Bielenda, Carbo Detox, Żel i czarne maseczki bez węgla aktywnego

Co jakiś czas nastaje moda na konkretny składnik w kosmetykach. W tym czasie obserwujemy wysyp produktów kolejnych marek np. z aloesem czy śluzem ślimaka. Ba, wysyp całych serii kosmetyków! Z jednej strony to dobrze, ponieważ cenne właściwości poszczególnych składników aktywnych docierają do świadomości konsumentów. Z drugiej strony zdarza się, że producenci korzystają jedynie z dobrej opinii składnika, natomiast w swoich kosmetykach stosują ich minimalne ilości, dosłownie odrobinę (jednak uwaga, niektórych składników aktywnych nie można używać w wysokim stężeniu, takie rzeczy trzeba oczywiście wiedzieć przed analizą składu). Zdarza się nawet, że wychwalanego składnika nie ma ani trochę! Dlatego uważam, że czytanie składów to podstawa, choć pamiętajcie, że z samego INCI nie dowiemy się wszystkiego (nie wiemy ile dokładnie składnika jest w formule, nie wiemy nic o jego pochodzeniu, jakości, czystości, o olejach czy są rafinowane, o niektórych składnikach czy są pochodzenia zwierzęcego czy roślinnego - chyba, że producent nam napisze to na opakowaniu). Pamiętajmy, że formuły kosmetyków są chronione! 

Jakiś czas temu nastała moda na kosmetyki z węglem aktywnym. Między innymi nasza rodzima Bielenda wprowadziła węglowe kosmetyki pod wspólną nazwą Carbo Detox. Do dyspozycji mamy m.in. produkty do oczyszczania twarzy i demakijażu, maseczki, serum i krem, kosmetyki do pielęgnacji włosów, a nawet olejek pod prysznic czy peeling do ciała. Wszystko czarne :) Jakiś czas temu dostałam żel do oczyszczania twarzy i trzy maseczki w saszetce, nawet nie pamiętam skąd je mam (na pewno nie kupiłam sama, możliwe, że były w jakimś boxie niespodziance albo wygranej w konkursie). Tak wychwalane, że chciałam sama sprawdzić i... musicie przeczytać dalej!



bielenda-carbo-detox

Bielenda, Carbo Detox, Oczyszczający żel węglowy do mycia twarzy

"Oczyszczający żel o działaniu detoksykującym, który szybko i skutecznie myje oraz odświeża skórę mieszaną czy tłustą. Usuwa zanieczyszczenia, makijaż i nadmiar sebum. Zawartość aktywnego węgla zapobiega powstawaniu wyprysków, oczyszcza cerę przyciągając zanieczyszczenia i toksyny z powierzchni i głębszych warstw skóry. Witamina B3 działa antytrądzikowo, reguluje wydzielanie sebum, matuje, regeneruje, poprawia koloryt."
Sposób użycia: żel delikatnie rozmasować na zwilżonej skórze, a następnie spłukać wodą. Stosować codziennie rano i wieczorem lub częściej.
Kosztuje ok. 16zł/195g.

Skład: Aqua (woda), Glycerin (gliceryna, humektant, nawilża), Sodium Cocoyl Alaninate (łagodna substancja myjąca z kokosa), Acrylates Copolymer (stabilizator emulsji), Carbon Black (czarny barwnik, nienaturalny), Niacinamide (wit. B3, cenna dla tłustej cery, reguluje wydzielanie sebum, matuje, zwęża, pory, rozjaśnia), Polysorbate 20 (emulgator i detergent, może być zanieczyszczony, lepiej nie stosować na podrażnioną czy uszkodzoną skórę), Triethanolamine (TEA, regulator pH, może wysuszać i podrażniać, nie powinno się długotrwale stosować produktów z tym składnikiem), Disodium EDTA (chelator, wiąże metale ciężkie), Parfum (kompozycja zapachowa), Methylchloroisothiazolinone (kontrowersyjny konserwant, silnie uczulający, niezalecany w ciąży), Methylisothiazolinone (kontrowersyjny konserwant, uczulający, niezalecany w ciąży).

bielenda-zel-do-twarzy-wegiel

Podsumowując skład: początek jest ok, mamy mieszankę wody z nawilżającą gliceryną i łagodną substancją myjącą. Za to potem barwnik udający węgiel aktywny (węgla w ogóle nie ma w INCI!), kontrowersyjne substancje, choć trzeba przyznać, że w produkcie spłukiwanym narobią mniej szkód niż w kremie. Nie zalecałabym żelu węglowego kobietom w ciąży ani osobom z trądzikiem, szczególnie rozdrapanym (otwartymi rankami).

Carbon Black to nie jest węgiel aktywny

Carbon Black jest sadzą, która powstaje podczas spalania węglowodorów (różnego pochodzenia olejów, także ropy), a nie węgla. W kosmetykach stosowana jest jedynie jako barwnik i nie posiada cennych właściwości węgla aktywnego, które tak ładnie wypisał nam producent na opakowaniach! Carbon Black używany jest jako pigment np. w tuszach do rzęs oraz przemyśle drukarskim czy motoryzacyjnym.

zel-weglowy-bielenda

Żel węglowy Carbo Detox rzeczywiście jest czarny, co - jak już wiemy z INCI - zawdzięcza sporej ilości czarnego barwnika, a nie węglowi aktywnemu. Brudzi wszystko, na co skapnie, więc trzeba z nim uważać (na szczęście da się zmyć). Konsystencja lekko żelowa, całkiem przyjemna. Żel posiada sztuczny, słodkawy zapach, który do złudzenia przypomina mi kisiel. Niektórym się na pewno spodoba, niestety ja nie mogę się przyzwyczaić - po długim czasie używania naturalnych żeli takie aromaty mnie drażnią i rażą sztucznością (natomiast wiem, że to moje subiektywne "widzimisię"). Carbo Detox trochę się pieni po roztarciu z wodą (tworzy szarą pianę). Żel Bielendy dobrze domywa oleje (zwykle myję twarz dwuetapowo). Solo też dobrze myje buzię, ale potem czuję lekkie ściągnięcie skóry (czego nie ma po olejach). Plus za pompkę, dzięki której wygodnie dozuje się produkt. Ze względu na skład na pewno nigdy więcej go nie kupię. Nie zauważyłam, aby jakkolwiek wpływał na wydzielanie sebum czy matowienie skóry, to po prostu dobrze myjący produkt o czarnej barwie.

czarny-zel-konsystencja-bielenda

Bielenda, Carbo Detox, Oczyszczająca maska węglowa do cery suchej i wrażliwej (niebieska)

"Silnie detoksykuje i poprawia stan skóry. Innowacyjna formuła oparta na naturalnym aktywnym węglu szybko i skutecznie oczyszcza skórę. Ujędrnia i wzmacnia cienki, delikatny naskórek."
Sposób użycia: Nałożyć na czystą twarz, szyję i dekolt omijając okolice oczu. Zmyć letnią wodą po 10 minutach.
Kosztuje 2-3zł/8g/jedna saszetka.

Skład: Aqua (woda), Kaolin (glinka biała, najdelikatniejsza, polecana do skóry suchej i wrażliwej, oczyszcza, matuje, łagodzi stany zapalne, odżywia), Glycerin (gliceryna, nawilża), Carbon Black (czarny barwnik), Magnesium Aluminum Silicate (stabilizator formuły, zagęstnik), Chlorella Vulgaris Extract (ekstrakt z chlorelli; oczyszcza, pobudza mikrokrążenie, poprawia koloryt cery, zmniejsza zaczerwienienia, odżywia), Panthenol (łagodzi podrażnienia, koi), Allantoin (przyspiesza gojenie, łagodzi), Lactic Acid (kwas mlekowy, nawilża, reguluje pH), Xanthan Gum (zagęstnik), Polysorbate 20 (emulgator i detergent, nie nakładamy na uszkodzoną skórę), Polyacrylamide /C13-14 Isoparaffin/Laureth-7 (zagęstnik, może "zapychać" i podrażniać), Propylene Glycol (syntetyczny humektant, może podrażniać i powodować alergie), Ethylparaben (konserwant, paraben), DMDM Hydantoin (konserwant, donor formaldehydu), Chlorphenesin (konserwant, substancja zapachowa), Methylparaben (konserwant), Phenoxyethanol (konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa).

bielenda-maseczki-w-saszetce

Węglowa maseczka do skóry suchej i wrażliwej jest więc gotową mieszaniną wody z białą glinką, odrobiną gliceryny, zielonej chlorelli i czarnego barwnika. Zawiera kilka fajnych substancji łagodzących podrażnienia i kojących, ale w znikomych ilościach (już po barwniku i zagęstniku). Maseczka jest dobrze zakonserwowana (niestety kontrowersyjnymi substancjami). Znów początek ładny i brzydki koniec. Węgla aktywnego nie ma. 

Saszetka wystarcza dokładnie na jedno użycie - pokrywa całą twarz, szyję i część dekoltu (zależnie od grubości nałożonej warstwy). Maska węglowa z chlorellą posiada kolor bardzo ciemno szary, z delikatnie zielonkawym odcieniem (uwaga na brudzenie!). Konsystencja trochę zbyt lejąca, ale ze skóry już nie spływa, można w niej chodzić. Zapach do zniesienia, prawie niewyczuwalny. Maseczka po 10-15 minutach przysycha, więc dość trudno ją zmyć (maski glinkowe robię zwykle przed prysznicem, wtedy łatwiej się ich pozbyć ze skóry). Efekt? Minimalnie oczyszczona i rozjaśniona cera, co zapewne jest zasługą białej glinki. Mojej skóry nie podrażniła, ale nie mam cery bardzo wrażliwej, a tym bardziej suchej. UWAGA! Może powodować szczypanie oczu. Po zmyciu skóra była też lekko przysuszona, musiałam w miarę szybko ją tonizować i nawilżać.

Domowa maseczka z białej glinki do cery suchej i wrażliwej

Alternatywą jest o wiele skuteczniejsza i naturalna maseczka z białej glinki i węgla aktywnego kupionego w aptece (proporcje ze zdecydowaną przewagą glinki) z dodatkiem humektantów (np. kwasu hialuronowego, żelu aloesowego lub nawet gliceryny). Warto dodać też dwie łyżki sprawdzonego oleju np. z pestek malin czy śliwki, arganowego. Mieszamy wszystko do uzyskania gęstawej konsystencji bezpośrednio przed użyciem (można dodać trochę wody demineralizowanej) i cieszymy się lepszym efektem (i tańszym!).



Bielenda, Carbo Detox, Oczyszczająca maska węglowa do cery mieszanej i tłustej (zielona)

"Oczyszczająca maseczka o działaniu detoksykujacym. Dzięki zawartości naturalnego węgla aktywnego błyskawicznie poprawia stan skóry, szybko i skutecznie oczyszcza cerę z toksyn, odświeża i zwęża pory. Działa przeciwtrądzikowo i redukuje wydzielanie sebum".
Kosztuje ok. 2-3zł/8g/saszetka.

SkładAqua (Water), Kaolin (biała glinka), Glycerin (nawilża), Carbon Black (czarny barwnik), Magnesium Aluminum Silicate (zagęstnik), Illite (francuska glinka zielona, dobrze oczyszcza, dezynfekuje, zmniejsza pory, przyspiesza gojenie, rozświetla, regeneruje, odżywia), Montmorillonite (glinka zielona; rozjaśnia, wchłania nadmiar sebum, rozświetla, detoksykuje), Lactic Acid (nawilża), Xanthan Gum (zagęstnik), Polysorbate-20 (emulgator), Calcite (kalcyt, węglan wapnia, wchłania wilgoć), Polyacrylamide /C13-14 Isoparaffin/ Laureth-7 (zagęstnik), Propylene Glycol (sztuczny humektant), Phenoxyethanol (konserwant), DMDM Hydantoin (konserwant, donor formaldehydu, może uczulać i podrażniać), Methylparaben (konserwant), Ethylparaben (konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa), Butylphenyl Methylpropional (syntetyczny składnik kompozycja zapachowej, uczulający), Limonene (składnik kompozycji zapachowej, może alergizować).

weglowe-maseczki-do-twarzy

Na pierwszy rzut oka widać, że maseczki różnią się między sobą jedynie trochę. Wersja do skóry tłustej i mieszanej początek ma identyczny jak inne, potem dołącza trochę zielonej glinki oraz kompozycja zapachowa. Nadal w składzie znajdziemy kilka kontrowersyjnych substancji, za to nie użyczymy w nim węgla aktywnego (zastępuje go czarny barwnik).

Maska jest ciemno szara i po nałożeniu na skórę nie spływa (choć niewygodnie ją wyciągać z saszetki). Wystarcza na jedno użycie. Przez chwilę po nałożeniu trochę łzawiły mi oczy. Dość dobrze oczyszcza skórę, przysusza ewentualne zmiany (co zawdzięczamy glinkom), lekko zwęża pory. Zdecydowanie rozjaśnia zaczerwienienia (znów glinki, identyczny efekt uzyskuję po 100% glince zielonej). Zmiękcza skórę, przez co jest ona miła w dotyku (dokładnie ten sam efekt uzyskuję mieszając zieloną glinkę z "nietłustym" olejem np. konopnym, jojoba czy z pestek truskawki). Nie zauważyłam nic więcej.

Domowa maseczka z węglem aktywnym i zieloną glinka do cery tłustej

Alternatywą jest maseczka z zielonej glinki francuskiej zmieszanej z węglem aktywnym (do kupienia w aptece w kapsułkach) w proporcjach 5:1 + woda demineralizowana albo np. sok z aloesu (kosmetyczny). Warto dodać do mieszanki pół łyżki lekkiego oleju oraz łyżkę humektantów (żelu aloesowego, kwasu hialuronowego, gliceryny, żelu z siemienia lnianego - różnych albo jednego, w zależności od tego, czym dysponujecie). Bezpieczna i 100% naturalna maseczka o składzie idealnym dla cery tłustej i mieszanej. Dla bardziej zaawansowanych polecam dodanie do całości niacynamidu (wit. B3, do kupienia w sklepach z półproduktami kosmetycznymi), który genialnie wpływa na cerę tłustą, zanieczyszczoną, z rozszerzonymi porami i nadprodukcją sebum. Sprawdzona, działa!


Bielenda, Carbo Detox, Oczyszczająca maska węglowa do cery dojrzałej (różowa)

"Oczyszczająca maska poprawiająca stan skóry dojrzałej: cienkiej, szarej, pozbawionej jędrności i blasku. Oczyszcza, odświeża, wygładza i ujędrnia, doskonale nawilża. Błyskawicznie poprawia koloryt skóry, przywracając jej witalność i energię."
Kosztuje 2-3zł/8g/jedna saszetka.

Skład: Aqua (woda), Kaolin (glinka biała), Glycerin (nawilża), Carbon Black (czarny barwnik), Magnesium Aluminum Silicate (zagęstnik), Vitis Vinifera (Grape) Fruit Powder (proszek z czerwonych winogron, bogate źródło antyutleniaczy, ujędrnia, napina, odświeża skórę, ujednolica koloryt, łagodzi podrażnienia), Lactic Acid (nawilża), Xanthan Gum (zagęstnik), Polysorbate 20 (emulgator), Polyacrylamide /C13-14 Isoparaffin/ Laureth-7 (zagęstnik), Propylene Glycol (syntetyczny humektant), DMDM Hydantoin (konserwant, donor formaldehydu), Phenoxyethanol (konserwant), Methylparaben, Ethylparaben (konserwanty), Parfum (kompozycja zapachowa).

saszetki-maseczek

Znów skład oparty o białą glinkę, glicerynę i czarny barwnik (brak węgla aktywnego). Gdzieś dalej cenny ekstrakt z czerwonych winogron i kwas mlekowy, reszta to zagęstniki i konserwanty (wiele z nich może podrażniać!).

Maseczka węglowa jest ciemnoszara, dobrze się rozprowadza i trzyma skóry. Po 10-15 minutach przysycha i dość trudno ją zmyć (identycznie jak pozostałe). Po zmyciu efekt jest praktycznie bardzo podobny - lekko przysuszona i rozjaśniona cera, delikatnie przymknięte pory. Nie widzę ani nawilżenia, ani ujędrnienia, ani wygładzenia. Bardzo podobny efekt uzyskuję po glince białej lub czerwonej rozmieszanej tylko z wodą, co wychodzi dużo taniej i bezpieczniej. Maseczka węglowa do cery dojrzałej nie posiada w składzie tylu składników aktywnych, aby widocznie poprawić jędrność skóry.

kosmetyki-z-weglem-aktywnym

Węgiel aktywny w kosmetykach (Activated Charcoal, Charcoal Powder)

Jest tak cenny, ponieważ dzięki swojej strukturze świetnie przyciąga i wchłania zanieczyszczenia oraz toksyny ze skóry. Dodatkowo posiada umiejętność wchłaniania nadmiaru sebum oraz delikatnego usuwania zrogowaciałego naskórka. Poza tym działa antybakteryjnie, przeciwzapalnie, a także rozjaśniająco za zmiany skórne. Z tych względów jest szczególnie cenny dla skóry zanieczyszczonej, tłustej, mieszanej czy trądzikowej, ponieważ zwalcza zaskórniki, odświeża i łagodzi podrażnienia czy stany zapalne (krostki i niedoskonałości). Węgiel aktywny, czyli Activated Charcoal lub Charcoal Powder jest składnikiem naturalnym, przebadanym i delikatnym dla skóry. Nie podrażnia i nie narusza naturalnej bariery ochronnej skóry.Te wszystkie cenne właściwości wypisano na opakowaniach - natomiast w składzie widnieje jedynie czarny barwnik, pozbawiony jakiejkolwiek cechy poza barwieniem. Szkoda!

Jeżeli szukacie czegoś gotowego i nie chcecie się bawić w domowe mieszanie glinek i węgla aktywnego (do kupienia w aptekach, polecam kapsułki), to patrzcie na skład – szukajcie na opakowaniach takich składników jak: Charcoal, Bamboo Charcoal Powder, Charcoal Powder, Activated Charcoal – są one najbardziej wartościowe w tej kategorii.

Jeżeli szukacie fajnej maseczki z węglem aktywnym (tym prawdziwym) to skład gotowej saszetki nowej serii kosmetyków Sylveco DUETUS wygląda świetnie! Niestety jest też dwa razy droższa (6 zł), ale to nadal niewiele. Carbo Detox od Bielendy to niestety... farbowany lis.

Bielenda, MultiEssence 4w1, Esencja do twarzy, cera mieszana

Ostatnio Bielenda bardzo pozytywnie mnie zaskakuje. Marka, która do niedawna tworzyła raczej przeciętne kosmetyki wsłuchała się w potrzeby i najnowsze trendy, tworząc produkty wyjątkowe - skupiając się na maksymalnym dopracowaniu składów lub inspirując na przykład azjatyckimi rytuałami pielęgnacji. Przykładem może być słynne już chyba Mezo serum z kwasem migdałowym oraz dzisiejsza esencja - kosmetyki pozytywnie oceniane przez wiele kobiet. A jak można ją stosować? Na wiele sposobów!


Bielenda, Multiwitaminowa esencja do pielęgnacji twarzy do cery mieszanej

"Innowacyjne rozwiązanie technologiczne do pielęgnacji i kondycjonowania skóry, wykorzystujące dobroczynny filtrat drożdżowy. Esencja skutecznie doczyszcza, odświeża i rozświetla cerę, zamyka wilgoć w skórze. Płynna konsystencja doskonale wtapia się w skórę – czuć, że skóra pije kosmetyk. Nie klei się i szybko się wchłania. Cera odzyskuje swoje naturalne piękno – jest gładka, jędrna, matowa, pełna witalności, doskonale nawilżona.
Istnieją trzy wersje esencji: do cery dojrzałej, mieszanej oraz suchej i wrażliwej."


Niepozorna butelka z plastiku posiada wygodny, mocny korek. Kolorystyka jest niesamowita - choć sama esencja jest przezroczysta, mamy wrażenie miętowego orzeźwienia, a to dzięki kolorowej etykiecie (od strony wewnętrznej). Inne wersje też wyróżniają się kolorem: esencja do cery dojrzałej jest fioletowa, natomiast do cery suchej i wrażliwej - różowa. Dzięki temu zabiegowi produkty łatwo odróżnić.


Skład: woda, filtrat drożdżowy (bogaty w uzyskane w procesie fermentacji minerały, witaminy i aminokwasy, zwiększa poziom nawilżenia skóry, poprawia sprężystość i elastyczność, rewitalizuje, dodaje skórze witalności), gliceryna (nawilża, zatrzymuje wilgoć w skórze), niacynamid (jeden z moich ulubionych składników, wit. B3, zwęża pory, reguluje sebum, matuje, rozjaśnia skórę), panthenol (prowitamina B5, łagodzi podrażnienia, zmniejsza zaczerwienienia), kwas hialuronowy (nawilża, ujędrnia), kwas glikolowy (złuszcza naskórek, stymuluje procesy naprawcze, zapobiega powstawaniu wyprysków, wygładza i ujednolica koloryt cery), mleczan sodu (nawilża, zmiękcza warstwę rogową naskórka, w wyższych stężeniach złuszcza i oczyszcza), alantoina (łagodzi podrażnienia, koi, przyspiesza regenerację), Polysorbate 20 (emulgator, detergent, oczyszcza), Disodium EDTA (konserwant), Phenoxyethanol (kontrowersyjny konserwant, zakazany w Japonii, lepiej nie używać w ciąży), Ethylhexylglycerin (konserwant, humektant, może podrażniać oczy), Sodium Dehydroacetate (konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa), Butylphenyl Methylpropional (składnik kompozycji zapachowej, alergen), Hexyl Cinnamal (składnik kompozycji zapachowej, imituje jaśmin, alergen), Linalool (składnik kompozycji zapachowej, imituje konwalię, alergen).


Początek składu zachwyca, same świetne substancje, jakże cenne dla skóry mieszanej czy nawet tłustej. Nawilżające, zmiękczające grubą warstwę naskórka, złuszczające i regulujące wydzielanie sebum. Większość z nich znam bardzo dobrze z własnoręcznego kręcenia kosmetyków - używałam ich w różnym stężeniu we własnych formułach i znam ich działanie na moją skórę. Gdyby nie kontrowersyjne konserwanty można by się pokusić o nazwanie składu idealnym, ale już teraz nie jest źle. W końcu nie jest to kosmetyk naturalny, a łatwo dostępny w większości drogerii i dość tani. Kosztuje 12-15zł/200ml.


Esencja ma postać przezroczystego płynu o mocnym, przyjemnym zapachu. Kojarzy mi się z morską bryzą, jest lekki i odświeżający, trochę perfumowany, na pewno nie naturalny. Utrzymuje się jakiś czas na skórze. Producent zaleca stosowanie produktu podobnie jak tonik: zwilżyć wacik esencją i nakładać na oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu, lekko dociskając wacik do skóry. Należy pamiętać o omijaniu okolic oczu. Nie trzeba jej spłukiwać. Esencję można stosować rano i wieczorem lub w ciągu dnia jako zabieg odświeżający.


Osobiście najbardziej lubię nakładać esencję po oczyszczeniu skóry wieczorem. Wtedy mam czas na rytuały, dokładne przykładanie wacika do skóry, nie spieszę się. Czasem produktu używam po toniku, czasem zamiast niego, ponieważ w tej roli również dobrze się sprawdza. Nie zdarzyło mi się oczyszczać nią skóry, choć producent zapewnia, że działa jak mleczko - zawsze stosuję ją już na oczyszczoną skórę, jako kolejny krok pielęgnacji, szkoda mi tak fajnego składu na zmywanie. Bardzo lubię na zwilżoną esencją skórę nakładać serum lub toner (obecnie mam Klairs) - mam wrażenie, że wtedy lepiej nawilżają.
Stosuję esencję również jako okłady lub masksheet - nasączam nią bawełniane maski w płachcie, ponieważ produkt jest świetny do tego typu zabiegu, ale należy bardzo uważać na okolice oczu. Trzeba się również liczyć z tym, że skóra po takim zabiegu może się czasem lekko złuszczać nawet przez kilka dni, dlatego wymaga mocnego nawilżania i cierpliwości - złuszczanie nie jest normą i zależy od aktualnego stanu cery. Dzięki masce w 10, góra 15 minut, funduję skórze odświeżenie, oczyszczanie i reguluję wydzielanie sebum, przy czym kosmetyk nie wysusza cery, choć czasem lekko ją ściąga (uczucie od razu po zabiegu, znika po ok. 30 min.). Najważniejsze, że pięknie rozjaśnia, nawilża, przymyka pory i dodaje blasku. Cera nabiera jednolitego kolorytu, wygładza się i jest mięciutka w dotyku - czasem od razu, czasem dopiero po kilku dniach, jak już się złuszczy "nadmiar" martwych komórek.
Nigdy nie robię jednak okładów jeśli mam podrażnienia lub otwarte ranki - w tych miejscach szczypie lub piecze, tak samo jest również podczas przykładania wacików, dlatego esencję stosuję tylko na zdrową skórę. Za pierwszym razem zresztą zafundowała mi lekkie zaczerwienienie, ale skóra szybko się przyzwyczaiła, ponieważ za drugim już wszystko było w porządku.


Multiwitaminowa esencja Bielendy ma bardzo przemyślany skład pod kątem skóry mieszanej i tłustej. Stosowana regularnie daje świetne efekty w postaci zmniejszenia błyszczenia skóry, zwiększa nawilżenie oraz elastyczność, lekko ujędrnia i rozświetla skórę, przez co twarz wygląda na młodszą i zdrowszą. Można więc powiedzieć, że w pewnym sensie działa jak krem, choć na pewno go nie zastąpi. Zauważyłam również, że odkąd ją stosuję pojawia się znacznie mniej wyprysków, zwłaszcza w "te dni", kiedy hormony szaleją. Nie zostawia lepkiej warstwy i nie zapycha, jednak potrafi sprawić, że łzawią oczy (jeśli zastosujemy ją zbyt blisko oczu, ale to zależy również od indywidualnej wrażliwości) i zapiec na podrażnionej skórze.

A Wy już macie swoją esencję? Jak ją stosujecie?

Bielenda, Fluid matujący oraz Multifunkcyjny krem CC

Bielenda to bardzo znana marka, a jednak dotąd podchodziłam do niej z ogromną rezerwą. Powodem jest nieuzasadnione pozycjonowanie się na markę naturalną, wykorzystywanie dziury w przepisach, a dokładniej brak dokładnych regulacji prawnych dotyczących kosmetyków naturalnych. Niemniej muszę być sprawiedliwa i zauważyć, że marka oferuje nam coraz lepsze kosmetyki, od genialnej serii z kwasem migdałowym po dzisiejszy fluid matujący. Trzymam kciuki za kolejne cuda z lepszymi składami.


Bielenda, Make up fluid matujący, kolor naturalny

Według producenta: "Matujący fluid w doskonały sposób poprawia wygląd cery mieszanej i tłustej. Idealnie i na długo matuje skórę, nadaje jej aksamitnego wykończenia oraz jednolitego wyglądu. Dostępny w 3 idealnie dopasowujących się odcieniach: naturalnym, beżowym oraz karmelowym. 
Wyjątkowe połączenie pigmentów i składników pudrowych korzystnie wpływa na wygląd skóry: poprawia jej odcień, tuszuje niedoskonałości, przebarwienia i drobne zmarszczki. Fluid doskonale dopasowuje się do cery, dając naturalny i świeży efekt, a ultra lekka nietłusta konsystencja nie obciąża jej. Fluid zawiera witaminę B3, która reguluje wydzielanie sebum, ogranicza błyszczenie i zmniejsza widoczność porów. Jedwabista, nasycona pigmentami formuła idealnie adaptuje się do światła i kształtu twarzy, precyzyjnie rozprowadza, zapewniając  przyjemną aplikację i doskonały jednolity efekt."


Rzadko używam drogeryjnych podkładów, stawiam raczej na minerały lub koreańskie BB, jednak zwykle jestem otwarta także i na inne opcje. Zwłaszcza jeśli są tanie. Fluid Bielenda kosztuje max. 12 zł/30g i jest łatwo dostępny (np. w Rossmannie).

Skład nie jest idealny, ale fluid zawiera m.in. Nacynamid, czyli wit. B3, która zmniejsza pory i redukuje wydzielanie sebum, wit. E oraz siarczan magnezu, który działa antybakteryjnie i matująco. Szczegóły: Aqua (Water), Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Propylene Glycol, PEG/PPG 18/18 Dimethicone, Trimethylsiloxysilicate, Niacinamide, Magnesium Sulfate, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Tocopheryl Acetate, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Dimethicone Crosspolymer, Disteardimonium Hectorite, Triethoxycaprylylsilane, Methicone, Propylene Carbonate, Silica Dimethyl Silylate (nano), Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, DMDM Hydantoin, Parfum (Fragrance), Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, CI 77891, CI 77491, CI 77492, CI 77499.



Do wyboru mamy trzy odcienie fluidu. Mój kolor to nr 1 naturalny, który idealnie wtopił się w dość jasną cerę, choć nie jestem bardzo blada. Warto zauważyć, że po otwarciu mamy 6 miesięcy na zużycie produktu i zdecydowanie trzeba wziąć ten fakt pod uwagę, gdyż po tym czasie podkład zaczyna się utleniać i ciemnieje. Konsystencja nie jest lejąca, raczej jest dość gęsta, ale doskonale rozprowadza się zarówno palcami jak i pędzlem, przy czym nie tworzy smug i nie wchodzi w załamania. Dla mnie bardzo ważne jest także, że nie zapycha i dość łatwo się zmywa.


Fluid matujący Bielenda doskonale ukrywa rozszerzone pory i drobne niedoskonałości skóry, maskuje także niewielkie zaczerwienienia. Bardzo podoba mi się, że przy tym nie tworzy efektu maski, właściwie wygląda bardzo naturalnie, świeżo i wręcz dziewczęco. Co ciekawe nie zauważyłam, aby podkreślał suche skórki. Jednak jego największą zaletą jest faktyczne, długotrwałe matowienie skóry przy jednoczesnym nie wysuszeniu jej na wiór. Daje ładne, pudrowe wykończenie, które u mnie utrzymuje się ok. 6h, a przy dodatkowym użyciu cienkiej warstwy ryżowego pudru nawet 10h. Czasem w ciągu dnia delikatnie się ściera, ale nie jest to bardzo widoczne. To aż nieprzyzwoicie dobre działanie za jedyne 12zł!


Bielenda, Krem CC neutralizujący zaczerwienienia

Od producenta: "Innowacyjny krem łączy najlepsze cechy kremu do codziennej pielęgnacji i korektora do skóry z przebarwieniami. Dzięki lekko zielonej barwie pozwala na zneutralizowanie zaczerwienień, zamaskowanie blizn potrądzikowych i pajączków. Zakrywa również rozszerzone pory. Kosmetyk pielęgnuje skórę: wzmacnia naczynka, łagodzi podrażnienia, wygładza i działa odmładzająco. Wszystko dzięki mocy składników aktywnych: kwasu hialuronowego, alantoinie i troxyrutynie, która jest odpowiedzialna za wzmocnienie naczyń krwionośnych."


Krem CC kupiłam w kartoniku, który szybko wyrzuciłam, ale zdążyłam zrobić zdjęcie. Podoba mi się, że całość była zafoliowana, więc miałam pewność, iż krem nie był wcześniej otwierany. Kosztuje ok. 15-20zł/40ml i jeszcze do niedawna był łatwo dostępny. Produkt nie zapchał porów i nie podrażnił mnie.



Skład: Aqua (Water), Ethylhexyl Cocoate, Caprylic / Capric Trigliceride, Isononyl Isononanoate, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Betaine, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, CI 77891 (Titanium Dioxide), Potassium Cetyl Phosphate, Troxerutin, Allantoin, Sodium Hyaluronate, Tocopheryl Acetate, Dimethicone, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, DMDM Hydantoin, Lactic Acid, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional, Limonene, CI 77288 (Dichromium Trioxide).


Konsystencja jest dość rzadka, lejąca się. Zapach jest bardzo przyjemny, orzeźwiający i słodkawy, umila aplikację, choć jest też dość intensywny. Krem dobrze rozprowadza się na skórze, szybko wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Przede wszytkom posiada lekko zieloną barwę, co ma na celu neutralizować zaczerwienienia. Można nakładać go na całą twarz i/lub punktowo wzmacniać efekt np. na policzkach czy w okolicach nosa. Krem całkiem przyjemnie nawilża, ale po kilku godzinach sprawia, że skóra zaczyna się błyszczeć. Jego główną zaletą jest ochładzanie zaczerwienienia, jednak przez niezbyt gęstą konsystencję krem nie potrafi całkiem usunąć wizualnie zaczerwienień, a jedynie jakby je zobojętnia. Dzięki niemu nałożony podkład lepiej sobie poradzi ze zniwelowaniem np. naczynek, które stają się zdecydowanie mniej widoczne.


Poniżej możecie zobaczyć jak krem CC Bielenda i fluid matujący wyglądają na skórze, solo, bez przypudrowania. Nie widać zaczerwienień, nawet przy skrzydełkach nosa. Skóra jest idealnie matowa, a jednocześnie wygląda naturalnie, jakbym użyła lekkiego kremu BB. 



Po lewej efekt w pełnym makijażu, już po delikatnym przypudrowaniu lekkim pudrem ryżowym. Dzięki fluidowi make up idealnie wygląda przez wiele godzin, więc mogę pojechać do pracy bez dźwigania w torebce całego arsenału akcesoriów poprawiających makijaż. Nawet bibułki matujące nie są mi potrzebne. Całość można jeszcze utrwalić fixerem, ale na co dzień rezygnuję z nadmiaru tego typu rozwiązań, pozostawiam je na specjalne okazje, np. wesele.
Mnie efekt w pełni zadowala, ponieważ w codziennym makijażu stawiam na szybkość wykonania (maluję się przed 7 rano), lekkość (nie znoszę, gdy kosmetyki pogarszają stan cery, tworząc błędne koło!) i trwałość.


A Wy znacie kosmetyki Bielendy warte bliższej znajomości? Co polecacie?

Test najlepszych płynów micelarnych: Biolaven, Bielenda, Garnier

Wiecie co jest najważniejsze w pielęgnacji skóry? Który etap jest najistotniejszy? Oczywiście, że wiecie. Oczyszczanie. Nawet najdroższe kosmetyki napakowane po brzegi cennymi substancjami aktywnymi niczego nie zdziałają, jeśli cera będzie zanieczyszczona, zalegać na niej będą resztki sebum, bakterii, pyłów i makijażu. Mieszkam w Warszawie, powietrze nie jest tu zbyt czyste ani zdrowe, do tego ostatnio dał mi się we znaki smog (więcej pisałam TUTAJ). Dlatego szczególnie dużą uwagę przykładam do dokładnego oczyszczenia cery, a jednocześnie uważam na utrzymanie prawidłowego pH skóry, co jest niezwykle ważne dla jej prawidłowego funkcjonowania. Codziennie korzystam z płynów micelarnych, ponieważ zwykle są skuteczne, dość łagodne i nie zmieniają pH skóry. Zużyłam ich już mnóstwo, często więc piszę na ten temat. Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam trzy naprawdę świetne micele i zaprosić na test.


Wszystkie butelki są plastikowe i zaopatrzone w korki "na klik". Garnier i Bielenda są jednocześnie przezroczyste, więc łatwo można kontrolować ilość kosmetyku. Jeśli chodzi o samo opakowanie najwygodniej stosowało mi się Biolaven, ponieważ jest poręczny, a otwór odpowiedniej wielkości. Przy Bielendzie kształt butelki lekko utrudnia codzienne stosowanie, trochę płynu zawsze mi gdzieś uciekało, a Garnier początkowo jest po prostu ciężki (pojemność ma dwa razy większą niż Biolavenu i Bielendy).


Garnier, Płyn micelarny 3w1, Skóra wrażliwa

Według producenta: "Płyn Micelarny 3w1 to prosty sposób, by usunąć makijaż oraz oczyścić i ukoić całą skórę (twarz, oczy, usta) za pomocą jednego gestu. Nie wymaga spłukiwania. To pierwszy inteligentny produkt oczyszczający, w którym została zastosowana technologia miceli. Nie musisz już trzeć, by pozbyć się zanieczyszczeń i makijażu - micele wiążą je niczym magnes. Efekt: idealnie czysta skóra bez pocierania. Odpowiedni do wszystkich typów skóry, także do cery wrażliwej. Bezzapachowy. 
Sposób użycia: Nałóż na twarz, oczy i usta za pomocą wacika, bez pocierania. Nie spłukuj."
Kosztuje ok. 18zł/400ml.


Płyn jest przezroczysty i bezzapachowy, ale delikatnie się pieni (bawi mnie gdy podczas odstawiania go na półkę "puszcza" bańki :D). Nie wysusza skóry i nie pozostawia uczucia ściągnięcia. Dobrze usuwa makijaż i zanieczyszczenia, nie trzeba trzeć oczu, wystarczy dać mu chwilę na rozpuszczenie tuszu czy eyelinera. Radzi sobie praktycznie ze wszystkim, także z matowymi pomadkami, choć nie za pierwszym razem. Nie pozostawia lepiącej warstwy. Skóra jest po nim oczyszczona, może nie ściągnięta, ale też nie nawilżona, raczej neutralna. Zazwyczaj nie podrażnia, choć zdarzyło mi się kilkakrotnie, że podczas demakijażu lekko zaszczypało mnie oko. Jest bardzo wydajny, a pojemność jest dwukrotnie większa niż konkurencji.


Skład: Aqua/Water, Hexylene Glycol (glikol heksylenowy; myje, zmiękcza i nawilża skórę, jednocześnie emulgator, rozpuszczalnik dla innych substancji, ma działanie konserwujące, ale niedozwolony jest jako konserwant; może podrażniać błony śluzowe lub uczulać), Glycerin (nawilża), Disodium Cocoamphodiacetate (łagodna substancja myjąca, dobrze się pieni), Disodium EDTA (konserwant, potencjalnie niebezpieczny), Poloxamer 184 (substancja myjąca), Polyaminopropyl Biguanide (B162919/4) (konserwant, używany także m.in. w płynach do soczewek).
Moim zdaniem: krótki, ale nie do końca delikatny. Skład oparty jest o substancję chemiczną, która dobrze radzi sobie z makijażem, ale potrafi podrażniać błony śluzowe, powodując np. pieczenie oczu. Poza tym zawiera konserwant, który potencjalne jest niebezpieczny i powszechnie stosowany w kosmetykach, więc nieświadomie możemy nakładać go na skórę zbyt dużo w ciągu dnia.


Bielenda, Esencja Młodości, Nawilżający płyn micelarny

Według producenta: "Wyjątkowo delikatny, nawilżający płyn micelarny Esencja Młodości 3w1 zastępuje mleczko, tonik i wodę. Szybko, starannie i niezwykle skutecznie oczyszcza skórę, usuwa makijaż, pozostałe zabrudzenia i nadmiar sebum. Zwęża i zamyka pory, zapobiega powstawaniu wyprysków, łagodzi podrażnienia. Zawiera Plasma Repair Complex – koktajl najbogatszych składników aktywnych, który ma zdolność przenikania do głębszych warstw skóry. Kwas hialuronowy intensywnie i długotrwale nawilża i wygładza. Komórki macierzyste z drzewa arganowego głęboko regenerują, odżywiają i wzmacniają skórę. Witamina B3 wyrównuje niedoskonałości skóry wywołane trądzikiem, skutecznie matuje błyszczącą cerę. Płyn natychmiast odświeża i koi, nie wysusza skóry mieszanej i wrażliwej.
Sposób użycia: Zwilżyć wacik płynem, oczyścić skórę. Nie spłukiwać. Stosować rano i wieczorem lub w ciągu dnia jako zabieg odświeżający."
Kosztuje ok. 12zł/200ml.


Płyn jest bezbarwny, dość mocno się pieni (zwłaszcza pod koniec). Posiada bardzo przyjemny, orzeźwiający zapach, który kojarzy mi się z morską bryzą i algami. Jest dość intensywny. Płyn nie wysusza cery i nie ściąga jej. Delikatnie przymyka pory. Dobrze radzi sobie z makijażem oraz zanieczyszczeniami, także wodoodpornymi (wystarczy chwilę dłużej przytrzymać nasączony wacik). Pozostawia skórę oczyszczoną, lekko nawilżoną, ale często z delikatną, lepiącą warstewką, którą przecierałam tonikiem. Nigdy mnie nie podrażnił, nie szczypał w oczy.


Skład: Aqua, Glycerin (nawilża), Niacinamide (wit. B3, zwęża pory, matuje), Sodium Cocoamphoacetate (łagodna dla skóry substancja myjąca), Arginine PCA (arginina, nawilża, regeneruje), Hyaluronic Acid (kwas hialuronowy, nawilża), Hydrolyzed Glycosaminoglycans (kondycjonuje), Argania Spinosa Callus Culture Extract (komórki macierzyste z drzewa arganowego, regeneruje, wzmacnia, odżywia), Glucose (glukoza, koi i nawilża), Urea (nawilża), Sodium Lactate (mleczan sodu, zmiękcza naskórek), Allantoin (łagodzi podrażnienia), Lactic Acid (kwas mlekowy, nawilża), Isomalt (wypełniacz), Lecithin (lecytyna, zmiękcza i odżywia), Polysorbate 20 (emulgator), Disodium EDTA (konserwant, potencjalnie niebezpieczny), Phenoxyethanol (konserwant), Ethylhexylglycerin (konserwant), DMDM Hydantoin (konserwant potencjalnie niebezpieczny), Sodium Benzoate (konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa), Butylphenyl Methylpropoonal (składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alergen).
Moim zdaniem: początek składu jest bardzo przyjazny dla cery mieszanej. Sporo nawilżaczy i substancji zatrzymujących wodę w skórze oraz moja ulubiona wit. B3. Do tego łagodna substancja myjąca i komórki macierzyste. Nie podoba mi się końcówka napakowana licznymi konserwantami, w tym pochodną formaldehydu.


Biolaven Organic, Płyn micelarny

Według producenta: "Oczyszczająco-łagodzący płyn micelarny pozwala dokładnie usunąć nawet wodoodporny makijaż twarzy i oczu. Składniki nawilżające i łagodzące zapobiegają wysuszeniu i koją podrażnioną skórę. Olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, znany jest ze swoich relaksujących właściwości. Po zastosowaniu skóra pozostaje czysta, świeża i dobrze nawilżona.
Sposób użycia: preparat nanieść na płatek kosmetyczny i delikatnie przetrzeć skórę twarzy, szyi i dekoltu. Aby usunąć makijaż oczu, na zamkniętej powiece przytrzymać nasączony płatek i ściągać w kierunku rzęs. W razie potrzeby czynność powtórzyć."
Kosztuje ok. 15zł/200ml.


Płyn również jest przezroczysty, ale w ogóle się nie pieni. Uwiódł mnie swoim zapachem, dzięki czemu używałam go z dziką przyjemnością zarówno rano jak i wieczorem. Słodki aromat dojrzałych winogron przełamany lekko cierpką nutą lawendy to zapach idealny do rannego przebudzenia, a jednocześnie kojący i przyjemnie wyciszający wieczorem. I choć wiele osób na pierwszym planie wyczuwa właśnie lawendę, której - delikatnie mówiąc - fanką nigdy dotąd nie byłam, to w tym połączeniu bardzo mi odpowiada i nadal uparcie będę twierdzić, że winogrona wyczuwam mocniej. Płyn nieźle radzi sobie z makijażem, a mimo naturalnego składu w niczym nie ustępuje dwóm powyższym płynom. Nie zostawia żadnej warstwy na skórze. Nigdy nie spowodował u mnie podrażnienia. Pozostawia skórę dobrze oczyszczoną, odświeżoną, zmatowioną i miękką. Nie wysusza, nie ściąga skóry.


Skład: Aqua, Coco-glucoside (łagodna substancja myjąca), Glycerin (nawilża), Panthenol (prowitamina B5; nawilża, działa przeciwzapalnie), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron; emolient, zmiękcza i wygładza skórę), Lactic Acid (kwas mlekowy; nawilża), Sodium Lactate (nawilża, zmiękcza naskórek), Benzyl Alcohol (konserwant; składnik kompozycji zapachowej, imituje zapach jaśminu), Lavandula Angustifolia Oil (olejek eteryczny z lawendy; działa antyseptycznie, przeciwzapalnie, stymuluje wzrost nowych komórek, pomaga kontrolować wydzielanie sebum i gojenie blizn, posiada relaksujący zapach), Dehydroacetic Acid (konserwant dopuszczony przez instytucje certyfikujące kosmetyki naturalne), Silica (matuje), Parfum. 
Moim zdaniem: krótki i świetny! Łagodny, przyjazny i naturalny skład, sporo cennych substancji aktywnych pozytywnie wpływających nie tylko na skórę, ale także na samopoczucie. Kosmetyk uznawany za naturalny.


Test najlepszych płynów micelarnych

Do testu wykorzystałam kolejno:
Matową pomadkę Eveline (uwielbiam je!)
Fluid matujący Bielenda (ładnie stapia się ze skórą i dobrze matuje, jednocześnie wygląda naturalnie i nie zapycha)
Tusz do rzęs Delia (pisałam o nim KLIK)
Żel do brwi Lovely (ma bardzo malutką szczoteczkę, którą operuje się i łatwo i trudno jednocześnie, nie do końca odpowiada mi perłowy połysk)
Eyeliner Catrice (rzadko go używam, jak widać nie daje czerni, raczej szarość)
Produkty miały kilkanaście minut, aby porządnie zaschnąć, zanim przetarłam dłoń wacikiem.


Biolaven przy pierwszym podejściu świetnie poradził sobie z pomadką, podkładem oraz żelem do brwi. Trochę gorzej poszło mu z tuszem i eyelinerem, ale podczas demakijażu daję mu chwilę na rozpuszczenie tych produktów. Tutaj po prostu przetarłam skórę.


Bielenda równie świetnie się spisała jeśli chodzi o pomadkę i podkład. Trochę gorzej poszło jej z żelem do brwi, za to zebrała więcej tuszu i eyelinera już za pierwszym razem.


Garnier świetnie poradził sobie z fluidem, ale trochę gorzej z matową pomadką i żelem do brwi. Za to tusz i eyeliner nie są mu straszne.



Moim faworytem mimo wszystko pozostaje Biolaven za najbardziej naturalny i łagodny skład, piękny zapach i dobre działanie. Na mojej mieszanej, miejscami tłustej skórze sprawuje się idealnie, a dzięki zawartości olejku z lawendy matuje i usuwa bakterie powodujące drobne niedoskonałości. Jeśli damy mu chwilę na rozpuszczenie tuszu czy eyelinera na pewno nie obudzimy się rano z resztkami makijażu. Bielendę polecam cerom mieszanym i tłustym, ze względu na wysoką zawartość wit. B3, która matuje i zwęża pory oraz kilku substancji nawilżających i zmiękczających skórę. Garnier też jest skutecznym produktem i cenowo wypada najkorzystniej, jednak moim zdaniem nie do końca nadaje się dla cer wrażliwych czy delikatnych, ponieważ posiada skład oparty o substancję mogącą wywołać podrażnienia np. oczu.

Na poniższym zdjęciu widać jak płyny usuwają produkty do makijażu. Niestety Biolavenem zdążyłam przejechać rękę dwukrotnie. Wyżej dokładniej można ocenić jak sobie radzą poszczególne kosmetyki. 


O innych świetnych micelach pisałam już wcześniej. Szczególnie polecam Wam Lipowy płyn micelarny Sylveco oraz Żurawinowy płyn micelarny Go Cranberry. Jeśli nadal macie niedosyt skorzystajcie z wyszukiwarki (w prawej kolumnie na górze) lub etykiet (na dole, przed komentarzami).

Znacie te płyny micelarne? Macie wśród nich swojego ulubieńca, do którego chętnie wracacie?

Pielęgnacja twarzy czyli Opróżniamy kosmetyczni z Trusted Cosmetics

Czas na kolejne wyzwanie akcji Trusted Cosmetics KLIK! Aktualny temat jest moim ulubionym, bowiem mowa będzie o pielęgnacji twarzy. Do zagadnienia postanowiłam podejść szerzej, ponieważ uważam, że niektóre sprawy warto powtarzać aż do utrwalenia :) Będzie trochę porad, trochę oczywistości i trochę kosmetyków. Zapraszam.

Każda z nas marzy o pięknej, gładkiej i porcelanowej cerze, to dla mnie oczywiste. Ale jak to osiągnąć? Większość dorosłych ma skórę albo suchą, albo tłustą, albo też mieszaną...  Oznacza to, że borykamy się z różnymi, niechcianymi zresztą, dolegliwościami jak suche skórki, zmarszczki, pryszcze, błyszczenie, widoczne naczynka - wiem, to tylko wierzchołek góry lodowej.

Jako nastolatka zaniedbywałam pielęgnację na rzecz makijażu i niestety z moich obserwacji wynika, że to raczej norma wśród młodych osób także i dzisiaj. Niekoniecznie zmywałam makijaż, a po imprezie chyba nigdy. Nie używałam toniku. Nie zwracałam uwagi na składy. Kremy uważałam za zbędne, a skórę często myłam zwykłym żelem z SLS. Wycierałam twarz ręcznikiem do ciała. Więcej grzechów nie pamiętam :) Oczywiście miało to swoje skutki, bo choć nigdy nie borykałam się z nadmiernym trądzikiem, to różne niedoskonałości towarzyszyły mi od zawsze - taki urok tłustej skóry, która się łatwo zapycha.

Najważniejszy jest jednak ciągły rozwój i nauka, a najlepiej się uczymy na błędach, tak więc chciałabym się z Wami podzielić swoimi zasadami, które przy regularnym stosowaniu znacząco pozytywnie wpłynęły na stan mojej skóry i które są podstawą pielęgnacji twarzy, jaką uskuteczniam :)

Pielęgnacja skóry twarzy: zasady, których warto przestrzegać



1 zasada: Bezwarunkowe, codzienne oczyszczanie skóry rano i wieczorem (bez wyjątków)

Rano zawsze oczyszczam skórę po nocy, najczęściej płynem micelarnym oraz przecieram ją tonikiem. Następnie nakładam krem na dzień lub serum i dopiero potem makijaż. Wieczorem dokładnie myję żelem i micelem oraz tonizuję skórę tonikiem. Co 3 dni używam peelingu, kiedyś najczęściej mechanicznego, obecnie stawiam raczej na delikatniejsze produkty.
Uwaga: Nie ma od tego odstępstw! Nie ma wymówek! Nawet jak jestem zmęczona, chora, zdenerwowana, po imprezie...

Na dzień dzisiejszy używam:
- końcówka micela Tołpy: bardzo skuteczny, zazwyczaj niepodrażniający skóry ani oczu, domywa wszystko jak leci;
- nowo otwarty żel z mikrogranulkami Perfecta: fajny orzeźwiający zapach, całkiem nieźle myje skórę, zawiera maleńkie drobinki, które masują skórę, ale użyłam go ledwo 2-3 razy, więc z opinią jeszcze się wstrzymam;
- Mizon peeling gel: cudo! bardzo fajnie się go używa, a działanie czuć prawie natychmiast, niesamowicie skuteczny kosmetyk z wygodna pompką, póki co jestem nim zachwycona, choć zapach mógłby mieć lepszy;
- Nacomi czarne mydło: mega gęste, świetnie trzyma się skóry, zazwyczaj używam go do twarzy jako peeling enzymatyczny, nie podrażnia jeśli nie trzymam go zbyt długo, zmiękcza i oczyszcza cerę.


2 zasada: Oddzielny ręcznik tylko do twarzy

Najlepiej miękki i szybkoschnący, ponieważ warto często go prać. Dzięki oddzielnemu ręcznikowi zmniejszam ryzyko przenoszenia bakterii, a co za tym idzie cera wygląda lepiej. Sprawdzą się także np. jednorazowe ręczniki papierowe. 
Uwaga: tak samo często piorę poszewki na poduszki, a w zimie szaliki itp. Wszystko co dotyka twarzy powinno być czyste :)


3 zasada: Tonik lub hydrolat jest niezbędnym elementem pielęgnacji, nie można go pomijać

Nie warto pomijać tego kroku pielęgnacji, tonik nie jest przecież zwykłą wodą. Służy on przede wszystkim do przywrócenia skórze właściwego pH, dzięki czemu wiele zyskujemy: między innymi lepiej się wchłaniają składniki aktywne z kosmetyków, a sama skóra lepiej sobie radzi z bakteriami. Woda wodociągowa czy większość kosmetyków zmienia pH skóry, które naturalne wynosi 5,5 czyli jest lekko kwaśne.
Zbyt niskie (kwaśne) pH powoduje nadprodukcję sebum, wypryski, świecenie i powiększenie porów, natomiast zbyt wysokie (zasadowe) pH sprawia, że skóra łatwo się podrażnia, jest ściągnięta, sucha i namnażają się na niej bakterie powodując infekcje.
Uwaga: micele powinny posiadać już właściwe pH, więc zmywając nimi makijaż teoretycznie można ten etap pominąć, ale z moich doświadczeń wynika, że nie warto, bo lepiej mieć pewność, tym bardziej, że toniki zwykle nie są drogie i łatwo zrobić je samemu (choćby mieszając wodę destylowaną z octem jabłkowym albo sokiem z cytryny w odpowiednich proporcjach). Nie używam toników z alkoholem, który niby dezynfekuje skórę, ale też i niepotrzebnie ją wysusza i osłabia.

Na dzień dzisiejszy używam:
- hydrolaty: pomarańczowy, z kwiatów pomarańczy (to nie to samo!), lawendowy i różany: wszystkie bardzo lubię, nie tylko przywracają skórze odpowiednie pH, ale i dostarczają jej substancji aktywnych, w większości posiadają też przyjemny, naturalny zapach i są bardzo wydajne;
- hibiskusowy tonik Sylveco: posiada świetny skład i ciekawą, żelową konsystencję, zawiera cenny ekstrakt z hibiskusa, który pozytywnie wpływa m.in. na cerę naczynkową, oczywiście także tonizuje.

 

4 zasada: Unikanie zapychaczy i przyspieszaczy zmarszczek

O parafinie chyba słyszał już każdy, jedne z nas jej unikają, inne nie. Każda z nas ma prawo do własnego zdania, ale dwie rzeczy są pewne: parafina zapycha pory, co jest szczególnie nieprzyjemne dla posiadaczek tłustej cery oraz przyspiesza powstawanie zmarszczek. Ja osobiście jej więc unikam w produktach do twarzy. Tak samo unikam alkoholu, który wysusza i kilku innych substancji. Generalnie warto przyglądać się składom, bo przy odpowiedniej obserwacji reakcji skóry jesteśmy w stanie się dowiedzieć co jej nie służy.
Uwaga: parafina znajduje się nie tylko w kremach czy mleczkach do demakijażu, ale także w kolorówce. Wiecie ile trzeba się naszukać w drogerii, żeby znaleźć puder bez parafiny?

 

5 zasada: Nie boimy się olejów, ale musimy dobrać odpowiednie

Mam tłustą skórę i często słyszę od koleżanek, że oszalałam używając olejów :) Taki panuje przesąd, że tłustą skórę należy za wszelką cenę wysuszyć i zmatowić. Tyle, że postępując w ten sposób otrzymamy chwilowe korzyści, natomiast w dłuższej perspektywie nasza skóra zacznie produkować więcej i więcej sebum. Dlaczego? Bo skóra nie jest taka głupia, skoro czuje "suchość" to chce się natłuścić i odgrodzić od środowiska. Warto więc ją nie tylko nawilżać, ale i dostarczyć jej niezbędnych kwasów tłuszczowych, które znajdują się właśnie w olejach. Te z kolei można umownie podzielić na "tłuste" i "suche" co w praktyce polega na znacznie szybszym wchłanianiu się i braku nieprzyjemnej warstwy. Do moich ulubionych "suchych" olei do twarzy należą: jojoba, wiesiołek, z pestek malin i moreli, marula.
Uwaga: oleje nakładam na noc zamiast kremu i w przypadku tych "suchych" nigdy nie zdarzyło mi się obudzić rano z tłustą, lepką skórą, ale wiele zależy także od indywidualnych predyspozycji. Moja skóra choć tłusta, jednocześnie jest dość mocno odwodniona, więc spija to, czym ją traktuję.

 Na dzień dzisiejszy używam:
- Calaya, olej marula: delikatny zapach i żółte zabarwienie, dość szybko się wchłania i dobrze łączy z kwasem hialuronowym,
- mazidła, ekologiczny olej jojoba: praktycznie bezzapachowy, lekki olej, którego czasem używam także do ciała, bardzo lubię go za pipetę,
- Vivio, olej z wiesiołka: stosuję go najczęściej do serów i maseczek oraz do... sałatek, jest to bowiem czysty olej jakości spożywczej,
- Mokosh, olej lniany: dość tłusty w porównaniu z powyższymi, stosuję go, gdy moja skóra jest mocniej odwodniona niż zazwyczaj, ale najbardziej lubię traktować nim włosy, uwielbiają to.


6 zasada: Nie pomijamy pielęgnacji szyi

Kiedyś w ogóle nie myślałam o szyi i pomijałam ten krok. Od kilku lat staram się jednak intensywnie dbać i o tą część ciała, co znaczy, że ją peelinguję, tonizuję i kremuję. Codziennie przy okazji pielęgnacji wykonuję także krótki masaż.
Uwaga: w przypadku szyi zawsze wykonujemy masaż lub wklepywanie kremu od dołu ku górze, dzięki temu dłużej pozostanie jędrna i bez zmarszczek.

Na dzień dzisiejszy używam:
- Bandi, Krem na szyję i dekolt: niesamowicie wydajny, dość gęsty krem o delikatnym zapachu, ładnie nawilża skórę i lekko ją napina, szybko się wchłania.


 

7 zasada: Odpowiedni masaż skóry podczas wklepywania kremu

Tutaj musiałabym się bardzo rozpisać, a post i tak jest przydługi :) Generalnie warto poszukać poszukać ciekawych sposobów i znaleźć własny, najlepszy sposób masowania skóry, który nie będzie uciążliwy, a jedynie przyjemny. To naprawdę działa, nie tylko rozluźnia, ale i ujędrnia skórę.
Uwaga: fajnie pisała na ten temat Azjatycki Cukier TU, nic dodać, nic ująć.

 

8 zasada: Serum nie jest fanaberią

Serum co do zasady charakteryzuje się wyższym stężeniem substancji aktywnych niż krem, jest to więc kosmetyk stuningowany i jako takim warto się zainteresować. W dość szybkim czasie jest w stanie nawilżyć lub odżywić skórę, w zależności od użytych składników. Osobiście bardzo je lubię i nie wyobrażam już sobie pielęgnacji bez serum.

Na dzień dzisiejszy używam:
- Ava, Serum z wit. C: szybko się wchłania, a dzięki zawartości wit. C wzmacnia naczynka, na czym najbardziej mi zależało, widzę różnicę przed i po,
-  Payot, Oczyszczające serum z alkoholem: męczę je już dość długo, a używam punktowo na miejsca, które tego wymagają, np. na wypryski, przyspiesza ich wysuszanie,
- mazidła, kwas hialuronowy: nie bez powodu jest w serach, choć nie używam go solo, bo ściąga skórę, a mieszam z olejami (patrz wyżej) i w ten sposób uzyskuję mega szybkie serum diy, które doskonale nawilża i odżywia skórę.



9 zasada: Maseczki to nie tylko przyjemność

O maseczkach piszę często, więc wiecie, że je lubię. Moimi nr 1 wciąż są kolorowe glinki, które przyrządza się bardzo szybko, a w zależności od dodatków mogę stworzyć taką maskę, jakiej akurat potrzebuje moja skóra.

Na dzień dzisiejszy używam:
- Calaya, Glinka niebieska oraz zielona: niebieska glinka oprócz cudownego koloru dobrze oczyszcza i odświeża skórę, natomiast niebieska ją dotlenia dostarcza minerałów i usuwa toksyny,
- Skarby Afryki, glinka biała: najdelikatniejsza i bardzo uniwersalna, właściwie dla każdego, używam jej także do innych kosmetyków, np. robiłam z niej pastę do zębów,
- Cattier, glinka żółta: dostarcza skórze cennych minerałów i delikatnie oczyszcza, uszczelnia też naczynka,
- rosyjska glinka czarna: dobrze oczyszcza skórę z zaskórników, usuwa nadmiar sebum i zanieczyszczeń.



10 zasada: Kosmetyki DIY są osiągalne i skuteczne

W dodatku to fajna zabawa i spora satysfakcja, więc jeśli macie ochotę zachęcam do przejrzenia etykiety na samym dole bloga "DIY" oraz "Zrób to sama". Wbrew pozorom niektóre kosmetyki np. proste sera czy peelingi robi się bardzo szybko.
 

11 zasada: Krem na dzień i krem na noc to zupełnie inne kosmetyki

Niby się o tym wie, ale nie zaszkodzi przypomnieć: krem na dzień powinien posiadać filtr przeciwsłoneczny, a jeśli takowego nie ma, wtedy można posiłkować się specjalnymi kosmetykami lub choćby nałożyć podkład mineralny. Słońce jest do życia niezbędne, ale wszystko czego jest w nadmiarze jest szkodliwe - niestety. Jednocześnie wymagam, aby krem na dzień był lekki, współgrał z każdym podkładem, nie zapychał, przymykał pory i nawilżał. Za to krem na noc może, a nawet powinien być treściwszy, bo wtedy gdy ja śpię, moja skóra wchłania więcej dobroczynnych substancji. Krem na noc nie musi już posiadać filtrów, bo po co, za to np. fajne oleje, kwas hialuronowy czy ekstrakty roślinne są już mile widziane. Jednocześnie wymagam, ale nie zapychał, nie ściągał nieprzyjemnie skóry i nie podrażniał.

Na dzień używam:
- GlySkinCare, Krem SPF30: dość lekki jak na tego typu kremy, choć dodatkowo używam go w niewielkiej ilości, nie zapycha, pachnie standardowo,
- Cien, Krem z granatem: hit, to krem za 8zł z Lidla, a ma świetny skład, jest bardzo lekki, nawilżający i nie podrażnia,
- Bielenda, Krem CC na naczynka: właściwie wyróżnia go jedynie zielony kolor, niestety nie zakrywa zaczerwienienia, a jedynie ochładza odcień, trochę go męczę...


Na noc używam:
- resztki kremu pod oczy ze śluzem ślimaka Mizon: dość lekki, delikatnie napinający i nawilżający kremik,
- Ziaja, Liście Manuka, krem na noc: orzeźwiający zapach, lekko żelowa konsystencja, wchłania się w mig; działanie ma przyjemne, ale za krótko go używam, aby stwierdzić czy daje mi odpowiednie odżywienie,
- Polny Wakrocz, Mazidło ze skrzypu polnego: bardzo tłusty krem, ale używany raz na jakiś czas w minimalnej ilości nie czyni szkód, a ładnie odżywia skórę, ma ładny skład,
- Tołpa, Koncentrat na wypryski: końcówka, używam sporadycznie jak mi "coś wyskoczy", bardzo skuteczny, cudownie pachnie.


Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam, bo post wyszedł naprawdę długi. Czy Wy też kierujecie się podobnymi zasadami? Może macie własne, którymi chcecie się podzielić?
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj