Cosmeceuticum, Polny Warkocz, Mazidło ze skrzypu polnego oraz Hydrolat pomarańczowy

Tłusta cera jest gruba i szara. Tyle teoria, bo moja akurat jest tłusta i... czerwona, ponieważ jest płytko unaczyniona (naczynkowa), co zdecydowanie odziedziczyłam po mamie. Trudno, trzeba się cieszyć z tego co jest, przynajmniej później będę miała zmarszczki ;)

Dość trudno jest pielęgnować taką cerę na co dzień. Ostatnio mocniej skupiłam się na swoich naczynkach, skoro błyszczenie i ilość wyprysków jako tako ogarnęłam. Od kilku dni używam także Serum Avy z wit. C, który dostałam od Gosi z bloga Mejd in Poland. Jednocześnie wprowadziłam dzisiejszych bohaterów, z jakim skutkiem? 



Polny Warkocz, Mazidło ze skrzypu polnego recenzja, opinia

"mazidło, którego receptura została sformułowana wyłącznie w oparciu o wyselekcjonowane składniki naturalne. Stworzone zostało z myślą o pielęgnacji cery naczynkowej i zniszczonej, wymagającej regeneracji. Nieprzypadkowy jest wybór maceratu ze skrzypu polnego, bogatego w krzem oraz związki mineralne, dzięki któremu mazidło korzystnie wpływa na stan skóry, wzmacnia i uszczelnia słabe naczynka krwionośne. Naturalny olejek z werbeny sprawia, że ma przyjemny, relaksujący zapach. Mazidło to gęsty krem o strukturze piankowej, która po aplikacji zamienia się w kremowe masełko.
Nie zawiera konserwantów, GMO, syntetycznych barwników, sztucznych składników kompozycji zapachowej, silikonu, formaldehydu, parafiny i olejów mineralnych oraz innych szkodliwych substancji.
Nie testowany na zwierzętach! 
Przebadany dermatologicznie, nie podrażnia i nie uczula."


Już sam wygląd słoiczka mnie urzekł. Ciemne, porządne szkło chroni bowiem przed dostępem światła i jest jednym z moich ulubionych tworzyw do przechowywania kosmetyków. Żółta etykieta z banderolą dopełnia całości. Mamy tu wszelkie podstawowe info wraz ze składem w INCI oraz po polsku. Ceny są bardzo zróżnicowane, wahają się w granicach 20-30zł/50ml. 


Skład jest krótki i prosty: masło shea, olej ze słodkich migdałów, ziele ze skrzypu polnego, witamina E, naturalny olejek z werbeny, Citral, Limonen.Takie mazidło mogłabym zrobić także w domu :)


Jak zauważyliście w składzie nie ma wody, dlatego też mazidło jest całkiem tłuste, ale o tym później. Konsystencja nie jest maślana, jak można by się spodziewać, a bardziej napowietrzona, przypomina mus czy też piankę. Kolor jasnożółty, a zapach cytrynowo-werbenowy, całkiem przyjemny i naturalny. Przypomina mi trochę coś do jedzenia. Cytrynowy budyń? Kisiel?


Po rozsmarowaniu na skórze mazidło zamienia się w tłusty olejek i to jest przyczyna, dla której nie nadaje się dla mnie na dzień. Podczas wmasowywania w skórę gładko po niej sunie, ale ewidentnie zostawia błyszczącą, tłustawą warstwę, która jest jakże niepożądana przy kontaktach z ludźmi. Szkoda jednak zmarnować taki skład na łokcie czy stopy (choć z powodzeniem można je tak zużyć, stopy mięciutkie i pachnące!), więc postanowiłam używać go na noc. Tutaj byłam bardziej zadowolona. 


Trzeba pamiętać jednak o jednej, ważnej zasadzie: mazidło jest bardzo wydajne i już naprawdę mikroskopijna ilość pokrywa całą twarz, a nawet i szyję. Ilość ze zdjęcia wystarczyłaby mi na nogi! Osobiście uczucie tłustej warstwy na skórze jestem w stanie przeżyć o ile wiem, że nie skończy się to zapchaniem. Masło shea jest akceptowalne dla mojej skóry, sprawdziłam to wiele razy. Nie zapycha mnie, nie przyspiesza błyszczenia, za to ładnie i głęboko nawilża oraz odżywia skórę. Oleju kokosowego natomiast za nic bym nie nałożyła na twarz, od razu zapycha mi pory. Niestety każda cera jest inna i każda z nas musi sama się przekonać jak te składniki działają.
Mazidło przy regularnym używaniu prawie codziennie na noc (obecnie dobija dna) zdecydowanie ujędrniło i uelastyczniło skórę. Naczynka stały się minimalnie mniej widoczne, przez co mniej się czerwienię. Różnica jest, choć nadal są widoczne, niestety. Podejrzewam, że przy dłuższym stosowaniu można osiągnąć lepsze efekty.


Mazidło to także preparat wielofunkcyjny, idealny do zadań specjalnych. Genialnie nadaje się jako balsam do ust, choć raczej na noc, a także jako preparat na skórki lub do regeneracji przesuszonej płytki paznokciowej. Jak wspomniałam może być ekstra kuracją do stóp i dłoni (mazidło i skarpetki lub rękawiczki na całą noc), również na łokcie i kolana. Gdybym miałam suche włosy pewnie użyłabym go także do olejowania włosów przed myciem. 


Cosmeceuticum, Hydrolat pomarańczowy  

według producenta: "Otrzymywany na bazie wody z wysokogórskich potoków alpejskich, w procesie destylacji kwiatów słodkiej pomarańczy z parą wodną.

Hydrolat posiada właściwości przeciwzapalne i antybakteryjne, Działa kojąco, łagodzi podrażnienia, wspomaga ukrwienie skóry. Ściąga pory skóry, przez co reguluje wydzielanie sebum. Optymalnie nawilża, matuje i odświeża cerę. Hamuje aktywność enzymów rozkładających kolagen i elastynę - białka odpowiedzialne za jędrność i napięcie skóry. 
Odpowiedni do pielęgnacji cery tłustej, trądzikowej, mieszanej, dojrzałej oraz zszarzałej.
Ze względu na wysoką koncentrację składników aktywnych przed użyciem zaleca się wykonać test kontaktowy, aplikując niewielką ilość produktu na wybraną partię skóry.
Hydrolat można rozcieńczać wodą demineralizowaną."



Ponownie zachwycam się butelką z ciemnego szkła. Etykieta jest estetyczna i przez cały okres używania nie ściera się ani nie odkleja. Zawiera wszelkie niezbędne informacje, łącznie z przeznaczeniem hydrolatu. Kosztuje 20zł/100ml.


Jestem bardzo zadowolona, że produkt został zaopatrzony w rozpylacz, dzięki czemu o wiele przyjemniej mi się go używa. Co ciekawe podobna forma opakowania irytowała mnie w toniku Ziaji, jednak tutaj jest wybawieniem. Stosuję go na dwa sposoby: czasem przecieram skórę wacikiem nasączonym hydrolatem, a czasem rozpylam kosmetyk bezpośrednio na skórę, szczególnie w gorące dni.


Atomizer wymaga odrobiny siły, ale za to rozpyla idealną ilość hydrolatu, nie za dużą i nie za małą. Kiedy zawartość się skończy z przyjemnością przeleję do buteleczki inny hydrolat (które zazwyczaj zaopatrzone są z zwykły korek z otworem) i będę się chlapać do woli.

Skład: hydrolat z kwiatu słodkiej pomarańczy 99,4% zawartości, kwas cytrynowy, Sorbinian Potasu, Benzoesan Sodu (konserwanty, dzięki którym nie musimy trzymać go w lodówce).


Hydrolat oczywiście jest wodnisty i bardzo delikatnie pachnie, choć zapach jest nieoczywisty. Być może kojarzycie świeżość kwiatów GORZKIEJ pomarańczy, tzw. Neroli. Nie, nie jest to ten zapach, ów hydrolat został bowiem stworzony z kwiatów pomarańczy SŁODKIEJ i jest zupełnie czymś innym. Nie pachnie też pomarańczami. Mój mąż twierdzi, że nawet śmierdzi. Jak wiecie, jestem fanką naturalnych produktów, choć nie tylko takich używam i naturalne zapachy są dla mnie plusem. Gdybym miała nazwać jakoś jego woń napisałabym, że jest podobna do jabłkowego sadu (trochę owocowo, trochę zgniło, trochę trawiaście). Mnie zupełnie ten zapach nie przeszkadza, można się do niego przyzwyczaić, a niektórym nawet się podoba. Jak wszystko - kwestia gustu.


Hydrolat początkowo spowodował, że moja twarz momentalnie się czerwieniła, więc coś ją podrażniało (podejrzewam, że konserwanty pomimo niewielkiej ilości). Jednak za trzecim razem nie odczuwałam już żadnych skutków ubocznych poza sporadycznym mrowieniem, które nie przeszkadzało mi w stosowaniu tego produktu. Hydrolatu używam regularnie co najmniej raz dziennie, zazwyczaj wieczorem i zauważyłam, że skóra potem w ciągu dnia mniej się błyszczy, a pory dłużej są przymknięte (to przy używaniu rano). Przede wszystkim kosmetyk ten doskonale odświeża i nawilża skórę oraz reguluje jej pH (podobnie jak tonik), a także delikatnie ściąga pory. Dla mnie jest to niezbędny etap pielęgnacji, przygotowujący cerę do przyjęcia serum czy kremu. Może sam w sobie, w dodatku użyty raz na jakiś czas jest jedynie ciekawostką, jednak przy sumiennym stosowaniu działa i przynosi widoczne korzyści.


Tak się przedstawia moja opinia na temat kosmetyków z lubelskiego laboratorium. Generalnie mam w planach nabycie kolejnych hydrolatów tej marki, szczególnie oczarowego i malinowego. Oba produkty na pewno można nabyć na stronie ECODROGERIA.COM.PL.

Znacie te kosmetyki? Używacie hydrolatów?

Pielęgnacja twarzy czyli Opróżniamy kosmetyczni z Trusted Cosmetics

Czas na kolejne wyzwanie akcji Trusted Cosmetics KLIK! Aktualny temat jest moim ulubionym, bowiem mowa będzie o pielęgnacji twarzy. Do zagadnienia postanowiłam podejść szerzej, ponieważ uważam, że niektóre sprawy warto powtarzać aż do utrwalenia :) Będzie trochę porad, trochę oczywistości i trochę kosmetyków. Zapraszam.

Każda z nas marzy o pięknej, gładkiej i porcelanowej cerze, to dla mnie oczywiste. Ale jak to osiągnąć? Większość dorosłych ma skórę albo suchą, albo tłustą, albo też mieszaną...  Oznacza to, że borykamy się z różnymi, niechcianymi zresztą, dolegliwościami jak suche skórki, zmarszczki, pryszcze, błyszczenie, widoczne naczynka - wiem, to tylko wierzchołek góry lodowej.

Jako nastolatka zaniedbywałam pielęgnację na rzecz makijażu i niestety z moich obserwacji wynika, że to raczej norma wśród młodych osób także i dzisiaj. Niekoniecznie zmywałam makijaż, a po imprezie chyba nigdy. Nie używałam toniku. Nie zwracałam uwagi na składy. Kremy uważałam za zbędne, a skórę często myłam zwykłym żelem z SLS. Wycierałam twarz ręcznikiem do ciała. Więcej grzechów nie pamiętam :) Oczywiście miało to swoje skutki, bo choć nigdy nie borykałam się z nadmiernym trądzikiem, to różne niedoskonałości towarzyszyły mi od zawsze - taki urok tłustej skóry, która się łatwo zapycha.

Najważniejszy jest jednak ciągły rozwój i nauka, a najlepiej się uczymy na błędach, tak więc chciałabym się z Wami podzielić swoimi zasadami, które przy regularnym stosowaniu znacząco pozytywnie wpłynęły na stan mojej skóry i które są podstawą pielęgnacji twarzy, jaką uskuteczniam :)

Pielęgnacja skóry twarzy: zasady, których warto przestrzegać



1 zasada: Bezwarunkowe, codzienne oczyszczanie skóry rano i wieczorem (bez wyjątków)

Rano zawsze oczyszczam skórę po nocy, najczęściej płynem micelarnym oraz przecieram ją tonikiem. Następnie nakładam krem na dzień lub serum i dopiero potem makijaż. Wieczorem dokładnie myję żelem i micelem oraz tonizuję skórę tonikiem. Co 3 dni używam peelingu, kiedyś najczęściej mechanicznego, obecnie stawiam raczej na delikatniejsze produkty.
Uwaga: Nie ma od tego odstępstw! Nie ma wymówek! Nawet jak jestem zmęczona, chora, zdenerwowana, po imprezie...

Na dzień dzisiejszy używam:
- końcówka micela Tołpy: bardzo skuteczny, zazwyczaj niepodrażniający skóry ani oczu, domywa wszystko jak leci;
- nowo otwarty żel z mikrogranulkami Perfecta: fajny orzeźwiający zapach, całkiem nieźle myje skórę, zawiera maleńkie drobinki, które masują skórę, ale użyłam go ledwo 2-3 razy, więc z opinią jeszcze się wstrzymam;
- Mizon peeling gel: cudo! bardzo fajnie się go używa, a działanie czuć prawie natychmiast, niesamowicie skuteczny kosmetyk z wygodna pompką, póki co jestem nim zachwycona, choć zapach mógłby mieć lepszy;
- Nacomi czarne mydło: mega gęste, świetnie trzyma się skóry, zazwyczaj używam go do twarzy jako peeling enzymatyczny, nie podrażnia jeśli nie trzymam go zbyt długo, zmiękcza i oczyszcza cerę.


2 zasada: Oddzielny ręcznik tylko do twarzy

Najlepiej miękki i szybkoschnący, ponieważ warto często go prać. Dzięki oddzielnemu ręcznikowi zmniejszam ryzyko przenoszenia bakterii, a co za tym idzie cera wygląda lepiej. Sprawdzą się także np. jednorazowe ręczniki papierowe. 
Uwaga: tak samo często piorę poszewki na poduszki, a w zimie szaliki itp. Wszystko co dotyka twarzy powinno być czyste :)


3 zasada: Tonik lub hydrolat jest niezbędnym elementem pielęgnacji, nie można go pomijać

Nie warto pomijać tego kroku pielęgnacji, tonik nie jest przecież zwykłą wodą. Służy on przede wszystkim do przywrócenia skórze właściwego pH, dzięki czemu wiele zyskujemy: między innymi lepiej się wchłaniają składniki aktywne z kosmetyków, a sama skóra lepiej sobie radzi z bakteriami. Woda wodociągowa czy większość kosmetyków zmienia pH skóry, które naturalne wynosi 5,5 czyli jest lekko kwaśne.
Zbyt niskie (kwaśne) pH powoduje nadprodukcję sebum, wypryski, świecenie i powiększenie porów, natomiast zbyt wysokie (zasadowe) pH sprawia, że skóra łatwo się podrażnia, jest ściągnięta, sucha i namnażają się na niej bakterie powodując infekcje.
Uwaga: micele powinny posiadać już właściwe pH, więc zmywając nimi makijaż teoretycznie można ten etap pominąć, ale z moich doświadczeń wynika, że nie warto, bo lepiej mieć pewność, tym bardziej, że toniki zwykle nie są drogie i łatwo zrobić je samemu (choćby mieszając wodę destylowaną z octem jabłkowym albo sokiem z cytryny w odpowiednich proporcjach). Nie używam toników z alkoholem, który niby dezynfekuje skórę, ale też i niepotrzebnie ją wysusza i osłabia.

Na dzień dzisiejszy używam:
- hydrolaty: pomarańczowy, z kwiatów pomarańczy (to nie to samo!), lawendowy i różany: wszystkie bardzo lubię, nie tylko przywracają skórze odpowiednie pH, ale i dostarczają jej substancji aktywnych, w większości posiadają też przyjemny, naturalny zapach i są bardzo wydajne;
- hibiskusowy tonik Sylveco: posiada świetny skład i ciekawą, żelową konsystencję, zawiera cenny ekstrakt z hibiskusa, który pozytywnie wpływa m.in. na cerę naczynkową, oczywiście także tonizuje.

 

4 zasada: Unikanie zapychaczy i przyspieszaczy zmarszczek

O parafinie chyba słyszał już każdy, jedne z nas jej unikają, inne nie. Każda z nas ma prawo do własnego zdania, ale dwie rzeczy są pewne: parafina zapycha pory, co jest szczególnie nieprzyjemne dla posiadaczek tłustej cery oraz przyspiesza powstawanie zmarszczek. Ja osobiście jej więc unikam w produktach do twarzy. Tak samo unikam alkoholu, który wysusza i kilku innych substancji. Generalnie warto przyglądać się składom, bo przy odpowiedniej obserwacji reakcji skóry jesteśmy w stanie się dowiedzieć co jej nie służy.
Uwaga: parafina znajduje się nie tylko w kremach czy mleczkach do demakijażu, ale także w kolorówce. Wiecie ile trzeba się naszukać w drogerii, żeby znaleźć puder bez parafiny?

 

5 zasada: Nie boimy się olejów, ale musimy dobrać odpowiednie

Mam tłustą skórę i często słyszę od koleżanek, że oszalałam używając olejów :) Taki panuje przesąd, że tłustą skórę należy za wszelką cenę wysuszyć i zmatowić. Tyle, że postępując w ten sposób otrzymamy chwilowe korzyści, natomiast w dłuższej perspektywie nasza skóra zacznie produkować więcej i więcej sebum. Dlaczego? Bo skóra nie jest taka głupia, skoro czuje "suchość" to chce się natłuścić i odgrodzić od środowiska. Warto więc ją nie tylko nawilżać, ale i dostarczyć jej niezbędnych kwasów tłuszczowych, które znajdują się właśnie w olejach. Te z kolei można umownie podzielić na "tłuste" i "suche" co w praktyce polega na znacznie szybszym wchłanianiu się i braku nieprzyjemnej warstwy. Do moich ulubionych "suchych" olei do twarzy należą: jojoba, wiesiołek, z pestek malin i moreli, marula.
Uwaga: oleje nakładam na noc zamiast kremu i w przypadku tych "suchych" nigdy nie zdarzyło mi się obudzić rano z tłustą, lepką skórą, ale wiele zależy także od indywidualnych predyspozycji. Moja skóra choć tłusta, jednocześnie jest dość mocno odwodniona, więc spija to, czym ją traktuję.

 Na dzień dzisiejszy używam:
- Calaya, olej marula: delikatny zapach i żółte zabarwienie, dość szybko się wchłania i dobrze łączy z kwasem hialuronowym,
- mazidła, ekologiczny olej jojoba: praktycznie bezzapachowy, lekki olej, którego czasem używam także do ciała, bardzo lubię go za pipetę,
- Vivio, olej z wiesiołka: stosuję go najczęściej do serów i maseczek oraz do... sałatek, jest to bowiem czysty olej jakości spożywczej,
- Mokosh, olej lniany: dość tłusty w porównaniu z powyższymi, stosuję go, gdy moja skóra jest mocniej odwodniona niż zazwyczaj, ale najbardziej lubię traktować nim włosy, uwielbiają to.


6 zasada: Nie pomijamy pielęgnacji szyi

Kiedyś w ogóle nie myślałam o szyi i pomijałam ten krok. Od kilku lat staram się jednak intensywnie dbać i o tą część ciała, co znaczy, że ją peelinguję, tonizuję i kremuję. Codziennie przy okazji pielęgnacji wykonuję także krótki masaż.
Uwaga: w przypadku szyi zawsze wykonujemy masaż lub wklepywanie kremu od dołu ku górze, dzięki temu dłużej pozostanie jędrna i bez zmarszczek.

Na dzień dzisiejszy używam:
- Bandi, Krem na szyję i dekolt: niesamowicie wydajny, dość gęsty krem o delikatnym zapachu, ładnie nawilża skórę i lekko ją napina, szybko się wchłania.


 

7 zasada: Odpowiedni masaż skóry podczas wklepywania kremu

Tutaj musiałabym się bardzo rozpisać, a post i tak jest przydługi :) Generalnie warto poszukać poszukać ciekawych sposobów i znaleźć własny, najlepszy sposób masowania skóry, który nie będzie uciążliwy, a jedynie przyjemny. To naprawdę działa, nie tylko rozluźnia, ale i ujędrnia skórę.
Uwaga: fajnie pisała na ten temat Azjatycki Cukier TU, nic dodać, nic ująć.

 

8 zasada: Serum nie jest fanaberią

Serum co do zasady charakteryzuje się wyższym stężeniem substancji aktywnych niż krem, jest to więc kosmetyk stuningowany i jako takim warto się zainteresować. W dość szybkim czasie jest w stanie nawilżyć lub odżywić skórę, w zależności od użytych składników. Osobiście bardzo je lubię i nie wyobrażam już sobie pielęgnacji bez serum.

Na dzień dzisiejszy używam:
- Ava, Serum z wit. C: szybko się wchłania, a dzięki zawartości wit. C wzmacnia naczynka, na czym najbardziej mi zależało, widzę różnicę przed i po,
-  Payot, Oczyszczające serum z alkoholem: męczę je już dość długo, a używam punktowo na miejsca, które tego wymagają, np. na wypryski, przyspiesza ich wysuszanie,
- mazidła, kwas hialuronowy: nie bez powodu jest w serach, choć nie używam go solo, bo ściąga skórę, a mieszam z olejami (patrz wyżej) i w ten sposób uzyskuję mega szybkie serum diy, które doskonale nawilża i odżywia skórę.



9 zasada: Maseczki to nie tylko przyjemność

O maseczkach piszę często, więc wiecie, że je lubię. Moimi nr 1 wciąż są kolorowe glinki, które przyrządza się bardzo szybko, a w zależności od dodatków mogę stworzyć taką maskę, jakiej akurat potrzebuje moja skóra.

Na dzień dzisiejszy używam:
- Calaya, Glinka niebieska oraz zielona: niebieska glinka oprócz cudownego koloru dobrze oczyszcza i odświeża skórę, natomiast niebieska ją dotlenia dostarcza minerałów i usuwa toksyny,
- Skarby Afryki, glinka biała: najdelikatniejsza i bardzo uniwersalna, właściwie dla każdego, używam jej także do innych kosmetyków, np. robiłam z niej pastę do zębów,
- Cattier, glinka żółta: dostarcza skórze cennych minerałów i delikatnie oczyszcza, uszczelnia też naczynka,
- rosyjska glinka czarna: dobrze oczyszcza skórę z zaskórników, usuwa nadmiar sebum i zanieczyszczeń.



10 zasada: Kosmetyki DIY są osiągalne i skuteczne

W dodatku to fajna zabawa i spora satysfakcja, więc jeśli macie ochotę zachęcam do przejrzenia etykiety na samym dole bloga "DIY" oraz "Zrób to sama". Wbrew pozorom niektóre kosmetyki np. proste sera czy peelingi robi się bardzo szybko.
 

11 zasada: Krem na dzień i krem na noc to zupełnie inne kosmetyki

Niby się o tym wie, ale nie zaszkodzi przypomnieć: krem na dzień powinien posiadać filtr przeciwsłoneczny, a jeśli takowego nie ma, wtedy można posiłkować się specjalnymi kosmetykami lub choćby nałożyć podkład mineralny. Słońce jest do życia niezbędne, ale wszystko czego jest w nadmiarze jest szkodliwe - niestety. Jednocześnie wymagam, aby krem na dzień był lekki, współgrał z każdym podkładem, nie zapychał, przymykał pory i nawilżał. Za to krem na noc może, a nawet powinien być treściwszy, bo wtedy gdy ja śpię, moja skóra wchłania więcej dobroczynnych substancji. Krem na noc nie musi już posiadać filtrów, bo po co, za to np. fajne oleje, kwas hialuronowy czy ekstrakty roślinne są już mile widziane. Jednocześnie wymagam, ale nie zapychał, nie ściągał nieprzyjemnie skóry i nie podrażniał.

Na dzień używam:
- GlySkinCare, Krem SPF30: dość lekki jak na tego typu kremy, choć dodatkowo używam go w niewielkiej ilości, nie zapycha, pachnie standardowo,
- Cien, Krem z granatem: hit, to krem za 8zł z Lidla, a ma świetny skład, jest bardzo lekki, nawilżający i nie podrażnia,
- Bielenda, Krem CC na naczynka: właściwie wyróżnia go jedynie zielony kolor, niestety nie zakrywa zaczerwienienia, a jedynie ochładza odcień, trochę go męczę...


Na noc używam:
- resztki kremu pod oczy ze śluzem ślimaka Mizon: dość lekki, delikatnie napinający i nawilżający kremik,
- Ziaja, Liście Manuka, krem na noc: orzeźwiający zapach, lekko żelowa konsystencja, wchłania się w mig; działanie ma przyjemne, ale za krótko go używam, aby stwierdzić czy daje mi odpowiednie odżywienie,
- Polny Wakrocz, Mazidło ze skrzypu polnego: bardzo tłusty krem, ale używany raz na jakiś czas w minimalnej ilości nie czyni szkód, a ładnie odżywia skórę, ma ładny skład,
- Tołpa, Koncentrat na wypryski: końcówka, używam sporadycznie jak mi "coś wyskoczy", bardzo skuteczny, cudownie pachnie.


Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam, bo post wyszedł naprawdę długi. Czy Wy też kierujecie się podobnymi zasadami? Może macie własne, którymi chcecie się podzielić?
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj