Wykończeni w marcu

Marzec był u mnie miesiącem rozpieszczania ciała, zużyłam bowiem sporo tego typu produktów. Zrobiłam też gruntowny przegląd swoich otwartych podkładów i kremów BB, do kosza poleciały końcówki i te, które z czasem ściemniały w tubce. Zapraszam na denko.


Pielęgnacja twarzy:
Biały Jeleń, Hipoalergiczny żel domycia twarzy: w skrócie dość przeciętny żel. Nie rozumiem po co jest barwiony na niebiesko i dość silnie perfumowany. Całkiem nieźle sobie radzi z domyciem skóry, ale potrafi przesuszać. Będzie recenzja. Nie kupię.

Sylveco, Pomadka z peelingiem: KOCHAM. Tyle w temacie, pisałam o niej :) Mam kolejną.

Brillant Sparkle oraz Promise: dwie zupełnie przeciętne i "niesmaczne" pasty do zębów. Brillant Sparkle zawiera fluor i z tego powodu niesamowicie ją męczyłam, bo mocno ograniczam ten składnik. Promise z olejkiem goździkowym - jak na taki skład i słabą dostępność nie zrobiła na mnie wrażenia. Nie kupię.


Kolorówka:
Avon, Podkład: zaskoczyło mnie, że całkiem nieźle się trzyma, matuje średnio, nie zapycha. Plus za pompkę i odcień prawie idealny dla mnie. Z powodu porzucenia płynnych podkładów na rzecz BB i minerałów nie kupię. Pisałam o nim.

Soraya, Make-up matujący: bardzo szybko ściemniał i jak dla mnie jest zbyt wodnisty. Przez jakiś czas używałam go jak bronzer w płynie, a teraz ponad pół tubki wyrzucam. Na pewno nie kupię, pisałam o nim.

Eveline, Krem BB do skóry tłustej: bardzo ciekawy krem, o średniej gęstości. Ładnie się stapia ze skórą, matuje średnio, nieprzypudrowany praktycznie wcale, ale fajnie wygładza koloryt i całkiem długo utrzymuje się na skórze. Może kupię.

Delia, Henna do brwi: kolejne zużyte opakowanie. Bardzo szybko barwi włoski na pożądany kolor, niestety tylko na góra dwa tygodnie. Mimo wszystko lubię ją, bo jest tania i nie podrażnia. Kupię, pisałam.


Pielęgnacja ciała:
Ziaja, Masło kakaowe: pod względem składu przeciętniak na SLS, ale bardzo tani. Pod względem zapachu oczarował mnie kompletnie, bo pachnie czekoladą - jak wiecie, ja uwielbiam czekoladę! Nie wysuszał mi skóry, choć nie nawilżał - ale też nie oczekiwałam tego po nim. Dostępny praktycznie wszędzie. pewnie kupię.

Avon, Żel do kąpieli Hello Kitty: zapach słodkich landrynek kompletnie do mnie nie pasuje, a dodatkowy czerwony kolor zupełnie mi nie odpowiada. Gdybym go nie dostała od naszej Kochanej Interendo nawet bym na niego nie zwróciła uwagi. Niemniej ciekawy produkt, ale... bo ja wiem? Dla małych, słodkich dziewczynek ;) Nie kupię, pisałam.

Biały Jeleń, Emulsja do higieny intymnej: zupełnie mnie niczym nie zaskoczyła, myła, ale potrafiła podrażniać (zawiera SLS). Nie kupię, pisałam.

CD, żel pod prysznic granat: składowo przeciętny. Dość gęsta konsystencja sprawia, że jest wydajny, natomiast zapach mnie uwiódł bez dwóch zdań. Słodki, owocowy, ale z nutą czegoś kwaśnego w tle, ulubiony umilacz wieczorów. Kupię, pisałam.


Nacomi, Malinowy mus do ciała: cudo, cudo, cudo! Skład oparty na maśle shea otulał skórę tłustawą warstewką, za czym nie przepadam, ale za to jak nawilża i odżywia skórę. Zapach? Malinowa mamba, dzieciństwo, beztroska i szaleństwo. Wspaniały produkt, choć niespecjalnie wydajny przy smarowaniu całego ciała. Na pewno kupię, pisałam o nim.

Delawell, Masło do ciała Słodka pomarańcza: skład również oparty na masle shea, ale konsystencja inna. Denerwowało mnie to, że bardzo bieli skórę, trzeba go bardzo długo wklepywać i wmasowywać. Zapach nieszczególnie mnie przekonał, po pomarańczach, nawet słodkich, spodziewam się jakiejś kwaśnej nuty, a tu zapach był zbyt płaski i męczący. Nie kupię, pisałam.

White Tree, Scrub do ciała z mlekiem oślim: cukrowy peeling na bazie masła shea. Po jego zastosowaniu spokojnie odpuszczałam sobie balsam. Przyjemny produkt, który doskonale złuszcza, a zapach - słodki i egzotyczny - długo utrzymuje się na skórze i utula do snu. Bardzo chętnie kupię, pisałam.

Dr Organic, Krem do rąk i paznokci z miodem manuka: świetny krem, który nadawał się zarówno na dzień jak i noc. Długotrwale nawilżał, pachniał dość intensywnie, więc jeśli ktoś nie lubi zapachu miodu może czuć się zniechęcony. Całkiem ładny skład, może kupię (choć kremów do rak mam zapas na sto lat), pisałam o nim.


Pozostałe:
Chusteczki Auchan i Marion: o obu pisałam w poście nt. nawilżanych chusteczek. Auchanowskie używam dosłownie do wszystkiego, bo mają dobry skład (na oleju lnianym), czasem pzrecieram nimi nawet sanitariaty, a są tanie. Marion nic specjalnego, za mocno perfumowane, pełne chemii. Auchan mam już kolejne, Marion nie kupię.

Cleanic, Płatki kosmetyczne: stały bywalec denka, lubię, mam kolejne.

Próbki: 
spodobał mi się nawilżający krem Resibo - lekki, nie obciąża skóry, nie zapycha, nadaje się pod makijaż, nie drażni mnie zapachem i ma przyjemny skład. Oliwka Pat&Rub nic specjalnego, spodziewałam się lepszego działania, choć bobasem nie jestem ;) Przeciwzmarszczkowy krem AAeco właściwie mnie zawiódł, nie nadaje się do tłustej skóry, a skład mnie nie uwiódł. Biolaven krem na dzień to już kolejna próbka i wciąż mam mieszane uczucia co do niego, bo szybko się po nim świecę. Krem odżywczy Resibo - to samo co Biolaven, ale nadaje się na noc, bo skład ma fajny.

To tyle jeśli chodzi o wykończenia marcowe. Jak mi poszło? Nadal sukcesywnie zużywam kolorówkę, chcę zrobić trochę miejsca przed kolejnymi promocjami w Rossmannie ;)

Krótka piłka, czyli odpadają w pierwszej rundzie... cz.1.

Dziś napiszę o sześciu kosmetykach, których z różnych względów do tej pory nie recenzowałam. Nie są to kosmetyki złe, ale takie, którym nawet niespecjalnie chciało mi się robić zdjęcia. Będą już wymiętoszone, wyciśnięte i prawie wykończone, bo zużywam je na bieżąco z nadzieją, że szybciej się skończą...


Promise, Goździkowa pasta do zębów bez fluoru. Kupiłam ją dość dawno temu w tzw. sklepie zielarskim po namowach sprzedawczyni. Miała być delikatna dla dziąseł i zawierać olejek goździkowy, być inna niż wszystkie. Kosztowała 6,90zł.


Do dziś pluję sobie w brodę, że nie spojrzałam w skład, bo na pewno bym jej nie kupiła. Nie różni się praktycznie od mojej pasty za 2zł (którą kupuję, bo jest tania i nie zawiera fluoru, a nie muszę jej szukać po małych sklepikach). W skrócie - ta pasta to nic ciekawego!


Pasta jak to pasta - biała, delikatnie pachnie goździkami. W smaku nie jest zbyt przyjemna, wyczuwam w niej też trochę drobinek. Dobrze się pieni, zęby myje przeciętnie, jak większość past. Może się spodobać osobom, które nie lubią smaku mięty.


Sanex, Antyperspirant Dermo Extra Control, Micro Talc. Dostałam go od koleżanki z Holandii, która jest z niego zadowolona. Podoba mi się opakowanie stojące na głowie i kolorystyka. U nas także jest dostępny.


Skład: oparty na aluminium, zawiera też talk.


Nie mam szczególnych problemów z poceniem się, ale ten antyperspirant kompletnie sobie nie radzi! Szybko czuję się nieświeża, a talk potrafi wybrudzić ubrania. Jego jedyną zaletą jest brak podrażnienia np. po goleniu. Myślę, że może się spodobać osobom, które lubują się w białych ubraniach.




Biały Jeleń, Emulsja do higieny intymnej hipoalergiczna. Kupiłam ją w tym samym czasie co genialny micel Białego Jelenia. Podoba mi się, że opakowanie jest przezroczyste i posiada pompkę, dzięki czemu bardzo wygodnie się używa tego kosmetyku.


Skład: przeciętniutki, oparty na SLES, za to zawiera także kwas mlekowy i panthenol oraz inne fajne składniki dość wysoko.


Niestety jest to rzadki i zielony płyn, czyli zawiera barwniki. Zapach ma delikatny i przyjemny, dobrze się pieni, ale z tą hipoalergicznością bym nie przesadzała, bo niestety potrafi także podrażnić. Właściwie nigdy z nim nie wiadomo, raz jest ok, a raz nie i to mi się nie podoba! Myślę, że sprawdzi się u osób, które nie mają zbyt dużych wymagań co do płynów do higieny intymnej.


Avon, Hello Kitty, Płyn do kąpieli. Różowa, urocza kula świetnie wygląda w łazience i zawsze kojarzy mi się z Interendo, wielką fanką kotki, od której płyn do mnie przywędrował ;)


Skład: SLES czyli standard, natomiast bardzo wysoko jest kompozycja zapachowa. Zawiera też barwniki.


Płyn jest średnio gęsty, różowo-czerwony i intensywnie pachnie landrynkami. Tak, landrynkami właśnie, to jest najlepsze skojarzenie jakie przychodzi mi do głowy. Jest słodki, słodziuni, słitaśny, że aż mdlący, natomiast na szczęście nie utrzymuje się na skórze. Dobrze się pieni,czasem używam go także do mycia gąbką. Myślę, że spodoba się dziewczynom zakochanym w bardzo słodkich i dziewczęcych gadżetach, lubiących róż i już.


Syoss, Balsam do włosów. Ogromna butla nie kosztuje dużo, ale nie ułatwia użytkowania. Jest za wielka, toporna i potrafi się przewracać.


Skład: poniżej szczegóły. Niby zawiera sporo ciekawych składników, jednak moje włosy jakoś za nim nie przepadają.


Średnio gęsta konsystencja, nie spływa z włosów, ale koszmarnie źle się go spłukuje. Muszę to robić wielokrotnie. Działanie zależy od tego, jak dużo uda mi się go pozbyć z włosów. Jeśli zostanie go zbyt wiele - bardzo szybko przeciąży włosy, które w ciągu kilku godzin staną się oklapnięte, bez życia i wyglądające na nieumyte. Jeżeli zmyję go zbyt dokładnie - spusza włosy, końcówki dziwnie odstają od reszty i wyglądam nieciekawie. Myślę, że lepiej się sprawdzi na włosach suchych lub zniszczonych.


Delawell, Pomarańczowe masło do ciała. Jak widzicie posiadam tester, więc nie będę komentować krzywej etykiety. Opakowanie jest solidne, kosztuje 25zł. Kosmetyk ma całkiem ładny skład.


Skład: Aqua, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Coco-Caprylate Caprate, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Makadamia Ternifolia Oil,  Isoamyl Cocoate, Ricinus Communis (Castor) Oil, Prunus Amygdalus Dulcis ( Sweet Almond) Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Cera Alba, Glycerin, Argania Spinosa Kernel Oil, Adansonia Digitata Seed Oil, Xylitylglucoside, Glyceryl Caprylate, Xanthan Gum, Hydrogenated Castor Oil, Anhydroxylitol , Copernicia Cerifera ( Carnauba) Wax, Xylitol, Benzyl Alcohol, Tocopherol, Sorbitan Oleate, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Dehydroacetic Acid, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Daucus Carota Sativa Root Extract; Mangifera Indica Fruit Extract, Daucus Carota Sativa Seed Oil, Beta-Carotene, Parfum, Citral, Linalool, Limonene.



Masło jest gęste i treściwe, ale po rozsmarowaniu bieli skórę i trzeba je dość długo wmasowywać. Zapach natomiast mnie zawiódł - gdzie jest obiecana pomarańcza? Bardziej wyczuwam tu wanilię i jakieś słodkie, mdlące nuty niż kwaskowatą energię cytrusów. Masło dość dobrze nawilża, pozostawia delikatną warstwę na skórze, która mi nie przeszkadza. Myślę, że spodoba się fankom delikatnych zapachów i długiego masowania skóry.


Żadnego zakupu z powyższych nie planuję powtórzyć. Z różnych względów nie polubiliśmy się na tyle, by ponownie się spotkać. Niemniej kosmetyki te krzywdy mi się zrobiły, nie mogę napisać, że są złe. Po prostu nie są dla mnie, dlatego starałam się też wskazać, komu lepiej mogłyby posłużyć. Większość jest już na wykończeniu, więc szybko o nich zapomnę i poszukam perełek :)

Macie czasami takie wrażenia po bliższym poznaniu jakichś produktów?

Wykończeni w październiku/listopadzie

Mamy koniec listopada, a ja wyskakuję z październikowym denkiem... rychło w czas, jak to się mówi :) W dodatku to chyba moje najmniejsze denko, ale to dlatego, że w ostatnim miesiącu znacznie ograniczyłam swoją pielęgnację. Zapomniałam praktycznie o balsamie, nie pamiętam o codziennym smarowaniu rąk czy stóp, staram się myć włosy raz na dwa dni, a nie codziennie. Dlaczego? Odpowiedź jest trywialna: nie mam czasu. Wstaję po 6, zasuwam do pracy, wracam ok. 18-19. Zanin coś ugotuję, zjem, posprzątam, wystarcza mi resztek sił jedynie na szybki prysznic zanim rąbnę głową o kant wanny, a nie w miękką poduszkę. Jednym słowem: zasypiam na stojąco. Zachciało mi się pracować to mam. Dlatego mnie tutaj mało, choć staram się nadrabiać w weekendy... 

Zapraszam na październikowe denko.


Therme Skincare, Flower Beauty, Scrub pod prysznic: posiada genialny, długo utrzymujący się na skórze, relaksujący zapach oraz niezłe peelingujące właściwości, ale to jedyne jego zalety. W składzie ma sles, więc używałam go już zamiast żelu. Jak na taką cenę stanowczo ma zbyt słaby skład, ale przyjemny z niego umilacz wieczorów. Gdybym miała dostęp do holenderskich kosmetyków w promocji chętnie bym kupiła inny zapach, raz na jakiś czas nie zaszkodzi. Więcej KLIK

Radox, Żel pod prysznic Soothe: zapach ma bardzo przyjemny, niby jest to połączenie wanilii i imbiru, ale ja wyraźnie wyczuwam tutaj budyń waniliowy. Zapach jest delikatny i otulający, idealny na wieczór, wyciszający zmysły i pędzące myśli, odprężający. Skład ma bardzo przeciętny, a konsystencję średnio gęstą, na pewno nie przeciekającą przez palce. Kremowy i dobrze się pieni. Chętnie kiedyś go jeszcze kupię.

BingoSpa, Żel do higieny intymnej Silk: mam nadzieję, że to już ostatni produkt tej firmy, który miałam w zapasach. Nie byłam w pełni zadowolona z ani jednego! Ten też się nie nadaje do mycia delikatnych miejsc intymnych, a jak macie skłonność do podrażnień - wzmaga pieczenie, nie koi, nie łagodzi. Koszmar! Użyłam kilka razy zgodnie z przeznaczeniem, a resztą myłam już tylko nogi. Zapach ma dziwny, nie wiem z czym miałby mi się kojarzyć. Różowy kolor dla mnie to kolejna wada, nie potrzebuję barwników, które mogą dodatkowo alergizować miejsca intymne. Podsumowując: dobrze, że się skończył, nigdy więcej! Pompka jest wygodna, a opakowanie przezroczyste, ale to jedyne plusy tego żelu. Nigdy więcej!

Avon, Foot works, Pedikiur doskonały: nazwa mocno przesadzona, gdyż co najwyżej jest to peeling. Posiada dość dużo sensownych drobinek, natomiast lejąca konsystencja denerwuje bardziej niż nawilża. W cenie standardowej zupełnie nie do przyjęcia. Raczej nie kupię. Więcej KLIK


Avon, Planet Spa, Maska do włosów z kawiorem: całkiem fajnie wpływa na włosy i ma gęstą konsystencję, dzięki czemu jest niesamowicie wydajna. Niestety zapach ma niesamowicie, niewiarygodnie wręcz intensywny i długo utrzymujący się na włosach, co było meczące i irytujące jednocześnie. Raczej nie kupię, mimo że włosy po niej były miękkie, gładkie i sypkie. Pisałam o niej TUTAJ

Garnier, Fructis, Gęste i zachwycające, Odżywka do włosów: genialny zapach, identycznie owocowy jak w przypadku innych produktów serii. Działanie... słabe. Nie zauważyłam dosłownie niczego ciekawego, chyba ze za takie uznać przetłuszczenie i przesuszeniem na zmianę. Do cienkich włosów nie polecam i na pewno nie kupie więcej. KLIK

SVR, Xerial P, Szampon: nie pisałam pełnej recenzji, ponieważ jest to szampon przeznaczony przede wszystkim dla osób dla stanami łuskowymi skóry głowy, przewlekłym łupieżem, łuszczycą. Nie borykam się na co dzień z żadnym z tych problemów i uważam, że taka recenzja nie byłaby sensowna. Używałam go tylko wtedy, gdy pojawił się u mnie łupież (mam tak przy zmianie szamponów albo w okresie noszenia czapek), co któreś mycie w celu lepszego oczyszczenia skóry głowy. Muszę przyznać, że zapach jest dziwny i raczej nieprzyjemny, a konsystencja bardzo lejąca. Ponadto opakowanie utrudnia sensowne wydobycie szamponu. Poza tym dobrze sie pieni i oczyszcza włosy. Faktycznie pomaga szybciej pozbyć się krótkotrwałego łupieżu, ale nie mam pojęcia jak się sprawdza w przypadku np. łuszczycy. Nie kupię.


Cleanic, Płatki kosmetyczne: bardzo dobre płatki, nie rozwarstwiają się, a są delikatne i miękkie. Ostatnio ciągle trafiam na ich promocje w Auchan i mam spory zapas. Lubię je, ale czasem kupuję też inne.

Biały Jelen, Hipoalergiczny płyn micelarny: bardzo skuteczny płyn, idealny do zabrania w podróż. Świetnie radzi sobie z makijażem, a jedyne zastrzeżenia można mieć do zbyt intensywnego zapachu, który po jakimś czasie zwyczajnie meczy. Nie wspomnę nawet, ze zapach może uczulać, więc co z tą hipoalergicznoscią? Tak czy owak mnie nie uczulił, na pewno jeszcze kupię. Więcej KLIK

Floslek, Anti-aging, Przeciwzmarszczkowy krem pod oczy: absolutnie genialny! Obecnie mój ulubieniec, który zmniejsza zmarszczki uelastycznia skórę, rozjaśnia spojrzenie. Przy tym tubka jest niesamowicie wydajna, wystarcza na kilka miesięcy codziennego używania, ponieważ zawiera aż 30 ml kremu. Kosztuje grosze, szybko się wchłania, nadaje się pod makijaż i nie podrażnia. Na bank kupię. Więcej KLIK

Malwa, Krem do rąk i paznokci z algami: pachnie perfumowo, ma lekką konsystencję i bardzo szybko się wchłania. Polubił go zwłaszcza moj mąż i używał czasem na noc. To już kolejna zużyta tubka i pewnie będą następne. Pisałam o nim TUTAJ

Maybelline, Maskara: jedna z moich ulubionych. Klasyczna, spora szczotka idealnie rozdziela rzęsy, pogrubia i podkręca je. Nie zasycha po miesiącu jak niektóre, miałam ją przez pół roku i cały ten czas utrzymała dobrą konsystencję. Na pewno kupię. Więcej KLIK

PRÓBKA, The Secret Soap Store, Krem do rąk z masłem shea: coś cudownego! Świetny skład, zapach, działanie. To zdecydowanie taki produkt jakich stale szukam i mam ochotę na pełną wersję po zużyciu moich mega zapasów.

To by było na tyle. W porównaniu z moimi poprzednimi denkami raczej skromnie. Znacie coś? :)

Biały Jeleń: Hipoalergiczny płyn micelarny

Płyn micelarny wpisał się na stałe w moją pielęgnację, gdyż jako posiadaczka tłustej cery pokochałam go od pierwszego użycia! Wcześniej męczyłam się z tłustymi mleczkami i niewygodnymi płynami dwufazowymi, które nierzadko zostawiały lepiącą się warstwę na skórze. Płyn micelarny to była miła odmiana po tych doświadczeniach. Zapraszam na recenzję polskiego Białego Jelenia, marki znanej od wielu, wielu lat i wciąż się rozwijającej.


Biały Jeleń, Hipoalergiczny płyn micelarny, Ekstremalne nawilżanie

Od producenta: "Hipoalergiczny płyn micelarny BIAŁY JELEŃ delikatnie oczyszcza skórę twarzy, oczu i ust z makijażu i wszelkich zanieczyszczeń. 
 Substancje pielęgnujące:
- formuła micelarna - skutecznie oczyszcza twarz z makijażu i zanieczyszczeń 
- mocznik - poprawia miękkość, jędrność i komfort skóry 
- czerwona koniczyna- jest źródłem antyoksydantów opóźniających efekt starzenia skóry 
- gliceryna - zapewnia optymalny poziom nawilżenia 
- pantenol - działa kojąco, skutecznie łagodząc podrażnienia.
Usuwa nawet wodoodporny makijaż, nie powodując szczypania ani łzawienia oczu.  Odpowiedni dla osób noszących szkła kontaktowe. Posiada badania okulistyczne. Przebadany dermatologicznie wśród osób z alergiami skórnymi oraz w kierunku atopii (AZS). Nie zawiera: alergenów, parabenów, silikonów, barwników i alkoholu."


Buteleczka jest fajna, mała i poręczna, idealna na wyjazd. Korek bardzo dobrze zabezpiecza zawartość przed wylaniem, a przy tym łatwo się otwiera. Dziubek jest w sam raz, bez problemu wylewamy odpowiednią ilość na wacik bez rozlewania. Design jest minimalistyczny, co jest charakterystyczne dla marki i osobiście bardzo mi odpowiada. Kosztuje ok. 10zł/200 ml. Z tego co widziałam kiedyś była mniejsza pojemność, 175 ml, czyli zmiana na plus.


Skład: szczegóły poniżej. Widzę dość wysoko mocznik, panthenol i glicerynę.


Sposób użycia: Rano i wieczorem przecierać twarz. Tak też go stosowałam i uważam, że ma przeciętne zużycie, bowiem wystarczył mi na 1,5m-ca (u mnie dokładnie tyle wynosi norma).


 Micel ma postać wody, ale raczy mój nos dość silnym, sztucznym zapachem (do złudzenia przypomina mi zapach toniku Rival de Loop z Rossmanna). Lekko się pieni, co mi nie przeszkadza. Dość dobrze radzi sobie z podkładem, pudrem i cieniami, natomiast przy kredce, zwłaszcza wodoodpornej i zwykłym tuszu trzeba się trochę napracować. Mimo wieczornego,  "na oko" dokładnego pozbycia się makijażu rano potrafię znaleźć na skórze pod oczami resztki tuszu i rozmazanej kredki.


Ogromnym plusem jest fakt, że micel zupełnie nie wysusza i nie ściąga skóry. Wręcz czuję lekkie nawilżenie i spokojnie mogę odczekać chwilę przed nałożeniem kremu czy serum. Nie spowodował żadnej reakcji alergicznej, szczypania oczu czy zaczerwienienia. Jest delikatny dla skóry.


Jest to całkiem przyjemny micel, kiedyś chętnie do niego wrócę, zwłaszcza latem, dzięki widocznemu działaniu nawilżającemu.

Znacie kosmetyki Białego Jelenia?
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj