Naturalne kity 2018 - moje rozczarowania + kilka drogeryjnych porażek

2018 był rekordowym rokiem pod względem moich naturalnych odkryć kosmetycznych i hitów. Niestety zdarzały się - jak to w życiu ;) - i porażki, szczególnie w kategorii naturalnych dezodorantów oraz szamponów i odżywek do włosów. Poszukiwania naturalnego dezodorantu w toku - obecnie testuję La-le z zieloną herbatą (formuła gęstej pasty na oleju kokosowym), póki co wydaje się obiecujący i tylko raz mnie zawiódł. Zanim do niego dotarłam rozczarowałam się kilkukrotnie, stawiając na tańsze opcje w znanej mi dotąd formie kulki, o których napiszę poniżej. Druga kwestia do szampony naturalne - kto próbował ten wie, że natrafienie na odpowiedni to loteria.  Wiele formuł naturalnych szamponów czy żeli pod prysznic oparto o dobrze oczyszczający, dość mocny detergent Sodium Coco Sulfate (jak najbardziej naturalnego pochodzenia z kokosa), który może, choć nie musi, podrażniać i wysuszać, szczególnie suchą, wrażliwą skórę (podobnie jak SLES/SLS - wiele osób nie odczuwa żadnych negatywnych skutków wieloletniego stosowania tych detergentów). Zapraszam na przegląd kosmetyków, które mnie niesamowicie rozczarowały w 2018 roku (poniżej podlinkuję Wam też poprzedni post z rozczarowaniami).



buble-kosmetyczne

Naturalne dezodoranty, których nie polecam!


Dezodorant Alterra, Balsam dezodorujący melisa i szałwia z Rossmanna 

Łatwo dostępny, niedrogi (ok. 8 zł), z bardzo ładnym składem (na alkoholu, jak wiele naturalnych produktów Alterra). Przyjemnie pachnie, dobrze się rozprowadza, nie brudzi ubrań, kulka się nie zacina. Duży plus za szklane opakowanie. Jednak... dezodorant kompletnie nie chroni przed nieprzyjemnym zapachem i to pomimo, że nie pocę się nadmiernie. Nie radzi sobie nawet jesienią i zimą, gdy temperatury nie są wysokie, latem kompletna porażka. Równie dobrze można go w ogóle nie używać, rezultat będzie dokładnie taki sam. Zmęczyłam jedną trzecią opakowania i wyrzucam.

Skład: Aqua, Alcohol, Cellulose, Glyceryl Caprylate, Zinc Ricinoleate, Glycerin, Xanthan Gum, Zinc Oxide, Hydrogenated Palm Glycerides, Melissa Officinalis Distillate, Salvia Officinalis Water, Hamamelis Virginiana Distillate, Equisetum Arvense Leaf Extract, Simmondsia Chinensis Oil, Hydrogenated Lecithin, Parfum, Citral, Geraniol, Citronellol, Benzyl Benzoate, Limonene, Linalool.

dezodorant-naturalny-alterra

Dezodorant a antyperspirant - różnice


Zauważyłam, że wiele osób myli te dwa pojęcia. Różnica jest bardzo łatwa do zapamiętania:
  • Dezodorant ma za zadanie maskować nieprzyjemny zapach potu, ale absolutnie nie blokuje samego pocenia. Zasada jest taka, że stosując dezodorant pocisz się normalnie (mokre plamy pod pachami), ale - przynajmniej teoretycznie - nie śmierdzisz (deo może np. zabijać bakterie bytujące na skórze, które rozkładając pot powodują nieprzyjemny zapaszek - tu pomaga m.in. alkohol czy ałun; deo może także maskować lub neutralizować nieprzyjemny zapach - tu pomaga m.in. soda oczyszczona).  
  • Antyperspirant natomiast blokuje samo pocenie, a skoro nie ma potu, bakterie nie mają się czym żywić i nie ma nieprzyjemnego zapachu. Blokowanie pocenia umożliwia owiane złą sławą aluminium - czyli każdy antyperspirant będzie zawierał związki aluminium, nie istnieją naturalne antyperspiranty bez aluminium (pamiętajcie, że naturalny ałun to też związek aluminium, jednak ałun działa przede wszystkim ściągająco i antybakteryjnie, nie hamuje pocenia, ponieważ ma inną budowę cząsteczek). 
Czy aluminium jest szkodliwe czy nie - badania jak zwykle sobie przeczą, aczkolwiek w ostatnich latach mówi się, że jednak nie - decyzja należy do każdego z nas, podobnie jak z pastami do zębów z fluorem itp. Osobiście szukam dezodorantu naturalnego, ale na co dzień większą pewność daje mi niestety antyperspirant.

Eo Lab Deo Crystal 100% Naturalny dezodorant z ałunem i korą dębu

Przezroczysty, lekko żółty płyn w plastikowym opakowaniu z kulką. Kompletnie nic nie robi, nie widzę żadnej różnicy pomimo, że zawiera ałun teoretycznie działający antybakteryjnie. Używanie go jest niekomfortowe, w dodatku kulka potrafi się zacinać. Pachnie lekko olejkiem z drzewa herbacianego, skład jest ok.

Skład: Aqua, Potassium Alum (ałun), Glycerin (gliceryna), Quercus Robur Extract (ekstrakt z kory dębu), Camellia Sinensis Extract (ekstrakt z zielonej herbaty), Xanthan Gum (zagęstnik), Melaleuca Alternifolia Oil (olejek z drzewa herbacianego).

naturalny-dezodorant-eco-laboratories

Biolove Green Tea Dezodorant naturalny zielona herbata z Kontigo

Ładny skład na oleju kokosowym. Pięknie pachnie zieloną herbatą. Od początku miałam problemy z kulką, ponieważ formuła dezodorantu w niższych temperaturach jakby zastyga (podobnie jak olej kokosowy, którego jest tu dużo) i nie da się wydobyć płynu, kulka nie chce się kręcić i nie ma mowy, aby posmarować nim skórę. W takiej sytuacji trzeba zawartość podgrzać np. na kaloryferze, ale jeśli o tym zapomnicie, a macie chłodną łazienkę nie ma rady - nie da się użyć i koniec. Latem oczywiście nie ma zwykle tego problemu. Za to działanie to... koszmar! Dezodorant mało, że nie działa, to wręcz pogarsza zapach potu - miałam wrażenie, że jeszcze bardziej nieprzyjemnie pachnę niż bez żadnego kosmetyku! Byłam z niego mega niezadowolona i wiem, że nie tylko ja. Na szczęście kupiłam go w promocji, normalnie kosztuje ok.13 zł, ale od jakiegoś czasu już ich nie widzę w Kontigo (może wycofali?). Oczywiście nie ma tu aluminium.

Skład: Aqua, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glycerin, Panthenol, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Zinc Ricinoleate, Aloe Barbadensis Extract, Glycyrrhiza Glabra Extract, Stearic Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Lauroyl Glutamate, Dehydroacetic Acid.

naturalny-dezodorant-kontigo

Naturalne szampony i odżywki do włosów, których nie polecam! 


Only Bio Szampon do włosów przetłuszczających się z biorafinowaną surfaktyną z rzepaku

Plastikowa tubka z korkiem na klik ułatwia używanie. Naturalny, ładny skład, aczkolwiek głównym detergentem jest SCS, więc produkt jest dosyć mocny. Formuła szamponu jest średnio lejąca i bardzo mocno pieniąca, więc szampon jest wydajny - wystarczy niewielka ilość. Posiada naturalny, delikatny zapach, przyjemny, choć trudny do określenia, nie przeszkadza podczas mycia włosów. Kosmetyk posiada certyfikaty ECOCERT i COSMOS NATURAL. Szampon kompletnie nie przedłuża świeżości włosów, już po jednym dniu są oklapnięte i wyglądają nieładnie. Poza tym spowodował u mnie łupież (sprawdzałam kilkukrotnie i za każdym razem potwierdzało się, że to jego sprawka). Czasem swędzi po nim skóra głowy. Z plusów warto zaznaczyć, że nie plącze włosów, łatwo się po nim rozczesują także bez odżywki (dla mnie to żadna pociecha, poniewaą i tak zawsze nakładam maskę). Kupiłam go w promocji w Kontigo za jakieś 14 zł, normalnie kosztuje 22 zł.

Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Coco-Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Sodium Surfactine, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glyceryl Oleate, Parfum, Citric Acid, Sodium Chloride, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Limonene, Linalool.

Krótko o składzie: bazą jest mocny detergent SCS oraz cocamidopropyl betaine (potrafi podrażniać lub przesuszać skórę), kolejnym detergentem jest biodegradowalna surfaktyna z rzepaku. Mamy tu też m.in. nawilżającą glicerynę, olej słonecznikowy, bezpieczne konserwanty i kilka składników kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny). Jest to prosty skład dość mocnego szamponu, 99% składników jest pochodzenia naturalnego.

naturalny-szampon-onlybio

Petal Fresh Szampon z granatem i jagodami Acai chroniący kolor włosów

Plastikowa butelka z wygodnym korkiem ułatwiają używanie. Etykieta jest ładna i trzeba przyznać, że bardzo trwała. Zapach szamponu jest przepiękny, owocowy, energetyczny, zdecydowanie umila mycie włosów.  PAO 36 miesięcy. Sam szampon jest średnio gęsty, co wpływa na jego dobrą wydajność. Niestety jest to kolejny szampon, który spowodował u mnie łupież, więc nie jestem z niego zadowolona. Nawet używany raz na jakiś czas, po każdym myciu powodował, że skóra głowy była przesuszona, łuszcząca. Włosy mył całkiem ok, choć nie zauważyłam, aby odświeżał na dłużej niż dzień. Trudno zauważyć działanie chroniące kolor włosów, pomimo że mam farbowane, choć mam wrażenie, że wolniej wypłukiwał się kolor i jakby rudział zamiast blednąć (farbuję na ciemne brązy). Kosztuje ok. 23 zł/335 ml.

Skład: Aqua (Water), Sodium Lauroyl Methyl Isethionate (Derived from Coconut), Betaine (Derived from Sugar Beets), Sodium Cocoyl Isethionate (Derived from Coconut Oil), Ammonium Cocoyl Isehtionate (Derived from Coconut Oil), Hydroxypropyl – cellulose (Derived from Cotton Fiber), *Punica Granatum (Pomegranate) Extract, *Euterpe Oleracea (Acai) Fruit Extract, Orbignya Oleifera (Babassu) Seed Oil, Tocopheryl Acetate (Vitamin E), Caprylic/Capric Triglyceride (Derived from Coconut Oil), Panthenol (Vitamin B5), Glycerin (Derived from Vegetable Oil), *Tussilago Faffara (Coltsfoot) Flower Extract, *Achillea Millefolium (Yarrow) Extract, *Equisetum Arvense (Horsetail) Extract, *Rosmariunus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, *Althea Officinalis (Marshmallow) Leaf Extract, *Chamomilla Recutita (Chamomile) Flower Extract, *Melissa Oficinalis (Lemon Balm) LeafExtract, *Thymus Vulgaris (Thyme) Extract, Polysorbate 20 (Derived from Coconut Oil), Citric Acid (Derived from Citrus Fruti), Dehydroacetic Acid (Derived from Cane Sugar), Ethylhexylglycerin (Derived from Vegetable Oil), Sodium Chloride (Derived from Salt), **Fragrance.
*Certyfikowane organiczne składniki.
**Zawiera naturalne kompozycje zapachowe.

Krótko o składzie: formuła oparta o naturalne detergenty z kokosa, o dość mocnym działaniu, szczególnie, że jest ich kilka. Jest kilka substancji nawilżających (betaina, gliceryna) i odżywiających włosy, cała masa roślinnych ekstraktów i witamin (B5, E), regulator pH i sól jako zagęstnik.



PS. Odżywka rozmaryn i mięta Petal Fresh jest bardzo fajna! Pachnie naturalnie rozmarynem, ziołowo, jest średnio gęsta, choć trochę słabo trzyma się włosów. Po zmyciu włosy lśnią, są miękkie i gładkie (po wysuszeniu zapachu już nie czuć). Podobno jest to odżywka zwiększająca objętość włosów, ale nie wiem jak miałoby to działać, skoro nakładam ją od połowy długości - w każdym bądź razie u mnie nie nadaje się na skórę głowy, za to na włosach czyni cuda i kupię ją ponownie. Mój mąż bardzo lubi jej zapach. Kosztuje ok. 23 zł/335 ml.

szampon-odzywka-petal-fresh

Babuszka Agafia Balsam do włosów z brzozą i pokrzywą

Receptury Babuszki Agafii Balsam numer 2 regenerujący


Kosmetyk, który funkcjonuje pod dwoma nazwami, w zależności od tłumaczenia. Jest to najrzadsza, najbardziej lejąca się odżywka do włosów, jaką w życiu miałam. Spływa z mokrych włosów i trzeba jej nałożyć naprawdę dużo, żeby w ogóle poczuć, że coś na nich jest. Dodatkowo butelka jest dość sztywna i ciemna, więc wydobycie balsamu pod koniec jest trudnym zadaniem, a nigdy nie wiadomo, ile jeszcze w środku zostało. Na włosach nie robi kompletnie nic, po prostu nie ma żadnego znaczenia czy odżywka ta była nakładana czy nie. Nie nawilża, nie regeneruje, nie nabłyszcza, ale i nie puszy włosów. Jedyne co mi się podobało to nieelektryzowanie się włosów - jak po większości balsamów/odżywek. Dzięki lekkości nie obciążą też włosów, więc można spróbować na mocno przetłuszczającej się czuprynie. Włosy obecnie mam średnioporowate, być może lepiej się sprawdzi przy niskoporowatych, które nie potrzebują dużego nawilżenia czy emolientów. Zużyłam całą butlę tylko dlatego, że nakładałam na ten balsam dodatkową, drugą maskę. Kupiłam go za ok. 12 zł, normalnie kosztuje od ok. 6,50 do nawet 18 zł/550 ml (ceny bardzo się wahają w zależności od sklepu). PAO 12 miesięcy.

Skład: Aqua with infusion of Pinus Siberica Bud (woda z naparem z syberyjskiego cedru), enriched by oils: Arctium Lappa (olej z łopianu), Geranium Maculatum (olej z bodziszka), Vaccinium Macrocarpon (olej z nasion żurawiny), Extracts: Pulmonaria officinalis (miodunka plamista), Calendula Officinalis (nagietek), Artemisia Absinthium (piołun), Melissa Officinalis (melisa), Panax Ginseng (korzeń żeń szenia), ‎Cetrimonium Chloride, Cetearyl Acid, Guar Gum, Ascorbic Acid (Wit. C), Panthenol (Wit. B5), White Beeswax (biały wosk pszczeli), Flower Wax (wosk kwiatowy), Tocopherol (Wit. E), Niacinamide (Wit.B3), Glucosamine, Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Bezyl Acid.

Krótko o składzie: fajnie, że balsam jest na bazie naparu, a nie samej wody. Dodatkowo zawiera cenne oleje (rzadziej spotykane) oraz całą masę ekstraktów roślinnych i witamin. Jest też substancja kondycjonująca włosy oraz bezpieczne konserwanty. Skład jest ładny i sensowny, ale zbyt "rozwodniony", aby dać widoczne rezultaty.

naturalna-odzywka-agafii

Cosnature Regenerująca odżywka do włosów z awokado i migdałami 

Skład jest ok. Opakowanie wygodne, z twardego plastiku, z korkiem na klik. Odżywka jest dosyć rzadka, potrafi spływać z włosów, choć i tak lepiej się trzyma niż powyższy balsam Babuszki Agafii. Nie widzę po niej jakiegoś niesamowitego działania na włosach, właściwie nie widzę żadnego, po prostu równie dobrze mogłabym nie nakładać niczego. Nie nabłyszcza, nie wygładza, nie dociąża. Przez swoją małą pojemność i konsystencję jest bardzo niewydajna, kończy się błyskawicznie. Dużo bardziej byłam zadowolona z szamponu z granatem tej marki. PAO 12 miesięcy. Odżywkę dostałam dwukrotnie, raz od marki, raz na spotkaniu blogerskim. Normalnie kosztuje ok. 20 zł/200 ml.

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Helianthus Annuus Seed Oil, Glyceryl Stearate, Lecithin, Sodium Cetearyl Sulfate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Persea Gratissima Oil, PCA Glyceryl Oleate, Olus Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Hydrolyzed Sweet Almond Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Xanthan Gum, Citric Acid, Parfum, Linalool, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Limonene, Sodium Benzoate.

Krótko o składzie: Sporo emolientów w postaci olei roślinnych w połączeniu z wodą, gliceryną i proteinami. Bezpieczne konserwanty i sporo składników kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny). Skład ładny, naturalny.

Zobacz też: Recenzje kosmetyków Cosnature

naturalna-odzywka-cosnature

EO Laboratorie Tonik do skóry tłustej głęboko oczyszczający

ECO Laboratorie Tonik oczyszczający z irysem do skóry problemowej


Tani tonik o całkiem ładnym składzie, ale... zawiera detergent, co samo w sobie mnie trochę zniechęca, ze względu na to, że toniku nie zmywamy ze skóry przez wiele godzin. Z związku z tym przez cały dzień lub całą noc narażamy cerę na "zbędne" działanie detergentu, co może powodować różne niekorzystne objawy (wypryski, podrażnienie, przesuszenie). Detergenty mają za zadanie usunąć zanieczyszczenia, a następnie najlepiej spłukać ich resztki wodą. Dodatkowo niesamowicie irytuje mnie zapach tego toniku, który jest bardzo sztuczny, bardzo mocny i przypomina tanie bazarowe perfumy. Nie jest to kompozycja, jaką chce się nakładać na skórę, jednak kwestia zapachów jest bardzo indywidualna i zapewne są osoby, którym się on spodoba. Mnie niestety "obrzydza" codziennie stosowanie toniku ECO Lab i, co tu dużo mówić, męczyłam go strasznie, więc nigdy więcej nie kupię. Mało tego tonik ten lubi zostawiać lepiącą się warstewkę na skórze, co mnie doprowadza do szału. Nie mogę też powiedzieć, abym zauważyła super działanie na skórze - ot, tonik, który doczyszcza i lekko przysusza ewentualne niedoskonałości. Pokuszę się też o stwierdzenie, że po kilkunastu dniach używania toniku moja cera bardziej się błyszczała, a nie wprowadzałam w tym czasie innych produktów. Kupiłam go w jakiejś super promocji za ok. 6 zł/200 ml (normalna cena ok. 10-12 zł).

Skład: Aqua, Glycerin, Sea Water, Organic Iris Extract, Organic Salvia Extract, Sodium Cocamphoacetate (roślinny detergent), Hydrolyzed Rice Protein, Lavandula Essential Oil, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sorbic Acid, Perfume.

Krótko o składzie: woda z gliceryną i solą (wodą morską) w połączeniu z roślinnymi ekstraktami rozpuszczalnymi w płynach. Do tego detergent i proteiny ryżu, olejek lawendowy, bezpieczne konserwanty i kompozycja zapachowa. Skład jest ok, nie ma tu nic potencjalnie niebezpiecznego, choć jak pisałam wyżej - tonik z detergentami nie jest dla każdego.

Tonik-eco-laboratorie

Evree Sugar Lips cukrowy peeling do ust pomarańczowy

Oczywiście nie jest to firma naturalna (nie damy się nabrać), ale skład tego peelingu jest w miarę ok (zawiera glikol). Za maleńki słoiczek zapłaciłam 15 zł. Peeling Evree pachnie bardzo sztucznie pomarańczowo, zapach jest zdecydowanie "doprawiony". W użyciu ten produkt jest irytujący. Przede wszystkim wchodzi pod paznokcie - zwykle mam półdługie - i trudno go stamtąd usunąć, ponieważ formuła jest tłusta i mocno trzyma skóry. Grzebanie w słoiczku jest też niehigieniczne. Na skórze wokół ust zostawia pomarańczową, obrzydliwie tłustą obwódkę, która mi się bardzo nie podoba i którą trudną zmyć. Samo działanie jest ok, zadowalające, ponieważ cukru jest sporo i faktycznie usta pozostają po nim gładkie i miękkie. Jednakże mając porównanie do pomadki z peelingiem Sylveco, która była dużo wygodniejsza, miała lepszy, w pełni naturalny skład i najlepsze działanie kompletnie nie porwał mnie maluszek od Evree. Wydajność też na plus Sylveco - wystarczała na dużo dłużej, a często kupuję ją za jedyne 5 zł (np. na tagrach kosmetycznych). Biorąc powyższe uważam, że peeling do ust Evree jest grubo przereklamowany i  niewart swojej ceny. Normalnie kosztuje od 9 do nawet 20 zł/10 ml (w zależności od sklepu).

Skład: Sucrose, Ricinus Communis Seed Oil, Hydrogenated Castor Oil, Copernicia Cerifera Cera, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Elaeis Guineensis Oil, Lanolin, Mangifera Indica Seed Butter, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Gardenia Taitensis Flower Extract, Tocopherol (Mixed), Beta- Sitosterol, Squalene, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Propylene Glycol, Hydrogenated Vegetable Glycerides Citrate, Parfum, Citral, Linalool, Limonene.

Krótko o składzie: na pierwszym miejscu cukier, który działa tu peelingująco. Następnie cała masa olei i emolientów, w tym bardzo tłusty olej rycynowy, woski i lanolina w sporej ilości. Jest też dość lekkie masło mango i znowu tłusty olej kokosowy. Całość dopełnia jeden ekstrakt roślinny i glikol propylenowy podejrzewany o wiele skórnych dolegliwości i umożliwianie wchłaniania substancji toksycznych wgłąb skóry, który nie ma prawa bytu w kosmetykach naturalnych (to nie jest oczywiście naturalny kosmetyk). Dużo składników kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny).

peeling-do-ust-evree

Iceveda Odświeżający ziołowy żel pod prysznic dla wszystkich typów skóry z płucnicą islandzką i amlą indyjską (zielony)

O Jeżu co za obrzydliwy zapach! Żel o pojemności 280 ml (PAO 12 miesięcy) męczyłam na raty chyba dwa miesiące! Plus za przezroczystą butelkę z wygodną pompką oraz zakup w niskiej cenie (bodajże za 4 czy 5 zł), ale ten zapach jest nie do zniesienia. Jeżeli kojarzycie pastę BHP albo inne tanie środki czystości, szczególnie używane na różnych budowach i w różnych dziwnych warsztatach samochodowych to jest właśnie to! Jeżeli marzycie, aby dziwnie pachnieć to jak najbardziej polecam.

Iceveda Relaksujący żel pod prysznic dla wszystkich typów skóry z brzozą północną i miodlą himalajską (turkusowy)

Tak samo wygodne, ładne opakowanie z pompką 280 ml (więc całkiem spore) i ten sam problem z zapachem. Tym razem mamy do czynienia z aromatem do złudzenia przypominającym a'la sosnową kostkę do toalety. Jest obrzydliwy i kompletnie nie pasuje do żelu pod prysznic.
Poza tym żele pod prysznic Iceveda zawierają duże ilości SCS, więc ich skład wcale nie zachwyca. Jest naturalny, ale jeśli szukacie łagodnych formuł to zły adres. Posiadają też barwniki. Z tej serii tylko jeden zapach jest dla mnie do zniesienia i na pewno napiszę o nim w zbiorczym poście na temat naturalnych żeli pod prysznic (fioletowy). Kosztują od 7 do 15 zł. Często swędziała mnie po nich skóra. Nie są to też żele dla wrażliwej skóry!

Przykładowy skład (tu żelu relaksującego): Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Azadirachta Indica Seed Oil, Betula Alba Juice*, Lavandula Angustifolia Oil*, Cananga Odorata Flower Oil*, Chamomilla Recutita Flower Water*, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Caramel, CI 19140, CI 42090, CI 42051, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Citronellol.
(*) - składniki organiczne pochodzące z upraw ekologicznych

Krótko o składzie: woda z mocnym detergentem (SCS), kolejne dwa detergenty, sól (zagęstnik, może przesuszać skórę), kilka cennych substancji roślinnych (oleje, ekstrakty, w tym olejki eteryczne z lawendy i ylang-ylang oraz olej z miodli), bezpieczne konserwanty, wiele substancji z kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny) oraz barwniki.

zel-pod-prysznic-rosyjski

Drogeryjne kity 2018 roku


W poprzednim roku sporadycznie używałam też kilku drogeryjnych kosmetyków, moja ciekawość często zwycięża :) Zdarza się też, że po prostu coś mi się akurat kończy i pierwsze co wpadnie mi w ręce jest mniej naturalne, ale akceptowalne po przeczytaniu składu. W ten sposób też poznałam kilka kitów, czyli kosmetyków, które kompletnie się nie sprawdziły. Oto one:

Dezodorant w kulce Isana Clear and Fresh Rossmann

Będąc w Rossmannie potrzebowałam czegoś na szybko, a jak czytaliście wyżej wiele dezodorantów naturalnych się u mnie nie sprawdziło. Chyba byłam już zmęczona i chciałam po prostu kupić cokolwiek, aby działało, nawet z gorszym składem. Dokładnie tak trafił do mnie dezodorant Isany w wersji niebrudzącej ubrań. Niestety dezodorant ten kompletnie nic nie robi, nie chroni przed nieprzyjemnym zapachem, a nawet miałam wrażenie, że wzmaga pocenie. Cena jest niska, dostępność bardzo dobra, kulka się nie zacina, a zapach przyjemny - to jedyne zalety, jakie zauważyłam. Kosztował jakieś 3 czy 4 zł.

Pollena Eva SEB OFF Przeciwzmarszczkowo - matujący krem na dzień polecany do skóry tłustej mieszanej z niedoskonałościami 

Dostałam go na konferencji dla blogerów. Krem zawiera moją ulubioną witaminę PP (czyli B3, niacynamid), alfa-bisabolol, olej z pestek winogron, betainę, mocznik, aloes i jest hipoalergiczny. Posiadał kartonik. Wygodne plastikowe opakowanie z pompką typu air less, moje ulubione, bardzo higieniczne - ogromny plus. Krem matujący ma fajną konsystencję, szybko się rozprowadza i od razu daje efekt matu. Muszę przyznać, że faktycznie jest to krem matujący i to na dłużej! Idealnie nadaje się pod makijaż, nie tłuści, nie roluje się, właściwie można od razu nakładać na niego podkład o dowolnej formule (od płynnego fluidu po sypkie minerały). Zdecydowanie przedłuża trwałość makijażu, szczególnie na cerze tłustej. Pachnie delikatnie, choć sztucznie. Niestety skład nie powala. Otworzyłam go po rozbiciu kremu marki Biolonica z komórkami macierzystymi (po tygodniu rozwaliła się pompka i nic się nie dało z tym zrobić, a potrzebowałam czegoś "na już"). Niestety stwierdziłam, że mimo początkowego zadowolenia, mniej więcej po około miesiącu stosowania kremu tylko na dzień i dobrym zmywaniu go wieczorem, produkt "zapchał" pory. Konkretnie pojawiły się liczne zaskórniki otwarte, czyli tak zwane czarne kropki i to w najdziwniejszych miejscach, w których nigdy wcześniej ich nie miałam! Obecnie z nimi walczę i wierzcie mi, nie jestem z tego powodu szczęśliwa ;) Krem Eva SEB OFF był jedynym, który w tym czasie wprowadzałam jako nowość dlatego jestem pewna, że właśnie on jest winowajcą. Nadal go stosuję, ale sporadycznie, bo szkoda mi wyrzucać kosmetyku, skoro tak dobrze matuje, ale jestem co do niego ostrożniejsza. Kosztuje ok. 28 zł/50 ml. Pollena Eva to nasza polska marka, która szybko się rozwija.


Norel Dr Wilsz Serum napinające żurawinowe

Serum bardzo polecane i zachwalane przez blogerki, więc musiałam sprawdzić. Posiada piękną, szklaną buteleczkę z pompką. Pompka potrafi się zacinać, ale być może nie jest to norma i tylko mi trafił się felerny egzemplarz, zresztą nie jest to częste. Mam uwagę też do napisów na buteleczce, które się zwyczajnie ścierają podczas używania, natomiast sreberko wokół pompki pęka - szkoda, bo wygląda to brzydko i nie chce się takiego kosmetyku trzymać na wierzchu. Początkowo jednak szklane opakowanie wyglądało luksusowo i elegancko. Samo serum jest żelowe i posiada jasno różowy odcień. Pachnie ślicznie, owocowo, jakby żurawiną i całkiem dobrze się rozprowadza. Na skórze pozostawia wyczuwalną, trochę lepką powłoczkę, która niespecjalnie przypadła mi do gustu i ze względu na nią używałam serum Norel głównie na noc. Powłoczka lekko ściąga skórę, co nie jest bardzo nieprzyjemne, ale w wyglądzie skóry niczego nie zmienia - nie widzę działania napinającego. Niestety po dwóch miesiącach stosowania muszę z przykrością stwierdzić, że kosmetyk po prostu nie robi nic specjalnego. Nie nawilża, nie napina skóry ani nie odżywia.  Być może lepiej sobie radzi z cerą suchą czy dojrzałą, natomiast na mojej tłustej niczego nie zdziałał. Biorąc pod uwagę cenę od 60 do 85 zł/30 ml jest po prostu drogie jak na takie działanie. Plus za polską markę, wśród której odkryłam półtorej roku temu genialny (nienaturalny, ale z akceptowalnym składem) krem z kwasem migdałowym, do którego na pewno jeszcze wrócę. Mają też bardzo przyjemny, delikatny peeling enzymatyczny i witaminowy krem pod oczy, więc samą markę całkiem lubię.

ujedrniajace-serum-do-twarzy-norel

Efektima peelingi do ciała

Jakiś czas temu te peelingi były nowością. Zacznę od najlepszego z tego trio, czyli peelingu kokosowego pojędrniającego. Kokosowy, a jednak wcale nie pachnie kokosem, powiedziałabym, że wręcz śmierdzi i to mimo kompozycji zapachowej w składzie. Czym? Trudno powiedzieć, najbliżej mu do pasty do butów, w każdym bądź razie nie pachnie ładnie. Peeling kokosowy jest najmocniej działającym produktem ze zdjęcia poniżej. Zawiera olej kokosowy, korund i zmielone skorupy orzecha kokosowego, które robią tutaj za ścierniwo. Niestety zawiera konserwanty, które minimalizuję w kosmetykach czyli phenoxyethanol i pochodną formaldehydu (dmdm hydantoin - tego całkiem unikam). Nie mogę odmówić mu jednak działania. Drobinki fajnie peelingują i jest ich całkiem sporo, natomiast kosmetyk pozostawia na skórze parafinową, tłustą warstwę, która jest nieprzyjemna.

Peeling algowy antycellulitowy z zieloną herbatą - również jest to peeling korundowy, ale zawiera dodatkowe naturalne drobinki peelingujące z alg. Zapach jest przedziwny i dla mojego nosa nieprzyjemny - kojarzy mi się z brudną gąbką :D Sam wygląd kosmetyku lekko mnie odstręcza przez swój sztuczny zielony kolor, trochę jakby perłowy, ale wiem, że może się to też podobać. Konsystencja jest średnio gęsta, z widocznymi drobinkami. Powiedzmy, że zielony peeling jest średnio mocny i posiada średnie działanie nawilżające. Na szczęście nie zostawia żadnej warstwy, szybko i łatwo się spłukuje, ale i dość słabo peenguje, więc nie nadaje się dla osób lubiących porządny masaż.

Peeling węglowy Efekt Detox z pyłem wulkanicznym - produkt na bazie glinki i parafiny, również korundowy. Zawiera czarny barwnik oraz pył wulkaniczny, a także kiepskie konserwanty. Wersja węglowa pachnie przyjemnie, jakby zieloną herbatą. Konsystencja szarej, gęstej pasty, ale działanie jest już baaardzo słabe. Po pierwsze brudzi całą łazienkę, ponieważ pasta podczas masowania skóry spływa i brudzi wszystko dookoła. Po drugie - korundu jest tak mało, że praktycznie kosmetyk nie ma działania peelingującego. Oczywiście można go zostawić na skórze jak maskę i spróbować "oddetoksykować" skórę (cokolwiek to miałoby znaczyć), ale nie wyobrażam sobie tego. Dla mnie to dość słaby produkt, którego działania w ogóle nie widzę, a jeszcze muszę po nim sprzatać. Na skórze nie pozostawia tłustej warstwy, ale trzeba go dłużej spłukiwać ze względu na kolor.

peelingi-do-ciala-efektima

Poniżej jeszcze konsystencja wszystkich trzech peelingów Efektimy.


Tak oto się prezentują kosmetyki, które wyjątkowo słabo zapadły mi w pamięci w 2018 roku. Znacie któryś z nich? Jakie kosmetyki Wy nazywacie kitami? Podzielcie się w komentarzu, chętnie przeczytam :)

Kosmetyki naturalne na zimę / Blogmas

Kosmetyki naturalne towarzyszą mi od wielu lat. Zaczynałam od gotowców np. Sylveco oraz olei 100%, żelu hialuronowego, glinek i półproduktów, z których sama tworzyłam swoje przepisy. Do tej pory na blogu możecie znaleźć kilka fajnych przepisów na peelingi, kremy do twarzy czy sera - wszystkie opracowane i przetestowane przeze mnie, także polecam. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać sprawdzone kosmetyki naturalne, które są idealne dla cery mieszanej i naczynkowej, włosów średnioporowatych i normalnej skóry ciała w trudnym okresie zimy.


olej-do-cery-tlustej-mieszanej

Najlepsze oleje do cery mieszanej i tłustej

Olej konopny 

Genialny emolient, który nie zapycha nawet tłustej skóry. Szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy, a mimo to tworzy skuteczną okluzję, dzięki której nałożone pod olej humektanty (np. żel hialuronowy, żel aloesowy, hydrolat) lepiej się wchłaniają i nie odwadniają skóry. Dodatkowo dostarcza cennych witamin, głównie E, A, K oraz z grupy B, a także minerałów: wapnia, cynku, forforu i magnezu, które wzmacniają skórę i uelastyczniają ją, dzięki czemu dłużej zachowuje jędrność i nawilżenie.

Olej z pestek śliwki 

Obok oleju z pestek truskawki, granatu czy malin jest ważnym sprzymierzeńcem, jeśli chcemy już walczyć z oznakami starzenia. Jest to kolejny lekki i szybko wchłaniający się olej, nie pozostawiający tłustej warstwy. Odbudowuje płaszcz lipidowy na skórze suchej lub nadmiernie odtłuszczanej choćby żelem do mycia, a dzięki dużej zawartości antyoksydantów chroni skórę przed negatywnym wpływem czynników zewnętrznych. Dodatkowo reguluje nadmierne wydzielanie sebum, przez co zmniejsza ilość niedoskonałości skóry. Jest doskonałym olejem do receptur przeciwzmarszczkowych oraz kremów pod oczy lub do paznokci.

Olej jojoba 

Najbardziej uniwersalny olej jaki znam. Niestety trzeba go dobrze poznać, ponieważ niektóre cery potrafi zapychać. Jest dość tani i nadaje się dosłownie do każdego kosmetyki, serum, peelingu, masażu, do skóry, włosów. Dość szybko się wchłania, u mnie reguluje wydzielanie sebum.

Jak używać oleju do twarzy?

Oleju nie nakładamy bezpośrednio na suchą skórę, inaczej zafundujemy sobie odwodnienie i przesuszenie. Pamiętajmy, że olej nie nawilża bezpośrednio, jest emolientem - tworzy warstwę okluzyjną na skórze, przez którą nie odparuje woda, a więc zostanie ona w skórze. Dodatkowo dostarcza cennych witamin, minerałów i innych związków, potrafi regulować sebum - jeśli jest dobrze dobrany do potrzeb i składu sebum wydzielanego przez naszą skórę będzie sprzymierzeńcem i na pewno nas nie zapcha. Olej stosują głównie w pielęgnacji wieczornej. Na dobrze oczyszczonej skórze (nota bene olejkiem lub mieszanką olei oraz pianką/żelem czyli dwuetapowo) rozpylam hydrolat (obecnie mieszankę lawendowego i oczarowego) i na jeszcze wilgotną nakładam żel aloesowy, a na koniec dopiero olej. Jeśli uważam, że muszę dodatkowo nawilżyć skórę po hydrolacie stosuję multiesencję Bielendy z kwasami, a przed olejem lekki krem, zawierający jak najwięcej substancji nawilżających (lub koreański toner). Sekretem w stosowaniu olei jest jego jakość oraz ilość - na pokrycie całej twarzy, szyi i dekoltu wystarczy kilka kropelek!


Czerwona glinka jako maseczka na naczynka

Glinki lubię, o zasadach ich stosowania pisałam już przy okazji innych rodzajów glinek (podlinkuję niżej). Czerwona glinka ładnie uspokaja naczynka, lekko rozjaśnia i sprawia, że czerwień mniej się uwidacznia np. przy ciągłych zmianach temperatur w zimie: w domu suche powietrze z kaloryferów, na zewnątrz mróz i wilgoć, w pracy czy w autobusie gorąco, a potem znów mróz. Takie ciągłe zmiany źle wpływają na kruche, delikatne naczynka, skóra się czerwieni, a nie jest to pożądany efekt.


naturalne-kosmetyki-z-rossmanna

Alterra z Rossmanna

Kosmetyki odkryłam jakiś czas temu, są tanie i mają całkiem bezpieczne składy. Marka Alterra towarzyszy mi najczęściej przy oczyszczaniu ciała (łagodne żele pod prysznic) oraz twarzy (pokazane na zdjęciu tonik i płyn micelarny), a także podczas pielęgnacji włosów - u mnie sprawdziła się seria z granatem. Produkty są łatwo dostępne, niedrogie, pięknie pachną.

Zimowe kosmetyki diy

Nadal bardzo lubię robić kosmetyki sama, choć z braku czasu stawiam na bardzo proste składy. Powyżej oczyszczający żel z czarnym węglem (soda oczyszczona, węgiel, woda) i bardzo prosta odżywka do brwi na bazie oleju rycynowego - oba zrobiłam na ciekawych warsztatach w ubiegły weekend. Poniżej peeling piernikowy do ciała (cukier trzcinowy, masło shea, przyprawa do piernika). Polecam takie zabawy na długie, nudne wieczory :)


naturalne-organique

Organique to kosmetyki wyróżniające się zapachami, ale składy trzeba bezwzględnie czytać. Widoczny powyżej peeling do ciała to jeden z moich ulubionych - świetnie złuszcza martwy naskórek dzięki cukrowi w składzie, a jednocześnie natłuszcza skórę (masło shea), więc można zapomnieć o balsamie. Ładnie, delikatnie pachnie i jest wydajny. Marka posiada także ciekawe produkty, których na rynku nie ma. Przykładowo serum do ciała, czyli bardzo lekki, szybko wchłaniający się balsam. Nie pozostawia tłustej warstwy, choć przez chwilę się lepi. Posiada delikatny zapach - trochę mleczny, trochę owocowy, trudny do zdefiniowania. Zwiększa nawilżenie skóry, co w zimie jest szczególnie istotne. Można na niego dodatkowo nałożyć warstwę kolejnego balsamu lub masła, a serum potraktować jak humektant.

olej-z-pestek-moreli

Vianek odżywczy szampon i olejek do włosów

Moje włosy w ostatnich miesiącach zmieniły się zasadniczo z niskoporowatych na średnioporowate (efekt częstszego używania prostownicy). Mimo to nadal zdecydowanie służy im olej z pestek moreli, który jest mniej tłusty od oleju kokosowego, rycynowego czy masła shea, a zdecydowanie lepiej nawilża niż jojoba czy lniany. Pomarańczowa seria Vianka cudownie pachnie, owocowo, energetycznie i pozytywnie. Odznacza się oczywiście naturalnym, łagodnym składem. Szampon nie plącze moich włosów, nie puszy ich i dobrze domywa, natomiast olejek sprawia, że są gładsze, błyszczące, nie elektryzują się i wyglądają zdrowiej.


Olej z pestek moreli Oil for Life

Olej 100%, którego używam na włosy solo lub wykorzystuję do zabezpieczania końcówek własnym serum diy. Dobrze się wypłukuje, nie jest bardzo tłusty, a pozostawia włosy ładnie nabłyszczone, "scalone", gładkie, miękkie i dobrze się układające. To najlepszy olej do włosów jaki kiedykolwiek miałam.


kosmetyki-naturalne-biolove

Biolove, Naturalne kosmetyki z Kontigo

Po prostu uwielbiam za naturalne składy, piękne zapachy i świetne działanie! Żele pod prysznic może są trochę bardziej lejące niż drogeryjne, ale nie swędzi po nich skóra i cudownie pachną. Musy do ciała to mój hit - lekkie, napowietrzone masło shea dobrze natłuszcza skórę, wzmacnia ją i chroni przed zimnem i przesuszeniem. Jeśli nie lubicie tłustej warstewki polecam lotiony w atomizerze - momentalnie się wchłaniają, nawilżają i nadają ciału przyjemnego zapachu.

Pomadki Sylveco, peeling do ust Evree

Zimą usta łatwiej pierzchną, pękają i pieką, dlatego nie ruszam się z domu bez ochronnej pomadki. Szczególnie uwielbiam balsamy ochronne Sylveco, choć niekwestionowanym królem nadal jest peeling z cukrem trzcinowym. Zużyłam już chyba 7 opakowań! Zachęcona pozytywnymi recenzjami kupiłam także peeling do ust w słoiczku od Evree - nie jest zły, skład jest ok, ale jest niewygodny w stosowaniu, niewydajny i mniej higieniczny, więc kolejnego nie kupię. Wykonując peelingi ust regularnie sprawiamy, że wargi lepiej przyjmą balsam ochronny i będą mniej wrażliwe na zimno.


Naturalna wcierka na wypadające włosy

W okresie jesieni/zimy włosy narażone są na zwiększone wypadanie. W zeszłym roku straciłam sporo włosów w tym okresie, dlatego późnym latem zaczęłam wzmacniać skórę głowy wcierką z Apteczki Agafii. I wiecie co? Nie zauważyłam, aby włosy wypadały mi tak jak rok temu! Może nie wyrosło ich dwa razy więcej, ale nie liczyłam na taki efekt, wystarczy, że nie "uciekło" to co mam. Jestem bardzo zadowolona z tego produktu i na pewno doczeka się recenzji.

FitoKosmetik krem do rąk

Zima to trudny okres także dla naszych dłoni, są najbardziej narażone na niskie temperatury. Stawiam na częstsze kremowanie, na noc używam masła shea, czasem śpię w bawełnianych rękawiczkach. W ciągu dnia preferuję lżejsze kremy, które szybko się wchłaniają, nawilżają i ładnie pachną. Taki właśnie jest krem Fitokosmetik, który dostałam od Stazyjki :*


naturalne-kosmetyki

Dzisiejszy wpis to ostatni z serii postów tematycznych dotyczących Świąt. Zapraszam Was serdecznie również do:

A jak wygląda Wasza pielęgnacja zimowa? Stawiacie na inne kosmetyki niż latem czy używacie podobnych przez cały rok?

Wykończeni styczeń-luty

Jak szybko mijają dni... Chyba nie muszę nikogo o tym przekonywać? Jednak mi umykają nawet całe miesiące! Jeszcze niedawno były Święta, Sylwester, a dziś kończy się luty? Jak? Kiedy? Gdzie?? Czasem trudno uwierzyć, że czas jest stały i nie przyspiesza cichcem jak tylko się odwrócę... I tylko puste opakowania przypominają o kosmetykach, które już były, ale się zużyły... 


Sylveco, Lipowy płyn micelarny: nie będę się rozpisywać: kocham! Druga zużyta butelka i na pewno nie ostatnia. Pisałam o nim, uwielbiam i na pewno kupię jeszcze nie raz.

DLA, Niszcz pryszcz, Krem na noc: genialny, nietłusty krem o wspaniałym składzie i ziołowym zapachu. Świetnie wpływa na tłustą cerę, nawilża, nie zapycha, nie uczula. Posiada pompkę typu airless i jest niesamowicie wydajny! Pisałam recenzję, jeszcze kupię.

Skin Chemists, Krem z retinolem: bardzo dobry krem, lekki, rozświetlający cerę. Nie ma za dużo retinolu w składzie, więc świetnie nadaje się do rozpoczęcia przygody z tym składnikiem, jak było u mnie. Teraz wiem, że moja cera bardzo się z retinolem lubi, a sam krem uelastycznia skórę i niweluje w ten sposób widoczność zmarszczek. Pisałam o nim, lubię, ale ze względu na wysoką cenę poszukuję zamiennika.

Avon, Maseczka turecka oraz oczyszczająca: gotowe maski na bazie glinek, całkiem skuteczne, na pewno wygodne w użyciu. Składy nie powalają, zwłaszcza, że jestem fanką glinek, ale raz na jakiś czas nie zaszkodzą. Będzie post.


Ziaja, Liście Manuka, Pasta oczyszczająca: druga tubka pasty, którą najczęściej traktuję jak peeling. Dobrze wygładza, usuwa suche skórki, ale lepiej nie przesadzać z częstotliwością jej stosowania, gdyż potrafi przesuszyć. Raz w tygodniu w zupełności wystarcza. Pisałam o niej, lubię, mam kolejna tubkę.

Sylveco, Oczyszczający peeling do twarzy: drobinki korundu są drobne, ale bardzo ostre, więc skutecznie usuwają martwy naskórek, pozostawiając skórę miękką i odświeżoną. Pozostałe składniki, w tym skrzyp polny, dobrze wpływają na tłustą skórę, a przy tym nie zapychają. Pisałam, lubię, na pewno jeszcze kupię.

Skin79, Maska w płachcie wybielająca: fajnie zwęża pory i odświeża, niestety trochę mnie podrażniła, przez cały czas trzymania jej na skórze łzawiły mi oczy. Z tego względu na pewno już jej nie kupię, ale jestem ciekawa innych wersji! Pisałam o niej.

Próbki: Sylveco i Biolaven lubię, Biolaven pełną wersję mam już w zapasach :) Go Cranberry zaciekawił mnie, ale póki co z zakupem się wstrzymam, natomiast jej wersji Bandi nie kupię na pewno - krem mnie podrażnił i trochę mnie po nim wysypało, więc mojej skórze się nie spodobał.


Sukin, Woda micelarna: bardzo ciekawy kosmetyk prosto z Australii. Posiada interesujący zapach, wanilinowy, pierwszy raz się z takim spotkałam przy demakijażu. Poza tym świetnie sobie radzi z make upem. Będzie recenzja.

Iwostin, 40+, Krem pod oczy liftingujący: bardzo mi się spodobał, dobrze się spisywał zarówno na noc jak i na dzień. Lekki, ale skuteczny. Rozjaśnia cienie, zmniejsza widoczność zmarszczek, nie szkodzi oczom. Pisałam o nim.

T'e'N, Krem liftingujący: bardzo ciekawy kremik o delikatnym zapachu i przyjemnej konsystencji. Zużyłam go na szyję i dekolt, a skóra po nim była miękka, nawilżona i ujędrniona. Pełnej wersji raczej nie kupię, bo jest trudno dostępny.


Kobo,  Ideal Volume, Tusz do rzęs: cudo, cudo, cudo! Do tej pory nie lubiłam silikonowych szczotek, ale ta jest idealna! Świetnie rozczesywał i podkreślał rzęsy, a przy tym dawał wystarczający, a nie karykaturalny wygląd. Dzięki niemu rzęsy wyglądały pięknie, ale nie sztucznie. Na 100% kupię, post też będzie.

Manhattan, Supersize, Podrubiający tusz do rzęs: bardzo fajny tusz z mega grubą szczotką. Fajnie podkreśla rzęsy, choć czasem przy dwóch warstwach potrafi tworzyć grudki, trzeba się trochę nauczyć go używać. Za to jest tani i łatwo dostępny. Pisałam o nim, może kupię.

Avon, Waniliowy balsam do ust: malutki, bardzo wygodnie się go nosi ze sobą w kieszeni czy torebce. zapach jest delikatny, wydaje się naturalny. Balsam na ustach jest lekki, ale zabezpiecza je przed słońcem czy mrozem. Kolejne moje opakowanie, może jeszcze kiedyś kupię.

Avon, Wysuwana kredka do oczu: kocham je wszystkie! Mam mnóstwo kolorów i bardzo je lubię, są miękkie, łatwo się nimi rysuje kreskę, a przy tym dają ładny efekt rozświetlonego spojrzenia. Więcej napiszę w  planowanym poście zbiorczym nt. moich kredek do oczu :) Mam następne!

Lovely, Wysuwana kredka z gąbeczką: tej kredki nie polubiłam od razu, bo kreski nią zrobione nie utrzymywały się na mojej powiece nawet przez godzinę... Gąbeczka też jest zbyt twarda, aby ładnie rozmazać kredkę, więc już miałam ją spisać na straty, gdy w geście ostatniej szansy użyłam jej jako ołówka do brwi.. I to był strzał w dziesiątkę! Brązowo-szary odcień ładnie się wtapiał w moje włoski, podkreślał i, o dziwo, trzymał się do wieczora. Będzie we wspomnianym kredkowym poście, może jeszcze kiedyś kupię.


Ziaja Med,  Szampon przeciwłupieżowy: miętowy zapach fajnie umilał prysznic, a używałam go sporadycznie. Testując dużo nowych kosmetyków do włosów czasem dostaję łupieżu i wtedy mnie ratował. Dobrze się pieni i myje włosy, nie powoduje przesuszenia ani przetłuszczenia skalpu. Pisałam o nim.

Seboradin, Szampon i maska: bardzo zgrany duet, który pomógł mi w walce z wypadającymi włosami na jesieni. Komórki macierzyste i wiele ciekawych ekstraktów, zwłaszcza w masce, wzmocniły włosy i skórę głowy, przez co problem się zmniejszył i to zdecydowanie! Na efekty czekałam ok. miesiąca, wiadomo, że mało co działa od razu, ale opłacało się. Pisałam o nich, może kupię.

got2b, Lakier do włosów Volumania: zużył go mój mąż, bo ja w ramach walki z wypadaniem zrezygnowałam prawie całkowicie ze stylizacji. Posiada ciekawy zapach, jak dla mnie sztucznej maliny. Działanie ma średnie - bardzo zlepia włosy, tworząc z nich skorupę, przynajmniej rozpylany nad krótką, męską fryzurą. Nie kupimy.


Greenland, Żel pod prysznic w piance: fajny pomysł na umilenie sobie prysznica! Delikatny zapach, otulający zmysły, choć krótkotrwały i dobre działanie myjące, skład oparty o SLES. jako odskocznia od codzienności świetny! Pisałam o nim, jak spotkam w dobrej cenie kupię.

Biolaven, Żel myjący do ciała: winogronowy zapach, dobre pienienie i działanie, a przy tym nie wysusza skóry. Czego chcieć więcej? Aha i skład delikatny, bez SLS. Kupię i pisałam o nim.

CD, Cytrynowy żel pod prysznic: mój ulubieniec na siłownię! Fajny zapach, bardzo orzeźwiający, gęsta konsystencja. Dobrze się pieni i myje. Skład oparty na SLS, więc jeśli ten składnik nie wysusza Wam skóry polecam. Będzie post.

Evree, Olejek do ciała: fajny produkt, choć zdecydowanie lepiej się u mnie spisywał nakładany od razu na wilgotną skórę po prysznicu. Trochę natłuszcza skórę, nawilża, odżywia. Pisałam, może kupię.


DLA, Krem do rąk: świetnie nawilżający bez uczucia lepkości czy tłustych rąk krem. Skład przyjemny, ale niestety nie przypadł mi do gustu jego zapach. Dla takiego działania przymykałam jednak oko, a zużywałam go głównie na noc, bo szkoda mi było go zmywać w ciągu dnia. Jest mega wydajny. Pisałam o nim, chętnie jeszcze kupię.

Green Pharmacy, Krem do stóp ochronny: bardzo fajny, świetnie się wchłania i nawilża stopy. Ma działanie ochronne, więc kupiłam go, by chronić się przed ewentualnym zarażeniem się grzybicą w saunie czy na siłowni. Wzmacnia skórę i jej zdolność do obrony przed infekcjami. Pisałam, kupię.

Loko-Kolor, Zmywacz do paznokci: kolejna buteleczka taniutkiego zmywacza, który uwielbiam. ładnie pachnie, nie niszczy paznokci i dobrze zmywa. Mam kolejną butelkę.


Zazwyczaj podaję linki do recenzowanych już produktów, ale myślę, że łatwo je znaleźć używając etykiet na dole :)

Przypominam też o konkursie, w którym do wygrania jest zestaw świeczek. Zostały tylko 3 dni na zgłoszenie się, wystarczy kliknąć w baner.

http://cosmeticosmos.blogspot.com/2016/02/konkurs-wygraj-swiece-bispol.html

Znacie coś z mojego denka? Jak tam wasze zużycia?

Evree: Regenerujące serum do stóp

W to lato dałam swoim stopom niezły wycisk. Musiały radzić sobie zarówno z nadmorskim piaskiem i słoną wodą, jak i trudnymi warunkami panującymi w bucie przy 35 stopniowych upałach podczas górskich wędrówek. Przyznaję, łatwo nie miały. Niestety, wymagają teraz szczególnej mojej troski, dlatego pełna entuzjazmu w połowie urlopu otworzyłam Serum do stóp marki Evree i wzięłam się za testy. Wydawało mi się, że serum lepiej sobie poradzi niż zwykły krem. Czy słusznie?

Evree, Max Repair, Regenerujące serum do stóp


Serum kupimy w małej, zgrabnej tubce w nietypowym według mnie kolorze - czerwonym z elementami turkusu. Tubka jest naprawdę niewielka i zawiera zaledwie 50ml serum, czyli tyle ile zazwyczaj mają kremy do twarzy. Kosztuje ok. 9zł/50ml.


Korek na klik otwiera się bez zarzutu, szybko i łatwo, więc aplikacja jest przyjemna. Miękki plastik, z którego wyprodukowano tubkę, ułatwia wyciśnięcie kosmetyku niemalże do ostatniej kropli. Zauważyłam jednak, że serum lekko przysycha przy korku.


Na opakowaniu maleńką czcionką producent snuje swe opowieści, zachęcając nas, konsumentki, do zakupu. Tak więc oto niesamowita formuła odmłodzi nasze stopy oraz ujędrni i zregeneruje skórę. Ponadto stopy zostaną nawilżone na długo, a zrogowaciały naskórek zmiękczony. Czyżby?


Skład: całkiem niezły. Przede wszystkim już na drugim miejscu znalazł się mocznik (Urea), który doskonale zmiękcza i nawilża. Dość wysoko jest także olej Canola, który ma działanie przeciwzapalne i ochronne. Mniej więcej w środku jest olej arganowy (regeneruje, natłuszcza, ujędrnia), panthenol oraz alantoina. Szczegóły powyżej.


Serum ma barwę białą i bardzo delikatny zapach, lekko kwiatowy, najbliżej mu chyba do bzu. Podczas aplikacji w ogóle jest niewyczuwalny. Konsystencja jest lekko żelowa, bardzo dobrze się rozprowadza i wchłania, nie pozostawiając lepkiej warstwy, co jest na plus. Przy nałożeniu zbyt dużej ilości stopy dłuższą chwilę są tłuste, warto mieć to na uwadze.


Początkowo nakładałam go w normalnej ilości na noc i przyznam szczerze, że nie byłam zachwycona działaniem. W pierwszych minutach stopy wydawały się nawilżone, dobrze natłuszczone i miękkie, ale to miłe uczucie szybko przemijało. Po mniej więcej 30 minutach od aplikacji odczuwałam nieprzyjemne wrażenie suchości skóry, zupełnie jakby stopy żywcem były mumifikowane. Jakby tego było mało, serum brudziło mi prześcieradło (mam, a jakże, niebieskie i wyraźnie widziałam na nim dwa białe, rozmazane ślady w miejscu, do którego dotykają stopy). Sytuacja powtarzała się za każdym razem po aplikacji serum.

Postanowiłam mimo to przemęczyć się z Evree przed otwarciem kolejnej tubki kremu. Zaczęłam jednak stosować owo serum ostrożnie i w bardzo małej ilości, co drugi - trzeci dzień. Wtedy było o wiele lepiej. Nie odczuwam już przesuszenia, ale lekkie nawilżenie i natłuszczenie stóp. Serum nie zostawia bardzo tłustej warstwy, mimo to najlepiej stosować je na noc, gdyż łatwo przedobrzyć z ilością (wtedy patrz wyżej). Stopy są zmiękczone, choć nie zauważyłam długotrwałego efektu. Być może moje są już na takim etapie, że potrzebują gruntownej pielęgnacji.

Tak czy owak polecam osobom, które nie mają problemów z nadmiernie zrogowaciałą skórą. Warto jednak stosować je w ilości dosłownie wielkości ziarna grochu na jedną stopę, co drugi dzień. Wtedy wydajność nawet tak małej tubki jest zadowalająca.

W zapasach mam jeszcze krem do stóp i peeling Evree, żywię więc nadzieję, że obędzie się bez przygód. Tego serum miałam dwie tubki, jedna poleciała sobie do Mineralnej Kasi, mam nadzieję, że jej się spodoba :)

Znacie ich produkty do stóp?

Evree, Power Fruit, Dwufazowy olejek do ciała

Wiem, że ostatnio wszędzie jest pełno informacji o olejkach i olejach, ale ja też muszę wtrącić swoje trzy grosze :) Lubię i oleje i olejki, fajnie się sprawdzają na mojej skórze, ale... No właśnie, jest ale i to duże, bo wszystko zależy od składu. Wbrew pozorom i dość powszechnej opinii jednak 

olej i olejek to nie to samo.

Czym się różni olej i olejek?

Olej to ciekły tłuszcz, najlepiej tłoczony na zimno z różnych części roślin, bez żadnych domieszek. Może pochodzić z tłoczenia pestek, nasion, owoców itp. Przykładem może być olej arganowy, olej z pestek malin, olej abisyński.

Olejek to mieszanina różnych olejów z dowolnymi substancjami kosmetycznymi także np. z parafiną. Ostatnio wszędzie czytam o "olejku kokosowym"  czy "olejku arganowym" i przyznam, że nie do końca ufam takim opiniom. Dzisiejszy bohater to właśnie przykład olejku czyli mieszaniny.

Często olejkami nazywamy także olejki zapachowe lub eteryczne (ciekłe i pachnące substancje otrzymywane z roślin np. cytrusów).

No dobra, skoro już się powymądrzałam biorę się za recenzję :)

Evree, Power Fruit, Dwufazowy olejek do ciałaNawilżająca specjalistyczna kuracja do wszystkich rodzajów skóry



Olejek kupimy w kartoniku, który oczywiście jest ze dwa razy za duży w stosunku do butelki. Nie znoszę, kiedy producenci tak robią. Jest za wysoki i zdecydowanie zbyt szeroki, co ma za zadanie stwarzać przy zakupie wrażenie, że jest go więcej. Dla mnie takie działania są niedopuszczalne. Samego olejku mamy zaledwie 100 ml, czyli niewiele. Kosztuje ok. 28 zł.


Producent obiecuje głębokie i długotrwałe nawilżenie, odżywienie, odprężenie, sprężystą i gładką niczym jedwab skórę. Wydajną i innowacyjną formułę - akurat tu go poniosło, bo dwufazowa formuła żadną innowacją nie jest :)


Skład: bazą jest olej migdałowy, następnie mamy wodę i trójglicerydy (emolient tłusty, na skórze tworzy film, zmiękcza, natłuszcza, konserwuje, może być komedogenny), zaraz po nim olej winogronowy, olej awokado, olej sezamowy, gliceryna, olej z pestek malin (mój ulubiony!), olej jojoba, kwas hialuronowy, witamina E, konserwanty, sól, konserwant, syntetyczny przeciwutleniacz, kompozycja zapachowa oraz poszczególne jej składniki.


Formuła jest dwufazowa. Na stronie internetowej producent zapewnia, że górna warstwa to dobroczynne oleje (na opakowaniu nazwane olejkami, do czego nie wiem jak mam się odnieść... czy producent nie wie, że to są oleje czy też faktycznie użył olejków?), natomiast dolna to kwas hialuronowy. Taka forma dwufazowa brzmi dla mnie znajomo, ponieważ od dawna robię serum do twarzy na noc w podobnej formie :)


Olejek jest dwufazowy co oznacza tylko tyle, że trzeba przed użyciem porządnie nim wstrząsnąć. I tu zaczynają się schody, ponieważ korek nie jest szczelny (nie wiem czy to standard czy tylko takie moje szczęście). Za pierwszym razem pochlapałam siebie i pół łazienki tłustą zawartością butelki. Lepiej na to uważać.
Sam natomiast nie wyleci, trzeba lekko ścisnąć buteleczkę, która jest pomarańczowa i przezroczysta, dzięki czemu widać ile go zostało (w pewnym miejscu jest przerwa w etykiecie).


Zapachu spodziewałam się owocowego i jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że jest on perfumeryjny, bliżej nieokreślony, ale na pewno daleko mu do owoców! Owszem, jest przyjemny dla mojego nosa i nienachalny, ale jednak spodziewałam się czegoś innego.

  Olejek jest bardzo wodnisty, tłusty i nieklejący. Można go aplikować zarówno na wilgotną jak i suchą skórę. Dość szybko się wchłania, ale pozostawia na skórze delikatną tłustawą warstwę. Na szczęście nie przykleja się do ubrań jak to było w przypadku olejków Joanny. Nawilża i natłuszcza skórę, koi ją, łagodzi podrażnienia spowodowane suchością, zmiękcza, wygładza.


Bardzo lubię go stosować zwłaszcza po kąpieli, wtedy moja skóra jest aksamitna w dotyku. Świetnie nadaje się także do masażu, co oczywiście relaksuje i odpręża, zwłaszcza jeśli masaż wykonuje facet ;) Niestety zanotowałam słabą wydajność, ale używam go na całe ciało. Może gdyby stosować go jedynie na wybrane partie albo w określonych sytuacjach np. po kąpielach słonecznych wystarczyłby na dłużej? Dla mnie buteleczka jest stanowczo zbyt mała, a cena za wysoka w stosunku do wydajności. Wolę sama sobie zmieszać podobny olejek :)

Znacie go? Wiem, że sporo z Was też o nim pisało. Kupiłyście kolejne butelki? Czy u Was też wydajność była taka słaba?
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj