D'Alchemy, Przeciwzmarszczkowa naturalna pielęgnacja skóry tłustej i mieszanej - recenzja, opinia - żel myjący, booster, krem regulujący

Z droższymi kosmetykami często jest tak, że się boimy w nie inwestować. Dlatego cieszę się, ze są producenci, którzy tworzą próbki oraz dbają o to, aby docierały do potencjalnych konsumentów. W iluż to kosmetykach zakochałam się właśnie dzięki próbkom! Tak było też i z D'Alchemy :) Inaczej na wiele z nich nie zwróciłabym pewnie uwagi ze względu na ceny. Z drugiej strony kwestia cen jest mocno indywidualna. Dla jednych z nas 150 zł za dobry krem to drogo, "bo są tańsze", dla innych 150 zł to z kolei niewiele, biorąc pod uwagę, że są kremy i za 600 zł. Dlatego w swoich postach nie oceniam cen, ale je udostępniam, bo wiem, że to jeden z wielu czynników wpływających na decyzje zakupowe. Czy sama bym tyle zapłaciła? Za krem lub serum do twarzy - tak. Przykładowo kremu na dzień używam zwykle ok. 3 m-ce codziennie, ale oczekuję od niego więcej niż ładnego zapachu. Za balsam do ciała, żel pod prysznic czy szampon - na pewno nie, te produkty zużywam błyskawicznie i oczekuję od nich o wiele mniej niż od kremu. Wszystko zależy więc od naszego indywidualnego podejścia do pielęgnacji. Piszę to wszystko już na wstępnie, ponieważ wiele razy spotkałam się z pytaniem "czy ten kosmetyk jest wart takiej ceny?". Każda z nas na to pytanie odpowie po prostu inaczej, bo czego innego szukamy w kosmetykach i mamy inne oczekiwania. Żaden krem nie odmłodzi nas po jednym użyciu, czasem więc te oczekiwania są za bardzo wygórowane. Zdarza się też, że spotykam się z oceną składników kremu - że nie są warte takiej ceny. Halo, a słyszałyście o badaniach, dystrybucji, opakowaniach? Kosmetyki to nie są przypadkowo wymieszane składniki, ktoś opracował całą formułę, przebadał ją pod różnym kątem (często za ogromne pieniądze), zadbał, aby produkt był bezpieczny, zainwestował w reklamę. I jeszcze chce na tym zarobić! Przepraszam za ten przydługi wstęp, ale musiałam. Zapraszam na recenzję trzech produktów marki D'Alchemy. Oceniam ich działanie na swoją typowo tłustą skórę (potwierdzine przez kosmetologa) po trzydziestce - tak gwoli przypomnienia ;)


Opakowania kosmetyków D'Alchemy

Marka D'Alchemy specjalizuje się w holistycznej pielęgnacji anty-aging. To ważna informacja, ponieważ młodziutkie cery, przykładowo dwudziestolatek, po prostu mogą nie skorzystać z bogactwa składów. Za to moje 30+ już jak najbardziej! Z drugiej strony żel do mycia twarzy to sama rozkosz dla każdej fanki cytrusów, ale tu już niepotrzebnie spojleruję :D Markę charakteryzują szklane, porządne opakowania. Wydają się całkowicie czarne, jednak tak naprawdę są ciemno fioletowe, ze szkła biofotonicznego. Takie opakowania dodatkowo chronią zawartość przed dostępem światła - przynajmniej jeśli chodzi o kremy do twarzy. Ma to swój maleńki minus - krem na dzień skończył mi się praktycznie z dnia na dzień, ponieważ nie widać zużycia - na szczęście miałam w zapasie kolejny. Z niejaką przykrością odnotowałam, że żel jest w plastikowej butelce PET, która co prawda nadaje się do recyklingu, ale jednak to jedno z tych tworzyw sztucznych, które są bardzo wrażliwe na temperaturę podczas obróbki i nie mogą być poddawane recyklingowi w nieskończoność (uzyskuje się coraz gorszej jakości granulat). Zdecydowanie wolałabym, skoro już marka chce czy musi produkować plastikowe opakowania, aby postawiono na bezpieczniejsze HDPE.

dalchemy-recenzja

Właściwie pisząc tą recenzję oba kremy praktycznie wykończyłam (zostało ich jeszcze na max. jedno użycie). Żel do mycia twarzy też dobija dna. Kremy zawsze recenzuję pod sam koniec ich używania lub grubo po wykończeniu, dlatego mało na moim blogu takich recenzji. Kremy dostałam od marki, co nie ma najmniejszego wpływu na moją opinię - to są dokładne te same produkty i opinia jest taka sama, bez względu na to jak do mnie trafiły. Żel kupiłam sama.

naturalne-kremy-do-cery-tlustej

D'Alchemy, Purifying Facial Cleanser, Oczyszczający żel myjący do twarzy


Żel dedykowany skórze dojrzałej, wrażliwej i przesuszonej oraz tłustej (jak moja) i mieszanej, z niedoskonałościami. Z tą wrażliwą cerą trochę bym uważała, ponieważ w składzie znajdziemy kilka olejków eterycznych z cytrusów, które często podrażniają i uczulają - grapefruit, mandarynka, pomarańcza, drzewo sandałowe, cedr. Moja cera je akurat świetnie toleruje, nie mam też alergii, za to kocham zapach tego żelu. To prawdziwa cytrusowa bomba aromatyczna, pobudzająca do życia, dodająca energii i radości. Po myciu nim buzi mam mnóstwo siły i jestem zrelaksowana (działanie aromaterapeutyczne), ale tu zaznaczę, że jestem ogromną fanką zarówno naturalnych olejków eterycznych, jak i egzotycznych zapachów :) Poza tym w składzie znajdziemy delikatne substancje myjące, wiele ekstraktów roślinnych, odrobinę kwasów (odblokowują pory, regulują nadmierne wydzielanie sebum, a na skórze znajdują się na tyle krótko, że nie powinny podrażniać). Do tego bezpieczne konserwanty, dopuszczone do używania w kosmetykach naturalnych. Cały skład poniżej. Kosztuje 89 zł/125 ml.

Żel D'Alchemy jest przezroczysty, ale delikatnie żółtawy. Konsystencja odpowiednio gęsta, nie przecieka przez palce. Dzięki pompce łatwo go higienicznie dozować, jest też wydajny. Do umycia całej twarzy i szyi wystarczą dwie niewielkie pompki. Zapach jest zniewalający, cytrusowy z nutką egzotyki, bardzo umila mi codzienną pielęgnację. Żel nanosimy na zwilżoną skórę, po czym delikatnie masujemy palcami aż do uzyskania pianki - standardowo. Dobrze się spłukuje pozostawiając skórę miękką, oczyszczoną, delikatnie pachnącą. Nie pieni się nadmiernie, dla mnie wystarczająco. Producent poleca omijać okolice oczu, ale mi zdarza się o tym zapomnieć - oczywiście to kwestia wrażliwości, ale mnie żel nie szczypie w oczy, nie podrażnia. Zwykle stosuję go jako drugi etap w oczyszczaniu wieczornym, stąd informacja, że domywa również olejki i balsamy do demakijażu na maśle shea. Rano zdarza mi się myć skórę tylko nim - odświeża, pobudza i przygotowuje skórę na wchłonięcie kremu. Trudno mi ocenić czy wpływa na regulację błyszczenia skóry, ponieważ na to największy wpływ mają moim zdaniem kremy, które są na skórze o wiele dłużej. Od żelu wymagam przede wszystkim dobrego oczyszczania z resztek makijażu, sebum, kurzu i potu, a D'Alchemy robi to bezbłędnie.

Zwykle przy testowaniu kosmetyków oczyszczających do twarzy sprawdzam też jak sobie radzą z make upem - jako ciekawostkę, ponieważ nie jest to produkt stricte przeznaczony do demakijażu. Tak było i tym razem. Żel bez problemu domywa zarówno podkład mineralny, jak i eyeliner czy tusz naturalny. Z pomadą do brwi też sobie radzi, jednak trzeba chwilę dłużej pomasować. Nie wiem jak żel zmywa drogeryjne, silikonowe kosmetyki do makijażu, bo dawno takich nie używałam.

Podsumowując żel oczyszczający D'Alchemy jest obecnie jednym z moich absolutnie ulubionych produktów do mycia twarzy i myślę, że każda fanka cytrusów go polubi. Producent obiecuje pH neutralne dla skóry.

Skład: Aqua*, Sodium Cocoamphoacetate*, Propanediol*, Decyl Glucoside*, Polyglyceryl-4 Laurate/Sebacate*, Polyglyceryl-6 Caprylate/Caprate*, Xanthan Gum*, Citrus Paradisi (Grapefruit) Peel Oil**, Citrus Reticulata (Mandarin) Peel Oil**, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil**, Santalum Album (Sandalwood) Wood Oil**, Chondrus Crispus (Red Algae) Powder*, Pyrus Malus (Apple) Juice*, Prunus Persica (Peach) Juice*, Triticum Vulgare (Wheat) Seed Extract*, Hordeum Vulgare (Barley) Extract*, Panax Ginseng Root Extract*, Citrus Grandis (Grapefruit) Fruit Extract*, Carica Papaya Fruit Extract*, Parfum**, Punica Granatum (Pomegranate) Fruit Extract*, Benzyl Alcohol, Hydrolyzed Algin*, Zinc Sulfate, Acacia Concinna Fruit Extract*, Balanites Aegyptiaca (Soap Berry Tree) Fruit Extract*, Gypsophila Paniculata (Baby's Breath) Root Extract*, Juniperus Virginiana (Red Cedar) Oil**, Sodium Phytate*, Glycerin*, Glyceryl Undecylenate*, Glyceryl Caprylate*, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Alcohol, Lactic Acid*, Salicylic Acid, Sorbic Acid, Linalool***, Limonene***

    * Składniki pochodzenia naturalnego
  ** Naturalne olejki eteryczne
*** Składniki pochodzące z naturalnych olejków eterycznych (zgodnie z prawem muszą zostać oddzielnie wypisane ze względu na potencjalne uczulenia)

naturalny-krem-dalchemy

D'Alchemy, All Over Blemish Solution, Krem regulujący do cery tłustej i mieszanej


Krem All Over Blemish Solution w szklanej butelce z pompką. Podoba mi się, że pompka ma niewielką blokadę, dzięki czemu spokojnie możemy zabrać swój krem w podróż i nie martwić się, że coś się wyleje. Krem rekomendowany jest cerze tłustej i mieszanej, potrzebującej oczyszczenia, ale i dojrzałej. Kosztuje 150 zł/50 ml.

Wydajność oceniam na 5+, przy codziennym, regularnym używaniu wystarczył mi na ponad trzy miesiące (dokładniej prawie 3,5). PAO 6 m-cy. Konsystencja jest lekka, choć wydaje się delikatnie masełkowa. Krem szybko się wchłania, bez pozostawiania uczucia tłustości na skórze, co jest ogromnym plusem przy cerze mieszanej. Zdecydowanie nie przyspiesza przetłuszczania, nie powoduje błyszczenia cery, nawet latem (stosowałam go od wiosny przez upały wczesnego lata). Wchłania się praktycznie do zera, do matu, szczególnie jeśli wklepiemy go delikatnie w skórę zwilżoną wcześniej hydrolatem. Rozsmarowany na skórze zupełnie suchej początkowo delikatnie bieli, więc trzeba go chwilkę dłużej wklepywać. To, co nie bardzo przypadło mi do gustu to wyraźnie ziołowy zapach. Połączenie olejków eterycznych z mięty i bergamotki, do tego hydrolaty neroli, cytrynowy i werbenowy nie do końca tworzą spójną kompozycję. Mimo, że zwykle lubię naturalne zapachy, wielką fanką tego konkretnego aromatu nie jestem. Zaznaczam jednak, że to kwestia bardzo indywidualna i każdy nos może odbierać tą kompozycję inaczej.

Krem stosowałam tylko na dzień, wklepując go opuszkami palców w skórę zwilżoną hydrolatem (werbenowym, cytrynowym, aloesowym i bergamotkowym, ponieważ w tym czasie akurat tych używałam). Krem fajnie, prawie natychmiastowo wchłania się do matu, nie trzeba na nic czekać. Dzieki temu jest wręcz wymarzonym produktem pod minerały! Świetnie współpracuje zarówno z sypkimi produktami marek Annabelle Minerals (formuła matująca), Sampure, jak i Amilie (formuła jojoba). Podejrzewam, że z większością, jeśli nie z każdą inną marką również dobrze się dogada. Równie dobrze współpracuje z płynnymi podkładami. Działa trochę jak przedłużająca świeżość czy też matująca baza pod makijaż. Make up nie spływa nawet w upał, dobrze trzyma się skóry, nie wchodzi w pory czy załamania.
Im wyższe temperatury serwowało nam lato, tym bardziej miałam wrażenie, że krem jest chłodzący (byź może to zasługa mięty w składzie). Te wszystkie powyższe zalety sprawiają, że jest to produkt wymarzony na wiosnę, lato, a nawet jesień, ze szczególnym wskazaniem na upały.

Krem przy całym swoim działaniu matującym na szczęście nie przesusza skóry, choć też nie nawilża zbyt mocno - idealnie sprawdzi się w duecie z mocno nawilżającym, bardziej emolientowym kremem na noc. Działanie tego kremu jest idealnie zbalansowane dla cery tłustej czy mieszanej. Początkowo, przez kilka pierwszych tygodni, po nałożeniu All Over Blemish Solution odczuwałam delikatne (naprawdę delikatne, ale jednak) ściągnięcie skóry, co mogło być spowodowane widocznym działaniem zwężajacym pory. Efekt ten przestał być odczuwalny dopiero po jakimś czasie, może się do niego przyzwyczaiłam. Zauważyłam też, że nie można nałożyć go zbyt dużo, bo potrafi się rolować. W przypadku tego kremu D'Alchemy najważniejszą kwestią jest umiar i odpowiednio "oklepująca" aplikacja, wtedy uzyskujemy najlepszy możliwy efekt :) Choć wiem, że Polki są raczej fankami "rozsmarowywania" kremu na suchej skórze serdecznie polecam spróbować czegoś odwrotnego - delikatnego poklepywania skóry, najlepiej od dołu ku górze twarzy, zaczynając od szyi. Przy okazji robimy codzienny masaż "antygrawitacyjny", a w okolicach trzydziestki zaczynają sie pierwsze widoczne zmiany na skórze, więc warto działać już prewencyjnie. Zresztą takie rzeczy wchodzą w nawyk i stają się naturalne. Krem widocznie przyspiesza też gojenie drobnych ranek i znikanie niewielkich grudek podskórnych, które występują u mnie ze względów hormolanych.

Skład jest bardzo ciekawy. Oprócz wspomnianych wyżej olejków eterycznych i hydrolatów, znanych z cennego działania na cerę tłustą i mieszaną, formuła zawiera m.in. żywicę z drzewa pistacji kleistej, która działa antybakteryjnie, antyseptycznie i łagodząco. Niekomedogenny olej z pestek winogron regeneruje, uelastycznia i wzmacnia skórę, regulując przy okazji pracę gruczołów łojowych. Z kolei ekstrakt z bambusa posiada naturalne właściwości matujące skórę.

Skład: Citrus Limon (Lemon) Peel Water*, Lippia Citriodora (Verbena) Leaf Water*, Citrus Aurantium Amara (Neroli) Flower Water*, Propanediol*, Polyglyceryl-3-Cetyl Ether Olivate Succinate*, Aqua*, Bambusa Arundinacea (Bamboo) Stem Extract*, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil*, Isopropyl Isostearate*, Dicaprylyl Carbonate*, Isopropyl Palmitate*, Trehalose*, Glycerin*, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate*, Sodium Stearoyl Glutamate*, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Peel Oil**, Mentha Piperita (Pepermint) Oil**, Pistacia Lentiscus (Mastic) Gum*, Chlorella Vulgaris (Green Algae) Extract*, Hydrogenated Lecithin*,Caprylic/Capric Triglyceride*, Hydrolyzed Algin*, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Phenethyl Alcohol, Ethylhexylglycerin, Tocopherol*, Benzyl Alcohol, Citric Acid*, Salicylic Acid, Sorbic Acid, Parfum**, Xanthan Gum*, Squalene*, Sodium Phytate*, Zinc Sulfate, Beta-Sitosterol*, Sodium Hydroxide, Alcohol, Geraniol***, Limonene***, Linalool***

    * Składniki pochodzenia naturalnego
  ** Naturalne olejki eteryczne
*** Składniki pochodzące z naturalnych olejków eterycznych (zgodnie z prawem muszą zostać oddzielnie wypisane ze względu na potencjalne uczulenia)

dalchemy-matujacy-krem-na-dzien

D'Alchemy, Age Cancellation Booster, Przeciwzmarszczkowy lotion dla cery tłustej i mieszanej


Na koniec zostawiłam mojego największego faworyta z tego trio. Krem All Cancellation Booster jako jedyny zawierał kartonik, w którym krył się szklany słoiczek. Wiąże się to z koniecznością stosowania szpatułki lub nakładania produktu palcami, co dla niektórych może być wadą (ze względów higienicznych). Za to widać ile jeszcze produktu nam zostało, coś za coś. Rekomendowany oczywiście skórze tłustej, mieszanej i dojrzałej. Kosztuje 160 zł/50 ml.

Uwielbiam, po prostu uwielbiam zapach tego kremu! Jeszcze bardziej chyba niż cytrusowy żel do mycia twarzy, choć nie sądziłam, że kiedykolwiek padną tu takie słowa. Zapach jest genialnie skomponowany do tego stopnia, że wyczekiwałam wieczornej pielęgnacji, aby tylko go poczuć. Zdecydowanie umilał mi codzienne obowiązki i przez jakiś czas utrzymywał się na skórze, co też mnie cieszyło. Zdarzało się nawet, że wąchałam go tylko i wyłącznie dla poprawy humoru :D Serio, serio. Czym to tak pachnie? Trudno mi konkretnie opisać ten aromat, koleżanka porównała go do słodkiego syropku na kaszel dla dzieci. Czuję w nim całą gamę słodyczy i owoców, przełamaną czymś cytrusowym, leciutko kwaskowym, ale i kwiatowym. Chciałabym mieć takie perfumy, trochę kojarzą mi się z beztroską i zabawą. Dość o zapachu, bo to nie wszystko, co krem ma do zaoferowania.

Wydajność jest genialna, opakowanie 50 ml wystarczyło mi na 4 miesiące regularnego używania, a trochę jeszcze oddałam koleżance do przetestowania - gdyby nie to, pewnie miałabym go z 5 miesięcy albo i dłużej (PAO 6 m-cy). Konsystencja masełka zdecydowanie wpływała na tak dobrą wydajność. Formuła wydaje się na pierwszy rzut oka bogata, ale jednocześnie jest całkiem lekka i nie obciąża skóry. Nie trzeba nabierać dużo kremu, aby dokładnie pokryć skórę twarzy, szyi i dekoltu (oczywiście wklepując go od dołu ku górze). Od razu po wklepaniu skóra odczuwała niesamowity komfort, ukojenie i nawilżenie skóry. Jeśli w ciągu dnia podrażniło mnie słońce czy wiatr ten krem niwelował niemiłe uczucia ściągnięcia i pieczenia. I to natychmiastowo! Wszelkie zaczerwienienia szybciej znikały, a skóra z czasem nabierała jędrności i elastyczności. Najszybciej jednak można zobaczyć efekt mocnego, głębokiego nawilżenia skóry i to jest właśnie to, co mnie zachwyciło już w próbce. Lotion delikatnie wpływa też na zmarszczki mimiczne, które po kliku miesiącach regularnego używania stały się mniej widoczne, a skóra była bardziej sprężysta i rozświetlona. Jednocześnie bardzo podoba mi się, że krem pomimo bogatego składu nie zostawia wyraźnie tłustej warstwy na skórze. Czuję, że na skórze jest delikatna powłoczka, jednak nic się nie klei, ani nie przeszkadza. Moja kapryśna skóra mocno zyskała na wyglądzie dzięki temu kremowi D'Alchemy i z przyjemnością kiedyś go jeszcze kupię (może bliżej zimy, kiedy skóra również wymaga dużo uwagi ze względu na podrażnienia od mrozu). To jest właśnie jeden z takich kremów, po których widzę efekt "wow" praktycznie od pierwszego użycia i który chciałam przetestować właśnie po użyciu próbki! Zaznaczę też, że lotion Age Cancellation Booster z powodzeniem można oczywiście używać także na dzień. Kilkukrotnie sprawdziłam, że nadaje się pod makijaż, należy go tylko troszkę dłużej wklepać. Nadaje cerze półmatowe wykończenie, jednak w największe upały zdecydowanie lepiej sprawdzał się leciutki All Over Blemish. Za to na jesień, zimę byłby wręcz wymarzonym produktem do cery tłustej na dzień. Pomimo bogatej z pozoru konsystencji absolutnie mnie nie "zapchał", nie podrażnił ani nie przyspieszał przetłuszczania skóry.

Skład jest przepiękny, oparty o hydrolaty z oczaru, cytryny i werbeny, które zmiękczają, oczyszczają, regenerują, a jednocześnie działają antyseptycznie na tłustą skórę. Zawartość polisacharydów gwarantuje działanie przeciwstarzeniowe, nawilżające i kojące. Roślinne ekstrakty np. z aceroli, żurawiny, rokitnika i guarany dostarczają antyoksydantów, jednocześnie pobudzając komórki skóry do wytwarzania elastyny i kolagenu, nawilżają, odżywiają i działają regenerująco. Ekstrakt z bambusa matuje i wchłania nadmiar sebum. Niekomedogenny olej jojoba oraz masło shea oraz w mniejszej ilości oleje: lniany, kokosowy, awokado, arganowy, makadamia odżywiają i chronią naskórek przed utratą wilgoci. Olejki eteryczne z róży damasceńskiej i pomarańczy zwężają pory, pomagają regulować nadmierne wydzielanie sebum i nadają kremowi niesamowity aromat.

Skład: Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Leaf Water*, Lippia Citriodora (Verbena) Leaf Water*, Citrus Limon (Lemon) Peel Water*, Dicaprylyl Carbonate*, Polyglyceryl-3-Cetyl Ether Olivate Succinate*, Propanediol*, Aqua*, Glyceryl Stearate*, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Glycerin*, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil*, Bambusa Arundinacea (Bamboo) Stem Extract*, Pistacia Lentiscus (Mastic) Gum*, Hydrogenated Lecithin*, Caprylic/Capric Triglyceride*, Malpighia Emarginata (Acerola) Fruit Extract*, Paullinia Cupana (Guarana) Fruit Extract*, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract*, Hippophae Rhamnoides (Sea Buckthorn) Fruit Extract*, Myrciaria Dubia (Camucamu) Fruit Extract*, Sodium Stearoyl Glutamate*, Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil*, Persea Gratissima (Avocado) Oil*, Argania Spinosa (Argan) Kernel Oil*, Macadamia Ternifolia Seed Oil*, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract*, Humulus Lupulus (Hop) Cone Extract*, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Leaf Extract*, Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract*, Phenethyl Alcohol, Equisetum Arvense (Horsetail) Extract*, Citrus Limon (Lemon) Peel Extract*, Centella Asiatica Extract*, Pinus Sylvestris (Pine) Bud Extract*, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Rosa Gallica (French Rose) Flower Extract*, Rosa Damascena (Damask Rose) Flower Oil**, Benzyl Alcohol, Chondrus Crispus (Carrageenan) Powder*, Squalene*, Ethylhexylglycerin, Salicylic Acid, Sorbic Acid, Biosaccharide Gum-1*, Sodium Levulinate*, Citric Acid*, Sodium Anisate, Xanthan Gum*, Glyceryl Caprylate*, Sodium Phytate*, Parfume**, Tocopherol*, Alcohol, Beta-Sitosterol*, Citral***, Geraniol***, Limonene***, Linalool***

    * Składniki pochodzenia naturalnego
  ** Naturalne olejki eteryczne
*** Składniki pochodzące z naturalnych olejków eterycznych (zgodnie z prawem muszą zostać oddzielnie wypisane ze względu na potencjalne uczulenia)

naturalny-krem-przeciwzmarszczkowy-dalchemy

Marka D'Alchemy może pochwalić się wartościowymi certyfikatami COSMOS i NATURE. Kosmetyki nie zawierają kontrowersyjnych substancji ani składników pochodzenia zwierzęcego, są odpowiednie także dla wegan. To, że nie są testowane na zwierzętach to europejska oczywistość, ale warto wspomnieć, że właśnie w Europie są produkowane. Formuły kremów skomponowano na bazie droższych hydrolatów, zamiast wody. Kompozycje zapachowe oparto o naturalne olejki eteryczne, co w założeniu ma pełnić rolę aromaterapii (i w przypadku żelu do mycia twarzy oraz lotionu jak najbardziej do mnie przemawia!). Marka dba o wartościowe składniki, sprawdzając dostawców surowców oraz przeprowadzając badania laboratoryjne. Kosmetyki dodatkowo poddawane są innowacyjnym badaniom "biowitalności" (więcej przeczytacie na polskiej stronie D'Alchemy, bo to ciekawy temat). To wszystko wpływa oczywiście na cenę.

Poniżej zdjęcie konsystencji produktów. Od lewej: żel oczyszczający do twarzy, lekki krem All Over Blemish Solution i masełkowy Age Cancellation Booster w słoiczku.

dalchemy-konsystencja

Czy warto kupić kosmetyki D'Alchemy?

Jeśli przeczytałyście cały post już wiecie, że ja Wam nie odpowiem na to pytanie. Dla mnie cena nie jest wygórowana - pewnie dlatego, że pracuję, zarabiam swoje pieniądze i jestem w stanie tyle zapłacić na produkt do twarzy, który świetnie na mnie działa. Czy są tańsze kosmetyki? Oczywiście, że tak, więc macie w czym wybierać. Są również i droższe (do tej pory mój rekord to krem za 600 zł marki Rodial, krem do twarzy Bee Venom z jadem pszczelim). Warto natomiast - i to na pewno gorąco polecam - zdobyć próbki! Sama poznałam markę właśnie poprzez otrzymanie skądś próbek i na tej podstawie podjęłam decyzję o zakupie żelu oczyszczającego do twarzy. Poza tym składy są naprawdę bogate w roślinne ekstrakty i antyoksydanty, przyjazne skórze i delikatne - w sam raz dla fanek pielęgnacji naturalnej. Dodajmy do tego szklane opakowania #lesswaste i fajne działanie. Decyzję pozostawiam każdej z Was.
PS. Widziałam również travel packi z produktami D'Alchemy, m.in. zestaw z Age Cancellation Booster, olejkiem i wodą micelarną w cenie 130 zł, więc warto szukać.

krem-przeciwzmarszczkowy-d-alchemy

Znacie kosmetyki D'Alchemy? Osobiście wiele mi się w nich podoba - bogate składy, niesamowite naturalne zapachy, szklane opakowania i działanie, ale jestem ciekawa Waszej opinii.

Ekocuda Targi Kosmetyków Naturalnych - co kupić, które firmy są warte uwagi?

Co warto kupić na Ekocudach?


Od pierwszej edycji jestem praktycznie na każdych kolejnych Targach Kosmetyków Naturalnych pod nazwą Ekocuda. Obserwuję jak z roku na rok jest coraz większe zainteresowanie wydarzeniem, co niesie ze sobą pewne niedogodności jak tłum ludzi, braki w asortymencie, gorąco, przy niektórych stoiskach brak możliwości spokojnego porozmawiania z dostawcami. Dla niektórych osób wadą jest także brak promocji na produkty przy niektórych stoiskach, ale wiecie co? Niewielkie manufaktury wcale nie muszą stosować zniżek i promocji, aby sprzedać swoje wyroby, wystarczy ich dobra jakość oraz związana z nią renoma wyrobów. W dzisiejszym poście chciałabym Wam pokazać kosmetyki, które znam i polecam oraz marki, którym ufam i których kosmetyki planuję kupić podczas najbliższych targów.


Zapraszam Was także na moją relację z pierwszej edycji Targów Ekocuda z listopada 2016 r. :)

targi-kosmetyków-naturalnych

EKOCUDA Naturalna pielęgnacja

Mydlarnia Cztery Szpaki to niewielka polska, rodzinna manufaktura. Do produkcji używane są własnoręcznie tłoczone oleje. W ofercie hydrolaty, musy do ciała, masła, peelingi (mam lawendowy, który dzięki glince jest niebieski!), kule kąpielowe i mydełka (mam jedno). Mam ochotę na hydrolat makowy i dezodorant w kremie.


Orientana - polska marka, która czerpie receptury z Azji, stamtąd pochodzą też składniki aktywne oraz orientalne zapachy kosmetyków. Zwykle podczas targów są różne promocje, można poprosić panie o próbki. Miałam sporo olejków tej marki, które są dość tłuste, mocno emolientowe. Krem z kurkumą jest świetny dla tłustej cery. Mam ochotę na ich żelowe maski-esencje oraz mój ulubiony peeling mechaniczny do twarzy Papaja. Dla lubiących nietypowe kosmetyki polecam balsam w kostce :)

Babo to ciekawa polska marka, która stawia na nawilżenie skóry i ochronę przeciwstarzeniową oraz maksymalne unikanie alergenów zamiast skupiania się na typie skóry czy wieku. Miałam okazję rozmawiać z właścicielką, która stworzyła kosmetyki dla siebie - bez zbędnych dodatków typu kompozycja zapachowa, za to wypakowane składnikami aktywnymi. Póki co w ofercie jest tonik (miałam miniaturkę - łagodzący, mocno nawilżający, koi wszelkie podrażnienia), krem (miniaturka fajnie nawilżała, nie "zapychała"), serum oraz maska-peeling.


Moja Farma Urody kolejna polska marka, którą od bardzo dawna obserwuję na Facebooku. Ostatnio miałam okazję poznać właścicielki i wiem, że na Ekocudach też planują się pojawić. Hitem tej marki są... jadalne kosmetyki. Fajne, naturalne składy, przede wszystkim proste i przemyślane, ciekawe maceraty ziołowe, własna olejarnia, miód - po prostu bajka! Do tego dodajmy oleje, zioła do picia oraz octy smakowe (osobiście zakochana jestem w buraczanym!).


D'Alchemy polska marka kosmetyków przeciwstarzeniowych, napakowanych składnikami aktywnymi i antyoksydantami. Kosmetyki nie są tanie, osobiście przekonałam się, że warto wypróbować po otrzymaniu próbek. Zakochałam się w niby treściwych konsystencjach, jednak bez tłustej warstwy, dobrym nawilżeniu i cudownych zapachach. Kosmetyki produkowane zgodnie ze standardami Ecocert, całkowicie wegańskie. Marka mnie urzekła zastąpieniem zwykłej wody hydrolatami, zawartością olei extra-virgin oraz olejków eterycznych i ekstraktów roślinnych kryjących się w ciemnym szkle.



Naturalna Bogini to portal i sklep, który kojarzy mi się przede wszystkim z kamiennymi masażerami (rollerami). Myślę, że to piękny prezent dla maniaczki naturalnego piękna. Kamienny masażer (mój jest jadeitowy) ma za zadanie pobudzić krążenie krwi i limfy pod skórą, przymknąć pory, a ponadto pomóc rozluźnić mięśnie, poprawić elastyczność skóry. Kamień jest zawsze chłodny, metalowe części nie zacinają się i nie skrzypią. Taki masaż jest bardzo odprężający, pomaga też lepiej wchłonąć się substancjom aktywnym z kosmetyków.


Rapan Beauty - czy muszę przedstawiać Wam tą markę? Najlepsze, aktywne maseczki glinkowe na rynku. Gotowe, nic nie trzeba mieszać. Niezawodne! Gdy moja cera potrzebuje oczyszczenia, dotlenienia i peelingu nie waham się ich użyć. Wiem, że niektórzy czują dość mocne mrowienie, zwłaszcza w przypadku wersji żółtej, jednak u mnie efekt ten ustąpił już przy drugiej aplikacji. Zużyłam wiele opakowań, a to naprawdę dużo znaczy dla osoby, która lubi testować nowości :) Ostatnio marka wprowadziła także inne produkty, m.in. tonik, sól do kąpieli, peeling, mydełka. Zwykle na targach są dobre promocje, więc spróbujcie sami.



Brooklyn Groove dla mnie nowość, poznana dzięki Paulinie z vloga OrganicMakeup, która "poczęstowała" mnie solidną porcją naturalnego dezodorantu z węglem aktywnym. Deo jest naprawdę dobry, póki co użyłam kilka razy i nawet w sytuacji dość stresowej nie czułam się nieświeżo. Ponadto ładnie, cytrusowo pachnie i pomimo ciemnego koloru nie brudzi ubrań. Ci ciekawe na pomysł kosmetyków właścicielka marki wpadła w Nowym Jorku, więc nazwa jest adekwatna :) Produkty ręcznie robione, wegańskie, naturalne. Mają świetne opakowania kojarzące mi się z miejskimi napisami na murach. Na pewno zajrzę podejrzeć co warto jeszcze kupić.

Be.Loved to marka, która szczególnie mnie zaczarowała swoim serum do twarzy, które znalazło się nawet w moim rankingu najlepszych kosmetyków 2018 roku! Genialny skład, w pełni naturalny, cudownie skomponowany pod potrzeby cery tłustej i problematycznej. Zero wypełniaczy czy przypadkowych składników, za to pięknie regulujące nadmierne wydzielanie sebum, kojące podrażnienia i wypryski, a zapach... Zapach sprawiał, że wyczekiwałam na chwilę wieczornej pielęgnacji! To zdecydowanie marka stworzona z miłością i pełną świadomością składów. Jedyny minus - na sera trzeba czasem czekać, ale warto.


Sylveco czyli chyba najbardziej znana polska marka kosmetyków naturalnych. Jedni ją kochają, inni nienawidzą twierdząc, że "wszystko ich zapycha" ;) Ja należę do teamu #lovesylveco, mimo że nie każdy kosmetyk się u mnie sprawdził, co uważam za jak najbardziej normalne. Kosmetyki należy dobierać pod potrzeby skóry, szukać cennych dla nas składników aktywnych i unikać tych, które wpływają niekorzystnie. Dla mnie "sylvecowa" seria do włosów jest nietrafiona, za mało oczyszczająca, za bardzo obciążająca, za to lipowy płyn micelarny lub seria Biolaven - MISTRZOSTWO! Tanie, łatwo dostępne, skuteczne, pięknie pachnące winogronem kosmetyki (nie lubiłam tylko kremu na dzień, ponieważ jest dla mnie zbyt emolientowy, za to wersja na noc była idealna przez całą dobę). Podobnie Vianek - szczególnie maseczki do twarzy, pomadki ochronne, olejki do ciała i włosów, fioletowy micel czy niebieski szampon do włosów - to moje tanie perełki. Poniżej podlinkuję Wam wszystko co się pojawiło na blogu na temat marki Sylveco. Niedawno na swoim Instagramie i Facebooku wrzuciłam wstępne wrażenia na temat kremu na zień Duetus (tu z kolei maseczki z węglem aktywnym to MISTRZ!), testuję też kilka kosmetyków Aloesove. Generalnie Sylveco rozwija się błyskawicznie! Jest też dedykowana seria dla dzieci, oczywiście z naturalnym składem. Na Ekocudach planuję kupić mój absolutny zestaw hitów czyli płyn do płukania ust i tonę pomadek z peelingiem :) PS. Na stoisku zawsze są jakieś promocje.




Lush Botanicals poznałam dość dawno również podczas jakichś targów, na których dostałam mnóstwo miniaturek tej marki. Szalenie mi się spodobały, ponieważ bardzo przypominają mi moje kosmetyki diy - ostatnio rzadko mam czas sama "kręcić" bardziej skomplikowane kremy, a tu proszę - dostępne są równie świeże "gotowce". Zapachy na bazie absolutów kwiatowych zachwycają i zapadają w pamięć na długo, a jednocześnie nie są nachalne czy męczące. Kto raz spróbował ten wie, o czym mowa. Poza tym składy są naprawdę piękne, pełne substancji aktywnych, na olejach tłoczonych na zimno. Wszystko zamknięte w eleganckim, ciemnofioletowym szkle.

Nature Queen - marka, którą poznałam początkowo "od strony" olei roślinnych i glinek. Produkty są niedrogie i fajnej jakości. Od jakiegoś czasu marka wypuszcza na rynek coraz to nowe kosmetyki gotowe, w ostatnich tygodniach serię do oczyszczania twarzy. Warto zajrzeć, szczególnie jeśli lubicie olejowanie twarzy lub włosów.


Bosphaera czyli producent mojego ukochanego peelingu do ciała ever! Bomba eteryczna, poprawiacz humoru i pogromca każdej paskudne pogody w postaci cytrusowych olejków eterycznych, cudownej konsystencji i działaniu (baza cukrowa). Dla mnie absolutny hit i mam już kolejne opakowanie! Fankom kąpieli w wannie z czystym sumieniem polecam śliczne babeczki do kąpieli - wyglądają absolutnie obłędnie, jak słodycze, a zapachy... Zapachy znajdą się dla każdego!



Senkara - polska marka, którą pierwszy raz wypatrzyłam u Aneczkablog. "Pandzioch" od razu przykuł moją uwagę, czyż opakowania nie są urocze? Do tego nietypowe zapachy jak banan, czekolada i nierafinowane masła. Wszystkie receptury autorstwa właścicielki - doktor nauk chemicznych, ale nie pozbawione przyjemności. W ofercie sera, musy, dezodoranty, olejki, hydrolaty, peelingi. Mam hydrolat Kwiat lotosu, na targach mam zamiar zaopatrzyć się w coś jeszcze :)


Lavera - marka niemiecka, na rynku od 25 lat! Kosmetyki produkowane zgodnie ze standardami certyfikowanych kosmetyków naturalnych. Do wyboru mamy prawdziwy ogrom produktów od pielęgnacji każdej skóry, przez kosmetyki dla dzieci i mężczyzn aż po higienę jamy ustnej. To co mi się podoba to brak sztucznych konserwantów, kompozycji zapachowych i wykorzystanie do produkcji energii ze źródeł odnawialnych. Miałam okazję poznać kilka kosmetyków, na targach celuję szczególnie w pasty do zębów (miałam już dwie, są wydajne i dobrze oczyszczają).


Manufaktura Mewa tworzy w pełni wegańskie, ręcznie wytwarzane produkty: masła do ciała, peelingi cukrowe, kule do kąpieli, sera i hydrolaty. Egzotyczne zapachy pokroju mango, mandarynka czy ananas z łatwością umilają dbanie o siebie. Kosmetyki mają cudowne konsystencje i nie są drogie. Miałam hydrolat Neroli, pięknie i naturalnie pachnący z fajnym atomizerem (zdjęcie niżej).

Sape - mała mydlarnia, w której ręcznie wytwarzane są niesamowite kosmetyki. Piękne, estetyczne szklane słoiczki z białą etykietą przywodzą na myśl minimalizm i prostotę, jaką możemy znaleźć w naturze. Marka kojarzy mi się z bardzo innowacyjnymi produktami jak mydło z luffą albo mocno oczyszczającą peelmaską z węglem aktywnym na bazie białej glinki, korundu i mydła potasowego. Jeszcze czegoś takiego nie widzieliście! Peelmaska myje, peelinguje i dogłębnie oczyszcza pory, przez co jest wręcz idealna do skóry tłustej, zanieczyszczonej. Przy tym zupełnie nie wysusza, pozostawia cerę czystą, miękką i gładką. Czary! Poza tym w ofercie oleje, mydła, sera, produkty do demakijażu i kule do kąpieli.


La-Le poznałam od przeczytania gdzieś, że mają hydrolat porzeczkowy. Jako wielka fanka hydrolatów musiałam go mieć, więc na poprzedniej edycji Ekocudów kupiłam. Zapach to nie są typowe owoce, jest trochę "trawiasty", ale o ciekawej cierpkiej nucie, osobiście bardzo mi się podobał. Przy okazji do koszyka wpadł dezodorant na bazie sody o zapachu zielonej herbaty - całkiem niezły, niesamowicie wydajny, o miękkiej, plastycznej konsystencji. Dezodorant Lale na co dzień jest bardzo dobry, zawiódł mnie tylko raz, ale było to w mocno stresowej sytuacji, więc wybaczam :) Jest to kolejna marka stricte wegańska. Kusi mnie czekoladowe masełko do ust oraz kolejne hydrolaty, tym razem postawię chyba na borowinowy albo jagody goji. Uwaga! Jest też hydrolat męski (rumianek, mięta, lawenda, szałwia) :)

Bio Up to jest sztos! Ich tonik na bazie hydrolatu z opuncji i róży zapachem rozłożył  mnie na łopatki, a działanie nie ustępuje temu aromatowi :) Cera spryskana tym tonikiem natychmiast odzyskuje wigor, naprawdę nie wiem jak inaczej mam to określić! To bomba witaminowa, która nawilża, rozjaśnia, koi, przymyka pory, a jednocześnie zawiera sporo substancji aktywnych, które niestety czasem mogą się "pogryźć" z innymi produktami. Mówiąc wprost ten kosmetyk to coś o wiele więcej niż tylko tonik, który wielu osobom kojarzy się z pachnącą wodą o niższym pH. Tutaj mamy masę dodatkowych substancji, które czynnie wpływają na cerę. Widoczne na zdjęciu serum pod oczy jest absurdalnie wydajne, więc z powodzeniem  stosuję je na cała twarz, a także dekolt. Po kolorze widać, że oleje nie są rafinowane, serum dobrze współpracuje praktycznie z każdym produktem, z jakim go używałam. W moim posiadaniu jest także olejek do demakijażu z emulgatorem (spłukiwany wodą!) o zapachu cytrusowym, który uwielbiam - jest niesamowicie skuteczny, przyjemny w użyciu i posiada świetny skład. Uwaga - wiele surowców posiada certyfikaty.


Iossi - polska marka, która zachwyca składami. Do tej pory poznałam trzy kosmetyki: mydełko, serum rozświetlające (również znalazło się w ulubieńcach 2018 r!) oraz poniższą maseczkę antyoksydacyjną. Markę bardzo lubię, fajne składy, szczególnie dla osób w "moim wieku", w okolicach trzydziestki, gdy szukamy w kosmetykach już czegoś więcej niż tylko nawilżenie. Szczególnie przyjazna marka wrażliwcom oraz cerom problematycznym i alergicznym. PS. Maseczka pięknie rozjaśnia i rozświetla cerę, idealna dla skóry z problemami naczynkowymi. Trzeba ją rozrobić jak glinkę.


Polny Warkocz z mojego rodzinnego Lublina, chyba zawsze będę sympatyzować z tymi kosmetykami. Znamy się nie od dzisiaj, a to dzięki mazidłom marki. Są to tłuściutkie, trochę napowietrzone kremiki, zdecydowanie do stosowania na noc jako warstwa emolientowa na coś nawilżającego. Esencje to cuda! Dla jednych to po prostu tonik, dla innych o wiele więcej. Wodnista konsystencja zawiera sporo humektantów, pięknie pachnie i można ją stosować na milion sposobów. Idealna do maseczek w płachcie diy! Poza tym do wyboru mamy także koncentraty czyli olejki myjące do twarzy (z emulgatorem). Receptury dość proste, a mimo to skuteczne. Design opakowań swojski, słowiański. Produkty w ciemnym szkle. Bardzo niskie ceny!



Bartos - polska marka stworzona przez magister chemii. Świetne składy, pełne witamin i substancji aktywnych na bazie soku z aloesu, mocno nawilżające i odżywcze. Super fajne opakowania z dużą pompką typu air less. W ofercie także płyn micelarny. PS. Krem z witaminą C to prawdziwy sztos, jeden z dwóch moich ulubieńców ostatnich lat i jeden z niewielu kremów do twarzy, do którego jeszcze wrócę. Miał w sobie "to coś", przez co moja skóra lśniła, była jędrna, dobrze nawilżona, gładka i promienna, a choć wcale tego nie obiecywał dodatkowo pozostawiał cerę matową! EDIT: moja recenzja dotyczy poprzedniej formuły, jak się okazuje skład trochę został zmieniony.


Shy deer to marka zainspirowana... lasem. Śliczne opakowania z kawałkami drewna, ciekawy design. Receptury oparte zostały o hydrolaty, które wyparły powszechnie stosowaną wodę, dodając formułom jeszcze więcej składników aktywnych. Dodajmy do tego mnóstwo ekstraktów roślinnych i olejki eteryczne. Jestem na tak!

Dworzysk uwielbiam głownie za herbatkę Śpij Dobrze. Jej kojący zapach i smak zawsze pozytywnie nastraja mnie do snu, wycisza i koi nerwy. Uwielbiam! Co równie ważne lubi ją mój mąż. Dworzysk posiada własne pola lawendy, skład pochodzą kwiaty używane do produkcji m.in. kosmetyków. Hydrolat lawendowy tej marki pachnie przyjemnie, nie jest za mocny ani sztuczny, zawiera jednak fenoksyetanol (mnie to nie przeszkadza, ale wiem, że niektórzy unikają). PS. Atomizer tworzy idealną mgiełkę i nigdy się nie zdarzyło, żeby się zaciął.


O!Figa to marka młoda, ale ambitna! Wszystkie kosmetyki bazują na cennym i nietanim oleju z opuncji figowej. Pozostałe składniki to jeszcze rzadziej spotykane, innowacyjne substancje takie jak olej z nasion cedru syberyjskiego, bioferment z tonkowca wonnego, ekstrakt CO2 z dzikiej róży, ekstrakt z juki. Osobiście mam hydrolat różany tej marki, ale poluję na coś ambitniejszego!


EKOCUDA Naturalny makijaż

Lily Lolo to brytyjskie kosmetyki mineralne. Osobiście miałam kilka produktów. Na szczególną uwagę zasługuje podkład mineralny, doskonale zmielony, ładnie stapia się z cerą oraz tusz do rzęs Big Lash Mascara, który idealnie rozdziela, podkręca i podkreśla rzęsy (moje są krótkie i jasne, a mimo to efekt był bardzo zadowalający). Pełna recenzja poniżej. Poza tym marka słynie z pomadek i błyszczyków do ust - mam jeden i jak nie lubię błyszczyków ten stale mi towarzyszy. Fajny jest też bronzer w kompakcie.


Felicea z kolei to nasza rodzima marka kosmetyków naturalnych, ale nie w formule sypkiej. Marka oferuje bardzo trwałe prasowane cienie do oczu oraz pudry i róże, ładnie napigmentowane kredki do oczu oraz korektory do twarzy. Markę natomiast najmocniej kojarzę z klasycznymi, ultra komfortowymi pomadkami do ust, do złudzenia przypominającymi kolorowy balsam do ust. Te pomadki są niesamowite, zupełnie nie czuć ich na ustach, "nosi" się je wygodnie, przez to nie są bardzo trwałe. Za to po zmyciu usta wyglądają na zadbane, nie są wyschnięte i przesuszone, a to dla mnie największa zaleta. Nowością Felicea jest tusz do rzęs, który kupimy w jednej z dwóch wersji szczoteczki: klasycznej lub silikonowej. Tusz nie uczula, ma skład łagodny dla alergików, delikatnie podkreśla i przyciemnia rzęsy. Ciekawa propozycja na co dzień dla osób, które mają naturalnie dłuższe, ale jasne włoski. Marka posiada także olejek do demakijażu (bez emulgatora). Wszystkie kosmetyki mają fajne składy (nie wypatrzyłam np. talku), niektóre substancje posiadają certyfikat ECOCERT.


Annabelle Minerals to pierwsza moja naturalna kolorówka, mineralna i polska marka. Podkłady w formule matującej są idealne dla mojej cery, nie "ciastkują" się (nakładam je pędzlem kabuki tej samem marki), ładnie stapiają z cerą, nie wybłyszczają się zbyt szybko. Genialna wydajność i całkiem wygodne opakowania (choć Lily Lolo były dla mnie praktyczniejsze, chodzi o przekręcane sitko, które w AM jest "na zatrzask"). Poza tym darzę absolutną miłością cienie i róże Annabelle Minerals, wszystkie w formułach sypkich. Na dzień dają mi komfort trwałości i naturalności. Nie zauważyłam, aby "zapychały", ale codziennie dbam o dokładny, delikatny demakijaż i oczyszczanie, nie chodzę spać w makijażu, nawet naturalnym. Wydajność tych minerałów jest dla mnie kosmiczna! Początkującym w temacie absolutnie odradzam formułę kryjącą, która wymaga odrobinę wprawy i przy "ciężkiej" ręce potrafi naprawdę niekorzystnie wyglądać na skórze, szczególnie tłustej czy mieszanej.

Ecolore to kolejna polska marka kosmetyków mineralnych, tym razem zachwycająca mnie szczególnie bronzerami, rozświetlaczem i różami. Podczas targów planowana jest promocja 10% taniej oraz przy zakupie 3 kosmetyków cień do powiek gratis. Poza tym najlepiej dobrać odcienie przy stoisku, na żywo. Formuły tych minerałów są bardzo drobno zmielone, przez co łatwo się nimi pracuje, praktycznie każdym pędzlem do minerałów.

Amilie - kosmetyki mineralne, również polskiej marki. Świetnej jakości podkłady w kilku formułach. Szczególnie warto sprawdzić formułę jojoba, która ma niezłe krycie, a na twarzy daje efekt "blur" jak Photoshop - skóra wygląda na promienną, miękką i gładszą! Warte uwagi są również pudry, cudowne róże, bronzery, a przede wszystkim cienie, w tym dwa duochromy - trwałe, pięknie się mieniące.


Puro Bio to kolejna naturalna marka oferująca kosmetyki do makijażu, tym razem włoska. Tu przede wszystkim wspomnę, że miałam przyjemność uczestniczyć w warsztatach z tą marką, a także poznać na własnej skórze "moc" podkładu kryjącego. Wiem, że z tym podkładem wiele osób ma kłopot i wcale się nie dziwię, ponieważ jest szybko zastygający i mocno napigmentowany, przez co trzeba nakładać go szybko i sprawnie. Od makijażystki dostałam info, że podkład najlepiej współpracuje z dedykowanym pędzlem tej samej marki, który jest naprawdę mocno zbity. Ruchy stemplujące i dość mocno wciskające produkt w skórę miejsce przy miejscu powinny sprawić, że cera będzie wyglądać naturalnie, a jednocześnie podkład zakryje wszelkie przebarwienia. Nie ukrywam - wymaga to wprawy i na pewno nie jest to produkt dla początkujących. Za to podkład w kroplach jest już bardziej przyjazny, a też ma całkiem przyjemne krycie. Dodatkowo podczas ostatnich Ekocudów kupiłam tusz Impeccable Mascara (bez niklu) z lekko podkręcającą szczoteczką i muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona z efektu! Tusz jest idealnie czarny, rozdziela i lekko podkręca włoski. Obiecującą wyglądają też rozświetlacze (zdjęcie niżej) i cienie tej marki.


Ovium - marka wielorazowych, mięciutkich, biodegradowalnych, bawełnianych płatków kosmetycznych. Szyte w Polsce, z bawełny organicznej, dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, świetnie się piorą i długo służą. Dla osób zainteresowanych #lesswaste i dobrej jakości produktami w przystępnej cenie.

EKOCUDA Naturalna chemia domowa

Klareko to sprawdzone receptury babć, ekologiczne półprodukty, bezpieczne dla ludzi i środowiska środki czystości. Składy oparte m.in. o kwas octowy, który jest naturalny, a działa mocniej niż domowy ocet. Proszek do prania, płyn do tkanin, mus czyszczący, środki do mycia luster  - to tylko niektóre produkty z dostępnego asortymentu, natomiast wszystkie cudownie połączone z aromaterapią dzięki zawartości olejków eterycznych.

Yope znane przede wszystkim z mydeł i żeli pod prysznic o ładnych zapachach, które uwielbiam. Marka posiada także w ofercie środki czystości: płyny do mycia naczyń, płyny uniwersalne, do szyb, do podłogi - niestety okazuje się, że produkty zawierają bardzo alergenne, syntetyczne konserwanty m. in. MIT, w związku z czym nie polecam i sama też nie kupię. Dostępne są także świece zapachowe - nie znam jednak całego składu, zobaczę na miejscu :)

Miuka Candles - świece z wosku rzepakowego wytwarzane ręcznie w Polsce. Podczas poprzednich targów chciałam kupić, jednak nie było zapachu, na który poluję. Zapachy są naprawdę niesamowite! Same świece w szklanych słoiczkach wyglądają elegancko, po prostu przepięknie! (3 zdjęcie powyżej, na środku).

Olivia Plum - świece sojowe (edit: mam info od producenta, że świece są dostępne tylko w okresie jesienno - zimowym) oraz ręcznie robione w niewielkich partiach kosmetyki pielęgnacyjne. Marka posiada także specjalną męską kolekcję produktów oraz ręcznie robione, porcelanowe mydelniczki. Podoba mi się, że marka stawia na współpracę z niewielkimi, lokalnymi producentami surowców.


Uwaga, moja lista jest obrzydliwie subiektywna i absolutnie nie oznacza, że pozostałe marki trzeba pomijać, bo jest coś z nimi nie tak. Wręcz zachęcam do spędzenia na targach wielu pasjonujących godzin na rozmowach z wystawcami, którzy w większości doskonale znają swój asortyment. Wiele nowych firm osobiście reprezentują pomysłodawcy i właściciele! Uwielbiam EKOCUDA właśnie za tą różnorodność, od dobrze znanych nam już marek po mniejsze, startujące manufaktury. Udanych zakupów!


PS. Koniecznie podzielcie się swoimi ulubionymi markami lub nawet konkretnymi kosmetykami. Stwórzmy wspólnie najlepszą naturalną listę zakupową w internetach :)
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj