Biolaven - lekkie, tanie produkty do pielęgnacji włosów i skóry głowy bez spłukiwania

Niektóre czasopisma kobiece oferują nam nieraz dodatki w postaci kosmetyków. W takiej sytuacji możemy o wiele taniej kupić produkty, których jeszcze nie znamy. Dokładnie w ten sposób kupiłam kiedyś "Zwierciadło" z aż dwoma kosmetykami polskiej marki Biolaven, marki Sylveco.

 

Biolaven charakteryzuje się dość intensywnym zapachem słodkich winogron i lawendy (zapach lawendy pochodzi z olejku eterycznego) i to jest ważna informacja - trzeba ten  zapach lubić! Miałam już wcześniej produkty Biolaven np. genialny krem do twarzy na noc, świetny balsam do ciała, żele, więc wiedziałam czego się spodziewać.


W czasopiśmie znalazłam dwa niby podobne, a jednak całkowicie inne pod względem składu produkty: dość prosty tonik na bazie octu winogronowego oraz odżywkę-mgiełkę pełną substancji aktywnych. Czym różnią się te kosmetyki Biolaven? Oba przeznaczone do każdego rodzaju włosów.

biolaven-wlosy-dzialanie-rezultaty
 

BIOLAVEN, ODŻYWKA-MGIEŁKA do włosów i skóry głowy - recenzja, opinie

Mój absolutny faworyt w tym zestawieniu to ODŻYWKA-MGIEŁKA do włosów i skóry głowy z bardzo fajnym składem Biolaven! Zawiera m. in. mieszankę kilku aminokwasów, humektantów, łagodzącego panthenolu i lekkich emolientów (np. olej z pestek winogron, z pachnotki i oliwę), a także antybakteryjny olejek eteryczny z lawendy. Świetny skład za taką cenę!

ODŻYWKA-MGIEŁKA bardzo łatwo się aplikuje - wystarczy spryskać. Osobiście używam jej zarówno na włosy, jak i bezpośrednio na skórę głowy od razu po myciu jak wcierkę, choć można wedle potrzeb wybrać tylko jeden sposób. Mgiełka  nie przyspiesza przetłuszczania, a jest duża szansa, że odżywia i wzmacnia cebulki włosów oraz samą skórę. Zauważyłam, że włosy nie wypadają mi tak, jak rok temu o tej porze roku (wczesna jesień). Na długości jako odżywka bez spłukiwania pięknie nabłyszcza i zmiękcza, ułatwia rozczesywanie - bardzo łatwo zauważam to działanie, bo jest w zasadzie natychmiastowe. Pachnie jak cała seria winogronem z lawendą, dla mnie pięknie, ale jak pisałam - trzeba to lubić, bo zapach dłuższą chwilę się utrzymuje.

SKŁAD: Aqua, Polyglyceryl-4 Caprate, Propanediol, Panthenol, Mannitol, Arginine, Serine, Sucrose, PCA, Citrulline, Glycogen, Histidine HCI, Alanine, Threonine, Glutamic Acid, Lysine HCI, Olea Europaea Fruit Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Perilla Frutescens Seed Oil, Isoamyl Cocoate, Saccharide Isomerate, Citric Acid, Sodium Citrate, Lactic Acid, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Lavandula Angustifolia Oil, Geraniol, Linalool, Limonene.


biolaven-tonik-wlosy-opinia

BIOLAVEN, Tonik z octem winogronowym do włosów - recenzja, opinie

TONIK z octem winogronowym Biolaven stosuję co ok.1,5-2 tyg. na długość jako BS, nie częściej. Bardzo ładnie wygładza i nabłyszcza włosy, ale nie chcę ich "przekwasić" i nabawić się potencjalnych problemów na długości (warto obserwować jak reagują na to włosy, czy nie robią się np. suchsze). Najczęściej stosuję tonik na skórę głowy - jako delikatny peeling "enzymatyczny". Używam go wtedy przed myciem na 5 minut, co kilka dni, nie przesadzam z częstotliwością. Ma dużo prostszy skład, oprócz octu zawiera m.in. panthenol i olejek lawendowy. Pachnie podobnie jak cała seria, jednak przebija coś lekko kwaskowatego w tle (przynajmniej ja to wyczuwam).

SKŁAD: Aqua, Acetum, Polyglyceryl-4 Caprate, Polyglyceryl-6 Caprylate, Panthenol, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Lavandula Angustifolia Oil, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Geraniol, Linalool, Limonene, Parfum.

 

Oba produkty Biolaven kosztują ok. 29 zł/150 ml, choć łatwo kupić je dużo taniej online. Opakowania plastikowe, proste, posiadaj atomizery, które są sporym ułatwieniem w aplikacji.


biolaven-mgielki-do-wlosow

 

Najchętniej wrócę do mgiełki, bo jest bardziej uniwersalna i ma bogatszy skład!

Naturalne kremy do rąk: Nacomi, Biolaven, Yope, Equilibra, Vianek, Kafe Krasoty

Krem do rąk to kosmetyk, który jest zawsze ze mną. W ciągu dnia wielokrotnie myję dłonie, a to niestety negatywnie wpływa na stan skóry, wysusza ją i narusza naturalną warstwę ochronną. Dłonie robią się z czasem szorstkie, niemiłe w dotyku, a nawet mogą popękać, choć najgorsze i tak jest uczucie ściągnięcia i suchości. Uczucie to pogłębia się wraz z chłodem, dlatego staram się temu zapobiegać regularna i konsekwentną pielęgnacją. Raz w tygodniu sięgam po peelingi - masuję dłonie scrubem do ciała, twarzy lub specjalnie przeznaczonym do rąk (malinowy peeling Biolove z Kontigo czy żurawinowy peeling Cztery pory roku). Na co dzień natomiast stosuję kremy i to zarówno w ciągu dnia, jak i na noc. Dzisiaj mam dla Was przegląd naturalnych kremów do dłoni bez parafiny, jakich ostatnio używałam wraz z krótką recenzją i oczywiście składem. Zapraszam.



Biolaven, Krem do rąk odżywczy

Biały krem o zapachu słodkich winogron z lawendą w tle (taki sam jak całej serii). Plastikowa tubka z korkiem na klik, łatwa w użyciu i wygodna. Konsystencja kremu Biolaven jest dość lekka, dobrze się rozprowadza i szybko wchłania. Słyszałam, że krem dla wielu osób jest zbyt lekki, natomiast dla mnie jest świetny! Na pewno nie jest to krem na duże problemy i już przesuszoną, popękaną skórę, ale jako ochrona zadbanej skóry sprawdza się doskonale. Na dzień nakładam tylko odrobinę, dzięki czemu szybko wnika w skórę i nie jest tłusty. Wystarczająco długo trzyma nawilżenie i chroni dłonie przed czynnikami zewnętrznymi (dłużej niż Yope). Na noc nakładam grubszą warstwę, którą następnie dokładnie wklepuję w skórę, czasem nakładam też rękawiczki - rano dłonie są zregenerowane, nieprzesuszone i miękkie. Kosztuje ok. 16 zł/100ml w cenie regularnej.

Skład: Aqua, Glycine Soja Oil, Glycerin, Butyrospermum Parkii Butter, Vitis Vinifera Seed Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Urea, Lecithin, Squalane, Persea Gratissima Butter, Cetyl Alcohol, Xanthan Gum, Lavandula Angustifolia Oil, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum.

naturalny-krem-biolaven-konsystencja

Nacomi, Krem do rąk odmładzający z olejem arganowym (niebieski)

Przepięknie pachnie i to jest jego zaleta - umila aplikację. Zapach nie jest mocny i raczej sztuczny, ale zdecydowanie słodki i przyjemny. Początkowo nie byłam zadowolona z odmładzającego kremu do rąk Nacomi, ponieważ mimo bogatego, naturalnego składu jest on bardzo lekki. Po kilku użyciach bardzo go jednak polubiłam, z tym że zdecydowanie jest to krem na dzień dla niewymagającej skóry. Posiada lekko żelową konsystencję, która szybko się wchłania i nie tłuści. Na dzień wystarczy nałożyć cienką warstwę, na noc grubą i dobrze wklepać. Pozytywnie wpływa także na paznokcie i skórki. W cenie regularnej kosztuje ok. 11-15 zł/85ml (ja kupiłam w promocji za 5zł w Hebe).

Skład: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Argania Spinosa Kernel Oil, Cetyl Alcohol, Panthenol, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Tocopheryl Acetate, Stearic Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Lauroyl Glutamate, Parfum, Dehydroacetic Acid.

dobre-kremy-do-dloni

Nacomi, Krem do rąk odżywczy z olejem Incha Inchi (różowy)

Ze wszystkich poznanych przeze mnie kremów do rąk Nacomi wersja różowa jest najmniej nawilżająca. Zdecydowanie nie nadaje się na noc, mam wrażenie, że nałożony grubszą warstwą bardziej wysusza niż nawilża. Pozostawia na skórze tłustawą warstwę, więc w ciągu dnia trzeba go wklepać naprawdę niewiele, aby nie zatłuścić wszystkiego dookoła. Typowy krem, który chroni dłonie tylko do kolejnego mycia - potem ponownie trzeba je posmarować, więc działanie jest bardzo krótkotrwałe. Bardziej natłuszcza skórę, niż nawilża, więc podejrzewam, że najlepszy będzie na mrozy pod rękawiczki - zabezpieczy dłonie przed zimnem. W lecie nie ma racji bytu, bardziej denerwuje niż pomaga. Zapach delikatny, słodkawy, sztuczny i nienachalny. Cena regularna 11-15zł/85ml.

Skład: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Persea Gratissima Oil, Cetyl Alcohol, Panthenol, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Plukenetia Volubilis Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Stearic Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Lauroyl Glutamate, Parfum, Dehydroacetic Acid, Benzyl Salicylate, Limonene, Linalool, Citronellol, Citral, Geraniol.


Nacomi, Krem do rąk intensywnie nawilżający z olejem kokosowym (biały)

Bardzo mocno naperfumowany krem, co może być zarówno zaletą, jak i wadą - zależnie co lubicie. Zapach nie jest naturalny, jest typowo perfumeryjny, trochę kwiatowy, trudno go określić. Naturalny krem o świetnej konsystencji, bardziej kremowej niż żelowej. Łatwo się rozprowadza i dość dobrze wchłania, pozostawia jednak na skórze cienką, niezbyt tłustą warstwę ochronną (nie wchłania się całkowicie). Dzięki temu nadaje się idealnie na jesienne chłody, a także na noc, choć i w ciągu dnia się sprawdzi - zależnie od użytej ilości. Szczerze mówiąc gdyby nie nazbyt intensywny zapach, który po dłuższym używaniu zwyczajnie męczy, mógłby stać się jednym z moich ulubieńców :) Standardowa cena ok. 11-15zł/85ml, ja kupiłam w Hebe za 5zł i w tej cenie warto spróbować.

nawilzajacy-naturalny-krem-do-rak

Skład: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Cocos Nucifera Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Cetyl Alcohol, Panthenol, Persea Gratissima Oil, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Tocopheryl Acetate, Stearic Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Lauroyl Glutamate, Parfum, Dehydroacetic Acid.


Kafe Krasoty, Le cafe de beaute, Krem do rąk regenerujący z olejem awokado

Bardzo tani i bardzo dobry krem do rąk o naturalnym składzie. Posiada genialną, kremową konsystencję, która szybko się wchłania. Jest odpowiednio gęsty, dla mnie wręcz idealny! Krem zabezpiecza dłonie przed czynnikami zewnętrznymi i to bez nieprzyjemnej, tłustej warstwy. Bardzo dobrze i długotrwale nawilża. Miękka tubka z korkiem na klik. Pachnie delikatnie, trochę ziołowo, ale niemęcząco. Można go kupić już od 5zł/75ml.


Skład: Aqua, Camelia Sinensis (Green Tea) Extract (ekstrakt zielonej herbaty), Persea Americana Oil (olej avocado), Theobroma Сacao Butter (masło kakaowe), Glycerin (gliceryna roślinna), Glyceryl Monostearate, Caprylic / Capric Triglycerides, Orbygnia Speciosa (Babassu) Butter (masło babassu), Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Xanthan Gum, D-panthenol (prowitamina В5), Perfume, Citric Acid, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol.


Yope,  Krem do rąk nawilżający Herbata mięta

Krem w tekturowym opakowaniu (moim zdaniem zupełnie zbędnym) i aluminiowej tubce. Lubię aluminiowe opakowania, ponieważ dzięki niemu producent zwiększył trwałość kremu (tuba nie zasysa powietrza z powrotem). Korek średnio wygodny, czasem mam kłopot z jego dokładnym zakręceniem. Standardowa cena to aż 30zł/100ml.

naturalny-krem-rak-yope

Herbaciany krem do rąk Yope pachnie obłędnie pięknie - do tego stopnia, że lubię ciągle wąchać wysmarowane nim dłonie :) Zapach miętowej herbaty z nutą słodkich kwiatów - cudo! Konsystencja po wydobyciu z tubki wydaje się treściwa i gęsta, jednak bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze. To idealny krem w ciągu dnia, ponieważ dobrze nawilża, ładnie pachnie i nie przeszkadza w pracy - nie zostawia śladów na dokumentach. Jednak nawilżenie szybko znika po myciu rąk, jest bardzo powierzchowne. Krem Yope jest badzo wydajny, wystarczy niewielka ilość do pokrycia całych dłoni. Na noc jest zdecydowanie za słaby solo. Jest to typowy krem nawilżający, więc przy dużych problemach ze skórą nie pomoże, więc wiele osób na niego narzeka (zwłaszcza patrząc na cenę). Skład oczywiście naturalny.


Skład: Aqua, Olea Europaea Fruit Oil, Glycerin, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Cetearyl Glucoside, Sorbitan Olivate, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glyceryl Stearate, Isononyl Isononanoate, Cetearyl Alcohol, Phenoxyethanol, Tocopheryl Acetate, Argania Spinosa Kernel Oil, Camellia Sinensis Leaf Extract, Mentha Piperita Leaf Extract, Parfum, Xanthan Gum, Lactic Acid, Ethylhexylglycerin, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citronellol, Geraniol, Limonene, Linalool.

recenzja-kremu-yope-herbata

Vianek, Odżywczy krem do rąk z ekstraktem z chmielu (pomarańczowy)

Wygodna, miękka tubka z korkiem na klik. Pomarańczowy krem do rąk Vianka jest bardzo lekkim, nawilżającym kremem. Dzięki temu szybko się wchłania, nie pozostawia żadnej nieprzyjemnej warstwy i świetnie sprawdza się na dzień. Na noc był dla mnie zbyt lekki, tym bardziej nie pomoże przy mocno przesuszonej skórze. Przy regularnym używaniu wspomaga regenerację skóry. Pięknie pachnie morelami. Standardowo kosztuje ok. 15zł/75ml.

Skład: Aqua, Glycine Soja Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Glycerin, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Mel Extract, Hippophae Rhamnoides Oil, Humulus Lupulus Cone Extract, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Lecithin, Cetearyl Alcohol, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum.

vianek-krem

Equilibra, Nawilżający krem do rąk z aloesem 40%

Aloesowy krem do rąk otrzymamy w miękkiej tubce z wygodnym korkiem na klik. Pachnie oczywiście aloesowo, delikatnie. Konsystencja jest dość lekka, ale bardziej treściwa niż Vianka. Szybko się wchłania, pozostawia jednak wyczuwalną warstwę na skórze - na szczęście nietłustą. Dobrze nawilża skórę i utrzymuje to nawilżenie dłużej niż do kolejnego mycia rąk. Przyspiesza regenerację dłoni, nadaje się też na noc (grubsza warstwa). Bardzo przyjemny krem, uniwersalny. Cena regularna 10-13zł/75ml.


Wiem, że na zdjęciu jest jeszcze jeden rosyjski krem do rąk (żółty po lewej), ale miałam go już dość dawno temu i nie mogę zidentyfikować nazwy. Pamiętam, że był całkiem fajny na dzień i na noc, pozostawiał delikatnie tłustawą warstwę, ale skład nie był w 100% naturalny.

equilibra-krem-z-aloesem

Z kremami do rąk bywa różnie - zależnie czego oczekujemy. Osobiście nie przeszkadza mi, że na dzień używam innego kremu niż na noc, ponieważ mam inne oczekiwania. W ciągu dnia krem ma nawilżać i nie tłuścić, ładnie pachnieć, ale niezbyt intensywnie, bo tego nie lubię. Na noc z kolei oczekuję regeneracji i natłuszczenia, aby skóra rano była miękka, miła w dotyku, a suche skórki zniknęły. Oczywiście regularnie dbam także o peeling - wtedy kremy lepiej się wchłaniają, a dłonie są gładkie.

A Wy jak dbacie o swoje ręce? Znacie któryś z tych kremów? Może polecicie mi swój ulubiony ?

Test najlepszych płynów micelarnych: Biolaven, Bielenda, Garnier

Wiecie co jest najważniejsze w pielęgnacji skóry? Który etap jest najistotniejszy? Oczywiście, że wiecie. Oczyszczanie. Nawet najdroższe kosmetyki napakowane po brzegi cennymi substancjami aktywnymi niczego nie zdziałają, jeśli cera będzie zanieczyszczona, zalegać na niej będą resztki sebum, bakterii, pyłów i makijażu. Mieszkam w Warszawie, powietrze nie jest tu zbyt czyste ani zdrowe, do tego ostatnio dał mi się we znaki smog (więcej pisałam TUTAJ). Dlatego szczególnie dużą uwagę przykładam do dokładnego oczyszczenia cery, a jednocześnie uważam na utrzymanie prawidłowego pH skóry, co jest niezwykle ważne dla jej prawidłowego funkcjonowania. Codziennie korzystam z płynów micelarnych, ponieważ zwykle są skuteczne, dość łagodne i nie zmieniają pH skóry. Zużyłam ich już mnóstwo, często więc piszę na ten temat. Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam trzy naprawdę świetne micele i zaprosić na test.


Wszystkie butelki są plastikowe i zaopatrzone w korki "na klik". Garnier i Bielenda są jednocześnie przezroczyste, więc łatwo można kontrolować ilość kosmetyku. Jeśli chodzi o samo opakowanie najwygodniej stosowało mi się Biolaven, ponieważ jest poręczny, a otwór odpowiedniej wielkości. Przy Bielendzie kształt butelki lekko utrudnia codzienne stosowanie, trochę płynu zawsze mi gdzieś uciekało, a Garnier początkowo jest po prostu ciężki (pojemność ma dwa razy większą niż Biolavenu i Bielendy).


Garnier, Płyn micelarny 3w1, Skóra wrażliwa

Według producenta: "Płyn Micelarny 3w1 to prosty sposób, by usunąć makijaż oraz oczyścić i ukoić całą skórę (twarz, oczy, usta) za pomocą jednego gestu. Nie wymaga spłukiwania. To pierwszy inteligentny produkt oczyszczający, w którym została zastosowana technologia miceli. Nie musisz już trzeć, by pozbyć się zanieczyszczeń i makijażu - micele wiążą je niczym magnes. Efekt: idealnie czysta skóra bez pocierania. Odpowiedni do wszystkich typów skóry, także do cery wrażliwej. Bezzapachowy. 
Sposób użycia: Nałóż na twarz, oczy i usta za pomocą wacika, bez pocierania. Nie spłukuj."
Kosztuje ok. 18zł/400ml.


Płyn jest przezroczysty i bezzapachowy, ale delikatnie się pieni (bawi mnie gdy podczas odstawiania go na półkę "puszcza" bańki :D). Nie wysusza skóry i nie pozostawia uczucia ściągnięcia. Dobrze usuwa makijaż i zanieczyszczenia, nie trzeba trzeć oczu, wystarczy dać mu chwilę na rozpuszczenie tuszu czy eyelinera. Radzi sobie praktycznie ze wszystkim, także z matowymi pomadkami, choć nie za pierwszym razem. Nie pozostawia lepiącej warstwy. Skóra jest po nim oczyszczona, może nie ściągnięta, ale też nie nawilżona, raczej neutralna. Zazwyczaj nie podrażnia, choć zdarzyło mi się kilkakrotnie, że podczas demakijażu lekko zaszczypało mnie oko. Jest bardzo wydajny, a pojemność jest dwukrotnie większa niż konkurencji.


Skład: Aqua/Water, Hexylene Glycol (glikol heksylenowy; myje, zmiękcza i nawilża skórę, jednocześnie emulgator, rozpuszczalnik dla innych substancji, ma działanie konserwujące, ale niedozwolony jest jako konserwant; może podrażniać błony śluzowe lub uczulać), Glycerin (nawilża), Disodium Cocoamphodiacetate (łagodna substancja myjąca, dobrze się pieni), Disodium EDTA (konserwant, potencjalnie niebezpieczny), Poloxamer 184 (substancja myjąca), Polyaminopropyl Biguanide (B162919/4) (konserwant, używany także m.in. w płynach do soczewek).
Moim zdaniem: krótki, ale nie do końca delikatny. Skład oparty jest o substancję chemiczną, która dobrze radzi sobie z makijażem, ale potrafi podrażniać błony śluzowe, powodując np. pieczenie oczu. Poza tym zawiera konserwant, który potencjalne jest niebezpieczny i powszechnie stosowany w kosmetykach, więc nieświadomie możemy nakładać go na skórę zbyt dużo w ciągu dnia.


Bielenda, Esencja Młodości, Nawilżający płyn micelarny

Według producenta: "Wyjątkowo delikatny, nawilżający płyn micelarny Esencja Młodości 3w1 zastępuje mleczko, tonik i wodę. Szybko, starannie i niezwykle skutecznie oczyszcza skórę, usuwa makijaż, pozostałe zabrudzenia i nadmiar sebum. Zwęża i zamyka pory, zapobiega powstawaniu wyprysków, łagodzi podrażnienia. Zawiera Plasma Repair Complex – koktajl najbogatszych składników aktywnych, który ma zdolność przenikania do głębszych warstw skóry. Kwas hialuronowy intensywnie i długotrwale nawilża i wygładza. Komórki macierzyste z drzewa arganowego głęboko regenerują, odżywiają i wzmacniają skórę. Witamina B3 wyrównuje niedoskonałości skóry wywołane trądzikiem, skutecznie matuje błyszczącą cerę. Płyn natychmiast odświeża i koi, nie wysusza skóry mieszanej i wrażliwej.
Sposób użycia: Zwilżyć wacik płynem, oczyścić skórę. Nie spłukiwać. Stosować rano i wieczorem lub w ciągu dnia jako zabieg odświeżający."
Kosztuje ok. 12zł/200ml.


Płyn jest bezbarwny, dość mocno się pieni (zwłaszcza pod koniec). Posiada bardzo przyjemny, orzeźwiający zapach, który kojarzy mi się z morską bryzą i algami. Jest dość intensywny. Płyn nie wysusza cery i nie ściąga jej. Delikatnie przymyka pory. Dobrze radzi sobie z makijażem oraz zanieczyszczeniami, także wodoodpornymi (wystarczy chwilę dłużej przytrzymać nasączony wacik). Pozostawia skórę oczyszczoną, lekko nawilżoną, ale często z delikatną, lepiącą warstewką, którą przecierałam tonikiem. Nigdy mnie nie podrażnił, nie szczypał w oczy.


Skład: Aqua, Glycerin (nawilża), Niacinamide (wit. B3, zwęża pory, matuje), Sodium Cocoamphoacetate (łagodna dla skóry substancja myjąca), Arginine PCA (arginina, nawilża, regeneruje), Hyaluronic Acid (kwas hialuronowy, nawilża), Hydrolyzed Glycosaminoglycans (kondycjonuje), Argania Spinosa Callus Culture Extract (komórki macierzyste z drzewa arganowego, regeneruje, wzmacnia, odżywia), Glucose (glukoza, koi i nawilża), Urea (nawilża), Sodium Lactate (mleczan sodu, zmiękcza naskórek), Allantoin (łagodzi podrażnienia), Lactic Acid (kwas mlekowy, nawilża), Isomalt (wypełniacz), Lecithin (lecytyna, zmiękcza i odżywia), Polysorbate 20 (emulgator), Disodium EDTA (konserwant, potencjalnie niebezpieczny), Phenoxyethanol (konserwant), Ethylhexylglycerin (konserwant), DMDM Hydantoin (konserwant potencjalnie niebezpieczny), Sodium Benzoate (konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa), Butylphenyl Methylpropoonal (składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alergen).
Moim zdaniem: początek składu jest bardzo przyjazny dla cery mieszanej. Sporo nawilżaczy i substancji zatrzymujących wodę w skórze oraz moja ulubiona wit. B3. Do tego łagodna substancja myjąca i komórki macierzyste. Nie podoba mi się końcówka napakowana licznymi konserwantami, w tym pochodną formaldehydu.


Biolaven Organic, Płyn micelarny

Według producenta: "Oczyszczająco-łagodzący płyn micelarny pozwala dokładnie usunąć nawet wodoodporny makijaż twarzy i oczu. Składniki nawilżające i łagodzące zapobiegają wysuszeniu i koją podrażnioną skórę. Olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, znany jest ze swoich relaksujących właściwości. Po zastosowaniu skóra pozostaje czysta, świeża i dobrze nawilżona.
Sposób użycia: preparat nanieść na płatek kosmetyczny i delikatnie przetrzeć skórę twarzy, szyi i dekoltu. Aby usunąć makijaż oczu, na zamkniętej powiece przytrzymać nasączony płatek i ściągać w kierunku rzęs. W razie potrzeby czynność powtórzyć."
Kosztuje ok. 15zł/200ml.


Płyn również jest przezroczysty, ale w ogóle się nie pieni. Uwiódł mnie swoim zapachem, dzięki czemu używałam go z dziką przyjemnością zarówno rano jak i wieczorem. Słodki aromat dojrzałych winogron przełamany lekko cierpką nutą lawendy to zapach idealny do rannego przebudzenia, a jednocześnie kojący i przyjemnie wyciszający wieczorem. I choć wiele osób na pierwszym planie wyczuwa właśnie lawendę, której - delikatnie mówiąc - fanką nigdy dotąd nie byłam, to w tym połączeniu bardzo mi odpowiada i nadal uparcie będę twierdzić, że winogrona wyczuwam mocniej. Płyn nieźle radzi sobie z makijażem, a mimo naturalnego składu w niczym nie ustępuje dwóm powyższym płynom. Nie zostawia żadnej warstwy na skórze. Nigdy nie spowodował u mnie podrażnienia. Pozostawia skórę dobrze oczyszczoną, odświeżoną, zmatowioną i miękką. Nie wysusza, nie ściąga skóry.


Skład: Aqua, Coco-glucoside (łagodna substancja myjąca), Glycerin (nawilża), Panthenol (prowitamina B5; nawilża, działa przeciwzapalnie), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron; emolient, zmiękcza i wygładza skórę), Lactic Acid (kwas mlekowy; nawilża), Sodium Lactate (nawilża, zmiękcza naskórek), Benzyl Alcohol (konserwant; składnik kompozycji zapachowej, imituje zapach jaśminu), Lavandula Angustifolia Oil (olejek eteryczny z lawendy; działa antyseptycznie, przeciwzapalnie, stymuluje wzrost nowych komórek, pomaga kontrolować wydzielanie sebum i gojenie blizn, posiada relaksujący zapach), Dehydroacetic Acid (konserwant dopuszczony przez instytucje certyfikujące kosmetyki naturalne), Silica (matuje), Parfum. 
Moim zdaniem: krótki i świetny! Łagodny, przyjazny i naturalny skład, sporo cennych substancji aktywnych pozytywnie wpływających nie tylko na skórę, ale także na samopoczucie. Kosmetyk uznawany za naturalny.


Test najlepszych płynów micelarnych

Do testu wykorzystałam kolejno:
Matową pomadkę Eveline (uwielbiam je!)
Fluid matujący Bielenda (ładnie stapia się ze skórą i dobrze matuje, jednocześnie wygląda naturalnie i nie zapycha)
Tusz do rzęs Delia (pisałam o nim KLIK)
Żel do brwi Lovely (ma bardzo malutką szczoteczkę, którą operuje się i łatwo i trudno jednocześnie, nie do końca odpowiada mi perłowy połysk)
Eyeliner Catrice (rzadko go używam, jak widać nie daje czerni, raczej szarość)
Produkty miały kilkanaście minut, aby porządnie zaschnąć, zanim przetarłam dłoń wacikiem.


Biolaven przy pierwszym podejściu świetnie poradził sobie z pomadką, podkładem oraz żelem do brwi. Trochę gorzej poszło mu z tuszem i eyelinerem, ale podczas demakijażu daję mu chwilę na rozpuszczenie tych produktów. Tutaj po prostu przetarłam skórę.


Bielenda równie świetnie się spisała jeśli chodzi o pomadkę i podkład. Trochę gorzej poszło jej z żelem do brwi, za to zebrała więcej tuszu i eyelinera już za pierwszym razem.


Garnier świetnie poradził sobie z fluidem, ale trochę gorzej z matową pomadką i żelem do brwi. Za to tusz i eyeliner nie są mu straszne.



Moim faworytem mimo wszystko pozostaje Biolaven za najbardziej naturalny i łagodny skład, piękny zapach i dobre działanie. Na mojej mieszanej, miejscami tłustej skórze sprawuje się idealnie, a dzięki zawartości olejku z lawendy matuje i usuwa bakterie powodujące drobne niedoskonałości. Jeśli damy mu chwilę na rozpuszczenie tuszu czy eyelinera na pewno nie obudzimy się rano z resztkami makijażu. Bielendę polecam cerom mieszanym i tłustym, ze względu na wysoką zawartość wit. B3, która matuje i zwęża pory oraz kilku substancji nawilżających i zmiękczających skórę. Garnier też jest skutecznym produktem i cenowo wypada najkorzystniej, jednak moim zdaniem nie do końca nadaje się dla cer wrażliwych czy delikatnych, ponieważ posiada skład oparty o substancję mogącą wywołać podrażnienia np. oczu.

Na poniższym zdjęciu widać jak płyny usuwają produkty do makijażu. Niestety Biolavenem zdążyłam przejechać rękę dwukrotnie. Wyżej dokładniej można ocenić jak sobie radzą poszczególne kosmetyki. 


O innych świetnych micelach pisałam już wcześniej. Szczególnie polecam Wam Lipowy płyn micelarny Sylveco oraz Żurawinowy płyn micelarny Go Cranberry. Jeśli nadal macie niedosyt skorzystajcie z wyszukiwarki (w prawej kolumnie na górze) lub etykiet (na dole, przed komentarzami).

Znacie te płyny micelarne? Macie wśród nich swojego ulubieńca, do którego chętnie wracacie?

Biolaven, Balsam do ciała

Wiele osób odpuszcza sobie balsamowanie ciała lub robi to nieregularnie i nawet to rozumiem. Ja również bywam wieczorem wykończona i jedyne o czym marzę to paść w objęcia Morfeusza i najlepiej przespać pełną dobę. Pomimo tego staram się w miarę możliwości regularnie odżywiać skórę, szczególnie w tych najsuchszych obszarach, które u  mnie ulokowały się na łydkach. A skoro już masuję łydki mogę wysmarować i uda :) W ten sposób staram się motywować do regularnego balsamowania, choć i grzeszki zaniedbania nie są mi całkiem obce. Stale szukam więc kosmetyków, które nawilżają na dłużej niż 10 minut po aplikacji. Dokładnie takich jak balsam Biolaven.


Biolaven Organic, Balsam do ciała

Według producenta: "Nawilżająco-wygładzający balsam do ciała, zawierający odżywczy olej z pestek winogron, przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji skóry wymagającej. Podczas regularnego stosowania chroni przed wysuszeniem i działaniem szkodliwych czynników, przywraca miękkość i elastyczność. Dzięki lekkiej formule balsam doskonale się rozprowadza i wchłania, pozostawiając skórę gładką, nawilżoną i zrelaksowaną. Naturalny olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, pozwala odczuć cudowne odprężenie i ukojenie."


Balsam kupimy w plastikowej, stabilnej butli z pompką. Właściwie pompka jest dla mnie nieodzownym elementem tego typu produktów, ponieważ ułatwia zachowanie higieny i przyspiesza aplikację kosmetyku. Dzięki niej nie wybrudzę wszystkiego dookoła. Opakowanie jest funkcjonalne i wszystko działa bez zarzutu czy zacinania się. Dodatkowo możemy sobie balsam zamknąć przekręcając końcówkę i zabrać np. na wakacje, a nic się nie wyleje. Kosztuje ok. 20zł/300ml.


Skład: Aqua, Glycine Soja Oil (olej sojowy, emolient bogaty w wit. E, natłuszcza, odżywia skórę i działa antystarzeniowo), Glycerin (gliceryna, utrzymuje wilgoć w naskórku), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron, nawilża i zmiękcza skórę, szybko się wchłania wgłąb, uelastycznia, wygładza i chroni przed odwodnieniem, działa antybakteryjnie), Sorbitan Stearate (emulgator, umożliwia połączenie fazy wodnej z tłuszczową), Sucrose Cocoate (emulgator, dodatkowo zmiękcza i nawilża skórę, także zagęstnik), Glyceryl Stearate (emolient i emulgator; kondycjonuje skórę), Stearic Acid (kwas stearynowy; stabilizator emulsji i emulgator), Cetearyl Alcohol (emolient, zmiękcza i wygładza skórę), Tocopheryl Acetate (wit. E zwana witaminą młodości, bardzo cenna w pielęgnacji skóry, silny antyutleniacz), Xanthan Gum (zagęstnik), Benzyl Alcohol (konserwant dopuszczony przez instytucje certyfikujące kosmetyki naturalne), Lavandula Angustifolia Oil (olejek lawendowy; działa antyseptycznie, przeciwbólowo, przyspiesza gojenie, zmniejsza łojotok, stymuluje wzrost nowych komórek, zapach relaksuje i odpręża), Parfum, Dehydroacetic Acid (konserwant identyczny z naturalnym, dopuszczony przez instytucje certyfikujące kosmetyki naturalne.


Sposób użycia: nanieść balsam na suchą i oczyszczoną skórę, delikatnie wmasować. Najlepiej używać balsamu po kąpieli, kiedy skóra jest najbardziej podatna na wchłanianie kosmetyku.


Balsam posiada przyjemną, lekką konsystencję i cudowny zapach. Cała gama kosmetyków Biolaven uwiodła mnie między innymi właśnie tym zapachem. Do tej pory raczej unikałam lawendy, obecnie nawet posiadam hydrolat lawendowy bułgarski, choć rozcieńczam go innym ze względu na "moc". W balsamie wyczuwam jednak głównie słodką nutę winogron, lawenda oscyluje dopiero gdzieś w tle. Jest to intrygująca mieszanka, niesamowicie relaksująca i trwała. Moja pidżama pachnie nawet rano i wierzcie mi, jest to bardzo przyjemne doznanie. Balsam doskonale się rozsmarowuje i szybko wchłania, nie pozostawiając praktycznie żadnej wyczuwalnej, a tym bardziej tłustej warstwy. Dodatkowo jest bardzo wydajny, nie potrzebuję go wiele do wymasowania nóg czy nawet całego ciała, więc taka butla wystarcza na kilka miesięcy :) Działanie ma genialne przede wszystkim dlatego, że naprawdę na długo nawilża skórę, zmniejsza uczucie ściągnięcia, szorstkości czy przesuszenia skóry, pozostawiając ją mięciutką, przyjemną w dotyku i wygładzoną. Przez cały kolejny dzień czuję się komfortowo, a skóra się nie przesusza nawet w klimatyzowanych, przegrzanych pomieszczeniach. Dodatkowo dzięki masażowi balsam uelastycznia i ujędrnia skórę. Nie podrażnił mnie ani nie uczulił.


Podsumowując balsam Biolaven to kolejny niesamowicie udany kosmetyk marki. Zapach, który po całym dniu idealnie odpręża i pomaga się zrelaksować idzie w parze ze skutecznym i długotrwałym działaniem. Moja skóra go pokochała, ponieważ dzięki niemu jest nawilżona, elastyczna, miękka i miła w dotyku. Na długo.

Znacie serię Biolaven? Czy Wy także polubiłybyście słodkie połączenie winogron i prowansalskiej lawendy?

Pielęgnacja ciała - aktualne kosmetyki

Aktualne kosmetyki do pielęgnacji ciała. Pokazuję tylko te, którym należy się pochwała i których lubię używać na co dzień.


Produkty do mycia i peelingi:

Isana Med, Żel pod prysznic pH 5,5: bardzo przyjemny żel z nawilżającym mocznikiem zaraz za SLES w składzie. Posiada lekko cytrusowy zapach i jest śmiesznie tani. Przyjemne myjadło, choć nie jest to kosmetyk idealny. Ważne, że ma pH neutralne dla skóry i nie wysusza.

Mydełko marsylskie francuskie o zapachu cytrusów i zielonej herbaty z olejem ze słodkich migdałów: całkiem dobrze się pieni i ładnie pachnie, pozostawia skórę czystą i jest bardzo poręczne. Niesamowicie wydajne.

Intimea, Emulsja do higieny intymnej bez SLS: nowa wersja jest bardzo przyjemna, posiada łagodniejszy skład od klasycznego biedronkowego płynu. Pompka jest ogromnym plusem, tak samo jak minimalny zapach. Dobrze myje, nie podrażnia i kosztuje grosze.

Tutti Frutti, Peeling wiśnia & porzeczka: owocowy zapach wręcz mnie powala, choć z naturalnym nie ma nic wspólnego. Drobinek jest sporo i są dość konkretne, więc masaż jest wyczuwalny. Użyty raz na jakiś czas nie robi krzywdy, a uprzyjemnia prysznic. Miałam tez inne wersje zapachowe, czasem daję się na nie skusić, mimo uwielbienia do własnoręcznie robionego peelingu cukrowego.

Bandi, Peeling ryżowy do ciała: skład przyjemny, dużo ostrych drobinek, zapach ciekawy, ale konsystencja jest dość lepka i przyznam, że trzeba się do niego przyzwyczaić. Skóra wymasowana tym peelingiem jest naprawdę mięciutka i gładka, czasem pomijam już balsam, ponieważ nie wysusza. Nie podoba mi się twarde opakowanie, które utrudnia wydobycie produktu. Końcóweczka, zostało mi go na jedno użycie, więc pozwoliłam sobie otworzyć już:

Delawell, Sweet Body Peeling: właściwie konsystencja jest prawie identyczna jak Bandi, drobinki równie ostre i w dużej ilości. Działanie prawie identyczne. Oba produkty są do siebie niemal bliźniaczo podobne, tylko miękka tuba nie stawia oporu jak w przypadku butli Bandi. Skład jest przyjemny, a zapach lekko pomarańczowy.

Nacomi, Mydło czarne: uwielbiam je i jestem w trakcie pisania posta o tych mydłach. To są jedne z tych produktów, które bardzo mnie ciekawiły, aż w końcu skusiły i zachwyciły. Najczęściej używam go jako peelingu enzymatycznego do twarzy, ale czasem masuję nim także i całe ciało, zwłaszcza gdy mam ochotę na pumeks Hammam, o którym później.


Balsamy do ciała:

Biolaven, Balsam do ciała: zapach słodkich winogron z nutą lawendy w tle na pewno nie jest dla każdego, ale mnie uwiódł. Balsam dobrze się wchłania, choć potrzebuję chwili masażu, doskonale nawilża, a zapach towarzyszy mi jeszcze długo. Plus za wygodną pompkę.

Delawell, Sweet Body Balm: cudowny zapach pomarańczy, do złudzenia przypomina mi pomarańczowy olejek eteryczny, jest bardzo naturalny. Świetnie się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy, ale zapach dość szybko się ulatnia. Pompki lubię i tutaj nie narzekam.

Indigo, Olejek do ciała: używam go po kąpieli na mokrą skórę, chwilę masuję i wycieram ręcznikiem. W ten sposób nie walczę z tłustą warstwa i lepiącym się ubraniem do skóry, a jednocześnie uzyskuję miękką, nawilżoną skórę o cudownym, naprawdę cudownym zapachu. Aromat kojarzy mi się z owocowymi perfumami z nutą letniej porzeczki z tle. Coś wspaniałego. posiada atomizer, który rozpyla olejek cienką warstwą, dzięki czemu niczego zbędnego nie ubrudzimy.

Soraya, Body Diet 24, Serum do ciała antycellulitowe i wyszczuplające: niestety podczas zakupu nie doczytałam, że serum posiada działanie chłodzące, którego szczerze nienawidzę. Jak wiecie to lato nie rozpieszcza nas wysokimi temperaturami, więc serum używam sporadycznie i z niechęcią. Co do skuteczności to nie liczę, że cokolwiek zdziała skoro nie używam go regularnie.


Kosmetyki i gadżety do zadań specjalnych:

Vianek, Masło do ciała: przyjemne jabłkowe, choć bardzo subtelne aromaty i lekka konsystencja masła niech nikogo nie zwiodą. To dobry produkt na przesuszoną skórę, dobrze się wchłania, choć po dłuższej chwili i doskonale nawilża oraz odżywia skórę. Skład piękny.

T'e'N, Serum do biustu: szklana buteleczka i pompka to jest to, co lubię. Samo serum błyskawicznie się wchłania w skórę i napina ją lekko. Jeśli nałożę go zbyt dużo potrafi chwile się kleić, więc staram się nie przesadzać, dzięki czemu jest bardzo wydajne. Przy regularnym używaniu dekolt jest jędrniejszy i wygładzony. Niestety do kupienia tylko w niektórych gabinetach kosmetycznych lub we Włoszech.

Veet, Krem do depilacji: najlepszy, a stwierdzam to z przykrością. Być może nasze polskie marki się poprawiły, ale rok temu porównywałam ten krem z dwoma naszymi i niestety polskie wypadły blado. Przede wszystkim szybko i bardzo dokładnie usuwa włoski. Nigdy mnie nie podrażnił, nawet jak niechcący go przytrzymałam zbyt długo. Śmierdzi, to fakt.

Garnier, drewniany masażer: dostałam go już dawno temu, ale lubię nadal używać. Fajnie poprawia krążenie, zwłaszcza w udach i pośladkach, po takim masażu mam więcej energii i jestem zrelaksowana.

Pumeks Hammam:  gliniany dziwak skradł moje serce. Kosztuje 6zł, a naprawdę konkretnie daje radę. Porządnie masuje skórę, poprawiając krążenie i ułatwiając np. czarnemu mydłu zadanie. Wygodnie się go używa, choć trzeba uważać, żeby nie upadł i nie pękł. Na pewno jest cięższy niż drewniany masażer Garniera, ale nie utrudnia to pracy z nim.


Tak się przedstawiają moje kosmetyki do pielęgnacji skóry ciała, które obecnie goszczą w łazience. Znacie któryś z nich? Może polecicie fajny krem do depilacji, chętnie zdradzę Veet :)

Wykończeni w czerwcu

Czas na kolejne, letnie denko. Wykończyłam mnóstwo swoich ulubionych kosmetyków, za niektórymi już szczerze tęsknię i które z przyjemnością kupię ponownie! Jakie produkty tak mnie zachwyciły? Zapraszam dalej, rozgośćcie się.


Twarz:
Sylveco, Lekki krem rokitnikowy: to już moje drugie opakowanie kremu, chętnie do niego wracam na przełomie zima/wiosna. Świetnie balansuje pomiędzy dobrym nawilżeniem i natłuszczeniem skóry, czyli zabezpieczeniem jej przed zimnem i wiatrem, a lekkością, brakiem zapychania porów i nadmiernego błyszczenia. Z pierwszym zakupionym kremem miałam niezłe przeboje, o czym Wam pisałam rok temu, okazało się, że kupiłam źle przechowywaną sztukę, ale firma bardzo ładnie się zachowała, ponieważ po zgłoszeniu tego faktu przesłała mi świeży egzemplarz. To się nazywa obsługa klienta. Brawo! Kupię na sto procent, więcej KLIK

Mizon, Wielofunkcyjny krem ze śluzem ślimaka: absolutny hit, za którym tęsknię! Początki z nim nie były łatwe, ale już po kilku dniach przyzwyczaiłam się do jego nieco niecodziennej konsystencji i szczerze pokochałam za działanie. Moja tłusta skóra została doskonale nawilżona i zregenerowana, a przy tym nie obciążona. Dzięki temu uzyskałam prawie idealne lico, bez zaskórników czy grudek, tak częstych przy cerze tłustej czy mieszanej. Ideał na wiosnę i lato, gdyż po nim o wiele mniej skóra się błyszczała. Cena mnie nie odstrasza, wart jest każdych pieniędzy, więc na pewno do niego wrócę. Więcej KLIK

Biolaven, Krem na noc: jeden z lepszych kremów jakie miałam. Dobrze nawilżał i odżywiał skórę nocą, a przy tym był dość lekki, nie zostawiał tłustej warstwy i nie zapychał porów. Świetny winogronowy zapach uprzyjemniał mi wieczorne rytuały. To kolejny kosmetyk, za którym szczerze tęsknię. Tworzył zgrany duet ze ślimakiem Mizon. Na pewno kupię, więcej KLIK

Sylveco, Rokitnikowa pomadka ochronna: kolejne cudo tej marki. Świetny, bezpieczny skład i przyjemny cynamonowy zapach, a do tego mocne działanie ochronne i nawilżające. Wszystkie parafinowe balsamy mogą się przy niej schować ze wstydu (teraz męczę klasyczną Nivea i różnica jest ogromna!). Jedyne co mi się nie podoba to opakowanie, które szybko się starło i wyglądało nieładnie, warto to dopracować. Na bank kupię, więcej KLIK

Ziaja PRO, Dwufunkcyjny płyn micelarny: bardzo fajna, ogromna półlitrowa butla z pompką wystarczyła mi na dużo dłużej niż standardowe opakowania, a micela używam zwykle dwa razy dziennie. Dobrze sobie radził z makijażem zarówno podkładami jak tuszem do rzęs, miał problem jedynie z bazą pod cienie, którą rozmazywał. Warto spróbować jeśli nie lubimy co miesiąc kupować nowego płynu. Nie podrażnia. Chętnie jeszcze kupię, więcej KLIK

Bell, Puder prasowany 2Skin Mat: niesamowicie wydajny, miałam go baaaardzo długo. Podoba mi się, że opakowanie zawiera lusterko, dzięki czemu jest to idealny puder do torebki. Jak widać na zdjęciu napisy się pościerały, ale mimo to zatrzask do końca dobrze się trzymał, nigdy sam nie puścił. Matuje dość przeciętnie, nie zauważyłam najmniejszej różnicy w działaniu przy nakładaniu dołączonym puszkiem czy pędzlem. Obecnie stawiam raczej na pudry ryżowe, ale jeśli będę potrzebowała podobnego produktu chętnie kupię ten. Przekonuje mnie też polska marka.


Ciało:
LPM, Olejek do mycia Orzech Laskowy: genialny olejek, który zniewolił mnie swoim zapachem. Posiada fajną konsystencję, dobrze się pieni i pozostawia skórę czystą, pachnącą i miękką. Rzadko kiedy się po nim balsamowałam, zwyczajnie nie było takiej potrzeby. Polubił go także mój mąż i podbierał go cichcem :) Na pewno kupię, więcej KLIK

FlosLek, Emoleum do kąpieli: w zasadzie moja fanaberia, bowiem nie mam większych problemów ze skórą ciała. Chciałam sama się przekonać o co tyle krzyku i przyznaję, że już wiem. Przezroczysty, bezzapachowy płyn po zmieszaniu w wodą zamienia się w delikatną białą emulsję, której zazwyczaj używałam pod prysznicem. Dobrze myje skórę, choć robi to delikatnie, nie podrażnia. Pozostawia przyjemne uczucie nawilżenia nawet po wytarciu skóry ręcznikiem, nigdy nie czuła potrzeby użycia po nim balsamu. Myślę, że warto przyjrzeć się mu bliżej w przypadku wrażliwej skóry. Być może jeszcze kupię.

CD, Dezodorant Deo Atomizer Granat: przyjemny zapach i skład oparty na alkoholu (nie zawiera aluminium). Z działania byłam zadowolona, ale absolutnie nie nadaje się do używania na ogolone pachy, bowiem powoduje pieczenie skóry. Sprawdzał się także jako mgiełka w upały, zapach jest bowiem bardzo letni i owocowy. Być może kupię, więcej KLIK

Lavera, Balsam do ciała Mleko i miód: to przykład na to, że dobre składy przekładają się na jeszcze lepsze działanie. Balsam jest lekki, przyjemnie pachnie i zawiera sporo olejów, a mimo to nie pozostawia tłustej warstwy na skórze (choć to zależy także od użytej ilości). Doskonale się wchłania pozostawiając skórę miękką, gładką, odżywioną i coraz ładniejszą. Dobry na każdą porę roku. Na pewno kupię tą albo inną wersję zapachową, więcej KLIK


Włosy:
Yvs Rocher, Szampon do włosów Volume: jeden z moich stałych ulubieńców, o którym jeszcze nie napisałam posta, ale na pewno zrobię to w przyszłości. Świetnie pachnie, dobrze się pieni i jest nieco delikatniejszy dla skóry głowy niż standardowe szampony. Genialnie unosi włosy u nasady, nie przeciąża ich, sprawia, że fryzura wizualnie wygląda na gęstszą i pełniejszą. Dobrze domywa także oleje. Mam już kolejne opakowanie :)

L'Biotica, Szampon Silk&Shine: wygodna, miękka tubka i korek na klik są bardzo praktyczne pod prysznicem. Sam szampon ładnie pachnie, ma odpowiednią gęstość, dobrze się pieni. Świetnie się sprawdził na moich cienkich włosach, których nie obciążał, za to ładnie nabłyszczał i sprawiał, ze wyglądały na zdrowe. Chętnie kupię. Więcej KLIK



Pozostałe
LPM, Regeneracyjny krem do rąk: fajny zapach i dość treściwa konsystencja, wydawało się więc, że będzie fajnie. Niestety krem się u mnie nie sprawdził, w ciągu dnia był zbyt tłusty, natomiast użyty na noc działał za słabo. Nie zauważyłam ani nawilżenia, ani regeneracji pomimo zużycia całej tubki. Nie kupię, więcej KLIK

Magnum, Mydło w płynie Oliwka: bardzo rzadkie, bardzo średnie. Do plusów należy niska cena, bodajże 4 zł/l oraz wygodne opakowanie, idealne do uzupełniania pojemnika na mydło. Poza tym przeciętniak, który szybko się zużywa. Raczej nie kupię.


Znacie coś? Miałyście któryś z moich absolutnych ulubieńców?

Biolaven, Krem na noc

Kolejny kosmetyk polskiej firmy Sylveco pod marką Biolaven przetestowałam na sobie. Czy nadal mam tak doskonałą opinię? Jak się sprawdził krem na noc, mający nawilżać i regenerować na mojej raczej tłustej cerze?


Biolaven, Naturalny krem na noc 

Według producenta:
"Nawilżająco-ochronny krem do twarzy na dzień, przeznaczony do codziennej pielęgnacji cery wymagającej. Zawiera odżywczy olej z pestek winogron i witaminę E, które chronią przed wysuszeniem i działaniem szkodliwych czynników, przywracając skórze miękkość i elastyczność.
Krem może być stosowany pod makijaż oraz na okolice przemęczonych oczu, doskonale się rozprowadza i wchłania. Naturalny olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, koi i odświeża skórę, pozostawiając ją gładką, nawilżoną i zrelaksowaną."


Marka konsekwentnie wspiera edukację społeczeństwa w zakresie składników kosmetycznych. To mi się niezmiennie podoba i kibicuję temu projektowi od początku. Na opakowaniu kremu możemy przeczytać o lawendzie lekarskiej, którą nota bene bardzo lubię w kompozycjach w ogrodzie.


Opakowanie zawiera sporo informacji, od wspomnianego opisu lawendy, przez obietnice działania aż po skład i inne podstawowe parametry produktu. Zabezpieczony jest przezroczystą naklejką, co mi się podoba, bo możemy mieć pewność, że nikt przed nami nie zaglądał do środka.



Krem kosztuje od 20-25zł za standardowe 50ml i jest coraz lepiej dostępny stacjonarnie.


Sama tubka także jest zabezpieczona, co daje już 100% pewności świeżości kremu. Lubię to!


Skład jest bardzo przyjemny. Wysoko mamy m.in. olej z pestek winogron, mocznik, skwalan, masło awokado, panthenol, natomiast olejek lawendowy znajduje się pod koniec składu i tak być powinno - olejki eteryczne lepiej stosować w mniejszej ilości, ponieważ są to składniki bardzo skoncentrowane. Szczegółowy skład znajduje się poniżej:


W kartoniku znajdziemy wygodną, miękką tubkę z odkręcanym korkiem. Wolałabym wersję korka zamykaną na zatrzask, ale do tego rozwiązania także się szybko przyzwyczaiłam.


Design tubki jest ścisłe związany z opakowaniem i bardzo mi się podoba. Jest skromy, estetyczny, delikatny i kobiecy. Nie krzyczy kolorami czy wykrzyknikami, a mimo to zdecydowanie się wyróżnia na półce w drogerii. Delikatny zarys lawendy ciekawie kojarzy się z marką.


Konsystencja jest zaskakująco lekka. Zazwyczaj spotykam się z treściwszym kremem na noc, za to wersja na dzień jest lżejsza. Biolaven za to całkiem odwrócił tą zasadę. Krem na dzień znam z próbek i wydaje mi się on znacznie treściwszy niż wersja nocna, przez to zupełnie się u mnie nie sprawdzał. Zapach jest charakterystyczny dla serii. Ja osobiście wyczuwam w nim na pierwszym planie słodkie winogrona, dopiero gdzieś daleko w tle znajduje się nuta lawendy. Przyznaję, że ten zapach bardzo przypadł mi do gustu, nie jest banalny, ale też nie kojarzy mi się... z szafą babci :)


Działanie produktu również mnie zachwyciło. Dzięki swojej konsystencji krem dobrze się wchłania, nie pozostawiając lepkiej warstwy. Doskonale nawilża i odżywia skórę, nie obciążając jej. Rano skóra jest pełna blasku, ale nietłusta, jędrna, elastyczna, gładka i miękka w dotyku. Ostatnio nie mam problemów z zaskórnikami, więc Biolaven nie zapycha porów i nie powoduje podrażnień. Można go również stosować w okolice oczu, co czasem robiłam i nie zauważyłam negatywnych skutków. Dodatkowo zapach idealnie wycisza przed nocą i relaksuje.


Podsumowując krem Biolaven na noc jest doskonały. Nawilża, odżywia skórę i robi to bardzo intensywnie, więc rano cera jest wypoczęta, bez śladu tłustości.

Znacie już Biolaven? Czy Was również ten zapach uwiódł?
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj