My Deer - nowa marka Shy Deer, polskie kosmetyki naturalne

Shy Deer - pod tą uroczą nazwą kryje się polska marka kosmetyczna, znana z fajnych, bogatych, naturalnych składów oraz... drewnianych korków w swoich produktach. Niedawno "Jelonek" zaprezentował nowość - drugą swoją markę, bardziej uniwersalną, prostą i tańszą pod nazwą My Deer. Marka ta jest idealna dla nastolatków, osób stosujących składniki aktywne innych marek (np. retinol), osób ze skórą normalną oraz wrażliwą - ze względu na fajne, ale bardzo uniwersalne składy, pozbawione potencjalnie drażniących (choć aktywnych) substancji.

Aktualnie My Deer to dwa podstawowe kosmetyki do pielęgnacji: żel myjący do twarzy oraz lekki krem nawilżający w szklanej butelce.

 

polskie-kosmetyki-my-deer-opinie
 

Żel oczyszczający z glinką CLEAN ME DEER - nowości kosmetyczne

Bardzo łagodny dla skóry, delikatnie się pieniący żel do twarzy. Dobrze oczyszcza skórę zarówno rano, jak i wieczorem. nadaje się do demakijażu, przynajmniej kosmetyków naturalnych do makijażu - wystarczy umyć twarz dwukrotnie tym samym produktem. Nie zostawia tłustej warstwy, nie ściąga i nie wysusza skóry, nie podrażnia cery wrażliwej. Jest bardzo uniwersalny. Mogą go stosować zarówno nastolatki, jak i cery dojrzałe. Zapach leciutki, arbuzowy, świeży, przyjemny, nie przeszkadzał mi. Ja stosowałam dokładnie 2 pompki na mycie twarzy wraz z szyją i to była idealna ilość.

my-deer-zel-oczyszczajacy-recenzja-opinie

Wygodna pompka, która się nie zacina. Pojemność 100 ml w raz raz na wakacje i na co dzień. Lekka butelka z plastiku z recyklingu. Kosztuje ok. 28 zł/100 ml. Nie szczypie w oczy. Nie zaburza pH skóry. Wydajność bardzo przyzwoita!

zel-z-glinka-my-deer-konsystencja

Lekki krem HYDRATE ME DEER do twarzy i pod oczy My Deer - recenzja, opinia

Bardzo uniwersalny krem! Można go używać na dzień, na noc, a także pod oczy! Dla fanek minimalizmu kosmetycznego wręcz ideał! Bardzo dobrze nawilża skórę, a przy tym posiada ładne matowe wykończenie bez tłustej warstwy. Nie roluje się, nie lepi, nie "zapycha". Posiada wspaniałą konsystencję, która bardzo umila aplikację, a jednocześnie dogaduje się dosłownie z każdym serum, olejkiem czy kremem z filtrem SPF. Niewiele jest na rynku tak bezproblemowych kremów do twarzy.

my-deer-krem-recenzje

Butelka szklana z pompką. Mój egzemplarz trochę się buntował, gdy zostało 1/3 kremu w opakowaniu - pompka nie chciała już zasysać masy i musiałam go wytrząsać do góry nogami. Mimo to wybaczam, bo to produkt "do tańca i do różańca". Nałożony grubszą warstwą sprawdzał się także przy retinolu na noc (regeneracja, nawilżenie). Daje subiektywne uczucie "zaopiekowania" się skórą, w żadnym razie nie jest to produkt, który po prostu znika (odparowuje) ze skóry i tyle. Po nocy skóra jest miękka i przyjemna w dotyku. Mimo wszystko warto zwrócić uwagę, że skład jest dość prosty, bez ogromnej ilości substancji aktywnych, skupiony na nawilżaniu i zatrzymaniu wody w naskórku. To może być plus - przy cerze normalnej i wrażliwej, a także stawiającej na jeden konkretny składnik aktywny np. retinal, niacynamid w wyższym stężeniu. Nie podrażnia oczu i nie migruje pod powiekę. Kosztuje ok. 39 zł/50 ml. Bardzo wydajny.

lekki-krem-naturalny-uniwersalny

Oba produkty zostały już przeze mnie wykończone. Chętnie do nich kiedyś wrócę! Można go kupić u producenta, na targach kosmetycznych oraz w drogeriach z naturalnymi kosmetykami (głównie on-line).

Bielenda, Carbo Detox, Żel i czarne maseczki bez węgla aktywnego

Co jakiś czas nastaje moda na konkretny składnik w kosmetykach. W tym czasie obserwujemy wysyp produktów kolejnych marek np. z aloesem czy śluzem ślimaka. Ba, wysyp całych serii kosmetyków! Z jednej strony to dobrze, ponieważ cenne właściwości poszczególnych składników aktywnych docierają do świadomości konsumentów. Z drugiej strony zdarza się, że producenci korzystają jedynie z dobrej opinii składnika, natomiast w swoich kosmetykach stosują ich minimalne ilości, dosłownie odrobinę (jednak uwaga, niektórych składników aktywnych nie można używać w wysokim stężeniu, takie rzeczy trzeba oczywiście wiedzieć przed analizą składu). Zdarza się nawet, że wychwalanego składnika nie ma ani trochę! Dlatego uważam, że czytanie składów to podstawa, choć pamiętajcie, że z samego INCI nie dowiemy się wszystkiego (nie wiemy ile dokładnie składnika jest w formule, nie wiemy nic o jego pochodzeniu, jakości, czystości, o olejach czy są rafinowane, o niektórych składnikach czy są pochodzenia zwierzęcego czy roślinnego - chyba, że producent nam napisze to na opakowaniu). Pamiętajmy, że formuły kosmetyków są chronione! 

Jakiś czas temu nastała moda na kosmetyki z węglem aktywnym. Między innymi nasza rodzima Bielenda wprowadziła węglowe kosmetyki pod wspólną nazwą Carbo Detox. Do dyspozycji mamy m.in. produkty do oczyszczania twarzy i demakijażu, maseczki, serum i krem, kosmetyki do pielęgnacji włosów, a nawet olejek pod prysznic czy peeling do ciała. Wszystko czarne :) Jakiś czas temu dostałam żel do oczyszczania twarzy i trzy maseczki w saszetce, nawet nie pamiętam skąd je mam (na pewno nie kupiłam sama, możliwe, że były w jakimś boxie niespodziance albo wygranej w konkursie). Tak wychwalane, że chciałam sama sprawdzić i... musicie przeczytać dalej!



bielenda-carbo-detox

Bielenda, Carbo Detox, Oczyszczający żel węglowy do mycia twarzy

"Oczyszczający żel o działaniu detoksykującym, który szybko i skutecznie myje oraz odświeża skórę mieszaną czy tłustą. Usuwa zanieczyszczenia, makijaż i nadmiar sebum. Zawartość aktywnego węgla zapobiega powstawaniu wyprysków, oczyszcza cerę przyciągając zanieczyszczenia i toksyny z powierzchni i głębszych warstw skóry. Witamina B3 działa antytrądzikowo, reguluje wydzielanie sebum, matuje, regeneruje, poprawia koloryt."
Sposób użycia: żel delikatnie rozmasować na zwilżonej skórze, a następnie spłukać wodą. Stosować codziennie rano i wieczorem lub częściej.
Kosztuje ok. 16zł/195g.

Skład: Aqua (woda), Glycerin (gliceryna, humektant, nawilża), Sodium Cocoyl Alaninate (łagodna substancja myjąca z kokosa), Acrylates Copolymer (stabilizator emulsji), Carbon Black (czarny barwnik, nienaturalny), Niacinamide (wit. B3, cenna dla tłustej cery, reguluje wydzielanie sebum, matuje, zwęża, pory, rozjaśnia), Polysorbate 20 (emulgator i detergent, może być zanieczyszczony, lepiej nie stosować na podrażnioną czy uszkodzoną skórę), Triethanolamine (TEA, regulator pH, może wysuszać i podrażniać, nie powinno się długotrwale stosować produktów z tym składnikiem), Disodium EDTA (chelator, wiąże metale ciężkie), Parfum (kompozycja zapachowa), Methylchloroisothiazolinone (kontrowersyjny konserwant, silnie uczulający, niezalecany w ciąży), Methylisothiazolinone (kontrowersyjny konserwant, uczulający, niezalecany w ciąży).

bielenda-zel-do-twarzy-wegiel

Podsumowując skład: początek jest ok, mamy mieszankę wody z nawilżającą gliceryną i łagodną substancją myjącą. Za to potem barwnik udający węgiel aktywny (węgla w ogóle nie ma w INCI!), kontrowersyjne substancje, choć trzeba przyznać, że w produkcie spłukiwanym narobią mniej szkód niż w kremie. Nie zalecałabym żelu węglowego kobietom w ciąży ani osobom z trądzikiem, szczególnie rozdrapanym (otwartymi rankami).

Carbon Black to nie jest węgiel aktywny

Carbon Black jest sadzą, która powstaje podczas spalania węglowodorów (różnego pochodzenia olejów, także ropy), a nie węgla. W kosmetykach stosowana jest jedynie jako barwnik i nie posiada cennych właściwości węgla aktywnego, które tak ładnie wypisał nam producent na opakowaniach! Carbon Black używany jest jako pigment np. w tuszach do rzęs oraz przemyśle drukarskim czy motoryzacyjnym.

zel-weglowy-bielenda

Żel węglowy Carbo Detox rzeczywiście jest czarny, co - jak już wiemy z INCI - zawdzięcza sporej ilości czarnego barwnika, a nie węglowi aktywnemu. Brudzi wszystko, na co skapnie, więc trzeba z nim uważać (na szczęście da się zmyć). Konsystencja lekko żelowa, całkiem przyjemna. Żel posiada sztuczny, słodkawy zapach, który do złudzenia przypomina mi kisiel. Niektórym się na pewno spodoba, niestety ja nie mogę się przyzwyczaić - po długim czasie używania naturalnych żeli takie aromaty mnie drażnią i rażą sztucznością (natomiast wiem, że to moje subiektywne "widzimisię"). Carbo Detox trochę się pieni po roztarciu z wodą (tworzy szarą pianę). Żel Bielendy dobrze domywa oleje (zwykle myję twarz dwuetapowo). Solo też dobrze myje buzię, ale potem czuję lekkie ściągnięcie skóry (czego nie ma po olejach). Plus za pompkę, dzięki której wygodnie dozuje się produkt. Ze względu na skład na pewno nigdy więcej go nie kupię. Nie zauważyłam, aby jakkolwiek wpływał na wydzielanie sebum czy matowienie skóry, to po prostu dobrze myjący produkt o czarnej barwie.

czarny-zel-konsystencja-bielenda

Bielenda, Carbo Detox, Oczyszczająca maska węglowa do cery suchej i wrażliwej (niebieska)

"Silnie detoksykuje i poprawia stan skóry. Innowacyjna formuła oparta na naturalnym aktywnym węglu szybko i skutecznie oczyszcza skórę. Ujędrnia i wzmacnia cienki, delikatny naskórek."
Sposób użycia: Nałożyć na czystą twarz, szyję i dekolt omijając okolice oczu. Zmyć letnią wodą po 10 minutach.
Kosztuje 2-3zł/8g/jedna saszetka.

Skład: Aqua (woda), Kaolin (glinka biała, najdelikatniejsza, polecana do skóry suchej i wrażliwej, oczyszcza, matuje, łagodzi stany zapalne, odżywia), Glycerin (gliceryna, nawilża), Carbon Black (czarny barwnik), Magnesium Aluminum Silicate (stabilizator formuły, zagęstnik), Chlorella Vulgaris Extract (ekstrakt z chlorelli; oczyszcza, pobudza mikrokrążenie, poprawia koloryt cery, zmniejsza zaczerwienienia, odżywia), Panthenol (łagodzi podrażnienia, koi), Allantoin (przyspiesza gojenie, łagodzi), Lactic Acid (kwas mlekowy, nawilża, reguluje pH), Xanthan Gum (zagęstnik), Polysorbate 20 (emulgator i detergent, nie nakładamy na uszkodzoną skórę), Polyacrylamide /C13-14 Isoparaffin/Laureth-7 (zagęstnik, może "zapychać" i podrażniać), Propylene Glycol (syntetyczny humektant, może podrażniać i powodować alergie), Ethylparaben (konserwant, paraben), DMDM Hydantoin (konserwant, donor formaldehydu), Chlorphenesin (konserwant, substancja zapachowa), Methylparaben (konserwant), Phenoxyethanol (konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa).

bielenda-maseczki-w-saszetce

Węglowa maseczka do skóry suchej i wrażliwej jest więc gotową mieszaniną wody z białą glinką, odrobiną gliceryny, zielonej chlorelli i czarnego barwnika. Zawiera kilka fajnych substancji łagodzących podrażnienia i kojących, ale w znikomych ilościach (już po barwniku i zagęstniku). Maseczka jest dobrze zakonserwowana (niestety kontrowersyjnymi substancjami). Znów początek ładny i brzydki koniec. Węgla aktywnego nie ma. 

Saszetka wystarcza dokładnie na jedno użycie - pokrywa całą twarz, szyję i część dekoltu (zależnie od grubości nałożonej warstwy). Maska węglowa z chlorellą posiada kolor bardzo ciemno szary, z delikatnie zielonkawym odcieniem (uwaga na brudzenie!). Konsystencja trochę zbyt lejąca, ale ze skóry już nie spływa, można w niej chodzić. Zapach do zniesienia, prawie niewyczuwalny. Maseczka po 10-15 minutach przysycha, więc dość trudno ją zmyć (maski glinkowe robię zwykle przed prysznicem, wtedy łatwiej się ich pozbyć ze skóry). Efekt? Minimalnie oczyszczona i rozjaśniona cera, co zapewne jest zasługą białej glinki. Mojej skóry nie podrażniła, ale nie mam cery bardzo wrażliwej, a tym bardziej suchej. UWAGA! Może powodować szczypanie oczu. Po zmyciu skóra była też lekko przysuszona, musiałam w miarę szybko ją tonizować i nawilżać.

Domowa maseczka z białej glinki do cery suchej i wrażliwej

Alternatywą jest o wiele skuteczniejsza i naturalna maseczka z białej glinki i węgla aktywnego kupionego w aptece (proporcje ze zdecydowaną przewagą glinki) z dodatkiem humektantów (np. kwasu hialuronowego, żelu aloesowego lub nawet gliceryny). Warto dodać też dwie łyżki sprawdzonego oleju np. z pestek malin czy śliwki, arganowego. Mieszamy wszystko do uzyskania gęstawej konsystencji bezpośrednio przed użyciem (można dodać trochę wody demineralizowanej) i cieszymy się lepszym efektem (i tańszym!).



Bielenda, Carbo Detox, Oczyszczająca maska węglowa do cery mieszanej i tłustej (zielona)

"Oczyszczająca maseczka o działaniu detoksykujacym. Dzięki zawartości naturalnego węgla aktywnego błyskawicznie poprawia stan skóry, szybko i skutecznie oczyszcza cerę z toksyn, odświeża i zwęża pory. Działa przeciwtrądzikowo i redukuje wydzielanie sebum".
Kosztuje ok. 2-3zł/8g/saszetka.

Skład: Aqua (Water), Kaolin (biała glinka), Glycerin (nawilża), Carbon Black (czarny barwnik), Magnesium Aluminum Silicate (zagęstnik), Illite (francuska glinka zielona, dobrze oczyszcza, dezynfekuje, zmniejsza pory, przyspiesza gojenie, rozświetla, regeneruje, odżywia), Montmorillonite (glinka zielona; rozjaśnia, wchłania nadmiar sebum, rozświetla, detoksykuje), Lactic Acid (nawilża), Xanthan Gum (zagęstnik), Polysorbate-20 (emulgator), Calcite (kalcyt, węglan wapnia, wchłania wilgoć), Polyacrylamide /C13-14 Isoparaffin/ Laureth-7 (zagęstnik), Propylene Glycol (sztuczny humektant), Phenoxyethanol (konserwant), DMDM Hydantoin (konserwant, donor formaldehydu, może uczulać i podrażniać), Methylparaben (konserwant), Ethylparaben (konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa), Butylphenyl Methylpropional (syntetyczny składnik kompozycja zapachowej, uczulający), Limonene (składnik kompozycji zapachowej, może alergizować).

weglowe-maseczki-do-twarzy

Na pierwszy rzut oka widać, że maseczki różnią się między sobą jedynie trochę. Wersja do skóry tłustej i mieszanej początek ma identyczny jak inne, potem dołącza trochę zielonej glinki oraz kompozycja zapachowa. Nadal w składzie znajdziemy kilka kontrowersyjnych substancji, za to nie użyczymy w nim węgla aktywnego (zastępuje go czarny barwnik).

Maska jest ciemno szara i po nałożeniu na skórę nie spływa (choć niewygodnie ją wyciągać z saszetki). Wystarcza na jedno użycie. Przez chwilę po nałożeniu trochę łzawiły mi oczy. Dość dobrze oczyszcza skórę, przysusza ewentualne zmiany (co zawdzięczamy glinkom), lekko zwęża pory. Zdecydowanie rozjaśnia zaczerwienienia (znów glinki, identyczny efekt uzyskuję po 100% glince zielonej). Zmiękcza skórę, przez co jest ona miła w dotyku (dokładnie ten sam efekt uzyskuję mieszając zieloną glinkę z "nietłustym" olejem np. konopnym, jojoba czy z pestek truskawki). Nie zauważyłam nic więcej.

Domowa maseczka z węglem aktywnym i zieloną glinka do cery tłustej

Alternatywą jest maseczka z zielonej glinki francuskiej zmieszanej z węglem aktywnym (do kupienia w aptece w kapsułkach) w proporcjach 5:1 + woda demineralizowana albo np. sok z aloesu (kosmetyczny). Warto dodać do mieszanki pół łyżki lekkiego oleju oraz łyżkę humektantów (żelu aloesowego, kwasu hialuronowego, gliceryny, żelu z siemienia lnianego - różnych albo jednego, w zależności od tego, czym dysponujecie). Bezpieczna i 100% naturalna maseczka o składzie idealnym dla cery tłustej i mieszanej. Dla bardziej zaawansowanych polecam dodanie do całości niacynamidu (wit. B3, do kupienia w sklepach z półproduktami kosmetycznymi), który genialnie wpływa na cerę tłustą, zanieczyszczoną, z rozszerzonymi porami i nadprodukcją sebum. Sprawdzona, działa!


Bielenda, Carbo Detox, Oczyszczająca maska węglowa do cery dojrzałej (różowa)

"Oczyszczająca maska poprawiająca stan skóry dojrzałej: cienkiej, szarej, pozbawionej jędrności i blasku. Oczyszcza, odświeża, wygładza i ujędrnia, doskonale nawilża. Błyskawicznie poprawia koloryt skóry, przywracając jej witalność i energię."
Kosztuje 2-3zł/8g/jedna saszetka.

Skład: Aqua (woda), Kaolin (glinka biała), Glycerin (nawilża), Carbon Black (czarny barwnik), Magnesium Aluminum Silicate (zagęstnik), Vitis Vinifera (Grape) Fruit Powder (proszek z czerwonych winogron, bogate źródło antyutleniaczy, ujędrnia, napina, odświeża skórę, ujednolica koloryt, łagodzi podrażnienia), Lactic Acid (nawilża), Xanthan Gum (zagęstnik), Polysorbate 20 (emulgator), Polyacrylamide /C13-14 Isoparaffin/ Laureth-7 (zagęstnik), Propylene Glycol (syntetyczny humektant), DMDM Hydantoin (konserwant, donor formaldehydu), Phenoxyethanol (konserwant), Methylparaben, Ethylparaben (konserwanty), Parfum (kompozycja zapachowa).

saszetki-maseczek

Znów skład oparty o białą glinkę, glicerynę i czarny barwnik (brak węgla aktywnego). Gdzieś dalej cenny ekstrakt z czerwonych winogron i kwas mlekowy, reszta to zagęstniki i konserwanty (wiele z nich może podrażniać!).

Maseczka węglowa jest ciemnoszara, dobrze się rozprowadza i trzyma skóry. Po 10-15 minutach przysycha i dość trudno ją zmyć (identycznie jak pozostałe). Po zmyciu efekt jest praktycznie bardzo podobny - lekko przysuszona i rozjaśniona cera, delikatnie przymknięte pory. Nie widzę ani nawilżenia, ani ujędrnienia, ani wygładzenia. Bardzo podobny efekt uzyskuję po glince białej lub czerwonej rozmieszanej tylko z wodą, co wychodzi dużo taniej i bezpieczniej. Maseczka węglowa do cery dojrzałej nie posiada w składzie tylu składników aktywnych, aby widocznie poprawić jędrność skóry.

kosmetyki-z-weglem-aktywnym

Węgiel aktywny w kosmetykach (Activated Charcoal, Charcoal Powder)

Jest tak cenny, ponieważ dzięki swojej strukturze świetnie przyciąga i wchłania zanieczyszczenia oraz toksyny ze skóry. Dodatkowo posiada umiejętność wchłaniania nadmiaru sebum oraz delikatnego usuwania zrogowaciałego naskórka. Poza tym działa antybakteryjnie, przeciwzapalnie, a także rozjaśniająco za zmiany skórne. Z tych względów jest szczególnie cenny dla skóry zanieczyszczonej, tłustej, mieszanej czy trądzikowej, ponieważ zwalcza zaskórniki, odświeża i łagodzi podrażnienia czy stany zapalne (krostki i niedoskonałości). Węgiel aktywny, czyli Activated Charcoal lub Charcoal Powder jest składnikiem naturalnym, przebadanym i delikatnym dla skóry. Nie podrażnia i nie narusza naturalnej bariery ochronnej skóry.Te wszystkie cenne właściwości wypisano na opakowaniach - natomiast w składzie widnieje jedynie czarny barwnik, pozbawiony jakiejkolwiek cechy poza barwieniem. Szkoda!

Jeżeli szukacie czegoś gotowego i nie chcecie się bawić w domowe mieszanie glinek i węgla aktywnego (do kupienia w aptekach, polecam kapsułki), to patrzcie na skład – szukajcie na opakowaniach takich składników jak: Charcoal, Bamboo Charcoal Powder, Charcoal Powder, Activated Charcoal – są one najbardziej wartościowe w tej kategorii.

Jeżeli szukacie fajnej maseczki z węglem aktywnym (tym prawdziwym) to skład gotowej saszetki nowej serii kosmetyków Sylveco DUETUS wygląda świetnie! Niestety jest też dwa razy droższa (6 zł), ale to nadal niewiele. Carbo Detox od Bielendy to niestety... farbowany lis.

Lirene, Vitamin Energy C+D Pro, Żel, serum i krem z nowej serii 30+

Uwielbiam cytrusowe kosmetyki, nie kryję się z tym od dawna. Wy też je lubicie? Pomarańcza dodaje energii, a jednocześnie relaksuje; grejpfrut sprawia, że patrzę na świat optymistycznie i inspiruje do myśli o egzotycznej plaży; mandarynka dodaje słodyczy i witalności; limonka pobudza. Są to zapachy, które dotąd mnie nie znudziły, chętnie więc używam kosmetyków raczących mój zmysł powonienia tak ekscytującą mieszanką. Cała seria Vitamin Energy marki Lirene dostarcza mi właśnie takich atrakcji w postaci bonusu. Choć nie mam nic przeciwko kosmetykom bezzapachowym (mniejsza szansa na uczulenie) to jednak przyjemny zapach z samego rana lub wyciszający zmysły wieczorem także przyjmuję z otwartymi ramionami. Na nic jednak piękny zapach, jeśli działanie jest słabe. A jak jest z nową serią witaminową Lirene?


Kartoniki kremu oraz serum zabezpieczone są dodatkową folią, dzięki czemu mamy pewność, iż nikt nie używał ich wcześniej. W przypadku żelu do twarzy tej pewności mieć nie możemy, gdyż nadal otwieranie kosmetyków w drogerii jest niestety popularne... Opakowania są całkiem ładne, przezroczyste, a szata graficzna nawiązuje do cytrusów kojarzących się z witaminami.


Lirene, Żel myjąco - energetyzujący, Vitamin Energy C+D pro

"Oczyszczona skóra to pierwszy i niezbędny krok skutecznej pielęgnacji energetyzującej i odmładzającej. Ekspertki Lirene, poszukując rozwiązania jak dokładnie oczyścić i zatrzymać witalność skóry na dłużej, opracowały wyjątkowy żel, który nie tylko skutecznie oczyszcza skórę, ale także zwęża pory, zmniejszając ich widoczność oraz zapewnia zdrowy wygląd cery. Skuteczna baza myjąca została wzbogacona o składniki aktywne, synergicznie dbające o kondycję cery. Unikalna Duo C w połączeniu z wit. D pro rozpromieniają skórę oraz wspierają barierę naskórkową. Kompleks oligosacharydowy wspomaga odblokowanie i zwężenie porów oraz ujednolica koloryt. Witamina E, zamknięta w gwarantujących stabilność mikrokapsułkach, działa antyoksydacyjnie oraz poprawia ogólne odżywienie skóry."


Skład: Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Acrylates Copolymer, Triethanolamine, Hydroxyacetophenone, Disodium EDTA, Cellulose, Mannitol, Lactose, PEG-18 Glyceryl Oleate / Cocoate, Hydroxypropyl Methylcellulose, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Polysorbate 20, Cichorium Intybus (Chicory) Root Extract, Lens esculenta (Lentil) Seed Extract, Ethyl Ascorbic Acid, Lecithin, Lonicera Japonica Flower Extract, Lonicera Caprifolium Flower Extract, Ethylhexylglycerin, Methylparaben, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Benzoic Acid, Parfum (Fragrance), Limonene, CI 77492 (Iron Oxides), CI 12085 (D&C Red No. 36), CI 19140 (FD&C Yellow No. 5), CI 16035 (FD&C Red No. 40).


Żel kupimy w solidnej, przezroczystej butelce z mocnym korkiem. Możemy łatwo kontrolować poziom produktu, więc nie zaskoczy nas nagłe denko. To co zachwyca to zapach, który jest bardzo energetyzujący, choć akurat w żelu subtelniejszy niż w pozostałych produktach. Nie utrzymuje się na skórze po zmyciu. W lekko pomarańczowym, dość gęstym żelu zatopione zostały drobinki z witaminą E, które podczas masowania rozpuszczają się, przenikając do piany. Żel dobrze oczyszcza skórę, jednak dość mocno ją wysusza. Moja skóra jest po nim nieprzyjemnie ściągnięta, potrzebuje toniku i nawilżenia. Dla mnie nie jest to produkt do codziennego użytku, ale być może dlatego, że od dawna używam delikatniejszych oczyszczaczy i odzwyczaiłam się od podobnego uczucia. Kosztuje ok. 15zł/200ml.


Lirene, Skoncentrowane StimuSerum na noc, Vitamin Energy C+D Pro

"Specjalistyczne serum, które zapewnia idealną pielęgnację uzupełniającą, gwarantując widoczny efekt rewitalizacji i stymulacji energetycznej skóry. Optymalna zawartość kompleksu wit. Duo C oraz wit. D pro zapewnia wielowymiarowy efekt odmłodzenia. Duo C skutecznie penetruje skórę, chroniąc DNA komórkowe oraz aktywując syntezę białek kolagenu. Intensywnie rewitalizuje i rozświetla. Wit. D pro wspomaga barierę naskórkową oraz stymuluje naprawę mikrouszkodzeń, spowodowanych starzeniem i negatywnym wpływem środowiska. Unikalny kompleks SkinAwake, naturalnego pochodzenia i bogaty w mikroelementy, cukry i witaminy wspomaga procesy odnowy komórkowej zachodzącej podczas snu. Komórki są lepiej odżywione, a skóra pełna energii i witalności. Wysokocząsteczkowy kwas hialuronowy wiąże wodę w skórze, nawilżając i wygładzając. Zamknięta w gwarantujących stabilność mikrokapsułkach wit. E, zapewnia ochronę antyrodnikową oraz odpowiedni poziom nawilżenia skóry."


Skład: Aqua (Water), Propanediol, Alcohol Denat., Triethanolamine, Carbomer, PPG-26-Buteth-26, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Glycerin, Buteth-3, Disodium EDTA, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Ethylhexylglycerin, Sodium Benzotriazolyl Butylphenol Sulfonate, Cichorium Intybus (Chicory) Root Extract, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Cellulose, Mannitol, Lactose, Ethyl Ascorbic Acid, Lecithin, Tributyl Citrate, Sodium Hyaluronate, Lonicera Japonica Flower Extract, Lonicera Caprifolium Flower Extract, Hydroxypropyl Methylcellulose, Tocopheryl Acetate, Polysorbate 20, Phenoxyethanol, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Parfum (Fragrance), Limonene, Hexyl Cinnamal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Linalool, Citronellol, Geraniol, CI 77492 (Iron Oxides), CI 19140 (FD&C Yellow No. 5), CI 12085 (D&C Red No. 36), CI 16035 (FD&C Red No. 40).


Serum kupimy w zafoliowanym kartoniku, na którym znajdziemy mnóstwo obietnic i zapewnień producenta. Produkt zaś został umieszczony w ślicznym, szklanym opakowaniu z pompką - bardzo lubię tego typu buteleczki, są higieniczne, choć niestety pompka w moim egzemplarzu się zacina. Jedna, dwie pompki wystarczą, aby dokładnie rozprowadzić kosmetyk na całej twarzy, szyi i dekolcie. Lekko pomarańczowa barwa nawiązuje do witamin i zapachu - cytrusowego, trochę mocniejszego niż żelu do mycia, ale zdecydowanie w tej samej gamie zapachowej. Aromat jest pobudzający, a jednocześnie relaksuje, koi zmysły i odpręża. Bardzo trafia z mój gust, dłuższą chwilę utrzymuje się na skórze. W dość gęstym żelu zatopione są nieliczne kuleczki z witaminami, które szybko się rozpuszczają podczas masowania skóry. Serum używałam codziennie przez dwa tygodnie, ale wydaje mi się, że lekko przesuszyło mi skórę, więc zaczęłam je stosować co 2-3 dni, zawsze na noc. Nie zauważyłam jakiegoś szczególnego działania. Serum lekko rozświetla skórę, postawia na niej lepiącą się warstewkę, która w pewnym sensie napina skórę - dzięki temu cera wydaje się jędrniejsza i gładsza. Przymyka też lekko pory. Produkt nie zapchał mojej skóry, nie przyspieszał przetłuszczania ani nie podrażniał. Kosztuje ok. 27zł/30ml.


Lirene, Odżywczy krem głęboko nawilżający do cery suchej i wrażliwej na dzień i na noc, Vitamin Energy C+D Pro

"Nawilżający krem-żel rozświetlający z unikalnym kompleksem ultranowoczesnej formy witaminy Duo C (hybrydowe połączenie dwóch form witaminy C), wit. D pro oraz wit. E. Połączenie to wielowymiarowo chroni młodość skóry, gwarantując spektakularne efekty. Rozświetlenie i ujędrnienie, dzięki wit. Duo C, która doskonale penetruje skórę, chroniąc DNA komórkowe i aktywując syntezę kolagenu. Działa intensywnie rewitalizująco i rozświetlająco. Wit. D pro odnawia barierę naskórkową oraz wspomaga proces regeneracji mikro-uszkodzeń, spowodowanych starzeniem biologicznym i negatywnymi czynnikami zewnętrznymi. Skóra staje się promienna, jędrna i elastyczna. Unikalny kompleks SkinRestart, dzięki bogactwu polisacharydów, mikroelementów, witamin oraz flawonoidów, rewitalizuje komórki skóry. Zamknięta w mikrokapsułkach wit. E zapewnia ochronę antyrodnikową oraz reguluje gospodarkę wodno-lipidową skóry. Skóra odzyskuje zdrowy wygląd, jest odżywiona oraz lepiej broni się przed czynnikami zewnętrznymi."


Krem kupimy w kartoniku zabezpieczonym dodatkową folią, mamy więc pewność, że nikt przed nami nie otwierał pudełeczka. Kosztuje ok. 25zł/50 ml i można go dostać w większości znanych drogerii. Krem występuje również w wersji rozświetlającej do cery normalnej.


Skład: Początek stanowią emolienty, gliceryna oraz lekki silikon, które tworzą na skórze warstwę ochronną, wygładzają oraz zmiękczają skórę. Niektóre składniki średnio mi się podobają np. izoparafina (emolient z ropy naftowej, który może zapychać przy dłuższym używaniu) czy phenoxyethanol (potencjalnie drażniący konserwant syntetyczny). W połowie znajdują się witaminy, kwas hialuronowy oraz ekstrakty roślinne. Pod koniec wymieniono barwniki oraz niektóre składniki kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny). Szczegóły poniżej:


Wewnątrz kartonika znajduje się lekki, plastikowy słoiczek z nakrętką. Wolę kremy w opakowaniach z pompką, ponieważ są higieniczniejsze, dlatego tutaj używam po prostu szpatułki, którą wybieram krem. Unikam w ten sposób nadkażania zawartości bakteriami.


Pod nakrętką znajdziemy jeszcze jedno zabezpieczenie, tym razem w formie aluminiowej folii. Dzięki temu zwiększa się trwałość kosmetyku, gdyż kontakt z powietrzem ograniczony został do minimum.


Krem faktycznie ma lekko żelową konsystencję, bardzo przyjemną w dotyku i aplikacji. Nakłada się go z prawdziwą przyjemnością, gdyż gładko sunie po skórze i dobrze się rozprowadza. Używam go również na szyję i dekolt, delikatnie wklepując opuszkami palców. W delikatnie pomarańczowym kremie widoczne są zatopione drobinki z witaminami, które podczas masowania skóry rozpuszczają się całkowicie, nie nadają kolorytu. Moment po aplikacji żelowa formuła wchłania się w moją skórę praktycznie do matu, jednak już po 20-30 minutach cera zaczyna się lekko błyszczeć, a po godzinie całkowicie się świeci. Z tego względu używam go wyłącznie na noc, kiedy błyszczenie mi nie przeszkadza. Rano skóra nie świeci się bardziej niż zwykle, nie budzę się z grubą warstwą sebum, więc nie obawiam się, że zwiększa przetłuszczanie. Zapach oczywiście jest obłędny - taki sam, jak serum, ale odrobinę bardziej słodki. Utrzymuje się na skórze dłuższą chwilę.


Kremu używam najczęściej jako ostatnią warstwę wieczornej pielęgnacji. Po dokładnym demakijażu i umyciu skóry tonizuję ją hydrolatem lub esencją Bielendy, wklepuję żel aloesowy, odczekuję chwilę, a następnie "zamykam" uprzednio nałożone kosmetyki nawilżające warstwą emolientową kremu Lirene. W tej roli sprawdza się doskonale, gdyż pomaga wcześniej użytym składnikom działać głębiej i dłużej, a dzięki delikatnej warstewce ochronnej uniemożliwia odparowanie wody i zatrzymuje ją w naskórku.

Zobacz też: Bielenda, Multiesencja 4w1
Zobacz też: Płyny micelarne do demakijażu


Krem-żel Lirene użyty solo delikatnie nawilża i rozświetla skórę, choć jest to na granicy nieładnego błyszczenia - może być to spowodowane przeznaczeniem produktu do cery suchej, w końcu moja jest mieszana (ale też potrzebuje porządnego nawilżania). Regularnie stosowany sprawia, że cera wydaje się ładniejsza, pory są mniej widoczne, a skóra wygląda na jędrniejszą i bardziej zwartą - przyznam, że jest to dla mnie zaskoczeniem. Patrząc na mocno emolientowy skład nie spodziewałam się żadnej rewelacji, ale muszę przyznać, że jest to przyzwoity krem drogeryjny. Nie jest naturalny ani idealny, ale chętnie go jeszcze kiedyś kupię, ponieważ nie zapycha, nie uczula, krzywdy nie robi, za to cieszy zapachem i żelową konsystencją.


Kusi Was ta cytrusowa seria kosmetyków Lirene? Lubicie witaminy w kremach?

Cattier, Żel-krem do cery tłustej i problematycznej

Czasem mam tak, że naczytam się bardzo pozytywnych recenzji i koniecznie muszę sama wypróbować kosmetyk wychwalany pod niebiosa. Zapominam, że to co u jednej z Was działa genialnie, niekoniecznie będzie się sprawdzało i u mnie. Dawno temu przeczytałam kilka niesamowicie pochlebnych recenzji Żelu-kremu Cattier do tłustej cery na kilku różnych blogach. Od tamtej pory szukałam tego cudownego specyfiku namiętnie, aż trafiłam na promocję. Tak oto nabyłam go i ochoczo wzięłam się za testy. Co mi z tego przyszło?

Cattier
Żel-krem
do cery tłustej i problematycznej


Żel znajduje się w szklanej butelce z pompką, która działa bez zarzutu - dozujemy sobie odpowiednią ilość kosmetyku bez najmniejszego problemu. Standardowa cena to ok. 35zł/50 ml, ja kupiłam za niecałe 20zł :D Żel posiada certyfikat ECOCERT.


Z tyłu mamy etykietę z podstawowymi informacjami, możemy m.in. przeczytać, jakie działanie obiecuje nam producent.


Skład: krótki i prosty. Po wodzie mamy ekstrakt z mięty pieprzowej (działa antyseptycznie, przeciwzapalnie, ściągająco, przeciwbakteryjnie i antywirusowo), hydrolat z kwiatów pomarańczy gorzkiej Neroli (łagodzi, nawilża, zmniejsza zaczerwienienia, działa antybakteryjnie i ściągająco, reguluje sebum, łagodzi, odświeża), glicerynę (nawilża), krzemionkę (matuje), gumę ksantanową (zagęstnik), ekstrakt z aloesu (głęboko nawilża, koi podrażnienia, łagodzi), Sodium Benzoate, Benzyl Alcohol (konserwanty), Polyglyceryl-10 Laurate (chemiczny emulgator, zatwierdzony przez ECOCERT, dość łagodny), kwas mlekowy (nawilża, zmiękcza warstwę rogową naskórka), składnik kompozycji zapachowej.
Zauważyłam jednak, że na wizaz.pl jest trochę inny skład. Przede wszystkim w moim egzemplarzu zabrakło Usnea barbata, czyli wyciągu z brodaczki właściwej, która ma właściwości przeciwbakteryjne i antywirusowe, wspomaga leczenie trudnogojących się ran, a nawet oparzeń, wskazana do skóry m.in. z łojotokiem, trądzikiem, łupieżem, łuszczycą. Rozumiem więc, że producent zmienił skład, co zazwyczaj źle się kończy...


Konsystencja jest żelowa i lekka. Posiada mleczno-biały kolor i wspaniały miętowy, orzeźwiający zapach. Szybko się wchłania praktycznie do matu. Nie klei się, nie świeci, nie powoduje pieczenia czy zaczerwienienia. Fajnie nawilża skórę, lekko (bardzo lekko!) przymyka pory. 
Niestety na tym kończą się plusy...


Po pierwsze: powoduje okropne uczucie ściągnięcia skóry, trwa to bardzo długo i dla mnie jest niesamowicie niekomfortowe. 

Po drugie: zupełnie nie nadaje się pod makijaż! Każdy podkład, krem BB czy krem z filtrem roluje się na nim i nie jest to kwestia ilości, bo próbowałam dosłownie każdej - od kropelki po kilka pompek. Puder nałożony na niego rozkłada się nierównomiernie i łatwo narobić sobie na twarzy pudrowych plam, chyba potraficie sobie wyobrazić jak to ciekawie wygląda :D

Po trzecie: nie zauważyłam, aby skóra była z tytułu używania tego żelu czystsza czy mniej podatna na zaskórniki. Na szczęście nie zauważyłam także, aby zapychał. Po prostu nie robi w tej kwestii zupełnie nic.

Używam go więc jedynie wtedy, gdy siedzę w domu i nie muszę nigdzie wychodzić. Sto razy bardziej jestem zadowolona z moich samoróbek, choćby kremu z ogórkiem. Szkoda, bo skład ma bardzo zachęcający i wydawało mi się, że mógłby być dla mnie idealny! Na plus jest niesamowita wydajność, tyle, że akurat ja nie mogę się doczekać aż się skończy (jak na złość!), bo już sobie wyobrażam do czego przyda mi się buteleczka.

Miałyście coś marki Cattier? Mam jeszcze od nich żółtą glinkę, na szczęście moje odczucia co do niej są zupełnie inne :)

Monotheme ioECO, Żel do mycia twarzy z ekstraktem z ogórka

 Promocje, ach promocje... Czy jest coś bardziej kuszącego na tym świecie? Czyż można przejść obojętnie obok nowego produktu lub takiego, na który od dłuższego czasu polujemy jeśli jest w "super hiper ekstra" cenie? Ja nie potrafię. Staram się, omijam drogerie, nie wchodzę na Allegro i pilnuję się na każdym kroku, a i tak zawsze znajdę okazję, wyprzedaż, zniżki. I nie mogę się powstrzymać. Winna! Bo jak nie skorzystać i przejść obojętnie, jeśli widzę produkt, na który czyham od kilku miesięcy za... 7 zł przy regularnej cenie ok. 25zł? No jak? Nie da się!

Tak właśnie nabyłam dwa produkty Monotheme ioECO. Dziś napiszę Wam o jednym z nich, a mianowicie żelu do mycia twarzy.



Monotheme ioECO,  Głęboko oczyszczający żel do mycia twarzy z solami mineralnymi i   ekstraktem z ogórka dla skóry wrażliwej


Zgrabna buteleczka w kolorze białym niestety uniemożliwia kontrolowanie ilości żelu. Zielone akcenty i symbol ogórka bardzo podobają mi się wizualnie, całość wygląda po prostu schludnie, ale i ciekawie.
Wszelkie podstawowe informacje znajdziemy na opakowaniu... w języku włoskim. Na szczęście jest też krótka, konkretna etykieta po polsku. Cena regularna wynosi ok. 25zł, ale mi udało się dorwać go za 7zł/200ml :) Dostępny jest m.in. w Douglasie i Hebe.


 Żel posiada pompkę, co osobiście uwielbiam ze względów higienicznych. Najpierw jednak trzeba zdjąć przezroczysty koreczek, co jest mniej wygodne, zwłaszcza mokrymi rękoma. Mam także zastrzeżenia co do kształtu butelki i szerokości tejże pompki, uniemożliwiają one bowiem wygodne nabranie żelu - muszę całkiem przechylić całe opakowanie i dopiero wtedy pompować żel na rękę, w innym przypadku wszystko spływa prosto na etykietę... Średnio to wygodne, ale wykonalne.


Skład:  Zaraz po wodzie mamy łagodny dla skóry detergent Decyl Glucoside, następnie nawilżającą glicerynę, ekstrakt z ogórka, oliwę z oliwek, antyoksydant, ekstrakt z limonki, Parfum, identyczny z naturalnym konserwant, konserwanty, składniki kompozycji zapachowej.


Żel jest dość gęsty, nie spływa z ręki. Po roztarciu w dłoniach lekko się pieni. Bardzo przyjemnie, choć delikatnie pachnie, raczej świeżo, nazwałabym ten zapach połączeniem ogórka z limonką, tak jak wynika ze składu. Posiada delikatnie żółtawy odcień.
Jest bardzo wydajny, ponieważ dosłownie dwie pompki wystarczą na umycie twarzy oraz szyi i dekoltu.

Dokładnie oczyszcza skórę z wszelkich zanieczyszczeń i makijażu. Pozostawia ją nawilżoną, odświeżoną i gotową do dalszych zabiegów. Nie podrażnia i nie uczula. Myję nim czasem także oczy, ponieważ nie powoduje szczypania ani pieczenia. Domywa nawet tusz do rzęs. Nie ściąga skóry, choć mam wrażenie, że lekko domyka pory, bo skóra po nim jest ładniejsza i gładsza.


W skrócie: uwielbiam go. Oprócz niezbyt udanego opakowania nie widzę z nim wad. Jeśli spotkam go znów w "super hiper" promocji wykupię chyba wszystkie sztuki jakie będą na stanie w drogerii ;) 

Znacie te kosmetyki?

Żel myjący, kuracja antybakteryjna Ziaja Med

Skóra tłusta jest specyficzna.
Gruba, z rozszerzonymi porami, zaskórnikami, w dodatku łatwo wyskakują niechciane niespodzianki i to zazwyczaj w najmniej odpowiednim momencie.
Nie ma się co jednak użalać i skomleć, trzeba zadbać o to co Bozia dała.
Najlepiej jak potrafimy.

Podstawą każdej pielęgnacji jest - oczywista oczywistość - oczyszczanie.

Dziś przedstawię Wam jeden z najlepszych żeli do mycia przeznaczony do skóry tłustej i trądzikowej, mianowicie:

Ziaja Med
Kuracja antybakteryjna
Żel myjący
Łojotok, trądzik


Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj