Jak przykleić sztuczne rzęsy? Kępki Perhaeps

Piękne rzęsy to marzenie wielu kobiet, w tym i moje. Niestety matka natura nie obdarzyła mnie takimi, jakbym chciała, ale od czego są różne gadżety :) Dzięki sztucznym rzęsom możemy zmienić swój makijaż nie do poznania, wystarczy dosłownie kilka ruchów. Możemy dodać spojrzeniu kobiecości i wdzięku, albo wręcz przeciwnie - teatralnej elegancji. Sztuczne rzęsy są fajnym rozwiązaniem nie tylko na wesele, Sylwestra czy od święta, ale także na co dzień. Wystarczy nabrać odrobinę wprawy, poćwiczyć i cieszyć się efektami. Jak założyć sztuczne rzęsy?



Jak przykleić kępki rzęs?

Najbardziej ujęły mnie właśnie kępki Perhaeps. Posiadam opakowanie, w którym znajdują się trzy rozmiary, dzięki czemu możemy idealnie dobrać wielkość kępek i przykleić je w odpowiednie miejsca. Przyda się pęsetka i oczywiście klej - tutaj mamy go w zestawie. Kępki przyklejamy przed lub już po wykonaniu makijażu, jednak jeszcze przed tuszowaniem rzęs. Osobiście najbardziej lubię po - wtedy widzę, w którym dokładnie miejscu powinnam je przykleić.


Klej jest czarny, dzięki czemu kompletnie nie widać go w gotowym makijażu. Zaczynamy od dobrania rozmiarów kępek i zaplanowania miejsc doklejenia. Po dobraniu kępek łapiemy je delikatnie pęsetką, a następnie na samą końcówkę aplikujemy klej w niewielkiej ilości. Następnie czekamy kilkanaście sekund, aby klej lekko stężał. Dopiero wtedy doklejamy kępki do naszych naturalnych rzęs przy samej ich linii, wsuwając je delikatnie między nasze rzęsy. Nie doklejamy kępek do powieki.


Jak zdjąć sztuczne kępki rzęs Perhaeps?

Klej Perhaeps po stężeniu staje się elastyczny, trochę przypomina gumę, dzięki czemu zdjęcie kępek jest bardzo proste. Możemy użyć płynu do demakijażu i wacika - bardzo delikatnie pocieramy wacikiem od góry do dołu, rzęsy powinny zostać na waciku. Możemy także zdejmować kępki pęsetką, jednak należy bardzo uważać, aby nie powyrywać swoich rzęs, dlatego jestem zwolenniczką pierwszej metody.


Kępek można użyć kilka razy, przynajmniej ja używam ich ok. trzy razy, po czym wyrzucam. Po każdym zdjęciu - o ile się nie odkształciły i nadal wyglądają idealnie - dokładnie czyszczę je z gumowatego kleju (przy pomocy pęsetki) i odkładam do pojemniczka.


Bardzo podoba mi się efekt kępek, który jest bardzo naturalny i komfortowy podczas noszenia. Kępek kompletnie nie czuję na powiece, nie przeszkadzają mi mrugać ani nie zaczepiają o włosy. Efekt możecie zobaczyć na zdjęciu powyżej. Podoba Wam się?


Jak przykleić sztuczne rzęsy na pasku?

Rzęsy wyciągamy delikatnie pęsetą z opakowania, a następnie przykładamy do powieki i sprawdzamy, czy pasek nie jest za długi. Jeśli uznamy, że rzęsy wychodzą poza oko musimy dociąć pasek - zawsze od zewnętrznej strony. Na ten moment Perhaeps ma w repertuarze siedem różnych efektów rzęs, więc jest w czym wybierać.


DONN to idealny model na co dzień, bardzo naturalny. Zapewnia wyraziste spojrzenie i ładnie dostosowuje się do każdego kształtu oczu.
LADY gwarantuje za to spojrzenie lekkie, ale zalotne. Model idealny na randkę! Naturalnie cieniowane włoski sprawią, że On nie zorientuje się, iż coś poprawiałyście.
QUEEN to propozycja wieczorowa, efektowna, idealna na Sylwestra. Przykuwają uwagę i powiększają oko.


Tutaj przyklejam model Queen. W zestawie również znajdziemy klej, tym razem biały - po stężeniu będzie przezroczysty i niewidoczny. Aplikujemy dokładnie klej w niewielkiej ilości na pasek i odczekujemy kilkanaście sekund. Po tym czasie klej nabiera lepkości, co umożliwi przymocowanie paska w miejscu, w którym chcemy. Najlepiej przy pomocy pęsety lub specjalnego aplikatora przykładamy na środek powieki środkową część paska, starając się zrobić to jak najbliżej linii naszych rzęs. Następnie dociskamy lewy i prawy koniec paska. Czekamy chwilę, aby upewnić się, że rzęsy trzymają się skóry. Po aplikacji możemy nałożyć jeszcze tusz do rzęs, który połączy sztuczne włoski z naturalnymi. Możemy także użyć zalotki, dzięki czemu nasze rzęsy będą podkręcone w podobny sposób jak te sztuczne.


Jak zdjąć rzęsy i jak się je nosi?

Paski rzęs są dość elastyczne, jednak jeszcze kilkanaście/kilkadziesiąt minut po aplikacji czuję je na powiekach. Po tym czasie przyzwyczajam się i nie przeszkadzają mi. Zdejmujemy je przy pomocy pęsety podważając zewnętrzną część paska i delikatnie ciągnąc ku wewnętrznemu kącikowi. Rzęs można używać wielokrotnie, dlatego po zdjęciu należy dokładnie oczyścić je z resztek kleju i schować do pudełeczka. Poniżej efekt w jednym z makijaży wraz z użytymi kosmetykami.


Na Facebooku rzęsy do wygrania!

Nic nie trzeba udostępniać, jedynie polubić strony i odpowiedzieć na proste pytanie. KONKURS

Czy Wy też lubicie sztuczne rzęsy? Który model najbardziej Wam się podoba?

Holika Holika, Sweet Cotton Pore Cover, Krem BB i puder

Odkąd odkryłam koreańskie kremy BB i różnicę między nimi a dostępnymi u nas "europejskimi" kremami BB, stałam się wierną posiadaczką azjatyckich produktów. Tak naprawdę moja fascynacja azjatycką pielęgnacją i kosmetykami, głównie koreańskimi, zaczęła się właśnie od kremu BB Missha i tak mi zostało. To, czego nie znajdziemy w europejskich kremach BB to sens - wydaje się, że drogeryjne wersje to rozwodnione podkłady, a przecież nie o to tutaj chodzi! Azjatycki krem BB to o wiele więcej niż zwykły podkład! Ale o tym trzeba przekonać się samemu.


sweet-cotton-krem-bb

Holika Holika, Sweet Cotton Pore Cover BB Cream 01 Soft Beige, Matujący krem BB

"Matujący krem BB, który idealnie stapia się ze skórą jak wata cukrowa. Krem nadaje ładne krycie, dobrze maskuje też niedoskonałości. Skóra wygląda na gładką i delikatną, zdrową i zadbaną. Ponadto dzięki wyselekcjonowanym składnikom krem działa przeciwzapalnie regulując wydzielanie sebum, a przy tym nie przetłuszcza skóry i nie zapycha porów. Zawiera cukier, który matuje oraz ekstrakt z nasion bawełny, który nawilża, odżywia oraz regeneruje skórę. Posiada filtr przeciwsłoneczny SPF 30 PA+++. Dostępny w dwóch kolorach."


Holika Holika, Sweet Cotton Pore Cover Powder, Matujący puder sypki

"Matujący puder do twarzy, który zawiera ekstrakt z bawełny oraz cukier, które regulują wydzielanie sebum oraz zmniejszają świecenie się cery. Po nałożeniu rozszerzone pory oraz drobne zmarszczki są mniej widoczne.
Puder jest drobno zmielony i transparentny, dlatego nadaje się do każdego koloru cery. Idealnie stapia się ze skórą, nie bieląc jej. Po aplikacji makijaż trzyma się wiele godzin, nie spływa z twarzy, nie warzy się i nie zostawia plam ścierając się równomiernie."


Oba produkty są łatwo dostępne w sklepach internetowych i kosztują ok. 65zł każdy. Przykładowo krem BB można kupić na myasia.pl, a puder na ekobieca.pl. Warto zwrócić uwagę, że opakowania są zafoliowane, dzięki czemu mamy pewność, iż produkty są świeże i nikt ich wcześniej nie otwierał.


Skład kremu BB: Water, Cyclopentasiloxane, Cyclomethicone, Titanium Dioxide, Dipropylene Glycol, Ethylhexyl Methoxycinnamate, PEG-10 Dimethicone, Talc, Pentaerythrityl Tetraisosrearate, Zinc Oxide (tlenek cynku, Vinyl Dimethicone/Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Disteardimonium Hectorite, Iron Oxides (CI 77492), Magnesium Sulfate, Dimethicone, C12-14 Pareth-3, Portulaca Oleracea Extract (ekstrakt z portulaki pospolitej działa przeciwzapalnie, antyoksydacyjnie i kondycjonująco na skórę), Phenoxyethanol, Iron Oxides (CI 77491), Methicone, Trihydroxystearin, Fragrance, Iron Oxides (CI 77499), Ethylhexylglycerin, Tocopheryl Acetate (wit. E, odmładza, nawilża, zwana witaminą młodości), Aluminium Hydroxide, Aminopropyl Dimethicone, Aluminium Stearate, Polymethylsilsesquioxane, Alumina (korund, pomaga przy łojotoku i rozszerzonych porach), Acrylates/Ethylhexyl Acrylate/Dimethicone Methacrylate Copolymer, Vaccinium Myrtillus Fruit Extract (ekstrakt z soku borówki, odżywia, wygładza, rozjaśnia i ujędrnia skórę, antyoksydant), Triethoxycaprylylsilane, Silica (krzemionka, matuje, wchłania sebum), Gossypium Herbaceum (Cotton) Extract (wyciąg z bawełny zmiękcza, kontroluje wydzielanie sebum, chroni przed przetłuszczaniem się skóry), Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract (cukier działa nawilżająco i wygładzająco), Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Friut Extract (wyciąg z owoców pomarańczy; antyutleniacz, ściąga i zmniejsza pory, rozjaśnia skórę i przebarwienia posłoneczne), Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract (ekstrakt z cytryny; chroni przed wpływem wolnych rodników, ujędrnia i rewitalizuje skórę), Acer Saccharum (Sugar Maple) Extract (wyciąg z klonu; rozjaśnia skórę, wyrównuje koloryt, wygładza, nawilża, antyoksydant), Morinda Citrifolia Extract (ekstrakt z owocu Noni łagodzi stany zapalne, zwalcza dolegliwości skórne), Nelumbo Nucifera Flower Water (wyciąg z kwiatu lotosu; nawilża, działa antybakteryjnie i ściągająco).


Tubka kremu BB jest niewielka i bardzo kobieca. Wygodnie się z niej wyciska kosmetyk, a ze względu na jego gęstość nie ma możliwości, aby zastosować opakowanie z pompką. Dość gęsta, bogata konsystencja sprawia, że już niewielka ilość produktu dokładnie i równo pokrywa skórę, a kosmetyk jest bardzo wydajny. Zapach jest delikatny i słodki, przypomina słodycze i umila aplikację, po czym znika. Dla mnie to plus. Krem BB Holika Holika posiada filtr przeciwsłoneczny SPF 30PA+++ i jest dostępny w dwóch odcieniach, ja posiadam 01 Soft Beige. Jest to odcień, który dobrze wtapia się w skórę, posiada lekko różowe tony i wygląda bardzo naturalnie. Nie zauważyłam, aby ciemniał na skórze, a zużyłam już praktycznie całą tubkę. Najlepsze jest to, że krem BB dobrze i długotrwale matuje tłustą cerę, ale nie pozostawia mocnego "płaskiego" matu, a lekko satynowy, zdrowy wygląd skóry. Matowanie jest zdecydowanie lepsze niż w przypadku niejednego europejskiego pokładu! 


Najczęściej aplikowałam go po prostu palcami, oczywiście uprzednio dokładnie umytymi - uważam, że wtedy najlepiej i najszybciej wtapia się w cerę. Stosowałam też Beauty Blender oraz pędzel - oba sposoby są ok, ale najszybciej uzyskiwałam oczekiwany efekt palcami - ciepło ciała przyspiesza zespolenie się kremu ze skórą, a rano każda minuta jest cenna ;) Krem BB dodatkowo ukrywa rozszerzone pory wizualnie pozostawiając twarz gładszą, z ujednoliconym kolorytem - świetnie ukrywa zaczerwienienia oraz niewielkie wypryski, zupełnie jak podkład. Przy czym kompletnie nie czuję go na skórze, nie ma efektu maski czy tapety, idealnie!


Niestety krem ma też wadę, a mianowicie podkreśla suche skórki. Czasem pojawiają się u mnie w okolicach nosa i brody, dlatego warto zadbać o dobrze nawilżoną, wypilingowaną cerę. Zauważyłam też, że ten produkt to dobry sposób na odkrycie, gdzie te suche skórki mamy - podkreśli każdą, nawet taką, której nie widać gołym okiem. Jeśli więc "coś mi pokazał" wieczorem mocniej skupiałam się na tym obszarze twarzy, szczególnie podczas peelingu i zwykle następnego dnia już nie było nic widać. Dodam też, że odkąd regularnie stosuję peeling enzymatyczny ani razu nie zauważyłam suchych skórek :)



Skład pudru: Silica (krzemionka, matuje, dodaje jedwabistej konsystencji, wchłania nadmiar sebum, bezpieczna), Aluminum Starch Octenylsuccinate (matuje, wchłania sebum, wygładza optycznie), Caprylic/Capric Triglyceride, Methicone, Hdi/Trimethylol Hexyllactone Crosspolymer, Polymethyl Methacrylate, 1,2-Hexanediol, Glyceryl Caprylate, Fragrance, Gossypium Herbaceum (Cotton) Extract (wyciąg z bawełny zmiękcza, kontroluje wydzielanie sebum, chroni przed przetłuszczaniem się skóry), Vaccinium Myrtillus Fruit Extract (ekstrakt z soku borówki, odżywia, wygładza, rozjaśnia i ujędrnia skórę, antyoksydant), Morinda Citrifolia Extract (ekstrakt z owocu Noni łagodzi stany zapalne, zwalcza dolegliwości skórne), Nelumbo Nucifera Flower Water (wyciąg z kwiatu lotosu; nawilża, działa antybakteryjnie i ściągająco), Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract (cukier działa nawilżająco i wygładzająco), Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract (wyciąg z owoców pomarańczy; antyutleniacz, ściąga i zmniejsza pory, rozjaśnia skórę i przebarwienia posłoneczne), Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract (ekstrakt z cytryny; chroni przed wpływem wolnych rodników, ujędrnia i rewitalizuje skórę), Acer Saccharum (Sugar Maple) Extract (wyciąg z klonu; rozjaśnia skórę, wyrównuje koloryt, wygładza, nawilża, antyoksydant).


Puder w niewielkim zakręcanym opakowaniu posiada wewnątrz wygodny puszek. Można go używać zarówno przy pomocy dołączonego gadżetu, co jest wygodne np. w pracy, jak i pędzla. Oczywiście najczęściej pudru używam do wykończenia makijażu, zwłaszcza jeśli chcę potem wykonturować twarz produktami w kamieniu lub proszku - równomiernie się wtedy rozprowadzają i nie tworzą plam. Puder wzmacnia efekt satynowego matu oraz reguluje wydzielanie sebum, dzięki czemu cały make up dłużej wygląda świeżo. Jeśli nałożę go zbyt wiele lekko bieli skórę, ale można to rozetrzeć i zniwelować. Puder zmniejsza także widoczność porów, więc kiedy naprawdę mocno się spieszę, nakładam go bezpośrednio na żel aloesowy. Nadaje się praktycznie do każdego rodzaju cery, ale szczególnie dobrze spisze się przy tłustej i mieszanej.


Podsumowując dzięki Sweet Cotton skóra wygląda naturalnie, a jednak matowo przez kilka bitych godzin. Do tego cera jest ujednolicona, wygładzona, pory i zaczerwienienia są ukryte (chyba, że podkreśli je potem rozświetlacz). Jest to idealny kosmetyk na co dzień dla cery tłustej i mieszanej, a dzięki zawartości kilku sensownie dobranych wyciągów roślinnych po kilku miesiącach używania cera mniej się błyszczy, nawet bez makijażu. Dzięki niemu  nie muszę używać także dodatkowego kremu z filtrem, tutaj mam już SPF 30PA+++. Wszystko mam w jednym kremie, choć często - zwłaszcza w lecie - nakładałam pod niego żel aloesowy na mokro. W lecie krem BB Holika Holika nie spływa ze skóry, ponieważ wystarczy naprawdę cieniuteńka warstwa. Jeśli uważam, że potrzebuję dodatkowego matowienia dodaję  puder - pozostawia satynowe wykończenie, bez efektu sztuczności.
Oba produkty wstępnie zmywam micelem lub olejkiem, a następnie resztki domywam jeszcze pianką. Nie zapychają porów, ale ze względu na silikony może tak się zdarzyć, jeśli nieodpowiednio i niedokładnie zmyjemy makijaż. Najlepiej zrobić to dwuetapowo jak ja :)

Znacie koreańskie kremy BB? Jestem w nich zakochana i odkąd użyłam pierwszego najczęściej to właśnie one towarzyszą mi na co dzień.

Holika Holika, Pig-nose clear, Plasterki na nos usuwające zaskórniki

Zaskórniki otwarte, czyli małe, czarne kropki, usytuowane najczęściej na nosie i w jego okolicach to zmora wielu osób, nie tylko kobiet. Główny problem z zaskórnikami jest taki, że jeżeli mamy do nich naturalną tendencję, czyli nasza skóra produkuje dużo sebum, a my nie dbamy o dokładne, codzienne oczyszczanie aż do znudzenia, one z łatwością powracają, czyli pory się znowu zapychają sebum i martwymi komórkami naskórka. Bardzo ważne jest także unikanie substancji zapychających naszą skórę (każdy z nas może reagować zapychaniem na inne składniki, np. u mnie to parafina w każdej ilości wraz ze wszelkimi jej pochodnymi oraz olej kokosowy i olej awokado - jeżeli w kremie jest ich zbyt dużo, w mniejszych ilościach mi nie szkodzą). Warto obserwować swoją skórę, jej reakcję na nowe kosmetyki, w ten sposób wyciągać wnioski i unikać tego, co nam nie służy.
Natomiast jeśli już te zaskórniki mamy warto powalczyć o dokładne ich usunięcie. Z pomocą przychodzi wiele firm, które stworzyły specjalne plasterki na nos, mające za zadanie oczyszczenie porów z zaskórników, szczególnie otwartych. Dzisiaj sprawdzimy Pig-nose Clear od Holika Holika ze strony singashop.pl.


Holika Holika, Pig-nose Clear, Plastry oczyszczające nos z zaskórników

Od singashop.pl: "Wysoce skoncentrowane, materiałowe plastry zapewniające głębokie oczyszczenie skóry. Usuwają zaskórniki i niwelują powstawanie nowych, pozostawiając skórę gładką i świeżą."

Opakowanie plasterków jest kolorowe i zabawne. Od razu sugeruje, że całość to zestaw do wykorzystania za jednym razem, a nie trzy oddzielne zabiegi. Kosztują 13zł/7g (jeden komplet plastrów).


Z tyłu znajdziemy etykietę w języku polskim i skrócony sposób użycia, który minimalnie zmodyfikowałam, ale o tym napiszę w dalszej części. Trochę niepokojące jest, że nigdzie nie ma składu kosmetyku albo wypisany jest w języku, którego nie znam, więc w rezultacie pozostaje tajemnicą co nakładamy na skórę.


Każdy etap jest wyraźnie opisany i znajduje się w osobnej komorze. Folia z łatwością się rozrywa, więc zabieg można całkiem sprawnie przeprowadzić.


Całość składa się z trzech oddzielnych kroków i trzech zupełnie różnych plasterków: 

1 STEP (szary): materiałowy plasterek pachnie orzeźwiająco, ale sztucznie (przypomina mi płyn do płukania tkanin). Po jakimś czasie po przyklejeniu odczuwałam delikatne pieczenie, szczególnie na policzkach. Plasterek dobrze się trzyma i jest mocno nasączony, choć w opakowaniu sporo płynu jeszcze zostało, więc po ok. 15 minutach znów go lekko zmoczyłam, a po 20 zdjęłam.


2 STEP (różowy): Materiałowo-żelowy plaster nakładamy na delikatnie zwilżoną skórę i dobrze przyklejamy. Ja lekko zmodyfikowałam sposób użycia mocząc plaster także od zewnątrz już po przyklejeniu, dzięki czemu lepiej się trzymał (najpierw oderwałam go od folii). Nie pachnie i nie powoduje szczypania. Po 15 minutach odkleiłam go bez problemu.



3 STEP (miętowy): Żelowy, bezzapachowy plaster ma na celu ochłodzenie skóry, ale trochę się zsuwa i trzeba go ciągle poprawiać. Trzymałam go na nosie 10 minut. Następnie należy przemyć skórę letnią wodą.



Rezultaty są widoczne, choć plasterki niestety nie usuwają zaskórników w 100%. Zdecydowanie rozjaśniają skórę i otwierają pory, praktycznie wyrywając z nich zawartość, choć nie zauważyłam czarnych kropek na materiale.
Skóra nosa stała się bardziej gładka, miękka, a część czarnych kropek (zaskórników otwartych), zwłaszcza z czubka nosa, zniknęło, część, szczególnie z boków nosa, zostało, a zaskórniki zamknięte jak były tak i są.
Plasterki nie podrażniły wrażliwej skóry wokół skrzydełek nosa, mimo delikatnego szczypania w pierwszym etapie.
Cały zabieg trwa jednak stanowczo zbyt długo, łącznie aż ok. 50 minut (w tym 45 min. trzymania na nosie).

Podsumowując mam mieszane uczucia. Z jednej strony widocznie działają, bo część zaskórników faktycznie "wyszła" i efekt ten, jak na razie, trzyma się tydzień. Z drugiej strony są dość czasochłonne, trzeba pilnować czasów, zmieniać plasterki i zwilżać je w trakcie, co jest lekko denerwujące. Mimo wszystko dla cierpliwych polecam!

Znacie te lub inne plasterki na zaskórniki? Może coś polecicie?

Minirecenzje kosmetyczne / denko majowe

Kolejne miesięczne denko zaowocowało odrobiną kolorówki i zdecydowaną przewagą pielęgnacji (jak zwykle u mnie). W ostatniej chwili przypomniałam sobie jeszcze o skarpetkach L'biotica, które również wyrzucam.


Nacomi, Peeling do twarzy do skóry trądzikowej

świetny peeling korundowy, z bardzo dobrym, naturalnym składem. Dobrze oczyszczał, wygładzał i pięknie pachniał. Do tego jest całkiem wydajny. Z chęcią jeszcze kupię. EDIT: Producent ulepszył formułę! Peeling można też kupić pod marką własną BIOLOVE w drogeriach Kontigo.

Ziaja, Liście Manuka, Tonik zwężający pory

tonik, który spełnia swoje podstawowe zadanie czyli wyrównuje pH skóry oraz dodatkowo lekko zwęża pory. Świetnie pachnie, ma znośny skład. Niestety denerwował mnie sposób aplikacji, wolałabym normalny korek. Być może kupię.

Bandi, Zestaw Female 35+, Olejek do demakijażu

świetny produkt, dokładnie usuwa makijaż, pozostawiając skórę czystą i lekko tłustą. Jest to pierwszy etap oczyszczania marki Bandi, inspirowany metodą azjatycką. Drugim etapem jest pianka, która jeszcze się nie skończyła, więc jak widać olejek jest mniej wydajny. Chętnie jeszcze kiedyś kupię.


Dermacol, Podkład w musie

genialny podkład! Kochałam go bardzo i żałuję, że się skończył, a jest dość słabo dostępny. Odcień nr 7 to prawie idealny kolor mojej nieopalonej cery, leciutko tylko zbyt różowy. Świetnie się aplikuje palcami, dobrze stapia ze skórą, ukrywa pory i niedoskonałości! Był niezastąpiony rano, gdy ledwo przytomna próbowałam się pomalować, bo nie tworzył smug ani cieni, nie ciemniał w ciągu dnia, na długo matowił, co przy tłustej cerze jest nie lada wyczynem. Jak spotkam ten odcień na pewno kupię, choćby nie wiem ile kosztował.

Wibo, Baza pod cienie

nie wyobrażam już sobie bez niej makijażu powieki. U mnie świetnie się sprawdza, dzięki niej cienie się nie rolują ani nie rozmazują. Jest tania, łatwo dostępna i dość wydajna, mimo to posiada i wady. Otworzyłam kolejne opakowanie i mam zamiar o niej wkrótce napisać. Kupię!

Wibo, Tusz do rzęs Growing Lashes

Nie polubiliśmy się. Dawno nie miałam tak koszmarnego tuszu. Szczoteczka do niczego, nie potrafię nią pomalować rzęs, do tego tusz zasechł po... dwóch użyciach. Podejrzewam, że kupiłam otwierany wcześniej egzemplarz, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, żeby nie kupować niezafoliowanych produktów w Rossmannie. Więcej o tuszach do rzęs KLIK. Nie kupię!



Ziaja Intima, Płyn do higieny intymnej z kwasem mlekowym 

kiedyś mój ulubiony, ostatni ze starych zapasów. Obecnie zdecydowanie bardziej zwracam uwagę na składy, więc na pewno do niego nie wrócę. Potrafi podrażniać, ale ma wygodna pompkę i dużą pojemność. Nie kupię.

Fa, Magic Oil, Żel pod prysznic 

dostałam go na I edycji Meet Beauty. Muszę przyznać, że bardzo fajny żel, gęsty i wspaniale pachnący. Dobrze się pieni i oczyszcza skórę, nie zauważyłam, żeby wysuszał. Wydajny. Może kiedyś kupię.

Supertan, Żel pod prysznic

fajny żel o przeciętnym składzie, posiada niepowtarzalny, przyjemny zapach, dobrze się pieni. Potrafi niestety lekko wysuszać skórę i ma beznadziejne, twarde opakowanie. Dodatkowo jest absurdalnie drogi i słabo dostępny.

Apis, Cukrowy peeling do ciała z żurawiną

cudo! Zapach oszałamiający i trwały, dobry skład i świetne działanie. Jedyne co może denerwować to konieczność mieszania przed każdym użyciem. Chętnie kupię!

Avon, Krem do rąk z mleczkiem pszczelim

zużyłam kilka tubek. Posiada ciekawą konsystencję i ładnie pachnie, niemniej jest to krem glicerynowy, potrafi więc wysuszyć skórę. Idealny na dzień, bo nie zostawia tłustej warstwy, na noc kompletnie się nie sprawdza. W promocji kosztuje nawet 4zł, a jest kosmicznie wydajny. Może kupię.

T'e'N, Krem do rąk

bardzo przyjemny krem o zapachu perfum. Umila każdy dzień. Nosiłam go w torebce, a potem przy przepakowywaniu się zapomniałam o nim, ostatnio go dopiero wykończyłam. Niestety jest dość drogi i słabo dostępny, więc raczej nie kupię.

Allpresan, Krem do stóp w piance

coś genialnego! Fajna piankowa konsystencja idzie w parze z naprawdę dobrym działaniem pielęgnującym. Duża zawartość mocznika zmiękcza stopy, nawilża i dba o nie podczas snu, bo najczęściej stosowałam go właśnie na noc. Mogłam zapomnieć o uczuciu tłustej skóry. W dodatku jest wydajny! Na pewno kupię.


Krem Nivea

czyli parafina z parafiną. W mojej kosmetyczce ma zasadniczo dwie i tylko dwie funkcje. Po pierwsze świetnie zabezpiecza skórę podczas malowania brwi henną, a po drugie czasem służył mi do pielęgnacji stóp (jako zabieg parafinowy, czyli: smarujemy stopy dobrym kremem, dajemy mu chwilę na wchłonięcie, po czym wcieramy krem Nivea i zakładamy cienkie bawełniane skarpetki, idziemy spać). Bardzo tani, wyrzucam, bo się znacząco przeterminował, zostało jeszcze go pół opakowania. Może kupię, ale tylko w tych wyżej wymienionych celach.

Dermaglin, Maska do skóry głowy

ciekawy produkt, ale nie obyło się bez komplikacji. Wypłukanie maski to niezbyt przyjemne zajęcie. Wolę własne glinki, gdzie mam kontrolę nad konsystencją produktu.

Skin79, Maska w płachcie Panda

bardzo fajna, jedna z moich pierwszych płacht.

Delia, Henna brązowa 

kolejne moje opakowanie, lubię. Najczęściej właśnie nią przyciemniam brwi -szybko i bezboleśnie.


L'biotica, Regenerująca maska do stóp w formie skarpetek

bardzo ciekawy sposób pielęgnacji, wygodny, ale dość drogi patrząc na efekty. Równie dobrze można posmarować stopy dobrym kremem i założyć skarpetki bawełniane. Jednak raz na jakiś czas można spróbować.



Ulubione mokre chusteczki z Auchana, mam kolejne opakowanie (dobry skład i tanie!). Mydło w płynie z Biedronki, całkiem niezłe, ale wysusza skórę, dobrze się pieni, ładnie pachnie i jest tanie. Płatki kosmetyczne z Auchan - dają radę, ale są dość cienkie, podobno zawierają aloes.  Soleo próbki bronzerów do ciała, bo przecież kobity lubią brąz ;)


Koreańskie kosmetyki próbki

Szczególnie zachwycił mnie Aloe, który zawiera 99% aloesu, więc fajnie nawilża i łagodzi podrażnienia bez uczucia tłustości. Chętnie się kiedyś skuszę na całe opakowanie.

Sera Lioele nieszczególnie przypadły mi do gustu, zauważyłam jedynie delikatne przymknięcie porów. Taka próbeczka to zdecydowanie zbyt mało, by coś więcej powiedzieć.

Za to krem BB Dollish Lioele to coś genialnego. Po wydobyciu z opakowania jest biały, za to podczas rozsmarowywania stopniowo nabiera odcienia podkładu i świetnie się dostosowuje do kolorytu skóry. Magia! Ładnie ukrywa też pory i nierówności, zawiera dużo silikonów, więc konieczne jest bardzo dobre oczyszczenie twarzy wieczorem. Spodobał mi się bardzo!

Ślimacze kosmetyki Holika Holika, czyli Toner i Emulsion - fajnie nawilżają, są bardzo lekkie, więc nie zapychają skóry. Przyjemnie pachną i trochę się ciągną, jak to ślimaki ;) Fajnie pisała o azjatyckich kosmetykach (co to jest toner i emulsja itp.) Interendo, więc jeśli chcecie więcej - zapraszam do Patrycji :) Dodam, że te próbki są mega niewygodne, wydobycie z nich produktu wystawia na niemałą próbę cierpliwość najspokojniejszego człowieka...


Jak Wam się podoba moje denko? Znacie coś, macie opinie na temat powyższych gagatków?
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj