Cien Nature, Tanie i dobre kremy do twarzy

Czy dobry krem do twarzy musi dużo kosztować? Zwracając uwagę na składy i czytając je niemal maniakalnie często miałam wrażenie, że tak, a i owszem. Muszą. Nie udało mi się dotąd znaleźć kremów tańszych niż 30 zł niewypchanych parafiną i innymi zapychaczami, których głównym zadaniem było jedynie tworzenie przyjemnej konsystencji i zapachu, ale na pewno nie pielęgnacja. Kilka miesięcy temu Lidl jednak udowodnił, że tanie nie znaczy do niczego. Szkoda tylko, że kremy, o których dziś napiszę, dotąd nie były dostępne w regularnej sprzedaży, więc pozostaje mieć nadzieję, że powrócą do sklepów Lidl.



Cien Nature, Day Cream, Wild Rose, Krem na dzień z dziką różą do cery suchej





Krem znajduje się w kartoniku, który całkiem przyjemnie się prezentuje. Kosztował bodajże lekko ponad 10zł, choć ja kupiłam go na wyprzedaży za... 4zł/50ml (tak! słownie cztery złote).


Skład: Wysoko znajdziemy tu oleje (słonecznikowy, jojoba, oliwę z oliwek), nawilżającą glicerynę,  kilka emolientów zostawiających film ochronny na skórze, olej z nasion dzikiej róży, koenzym Q10, pod koniec konserwanty i składniki kompozycji zapachowej. Szczegóły powyżej.
Skład może nie powala ilością składników, jednak nie ma tu kontrowersyjnych substancji, a cena zachęca.


W kartoniku znajdziemy zgrabną, plastikową tubkę z korkiem na klik. Utrzymana została ta sama delikatna szata graficzna, może nie porywająca, ale miła dla oka. Opakowanie jest wygodne, praktyczne i niewielkie, więc idealnie wpasowało się w moją łazienkę.


Sam krem jest barwy białej i pachnie oczywiście różą. Niestety moim zdaniem zapach jest lekko podbity sztucznym aromatem, nie do końca wydaje się naturalny. Może być też mączący, bo jest intensywny i utrzymuje się dłuższą chwilę na skórze, więc jeśli ktoś nie lubi zapachu róży raczej nie będzie zadowolony. Krem przeznaczony jest do cery suchej, czyli teoretycznie nie dla mojej, która jest tłusta choć odwodniona. Lubię jednak dobre nawilżenie, a skład wyglądał na tyle przyjaźnie, że postanowiłam zaryzykować.


Jest to krem na dzień, ale ponieważ jest dość tłusty i pozostawia też grubszą, ochronną warstwę na skórze okazał się dla mnie zbyt treściwy. Zwyczajnie moja skóra się po nim nieładnie błyszczała, szybko przetłuszczała, a makijaż słabiej się trzymał. Być może faktycznie lepiej by się spisał do cery suchej, czyli takiej, do której jest przeznaczony, dlatego nie oceniam go jako zły. Zużywam go na noc, gdzie tłustawa warstwa mi nie przeszkadza oraz do rąk (też na noc). Rano buzia jest gładka i dobrze nawilżona. Nie zauważyłam, żeby zapychał, więc to całkiem przyjemny krem z dobrym składem. Mimo to więcej tej wersji nie kupię, nawet jeśli będzie tak tania i dostępna w Lidlu.


Cien Nature, Day Cream,  Pomegranate, Krem na dzień z granatem do cery dojrzałej



Wersję z granatem także kupimy w kartoniku. Standardowa cena jest podobna, czyli lekko ponad 10zł, choć ja kupiłam również na wyprzedaży za... 4zł/50ml.


Skład: na początku mamy od razu olej słonecznikowy, gdzieś dalej olej migdałowy, z pestek granatu, jojoba oraz babassu, nawilżającą glicerynę, kilka emolientów zostawiających film ochronny na skórze, koenzym Q10, pod koniec konserwanty i składniki kompozycji zapachowej. Cały skład nie jest bardzo długi, nie powala ilością składników aktywnych, choć dzięki temu zmniejsza także ryzyko zapchania lub podrażnienia. Szczegóły poniżej.


Tubka jest identyczna, niewielka i posiada korek na klik. Nie zacina się i ułatwia wydobycie kremu do samego końca, choć nie jest przezroczysta, więc nie wiadomo ile jeszcze pozostało zawartości. Krem jest biały, przyjemnie pachnie, delikatniej niż wersja z różą i bardziej owocowo, naturalnie.


Krem świetnie się wchłania, jest idealny na dzień w okresie jesienno-zimowym, przynajmniej dla mojej odwodnionej cery tłustej. Może troszkę przyspiesza przetłuszczanie, choć na pewno nie bardziej niż inne treściwsze kremy, to lepiej chroni przed wiatrem i zimnem niż lekkie kremy nawilżające. Dobrze nawilża, regeneruje i osłania skórę przed czynnikami zewnętrznymi. Przy okazji nieźle odżywia skórę, lekko ujędrnia i jednocześnie nie zapycha. Czasem używałam go także na noc i w tej roli również doskonale się sprawdzał.


Podsumowując: do cery podobnej do mojej, czyli tłustej, ale jednocześnie odwodnionej świetnie się sprawdził krem na dzień z granatem. Lżejsza konsystencja kremu niż wersji różanej, subtelniejszy zapach i brak dodatkowego błyszczenia zachęcają mnie do zakupu kolejnej tubki. Jak tylko będą dostępne na pewno się skuszę i na wersję na noc.

EDIT: Dziewczyny w komentarzach słusznie zauważyły, że składy są identyczne jak kremy marki Cosnature. Sprawdziłam i okazało się, że producent rzeczywiście jest ten sam, więc za naprawdę niską cenę możemy kupić dobre jakościowo kosmetyki niemieckiej marki naturalnej! :) Na podobnej zasadzie w Kontigo możemy kupić kosmetyki Nacomi (pod marką Biolove), a w Biedronce niektóre kosmetyki Tołpy.

Znacie kosmetyki Cien Nature? Mam w zapasach jeszcze olejek tej marki, a widziałam, że są także kremy pod oczy i do rąk oraz wersje do twarzy na noc, ale nie załapałam się na nie. Dużo straciłam? :)

Pielęgnacja twarzy czyli Opróżniamy kosmetyczni z Trusted Cosmetics

Czas na kolejne wyzwanie akcji Trusted Cosmetics KLIK! Aktualny temat jest moim ulubionym, bowiem mowa będzie o pielęgnacji twarzy. Do zagadnienia postanowiłam podejść szerzej, ponieważ uważam, że niektóre sprawy warto powtarzać aż do utrwalenia :) Będzie trochę porad, trochę oczywistości i trochę kosmetyków. Zapraszam.

Każda z nas marzy o pięknej, gładkiej i porcelanowej cerze, to dla mnie oczywiste. Ale jak to osiągnąć? Większość dorosłych ma skórę albo suchą, albo tłustą, albo też mieszaną...  Oznacza to, że borykamy się z różnymi, niechcianymi zresztą, dolegliwościami jak suche skórki, zmarszczki, pryszcze, błyszczenie, widoczne naczynka - wiem, to tylko wierzchołek góry lodowej.

Jako nastolatka zaniedbywałam pielęgnację na rzecz makijażu i niestety z moich obserwacji wynika, że to raczej norma wśród młodych osób także i dzisiaj. Niekoniecznie zmywałam makijaż, a po imprezie chyba nigdy. Nie używałam toniku. Nie zwracałam uwagi na składy. Kremy uważałam za zbędne, a skórę często myłam zwykłym żelem z SLS. Wycierałam twarz ręcznikiem do ciała. Więcej grzechów nie pamiętam :) Oczywiście miało to swoje skutki, bo choć nigdy nie borykałam się z nadmiernym trądzikiem, to różne niedoskonałości towarzyszyły mi od zawsze - taki urok tłustej skóry, która się łatwo zapycha.

Najważniejszy jest jednak ciągły rozwój i nauka, a najlepiej się uczymy na błędach, tak więc chciałabym się z Wami podzielić swoimi zasadami, które przy regularnym stosowaniu znacząco pozytywnie wpłynęły na stan mojej skóry i które są podstawą pielęgnacji twarzy, jaką uskuteczniam :)

Pielęgnacja skóry twarzy: zasady, których warto przestrzegać



1 zasada: Bezwarunkowe, codzienne oczyszczanie skóry rano i wieczorem (bez wyjątków)

Rano zawsze oczyszczam skórę po nocy, najczęściej płynem micelarnym oraz przecieram ją tonikiem. Następnie nakładam krem na dzień lub serum i dopiero potem makijaż. Wieczorem dokładnie myję żelem i micelem oraz tonizuję skórę tonikiem. Co 3 dni używam peelingu, kiedyś najczęściej mechanicznego, obecnie stawiam raczej na delikatniejsze produkty.
Uwaga: Nie ma od tego odstępstw! Nie ma wymówek! Nawet jak jestem zmęczona, chora, zdenerwowana, po imprezie...

Na dzień dzisiejszy używam:
- końcówka micela Tołpy: bardzo skuteczny, zazwyczaj niepodrażniający skóry ani oczu, domywa wszystko jak leci;
- nowo otwarty żel z mikrogranulkami Perfecta: fajny orzeźwiający zapach, całkiem nieźle myje skórę, zawiera maleńkie drobinki, które masują skórę, ale użyłam go ledwo 2-3 razy, więc z opinią jeszcze się wstrzymam;
- Mizon peeling gel: cudo! bardzo fajnie się go używa, a działanie czuć prawie natychmiast, niesamowicie skuteczny kosmetyk z wygodna pompką, póki co jestem nim zachwycona, choć zapach mógłby mieć lepszy;
- Nacomi czarne mydło: mega gęste, świetnie trzyma się skóry, zazwyczaj używam go do twarzy jako peeling enzymatyczny, nie podrażnia jeśli nie trzymam go zbyt długo, zmiękcza i oczyszcza cerę.


2 zasada: Oddzielny ręcznik tylko do twarzy

Najlepiej miękki i szybkoschnący, ponieważ warto często go prać. Dzięki oddzielnemu ręcznikowi zmniejszam ryzyko przenoszenia bakterii, a co za tym idzie cera wygląda lepiej. Sprawdzą się także np. jednorazowe ręczniki papierowe. 
Uwaga: tak samo często piorę poszewki na poduszki, a w zimie szaliki itp. Wszystko co dotyka twarzy powinno być czyste :)


3 zasada: Tonik lub hydrolat jest niezbędnym elementem pielęgnacji, nie można go pomijać

Nie warto pomijać tego kroku pielęgnacji, tonik nie jest przecież zwykłą wodą. Służy on przede wszystkim do przywrócenia skórze właściwego pH, dzięki czemu wiele zyskujemy: między innymi lepiej się wchłaniają składniki aktywne z kosmetyków, a sama skóra lepiej sobie radzi z bakteriami. Woda wodociągowa czy większość kosmetyków zmienia pH skóry, które naturalne wynosi 5,5 czyli jest lekko kwaśne.
Zbyt niskie (kwaśne) pH powoduje nadprodukcję sebum, wypryski, świecenie i powiększenie porów, natomiast zbyt wysokie (zasadowe) pH sprawia, że skóra łatwo się podrażnia, jest ściągnięta, sucha i namnażają się na niej bakterie powodując infekcje.
Uwaga: micele powinny posiadać już właściwe pH, więc zmywając nimi makijaż teoretycznie można ten etap pominąć, ale z moich doświadczeń wynika, że nie warto, bo lepiej mieć pewność, tym bardziej, że toniki zwykle nie są drogie i łatwo zrobić je samemu (choćby mieszając wodę destylowaną z octem jabłkowym albo sokiem z cytryny w odpowiednich proporcjach). Nie używam toników z alkoholem, który niby dezynfekuje skórę, ale też i niepotrzebnie ją wysusza i osłabia.

Na dzień dzisiejszy używam:
- hydrolaty: pomarańczowy, z kwiatów pomarańczy (to nie to samo!), lawendowy i różany: wszystkie bardzo lubię, nie tylko przywracają skórze odpowiednie pH, ale i dostarczają jej substancji aktywnych, w większości posiadają też przyjemny, naturalny zapach i są bardzo wydajne;
- hibiskusowy tonik Sylveco: posiada świetny skład i ciekawą, żelową konsystencję, zawiera cenny ekstrakt z hibiskusa, który pozytywnie wpływa m.in. na cerę naczynkową, oczywiście także tonizuje.

 

4 zasada: Unikanie zapychaczy i przyspieszaczy zmarszczek

O parafinie chyba słyszał już każdy, jedne z nas jej unikają, inne nie. Każda z nas ma prawo do własnego zdania, ale dwie rzeczy są pewne: parafina zapycha pory, co jest szczególnie nieprzyjemne dla posiadaczek tłustej cery oraz przyspiesza powstawanie zmarszczek. Ja osobiście jej więc unikam w produktach do twarzy. Tak samo unikam alkoholu, który wysusza i kilku innych substancji. Generalnie warto przyglądać się składom, bo przy odpowiedniej obserwacji reakcji skóry jesteśmy w stanie się dowiedzieć co jej nie służy.
Uwaga: parafina znajduje się nie tylko w kremach czy mleczkach do demakijażu, ale także w kolorówce. Wiecie ile trzeba się naszukać w drogerii, żeby znaleźć puder bez parafiny?

 

5 zasada: Nie boimy się olejów, ale musimy dobrać odpowiednie

Mam tłustą skórę i często słyszę od koleżanek, że oszalałam używając olejów :) Taki panuje przesąd, że tłustą skórę należy za wszelką cenę wysuszyć i zmatowić. Tyle, że postępując w ten sposób otrzymamy chwilowe korzyści, natomiast w dłuższej perspektywie nasza skóra zacznie produkować więcej i więcej sebum. Dlaczego? Bo skóra nie jest taka głupia, skoro czuje "suchość" to chce się natłuścić i odgrodzić od środowiska. Warto więc ją nie tylko nawilżać, ale i dostarczyć jej niezbędnych kwasów tłuszczowych, które znajdują się właśnie w olejach. Te z kolei można umownie podzielić na "tłuste" i "suche" co w praktyce polega na znacznie szybszym wchłanianiu się i braku nieprzyjemnej warstwy. Do moich ulubionych "suchych" olei do twarzy należą: jojoba, wiesiołek, z pestek malin i moreli, marula.
Uwaga: oleje nakładam na noc zamiast kremu i w przypadku tych "suchych" nigdy nie zdarzyło mi się obudzić rano z tłustą, lepką skórą, ale wiele zależy także od indywidualnych predyspozycji. Moja skóra choć tłusta, jednocześnie jest dość mocno odwodniona, więc spija to, czym ją traktuję.

 Na dzień dzisiejszy używam:
- Calaya, olej marula: delikatny zapach i żółte zabarwienie, dość szybko się wchłania i dobrze łączy z kwasem hialuronowym,
- mazidła, ekologiczny olej jojoba: praktycznie bezzapachowy, lekki olej, którego czasem używam także do ciała, bardzo lubię go za pipetę,
- Vivio, olej z wiesiołka: stosuję go najczęściej do serów i maseczek oraz do... sałatek, jest to bowiem czysty olej jakości spożywczej,
- Mokosh, olej lniany: dość tłusty w porównaniu z powyższymi, stosuję go, gdy moja skóra jest mocniej odwodniona niż zazwyczaj, ale najbardziej lubię traktować nim włosy, uwielbiają to.


6 zasada: Nie pomijamy pielęgnacji szyi

Kiedyś w ogóle nie myślałam o szyi i pomijałam ten krok. Od kilku lat staram się jednak intensywnie dbać i o tą część ciała, co znaczy, że ją peelinguję, tonizuję i kremuję. Codziennie przy okazji pielęgnacji wykonuję także krótki masaż.
Uwaga: w przypadku szyi zawsze wykonujemy masaż lub wklepywanie kremu od dołu ku górze, dzięki temu dłużej pozostanie jędrna i bez zmarszczek.

Na dzień dzisiejszy używam:
- Bandi, Krem na szyję i dekolt: niesamowicie wydajny, dość gęsty krem o delikatnym zapachu, ładnie nawilża skórę i lekko ją napina, szybko się wchłania.


 

7 zasada: Odpowiedni masaż skóry podczas wklepywania kremu

Tutaj musiałabym się bardzo rozpisać, a post i tak jest przydługi :) Generalnie warto poszukać poszukać ciekawych sposobów i znaleźć własny, najlepszy sposób masowania skóry, który nie będzie uciążliwy, a jedynie przyjemny. To naprawdę działa, nie tylko rozluźnia, ale i ujędrnia skórę.
Uwaga: fajnie pisała na ten temat Azjatycki Cukier TU, nic dodać, nic ująć.

 

8 zasada: Serum nie jest fanaberią

Serum co do zasady charakteryzuje się wyższym stężeniem substancji aktywnych niż krem, jest to więc kosmetyk stuningowany i jako takim warto się zainteresować. W dość szybkim czasie jest w stanie nawilżyć lub odżywić skórę, w zależności od użytych składników. Osobiście bardzo je lubię i nie wyobrażam już sobie pielęgnacji bez serum.

Na dzień dzisiejszy używam:
- Ava, Serum z wit. C: szybko się wchłania, a dzięki zawartości wit. C wzmacnia naczynka, na czym najbardziej mi zależało, widzę różnicę przed i po,
-  Payot, Oczyszczające serum z alkoholem: męczę je już dość długo, a używam punktowo na miejsca, które tego wymagają, np. na wypryski, przyspiesza ich wysuszanie,
- mazidła, kwas hialuronowy: nie bez powodu jest w serach, choć nie używam go solo, bo ściąga skórę, a mieszam z olejami (patrz wyżej) i w ten sposób uzyskuję mega szybkie serum diy, które doskonale nawilża i odżywia skórę.



9 zasada: Maseczki to nie tylko przyjemność

O maseczkach piszę często, więc wiecie, że je lubię. Moimi nr 1 wciąż są kolorowe glinki, które przyrządza się bardzo szybko, a w zależności od dodatków mogę stworzyć taką maskę, jakiej akurat potrzebuje moja skóra.

Na dzień dzisiejszy używam:
- Calaya, Glinka niebieska oraz zielona: niebieska glinka oprócz cudownego koloru dobrze oczyszcza i odświeża skórę, natomiast niebieska ją dotlenia dostarcza minerałów i usuwa toksyny,
- Skarby Afryki, glinka biała: najdelikatniejsza i bardzo uniwersalna, właściwie dla każdego, używam jej także do innych kosmetyków, np. robiłam z niej pastę do zębów,
- Cattier, glinka żółta: dostarcza skórze cennych minerałów i delikatnie oczyszcza, uszczelnia też naczynka,
- rosyjska glinka czarna: dobrze oczyszcza skórę z zaskórników, usuwa nadmiar sebum i zanieczyszczeń.



10 zasada: Kosmetyki DIY są osiągalne i skuteczne

W dodatku to fajna zabawa i spora satysfakcja, więc jeśli macie ochotę zachęcam do przejrzenia etykiety na samym dole bloga "DIY" oraz "Zrób to sama". Wbrew pozorom niektóre kosmetyki np. proste sera czy peelingi robi się bardzo szybko.
 

11 zasada: Krem na dzień i krem na noc to zupełnie inne kosmetyki

Niby się o tym wie, ale nie zaszkodzi przypomnieć: krem na dzień powinien posiadać filtr przeciwsłoneczny, a jeśli takowego nie ma, wtedy można posiłkować się specjalnymi kosmetykami lub choćby nałożyć podkład mineralny. Słońce jest do życia niezbędne, ale wszystko czego jest w nadmiarze jest szkodliwe - niestety. Jednocześnie wymagam, aby krem na dzień był lekki, współgrał z każdym podkładem, nie zapychał, przymykał pory i nawilżał. Za to krem na noc może, a nawet powinien być treściwszy, bo wtedy gdy ja śpię, moja skóra wchłania więcej dobroczynnych substancji. Krem na noc nie musi już posiadać filtrów, bo po co, za to np. fajne oleje, kwas hialuronowy czy ekstrakty roślinne są już mile widziane. Jednocześnie wymagam, ale nie zapychał, nie ściągał nieprzyjemnie skóry i nie podrażniał.

Na dzień używam:
- GlySkinCare, Krem SPF30: dość lekki jak na tego typu kremy, choć dodatkowo używam go w niewielkiej ilości, nie zapycha, pachnie standardowo,
- Cien, Krem z granatem: hit, to krem za 8zł z Lidla, a ma świetny skład, jest bardzo lekki, nawilżający i nie podrażnia,
- Bielenda, Krem CC na naczynka: właściwie wyróżnia go jedynie zielony kolor, niestety nie zakrywa zaczerwienienia, a jedynie ochładza odcień, trochę go męczę...


Na noc używam:
- resztki kremu pod oczy ze śluzem ślimaka Mizon: dość lekki, delikatnie napinający i nawilżający kremik,
- Ziaja, Liście Manuka, krem na noc: orzeźwiający zapach, lekko żelowa konsystencja, wchłania się w mig; działanie ma przyjemne, ale za krótko go używam, aby stwierdzić czy daje mi odpowiednie odżywienie,
- Polny Wakrocz, Mazidło ze skrzypu polnego: bardzo tłusty krem, ale używany raz na jakiś czas w minimalnej ilości nie czyni szkód, a ładnie odżywia skórę, ma ładny skład,
- Tołpa, Koncentrat na wypryski: końcówka, używam sporadycznie jak mi "coś wyskoczy", bardzo skuteczny, cudownie pachnie.


Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam, bo post wyszedł naprawdę długi. Czy Wy też kierujecie się podobnymi zasadami? Może macie własne, którymi chcecie się podzielić?

Wykończeni w maju

Zapraszam Was na wykończonych w maju :)
Udało mi się wreszcie zachęcić bloggera do współpracy (po wielu, naprawdę wieeelu różnych kombinacjach okazało się, że wystarczy wyczyścić pamięć podręczną i cookies w Mozilli, wszystko śmiga jak powinno!).
Co do treści posta: w końcu będzie coś z kolorówki, a konkretnie cztery tusze, które nie przetrwały porządków w kosmetyczkach (tak, tak w liczbie mnogiej). Oczywiście będą także półprodukty, ostatnio w końcu trochę "kręciłam". Zapraszam
 

Ziaja, Pomarańczowe mydło pod prysznic: jedno z moich ulubionych tanich myjadeł. Fajnie pachnie pomarańczą, pobudza rano, a wieczorem relaksuje. Dość gęste, nie wysusza mojej normalnej skóry. Więcej TUTAJ. Nie pierwsza i nie ostatnia butla kupiona przeze mnie :)

FlosLek, Lipo Detox, Intensywne serum antycellulitowe: najlepsze jakie miałam do tej pory i jedyne, po którym widziałam jakiś rezultat! Skóra zrobiła się gładsza, wgłębienia się zmniejszyły, a mniejsze nawet całkiem znikły. Do tego cudnie pachnie i wchłania się w mig. Więcej TU. Na pewno kupię!

Cien (Lidl), Krem do rąk nawilżający: moje zaskoczenie. Bardzo dobre działanie przy tak niskiej cenie nieczęsto się zdarza. Zawiera m.in. masło shea i olej z migdałów. Nadaje się na dzień i na noc, niestety niezbyt pięknie pachnie, dla mnie tanim proszkiem do prania. Więcej TUTAJ. Nie wiem czy kupię.

Lactacyd, Żel do higieny intymnej Acti-Fresh: jakaś pomyłka! Powoduje pieczenie, swędzenie i wysusza śluzówkę. Wcale nie odświeża. Nie polecam. Zużył go do końca mój mąż, który również stwierdził, że trzeba go jak najszybciej zmywać, czyli nie tylko ja źle na niego reaguję. Więcej TUTAJ. Żegnam i nie chcę widzieć go więcej na oczy!

Akuna, Mleczko do demakijażu, miniaturka: dotarło do mnie przeterminowane, więc zużyłam go do... mycia stóp. Ślicznie pachnie, ale moim zdaniem stanowczo zbyt intensywnie, nie wyobrażam sobie nakładać go na skórę twarzy. Nie kupię.



Barwa naturalna, Szampon żurawinowy: nie zmieniłam o nim zdania do końca. Bardzo dobry, oczyszczający i tani szampon, w dodatku cudownie pachnie! Włosy po nim są ładnie uniesione, co w przypadku mojej cienizny jest pożądane. Więcej TUTAJ. Kupię na pewno!

Yves Rocher, Żel pod prysznic mandarynkowy: uwielbiałam go, ale chyba jest już niestety niedostępny. Miał tak cudowny i naturalny zapach, wręcz wibrujący mandarynkową energią, że po prysznicu z nim mogłam myśleć tylko pozytywnie! W dodatku był bardzo wydajny i gęsty. Gdyby znów był dostępny na pewno bym kupiła!

Vitea, Krem do rąk z kozim mlekiem: cóż, nic specjalnego. Dużo emolientów w składzie sprawia, że na dłoniach pozostawia tłustawą warstwę, która szybko znika i problem suchej skóry powraca. Kompletnie nie nadaje się na noc. Więcej TU. Nie kupię.

Lula, Chusteczki odświeżające: Bardzo, bardzo tanie. Silny zapach umila ich stosowanie i świetnie sobie radziły w nagłych sytuacjach. potrafiły jednak przesuszyć skórę. Więcej TU. Nie wiem czy kupię.


Sylveco, Pomadka do ust z peelingiem: bez owijania w bawełnę: uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! Świetnie pielęgnuje skórę ust, nawilża na długo i głęboko. Polecam! Więcej TU. Na bank kupię.

Alterra, Pomadka do ust z bio-rumiankiem: kolejne opakowanie, z którego jestem tak samo zadowolona. Nawilża usta i ma bardzo dobry skład, a kosztuje nawet 3zł. Więcej TU. Kupię.

DIY, Mój balsam do ust: bardzo szybki w wykonaniu, wielofunkcyjny kosmetyk. Bardzo go lubię, robiłam go już kilka razy. Nakładam na usta (tylko na dzień, bo znika po ok. 2h), na łokcie, dłonie, końcówki włosów. Więcej o nim przeczytacie TUTAJ. Zrobię na pewno jeszcze nieraz :)

DIY, Moje serum przeciwzmarszczkowe do tłustej cery: skończyło się kilka dni temu, a już za nim tęsknię! Świetny skład i doskonałe działanie, robi się je momencik. Używałam go tylko na noc. Doskonale nawilżało i dożywiało moją skórę, która następnie w ciągu dnia mniej się świeciła. Póki co skończyły mi się składniki na nie, ale przy następnych zakupach kupię ponownie te oleje i znów je zrobię. Więcej TU.

DIY, Moja mgiełka nawilżająca do twarzy: kolejny kosmetyk, którego już mi brakuje. Dzięki niej polubiłam zapach Neroli, bo działała świetnie. Silnie nawilżała skórę, która potem dużo mniej się błyszczała. Stosowałam ją na dzień i na noc jako tonik, bo słońca póki co mamy jak na lekarstwo. Idealna pod serum. Więcej TUTAJ. Zrobię na 1000%.

Delia, Henna do brwi brązowa: moja pierwsza w życiu henna, bardzo mi się spodobał efekt. Robiłam ją dopiero 3 dni temu i chcę zobaczyć przez ile takie efekt się utrzyma. Na pewno będzie post! Mega łatwo się ją nakłada, choć trzeba uważać ;) Kupię.


Yves Rocher, szampon do włosów odbudowujący z olejkiem jojoba: jakże on pachnie! Cudownie, do tej pory ten zapach pamiętam. Fajnie sobie radził z moimi włosami, nie obciążał i może nawet lekko odżywiał. Więcej TU. Kupię :)

DIY, Moja mgiełka do włosów z zieloną herbatą: kolejny kosmetyk, który mi się udał :) Mgiełka wygładzała włosy, nabłyszczała i zdecydowanie poprawiała ich kondycję. Aplikowana na suche włosy niestety obciążała, natomiast zaraz po umyciu, na wilgotnych działała cudownie. Post już jest, czeka na publikację. Jak ją zrobić przeczytacie TUTAJ. Na pewno zrobię jak będę miała składniki!


Wibo, Tusz do rzęs XXL Lift Lash Volume: jakaś pomyłka, ten tusz zupełnie nic nie robił z moimi rzęsami. W życiu nie miałam takich beznadziejnych rzęs jak po nim! Proste, czarne druty to efekt jaki po nim uzyskałam. Masakra i nie kupię go never!

Bourjois, Mascara Push UP Volume Glamour: początkowo mi się nie spodobał, ale po kilku użyciach polubiłam tego naturalny efekt. Nie powiedziałabym, że zrobił z moich rzęs wachlarz, efektu Push Up tez nie zauważyłam. Natomiast ładnie podkreśla rzęsy, idealnie je rozdziela i pokrywa równomiernie. Nie kruszy się i nie spływa, natomiast łatwo się zmywa. Być może jeszcze kiedyś kupię :)

T'e'N, Alfaparf, Tusz do rzęs Summer WonderLashes: beznadziejny tusz i beznadziejna szczoteczka. Okropnie się kruszy zarówno podczas nakładania jak i potem. Z rzęsami nie robi nic ciekawego, lekko je przyczernia i tyle. Nie wydłuża, nie pogrubia, nie podkręca. Nie kupię.

Yves Rocher, Sexy Pulp, kolor brązowy: uwielbiam ten tusz! Przepięknie podkreśla rzęsy, podkręca i idealnie je rozdziela. Delikatnie pogrubia, ale wygląda to ładnie i lekko.Brązowy kolor wygląda bardzo naturalnie, idealny na dzień. Nie skleja rzęs. Kupię!


Yves Rocher, Woda do demakijażu: ciekawy skład, ale okropnie szczypie w oczy! Nie wiem jak produkt przeznaczony do wrażliwej cery i do demakijażu oczu może aż tak podrażniać! Zmęczyłam go i teraz chętnie o nim zapomnę. Raz na zawsze. Więcej TUTAJ.

Timotei, Szampon z różą z Jerycha, miniaturka: bardzo go lubię, ładnie oczyszcza i nie powoduje, że mam sianko na głowie. Jednocześnie nie obciąża włosów i nie wysusza zbytnio. Cudownie pachnie. Kolejna zużyta miniaturka, idealna na wyjazdy. Pewnie kupię :)


Próbki:
Biolaven, Krem na noc i na dzień: pięknie pachną winogronem, ale nieszczególnie mnie kręcą te kremy. Wersja na dzień zupełnie nie nadaje się do mojej tłustej cery, która dość szybko się po nim świeci. Wersja na noc jest dla mnie ciekawsza, ale chyba nie na tyle, aby kupować pełnowymiarowe opakowanie. Ale kto wie, kto wie...

Sylveco, Lekkie kremy: znam i lubię wszystkie, próbeczki zabieram na wyjazdy. Posiadam pełnowymiarowe opakowanie wersji z rokitnikiem, niedługo o nim napiszę. Warte uwagi i zakupu!

SuperTan, Moisturizer, Balsam po opalaniu: mój absolutny ulubieniec! Wspaniale nawilża, a jak pachnie... wanilią, ale nie taką mdlącą, tylko delikatną i ożywczą. Szybko się wchłania, a na drugim miejscu w INCI znajduje się aloes. Używam go nie tylko po opalaniu, ale i na co dzień, gdy moja skóra potrzebuje nawilżenia. Świetny. Mam całe opakowanie :)

SuperTan, Banana & Caramel, Karmelowy bronzer do opalania z olejem szafranowym: wspaniale pachnący bronzer, który świetnie opala moje nogi... bez opalania :) Używam raz na jakiś czas, bo daje bardzo delikatny efekt, który dla mnie jest na plus - nie boję się, ze zrobię sobie nim plamy czy smugi. Równomiernie przyciemnia skórę i cudownie pachnie karmelem, mniam. Mam jeszcze kilka saszetek. Na drugim miejscu w INCi znów jest aloes, czyli w dodatku nawilża skórę.

Palmers, Cocoa, nawilżający balsam do ciała: beznadziejny! Tłusta warstwa, którą zostawiał na skórze nawet przy małej ilości była nie do zniesienia. Zużyłam do rąk, ale niezbyt chętnie. Pięknie natomiast pachnie kakao, ale dla mnie to za mało, abym się skusiła na pełną wersję.

T'e'N, No-Stop Slim, Krem na noc i Krem-żel na dzień: wszystkie saszetki zużyłam na noc, ponieważ na dzień smaruję się Eveline. Fajnie pachną i mają ciekawą konsystencję, zwłaszcza wersja na dzień, która do złudzenia przypomina mus pomarańczowy :) Nie mam pojęcia czy coś mi dają, ale szybko się wchłaniają i przyjemnie aplikują. Być może kupię.

Półprodukty:
Mydlandia.pl, Olej kokosowy: moje włosy go pokochały. Skórę trochę mi zapychał, więc w całości zużyłam go do olejowania włosy, a rezultaty przeszły moje najśmielsze oczekiwania. I pomyśleć, że kiedyś pisałam, iż siedzenie z takimi produktami to nie dla mnie... Odszczekuję każde słowo! Teraz siedzę, a moje włosy codziennie mi dziękują! Kupię!

Calaya, Olej z pestek winogron: bardzo przyjemny, szybko wchłaniający się olej. Doskonały do różnych formuł na twarz i ciało. Świetny do masażu, a także jako serum, nawet w 100% stężeniu. Bardzo uniwersalny, praktycznie do każdej cery. Nie uczula. Może kupię.

Mydlandia.pl, Olej arganowy: bardzo specyficzny olej. Ja go polubiłam, ale nie zrobił na mnie piorunującego wrażenia. Nadaje się do każdej cery, ale trzeba go testować, ponieważ potrafi zapchać. Bardzo uniwersalny, ale moim zdaniem lekko przereklamowany, kanapek Wam nie zrobi ;) Trochę się z niego śmieję, bo teraz praktycznie każda marka ma w swoim asortymencie serię z jego zawartością. Myślę, że pokochają go zwłaszcza cery dojrzałe, ze zmarszczka i suche.Może kupię.

ZSK, Rafinowany olej z pestek brzoskwiń: bardzo tani, zużyłam go w całości do macerowania roślinek :) Pierwszy raz go kupiłam, nic jeszcze o nim nie wiem, nie używałam maceratów z jego udziałem. Zobaczymy jak się sprawdzi.

e-naturalne.pl, Olej z pestek moreli: zdecydowanie mój ulubiony ostatnio olej! Doskonały do tłustej cery, ponieważ szybko się wchłania i nie zostawia żadnej tłustej warstwy. Świetny do włosów, ponieważ nabłyszcza i wygładza. Zdecydowanie warto go kupić, ja na pewno to zrobię :)

Znacie coś z moich wykończonych kosmetyków?

Kremy do rąk: Vitea z kozim mlekiem, Malwa z algami morskimi i Cien (Lidl) nawiżający

Tak, tak, znów kremy do rąk :) Pisałam, że mam na tym punkcie kręćka i jak widać nie kłamałam ;)
 Dzisiaj będą aż trzy, niby różne, niby inne, a jednak gdzieś w sumie podobne.

Vitea
Krem do rąk regenerujący z kozim mlekiem
oraz
Malwa
Krem do rąk i paznokci z algami morskimi
oraz
Cien (z Lidla)
Nawilżający krem do rąk z olejem ze słodkich migdałów i masłem shea


Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj