterra

Dezodorant a antyperspirant - różnice


Zauważyłam, że wiele osób myli te dwa pojęcia. Różnica jest bardzo łatwa do zapamiętania:
  • Dezodorant ma za zadanie maskować nieprzyjemny zapach potu, ale absolutnie nie blokuje samego pocenia. Zasada jest taka, że stosując dezodorant pocisz się normalnie (mokre plamy pod pachami), ale - przynajmniej teoretycznie - nie śmierdzisz (deo może np. zabijać bakterie bytujące na skórze, które rozkładając pot powodują nieprzyjemny zapaszek - tu pomaga m.in. alkohol czy ałun; deo może także maskować lub neutralizować nieprzyjemny zapach - tu pomaga m.in. soda oczyszczona).  
  • Antyperspirant natomiast blokuje samo pocenie, a skoro nie ma potu, bakterie nie mają się czym żywić i nie ma nieprzyjemnego zapachu. Blokowanie pocenia umożliwia owiane złą sławą aluminium - czyli każdy antyperspirant będzie zawierał związki aluminium, nie istnieją naturalne antyperspiranty bez aluminium (pamiętajcie, że naturalny ałun to też związek aluminium, jednak ałun działa przede wszystkim ściągająco i antybakteryjnie, nie hamuje pocenia, ponieważ ma inną budowę cząsteczek). 
Czy aluminium jest szkodliwe czy nie - badania jak zwykle sobie przeczą, aczkolwiek w ostatnich latach mówi się, że jednak nie - decyzja należy do każdego z nas, podobnie jak z pastami do zębów z fluorem itp. Osobiście szukam dezodorantu naturalnego, ale na co dzień większą pewność daje mi niestety antyperspirant.

Eo Lab Deo Crystal 100% Naturalny dezodorant z ałunem i korą dębu

Przezroczysty, lekko żółty płyn w plastikowym opakowaniu z kulką. Kompletnie nic nie robi, nie widzę żadnej różnicy pomimo, że zawiera ałun teoretycznie działający antybakteryjnie. Używanie go jest niekomfortowe, w dodatku kulka potrafi się zacinać. Pachnie lekko olejkiem z drzewa herbacianego, skład jest ok.

Skład: Aqua, Potassium Alum (ałun), Glycerin (gliceryna), Quercus Robur Extract (ekstrakt z kory dębu), Camellia Sinensis Extract (ekstrakt z zielonej herbaty), Xanthan Gum (zagęstnik), Melaleuca Alternifolia Oil (olejek z drzewa herbacianego).

naturalny-dezodorant-eco-laboratories

Biolove Green Tea Dezodorant naturalny zielona herbata z Kontigo

Ładny skład na oleju kokosowym. Pięknie pachnie zieloną herbatą. Od początku miałam problemy z kulką, ponieważ formuła dezodorantu w niższych temperaturach jakby zastyga (podobnie jak olej kokosowy, którego jest tu dużo) i nie da się wydobyć płynu, kulka nie chce się kręcić i nie ma mowy, aby posmarować nim skórę. W takiej sytuacji trzeba zawartość podgrzać np. na kaloryferze, ale jeśli o tym zapomnicie, a macie chłodną łazienkę nie ma rady - nie da się użyć i koniec. Latem oczywiście nie ma zwykle tego problemu. Za to działanie to... koszmar! Dezodorant mało, że nie działa, to wręcz pogarsza zapach potu - miałam wrażenie, że jeszcze bardziej nieprzyjemnie pachnę niż bez żadnego kosmetyku! Byłam z niego mega niezadowolona i wiem, że nie tylko ja. Na szczęście kupiłam go w promocji, normalnie kosztuje ok.13 zł, ale od jakiegoś czasu już ich nie widzę w Kontigo (może wycofali?). Oczywiście nie ma tu aluminium.

Skład: Aqua, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glycerin, Panthenol, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Zinc Ricinoleate, Aloe Barbadensis Extract, Glycyrrhiza Glabra Extract, Stearic Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Lauroyl Glutamate, Dehydroacetic Acid.

naturalny-dezodorant-kontigo

Naturalne szampony i odżywki do włosów, których nie polecam! 


Only Bio Szampon do włosów przetłuszczających się z biorafinowaną surfaktyną z rzepaku

Plastikowa tubka z korkiem na klik ułatwia używanie. Naturalny, ładny skład, aczkolwiek głównym detergentem jest SCS, więc produkt jest dosyć mocny. Formuła szamponu jest średnio lejąca i bardzo mocno pieniąca, więc szampon jest wydajny - wystarczy niewielka ilość. Posiada naturalny, delikatny zapach, przyjemny, choć trudny do określenia, nie przeszkadza podczas mycia włosów. Kosmetyk posiada certyfikaty ECOCERT i COSMOS NATURAL. Szampon kompletnie nie przedłuża świeżości włosów, już po jednym dniu są oklapnięte i wyglądają nieładnie. Poza tym spowodował u mnie łupież (sprawdzałam kilkukrotnie i za każdym razem potwierdzało się, że to jego sprawka). Czasem swędzi po nim skóra głowy. Z plusów warto zaznaczyć, że nie plącze włosów, łatwo się po nim rozczesują także bez odżywki (dla mnie to żadna pociecha, poniewaą i tak zawsze nakładam maskę). Kupiłam go w promocji w Kontigo za jakieś 14 zł, normalnie kosztuje 22 zł.

Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Coco-Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Sodium Surfactine, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glyceryl Oleate, Parfum, Citric Acid, Sodium Chloride, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Limonene, Linalool.

Krótko o składzie: bazą jest mocny detergent SCS oraz cocamidopropyl betaine (potrafi podrażniać lub przesuszać skórę), kolejnym detergentem jest biodegradowalna surfaktyna z rzepaku. Mamy tu też m.in. nawilżającą glicerynę, olej słonecznikowy, bezpieczne konserwanty i kilka składników kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny). Jest to prosty skład dość mocnego szamponu, 99% składników jest pochodzenia naturalnego.

naturalny-szampon-onlybio

Petal Fresh Szampon z granatem i jagodami Acai chroniący kolor włosów

Plastikowa butelka z wygodnym korkiem ułatwiają używanie. Etykieta jest ładna i trzeba przyznać, że bardzo trwała. Zapach szamponu jest przepiękny, owocowy, energetyczny, zdecydowanie umila mycie włosów.  PAO 36 miesięcy. Sam szampon jest średnio gęsty, co wpływa na jego dobrą wydajność. Niestety jest to kolejny szampon, który spowodował u mnie łupież, więc nie jestem z niego zadowolona. Nawet używany raz na jakiś czas, po każdym myciu powodował, że skóra głowy była przesuszona, łuszcząca. Włosy mył całkiem ok, choć nie zauważyłam, aby odświeżał na dłużej niż dzień. Trudno zauważyć działanie chroniące kolor włosów, pomimo że mam farbowane, choć mam wrażenie, że wolniej wypłukiwał się kolor i jakby rudział zamiast blednąć (farbuję na ciemne brązy). Kosztuje ok. 23 zł/335 ml.

Skład: Aqua (Water), Sodium Lauroyl Methyl Isethionate (Derived from Coconut), Betaine (Derived from Sugar Beets), Sodium Cocoyl Isethionate (Derived from Coconut Oil), Ammonium Cocoyl Isehtionate (Derived from Coconut Oil), Hydroxypropyl – cellulose (Derived from Cotton Fiber), *Punica Granatum (Pomegranate) Extract, *Euterpe Oleracea (Acai) Fruit Extract, Orbignya Oleifera (Babassu) Seed Oil, Tocopheryl Acetate (Vitamin E), Caprylic/Capric Triglyceride (Derived from Coconut Oil), Panthenol (Vitamin B5), Glycerin (Derived from Vegetable Oil), *Tussilago Faffara (Coltsfoot) Flower Extract, *Achillea Millefolium (Yarrow) Extract, *Equisetum Arvense (Horsetail) Extract, *Rosmariunus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, *Althea Officinalis (Marshmallow) Leaf Extract, *Chamomilla Recutita (Chamomile) Flower Extract, *Melissa Oficinalis (Lemon Balm) LeafExtract, *Thymus Vulgaris (Thyme) Extract, Polysorbate 20 (Derived from Coconut Oil), Citric Acid (Derived from Citrus Fruti), Dehydroacetic Acid (Derived from Cane Sugar), Ethylhexylglycerin (Derived from Vegetable Oil), Sodium Chloride (Derived from Salt), **Fragrance.
*Certyfikowane organiczne składniki.
**Zawiera naturalne kompozycje zapachowe.

Krótko o składzie: formuła oparta o naturalne detergenty z kokosa, o dość mocnym działaniu, szczególnie, że jest ich kilka. Jest kilka substancji nawilżających (betaina, gliceryna) i odżywiających włosy, cała masa roślinnych ekstraktów i witamin (B5, E), regulator pH i sól jako zagęstnik.



PS. Odżywka rozmaryn i mięta Petal Fresh jest bardzo fajna! Pachnie naturalnie rozmarynem, ziołowo, jest średnio gęsta, choć trochę słabo trzyma się włosów. Po zmyciu włosy lśnią, są miękkie i gładkie (po wysuszeniu zapachu już nie czuć). Podobno jest to odżywka zwiększająca objętość włosów, ale nie wiem jak miałoby to działać, skoro nakładam ją od połowy długości - w każdym bądź razie u mnie nie nadaje się na skórę głowy, za to na włosach czyni cuda i kupię ją ponownie. Mój mąż bardzo lubi jej zapach. Kosztuje ok. 23 zł/335 ml.

szampon-odzywka-petal-fresh

Babuszka Agafia Balsam do włosów z brzozą i pokrzywą

Receptury Babuszki Agafii Balsam numer 2 regenerujący


Kosmetyk, który funkcjonuje pod dwoma nazwami, w zależności od tłumaczenia. Jest to najrzadsza, najbardziej lejąca się odżywka do włosów, jaką w życiu miałam. Spływa z mokrych włosów i trzeba jej nałożyć naprawdę dużo, żeby w ogóle poczuć, że coś na nich jest. Dodatkowo butelka jest dość sztywna i ciemna, więc wydobycie balsamu pod koniec jest trudnym zadaniem, a nigdy nie wiadomo, ile jeszcze w środku zostało. Na włosach nie robi kompletnie nic, po prostu nie ma żadnego znaczenia czy odżywka ta była nakładana czy nie. Nie nawilża, nie regeneruje, nie nabłyszcza, ale i nie puszy włosów. Jedyne co mi się podobało to nieelektryzowanie się włosów - jak po większości balsamów/odżywek. Dzięki lekkości nie obciążą też włosów, więc można spróbować na mocno przetłuszczającej się czuprynie. Włosy obecnie mam średnioporowate, być może lepiej się sprawdzi przy niskoporowatych, które nie potrzebują dużego nawilżenia czy emolientów. Zużyłam całą butlę tylko dlatego, że nakładałam na ten balsam dodatkową, drugą maskę. Kupiłam go za ok. 12 zł, normalnie kosztuje od ok. 6,50 do nawet 18 zł/550 ml (ceny bardzo się wahają w zależności od sklepu). PAO 12 miesięcy.

Skład: Aqua with infusion of Pinus Siberica Bud (woda z naparem z syberyjskiego cedru), enriched by oils: Arctium Lappa (olej z łopianu), Geranium Maculatum (olej z bodziszka), Vaccinium Macrocarpon (olej z nasion żurawiny), Extracts: Pulmonaria officinalis (miodunka plamista), Calendula Officinalis (nagietek), Artemisia Absinthium (piołun), Melissa Officinalis (melisa), Panax Ginseng (korzeń żeń szenia), ‎Cetrimonium Chloride, Cetearyl Acid, Guar Gum, Ascorbic Acid (Wit. C), Panthenol (Wit. B5), White Beeswax (biały wosk pszczeli), Flower Wax (wosk kwiatowy), Tocopherol (Wit. E), Niacinamide (Wit.B3), Glucosamine, Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Bezyl Acid.

Krótko o składzie: fajnie, że balsam jest na bazie naparu, a nie samej wody. Dodatkowo zawiera cenne oleje (rzadziej spotykane) oraz całą masę ekstraktów roślinnych i witamin. Jest też substancja kondycjonująca włosy oraz bezpieczne konserwanty. Skład jest ładny i sensowny, ale zbyt "rozwodniony", aby dać widoczne rezultaty.

naturalna-odzywka-agafii

Cosnature Regenerująca odżywka do włosów z awokado i migdałami 

Skład jest ok. Opakowanie wygodne, z twardego plastiku, z korkiem na klik. Odżywka jest dosyć rzadka, potrafi spływać z włosów, choć i tak lepiej się trzyma niż powyższy balsam Babuszki Agafii. Nie widzę po niej jakiegoś niesamowitego działania na włosach, właściwie nie widzę żadnego, po prostu równie dobrze mogłabym nie nakładać niczego. Nie nabłyszcza, nie wygładza, nie dociąża. Przez swoją małą pojemność i konsystencję jest bardzo niewydajna, kończy się błyskawicznie. Dużo bardziej byłam zadowolona z szamponu z granatem tej marki. PAO 12 miesięcy. Odżywkę dostałam dwukrotnie, raz od marki, raz na spotkaniu blogerskim. Normalnie kosztuje ok. 20 zł/200 ml.

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Helianthus Annuus Seed Oil, Glyceryl Stearate, Lecithin, Sodium Cetearyl Sulfate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Persea Gratissima Oil, PCA Glyceryl Oleate, Olus Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Hydrolyzed Sweet Almond Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Xanthan Gum, Citric Acid, Parfum, Linalool, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Limonene, Sodium Benzoate.

Krótko o składzie: Sporo emolientów w postaci olei roślinnych w połączeniu z wodą, gliceryną i proteinami. Bezpieczne konserwanty i sporo składników kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny). Skład ładny, naturalny.

Zobacz też: Recenzje kosmetyków Cosnature

naturalna-odzywka-cosnature

EO Laboratorie Tonik do skóry tłustej głęboko oczyszczający

ECO Laboratorie Tonik oczyszczający z irysem do skóry problemowej


Tani tonik o całkiem ładnym składzie, ale... zawiera detergent, co samo w sobie mnie trochę zniechęca, ze względu na to, że toniku nie zmywamy ze skóry przez wiele godzin. Z związku z tym przez cały dzień lub całą noc narażamy cerę na "zbędne" działanie detergentu, co może powodować różne niekorzystne objawy (wypryski, podrażnienie, przesuszenie). Detergenty mają za zadanie usunąć zanieczyszczenia, a następnie najlepiej spłukać ich resztki wodą. Dodatkowo niesamowicie irytuje mnie zapach tego toniku, który jest bardzo sztuczny, bardzo mocny i przypomina tanie bazarowe perfumy. Nie jest to kompozycja, jaką chce się nakładać na skórę, jednak kwestia zapachów jest bardzo indywidualna i zapewne są osoby, którym się on spodoba. Mnie niestety "obrzydza" codziennie stosowanie toniku ECO Lab i, co tu dużo mówić, męczyłam go strasznie, więc nigdy więcej nie kupię. Mało tego tonik ten lubi zostawiać lepiącą się warstewkę na skórze, co mnie doprowadza do szału. Nie mogę też powiedzieć, abym zauważyła super działanie na skórze - ot, tonik, który doczyszcza i lekko przysusza ewentualne niedoskonałości. Pokuszę się też o stwierdzenie, że po kilkunastu dniach używania toniku moja cera bardziej się błyszczała, a nie wprowadzałam w tym czasie innych produktów. Kupiłam go w jakiejś super promocji za ok. 6 zł/200 ml (normalna cena ok. 10-12 zł).

Skład: Aqua, Glycerin, Sea Water, Organic Iris Extract, Organic Salvia Extract, Sodium Cocamphoacetate (roślinny detergent), Hydrolyzed Rice Protein, Lavandula Essential Oil, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sorbic Acid, Perfume.

Krótko o składzie: woda z gliceryną i solą (wodą morską) w połączeniu z roślinnymi ekstraktami rozpuszczalnymi w płynach. Do tego detergent i proteiny ryżu, olejek lawendowy, bezpieczne konserwanty i kompozycja zapachowa. Skład jest ok, nie ma tu nic potencjalnie niebezpiecznego, choć jak pisałam wyżej - tonik z detergentami nie jest dla każdego.

Tonik-eco-laboratorie

Evree Sugar Lips cukrowy peeling do ust pomarańczowy

Oczywiście nie jest to firma naturalna (nie damy się nabrać), ale skład tego peelingu jest w miarę ok (zawiera glikol). Za maleńki słoiczek zapłaciłam 15 zł. Peeling Evree pachnie bardzo sztucznie pomarańczowo, zapach jest zdecydowanie "doprawiony". W użyciu ten produkt jest irytujący. Przede wszystkim wchodzi pod paznokcie - zwykle mam półdługie - i trudno go stamtąd usunąć, ponieważ formuła jest tłusta i mocno trzyma skóry. Grzebanie w słoiczku jest też niehigieniczne. Na skórze wokół ust zostawia pomarańczową, obrzydliwie tłustą obwódkę, która mi się bardzo nie podoba i którą trudną zmyć. Samo działanie jest ok, zadowalające, ponieważ cukru jest sporo i faktycznie usta pozostają po nim gładkie i miękkie. Jednakże mając porównanie do pomadki z peelingiem Sylveco, która była dużo wygodniejsza, miała lepszy, w pełni naturalny skład i najlepsze działanie kompletnie nie porwał mnie maluszek od Evree. Wydajność też na plus Sylveco - wystarczała na dużo dłużej, a często kupuję ją za jedyne 5 zł (np. na tagrach kosmetycznych). Biorąc powyższe uważam, że peeling do ust Evree jest grubo przereklamowany i  niewart swojej ceny. Normalnie kosztuje od 9 do nawet 20 zł/10 ml (w zależności od sklepu).

Skład: Sucrose, Ricinus Communis Seed Oil, Hydrogenated Castor Oil, Copernicia Cerifera Cera, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Elaeis Guineensis Oil, Lanolin, Mangifera Indica Seed Butter, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Gardenia Taitensis Flower Extract, Tocopherol (Mixed), Beta- Sitosterol, Squalene, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Propylene Glycol, Hydrogenated Vegetable Glycerides Citrate, Parfum, Citral, Linalool, Limonene.

Krótko o składzie: na pierwszym miejscu cukier, który działa tu peelingująco. Następnie cała masa olei i emolientów, w tym bardzo tłusty olej rycynowy, woski i lanolina w sporej ilości. Jest też dość lekkie masło mango i znowu tłusty olej kokosowy. Całość dopełnia jeden ekstrakt roślinny i glikol propylenowy podejrzewany o wiele skórnych dolegliwości i umożliwianie wchłaniania substancji toksycznych wgłąb skóry, który nie ma prawa bytu w kosmetykach naturalnych (to nie jest oczywiście naturalny kosmetyk). Dużo składników kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny).

peeling-do-ust-evree

Iceveda Odświeżający ziołowy żel pod prysznic dla wszystkich typów skóry z płucnicą islandzką i amlą indyjską (zielony)

O Jeżu co za obrzydliwy zapach! Żel o pojemności 280 ml (PAO 12 miesięcy) męczyłam na raty chyba dwa miesiące! Plus za przezroczystą butelkę z wygodną pompką oraz zakup w niskiej cenie (bodajże za 4 czy 5 zł), ale ten zapach jest nie do zniesienia. Jeżeli kojarzycie pastę BHP albo inne tanie środki czystości, szczególnie używane na różnych budowach i w różnych dziwnych warsztatach samochodowych to jest właśnie to! Jeżeli marzycie, aby dziwnie pachnieć to jak najbardziej polecam.

Iceveda Relaksujący żel pod prysznic dla wszystkich typów skóry z brzozą północną i miodlą himalajską (turkusowy)

Tak samo wygodne, ładne opakowanie z pompką 280 ml (więc całkiem spore) i ten sam problem z zapachem. Tym razem mamy do czynienia z aromatem do złudzenia przypominającym a'la sosnową kostkę do toalety. Jest obrzydliwy i kompletnie nie pasuje do żelu pod prysznic.
Poza tym żele pod prysznic Iceveda zawierają duże ilości SCS, więc ich skład wcale nie zachwyca. Jest naturalny, ale jeśli szukacie łagodnych formuł to zły adres. Posiadają też barwniki. Z tej serii tylko jeden zapach jest dla mnie do zniesienia i na pewno napiszę o nim w zbiorczym poście na temat naturalnych żeli pod prysznic (fioletowy). Kosztują od 7 do 15 zł. Często swędziała mnie po nich skóra. Nie są to też żele dla wrażliwej skóry!

Przykładowy skład (tu żelu relaksującego): Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Azadirachta Indica Seed Oil, Betula Alba Juice*, Lavandula Angustifolia Oil*, Cananga Odorata Flower Oil*, Chamomilla Recutita Flower Water*, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Caramel, CI 19140, CI 42090, CI 42051, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Citronellol.
(*) - składniki organiczne pochodzące z upraw ekologicznych

Krótko o składzie: woda z mocnym detergentem (SCS), kolejne dwa detergenty, sól (zagęstnik, może przesuszać skórę), kilka cennych substancji roślinnych (oleje, ekstrakty, w tym olejki eteryczne z lawendy i ylang-ylang oraz olej z miodli), bezpieczne konserwanty, wiele substancji z kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny) oraz barwniki.

zel-pod-prysznic-rosyjski

Drogeryjne kity 2018 roku


W poprzednim roku sporadycznie używałam też kilku drogeryjnych kosmetyków, moja ciekawość często zwycięża :) Zdarza się też, że po prostu coś mi się akurat kończy i pierwsze co wpadnie mi w ręce jest mniej naturalne, ale akceptowalne po przeczytaniu składu. W ten sposób też poznałam kilka kitów, czyli kosmetyków, które kompletnie się nie sprawdziły. Oto one:

Dezodorant w kulce Isana Clear and Fresh Rossmann

Będąc w Rossmannie potrzebowałam czegoś na szybko, a jak czytaliście wyżej wiele dezodorantów naturalnych się u mnie nie sprawdziło. Chyba byłam już zmęczona i chciałam po prostu kupić cokolwiek, aby działało, nawet z gorszym składem. Dokładnie tak trafił do mnie dezodorant Isany w wersji niebrudzącej ubrań. Niestety dezodorant ten kompletnie nic nie robi, nie chroni przed nieprzyjemnym zapachem, a nawet miałam wrażenie, że wzmaga pocenie. Cena jest niska, dostępność bardzo dobra, kulka się nie zacina, a zapach przyjemny - to jedyne zalety, jakie zauważyłam. Kosztował jakieś 3 czy 4 zł.

Pollena Eva SEB OFF Przeciwzmarszczkowo - matujący krem na dzień polecany do skóry tłustej mieszanej z niedoskonałościami 

Dostałam go na konferencji dla blogerów. Krem zawiera moją ulubioną witaminę PP (czyli B3, niacynamid), alfa-bisabolol, olej z pestek winogron, betainę, mocznik, aloes i jest hipoalergiczny. Posiadał kartonik. Wygodne plastikowe opakowanie z pompką typu air less, moje ulubione, bardzo higieniczne - ogromny plus. Krem matujący ma fajną konsystencję, szybko się rozprowadza i od razu daje efekt matu. Muszę przyznać, że faktycznie jest to krem matujący i to na dłużej! Idealnie nadaje się pod makijaż, nie tłuści, nie roluje się, właściwie można od razu nakładać na niego podkład o dowolnej formule (od płynnego fluidu po sypkie minerały). Zdecydowanie przedłuża trwałość makijażu, szczególnie na cerze tłustej. Pachnie delikatnie, choć sztucznie. Niestety skład nie powala. Otworzyłam go po rozbiciu kremu marki Biolonica z komórkami macierzystymi (po tygodniu rozwaliła się pompka i nic się nie dało z tym zrobić, a potrzebowałam czegoś "na już"). Niestety stwierdziłam, że mimo początkowego zadowolenia, mniej więcej po około miesiącu stosowania kremu tylko na dzień i dobrym zmywaniu go wieczorem, produkt "zapchał" pory. Konkretnie pojawiły się liczne zaskórniki otwarte, czyli tak zwane czarne kropki i to w najdziwniejszych miejscach, w których nigdy wcześniej ich nie miałam! Obecnie z nimi walczę i wierzcie mi, nie jestem z tego powodu szczęśliwa ;) Krem Eva SEB OFF był jedynym, który w tym czasie wprowadzałam jako nowość dlatego jestem pewna, że właśnie on jest winowajcą. Nadal go stosuję, ale sporadycznie, bo szkoda mi wyrzucać kosmetyku, skoro tak dobrze matuje, ale jestem co do niego ostrożniejsza. Kosztuje ok. 28 zł/50 ml. Pollena Eva to nasza polska marka, która szybko się rozwija.


Norel Dr Wilsz Serum napinające żurawinowe

Serum bardzo polecane i zachwalane przez blogerki, więc musiałam sprawdzić. Posiada piękną, szklaną buteleczkę z pompką. Pompka potrafi się zacinać, ale być może nie jest to norma i tylko mi trafił się felerny egzemplarz, zresztą nie jest to częste. Mam uwagę też do napisów na buteleczce, które się zwyczajnie ścierają podczas używania, natomiast sreberko wokół pompki pęka - szkoda, bo wygląda to brzydko i nie chce się takiego kosmetyku trzymać na wierzchu. Początkowo jednak szklane opakowanie wyglądało luksusowo i elegancko. Samo serum jest żelowe i posiada jasno różowy odcień. Pachnie ślicznie, owocowo, jakby żurawiną i całkiem dobrze się rozprowadza. Na skórze pozostawia wyczuwalną, trochę lepką powłoczkę, która niespecjalnie przypadła mi do gustu i ze względu na nią używałam serum Norel głównie na noc. Powłoczka lekko ściąga skórę, co nie jest bardzo nieprzyjemne, ale w wyglądzie skóry niczego nie zmienia - nie widzę działania napinającego. Niestety po dwóch miesiącach stosowania muszę z przykrością stwierdzić, że kosmetyk po prostu nie robi nic specjalnego. Nie nawilża, nie napina skóry ani nie odżywia.  Być może lepiej sobie radzi z cerą suchą czy dojrzałą, natomiast na mojej tłustej niczego nie zdziałał. Biorąc pod uwagę cenę od 60 do 85 zł/30 ml jest po prostu drogie jak na takie działanie. Plus za polską markę, wśród której odkryłam półtorej roku temu genialny (nienaturalny, ale z akceptowalnym składem) krem z kwasem migdałowym, do którego na pewno jeszcze wrócę. Mają też bardzo przyjemny, delikatny peeling enzymatyczny i witaminowy krem pod oczy, więc samą markę całkiem lubię.

ujedrniajace-serum-do-twarzy-norel

Efektima peelingi do ciała

Jakiś czas temu te peelingi były nowością. Zacznę od najlepszego z tego trio, czyli peelingu kokosowego pojędrniającego. Kokosowy, a jednak wcale nie pachnie kokosem, powiedziałabym, że wręcz śmierdzi i to mimo kompozycji zapachowej w składzie. Czym? Trudno powiedzieć, najbliżej mu do pasty do butów, w każdym bądź razie nie pachnie ładnie. Peeling kokosowy jest najmocniej działającym produktem ze zdjęcia poniżej. Zawiera olej kokosowy, korund i zmielone skorupy orzecha kokosowego, które robią tutaj za ścierniwo. Niestety zawiera konserwanty, które minimalizuję w kosmetykach czyli phenoxyethanol i pochodną formaldehydu (dmdm hydantoin - tego całkiem unikam). Nie mogę odmówić mu jednak działania. Drobinki fajnie peelingują i jest ich całkiem sporo, natomiast kosmetyk pozostawia na skórze parafinową, tłustą warstwę, która jest nieprzyjemna.

Peeling algowy antycellulitowy z zieloną herbatą - również jest to peeling korundowy, ale zawiera dodatkowe naturalne drobinki peelingujące z alg. Zapach jest przedziwny i dla mojego nosa nieprzyjemny - kojarzy mi się z brudną gąbką :D Sam wygląd kosmetyku lekko mnie odstręcza przez swój sztuczny zielony kolor, trochę jakby perłowy, ale wiem, że może się to też podobać. Konsystencja jest średnio gęsta, z widocznymi drobinkami. Powiedzmy, że zielony peeling jest średnio mocny i posiada średnie działanie nawilżające. Na szczęście nie zostawia żadnej warstwy, szybko i łatwo się spłukuje, ale i dość słabo peenguje, więc nie nadaje się dla osób lubiących porządny masaż.

Peeling węglowy Efekt Detox z pyłem wulkanicznym - produkt na bazie glinki i parafiny, również korundowy. Zawiera czarny barwnik oraz pył wulkaniczny, a także kiepskie konserwanty. Wersja węglowa pachnie przyjemnie, jakby zieloną herbatą. Konsystencja szarej, gęstej pasty, ale działanie jest już baaardzo słabe. Po pierwsze brudzi całą łazienkę, ponieważ pasta podczas masowania skóry spływa i brudzi wszystko dookoła. Po drugie - korundu jest tak mało, że praktycznie kosmetyk nie ma działania peelingującego. Oczywiście można go zostawić na skórze jak maskę i spróbować "oddetoksykować" skórę (cokolwiek to miałoby znaczyć), ale nie wyobrażam sobie tego. Dla mnie to dość słaby produkt, którego działania w ogóle nie widzę, a jeszcze muszę po nim sprzatać. Na skórze nie pozostawia tłustej warstwy, ale trzeba go dłużej spłukiwać ze względu na kolor.

peelingi-do-ciala-efektima

Poniżej jeszcze konsystencja wszystkich trzech peelingów Efektimy.


Tak oto się prezentują kosmetyki, które wyjątkowo słabo zapadły mi w pamięci w 2018 roku. Znacie któryś z nich? Jakie kosmetyki Wy nazywacie kitami? Podzielcie się w komentarzu, chętnie przeczytam :)

Biolove, Naturalne peelingi do twarzy z korundem: pokrzywowy, malinowy, borówkowy

Od dawna nie wyobrażam sobie pielęgnacji twarzy bez peelingu, który pomaga usunąć martwy naskórek, przez co ułatwia uzyskanie efektu zdrowej, promiennej cery. Najczęściej używam na zmianę peelingu enzymatycznego i peelingu mechanicznego, często na bazie korundu jako drobinek ścierających. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić wszystkie trzy wersje peelingów do twarzy marki Biolove - jest to marka własna sieci drogerii Kontigo, produkowana przez Nacomi. 


Dodam jeszcze, że mam nosa do promocji, dlatego kupiłam te peelingi Biolove w bardzo atrakcyjnej cenie (ok. 5 PLN za każdy)! O różnych okazjach często informuję na swoim Instagramie, gdzie serdecznie Was zapraszam :) --> https://www.instagram.com/cosmeticosmos/


recenzja-biolove

Biolove - rozwarstwiony peeling


Wszystkie scruby kupimy w niewielkich, plastikowych tubkach z wygodnym korkiem na klik. Plastik jest miękki i półprzezroczysty, dlatego mamy pełną kontrolę nad zawartością. To ważne nie tylko ze względu na stan zużycia, ale i samą formułę peelingów. Są to kosmetyki naturalne, a te z kolei mają to do siebie, że potrafią się rozwarstwiać. Najczęściej można zaobserwować pływającą u góry fazę olejową - jeśli nie zauważymy pleśni, zmiany odcienia kosmetyku (sam olej może być lekko żółtawy, ponieważ oleje rzadko są idealnie przezroczyste) czy innych niepokojących objawów wystarczy mocno wstrząsnąć tubką, aby fazy ponownie połączyć w jednorodną emulsję. Warto kontrolować więc zawartość i w przypadku rozwarstwienia odpowiednio reagować. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ po ok. 1,5-2 miesiąca używania dosłownie każdy z tych peelingów się rozwarstwił, więc warto wiedzieć :) Po połączeniu faz kosmetyki odzyskiwały swój normalny stan, zapach, konsystencję i nadawały się ponownie do użytku.

biolove-peelingi

Biolove, Naturalne i dobre peelingi z Kontigo


Poniżej możecie zapoznać się ze składami wszystkich trzech wersji peelingu do twarzy Biolove. Nie zawierają kontrowersyjnych substancji czy zbędnych wypełniaczy. Skład nie wskazuje również na możliwość "zapychania" cery (celowo napisałam zapychanie w cudzysłowie, ponieważ przyjęło się określać tak potocznie wszelkie wypryski czy niedoskonałości cery, ignorując ich faktycznie przyczyny, które są różnorakie). Peelingi Biolove nie powinny "zapchać" tym bardziej, że na skórze znajdują się krótko, po czym zmywamy je wodą.

Skład Biolove


Tuż po wodzie w peelingach znajdziemy korund (Alumina), który jest bezpieczną substancją ścierającą w postaci bardzo małych, ostrych drobinek. Moc poszczególnych scrubów zależy od ilości korundu, choć muszę przyznać, że kosmetyki te nie różnią się między sobą drastycznie siłą ścierania. Po korundzie w Ingredients (dawniej INCI) znajdziemy kilka różnych olei roślinnych - dobranych odpowiednio pod rodzaj cery, do której przeznaczone zostały kosmetyki. I tak do cery suchej dobrano szczególnie olej z awokado - dość tłusty olej, który doskonale chroni i koi skórę, ale z kolei często potrafi "zapychać" cery tłuste czy trądzikowe. Do cery normalnej dobrano olej ze słodkich migdałów - bardzo uniwersalny, średnio tłusty, ochronny. Natomiast do cery tłustej dobrano olej z pestek winogron - lekki, nie pozostawiający tłustej warstwy, zwykle nie zatykający porów, regulujący wydzielanie sebum. Po tych "głównych" olejach w każdej tubce znajdziemy jeszcze zestaw innych emolientów (innych olei roślinnych) oraz po kilka roślinnych ekstraktów. W każdym peelingu mamy też niewielką ilość bezpiecznej, delikatnej, roślinnej substancji myjącej i zmiękczającej skórę (Sodium Lauroyl Glutamate), dzięki czemu peeling dobrze się zmywa, pozostawiając buzię gładką i nietłustą. Oczywiście znajdziemy tu też emulgator (łączy wodę z tłuszczami w emulsję), a pod koniec składu kompozycję zapachową i barwniki (warto wspomnieć, że niektóre substancje mogą uczulać). Moim zdaniem skład łączy w sobie wiele świetnych, wartościowych substancji czynnych ze składnikami umilającymi użytkowanie. Po prostu.

jaki-jest-sklad-biolove

Standardowa cena peelingów na stronie internetowej Kontigo to 22,99 PLN za tubkę 75 ml. Czy to drogo jest kwestią indywidualną, dlatego nigdy jej nie komentuję - dla jednych to normalna cena, dla innych wysoka. Dodam, że ja kupiłam je w promocji w cenie trochę ponad 5 PLN, więc różnica jest znacząca :) Wszystkie tubki były zabezpieczone, przy czym jedna posiadała plastikową opaskę na korku, a dwie pozostałe aluminiowy paseczek na tubce (zdjęcie poniżej). Każde z tych zabezpieczeń jest ok, daje nam pewność świeżości produktu. Przy okazji wspomnę Wam o czymś, co mnie osobiście irytuje - przy opisie kosmetyków w sklepie internetowym Kontigo widnieje informacja, jakoby nie zawierały one konserwantów, barwników i alergenów, co jest oczywistą nieprawdą!


Zawsze czytajcie skład kosmetyków - tylko z niego wywnioskujecie co dany produkt zawiera, a piękne opisy czasem mogą wprowadzać w błąd... 


opakowania-biolove-peeling

Kosmetyki Biolove znam od dość dawna i odkryłam wśród asortymentu kilka perełek. Bardzo lubię ich żele pod prysznic na delikatnych detergentach, ponieważ nie swędzi mnie po nich skóra, a jednocześnie dobrze spełniają swoje zadanie. Mają też fajne zapachy (np. kiwi, zielone jabłuszko, karambola, brownie z pomarańczą). Niestety są też dość niewydajne, słabo się pienią (to mi akurat w ogóle nie przeszkadza, ale wiem, że większość osób woli jednak pianę) i krótko pachną. Napiszę o nich jeszcze, a poniżej podrzucam Wam linki do innych ulubieńców Biolove:


pilingi-biolove-porownanie

Na zdjęciu powyżej możecie zobaczyć konsystencję i kolory wszystkich trzech wersji peelingów Biolove. Łatwo je rozpoznać po kolorach, pomimo pastelowych odcieni.

Biolove, Peeling do twarzy pokrzywa do cery tłustej


Wersja zielona, przeznaczona do tłustej cery, bardzo delikatnie pachnie. Trochę słodko, trochę ziołowo, ale  na pewno nie jest to typowy zapach pokrzywy, bardziej kojarzy mi się z herbatą, choć wydaje się dosyć sztuczny. Zawiera też w sobie charakterystyczną nutkę (mój mąż określa ją mianem "szpachli" lub "zaprawy murarskiej"), która nie każdemu może pasować. Pokrzywowy peeling zawiera w sobie największą liczbę drobinek korundu - co wcale nie znaczy, że jest ich bardzo dużo. Tak naprawdę jest to dość delikatny peeling mechaniczny, choć moc zależy jeszcze od siły nacisku podczas masażu (ja nie trę skóry zbyt mocno) oraz stosowania na mokrą (jest delikatniejszy) lub suchą skórę (mocniejszy, bardziej drapiący). Ziarenka korundu zatopione są bardzo lekkiej masie, o konsystencji luźnego kremu, dzięki czemu scrub płynnie sunie po skórze i ułatwia masaż twarzy, który najlepiej wykonać okrężnymi ruchami. Delikatnie, ale wystarczająco złuszcza skórę, pozostawiając ją gładką, miękką i miłą w dotyku. Suche skórki niweluje zupełnie i nie powoduje powstawania nowych. Nie wysusza ani nie zostawia tłustej warstwy, łatwo się zmywa. Na pewno nie jest to mocny, agresywny peeling, choć do cery wrażliwej raczej nie polecam, ponieważ jednak wyczuwalnie drapie. Jest całkiem wydajny, niewielka tubka wystarcza na kilka miesięcy, zwłaszcza, że peelingu najlepiej używać raz, maksymalnie dwa razy w tygodniu.

Biolove, Peeling do twarzy borówka do cery normalnej


Wersja fioletowa, do cery normalnej, raczy nas najsłodszym zapachem z tych trzech peelingów. Pachnie owocowo, troszkę bardziej intensywnie niż pozostałe, bardzo przyjemnie i wręcz apetycznie (również z tym dziwnym "szpachlowym tłem" - jednak można się przyzwyczaić). Pod względem ilości drobinek korundu, moim zdaniem o dziwo, jest ich najmniej, przez co scrub działa najdelikatniej ze wszystkich dostępnych opcji kosmetyku. Nie pozostawia żadnej warstwy na skórze, dobrze złuszcza, wygładza i zmiękcza, choć mam wrażenie, że trochę dłużej trzeba masować twarz, aby uzyskać podobny efekt co w wersji z pokrzywą. Wpływ na to wrażenie może mieć także odrobinę lżejsza konsystencja, jakby bardziej wodnista, przez co scrub jest również odrobinę mniej wydajny.

Biolove, Peeling do twarzy malina do cery suchej


Wersja różowa, przeznaczona do cery suchej, zapachem przypomina do złudzenia malinową gumę mambę, co uważam za niesamowicie przyjemne. Choć zapach wyraźnie nie jest naturalny, dzięki temu, że nie jest intensywny, zdecydowanie umila aplikację i masaż skóry. Jest to mój ulubiony zapach kosmetyków Biolove! Drobinek korundu jest niewiele mniej niż w wersji zielonej do tłustej cery, przez co w działaniu jest praktycznie identyczny. Może odrobinę delikatniejszy i odrobinę bardziej kojący, jakby mniej oczyszczający. Pozostawia leciuteńką, ledwo wyczuwalną warstwę na skórze, której łatwo się pozbyć myjąc skórę dwukrotnie - jeśli już tak bardzo przeszkadza. Konsystencja i wydajność identyczna jak pozostałych.

peeling-biolove-recenzja

Jeżeli lubicie peelingi mechaniczne, a przy okazji szukacie kosmetyków naturalnych (producentem jest Nacomi) to serdecznie polecam spróbować Biolove, szczególnie jeśli natraficie na promocję :) Nie zdarzyło mi się, aby którykolwiek z nich mnie podrażnił czy uczulił, natomiast nie posiadam cery bardzo wrażliwej czy trądzikowej - przy takiej cerze lepiej postawić na peelingi enzymatyczne, które działają troszkę inaczej, choć równie skutecznie, a nie roznoszą bakterii po skórze i nie podrażniają (podczas pocierania).

Niezmiennie polecam mocno tani, z dobrym składem i niezwykle skuteczny peeling enzymatyczny z kwasami marki Planeta Organica:


Po zmyciu peelingów Biolove skóra pozostaje miękka, gładka, miła w dotyku, jest oczyszczona i nie podrażniona - czyli dokładnie taka, jaka powinna być po zabiegu :) Osobiście bardzo lubię te "scrubki" i zużyłam już kilka opakowań wersji do cery tłustej z pokrzywą, więc znam je dobrze.

A Wy znacie peelingi Biolove lub Nacomi? Nacomi ma niesamowicie podobne składy, różnią się jedynie niuansami oraz pojemnością (85 ml). Nacomi ma też w ofercie czwarty rodzaj peelingu. Jakie są Wasze ulubione scruby do twarzy?

Najlepsze, naturalne olejki do demakijażu czyli Resibo i Biolove (Nacomi)

Fanki naturalnej pielęgnacji na pewno kojarzą demakijaż olejkami. Zasada ich działania jest bardzo prosta: olejki rozpuszczają zanieczyszczenia, sebum oraz makijaż, a następnie pomagają usunąć je ze skóry. Oczyszczają też pory, co zdecydowanie potwierdzam. Istnieje kilka sposobów usunięcia olejku, którego przecież nie da się zmyć samą wodą jeśli w składzie nie ma emulgatora (podobnie jak tłustych naczyń). Osobiście korzystam z dwóch. Jeden sposób, zaczerpnięty z metody OCM, to usunięcie olejku wraz z zanieczyszczeniami ciepłym ręczniczkiem lub szmatką. Drugi, o wiele szybszy, to oczyszczanie dwuetapowe, polegające na tym, że po olejku myjemy twarz jeszcze raz, tym razem żelem lub pianką o jak najlepszym (delikatnym) składzie. Jak się sprawdza mycie skóry lub demakijaż olejkiem? Czy mycie olejkiem jest dobre dla skóry mieszanej lub tłustej?


biolove-resibo-olejki

Resibo, Olejek do demakijażu

Według producenta olejek Resibo usuwa wszelkie zanieczyszczenia, rozpuszcza sebum. Bez dyskomfortu zmywa nawet wodoodporny makijaż. Pozostawia skórę miękką i dobrze odżywioną. Do każdego typu cery: odżywia i nawilża suchą, reguluje tłustą i mieszaną. Dołączona do olejku ściereczka z mikrofibry delikatnie peelinguje skórę. Na stronie producenta olejek kosztuje 59zł/150ml, natomiast w innych sklepach internetowych można go kupić od 45 zł.

olejke-do-demakijazu-sciereczka

Skład: Linum Usitatissimum Seed Oil (olej lniany; polecany do skóry tłustej; działa przeciwzapalnie, rozmiękczająco, regeneruje skórę, rozmiękcza strupy, przyśpiesza gojenie ranek, działa przeciw tworzeniu zaskórników), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron; polecany szczególnie do cery naczynkowej; działa ściągająco i gojąco; poprawia napięcie skóry, wygładza), Crambe Abyssinica Seed Oil (olej abisyński; szczególnie polecany do cery suchej i dojrzałej; odżywia skórę, wygładza, nie pozostawia tłustej warstwy), Persea Gratissima Oil (olej z awokado; dość tłusty; polecany szczególnie do cery suchej i dojrzałej; natłuszcza, regeneruje, chroni skórę, posiada lekkie działanie emulgujące), Tocopherol (wit. E, chroni oleje przed jełczeniem, odżywia skórę, antyoksydant), Leptospermum Scoparium Branch/Leaf Oil (olejek eteryczny manuka; szczególnie polecany do cery trądzikowej, tłustej, zanieczyszczonej; działa antybakteryjnie i przeciwgrzybicznie, nadaje zapach), Parfum (kompozycja zapachowa), Limonene (składnik kompozycji zapachowej, który może alergizować).

Tak się składa, że wszystkie powyższe oleje miałam w wersji 100% :) Nowością jest dla mnie jedynie olejek eteryczny manuka, którego dotąd jeszcze nie spotkałam. Skład olejku Resibo został oparty o dość lekkie oleje czyli lniany, z pestek winogron i abisyński, więc pomimo niewielkiej zawartości oleju z awokado konsystencja mieszanki nie jest bardzo tłusta. Poza tym olej awokado posiada niewielkie zdolności emulgujące co sprawia, że olejek do demakijażu Resibo dobrze się zmywa i nie "klei" do skóry.


recenzja-resibo-olejku

Bardzo podoba mi się niesamowita dbałość o detale marki Resibo. Opakowanie olejku jest nie tylko ładne, ale dzięki pompce także funkcjonalne. Całość kupimy w tekturowej tubie, którą następnie możemy ponownie wykorzystać. W zestawie od razu mamy dobrej jakości, grubą ściereczkę, czy raczej biały ręczniczek, którym możemy zmywać olejek lub przeznaczyć po prostu do osuszania skóry po myciu.

Sposób użycia: Nanieś olejek na suchą lub wilgotną skórę twarzy i wmasuj, podobnie jak żel do mycia. Następnie zmyj wszystko przy pomocy specjalnej ściereczki z mikrowłókna dołączonej do produktu, zmoczonej w ciepłej wodzie. Przykładaj ściereczkę do twarzy i lekko dociskaj, postaraj się nie naciągać skóry. Ściereczka jest wielokrotnego użytku – możesz ją łatwo umyć ciepłą wodą z mydłem.

olejek-resibo-opakowanie

Olejek do demakijażu Resibo jest bardzo lejący, więc czasem niestety zdarza się utrata produktu (przecieka przez palce). Posiada barwę słomkową oraz delikatny, subtelny zapach, który nie przeszkadza podczas masażu. Olejek idealnie się rozprowadza i sunie po skórze, ułatwia masaż i umila zwykłą, codzienną czynność, jaką jest oczyszczanie. Spokojnie można zmywać nim nie tylko makijaż ze skóry, ale i oczu - nic nie piecze, nie zostawia też "mgły" na oczach. Doskonale rozpuszcza każdy produkt, naturalny czy drogeryjny, jakim dysponuję, także mój grzeszek w postaci silikonowych koreańskich kremów BB. Rozpuszcza tusz (nie używam wodoodpornych), eyeliner, bazy pod cienie, pomadę do brwi - wszystko! Pozostawia skórę czystą, naprawdę czystą, ale nie przesuszoną. Nie podrażnia. Najczęściej zmywam go żelem lub pianką, ponieważ ten sposób jest dla mnie najszybszy i najbardziej komfortowy. Szczerze? To najlepszy olejek do demakijażu, jaki miałam (spośród olejków bez emulgatora). Spełnia swoją funkcję idealnie, nie klei się, nie jest nadmiernie tłusty.

recenzja-olejku-do-demakijazu-naturalnego

Biolove, Olejek do demakijażu cery suchej

Według Kontigo olejek Biolove dokładnie zmywa makijaż. Przy regularnym stosowaniu skóra staje się miękka, nawilżona i wygładzona. Kosztuje 35zł/150ml, ale bardzo często jest w promocji. Można go kupić jedynie w drogerii Kontigo (Biolove to ich marka własna), ale producentem jest firma Nacomi, której olejki mają podobne składy (początek identyczny, różnią się kolejnością olei już po wit. E, czyli tych, których jest w składzie najmniej) i są łatwiej dostępne (standardowa cena na stronie producenta jest identyczna czyli 35zł/150ml).

biolove-olejek-recenzja

Skład: Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów; bardzo uniwersalny, łagodny, delikatny, regeneruje, wygładza, chroni skórę), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron;cenny szczególnie do cery naczynkowej; działa ściągająco i gojąco; poprawia napięcie skóry, wygładza), Ricinus Communis Seed Oil (olej rycynowy; działa antybakteryjnie, przeciwzapalnie, zmiękczająco, pomaga regulować wydzielanie sebum), Simmondsia Chinensis Seed Oil (olej jojoba, bardzo uniwersalny, dla każdego typu cery;  łagodzi podrażnienia, uelastycznia, regeneruje), Tocopheryl Acetate (wit. E; chroni oleje przed jełczeniem, antyoksydant), Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy, szczególnie cenny dla skóry dojrzałej; uelastycznia i silnie ujędrnia skórę, przyspiesza gojenie), Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (olej z owoców rokitnika; silny antyoksydant, poprawia koloryt cery i przyspiesza jej regenerację, posiada pomarańczową barwę), Plukenetia Volubilis Seed Oil (olej sacha inchi; dość drogi olej, lekki; zawiera mnóstwo wit. E, uelastycznia, reguluje proces rogowacenia skóry, działa ochronnie, idealny do okolic oczu), Sclerocarya Birrea Seed Oil (olej marula; kolejny dość drogi olej, przyspiesza gojenie ranek i stanów zapalnych, silny antyoksydant, odpowiedni nawet do cery trądzikowej), Parfum (kompozycja zapachowa).

Miałam olej ze słodkich migdałów 100% (zresztą jeden z pierwszych, jakie kupiłam), a także olej z pestek winogron, arganowy, jojoba, rycynowy - znam je dość dobrze. Wszystkie mogą się sprawdzić także przy cerze mieszanej czy tłustej, oczywiście także suchej, naczynkowej i dojrzałej. Spora ilość antyoksydantów oraz dwa cenniejsze olejki pod koniec sprawiają, że skład jest bardzo w porządku!


sklad-olejku-biolove-sucha

Sposób użycia: Nałóż niewielką ilość olejku na skórę twarzy i wmasuj, nie pomijając powiek i rzęs. Następnie nałóż na twarz zwilżoną ściereczkę bambusową, odczekaj chwilę i zmyj makijaż za jej pomocą.

Olejek Biolove kupimy w plastikowym opakowaniu, które szczerze mówiąc jest bardzo niewygodne podczas użytkowania. Olej potrafi ściekać przez otworek, ponieważ aby wycisnąć odpowiednią ilość produktu musimy podnieść całą butelkę i ją przechylić. Niewygodne i denerwujące.
Poza tym bambusową ściereczkę musimy dokupić oddzielnie (kosztuje ok. 8 zł), a jakością nie powala. Przypomina trochę pieluchę tetrową - jest o wiele cieńsza i delikatniejsza niż ręczniczek Resibo. Taka typowa "jednorazówka", choć oczywiście spełnia swoje zadanie, czyli usuwa olejek ze skóry.

Olejek do demakijażu cery suchej Biolove jest najtłustszym kosmetykiem myjącym, z jakim miałam do czynienia. Dobrze rozpuszcza każdy makijaż, podobnie jak olejek Resibo - tusz, eyeliner, pomady, silikonowe podkłady - tutaj nie mam mu nic do zarzucenia. Jednak zmywanie go, przynajmniej ze skóry tłustej, to mniej przyjemne zadanie. Najczęściej zmywałam ten olejek żelem czy pianką dwu, a nawet trzykrotnie, dopóki czułam, że skóra jest czysta, a nie "lepiąca" i nie tłusta. Podejrzewam, że lepiej się sprawdzi jednak dla posiadaczek cery suchej - co również potwierdza, że ten produkt ma trochę inny skład niż olejek do cery normalnej i mieszanej, o którym poniżej.

olejek-z-kontigo


Biolove, Olejek do demakijażu cery normalnej i mieszanej

Według Kontigo naturalny olejek do demakijażu skóry mieszanej i normalnej. Dokładnie zmywa makijaż. Przy regularnym stosowaniu skóra staje się miękka, nawilżona i wygładzona. Kosztuje 35zł/150ml, ale bardzo często jest w promocji. Można go kupić jedynie w drogerii Kontigo (Biolove to ich marka własna), ale producentem jest firma Nacomi, której olejki mają minimalnie inne składy, ale są łatwiej dostępne (standardowa cena na stronie Nacomi jest identyczna czyli 35zł/150ml).

olejek-do-cery-mieszanej

Skład: Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron), Ricinus Communis Seed Oil (olej rycynowy), Simmondsia Chinensis Seed Oil (olej jojoba), Tocopheryl Acetate (wit. E, chroni oleje przed jełczeniem, odżywia skórę), Argania Spinosa Kernel Oil (olej agranowy), Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (olej rokitnikowy), Plukenetia Volubilis Seed Oil (olej sacha inchi), Sclerocarya Birrea Seed Oil (olej marula), Parfum (kompozycja zapachowa).

Na pierwszy rzut oka skład jest identyczny jak wersji do skóry suchej i nawet pojawiły się opinie, że to identyczna mieszanka i chwyt marketingowy ;) Jednakże, mając porównanie obu olejków łatwo zauważyć, że nieznacznie się różnią tłustością i gęstością. Pomimo na pozór identycznego INCI widać, że proporcje poszczególnych olei się różnią w obu wersjach, choć nie są to na tyle duże różnice, aby wpłynąć na kolejność w składzie kosmetyku.


opakowanie-olejku-kontigo-cera-normalna

Sposób użycia jest identyczny: rozmasować na skórze, także na rzęsach i oczach, chwilę pomasować najlepiej okrężnymi ruchami. Następnie zmyć przy pomocy ściereczki lub żelu albo pianki.

Olejek Biolove do cery normalnej i mieszanej niestety posiada identyczne, niewygodne opakowanie jak w wersji do cery suchej. Zdecydowanie lepiej przelać zawartość do buteleczki z pompką (np. po olejku Resibo). Pomarańczową barwę zawdzięcza oczywiście zawartości oleju rokitnikowego, a nie barwnikom. Zapach jest bardzo subtelny, wydaje się naturalny.

Olejek świetnie rozpuszcza każdy makijaż, nie zostawia mgły na oczach i nie piecze. Nie podrażnia, nie "zapchał" mnie (w końcu od razu go prawie zmywamy). Ładnie oczyszcza pory. Usuwa silikonowe podkłady, tusz, eyelinery, zastygające pomady do brwi, wszystko bez wyjątku. Najczęściej zmywam go, myjąc buzię pianką lub żelem - wystarczy w zupełności jeden raz, może w  wyjątkowych sytuacjach dwa, ale nie towarzyszy mu takie uczucie tłustości jak przy olejku do cery suchej. Ta lekkość jest jego ogromną zaletą, choć nie dorównuje olejkowi Resibo! Biorąc pod uwagę częste promocje w drogerii Kontigo (zapłaciłam niecałe 10 zł/150 ml) chętnie go jeszcze kiedyś kupię, ale z myślą o przelaniu do opakowania z pompką.

recenzja-olejku-biolove

Przypominam, że mam cerę tłustą lub, okresami, jak obecnie, dzięki odpowiedniej pielęgnacji - mieszaną, uregulowaną. Jestem w 100% zadowolona z tej metody oczyszczania. Już dawno spróbowałam demakijażu olejkiem, jednak miałam przerwę i powróciwszy do tego sposobu kilka miesięcy temu mogę z całą pewnością napisać jedno: doskonale się to sprawdza! Skóra jest gładsza, pojawia się na niej mniej niespodzianek, mniej się czerwieni. Olejek doczyszcza także silikonowe, mocniejsze podkłady rozpuszczając je nie tylko zewnętrznie, ale docierając też do porów skóry. Sam niejako wymuszony, ale bardzo przyjemny wieczorny masaż twarzy dodatkowo relaksuje i uelastycznia skórę, pozwala oderwać się myślami od dnia codziennego :)

Żaden z tych olejków nie zawiera emulgatora. Olejki z emulgatorem np. Bioup, Polny Warkocz czy Biochemia Urody są jeszcze lepsze, ale to według mnie trochę inny produkt niż powyższe. 

Lubicie demakijaż olejkami czy się tego boicie? Miałyście do czynienia z produktami Resibo lub Biolove?
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj