HITY BLOGEREK! Kosmetyki naturalne, które spełniają obietnice producenta i działają

Obietnice producenta, deklaracje na kolorowych etykietach, ładne obrazki - to one są najczęściej podstawą do zakupu kosmetyku. Zgodnie z prawem producent nie może obiecywać działania, którego produkt nie jest w stanie spełnić, ale w praktyce różnie bywa. Dużo zależy od naszej cery, pory roku, miejsca zamieszkania, alergii - to wszytko wpływa też na "odbiór" składników aktywnych z kosmetyków. Skupmy się jednak na składach - logicznie rozumując 0,5% kwasu hialuronowego w formule może nie być wystarczające do nawilżenia naskórka, pomimo, że kosmetyk ten składnik zawiera. Bazując na naszych doświadczeniach w kolejnym poście z serii HITY BLOGEREK dzielimy się z Wami takimi kosmetykami naturalnymi, które w 100% spełniają wszystkie obietnice producenta, a czasem nawet więcej!


opinia-olejek-myjacy-emulgator

BIOUP, Naturalny olejek myjący do twarzy z emulgatorem
LaQ, Musy do mycia twarzy


Aneta, autorka bloga CosmetiCosmos:
Moim ulubionym etapem pielęgnacji jest oczyszczanie skóry. Jestem posiadaczką cery tłustej, często nadmiernie wydzielającej sebum, z rozszerzonymi porami, a jednocześnie odwodnionej i trochę wrażliwej. Oczyszczanie takiej skóry musi więc idealnie balansować na krawędzi skuteczności i delikatności.
Miałam okazję używać wielu olejków myjących, ale ten polskiej marki BIOUP jest moim absolutnym faworytem! Olejek jest IDEALNY przez to, że posiada w pełni naturalny skład z dodatkiem emulgatora (z kokosa i gliceryny). Bazą są oleje roślinne (słonecznikowy, z pestek moreli, z pestek winogron), skwalan oraz cytrynowy olejek eteryczny. Pachnie ślicznie, naturalnie, cytrusowo, nie jest bardzo tłusty, a dzięki zawartości emulgatora w połączeniu z wodą tworzy mleczną emulsję i usuwa WSZYSTKIE zanieczyszczenia ze skóry. Jest przy tym łagodny dla skóry, a nawet oczu, nie "zapycha" i nie podrażnia. Można nim także bez problemu zmyć makijaż. Na zdjęciu widzicie stare opakowanie, obecnie olejek jest w szkle. Kosztuje ok. 60 zł/150 ml i jest wydajny.

Musy LaQ z kolei to hit, który nie tylko jest tani (11-15 zł/100 ml), ale i łatwo dostępny (m.in. stacjonarnie Auchan, z odbiorem za free empik.com). Do wyboru mamy trzy wersje, z czego ja znam dwie: żółtą z korundem (czyli peelingującą) oraz mocno oczyszczającą z węglem aktywnym. Różowa jest najdelikatniejsza. Musy to gęsta, niesamowicie wydajna pasta, która pieni się w kontakcie z wodą. Świetnie oczyszcza skórę, przymyka pory, wersja żółta dodatkowo usuwa martwy naskórek (drobinki korundu są bardzo ostre i drobne, jest ich dużo), natomiast czarna z węglem aktywnym przyspiesza gojenie wyprysków i działa antybakteryjnie (wskazana do cer tłustych). Zapachy są specyficzne, nie wiem dlaczego, ale kojarzą mi się z ananasem :) Taki niby mały słoiczek wystarcza na wiele miesięcy (!) codziennego używania (oczywiście wersji z korundem nie używamy codziennie, traktujemy ją jak peeling, max 2x w tygodniu).

olejek-bioup-musy-laq
Autorka zdjęcia: CosmetiCosmos

Serum do skóry głowy Mniej problemów, Więcej włosów  - Nowa Kosmetyka


Magda, autorka bloga Feminine:
Każdy, kto próbuje zagęścić czuprynę wie jak bardzo frustrujące bywa to wyzwanie. Ja chcę Wam dziś polecić produkt, który rzeczywiście daje rezultaty. Kosmetykiem, który mogę zaliczyć do tych bardzo skutecznych w działaniu to z pewnością serum "Mniej problemów, więcej włosów" marki Nowa Kosmetyka. Skoro mowa o spełnianiu obietnic, najpierw sprawdźmy co mówi o nim sam producent: "Serum do skóry głowy ,,Mniej problemów, więcej włosów" jest lekką, ale odżywczą miksturą precyzyjnie dobranych składników, która kompleksowo zadba o skórę głowy. Jej działanie sprawdzi się nie tylko, gdy chcesz uspokoić pracę gruczołów łojowych lub nawilżyć skórę głowy. Serum poprawia krążenie w skórze i dostarcza jej składników budujących i wzmacniających włosy. Dzięki temu fryzura ma szansę zagęszczać się i szybciej rosnąć, a Ty zyskujesz spokojną głowę."
Co tu dużo mówić - zgadzam się naprawdę ze wszystkim. Serum znalazłam w Naturalnie z pudełka i stosuję je regularnie już dłuższy czas (od kilku miesięcy). Nie tylko ogranicza ono przetłuszczanie scalpu, a mam z tym spory problem, ale także daje niesamowite efekty w kwestii pojawiania się nowych włosów. Baby hair przybywa po nim jak przysłowiowych grzybów po deszczu. Jeśli masz włosy osłabione, przerzedzone, bez życia - spróbuj, a nie będziesz żałować. Zgodnie z nazwą - problemów z włosami ubywa, a włosów jest więcej :)

serum-skalp-nova-kosmetyka
Autorka zdjęcia: Feminine


Nova Kosmetyka, Serum do paznokci Na ratunek po hybrydzie


Magda, autorka bloga NaTropiePiękna:
Z założenia ten temat powinien być prosty, bo przecież każda z nas kupując kosmetyk zakłada, albo przynajmniej ma nadzieję, że będzie działał tak jak obiecuje producent. Ale niestety zbyt często przekonujemy się, że wcale tak nie jest! Dlatego warto podzielić się takimi kosmetycznymi perełkami, które naprawdę działają i nie zawodzą! I taką moją perełką jest serum Na ratunek po hybrydzie od Nowej Kosmetyki. Serum ma prosty lecz bardzo mocny zarazem skład: zawiera keratynę, czyli białko będące budulcem naszych włosów i paznokci, masło shea, lanolinę, wosk pszczeli, gumę ksantanową, witaminę E i olejki eteryczne. Tylko tyle i AŻ tyle, bo okazuje się, ze to serum ma wielką moc uzdrawiania słabych i zniszczonych paznokci! Sama nosze hybrydy i co prawda nie niszczą mi one płytki paznokcia, ale niestety moje paznokcie od zawsze były bardzo kruche i łamliwe! Bez hybryd w ciągu dwóch dni kilka na pewno byłoby złamanych, a zapuszczenie ich na więcej niż 2-3 milimetry nie chodzi w grę. Dlatego z ciekawością zaczęłam używać tego serum i o rany, jak ono działa! Zapach ma specyficzny, przypominający przyprawę maggi, ale mi to zupełnie nie przeszkadzało. Wchłania się w ciągu kilku-kilkunastu minut dlatego warto używać je na noc. Natomiast w ciągu trzech tygodni moje paznokcie zrobiły się ładniejsze wizualnie i twarde jak nigdy dotąd! Serio! Mogłabym przez kilka tygodni zrobić sobie przerwę od hybryd i paznokcie nie byłyby połamane. Stosowałam to serum przez prawie 5 tygodni, a potem już zatęskniłam za kolorem na paznokciach, ale dobrze mieć świadomość, że jest coś co poratuje moje pazurki, gdy będą w gorszej formie! Polecam je szczerze nie tylko wielbicielkom hybryd, ale wszystkim, którzy chcą mieć zadbane, mocniejsze paznokcie!  

serum-paznokcie-nova-kosmetyka
Autorka zdjęcia: Na Tropie Piękna

Clochee, energetyzująco-rozjaśniający krem pod oczy


Paulina, autorka bloga Alstroemeriav:
Krem pod oczy: dla niektórych ten rodzaj kremu może wydawać się zbędny, ale warto pamiętać, że stosując te same kremy zarówno na twarz jak i pod oczy, to przy cięższych formułach możemy nabawić się prosaków. Skóra pod oczami jest cieńsza i łatwiej doprowadzić do jej zapchania, dlatego warto zainwestować w krem stworzony typowo do stosowania pod oczy. Przerobiłam już różne takie kremy: z wyższej półki cenowej (Mokosh), jak i ze średniej (BeOrganic), te tańsze (Vianek, Sylveco) oraz chwalony przez wiele osób krem Nacomi. Wszystkie je łączy to samo: kompletny brak efektu i/lub podrażnienie skóry. Udało mi się jednak trafić na krem, który faktycznie spełnia obietnice producenta, który stał się moim absolutnym ulubieńcem w tej kategorii: energetyzująco-rozjaśniający krem pod oczy Clochee!
Po pierwsze robi to, na czym najbardziej mi zależy, czyli rozjaśnia cienie pod oczami – przy regularnym stosowaniu widać naprawdę dużą różnicę, a cienie i obrzęki są widocznie zmniejszone. Za rozjaśnienie i napięcie skóry odpowiadają tutaj kofeina, ekstrakt ze strelicji białej i komórki macierzyste jabłka. Krem sprawia, że skóra pod oczami wygląda na bardziej promienną, jest napięta i wygładzona, a oznaki zmęczenia są zdecydowanie zmniejszone (i mówię to ja, osoba, która ma bardzo duży problem z cieniami pod oczami!). Krem też naprawdę dobrze nawilża, w składzie znajdziemy glicerynę oraz oleje arganowy, jojoba i słonecznikowy. Konsystencja nie jest nieprzyjemnie ciężka, ale nie jest też przesadnie lekka: krem dość szybko się wchłania, ale zostawia delikatny, nietłusty ochronny woal, na który bez problemu można nałożyć korektor pod oczy w razie potrzeby – nic się nie roluje. Dobrze spisuje się zarówno zaaplikowany cienką warstwą, jak i grubszą na noc w formie maseczki, a do tego można go bez obaw nakładać też na powieki.
Dodatkowymi plusami są szklane opakowanie z pompką oraz przyjemny, neutralny zapach. Krem pod oczy Clochee jest zdecydowanie najdroższym kremem tego typu jaki stosowałam (cena regularna to 129 zł za 15 ml), ale naprawdę warto się nim zainteresować :)

clochee-krem-pod-oczy
Autorka zdjęcia: Alstroemeriav

Bema Cosmetici, Włoskie kosmetyki naturalne


Aneta, autorka bloga CosmetiCosmos:
Kosmetyki marki Bema Cosmetici są absolutnie wyjątkowe! Marka pochodzi z Włoch, posiada nienaganne, naturalne składy. To, co je wyróżnia, to zdolność do długotrwałego nawilżania skóry, a jednocześnie delikatność konsystencji i brak tłustej warstwy pozostawionej na skórze. Zarówno kremy do twarzy, które miałam (do cery tłustej i mieszanej), maseczki, płyn do higieny intymnej (świetny, bardzo delikatny, nie podrażniający, a jednocześnie doskonale odświeżający, z pompką), jak i najlepszy ever krem do rąk - wszystkie produkty są bardzo wysokiej jakości. Kremy doskonale radzą sobie ze skórą tłustą - z jednej strony świetnie je nawilżając, a z drugiej delikatnie matując i regulując nadmierne wydzielanie sebum.
Krem do rąk Bema jest tak dobry, że po remoncie dosłownie uratował moje dłonie. Niestety nie umiem pracować w grubych rękawicach, a prace porządkowe dały się skórze we znaki - była mocno podrażniona, przesuszona, że aż miejscami pękała i łuszczyła się - DRAMAT. Żaden krem nie pomagał, nawet nakładany grubą warstwą na noc pod bawełniane rękawiczki. Tymczasem krem do rąk Bema (40 zł/75 ml) już w trzy dni znacząco poprawił stan skóry, a co za tym idzie mój komfort. Po tygodniu nie było śladu po przesuszeniach! Tak jest dobry! Zużyłam do tej pory dwie tubki i jeszcze go kupię nieraz.


kosmetyki-naturalne-wloskie-bema
Autorka zdjęcia: CosmetiCosmos

Hydrolaty - naturalne mgiełki i toniki do twarzy


Pisząc o kosmetykach, które naprawdę działają nie sposób nie wspomnieć o hydrolatach. Jestem ich ogromną fanką, zużyłam już całe mnóstwo buteleczek, różnych marek, pojemności i rodzai. Zdaję sobie sprawę, że część osób nie jest w stanie zauważyć ich dobroczynnego wpływu na cerę, ponieważ jesteśmy przyzwyczajeni do natychmiastowych rezultatów, tu i teraz. Tymczasem do hydrolatów potrzeba cierpliwości i uporu. Działania tonizującego (tu uwaga - hydrolaty mają różne pH, coraz częściej ta informacja jest podana przez producenta) nie da się zauważyć po kilku użyciach, dlatego dużo łatwiej zauważyć nawilżenie, rozświetlenie, przyspieszenie gojenia drobnych ranek i wyprysków, regulacja nadmiernego wydzielania sebum, łagodzenie podrażnień i zaczerwienienia.  Trzeba jednak dobrać rodzaj hydrolatu oraz firmę (to wiąże się ze stężeniem i jakością) do swojej cery, szukać, próbować, porównywać. Uwaga na alergie - jak na każdy kosmetyk hydrolaty mogą wywoływać działania niepożądane, najczęściej reakcje uczuleniowe, szczególnie jeśli są silnie skoncentrowane (można je rozcieńczać lub dodawać do maseczek). Moje ulubione? Malinowy, z liści porzeczki, champaka, jaśminowy, miętowy (na lato), cytrynowy i bergamotkowy - nie tylko działają, ale i pięknie pachną, co umila codzienną aplikację.



jak-wybrac-hydrolat
Autorka zdjęcia: CosmetiCosmos

Jakie kosmetyki Wy uważacie za najlepiej działające i faktycznie spełniające wszystkie obietnice producenta? Podzielcie się swoimi odkryciami w komentarzach :)

Ekocuda Targi Kosmetyków Naturalnych - co kupić, które firmy są warte uwagi?

Co warto kupić na Ekocudach?


Od pierwszej edycji jestem praktycznie na każdych kolejnych Targach Kosmetyków Naturalnych pod nazwą Ekocuda. Obserwuję jak z roku na rok jest coraz większe zainteresowanie wydarzeniem, co niesie ze sobą pewne niedogodności jak tłum ludzi, braki w asortymencie, gorąco, przy niektórych stoiskach brak możliwości spokojnego porozmawiania z dostawcami. Dla niektórych osób wadą jest także brak promocji na produkty przy niektórych stoiskach, ale wiecie co? Niewielkie manufaktury wcale nie muszą stosować zniżek i promocji, aby sprzedać swoje wyroby, wystarczy ich dobra jakość oraz związana z nią renoma wyrobów. W dzisiejszym poście chciałabym Wam pokazać kosmetyki, które znam i polecam oraz marki, którym ufam i których kosmetyki planuję kupić podczas najbliższych targów.


Zapraszam Was także na moją relację z pierwszej edycji Targów Ekocuda z listopada 2016 r. :)

targi-kosmetyków-naturalnych

EKOCUDA Naturalna pielęgnacja

Mydlarnia Cztery Szpaki to niewielka polska, rodzinna manufaktura. Do produkcji używane są własnoręcznie tłoczone oleje. W ofercie hydrolaty, musy do ciała, masła, peelingi (mam lawendowy, który dzięki glince jest niebieski!), kule kąpielowe i mydełka (mam jedno). Mam ochotę na hydrolat makowy i dezodorant w kremie.


Orientana - polska marka, która czerpie receptury z Azji, stamtąd pochodzą też składniki aktywne oraz orientalne zapachy kosmetyków. Zwykle podczas targów są różne promocje, można poprosić panie o próbki. Miałam sporo olejków tej marki, które są dość tłuste, mocno emolientowe. Krem z kurkumą jest świetny dla tłustej cery. Mam ochotę na ich żelowe maski-esencje oraz mój ulubiony peeling mechaniczny do twarzy Papaja. Dla lubiących nietypowe kosmetyki polecam balsam w kostce :)

Babo to ciekawa polska marka, która stawia na nawilżenie skóry i ochronę przeciwstarzeniową oraz maksymalne unikanie alergenów zamiast skupiania się na typie skóry czy wieku. Miałam okazję rozmawiać z właścicielką, która stworzyła kosmetyki dla siebie - bez zbędnych dodatków typu kompozycja zapachowa, za to wypakowane składnikami aktywnymi. Póki co w ofercie jest tonik (miałam miniaturkę - łagodzący, mocno nawilżający, koi wszelkie podrażnienia), krem (miniaturka fajnie nawilżała, nie "zapychała"), serum oraz maska-peeling.


Moja Farma Urody kolejna polska marka, którą od bardzo dawna obserwuję na Facebooku. Ostatnio miałam okazję poznać właścicielki i wiem, że na Ekocudach też planują się pojawić. Hitem tej marki są... jadalne kosmetyki. Fajne, naturalne składy, przede wszystkim proste i przemyślane, ciekawe maceraty ziołowe, własna olejarnia, miód - po prostu bajka! Do tego dodajmy oleje, zioła do picia oraz octy smakowe (osobiście zakochana jestem w buraczanym!).


D'Alchemy polska marka kosmetyków przeciwstarzeniowych, napakowanych składnikami aktywnymi i antyoksydantami. Kosmetyki nie są tanie, osobiście przekonałam się, że warto wypróbować po otrzymaniu próbek. Zakochałam się w niby treściwych konsystencjach, jednak bez tłustej warstwy, dobrym nawilżeniu i cudownych zapachach. Kosmetyki produkowane zgodnie ze standardami Ecocert, całkowicie wegańskie. Marka mnie urzekła zastąpieniem zwykłej wody hydrolatami, zawartością olei extra-virgin oraz olejków eterycznych i ekstraktów roślinnych kryjących się w ciemnym szkle.



Naturalna Bogini to portal i sklep, który kojarzy mi się przede wszystkim z kamiennymi masażerami (rollerami). Myślę, że to piękny prezent dla maniaczki naturalnego piękna. Kamienny masażer (mój jest jadeitowy) ma za zadanie pobudzić krążenie krwi i limfy pod skórą, przymknąć pory, a ponadto pomóc rozluźnić mięśnie, poprawić elastyczność skóry. Kamień jest zawsze chłodny, metalowe części nie zacinają się i nie skrzypią. Taki masaż jest bardzo odprężający, pomaga też lepiej wchłonąć się substancjom aktywnym z kosmetyków.


Rapan Beauty - czy muszę przedstawiać Wam tą markę? Najlepsze, aktywne maseczki glinkowe na rynku. Gotowe, nic nie trzeba mieszać. Niezawodne! Gdy moja cera potrzebuje oczyszczenia, dotlenienia i peelingu nie waham się ich użyć. Wiem, że niektórzy czują dość mocne mrowienie, zwłaszcza w przypadku wersji żółtej, jednak u mnie efekt ten ustąpił już przy drugiej aplikacji. Zużyłam wiele opakowań, a to naprawdę dużo znaczy dla osoby, która lubi testować nowości :) Ostatnio marka wprowadziła także inne produkty, m.in. tonik, sól do kąpieli, peeling, mydełka. Zwykle na targach są dobre promocje, więc spróbujcie sami.



Brooklyn Groove dla mnie nowość, poznana dzięki Paulinie z vloga OrganicMakeup, która "poczęstowała" mnie solidną porcją naturalnego dezodorantu z węglem aktywnym. Deo jest naprawdę dobry, póki co użyłam kilka razy i nawet w sytuacji dość stresowej nie czułam się nieświeżo. Ponadto ładnie, cytrusowo pachnie i pomimo ciemnego koloru nie brudzi ubrań. Ci ciekawe na pomysł kosmetyków właścicielka marki wpadła w Nowym Jorku, więc nazwa jest adekwatna :) Produkty ręcznie robione, wegańskie, naturalne. Mają świetne opakowania kojarzące mi się z miejskimi napisami na murach. Na pewno zajrzę podejrzeć co warto jeszcze kupić.

Be.Loved to marka, która szczególnie mnie zaczarowała swoim serum do twarzy, które znalazło się nawet w moim rankingu najlepszych kosmetyków 2018 roku! Genialny skład, w pełni naturalny, cudownie skomponowany pod potrzeby cery tłustej i problematycznej. Zero wypełniaczy czy przypadkowych składników, za to pięknie regulujące nadmierne wydzielanie sebum, kojące podrażnienia i wypryski, a zapach... Zapach sprawiał, że wyczekiwałam na chwilę wieczornej pielęgnacji! To zdecydowanie marka stworzona z miłością i pełną świadomością składów. Jedyny minus - na sera trzeba czasem czekać, ale warto.


Sylveco czyli chyba najbardziej znana polska marka kosmetyków naturalnych. Jedni ją kochają, inni nienawidzą twierdząc, że "wszystko ich zapycha" ;) Ja należę do teamu #lovesylveco, mimo że nie każdy kosmetyk się u mnie sprawdził, co uważam za jak najbardziej normalne. Kosmetyki należy dobierać pod potrzeby skóry, szukać cennych dla nas składników aktywnych i unikać tych, które wpływają niekorzystnie. Dla mnie "sylvecowa" seria do włosów jest nietrafiona, za mało oczyszczająca, za bardzo obciążająca, za to lipowy płyn micelarny lub seria Biolaven - MISTRZOSTWO! Tanie, łatwo dostępne, skuteczne, pięknie pachnące winogronem kosmetyki (nie lubiłam tylko kremu na dzień, ponieważ jest dla mnie zbyt emolientowy, za to wersja na noc była idealna przez całą dobę). Podobnie Vianek - szczególnie maseczki do twarzy, pomadki ochronne, olejki do ciała i włosów, fioletowy micel czy niebieski szampon do włosów - to moje tanie perełki. Poniżej podlinkuję Wam wszystko co się pojawiło na blogu na temat marki Sylveco. Niedawno na swoim Instagramie i Facebooku wrzuciłam wstępne wrażenia na temat kremu na zień Duetus (tu z kolei maseczki z węglem aktywnym to MISTRZ!), testuję też kilka kosmetyków Aloesove. Generalnie Sylveco rozwija się błyskawicznie! Jest też dedykowana seria dla dzieci, oczywiście z naturalnym składem. Na Ekocudach planuję kupić mój absolutny zestaw hitów czyli płyn do płukania ust i tonę pomadek z peelingiem :) PS. Na stoisku zawsze są jakieś promocje.




Lush Botanicals poznałam dość dawno również podczas jakichś targów, na których dostałam mnóstwo miniaturek tej marki. Szalenie mi się spodobały, ponieważ bardzo przypominają mi moje kosmetyki diy - ostatnio rzadko mam czas sama "kręcić" bardziej skomplikowane kremy, a tu proszę - dostępne są równie świeże "gotowce". Zapachy na bazie absolutów kwiatowych zachwycają i zapadają w pamięć na długo, a jednocześnie nie są nachalne czy męczące. Kto raz spróbował ten wie, o czym mowa. Poza tym składy są naprawdę piękne, pełne substancji aktywnych, na olejach tłoczonych na zimno. Wszystko zamknięte w eleganckim, ciemnofioletowym szkle.

Nature Queen - marka, którą poznałam początkowo "od strony" olei roślinnych i glinek. Produkty są niedrogie i fajnej jakości. Od jakiegoś czasu marka wypuszcza na rynek coraz to nowe kosmetyki gotowe, w ostatnich tygodniach serię do oczyszczania twarzy. Warto zajrzeć, szczególnie jeśli lubicie olejowanie twarzy lub włosów.


Bosphaera czyli producent mojego ukochanego peelingu do ciała ever! Bomba eteryczna, poprawiacz humoru i pogromca każdej paskudne pogody w postaci cytrusowych olejków eterycznych, cudownej konsystencji i działaniu (baza cukrowa). Dla mnie absolutny hit i mam już kolejne opakowanie! Fankom kąpieli w wannie z czystym sumieniem polecam śliczne babeczki do kąpieli - wyglądają absolutnie obłędnie, jak słodycze, a zapachy... Zapachy znajdą się dla każdego!



Senkara - polska marka, którą pierwszy raz wypatrzyłam u Aneczkablog. "Pandzioch" od razu przykuł moją uwagę, czyż opakowania nie są urocze? Do tego nietypowe zapachy jak banan, czekolada i nierafinowane masła. Wszystkie receptury autorstwa właścicielki - doktor nauk chemicznych, ale nie pozbawione przyjemności. W ofercie sera, musy, dezodoranty, olejki, hydrolaty, peelingi. Mam hydrolat Kwiat lotosu, na targach mam zamiar zaopatrzyć się w coś jeszcze :)


Lavera - marka niemiecka, na rynku od 25 lat! Kosmetyki produkowane zgodnie ze standardami certyfikowanych kosmetyków naturalnych. Do wyboru mamy prawdziwy ogrom produktów od pielęgnacji każdej skóry, przez kosmetyki dla dzieci i mężczyzn aż po higienę jamy ustnej. To co mi się podoba to brak sztucznych konserwantów, kompozycji zapachowych i wykorzystanie do produkcji energii ze źródeł odnawialnych. Miałam okazję poznać kilka kosmetyków, na targach celuję szczególnie w pasty do zębów (miałam już dwie, są wydajne i dobrze oczyszczają).


Manufaktura Mewa tworzy w pełni wegańskie, ręcznie wytwarzane produkty: masła do ciała, peelingi cukrowe, kule do kąpieli, sera i hydrolaty. Egzotyczne zapachy pokroju mango, mandarynka czy ananas z łatwością umilają dbanie o siebie. Kosmetyki mają cudowne konsystencje i nie są drogie. Miałam hydrolat Neroli, pięknie i naturalnie pachnący z fajnym atomizerem (zdjęcie niżej).

Sape - mała mydlarnia, w której ręcznie wytwarzane są niesamowite kosmetyki. Piękne, estetyczne szklane słoiczki z białą etykietą przywodzą na myśl minimalizm i prostotę, jaką możemy znaleźć w naturze. Marka kojarzy mi się z bardzo innowacyjnymi produktami jak mydło z luffą albo mocno oczyszczającą peelmaską z węglem aktywnym na bazie białej glinki, korundu i mydła potasowego. Jeszcze czegoś takiego nie widzieliście! Peelmaska myje, peelinguje i dogłębnie oczyszcza pory, przez co jest wręcz idealna do skóry tłustej, zanieczyszczonej. Przy tym zupełnie nie wysusza, pozostawia cerę czystą, miękką i gładką. Czary! Poza tym w ofercie oleje, mydła, sera, produkty do demakijażu i kule do kąpieli.


La-Le poznałam od przeczytania gdzieś, że mają hydrolat porzeczkowy. Jako wielka fanka hydrolatów musiałam go mieć, więc na poprzedniej edycji Ekocudów kupiłam. Zapach to nie są typowe owoce, jest trochę "trawiasty", ale o ciekawej cierpkiej nucie, osobiście bardzo mi się podobał. Przy okazji do koszyka wpadł dezodorant na bazie sody o zapachu zielonej herbaty - całkiem niezły, niesamowicie wydajny, o miękkiej, plastycznej konsystencji. Dezodorant Lale na co dzień jest bardzo dobry, zawiódł mnie tylko raz, ale było to w mocno stresowej sytuacji, więc wybaczam :) Jest to kolejna marka stricte wegańska. Kusi mnie czekoladowe masełko do ust oraz kolejne hydrolaty, tym razem postawię chyba na borowinowy albo jagody goji. Uwaga! Jest też hydrolat męski (rumianek, mięta, lawenda, szałwia) :)

Bio Up to jest sztos! Ich tonik na bazie hydrolatu z opuncji i róży zapachem rozłożył  mnie na łopatki, a działanie nie ustępuje temu aromatowi :) Cera spryskana tym tonikiem natychmiast odzyskuje wigor, naprawdę nie wiem jak inaczej mam to określić! To bomba witaminowa, która nawilża, rozjaśnia, koi, przymyka pory, a jednocześnie zawiera sporo substancji aktywnych, które niestety czasem mogą się "pogryźć" z innymi produktami. Mówiąc wprost ten kosmetyk to coś o wiele więcej niż tylko tonik, który wielu osobom kojarzy się z pachnącą wodą o niższym pH. Tutaj mamy masę dodatkowych substancji, które czynnie wpływają na cerę. Widoczne na zdjęciu serum pod oczy jest absurdalnie wydajne, więc z powodzeniem  stosuję je na cała twarz, a także dekolt. Po kolorze widać, że oleje nie są rafinowane, serum dobrze współpracuje praktycznie z każdym produktem, z jakim go używałam. W moim posiadaniu jest także olejek do demakijażu z emulgatorem (spłukiwany wodą!) o zapachu cytrusowym, który uwielbiam - jest niesamowicie skuteczny, przyjemny w użyciu i posiada świetny skład. Uwaga - wiele surowców posiada certyfikaty.


Iossi - polska marka, która zachwyca składami. Do tej pory poznałam trzy kosmetyki: mydełko, serum rozświetlające (również znalazło się w ulubieńcach 2018 r!) oraz poniższą maseczkę antyoksydacyjną. Markę bardzo lubię, fajne składy, szczególnie dla osób w "moim wieku", w okolicach trzydziestki, gdy szukamy w kosmetykach już czegoś więcej niż tylko nawilżenie. Szczególnie przyjazna marka wrażliwcom oraz cerom problematycznym i alergicznym. PS. Maseczka pięknie rozjaśnia i rozświetla cerę, idealna dla skóry z problemami naczynkowymi. Trzeba ją rozrobić jak glinkę.


Polny Warkocz z mojego rodzinnego Lublina, chyba zawsze będę sympatyzować z tymi kosmetykami. Znamy się nie od dzisiaj, a to dzięki mazidłom marki. Są to tłuściutkie, trochę napowietrzone kremiki, zdecydowanie do stosowania na noc jako warstwa emolientowa na coś nawilżającego. Esencje to cuda! Dla jednych to po prostu tonik, dla innych o wiele więcej. Wodnista konsystencja zawiera sporo humektantów, pięknie pachnie i można ją stosować na milion sposobów. Idealna do maseczek w płachcie diy! Poza tym do wyboru mamy także koncentraty czyli olejki myjące do twarzy (z emulgatorem). Receptury dość proste, a mimo to skuteczne. Design opakowań swojski, słowiański. Produkty w ciemnym szkle. Bardzo niskie ceny!



Bartos - polska marka stworzona przez magister chemii. Świetne składy, pełne witamin i substancji aktywnych na bazie soku z aloesu, mocno nawilżające i odżywcze. Super fajne opakowania z dużą pompką typu air less. W ofercie także płyn micelarny. PS. Krem z witaminą C to prawdziwy sztos, jeden z dwóch moich ulubieńców ostatnich lat i jeden z niewielu kremów do twarzy, do którego jeszcze wrócę. Miał w sobie "to coś", przez co moja skóra lśniła, była jędrna, dobrze nawilżona, gładka i promienna, a choć wcale tego nie obiecywał dodatkowo pozostawiał cerę matową! EDIT: moja recenzja dotyczy poprzedniej formuły, jak się okazuje skład trochę został zmieniony.


Shy deer to marka zainspirowana... lasem. Śliczne opakowania z kawałkami drewna, ciekawy design. Receptury oparte zostały o hydrolaty, które wyparły powszechnie stosowaną wodę, dodając formułom jeszcze więcej składników aktywnych. Dodajmy do tego mnóstwo ekstraktów roślinnych i olejki eteryczne. Jestem na tak!

Dworzysk uwielbiam głownie za herbatkę Śpij Dobrze. Jej kojący zapach i smak zawsze pozytywnie nastraja mnie do snu, wycisza i koi nerwy. Uwielbiam! Co równie ważne lubi ją mój mąż. Dworzysk posiada własne pola lawendy, skład pochodzą kwiaty używane do produkcji m.in. kosmetyków. Hydrolat lawendowy tej marki pachnie przyjemnie, nie jest za mocny ani sztuczny, zawiera jednak fenoksyetanol (mnie to nie przeszkadza, ale wiem, że niektórzy unikają). PS. Atomizer tworzy idealną mgiełkę i nigdy się nie zdarzyło, żeby się zaciął.


O!Figa to marka młoda, ale ambitna! Wszystkie kosmetyki bazują na cennym i nietanim oleju z opuncji figowej. Pozostałe składniki to jeszcze rzadziej spotykane, innowacyjne substancje takie jak olej z nasion cedru syberyjskiego, bioferment z tonkowca wonnego, ekstrakt CO2 z dzikiej róży, ekstrakt z juki. Osobiście mam hydrolat różany tej marki, ale poluję na coś ambitniejszego!


EKOCUDA Naturalny makijaż

Lily Lolo to brytyjskie kosmetyki mineralne. Osobiście miałam kilka produktów. Na szczególną uwagę zasługuje podkład mineralny, doskonale zmielony, ładnie stapia się z cerą oraz tusz do rzęs Big Lash Mascara, który idealnie rozdziela, podkręca i podkreśla rzęsy (moje są krótkie i jasne, a mimo to efekt był bardzo zadowalający). Pełna recenzja poniżej. Poza tym marka słynie z pomadek i błyszczyków do ust - mam jeden i jak nie lubię błyszczyków ten stale mi towarzyszy. Fajny jest też bronzer w kompakcie.


Felicea z kolei to nasza rodzima marka kosmetyków naturalnych, ale nie w formule sypkiej. Marka oferuje bardzo trwałe prasowane cienie do oczu oraz pudry i róże, ładnie napigmentowane kredki do oczu oraz korektory do twarzy. Markę natomiast najmocniej kojarzę z klasycznymi, ultra komfortowymi pomadkami do ust, do złudzenia przypominającymi kolorowy balsam do ust. Te pomadki są niesamowite, zupełnie nie czuć ich na ustach, "nosi" się je wygodnie, przez to nie są bardzo trwałe. Za to po zmyciu usta wyglądają na zadbane, nie są wyschnięte i przesuszone, a to dla mnie największa zaleta. Nowością Felicea jest tusz do rzęs, który kupimy w jednej z dwóch wersji szczoteczki: klasycznej lub silikonowej. Tusz nie uczula, ma skład łagodny dla alergików, delikatnie podkreśla i przyciemnia rzęsy. Ciekawa propozycja na co dzień dla osób, które mają naturalnie dłuższe, ale jasne włoski. Marka posiada także olejek do demakijażu (bez emulgatora). Wszystkie kosmetyki mają fajne składy (nie wypatrzyłam np. talku), niektóre substancje posiadają certyfikat ECOCERT.


Annabelle Minerals to pierwsza moja naturalna kolorówka, mineralna i polska marka. Podkłady w formule matującej są idealne dla mojej cery, nie "ciastkują" się (nakładam je pędzlem kabuki tej samem marki), ładnie stapiają z cerą, nie wybłyszczają się zbyt szybko. Genialna wydajność i całkiem wygodne opakowania (choć Lily Lolo były dla mnie praktyczniejsze, chodzi o przekręcane sitko, które w AM jest "na zatrzask"). Poza tym darzę absolutną miłością cienie i róże Annabelle Minerals, wszystkie w formułach sypkich. Na dzień dają mi komfort trwałości i naturalności. Nie zauważyłam, aby "zapychały", ale codziennie dbam o dokładny, delikatny demakijaż i oczyszczanie, nie chodzę spać w makijażu, nawet naturalnym. Wydajność tych minerałów jest dla mnie kosmiczna! Początkującym w temacie absolutnie odradzam formułę kryjącą, która wymaga odrobinę wprawy i przy "ciężkiej" ręce potrafi naprawdę niekorzystnie wyglądać na skórze, szczególnie tłustej czy mieszanej.

Ecolore to kolejna polska marka kosmetyków mineralnych, tym razem zachwycająca mnie szczególnie bronzerami, rozświetlaczem i różami. Podczas targów planowana jest promocja 10% taniej oraz przy zakupie 3 kosmetyków cień do powiek gratis. Poza tym najlepiej dobrać odcienie przy stoisku, na żywo. Formuły tych minerałów są bardzo drobno zmielone, przez co łatwo się nimi pracuje, praktycznie każdym pędzlem do minerałów.

Amilie - kosmetyki mineralne, również polskiej marki. Świetnej jakości podkłady w kilku formułach. Szczególnie warto sprawdzić formułę jojoba, która ma niezłe krycie, a na twarzy daje efekt "blur" jak Photoshop - skóra wygląda na promienną, miękką i gładszą! Warte uwagi są również pudry, cudowne róże, bronzery, a przede wszystkim cienie, w tym dwa duochromy - trwałe, pięknie się mieniące.


Puro Bio to kolejna naturalna marka oferująca kosmetyki do makijażu, tym razem włoska. Tu przede wszystkim wspomnę, że miałam przyjemność uczestniczyć w warsztatach z tą marką, a także poznać na własnej skórze "moc" podkładu kryjącego. Wiem, że z tym podkładem wiele osób ma kłopot i wcale się nie dziwię, ponieważ jest szybko zastygający i mocno napigmentowany, przez co trzeba nakładać go szybko i sprawnie. Od makijażystki dostałam info, że podkład najlepiej współpracuje z dedykowanym pędzlem tej samej marki, który jest naprawdę mocno zbity. Ruchy stemplujące i dość mocno wciskające produkt w skórę miejsce przy miejscu powinny sprawić, że cera będzie wyglądać naturalnie, a jednocześnie podkład zakryje wszelkie przebarwienia. Nie ukrywam - wymaga to wprawy i na pewno nie jest to produkt dla początkujących. Za to podkład w kroplach jest już bardziej przyjazny, a też ma całkiem przyjemne krycie. Dodatkowo podczas ostatnich Ekocudów kupiłam tusz Impeccable Mascara (bez niklu) z lekko podkręcającą szczoteczką i muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona z efektu! Tusz jest idealnie czarny, rozdziela i lekko podkręca włoski. Obiecującą wyglądają też rozświetlacze (zdjęcie niżej) i cienie tej marki.


Ovium - marka wielorazowych, mięciutkich, biodegradowalnych, bawełnianych płatków kosmetycznych. Szyte w Polsce, z bawełny organicznej, dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, świetnie się piorą i długo służą. Dla osób zainteresowanych #lesswaste i dobrej jakości produktami w przystępnej cenie.

EKOCUDA Naturalna chemia domowa

Klareko to sprawdzone receptury babć, ekologiczne półprodukty, bezpieczne dla ludzi i środowiska środki czystości. Składy oparte m.in. o kwas octowy, który jest naturalny, a działa mocniej niż domowy ocet. Proszek do prania, płyn do tkanin, mus czyszczący, środki do mycia luster  - to tylko niektóre produkty z dostępnego asortymentu, natomiast wszystkie cudownie połączone z aromaterapią dzięki zawartości olejków eterycznych.

Yope znane przede wszystkim z mydeł i żeli pod prysznic o ładnych zapachach, które uwielbiam. Marka posiada także w ofercie środki czystości: płyny do mycia naczyń, płyny uniwersalne, do szyb, do podłogi - niestety okazuje się, że produkty zawierają bardzo alergenne, syntetyczne konserwanty m. in. MIT, w związku z czym nie polecam i sama też nie kupię. Dostępne są także świece zapachowe - nie znam jednak całego składu, zobaczę na miejscu :)

Miuka Candles - świece z wosku rzepakowego wytwarzane ręcznie w Polsce. Podczas poprzednich targów chciałam kupić, jednak nie było zapachu, na który poluję. Zapachy są naprawdę niesamowite! Same świece w szklanych słoiczkach wyglądają elegancko, po prostu przepięknie! (3 zdjęcie powyżej, na środku).

Olivia Plum - świece sojowe (edit: mam info od producenta, że świece są dostępne tylko w okresie jesienno - zimowym) oraz ręcznie robione w niewielkich partiach kosmetyki pielęgnacyjne. Marka posiada także specjalną męską kolekcję produktów oraz ręcznie robione, porcelanowe mydelniczki. Podoba mi się, że marka stawia na współpracę z niewielkimi, lokalnymi producentami surowców.


Uwaga, moja lista jest obrzydliwie subiektywna i absolutnie nie oznacza, że pozostałe marki trzeba pomijać, bo jest coś z nimi nie tak. Wręcz zachęcam do spędzenia na targach wielu pasjonujących godzin na rozmowach z wystawcami, którzy w większości doskonale znają swój asortyment. Wiele nowych firm osobiście reprezentują pomysłodawcy i właściciele! Uwielbiam EKOCUDA właśnie za tą różnorodność, od dobrze znanych nam już marek po mniejsze, startujące manufaktury. Udanych zakupów!


PS. Koniecznie podzielcie się swoimi ulubionymi markami lub nawet konkretnymi kosmetykami. Stwórzmy wspólnie najlepszą naturalną listę zakupową w internetach :)

Najlepsze naturalne kosmetyki 2018 roku! Ranking hitów kosmetycznych do pielęgnacji

Muszę przyznać, że rok 2018 jest rekordowym rokiem jeśli chodzi o odkryte przeze mnie perełki kosmetyczne. Oczywiście mam na myśli tylko kosmetyki naturalne i te z dobrym, bezpiecznym składem, a jednocześnie wyraźnie wyróżniające się na tle innych. Ranking jest z oczywistych względów subiektywny - jak każdy ranking, tym bardziej, że nie używałam wszystkich kosmetyków świata i na pewno jest jeszcze wiele nie odkrytych, a genialnych kosmetyków. Myślę, że każdy jednak znajdzie tu coś interesującego dla siebie :) Lecimy?


najlepsze-kosmetyki-naturalne

Dwa najlepsze naturalne kremy do twarzy 2018!

Włoska marka Bema Cosmetici rozkochała mnie w sobie praktycznie od pierwszego użycia. Krem przeznaczony do cery tłustej i mieszanej o aksamitnej, lekkiej konsystencji. Doskonale i, co najważniejsze, długotrwale nawilżał, co szczególnie mocno odczułam podczas lata. Jednocześnie koił podrażnienia i nie "zapychał". Lekki, migdałowy zapach, świetna wydajność i szklany słoiczek to kolejne plusy. Krem ten nieraz mnie uratował przed przesuszeniem i odwodnieniem skóry w ciągu lata, a jednocześnie doskonale regenerował skórę i pomagał jej odzyskać zdrowy, świeży wygląd. Idealnie współgrał zarówno z naturalną kolorówką, jak i drogeryjną. Świetny na dzień (w chłodniejsze dni), jak i na noc latem. Skład z certyfikatami, w pełni bezpieczny i napakowany składnikami aktywnymi. Koniecznie przeczytajcie pełną recenzję, gdzie zawarłam również kilka słów o kremie do rąk tej marki - jednym z najlepszych, jaki kiedykolwiek miałam (a miałam naprawdę dużo!). Kosztuje ok. 78 zł. W drogerii ekozuzu.pl jest największy wybór kosmetyków Bema, także dla dzieci i mężczyzn.


krem-naturalny-bema

Kolejna perełka do twarzy, tym razem polskiej marki Bartos, to krem Ruby Vine z ekologicznym ekstraktem z liści winogron. Opakowanie plastikowe, ale z pompką typu air less (pompka dość nietypowych rozmiarów, ale po dojściu do wprawy bardzo wygodna w użyciu). W składzie niesamowita moc m.in. roślinnych ekstraktów, olei, wit. C i aloesu. Konsystencja na pierwszy rzut oka bogata, ale momentalnie się wchłaniała, nie pozostawiając żadnej nieprzyjemnej warstwy. Nadawał się pod każdy makijaż, spokojnie można go było stosować zarówno na dzień, jak i na noc, a także pod oczy. Nie wzmagał błyszczenia (mam tłustą skórę, więc dla mnie to ważne). Przeznaczony szczególnie do cery naczynkowej, normalnej, tłustej i skłonnej do alergii (brak kompozycji zapachowej). Świetnie radził sobie z nawilżeniem i uelastycznieniem skóry. Zauważyłam też, że przyspieszał gojenie niedoskonałości i wygładzał. Wzmacniał naczynka, rozjaśniał zaczerwienienia. Genialny! Kosztuje 130 zł.


bartos-ruby-vine

Trzy najlepsze naturalne sera do twarzy 2018!

Be.Loved serum It's a New Day to lekki olejek w ślicznej buteleczce wskazany szczególnie do cery tłustej, zanieczyszczonej, trądzikowej, problematycznej czy mieszanej. Niesamowicie trafiony skład, a w nim m.in. olej szafranowy, słonecznikowy, z pestek winogron, arganowy, awokado, konopny, tamanu, witaminy C i E oraz olejki eteryczne (miętowy, cytrynowy, mandarynkowy). To, co serum It's a New Day wyczynia z cerą tłustą to czary! Koi dosłownie w kilka chwil wszelkie podrażnienia, łagodzi swędzenie, a wypryski znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki! Przeciwdziała powstawaniu zaskórników, więc cera jest oczyszczona, wygładzona, pięknie rozświetlona i jędrna. Poprzez taką zawartość olei działa ochronnie, a jeśli nałożymy pod nie żel aloesowy czy hydrolat wzmacnia nawilżenie i zapobiega odparowaniu wody z naskórka. Reguluje wydzielanie sebum, może nie od razu, ale przy regularnym stosowaniu cera tłusta mniej się świeci, a makijaż wygląda lepiej i dłużej jest matowy. Jest to oczywiście olejek, ale z tych szybciej się wchłaniających, nie pozostawia długotrwałej, tłustej warstwy. Pachnie cytrusowo, ożywczo, obłędnie! Zużyłam już dwie buteleczki i ubolewam, że ostatnio jest nie do kupienia, mam nadzieję, że to się zmieni.

beloved-serum-its-new-day

Iossi Serum rozświetlające to kolejny olejek naturalny, tym razem tłustszy niż Be.Loved i mocno pomarańczowy (ze względu macerat z marchwi). Dobrze się rozprowadza, ale zdecydowanie dłużej wchłania, potrafi też barwić ubrania czy pościel, dlatego przed położeniem się spać najlepiej odczekać dłuższą chwilę. Pachnie przyjemnie, geraniowo, naturalnie (olejki eteryczne). Pomaga cerze w walce z przebarwieniami oraz zaczerwienieniem, mocno odżywia i koi cerę. Świetny produkt, który można kupić w dwóch pojemnościach. Niesamowicie wydajny!

 
naturalne-serum-do-twarzy

Świetne, proste serum typu DIY poznałam dzięki gotowemu zestawowi ze strony z półproduktami ecospa. Z jednego zestawi wychodzą aż trzy buteleczki serum, co przekłada się na niską cenę. Dodatkowo w dowolnym momencie możemy sobie wymieszać świeżą dawkę serum i używać najbardziej aktywnej wersji wit. C. Serum doskonale rozjaśnia i odświeża cerę, działa antyoksydacyjnie, przymyka pory, nawilża. Fajny, prosty skład. Moja cera je pokochała!

  ecospa-serum-witamina-c-diy

Najlepsze gotowe maseczki naturalne 2018

Maseczki Rapan Beauty poznałam tak naprawdę w 2017 roku, ale to w 2018 zużyłam ich naprawdę wiele. Gotowe maseczki z syberyjskimi glinkami (niebieską i żółtą), ze składnikami aktywnymi. Odkręcamy słoiczek, mieszamy zawartość i nakładamy na czysta skórę. Dodatkowo wersja żółta umożliwia wykonanie peelingu, ponieważ glinki nie są bardzo drobno zmielone. Używam ich zawsze gdy cera ma gorszy okres, momentalnie koją podrażnienia, zaczerwienienie i wysuszają niewielkie wypryski. Pozostawiają skórę czystą, gładka, z przymkniętymi porami, a wcale nie wysuszają! Dodatkowo to nasz polski producent, który się rozwija - ostatnio pojawiły się nowości tej marki w postaci mydełek, peelingów do ciała, soli do kąpieli oraz toniku.


rapan-beauty-nowosci

Maseczka całonocna z serii Ava Eco z doskonałym naturalnym składem to jeden z tych produktów, które pomagają cerę odżywić i chronić w trudniejszym czasie. Maseczka idealna na okres jesieni i zimy, ponieważ "zamyka" nawilżenie w naskórku, dzięki czemu cera rano jest promienna, jędrna i gładka. Cała seria Ava Eco jest warta zakupu, podobnie miło wspominam tonik na hydrolacie lawendowym. Łagodzi też zaczerwienienia i wypryski.


naturalna-maseczka-avaeco

Na wyjazdy natomiast zdecydowanie wolę maseczki w saszetkach. Najlepsze jakich używałam to maski marek Vianek, Duetus z węglem aktywnym oraz Clochee, ale tylko wersja z czerwoną glinką. Są to moje sprawdzone maseczki, gdy mam ochotę na jednorazowy zabieg. 
Różowa maseczka Clochee posiada rudy kolor i dobrze rozprowadzającą się konsystencję. Delikatnie pachnie różą. Jedna saszetka składa się z dwóch oddzielnych komór, więc wystarcza spokojnie na dwa zabiegi.
Dobrze wygładza, nawilża i odżywia skórę, a efekt jest widoczny nawet po jednorazowym użyciu. Nie farbuje skóry i posiada bardzo ładny skład.


nawilzajaca-maseczka-clochee

Najlepsze toniki czyli Bioup i hydrolaty

Hydrolaty Uwielbiam po prostu! Od dwóch lat stosuję pielęgnację "na mokro", co niesamowicie pozytywnie wpłynęło na moją cerę, jej nawilżenie i ukojenie. Chyba każda posiadaczka cery tłustej czy mieszanej zna problem błyszczenia, warzenia się makijażu, rozszerzonych porów, zaskórników i wyprysków? Jeśli tak, gorąco zachęcam do spróbowania tej metody, która pomogła już wielu osobom z mojego polecenia :) Wystarczy nakładać serum i/lub krem na dobrze oczyszczoną skórę uprzednio spryskaną hydrolatem lub tonikiem (koniecznie bez detergentów i najlepiej z prostym, krótkim składem). Krem lub serum WKLEPUJEMY w skórę, a nie wcieramy :) Pamiętajcie też, że nie każdy hydrolat może być tonikiem, bo nie każdy ma odpowiednie pH (warto podpytywać producentach, sprawdzać na stronach czy etykietach lub też orientacyjnie samodzielnie papierkiem lakmusowym - do kipienia w aptece lub na stronach z półproduktami).


jak-dobrac-hydrolat

rozne-hydrolaty

Markę Bioup poznałam dopiero w listopadzie, ale szturmem podbiła moje serduszko. Szczególnie tonik oparty o hydrolat z opuncji i róży przypadł mi do gustu. Jest to bardzo aktywny produkt, dlatego zauważyłam, że nie z każdym kremem się dogada, szczególnie naturalnym (wtedy twarz czerwienieje i lekko piecze, ale występuje to tylko w połączeniu z nielicznymi produktami, więc wybaczam). Zaopatrzony w genialny atomizer, tworzący drobną mgiełkę, pachnącą i mocno nawilżającą. Skład marzenie! Używam go codziennie od ponad miesiąca i moja cera jest promienna, nawilżona pomimo ciągłych zmian temperatur i ogrzewania, ukojona. Skoncentrowane serum pod oczy jeszcze testuję, czasem nakładam je również na noc na całą twarz.

tonik-z-opuncji-figowej


Peeling cukrowy Bosphaera to kolejny naturalny produkt, który zachwycił mnie szczególnie obłędnie cytrusowym zapachem! Gdy mam gorszy dzień poprawia mi humor, dodaje energii, a jednocześnie posiada świetną konsystencję. Dobrze wygładza skórę i pozostawia ją miękką i natłuszczoną. Zużywam właśnie drugie opakowanie i na pewno nie ostatnie :)

peeling-bosphaera

Olej moringa oraz olej z nasion kawy Etja to olejowe nowości, które poznałam z 2018 roku. Miałam już naprawdę mnóstwo różnych olei, ale ostatnio to właśnie moringa używam najchętniej. Nie jest to olej tłusty, dość szybko się wchłania (jak na olej oczywiście), nie pozostawia nieprzyjemnej warstwy na skórze na długi czas. Pięknie "domyka" nawilżenie po uprzednim nałożeniu na skórę np. żelu aloesowego, a jednocześnie nie brudzi, nie tłuści i nie "zapycha" cery. Pomaga regulować wydzielanie sebum oraz zapobiega powstawaniu zaskórników i pryszczy! Nie wyczuwam silnego zapachu, więc jest neutralny, a "robi robotę". Jeden z lepszych do skóry tłustej olei jakie miałam! Ten z Etja jest nierafinowany i tłoczony na zimno.
Olej z nasion kawy natomiast pachnie mocną, aromatyczną kawą. Pobudza, działa regenerująco i ujędrniająco. Nadaje się też do ciała (masaż antycellulitowy). Łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie ranek. Etja jest nierafinowany i tłoczony na zimno.

oleje-etja

olej-kawowy-etja

Olejki eteryczne lubię od lat i te od Optima Natura również znałam wcześniej, ale to w 2018 zaczęłam namiętnie kombinować różne przepisy z ich udziałem. Pierwszy raz miałam również olejek limonkowy, który jest najcudowniejszym, najświeższym i najradośniejszym zapachem ever! Olejkom eterycznym Optima ufam całkowicie, wiem, że są świetnej jakości (wierzcie mi, można to czasem rozpoznać po zapachu, niektórzy producenci niepotrzebnie kombinują z "ulepszaniem" swoich produktów). Robię z nich płyn do płukania tkanin, odświeżacze do domu, kule do kąpieli, sera do twarzy, kremy, toniki, szampony.


olejki-eteryczne

Tak się przedstawiają moje naturalne hity kosmetyczne do pielęgnacji. Koniecznie dajcie znać czy coś znacie i jakie Wy macie wrażenia. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że każda z nas ma inną skórę, a w związku z tym moje hity dla kogoś innego mogą być "kitem". Zdarza się, nie ma kosmetyków dobrych dla wszystkich :)



W następnym poście planuję napisać o naturalnym makijażu oraz myślę o poście na temat kosmetyków, które się nie sprawdziły u mnie w ostatnich miesiącach (drugą część wpisu o rozczarowaniach).
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj