MOISTRY - nowość! Maseczka do twarzy całonocna regenerująca

Maseczki całonocne są, a przynajmniej powinny być, znacznie czymś więcej niż kremem. W nocy podział komórek jest ok. 10 razy szybszy niż w ciągu dnia, a co za tym idzie skóra w nocy przyspiesza mechanizmy regeneracyjne, naprawia uszkodzenia i lepiej wykorzystuje kosmetyki. W nocnej pielęgnacji warto postawić na produkty wspierające te naturalne procesy. Dokładnie z takiego założenia wyszła polska marka kosmetyków naturalnych Moistry, założona przez magister kosmetologii Agnieszkę Pyrzyk.


moistry-nowosc-premiera-recenzja
 

PREMIERA NOWOŚĆ marki Moistry - Maseczka całonocna

Marka Moistry skupia się jak dotąd na pielęgnacji twarzy. Nie bez powodu! Założycielka chętnie dzieli się na Instagramie swoimi doświadczeniami z problemami skórnymi, szczególnie trądzikiem, a doświadczenie i przygotowanie teoretyczne jako kosmetolog pozwala rozumieć mechanizmy skórne. Jednocześnie pani Agnieszka bez problemu pokazuje swoją skórę normalizując w ten sposób wypryski, blizny potrądzikowe czy choćby rozszerzone pory - i robi to w świecie Social Media zdominowanym przez wszechobecne filtry, sztuczne wygładzanie skóry i mocny makijaż. Prawdziwa skóra rzadko kiedy jest idealna, a pory są jej niezbędne do funkcjonowania.

 
Pod koniec stycznia 2023 swoją premierę miała maseczka całonocna Moistry, którą miałam przyjemność testować przedpremierowo i dziś mogę Wam śmiało wrzucić swoje wrażenia. Maski używam tylko na noc ok. raz w tygodniu, choć można częściej - wedle potrzeb! Moja skóra raz jest w lepszym, raz gorszym stanie i częstotliwość regeneracji dobieram pod aktualne potrzeby cery. maseczka całonocna Moistry nadal jest nowością, a wiem że najchętniej szuka się pierwszych opinii przed zakupem.

Maska całonocna Moistry regenerująca naturalna - opinia, recenzja


Przed użyciem maskę należy wstrząsnąć, gdyż jest to kosmetyk dwufazowy, bez emulgatora. 70% to faza wodna, więc uzyskana konsystencja nie jest tłusta. Dzięki wstrząsaniu obie fazy się łączą, a dzięki alginatowi konsystencja wręcz przypomina żółtą lejącą żelkę czy galaretkę. 
 
opinie-maseczka-calonocna

SKŁAD maseczki Moistry

Skład jest świetny i przemyślany pod kątem regeneracji i wsparcia skóry. Znajdziemy tu tłoczone na zimno oleje m. in. z pestek śliwki, któremu zawdzięcza zapach marcepanu, olej rokitnikowy, z nasion marchwi, macerat z krwawnika, wąkrotę azjatycką, prawoślaz, inulinę, betainę, olej z alg fucus, kwas hialuronowy i mnóstwo innych cennych substancji. Skład jest skomponowany na zimno, bez podgrzewania i utraty cennych np. witamin, co ma ogromne znaczenie, bo nie tylko wygląda ładnie "w INCI", ale też mamy pewność co do jakości użytych składników.  
 
dwufazowa-maseczka-calonocna

Recenzja opinia maseczki całonocnej nowość Moistry

DZIAŁANIE: maska szybko koi podrażnioną skórę, świetnie nawilża, niweluje ściągnięcie, to prawdziwe SOS! Po całej nocy skóra jest ukojona, odpowiednio nawilżona, jędrna, elastyczna i mięciutka! Zmniejsza też zaczerwienienia na policzkach. Świetna jako wsparcie przy kuracji retinoidami (retinol, retinal) czy kwasami, po zabiegach kosmetologicznych. Można jej też używać jak serum, w mniejszej ilości pod krem (tu szczególny ukłon dla cery suchej i dojrzałej), ale ja pokochałam ją jako kojącą maseczkę całonocną. Została skomponowana tak, aby nie szkodzić cerze trądzikowej, nie zapychać porów i nie wzmagać przetłuszczania. 
  • Mój tip - w przypadku maski całonocnej Moistry więcej nie znaczy lepiej, tym bardziej, że żółty kolor maseczki lubi się odbijać na białej pościeli. Lepiej nałożyć maski mniej, chwilkę pomasować skórę i dopiero wtedy pójść spać. Z grubej warstwy i tak skóra nie skorzysta "lepiej" - po prostu nadmiar wetrze się w poduszkę, szkoda by było...

Jest wydajna, nie potrzeba dużo, aby pokryć całą twarz. Nie pozostawia uczucia tłustości, rano skóra jest matowa, ale nawilżona. Opakowanie niewielkie, plastikowe, ale sama maska jest niezwykle wydajna i powinna wystarczyć na kilka miesięcy (zależy od częstotliwości używania)! Kosztuje 137 zł/50 ml. Do kupienia głównie on-line lub na targach kosmetycznych.

moistry-recenzja-opinie
 
I jak Wam się podoba? Macie jakieś pytania? Chętnie odpowiem w komentarzu.

Maska OMG! 4w1 Double Dear, koreański zabieg multimasking na twarz

Jak wiecie bardzo lubię wszelkiego rodzaju maseczki i używam ich z przyjemnością kiedy tylko mogę. Maseczki dzielę na trzy różne typy: oczyszczające (głównie glinki), nawilżające (głównie płachty) i odżywcze (głównie gęste kremy). Podział ten jest prosty, ale ważny, ponieważ MASKA MASCE nierówna! Zupełnie inny efekt osiągniemy stosując glinkę z hydrolatem, a zupełnie inny nakładając gotową płachtę bawełnianą z lekkim, żelowym serum. To, jakiej użyję maseczki zależy od aktualnych potrzeb cery i zauważyłam, że w moim przypadku różnorodność sprawdza się lepiej niż kurczowe trzymanie jednej maseczki. 


opakowanie-omg-double-dear-4w1

Multimasking

Idąc dalej tym tropem - zdarza mi się używać kilku maseczek jednocześnie (tzw. multimasking), co jest moim odkryciem ostatnich miesięcy! Logicznie rozumując różne partie twarzy mogą, choć nie muszą, mieć zupełnie różne potrzeby (cera normalna prawdopodobnie nie ma aż takich wymagań, tylko ile znacie osób z cerą normalną? no właśnie!). W moim przypadku podział wygląda najczęściej tak:

  • strefa pod oczami wymaga nawilżenia i ujędrnienia - stosuję płatki pod oczy i bardzo tanią, a jednocześnie z sensownym składem maseczkę Isana (tak, tą za 1,99 zł maseczkę pod oczy i usta w szaro-białej saszetce na 4 zabiegi - serdecznie polecam! oczywiście kupuję w Rossmannie),
  • czoło i nos, a czasem także policzki - które się trochę przetłuszczają, staram się intensywnie nawilżać, aby regulować wydzielanie sebum, a jednocześnie przymykać pory (pamiętajmy, że pory są skórze potrzebne, nie da się ich "usunąć", ale można je zwężyć, np. wit. B3 jest w tym świetna),
  • broda natomiast często jest zanieczyszczona - wiem, że to dość nietypowe, ponieważ najczęściej słyszę, że dziewczyny mają problemy z czołem i/lub nosem - dlatego okolice brody najczęściej staram się dobrze oczyszczać np. glinkami, szczególnie zieloną i czarną,
  • szyja - tak, dla mnie szyja również jest "częścią" twarzy i o nią dbam podobnie jak o resztę, to na szyi najszybciej widać upływający czas - staram się ją nie tyle nawilżać, co ujędrniać skórę i odżywiać, najczęściej grubszą warstwą kremu na noc.

Tak wygląda domowy multimasking u mnie, co nie znaczy, że zawsze się do niego stosuję. Najważniejsze to dobrać produkty do aktualnego stanu cery, a ten się zmienia choćby wraz z porami roku, dietą czy cyklem miesięcznym (hormony). Zdarza mi się również korzystać z gotowych zestawów, a wtedy stosuję się do instrukcji. Zapraszam dzisiaj na recenzję zabiegu 4w1 OMG! Double Dear.

Poniżej skład płatków pod oczy (krok 1) i kremu nawilżającego (krok 4)
sklad-omg-double-dear

Zabieg Double Dear 4w1 OMG! Kit Zone System Mask recenzja

Zabieg polega na strefowej detoksykacji, tonizacji i rewitalizacji twarzy. Jedna sporej wielkości saszetka zawiera kompletny zabieg, składający się z czterech kroków (płatków pod oczy, dwóch rodzai maseczek i kremu), które wykonujemy w odpowiedniej kolejności. Opakowanie zawiera cztery oddzielne komory, co jest bardzo wygodne i higieniczne.

Krok 1 

Złote płatki pod oczy

W oznaczonej saszetce znajdziemy płatki pod oczy z 24-karatowym złotem. Mają one wygładzić drobne zmarszczki, działać regenerująco i rozjaśniająco na delikatną skórę pod oczami. Opakowanie wygodnie się otwiera rękami, nie trzeba używać nożyczek. Wewnątrz (przynajmniej w moim opakowaniu) znalazłam płatki oddzielone od zabezpieczających je pasków (widocznie same się oddzieliły w transporcie). Paski te miały za zadanie m.in. chronić płatki przed wyschnięciem, przez co moje były trochę mniej nawilżone niż powinny być. Mimo wszystko spełniły swoją rolę i dobrze przylegały do skóry. Pachną! Nie mają naturalnego składu i kilka grzeszków by się znalazło.


Recenzja

Złote paski pod oczy same się nie przesuwają i jeśli nie będziemy ich dotykać to nie powinny wchodzić w oczy. Bardzo łatwo się zdejmują, nie ciągną skóry. Po zabiegu skóra pod oczami jest wyraźnie lepiej nawilżona i rozjaśniona. Widzę, że cera w miejscach, gdzie były przyklejone płatki jest jaśniejsza niż pozostała część twarzy. Skóra jest też bardzo delikatnie napięta - nie jest to może spektakularny efekt, ale jest. Warto wspomnieć, że skóra po zabiegu delikatnie się klei. Jestem z nich zadowolona i chętnie kupiłabym je oddzielnie :)

Poniżej skład maski oczyszczającej (krok 2) oraz tonizującej (krok 3)
double-dear-maseczki

Krok 2 

Oczyszczająca maska z tlenkiem węgla

W większej saszetce znajduje się maska z tlenkiem węgla na tzw. strefę T (czoło i nos). Ma ona za zadanie  głęboko oczyszczać i zmniejszyć pory. Maska w postaci gęstej pasty wygląda jak zwykła, rozrobiona już glinka. Łatwo się rozprowadza na skórze i nie wysycha tak szybko, choć gdy trzymamy ją dłużej oczywiście przyschnie. Dodatkowo można twarz podczas zabiegu spryskiwać np. hydrolatem lub wodą termalną.

Krok 3

Maska kukurydziana na policzki i brodę

Maska typu kaolin na strefę U (policzki i broda). Podobno rewitalizuje, liftinguje i tonizuje skórę. Jest to bardzo gęsta pasta o różowym kolorze. Dość dobrze się ją rozprowadza, ale trzeba robić to szybko i sprawnie, ponieważ bardzo szybko wysycha i to do tego stopnia, że pęka i potrafi się kruszyć. Warto ją częściej spryskiwać, aby nie podrażniła cery.

Recenzja masek

Obie glinki posiadają swój specyficzny zapach, ale są także delikatnie perfumowane. Nie mają naturalnego składu, zawierają kilka substancji, bez których mogłyby się obejść. Po zmyciu całej twarzy i pozbyciu się obu glinek skóra wygląda naprawdę pięknie. Jest gładka, oczyszczona, a pory przymknięte. Wyraźnie widzę, że jakieś pojedyncze wypryski, które często się pojawiają w pewnym momencie cyklu są ukojone, a zaczerwienienia zdecydowanie jaśniejsze. Natomiast w miejscach, w których glinka za mocno przyschła (szczególnie przy brzegach) pojawiło się niewielkie zaczerwienienie, które szybko zniknęło po zmyciu  (dokładnie tak samo mam z czystą glinką, dlatego lepiej nie dopuszczać do zasychania). W większości skóra nie jest podrażniona. Widać, że jest rozjaśniona i wygląda bardzo dobrze. Maski są fajne, jeśli nie lubicie same rozrabiać glinek.

Krok 4

Krem nawilżający

Jego zadaniem jest przywrócenie skórze odpowiedniego poziomu nawodnienia. Jest to ostatni krok zabiegu, który jest dostępny w jednym poręcznym opakowaniu.

Recenzja kremu nawilżającego

Krem posiada konsystencję żelową, przez co bardzo dobrze się rozsmarowuje. Jest biało przezroczysty. Porcja z saszetki wystarcza na pokrycie całej twarzy, a nawet szyi i dekoltu (choć cieńszą warstwą), więc jest całkiem spora. Krem pachnie dziwną mieszanką olejków eterycznych, przypominającą zioła (trochę podobnie do rozmarynu lub drzewka herbacianego). Skład oparty o glikol i silikony, więc raczej się nie nadaje do częstego stosowania, a niektóre cery powinny uważać nawet przy jednorazowym użytku (silikonów lepiej unikać przy cerze tłustej, trądzikowej i takiej, która się naprawdę łatwo "zapycha"). Dodatkowo mamy tutaj petrolatum czyli wazelinę. Gdzieś dalej sporo nawilżaczy (humektantów, w tym kwas hialuronowy), kilka olei olejków eterycznych oraz całą masę ekstraktów roślinnych. Nie jest to krem dla wszystkich, natomiast używany raz na jakiś czas może nie zaszkodzi (tu warto wspomnieć, że Koreanki lubią efekt wygładzenia, jaki daje silikon). Krem tworzy na skórze uczucie świeżości, ochłodzenia, co jest przyjemne po zabiegu glinkowym. Po dłuższej chwili się wchłania, ale pozostawia na skórze wyraźnie wyczuwalną warstwę, której szczerze mówiąc nie mogłam znieść, więc po około godzinie po prostu zmyłam krem z twarzy, nałożyłam tonik i lżejszy preparat nawilżający. Myślę, że ten krem bardziej się sprawdzi przy cerze suchej lub normalnej niż przy cerze tłustej (jaką posiadam ja).

koreanski-zabieg-na-twarz

Ogólnie zabieg uważam za bardzo fajne rozwiązanie, szczególnie przed jakimś większym wyjściem. Może nie dla każdego polecam krem, ale płatki pod oczy oraz obie glinki dają fajny, szybki rezultat. Odświeżają i oczyszczają skórę, przymykają pory, dzięki czemu cera jest gładsza, równa, miłą w dotyku i wygląda po prostu lepiej. Twarz wygląda młodziej, jest rozjaśniona i pełna blasku. Zabieg kosztuje niecałe 29,90 zł w sklepie internetowym aurashop.pl. Jest to koreańska marka kosmetyków.

Lubicie multimasking? Stosujecie taką metodę pielęgnacji czy też pierwszy raz o niej słyszycie? Lubicie gotowe zabiegi w saszetkach?

Bielenda, Carbo Detox, Żel i czarne maseczki bez węgla aktywnego

Co jakiś czas nastaje moda na konkretny składnik w kosmetykach. W tym czasie obserwujemy wysyp produktów kolejnych marek np. z aloesem czy śluzem ślimaka. Ba, wysyp całych serii kosmetyków! Z jednej strony to dobrze, ponieważ cenne właściwości poszczególnych składników aktywnych docierają do świadomości konsumentów. Z drugiej strony zdarza się, że producenci korzystają jedynie z dobrej opinii składnika, natomiast w swoich kosmetykach stosują ich minimalne ilości, dosłownie odrobinę (jednak uwaga, niektórych składników aktywnych nie można używać w wysokim stężeniu, takie rzeczy trzeba oczywiście wiedzieć przed analizą składu). Zdarza się nawet, że wychwalanego składnika nie ma ani trochę! Dlatego uważam, że czytanie składów to podstawa, choć pamiętajcie, że z samego INCI nie dowiemy się wszystkiego (nie wiemy ile dokładnie składnika jest w formule, nie wiemy nic o jego pochodzeniu, jakości, czystości, o olejach czy są rafinowane, o niektórych składnikach czy są pochodzenia zwierzęcego czy roślinnego - chyba, że producent nam napisze to na opakowaniu). Pamiętajmy, że formuły kosmetyków są chronione! 

Jakiś czas temu nastała moda na kosmetyki z węglem aktywnym. Między innymi nasza rodzima Bielenda wprowadziła węglowe kosmetyki pod wspólną nazwą Carbo Detox. Do dyspozycji mamy m.in. produkty do oczyszczania twarzy i demakijażu, maseczki, serum i krem, kosmetyki do pielęgnacji włosów, a nawet olejek pod prysznic czy peeling do ciała. Wszystko czarne :) Jakiś czas temu dostałam żel do oczyszczania twarzy i trzy maseczki w saszetce, nawet nie pamiętam skąd je mam (na pewno nie kupiłam sama, możliwe, że były w jakimś boxie niespodziance albo wygranej w konkursie). Tak wychwalane, że chciałam sama sprawdzić i... musicie przeczytać dalej!



bielenda-carbo-detox

Bielenda, Carbo Detox, Oczyszczający żel węglowy do mycia twarzy

"Oczyszczający żel o działaniu detoksykującym, który szybko i skutecznie myje oraz odświeża skórę mieszaną czy tłustą. Usuwa zanieczyszczenia, makijaż i nadmiar sebum. Zawartość aktywnego węgla zapobiega powstawaniu wyprysków, oczyszcza cerę przyciągając zanieczyszczenia i toksyny z powierzchni i głębszych warstw skóry. Witamina B3 działa antytrądzikowo, reguluje wydzielanie sebum, matuje, regeneruje, poprawia koloryt."
Sposób użycia: żel delikatnie rozmasować na zwilżonej skórze, a następnie spłukać wodą. Stosować codziennie rano i wieczorem lub częściej.
Kosztuje ok. 16zł/195g.

Skład: Aqua (woda), Glycerin (gliceryna, humektant, nawilża), Sodium Cocoyl Alaninate (łagodna substancja myjąca z kokosa), Acrylates Copolymer (stabilizator emulsji), Carbon Black (czarny barwnik, nienaturalny), Niacinamide (wit. B3, cenna dla tłustej cery, reguluje wydzielanie sebum, matuje, zwęża, pory, rozjaśnia), Polysorbate 20 (emulgator i detergent, może być zanieczyszczony, lepiej nie stosować na podrażnioną czy uszkodzoną skórę), Triethanolamine (TEA, regulator pH, może wysuszać i podrażniać, nie powinno się długotrwale stosować produktów z tym składnikiem), Disodium EDTA (chelator, wiąże metale ciężkie), Parfum (kompozycja zapachowa), Methylchloroisothiazolinone (kontrowersyjny konserwant, silnie uczulający, niezalecany w ciąży), Methylisothiazolinone (kontrowersyjny konserwant, uczulający, niezalecany w ciąży).

bielenda-zel-do-twarzy-wegiel

Podsumowując skład: początek jest ok, mamy mieszankę wody z nawilżającą gliceryną i łagodną substancją myjącą. Za to potem barwnik udający węgiel aktywny (węgla w ogóle nie ma w INCI!), kontrowersyjne substancje, choć trzeba przyznać, że w produkcie spłukiwanym narobią mniej szkód niż w kremie. Nie zalecałabym żelu węglowego kobietom w ciąży ani osobom z trądzikiem, szczególnie rozdrapanym (otwartymi rankami).

Carbon Black to nie jest węgiel aktywny

Carbon Black jest sadzą, która powstaje podczas spalania węglowodorów (różnego pochodzenia olejów, także ropy), a nie węgla. W kosmetykach stosowana jest jedynie jako barwnik i nie posiada cennych właściwości węgla aktywnego, które tak ładnie wypisał nam producent na opakowaniach! Carbon Black używany jest jako pigment np. w tuszach do rzęs oraz przemyśle drukarskim czy motoryzacyjnym.

zel-weglowy-bielenda

Żel węglowy Carbo Detox rzeczywiście jest czarny, co - jak już wiemy z INCI - zawdzięcza sporej ilości czarnego barwnika, a nie węglowi aktywnemu. Brudzi wszystko, na co skapnie, więc trzeba z nim uważać (na szczęście da się zmyć). Konsystencja lekko żelowa, całkiem przyjemna. Żel posiada sztuczny, słodkawy zapach, który do złudzenia przypomina mi kisiel. Niektórym się na pewno spodoba, niestety ja nie mogę się przyzwyczaić - po długim czasie używania naturalnych żeli takie aromaty mnie drażnią i rażą sztucznością (natomiast wiem, że to moje subiektywne "widzimisię"). Carbo Detox trochę się pieni po roztarciu z wodą (tworzy szarą pianę). Żel Bielendy dobrze domywa oleje (zwykle myję twarz dwuetapowo). Solo też dobrze myje buzię, ale potem czuję lekkie ściągnięcie skóry (czego nie ma po olejach). Plus za pompkę, dzięki której wygodnie dozuje się produkt. Ze względu na skład na pewno nigdy więcej go nie kupię. Nie zauważyłam, aby jakkolwiek wpływał na wydzielanie sebum czy matowienie skóry, to po prostu dobrze myjący produkt o czarnej barwie.

czarny-zel-konsystencja-bielenda

Bielenda, Carbo Detox, Oczyszczająca maska węglowa do cery suchej i wrażliwej (niebieska)

"Silnie detoksykuje i poprawia stan skóry. Innowacyjna formuła oparta na naturalnym aktywnym węglu szybko i skutecznie oczyszcza skórę. Ujędrnia i wzmacnia cienki, delikatny naskórek."
Sposób użycia: Nałożyć na czystą twarz, szyję i dekolt omijając okolice oczu. Zmyć letnią wodą po 10 minutach.
Kosztuje 2-3zł/8g/jedna saszetka.

Skład: Aqua (woda), Kaolin (glinka biała, najdelikatniejsza, polecana do skóry suchej i wrażliwej, oczyszcza, matuje, łagodzi stany zapalne, odżywia), Glycerin (gliceryna, nawilża), Carbon Black (czarny barwnik), Magnesium Aluminum Silicate (stabilizator formuły, zagęstnik), Chlorella Vulgaris Extract (ekstrakt z chlorelli; oczyszcza, pobudza mikrokrążenie, poprawia koloryt cery, zmniejsza zaczerwienienia, odżywia), Panthenol (łagodzi podrażnienia, koi), Allantoin (przyspiesza gojenie, łagodzi), Lactic Acid (kwas mlekowy, nawilża, reguluje pH), Xanthan Gum (zagęstnik), Polysorbate 20 (emulgator i detergent, nie nakładamy na uszkodzoną skórę), Polyacrylamide /C13-14 Isoparaffin/Laureth-7 (zagęstnik, może "zapychać" i podrażniać), Propylene Glycol (syntetyczny humektant, może podrażniać i powodować alergie), Ethylparaben (konserwant, paraben), DMDM Hydantoin (konserwant, donor formaldehydu), Chlorphenesin (konserwant, substancja zapachowa), Methylparaben (konserwant), Phenoxyethanol (konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa).

bielenda-maseczki-w-saszetce

Węglowa maseczka do skóry suchej i wrażliwej jest więc gotową mieszaniną wody z białą glinką, odrobiną gliceryny, zielonej chlorelli i czarnego barwnika. Zawiera kilka fajnych substancji łagodzących podrażnienia i kojących, ale w znikomych ilościach (już po barwniku i zagęstniku). Maseczka jest dobrze zakonserwowana (niestety kontrowersyjnymi substancjami). Znów początek ładny i brzydki koniec. Węgla aktywnego nie ma. 

Saszetka wystarcza dokładnie na jedno użycie - pokrywa całą twarz, szyję i część dekoltu (zależnie od grubości nałożonej warstwy). Maska węglowa z chlorellą posiada kolor bardzo ciemno szary, z delikatnie zielonkawym odcieniem (uwaga na brudzenie!). Konsystencja trochę zbyt lejąca, ale ze skóry już nie spływa, można w niej chodzić. Zapach do zniesienia, prawie niewyczuwalny. Maseczka po 10-15 minutach przysycha, więc dość trudno ją zmyć (maski glinkowe robię zwykle przed prysznicem, wtedy łatwiej się ich pozbyć ze skóry). Efekt? Minimalnie oczyszczona i rozjaśniona cera, co zapewne jest zasługą białej glinki. Mojej skóry nie podrażniła, ale nie mam cery bardzo wrażliwej, a tym bardziej suchej. UWAGA! Może powodować szczypanie oczu. Po zmyciu skóra była też lekko przysuszona, musiałam w miarę szybko ją tonizować i nawilżać.

Domowa maseczka z białej glinki do cery suchej i wrażliwej

Alternatywą jest o wiele skuteczniejsza i naturalna maseczka z białej glinki i węgla aktywnego kupionego w aptece (proporcje ze zdecydowaną przewagą glinki) z dodatkiem humektantów (np. kwasu hialuronowego, żelu aloesowego lub nawet gliceryny). Warto dodać też dwie łyżki sprawdzonego oleju np. z pestek malin czy śliwki, arganowego. Mieszamy wszystko do uzyskania gęstawej konsystencji bezpośrednio przed użyciem (można dodać trochę wody demineralizowanej) i cieszymy się lepszym efektem (i tańszym!).



Bielenda, Carbo Detox, Oczyszczająca maska węglowa do cery mieszanej i tłustej (zielona)

"Oczyszczająca maseczka o działaniu detoksykujacym. Dzięki zawartości naturalnego węgla aktywnego błyskawicznie poprawia stan skóry, szybko i skutecznie oczyszcza cerę z toksyn, odświeża i zwęża pory. Działa przeciwtrądzikowo i redukuje wydzielanie sebum".
Kosztuje ok. 2-3zł/8g/saszetka.

SkładAqua (Water), Kaolin (biała glinka), Glycerin (nawilża), Carbon Black (czarny barwnik), Magnesium Aluminum Silicate (zagęstnik), Illite (francuska glinka zielona, dobrze oczyszcza, dezynfekuje, zmniejsza pory, przyspiesza gojenie, rozświetla, regeneruje, odżywia), Montmorillonite (glinka zielona; rozjaśnia, wchłania nadmiar sebum, rozświetla, detoksykuje), Lactic Acid (nawilża), Xanthan Gum (zagęstnik), Polysorbate-20 (emulgator), Calcite (kalcyt, węglan wapnia, wchłania wilgoć), Polyacrylamide /C13-14 Isoparaffin/ Laureth-7 (zagęstnik), Propylene Glycol (sztuczny humektant), Phenoxyethanol (konserwant), DMDM Hydantoin (konserwant, donor formaldehydu, może uczulać i podrażniać), Methylparaben (konserwant), Ethylparaben (konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa), Butylphenyl Methylpropional (syntetyczny składnik kompozycja zapachowej, uczulający), Limonene (składnik kompozycji zapachowej, może alergizować).

weglowe-maseczki-do-twarzy

Na pierwszy rzut oka widać, że maseczki różnią się między sobą jedynie trochę. Wersja do skóry tłustej i mieszanej początek ma identyczny jak inne, potem dołącza trochę zielonej glinki oraz kompozycja zapachowa. Nadal w składzie znajdziemy kilka kontrowersyjnych substancji, za to nie użyczymy w nim węgla aktywnego (zastępuje go czarny barwnik).

Maska jest ciemno szara i po nałożeniu na skórę nie spływa (choć niewygodnie ją wyciągać z saszetki). Wystarcza na jedno użycie. Przez chwilę po nałożeniu trochę łzawiły mi oczy. Dość dobrze oczyszcza skórę, przysusza ewentualne zmiany (co zawdzięczamy glinkom), lekko zwęża pory. Zdecydowanie rozjaśnia zaczerwienienia (znów glinki, identyczny efekt uzyskuję po 100% glince zielonej). Zmiękcza skórę, przez co jest ona miła w dotyku (dokładnie ten sam efekt uzyskuję mieszając zieloną glinkę z "nietłustym" olejem np. konopnym, jojoba czy z pestek truskawki). Nie zauważyłam nic więcej.

Domowa maseczka z węglem aktywnym i zieloną glinka do cery tłustej

Alternatywą jest maseczka z zielonej glinki francuskiej zmieszanej z węglem aktywnym (do kupienia w aptece w kapsułkach) w proporcjach 5:1 + woda demineralizowana albo np. sok z aloesu (kosmetyczny). Warto dodać do mieszanki pół łyżki lekkiego oleju oraz łyżkę humektantów (żelu aloesowego, kwasu hialuronowego, gliceryny, żelu z siemienia lnianego - różnych albo jednego, w zależności od tego, czym dysponujecie). Bezpieczna i 100% naturalna maseczka o składzie idealnym dla cery tłustej i mieszanej. Dla bardziej zaawansowanych polecam dodanie do całości niacynamidu (wit. B3, do kupienia w sklepach z półproduktami kosmetycznymi), który genialnie wpływa na cerę tłustą, zanieczyszczoną, z rozszerzonymi porami i nadprodukcją sebum. Sprawdzona, działa!


Bielenda, Carbo Detox, Oczyszczająca maska węglowa do cery dojrzałej (różowa)

"Oczyszczająca maska poprawiająca stan skóry dojrzałej: cienkiej, szarej, pozbawionej jędrności i blasku. Oczyszcza, odświeża, wygładza i ujędrnia, doskonale nawilża. Błyskawicznie poprawia koloryt skóry, przywracając jej witalność i energię."
Kosztuje 2-3zł/8g/jedna saszetka.

Skład: Aqua (woda), Kaolin (glinka biała), Glycerin (nawilża), Carbon Black (czarny barwnik), Magnesium Aluminum Silicate (zagęstnik), Vitis Vinifera (Grape) Fruit Powder (proszek z czerwonych winogron, bogate źródło antyutleniaczy, ujędrnia, napina, odświeża skórę, ujednolica koloryt, łagodzi podrażnienia), Lactic Acid (nawilża), Xanthan Gum (zagęstnik), Polysorbate 20 (emulgator), Polyacrylamide /C13-14 Isoparaffin/ Laureth-7 (zagęstnik), Propylene Glycol (syntetyczny humektant), DMDM Hydantoin (konserwant, donor formaldehydu), Phenoxyethanol (konserwant), Methylparaben, Ethylparaben (konserwanty), Parfum (kompozycja zapachowa).

saszetki-maseczek

Znów skład oparty o białą glinkę, glicerynę i czarny barwnik (brak węgla aktywnego). Gdzieś dalej cenny ekstrakt z czerwonych winogron i kwas mlekowy, reszta to zagęstniki i konserwanty (wiele z nich może podrażniać!).

Maseczka węglowa jest ciemnoszara, dobrze się rozprowadza i trzyma skóry. Po 10-15 minutach przysycha i dość trudno ją zmyć (identycznie jak pozostałe). Po zmyciu efekt jest praktycznie bardzo podobny - lekko przysuszona i rozjaśniona cera, delikatnie przymknięte pory. Nie widzę ani nawilżenia, ani ujędrnienia, ani wygładzenia. Bardzo podobny efekt uzyskuję po glince białej lub czerwonej rozmieszanej tylko z wodą, co wychodzi dużo taniej i bezpieczniej. Maseczka węglowa do cery dojrzałej nie posiada w składzie tylu składników aktywnych, aby widocznie poprawić jędrność skóry.

kosmetyki-z-weglem-aktywnym

Węgiel aktywny w kosmetykach (Activated Charcoal, Charcoal Powder)

Jest tak cenny, ponieważ dzięki swojej strukturze świetnie przyciąga i wchłania zanieczyszczenia oraz toksyny ze skóry. Dodatkowo posiada umiejętność wchłaniania nadmiaru sebum oraz delikatnego usuwania zrogowaciałego naskórka. Poza tym działa antybakteryjnie, przeciwzapalnie, a także rozjaśniająco za zmiany skórne. Z tych względów jest szczególnie cenny dla skóry zanieczyszczonej, tłustej, mieszanej czy trądzikowej, ponieważ zwalcza zaskórniki, odświeża i łagodzi podrażnienia czy stany zapalne (krostki i niedoskonałości). Węgiel aktywny, czyli Activated Charcoal lub Charcoal Powder jest składnikiem naturalnym, przebadanym i delikatnym dla skóry. Nie podrażnia i nie narusza naturalnej bariery ochronnej skóry.Te wszystkie cenne właściwości wypisano na opakowaniach - natomiast w składzie widnieje jedynie czarny barwnik, pozbawiony jakiejkolwiek cechy poza barwieniem. Szkoda!

Jeżeli szukacie czegoś gotowego i nie chcecie się bawić w domowe mieszanie glinek i węgla aktywnego (do kupienia w aptekach, polecam kapsułki), to patrzcie na skład – szukajcie na opakowaniach takich składników jak: Charcoal, Bamboo Charcoal Powder, Charcoal Powder, Activated Charcoal – są one najbardziej wartościowe w tej kategorii.

Jeżeli szukacie fajnej maseczki z węglem aktywnym (tym prawdziwym) to skład gotowej saszetki nowej serii kosmetyków Sylveco DUETUS wygląda świetnie! Niestety jest też dwa razy droższa (6 zł), ale to nadal niewiele. Carbo Detox od Bielendy to niestety... farbowany lis.

Tołpa, Sebio, Maska Czarny Detox do skóry tłustej i wrażliwej

Szał na czarne maski z węglem trwa w najlepsze. Coraz więcej firm stawia także na maseczki glinkowe (to akurat popieram z całego serca). A już idealnie kiedy glinka jest zmieszana z węglem, ponieważ takie połączenie jest wręcz wymarzone dla cery tłustej, mieszanej lub zanieczyszczonej, a jednocześnie wrażliwej. Oczywiście trzeba czytać składy, ponieważ tym dobrym składnikom często towarzyszą mniej pożądane, a czasem i kontrowersyjne. Dzisiaj mam dla Was recenzję maski, która dobrze oczyszcza, zwęża pory, ujednolica koloryt i lekko rozjaśnia cerę, a przy tym nie zapycha.


czarny-detox-maska

Tołpa, Dermo Face, Sebio, Czarna maska do cery tłustej, zanieczyszczonej

Producent obiecuje, że maska normalizuje pracę gruczołów łojowych, przyczyniając się do zmniejszenia produkcji sebum. Dodatkowo zmniejsza rozszerzone pory, redukuje niedoskonałości i zmniejsza zaczerwienienia. Na stronie Tołpy maska kosztuje 33zł/40ml, natomiast można ją dostać taniej np. w Empiku (ok. 25zł). Warto zwrócić uwagę, że kosmetyk należy zużyć w ciągu 3 miesięcy od otwarcia.

tolpa-czarna-maseczka

Skład: Aqua (woda), Kaolin (biała glinka; pochłania zanieczyszczenia, toksyny i metale ciężkie, oczyszcza i nie podrażnia), Glycerin (gliceryna, nawilża), Bentonite (glinka bentonitowa; pochłania sebum, oczyszcza, matuje, zwęża pory, wygładza, przyspiesza gojenie wyprysków), Peat Extract (borowina, detoksykuje i oczyszcza, działa przeciwzapalnie i bakteriobójczo), Hydrolyzed Algin (alginian sodu; roślinny humektant - wiąże wilgoć w naskórku i zagęstnik)), Zinc Sulfate (siarczan cynku; przyspiesza gojenie ran, dezynfekuje), Disodium EDTA (chelator, wiąże metale ciężkie, dzięki czemu nie dostają się do skóry, kobiety w ciąży powinny ograniczać ilość tego składnika), Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer (polimer filmotwórczy; zagęstnik i stabilizator), Parfum (kompozycja zapachowa), Charcoal Powder (węgiel aktywny; oczyszcza, normalizuje pracę gruczołów łojowych, zmniejsza niedoskonałości), Polyglyceryl-10 Stearate (emulgator, uwaga - często stosowany może nasilić trądzik, lepiej nie stosowac na uszkodzoną skórę oraz przez kobiety w ciąży), Polyglycerin-10 (humektant, nawilża), Polyglyceryl-10 Myristate (detergent, emolient i emulgator, bardzo komedogenny, może "zapychać"), Sodium Dehydroacetate (syntetyczny konserwant, bardzo silny, nie podrażnia), Citric Acid (kwas cytrynowy, regulator pH), Phenoxyethanol (konserwant, lepiej nie używać wielu kosmetyków z tym składnikiem), Caprylyl Glycol (glikol kaprylowy; bezpieczny emolient tłusty, może nasilać trądzik, jeśli jest często używany).

sklad-maseczki-tolpa

Większość składu jest więc bardzo ładna i nieprzypadkowa. Kilka kontrowersyjnych substancji występuje w minimalnej ilości (już po Parfum, więc można wnioskować, że poniżej 1% składu). Maska to głównie połączenie wody, dwóch glinek, ekstraktu z torfu (borowiny), cynku i alginianu, a także odrobiny węgla aktywnego - wszystkich substancji, które wskazane są do cery tłustej, zanieczyszczonej, trądzikowej, z rozszerzonymi porami czy produkującej w nadmiarze sebum.

maska-z-weglem

Już kiedyś pisałam, że bardzo lubię te aluminiowe tubki, które chronią dodatkowo zawartość przed bakteriami i ograniczają kontakt z powietrzem, co pozytywnie wpływa na trwałość kosmetyku. Całość kupujemy oczywiście w kartoniku, a szata graficzna jest przyjemna dla oka (jakże modny teraz motyw monstery!). Sporo informacji możemy przeczytać jeszcze przed użyciem z opakowania.

idealna-maska-do-tlustej-skory

Maska Czarny Detox tak naprawdę jest detoksem szarym - pewnie ze względu na dużą zawartość białej glinki oraz niewielką ilość węgla w składzie. Jeśli jako dzieci bawiliście się tworzeniem barw i mieszaniem różnych kolorów to wiecie o co chodzi :) Pasta, bo taką ma konsystencję, jest w sam raz, nie spływa ze skóry i dobrze się jej trzyma. Konsystencją bardzo przypomina mi dobrze rozrobioną glinkę, z tym że tutaj niczego nie trzeba mieszać - produkt jest gotowy do nałożenia od razu po wyciśnięciu z tubki. Zapach jest zdecydowanie przyjemny, lekko kwiatowy i pudrowy, średnio intensywny. Wyraźnie sztuczny, utrzymuje się na skórze przez większą część zabiegu, choć mi akurat nie przeszkadza.

Na szczęście maseczka nie podrażnia mojej skóry, tak jak miało to miejsce w przypadku peelingu enzymatycznego z tej samej serii Tołpy. Do peelingu robiłam kilka podejść i za każdym razem odczuwałam niesamowicie silne pieczenie skóry, które nie ustępowało z czasem (jak powinno być), a nawet utrzymywało się po zmyciu kosmetyku jeszcze przez 5-10 minut. Wiem natomiast, że wiele osób jest  z niego bardzo zadowolonych, a skład też jest w miarę sensowny.

maseczka-konsystencja-tolpa

Należy pamiętać, że maseczki nie nakładamy na podrażnioną skórę i miejsca z rankami (np. rozdrapane krostki). Będzie piekło! Teoretycznie maskę Czarny Detox trzymamy na twarzy 10 minut do zaschnięcia (zasychając jaśnieje) - po 10 minutach maska faktycznie mocno zasycha, aż nie można mówić ;). Zmywamy ją letnią wodą (pomagam sobie wacikami nasączonymi wodą, zwykle wystarczają 3 sztuki). Zmywa się dość dobrze, ale zaznaczam, że mam w tym wprawę. Jeśli potraktujemy produkt jak maskę glinkową warto ją lekko spryskiwać, aby nie dopuścić jednak do zaschnięcia (mimo, że biała glinka jest najdelikatniejsza, po zaschnięciu potrafi podrażniać).

czarna-maska-relaks
Po zmyciu maseczki buzia jest niesamowicie gładka i miła w dotyku, a skóra mięciutka i lepiej oczyszczona. Pory delikatnie przymknięte, ale bez nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia (przynajmniej nie od razu). Ewentualne niedoskonałości są widocznie zmniejszone, przysuszone i jaśniejsze. Przy regularnym stosowaniu widzę zdecydowanie mniej zaskórników otwartych na nosie. Nie zauważyłam, aby "zapychała" pory. Maska ujednolica również koloryt, jeśli borykacie się z zaczerwienieniami, jak ja (głównie policzki) to warto spróbować. Efekt po jednym zabiegu utrzymuje się kilka godzin (standardowo). Wadą może być fakt, że jeśli nie nałożymy kolejnych kroków pielęgnacji w ciągu max. 10 minut możemy odczuć wzmożone uczucie ściągnięcia skóry oraz troszkę nieprzyjemne wysuszenie. Nie jest to produkt nawilżający, dlatego staram się zawsze w max. 5 minut skórę stonizować, a następnie nałożyć serum i krem - wtedy zdecydowanie nie odczuwam tych negatywnych skutków.

Podsumowując maska Tołpy z serii Sebio bardzo mi się spodobała. Mimo, że nie do końca jest to produkt naturalny, to większość składu faktycznie jest sensowna i skuteczna, dopasowana idealnie do cery tłustej i zanieczyszczonej. Działanie zdecydowanie spełnia moje oczekiwania. Znacie produkty Tołpy?

Clochee, Naturalne maseczki glinkowe - nawilżająca oraz oczyszczająca

Bardzo lubię naturalne maseczki do twarzy, szczególnie te na bazie glinek. Uważam, że najlepiej działają na moją mieszaną cerę, mocno przetłuszczającą się obecnie w strefie T (niestety po toniku z alkoholem błyszczenie wróciło, pisałam o tym w poście z rozczarowaniami, który podlinkuję niżej). Glinki mają szeroki zakres działania, fajnie zwężają pory, oczyszczają, odżywiają skórę. Na wyjazdy natomiast nie zabieram sypkich glinek, stawiam na gotowe, z dobrym składem, a najlepiej w saszetce (lekki bagaż i nie ryzykuję wylania/rozsypania). Stąd zainteresowanie glinkami Clochee, które znam w wersji nawilżającej oraz oczyszczającej.



clochee-maseczki

Clochee, Maseczka nawilżająca z czerwoną glinką

"Działa nawilżająco oraz poprawia koloryt cery. Czerwona glinka wspomaga naczynka krwionośne, oczyszcza z toksyn i zanieczyszczeń, odżywia i remineralizuje cerę. Idealna wersja dla cery suchej, naczynkowej, wrażliwej, ale także normalnej czy mieszanej."

maska-nawilzajaca-clochee

Saszetka składa się z dwóch oddzielnych części, każda po 6 ml. Jedna część spokojnie wystarcza na pokrycie całej twarzy, a więc saszetka wystarcza na dwa użycia. Kosztuje ok. 17 zł. Opakowanie łatwo się rozrywa, a glinka dość łatwo wychodzi z opakowania.  Maska delikatnie pachnie różą, subtelnie i nienachalnie. Kolor jest rudawy. Konsystencja dość gęsta, budyniowa, ale dobrze się rozsmarowuje, nie spływa ze skóry. Produkt nie szczypie w oczy, nie powoduje też łzawienia. Po 10-15 minutach należy zmyć ją letnią wodą.
  • Po zmyciu pozostawia skórę ładnie rozświetloną, wygładzoną, delikatnie nawilżoną i lepiej oczyszczoną. Efekt widać praktycznie od razu. Sprawia, że skóra jest pełna blasku, widocznie odżywiona oraz odświeżona. Nie farbuje skóry.

maska-nawilzajaca-clochee

Skład maseczki nawilżajacej z czerwoną glinką: Ascorbic Acid***, Tocopherol*, Benzyl Alcohol*, Salvia Sclarea Extract, Citric Acid**, Phytic Acid**, Pyrus Malus Extract**, Parfum**, Butylphenyl methylpropional, Dehydroacetic Acid*, Linum Usitatissimum Seed Extract**, Citronellol, Illite, Xanthan Gum**, Alcohol***, Sodium Citrate**, Propanediol, Caprylic/Capric Triglyceride**, Sodium Acrylates Copolymer, Lecithin**, Ascorbyl Palmitate***, Aqua**, Glycerin**, Sodium Hydroxide***, Kaolin, Hydroxymethylpentyl-3-cyclohexene-carbaldehyde
*Certified Organic, **Natural Raw Materials, ***Components of Natural Essential Oils


Skład maseczki oczyszczającej z glinką ghassoul: Alcohol***, Methylpropanediol, Aqua**, Ascorbyl Palmitate***, Leptospermone, Isoleptospermon, Sodium Benzoate**, Tocopherol*, Caprylic/Capric Triglyceride**, Glycerin**, Potassium Sorbate**, Parfum**, Sodium Acrylates Copolymer, Moroccan Lava Clay, Kaolin, Rosmarinus Officinalis Extract, Lecithin**, Salvia Sclarea Extract, Salicylic acid*, Flavesone, Salix Alba Bark Extract, Ascorbic Acid***, Citric Acid**
*Certified Organic, **Natural Raw Materials, ***Components of Natural Essential Oils


Clochee, Maseczka oczyszczająca z glinką ghassoul

"Idealna do cery problematycznej, tłustej, trądzikowej, ale i wrażliwej. Oczyszcza, rozjaśnia, matuje i lekko złuszcza skórę. Jednocześnie usuwa toksyny i dostarcza cennych minerałów."

maska-glinka-ghasshoul

Saszetka również składa się z dwóch oddzielnych komór, jednak zawartość z jednej części ledwo wystarcza na pokrycie połowy twarzy. Na całą musiałam zużyć obie i to nakładając naprawdę cienką warstwę.  Pachnie przyjemnie, lekko kwiatowo, ale zapach wydaje się sztuczny. Alkoholu nie wyczuwam. Maseczkę trudno się wyciska z opakowania, jest dużo bardziej klejąca niż wersja z czerwona glinką, przypomina miód. W szarawo-zielonej mazi widać ciemne, dość ostre drobinki. Maska dobrze się trzyma skóry, nie spływa z niej, nie zastyga. Od razu po nałożeniu czuję leciutkie ciepło, ale nie jest to nieprzyjemne. Po 10-15 minutach należy ją zmyć - masując skóry czuję, że drobinki dodatkowo ją peelingują.
  • Nie zauważyłam większego efektu po zmyciu - ani nie przymknęła porów, nie rozświetliła, ani nie oczyściła widocznie cery. Nie wyciszyła ani nie rozjaśniła czerwonych zmian skórnych. Wcale nie matowi! Na szczęście skóra nie jest podrażniona czy wysuszona, wręcz przeciwnie, wydaje się nawilżona, lekko napięta. Spodziewałam się jednak czegoś więcej.

naturalna-maseczka

Maseczki uważam za ciekawe, chętnie kupię jeszcze wersję z czerwoną glinką, bo działanie jest widoczne od razu po jej zmyciu. Oczywiście u Was wersja oczyszczająca może zadziałać zupełnie inaczej, niestety aby się przekonać trzeba spróbować samemu. Jeśli przeraża Was cena 17 zł za 1-2 zabiegi polecam też saszetki Vianka (ok. 5 zł) albo słoiczki Rapan Beauty (np. wersja mini 12 zł za dwa zabiegi).


Znacie kosmetyki marki Clochee? Polecacie jakieś szczególnie? Kuszą Was te maski?

Ava Eco Linea, ECOCERT, Tonik rewitalizujący i Maseczka całonocna

Kosmetyki AVA stały się ostatnio dość popularne, czemu wcale się nie dziwię. Marka szybko się rozwija, stale proponuje nowości i znana jest ze swoich aktywatorów młodości czyli różnorakich serów do twarzy z zawartością składników aktywnych (m.in. retinol, koenzym Q10, kolagen oraz wit. C, które kiedyś miałam i bardzo dobrze wpłynęło na moją skórę). Do dyspozycji mamy całą masę serii, a mnie najbardziej zainteresowała Eco Linea, ponieważ kosmetyki posiadają certyfikat ECOCERT i bardzo ładne składy. Dzisiaj chcę się z Wami podzielić opinią o toniku oraz samowchłaniającej się maseczce nocnej Ava.



eko-ava

Ava, Eco Linea, Tonik rewitalizujący

"Tonik przywraca skórze naturalne pH, dzięki czemu odzyskuje ona zdrowy wygląd. Dodatkowo delikatnie oczyszcza, odświeża i pielęgnuje skórę, działa też przeciwzapalnie i nawilżająco. Naturalne olejki eteryczne wzmacniają działanie antybakteryjne i nadają charakterystyczny, przyjemny zapach."

Opakowanie to przezroczysta, wyprofilowana butelka z atomizerem. Widać przez nią, że produkt posiada naturalny kolor. Atomizer jest bajeczny - nie zacina się, rozpyla na skórze idealną, drobną mgiełkę. Niech Was nie zmylą zdjęcia - w momencie pisania tej recenzji zużyłam ponad połowę produktu, nigdy nie piszę o kosmetykach, których nie poznałam dobrze :) Tonik kosztuje 47 zł/200 ml. Nie zawiera alkoholu - dla mnie to bardzo ważne po ostatniej przygodzie, o której niedawno pisałam.

ava-tonik-do-twarzy

Tonik Ava Eco Linea pachnie bardzo naturalnie i dla mojego nosa przyjemnie. Trochę cytrusowo, trochę lawendowo, nienachalnie. Rozpyla się idealnie, nie chlapiąc, a równomiernie pokrywając skórę cieniutką warstwą płynu. Jego głównym zadaniem jest oczywiście przywrócenie skórze neutralnego pH zaraz po jej umyciu (obecnie używam olejku do cery mieszanej Biolove + żelu Organique). Jednakże tonik dodatkowo doskonale chłodzi skórę, koi ewentualnie podrażnienia, nawilża, a dzięki zawartości olejków eterycznych pomaga zwalczać niechciane bakterie, które mogą powodować wypryski (mieszana czy tłusta cera stale jest na to narażona). Ma średnią wydajność, ale zastrzegam, że używam go dwa razy codziennie w sporej ilości na twarz (bo tak lubię, stosuję pielęgnację "na mokro"), dodatkowo często spryskuję nim także włosy, a nawet ciało (po goleniu), a i tak została jeszcze połowa opakowania. W porównaniu do toników bez atomizera to dobry wynik, ponieważ większość kończy mi się już po miesiącu. Podsumowując: uwielbiam ten tonik i kupię go jeszcze nieraz!

tonik-ecocert

Skład: oparty na wodzie i organicznym hydrolacie lawendowym. Zawiera wiele cennych ekstraktów (z prawoślazu lekarskiego*, z imbiru*, z rumianku,* z zielonej herbaty,*), witaminę E*, naturalne olejki eteryczne: z trawy cytrynowej i lawendowy, naturalny emulgator oraz bezpieczne konserwanty. 
99% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego. Skład jest bardzo ładny, jedynie osoby z alergią powinny uważać na składniki zapachowe.
 *składniki pochodzące z upraw ekologicznych z certyfikatem Ecocert

sklad-toniku-ava-eco

Ava, Eco Linea, Rewitalizująca maseczka samowchłaniająca się

"Intensywnie pielęgnuje, wzmacnia procesy regeneracyjne oraz wygładza. Pozwala zachować skórze prawidłowy poziom nawilżenia. Działa rewitalizująco na głębsze warstwy skóry, poprawia elastyczność i napięcie. Chroni skórę przed starzeniem, redukuje stany zapalne i odżywia. Daje szybką i widoczną poprawę stanu skóry."" Kosztuje 52 zł/30 ml.


Skład: Oparty na wodzie i organicznym hydrolacie lawendowym. Dalej m.in. oliwa z oliwek, gliceryna roślinna, skwalan roślinny, ekstrakty roślinne (z prawoślazu lekarskiego*, z imbiru*, z rumianku*, z zielonej herbaty*), emulgatory i emolienty z oliwy z oliwki europejskiej*, wosk z kwiatów mimozy, witamina E*, naturalne olejki eteryczne: z trawy cytrynowej i lawendy, naturalny zagęstnik ze skrobi kukurydzianej*, bezpieczne konserwanty.
99% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego. Skład jest bardzo ładny, jedynie osoby z alergią powinny uważać na składniki zapachowe.
*składniki pochodzące z upraw ekologicznych z certyfikatem Ecocert

sklad-maseczki-calonocnej

W kartoniku znajdziemy szklaną butelkę z korkiem. Podoba mi się, że butelka jest przezroczysta, zawsze wiem ile produktu jeszcze zostało (trzymam ją w ciemnej szafce w łazience). Lubię również produkty z pompką, o czym pisałam nieraz - to higieniczne rozwiązanie, które minimalizuje dostęp powietrza i bakterii do kosmetyku, a przy okazji jest wygodne. Dozowanie jest bardzo proste, wystarczy wycisnąć odpowiadającą nam ilość maseczki na rękę i rozprowadzić ją palcami na oczyszczonej i stonizowanej skórze. Konsystencja jest typowo kremowa, średnio gęsta, więc nie spływa z twarzy. Zapach bardzo delikatny i naturalny, wyczuwam w nim olejki eteryczne. Stosuję maseczkę 1-2 razy w tygodniu, zawsze na noc i zauważyłam, że wydajność jest znakomita.


Maseczkę samowchłaniającą traktuję po prostu jak krem na noc, ponieważ nie trzeba jej zmywać - wklepuję ją w skórę przed pójściem spać, a rano cieszę się świeżą, promienną cerą. Maska nie "zapycha" (przynajmniej mnie, ale pamiętajcie, że to indywidualna sprawa), nie powoduje powstawania zaskórników ani nie podrażnia skóry. Po wklepaniu dość szybko wnika w skórę pozostawiając ją matową. Dopiero po ok. 1h widać, że skóra lekko błyszczy, jednak nie pozostawia lepkiej czy tłustej warstwy (posiadam mieszaną cerę). Maseczka świetnie nawilża i regeneruje skórę, rano jest ona pełna blasku, lepiej ujędrniona i widocznie wypoczęta. Odkąd ją stosuję, moja cera szybciej wraca do ładnego wyglądu (po przygodzie z alkoholem w kosmetykach). Zaczerwienienia po wypryskach widocznie bledną, pory są lekko przymknięte, a skóra w ciągu dnia zdecydowanie mniej się błyszczy.

Uważam, że maseczka to również świetny kosmetyk do dłoni, oczywiście jeśli Wam nie szkoda jej tak używać - przyspiesza regenerację i przywraca nawilżenie, a przy tym nie jest tłusta i nie zostawia nieprzyjemnej warstwy. Już po dwóch użyciach (dwie noce pod rząd) moje dłonie były idealnie miękkie, nawilżone i nie swędziały (tu z kolei przygoda z nowym detergentem).


Podsumowując jestem bardzo za! Oba produkty mają fajny skład, oparty na organicznym hydrolacie z lawendy oraz certyfikowanych ekstraktach roślinnych. Opakowaniom też nie mam nic do zarzucenia - są ładne i funkcjonalne. Naturalne zapachy i fajna konsystencja maseczki to kolejne plusy. Jednak najważniejsze jest działanie, a tego nie mogę im odmówić - oba produkty przyczyniły się do powrotu mojej skóry do stanu równowagi. Obecnie już jestem bardzo blisko prawidłowego nawilżenia, a kosmetyki Avy bardzo mnie w tym wspierają.

Znacie produkty Ava? Mieliście kosmetyki z serii Eco Linea z certyfikatem? Spotkaliście się z maseczką samowchłaniającą się lub całonocną?

Kosmetyki naturalne i z dobrym składem, które mnie rozczarowały

Odkąd czytam składy coraz łatwiej jest mi kupić kosmetyki, które odpowiadają potrzebom mojej skóry. Wiem czego unikać i w jakiej kolejności ich używać. Zdarza się jednak, że skuszę się na coś nie do końca przekonana składem lub naczytam zachwytów i kupię produkty pod wpływem czyjegoś zdania. Zwykle jestem zadowolona, jednak w ostatnim czasie nazbierało się kilka kosmetyków, które mają całkiem przyjemne składy, a mimo to z różnych względów mnie rozczarowały i się nie sprawdziły. Zaznaczę, że to moje subiektywne opinie i komuś te kosmetyki mogą bardzo odpowiadać. Nie ma produktów idealnych dla wszystkich :)



Alterra, Płyn micelarny z żurawiną BIO

Płyn przeznaczony do demakijażu, do każdego rodzaju cery. Skład wydaje się ok. Wysoko w INCI znajduje się oczywiście alkohol, który jest dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych (o ile jest pochodzenia naturalnego, tutaj producent wskazuje nawet na certyfikowaną uprawę organiczną). Płyn niemiłosiernie nim śmierdzi. Z alkoholem jest ten problem, że wysusza skórę - niby szybko odparowuje (jeśli damy mu chwilę) i jest dobrym, naturalnym konserwantem oraz działa antybakteryjnie, ale jednak minusów jest więcej. Przede wszystkim płyn szczypie w oczy i ściąga skórę tak bardzo, że jest to aż niekomfortowe. Przy dłuższym używaniu moja cera się wysusza, pojawiły się suche skórki. Oczywiście po demakijażu płynem micelarnym myję jeszcze skórę pianką lub żelem, jednak czasem potrzebuję w tzw. międzyczasie coś jeszcze załatwić, a w tym przypadku jak najszybciej muszę umyć skórę, inaczej mam wrażenie, że zwariuję przez to uczucie ściągnięcia. Jestem niewolnikiem tego płynu, więc nie jest komfortowy w użytkowaniu. Makijaż zmywa całkiem ok, może bez efektu wow, ale znam gorsze produkty. Mimo wszystko z powyższych względów nie kupię go nigdy więcej i jestem rozczarowana jego "mocą"- szkoda, bo cena i dostępność bardzo kuszą. Kosztuje 9zł/150ml, ale często jest w promocji. Swój kupiłam za 6zł.

Alterra, Tonik do twarzy z lilią wodną

Ponownie pojawia się sprawa alkoholu już na drugim miejscu w INCI. W przypadku toniku sytuacja jest jeszcze gorsza, ponieważ tonik z założenia zostawimy na skórze, nie zmywamy go już. Oczywiście produkt śmierdzi alkoholem, który może pochodzi w certyfikowanych upraw, ale nie zmienia to faktu, że wysusza i bardzo ściąga skórę. Pomimo gliceryny i kilku ekstraktów moja cera znacząco się pogorszyła, pojawiły się suche skórki i dyskomfort, cera się trochę uwrażliwiła m.in. na zmiany temperatur (mocniej się czerwieni). Początkowo łatwo zauważyć, że skóra dłużej jest matowa, jednak już po kilkunastu użyciach zaczyna się błyszczeć mocniej niż przedtem. Poza tym tonik zawiera łagodne i naturalne, ale jednak substancje myjące, które niekoniecznie powinny znajdować się w kosmetyku niespłukiwalnym. Biorąc pod uwagę, że rolą toniku jest tonizowanie (regulacja pH skóry) i ewentualnie nawilżanie, kompletnie nie rozumiem po co znajdują się w nim jeszcze substancje myjące. Zmęczyłam połowę toniku przez kilka tygodni, bo nie lubię wyrzucać produktów. Używam go sporadycznie i na pewno więcej nie kupię. Kosztuje ponad 10zł/150ml, często jest w promocji.

POLECAM


Rival de Loop, Tonik odżywczy do skóry suchej i wrażliwej

Kolejny tonik z Rossmanna i kolejne rozczarowanie. Przede wszystkim jest to tonik, który równie dobrze może służyć do lekkiego demakijażu, ponieważ już na trzecim miejscu w INCI zawiera łagodny dla skóry detergent. Przez to tonik bardzo się pieni! Poza tym skład jest do przyjęcia i nawet może bym go używała właśnie do demakijażu, gdyby nie obrzydliwy zapach. Rzadko kiedy aromaty kosmetyków odrzucają mnie na tyle, że nie jestem w stanie ich używać, ale ten jest zwyczajnie nie do zniesienia. Wielki plus za brak sztucznej kompozycji zapachowej, jednak ja nie mogę go używać. Kosztuje 4,50zł/200ml.

Składy powyższych kosmetyków (od lewej): Rival de Loop Tonik odżywczy, Alterra Tonik, Alterra Płyn micelarny


Termissa, Woda termalna z Podhala

Kiedy tylko zobaczyłam tą wodę wiedziałam, że muszę ją kupić. Polska woda termalna, coś pięknego! Jak może pamiętacie stosuję metodę pielęgnacji "na mokro", gdzie każdą kolejną warstwę nakładam na wilgotną od poprzedniej warstwy skórę i w związku z tym często stosuję wody termalne oraz hydrolaty. Niestety trafił mi się chyba feralny egzemplarz, udało mi się tylko raz ładnie rozpylić mgiełkę, zaraz potem atomizer się zepsuł, w ogóle nie psika, a woda jedynie kapie po butelce. Dodatkowo produkt posiada ciemno różową barwę, a podobno powinna być ewentualnie delikatnie różowa ze względu na rozpuszczone minerały. Jestem bardzo zawiedziona, nowa, ciekawa marka, a jednak produkty niedopracowane. Szkoda! Kosztuje 18-20zł/150ml.
Skład: Woda termalna z Podhala, Nitrogen, Benzyl Alcohol (and) Salicylic Acid (and) Glycerin (and) Sorbic Acid***, Sodium Hydroxide. 


Babuszka Agafia, Maseczka do twarzy tonizująca Dourska

Te saszetki podbiły wiele serc, więc oczywiście ja również musiałam je poznać. Wersja tonizująca jest pierwszą, jaką kupiłam. Maseczki są bardzo tanie, ich ceny wahają się w granicach nawet 4-5zł/100ml. Jedna saszetka spokojnie wystarcza na kilka, jeśli nie kilkanaście użyć. Składy wydają się również ok (na zdjęciu poniżej). Niestety ta wersja kompletnie nic nie robi - nie zauważyłam ani zmiękczenia, ani nawilżenia. Do tego jest mocno naperfumowana, aż boli mnie od niej głowa i moment zmycia jej po 10 minutach witam z prawdziwą ulgą. Niestety zapach utrzymuje się jeszcze dłuższą chwilę na skórze. Zauważyła również, że powoduje zaczerwienienie skóry, być może coś mnie w niej uczula, choć patrząc na pojedyncze składniki nie mam pojęcia co - nigdy dotąd nie zauważyłam, aby moja skóra źle reagowała na któryś z nich.


W składzie wysoko znajdują się emolienty, nawilżająca gliceryna, roślinne ekstrakty oraz biała glinka, więc jest ok. Zdecydowanie dalej znajdziemy także SCS - detergent (po co?), zagęstniki i składniki kompozycji zapachowej. Jestem ciekawa czemu maseczka zawdzięcza bladoróżową barwę, gdyż w składzie nie wykazano barwników. Generalnie coś mi się tu nie zgadza - delikatnie mówiąc.
Z kosmetyków Babuszki nie zawsze jestem zadowolona, dla mnie ta marka to wielka loteria. Pisałam o nich już kilkakrotnie na blogu. Przykładowo:

POLECAM


NIE POLECAM



Palmer's, Kokosowy balsam do ust

Nie będę się rozwodzić - ten balsam bardziej wysusza usta niż je nawilża, natłuszcza czy chroni. Przez czas, w którym go używałam moje usta były w tragicznym stanie, a i skóra wokół była zaczerwieniona i podrażniona (od wiatru, mrozu). Przyjemnie pachnie kokosem, ma dobry skład i dobrze się rozprowadza, ale co z tego, skoro to jedyne zalety? Opakowanie wykręca się bez zarzutu. W składzie znajdziemy m.in.olej kokosowy, olej monoi, olej makadamia, olej ze słodkich migdałów, masło shea i kakaowe, olej słonecznikowy i filtry. Nie zawiera parafiny. Kosztuje w granicach 8-11zł/4g.


Organique, Serum do twarzy i ciała

Lekki żel, który niby szybko się wchłania, a jednak potwornie się lepi. Nawilża bardzo słabo, skóra woła o inny produkt, jednak często kolejno nałożone balsamy czy masła zwyczajnie się na nim wałkują i dłużej wchłaniają. Opakowanie jest świetne, ale za cenę 45zł/100ml czyli niewielkich rozmiarów buteleczkę, kupić go nie warto. Więcej pisałam o nim w recenzji poniżej (tam też jest skład):


Unani, Dermo Defense Face Mask, Maseczka do twarzy z aloesem

Lekka, żelowa maseczka o delikatnym zapachu, która do złudzenia w działaniu przypomina żel aloesowy. Dobrze się rozprowadza i dość szybko wchłania, dając uczucie lekkiego chłodu. Maskę należy zmyć po 10 minutach wodą i przetrzeć skórę tonikiem. Najlepszej stosować ją 1-2 razy w tygodniu. Zawiera głównie: sok z aloesu na pierwszym miejscu w INCI (nawilża, łagodzi podrażnienia, koi, ale może też uczulać!), potem wodę, propanediol (nawilża), ekstrakt z czużycy (CeresoftTM, wzmacnia skórę od wewnątrz, zmniejsza nadreaktywność skóry wrażliwej), glicerynę (nawilża), ale też kontrowersyjne substancje (m.in. donor formaldehydu). Skład niby fajny, a jednak nie do końca. Kosztuje ok. 50zł/125 ml i posiada świetną, aluminiową, higieniczną butelkę przypominającą dezodorant z pompką.
Skóra po zmyciu maseczki jest ukojona i lekko nawilżona, pełna blasku. Maska nadaje się do wszystkich rodzajów skóry, nie zapycha, mnie nie podrażniła (nie mam alergii na aloes). Stosuję ją raz w tygodniu, czasem nakładam także na wilgotne włosy pod emolienty. Właściwie działa bardzo podobnie do żelu aloesowego, a jest mniej wydajna i dlatego więcej jej nie kupię.

POLECAM



Znacie któryś z powyższych kosmetyków? Jakie są Wasze ostatnie rozczarowania kosmetyczne?
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj