Bema Cosmetici, Przegenialne naturalne kremy do twarzy oraz rąk. Hit 2018 roku!

Rok 2018 jest genialnym rokiem jeśli chodzi o moje odkrycia kosmetyczne do twarzy. W tym roku znalazłam już kolejny, absolutnie świetny naturalny produkt do pielęgnacji twarzy i nie zawaham się nim z Wami podzielić! Odpowiada mi w nim wszystko - skład, opakowanie, certyfikat ICEA, działanie, konsystencja, zapach. No, może cena mogłaby być niższa - przynajmniej my konsumenci lubimy dobrze i tanio, a nie zawsze się tak da. No cóż, ja się godzę na wyższe ceny, jeśli kosmetyk jest tego absolutnie wart! Wolę kupić mniej, a lepiej, niż dużo i byle co... Jeżeli macie podobne podejście zapraszam serdecznie na recenzję włoskich kosmetyków naturalnych marki BEMA.



ICEA - znak ekologiczny przyznawany produktom (kosmetykom, żywności, detergentom, tekstyliom, meblom, usługom i materiałom budowlanym), których produkcja odbywa się z poszanowaniem środowiska naturalnego i ludzkiej pracy. Przyznawany przez Włoski Instytut ds. Certyfikacji Etyki Środowiskowej. Aby produkt otrzymał certyfikat ICEA musi:
  • być kontrolowany na każdym etapie produkcji;
  • zawierać tylko certyfikowane składniki;
  • być bezpieczny i naturalny (bez konserwantów i sztucznych barwników, stabilizatorów i genetycznie modyfikowanych składników);
  • być w pełni wegański (nie zawierać produktów odzwierzęcych);
  • być bezpieczny dla alergików i osób z wrażliwą skórą;
  • nie może być poddawany radioaktywnemu naświetlaniu;
  • nie może zawierać szkodliwych substancji, niebezpiecznych dla środowiska i ludzi;
  • nie może być testowany na zwierzętach;
  • posiadać ekologiczne opakowania, które podlegają recyklingowi;
  • posiadać pełną, przejrzystą informację dotyczącą składników i każdego etapu produkcji.

bema-krem-do-twarzy

BEMA LOVE BIO, Krem do skóry tłustej i mieszanej

Włoskie kosmetyki naturalne marki Bema Love Bio mogą pochwalić się subtelnym i minimalistycznym designem. Osobiście bardzo lubię delikatny wygląd opakowań, który idealnie harmonizuje z innymi i nie "bije po oczach" w łazience, komponując się z innymi podobnymi produktami. Krem do cery tłustej kupimy w kartoniku, których akurat zwolenniczką nie jestem, ale tutaj chroni on szklany słoiczek przed stłuczeniem. Krem BEMA jest biały i pachnie bardzo delikatnie, lekko migdałowo, naturalnie. Posiada kremowo-żelową konsystencję, która pod wpływem dotyku wydaje się dosyć lekka. Pomimo, że przypomina bardziej żel niż krem, to po rozsmarowaniu na skórze zachowuje się jak typowy krem. Przez jakiś czas od aplikacji zostawia wyczuwalną warstwę na skórze, ale nie jest ona ani tłusta ani lepka. Nie wchłania się też momentalnie do matu. Jest to raczej neutralne wrażenie warstewki ochronnej na skórze, takiej, która absolutnie nie przeszkadza, a po dłuższej chwili już jej nawet nie czuję.


krem-do-cery-mieszanej

Oficjalnie jest to jeden z lepszych kremów, jakie kiedykolwiek miałam i drugi krem odkryty w 2018 roku, który tak mnie zachwycił! Doskonale nawilża i faktycznie jest to nawilżenie długotrwałe. Jednocześnie nie przetłuszcza skóry, nie przeciąża jej, nie "zapycha" i nie powoduje żadnych nieprzyjemnych niespodzianek czy podrażnień. Nie zachowuje się jak krem stricte matujący, natomiast nie powoduje też, że skóra się świeci. Mam nawet wrażenie, że reguluje nadmierne wydzielanie sebum, ponieważ po zużyciu około połowy słoiczka skóra była promienna, miękka i mniej błyszcząca, ale z drugiej strony to bardzo indywidualna sprawa.


krem-do-cery-tlustej

Krem do cery tłustej Bema doskonale nawilża, dzięki czemu skóra wygląda świeżo, zdrowo i po prostu młodziej. Nie jest to typowo "tłuszczowe", powierzchowne nawilżenie, ponieważ utrzymuje się przez dłuższy czas. Dzisiaj, gdy piszę tą recenzję, jestem po zużyciu pełnego opakowania i moja cera nadal wygląda dobrze, choć oczywiście stosuję również inne produkty (sera, hydrolaty, oleje).

Latem stosowałam go w minimalnej ilości na wilgotną od hydrolatu cerę, ale w największe upały stawiałam na produkty jeszcze lżejsze. Natomiast stale stosowałam go na noc - rano skóra była gładka, promienna i napięta, miękka i nawilżona. Wczesną jesienią, gdy temperatury oscylowały w granicach 20 stopni i mniej, z powodzeniem stosowałam go już w ciągu dnia oraz jednocześnie na noc. Krem można kupić m.in. na stronie ekozuzu.pl za 78 zł. Wiem, że dla niektórych cena może być dość wysoka, natomiast krem dzięki konsystencji jest bardzo wydajny. Mnie wystarczył na całe 3 miesiące, a często używałam go dwa razy dziennie na twarz, szyję i dekolt. PAO 6 m-cy (od otwarcia słoiczka należy produkt zużyć w czasie 6 miesięcy).

krem-naturalny-do-twarzy

Krem do cery tłustej i mieszanej nadaje się pod praktycznie każdy rodzaj makijażu, jaki w tym czasie wykonywałam. Radzi sobie świetnie zarówno pod typowo drogeryjnym, silikonowym kremem BB (koreańskim Misska) czy fluidem (HD Eveline), a także pod naturalnym podkładem marki Couleur Caramel oraz minerałami (Annabelle Minerals i Lily Lolo).


Skład: Thymus Vulgaris Leaf Water (hydrolat czy też woda z wyciągiem z tymianku, oczyszcza, odświeża, działa gojąco i ściągająco), Citrus Medica Limonum Fruit Water (hydrolat lub woda z wyciągiem z cytryny, regeneruje i chroni skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, nawilża, odżywia i rewitalizuje), Aqua/Water, Cetearyl Alcohol (emolient), Propylheptyl Caprylate (emolient), Cetearyl Glucoside (emulgator), Dicaprylyl Carbonate (naturalny emolient), Sorbitol (nawilża), Glycine Soja Oil (olej sojowy, nawilża, uelastycznia skórę, działa antyoksydacyjnie i ochronnie, reguluje wydzielanie sebum, zawiera dużo wit. E), Oryza Sativa (Rice) Germ Oil (olej ryżowy, regeneruje i odżywia, stymuluje odnowę skóry, ujędrnia, zawiera naturalne filtry UV), Cocoglycerides (emolient z kokosa), Potassium Cetyl Phosphate (emulgator i stabilizator emulsji), Asparagopsis Armata Extract (ekstrakt z algi czerwonej, działa antybakteryjnie, zmniejsza widoczność naczynek), Spiraea Umaria Extract (ekstrakt z wiązówki błotnej, oczyszcza i uelastycznia skórę, działa przeciwzapalnie i antybakteryjnie, tonizuje, łagodzi i odświeża skórę), Salix Alba Bark Extract (wyciąg z kory wierzby, działa złuszczająco i oczyszczająco, usuwa nadmiar sebum, zapobiega trądzikowi, łagodzi stany zapalne, goi podrażnienia), Copaifera Officinalis Resin (olejek Copaiba, działa przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybiczo, odkażająco), Carapa Guaianensis Seed Oil (olej Andiroba, działa przeciwobrzękowo, rozjaśnia przebarwienia), Euterpe Oleracea Fruit Oil (olej Acai, nawilża, zmiękcza, super antyoksydant, odżywia, działa przeciwzapalnie), Benzyl Alcohol (konserwant, dopuszczony w kosmetykach naturalnych, czasem powoduje alergie), Dehydroacetic Acid (bezpieczny konserwant), Glyceryl Caprylate (emolient), Tocopherol (wit. E, chroni oleje przed jełczeniem), Citric Acid (regulator pH), Kaolin (glinka, matuje, absorbuje nadmiar sebum), Parfum/Fragrance (kompozycja zapachowa bez alergenów).

bema-naturalne-kosmetyki

Bema Cosmetici, Odżywczy krem do rąk naturalny

Kremów do rąk używam regularnie, ponieważ często myję ręce. Moje dłonie są dzięki temu w dobrej kondycji, ale rzadko zdarza się, że napotykam wręcz idealny krem zarówno na dzień, jak i na noc. Krem Bema mnie natomiast zachwycił, co do kompletu z kremem do twarzy sprawiło, że pokochałam ta markę całym sercem! Wiem, że nie tylko ja :)

cera-tlusta-krem

Plastikowa, niewielka tubka z korkiem na klik posiada podobnie subtelną szatę graficzną. Opakowanie jest praktyczne i wygodne, nie ma co do niego żadnych zastrzeżeń. Opakowanie o pojemności 75 ml kosztuje 42 zł.

najlepszy-krem-do-rak

Krem do rąk to moje kolejne oficjalne odkrycie 2018 roku! To najlepszy krem do rąk, jaki kiedykolwiek miałam i piszę to z całą stanowczością :) Sprawdza się idealnie zarówno na dzień jak i na noc. Krem do rąk, który posiada idealną konsystencję, średnio gęstą. Pachnie ładnie, delikatnie i naturalnie, troszkę przypomina słodkie migdały. Z jednej strony doskonale chroni skórę przed podrażnieniami, wysuszeniem, a także przed mrozem, wiatrem, a jednocześnie świetnie nawilża. Producent zadbał tu o doskonałą równowagę humektantów (substancji nawilżających) w stosunku do emolientów (substancje tworzące na skórze film). Produkt Bema utrzymuje to nawilżenie na doskonałym poziomie nawet przez kilka godzin (w życiu nie spotkałam tak długotrwale działającego kremu!) i nie zmywa się razem z wodą podczas mycia rąk. To sprawia, że skóra z każdym użyciem jest w coraz lepszej formie, a pamiętacie, że ja bardzo często myję ręce, więc jest to dla mnie ważna kwestia. Poza tym krem do rąk Bema wręcz idealnie nadaje się na noc - rano dłonie są w świetnym stanie i nie mam wrażenia, że są przesuszone, nie ma żadnych suchych skórek czy nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Rano nie mam potrzeby czy ochoty sięgać po kolejną dawkę kremu. Jednocześnie równie doskonale sprawdza się w ciągu dnia, dzięki temu, że maksymalnie szybko się wchłania (co oczywiście jest zależne też od ilości produktu jaką zastosujemy) i bardzo dobrze nawilża, a nie pozostawia żadnej tłustej warstwy. Krem Bema spokojnie można używać w domu czy pracy, ponieważ nie pobrudzimy dokumentów czy klawiatury komputera. Od dawna szukałam kremu, który byłby świetny na każdy moment dnia i wreszcie znalazłam. Wydajność zależy od ilości i częstości zużycia, powiedziałabym, że jest przeciętna. Tubka wystarczyła mi na ok. 1,5-2 miesiące, ale stosowałam go regularnie.

Skład: Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Oryza Sativa (Rice) Germ Oil, Glycine Soja Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Potassium Cetyl Phosphate, Amaranthus Caudatus Seed Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Glyceryl Caprylate, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Glyceryl Stearate, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Citric Acid, Tocopherol, Kaolin, Parfum/Fragrance.

bema-konsystencja-kremu-recenzja

Markę Bema poznałam dzięki stronie ekozuzu.pl i wcześniej nigdzie jej nie widziałam. Niedawno zrobiłam research i okazuje się, że kosmetyki są dostępne również w innych sklepach, ale inne mają zdecydowanie mniejszy asortyment :) PS. W moim posiadaniu są już kolejne produkty, tym razem płyn do higieny intymnej i krem pod oczy Bema. Jestem bardzo ciekawa czy też mnie tak zachwycą jak powyższe kosmetyki.

Znacie markę Bema? Odkryłyście w tym roku prawdziwe perełki jak ja?

Bartos, Wzmacniający Krem do twarzy Ruby Vine z wit. C - GENIUSZ!

Wiele z Was pyta mnie o dobry krem do twarzy z naturalnym składem. Trudno jednak polecić coś konkretnego, ponieważ każda z nas ma inne oczekiwania względem kosmetyków. Jedne szukają lekkiej konsystencji, drugie dobrego składu, jeszcze inne pewności, że produkt "nie zapcha" porów i nie spowoduje wysypu zaskórników. To wszystko jest oczywiście ważne, ale ja szukam jeszcze czegoś - działania! Regulacji nadmiernego wydzielania sebum, zmniejszenia zaczerwienienia, przyspieszonego gojenia niedoskonałości i poprawy gęstości skóry. Nawilżenie stosunkowo łatwo osiągnąć poprzez nałożenie pod krem warstw humektantów (żel aloesowy lub probiotyczny Bartos, esencje, hydrolaty, toniki z dobrym składem bez alkoholu oraz detergentów - zawsze od wodnistej konsystencji do bardziej treściwej). Całą resztę zapewnia mi obecnie krem wzmacniający Ruby Vine marki Bartos. Krem, który nadaje się zarówno na dzień jak i na noc, posiada świetny skład i genialne opakowanie z pompką typu air less. Prawie wykończyłam całe opakowanie, więc czas na opinię. Zapraszam



wzmacniajacy-naczynka-krem

Bartos to polska marka kosmetyków. Do dyspozycji mamy kilka produktów do pielęgnacji twarzy oraz dezodorant. Odkąd je zobaczyłam na Ekocudach wiedziałam, że któryś produkt prędzej czy później będzie mój. Trafiło na krem z winem.

Bartos, Wzmacniający krem do twarzy z wit. C

Naturalny krem wzmacniający i rozjaśniający skórę, dedykowany szczególnie cerze naczynkowej, normalnej oraz z tendencją do przetłuszczania czy skłonnej do alergii. Odpowiedni dla osób z nietolerancją glutenu. Zawiera bogaty koktajl ekstraktów z liści czerwonego wina, kocanki piaskowej i lukrecji, a także wzmacniającą olejową formę witaminy C oraz kwas hialuronowy. Krem na bazie soku z aloesu, zawiera także fajne naturalne emolienty: oleje arganowy i monoi, masło waniliowe i wosk z oliwek. Nie zawiera kompozycji zapachowej i olejków eterycznych, które mogą podrażniać, dlatego według producenta można go używać także pod oczy. Opakowanie typu air-less z nowoczesną pompką zabezpiecza produkt przed dostępem powietrza i sprawia, że krem zużywa się do dna. Kosztuje ok. 139zł/50ml. 

bartos-krem-analiza-skladu

Skład: Aqua (woda), Aloe Barbadensis Leaf Juice (sok z aloesu, działa przeciwzapalnie i regenerująco, zmniejsza zmiany skórne, nawilża, przyspiesza gojenie), Caprylic / Capric Trigliceride (frakcjowany olej kokosowy, emolient, zatrzymuje wilgoć w naskórku, natłuszcza i wygładza), Argania Spinosa Kernel Oil* (organiczny olej arganowy, naturalny emolient, odżywia i regeneruje, antyoksydant, przeciwdziała starzeniu), Glycerin (gliceryna, nawilża, zatrzymuje wilgoć w skórze), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy, naturalny emolient, tłusty, odżywczy, może "zapychać"), Cetearyl Alcohol (emolient, regulator lepkości, bezpieczny, może "zapychać"), Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil (olej ze słodkich migdałów, naturalny emolient, odżywia, natłuszcza, dość lekki olej), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (olej słonecznikowy, naturalny emolient, dobrze chroni skórę przed odparowaniem wody z naskórka, nie zatyka porów, natłuszcza, odżywia, zmiękcza, regeneruje, działa ochronnie), Cetearyl Olivate (naturalny emulgator z oliwek, pozwala połączyć fazy wodną z olejową i stworzyć konsystencję kremu), Ascorbyl Tetraisopalmitate (stabilna pochodna wit. C w formie olejowej, antyoksydant, stymuluje syntezę kolagenu w skórze, rozjaśnia), Hydrogenated Vegetable Oil (naturalny emolient roślinny, chroni skórę przed utratą wody), Glyceryl Stearate (emulgator, umożliwia powstanie kremu z fazy wodnej i olejowej, także emolient), Sorbitan Olivate (naturalny emulgator, stabilizator emulsji, także detergent), Olea Europaea Fruit Oil (oliwa z oliwek, regeneruje, koi, zmiękcza i natłuszcza), Hydrolyzed Hyaluronic Acid (kwas hialuronowy; zapobiega utracie wody z naskórka, pobudza mikrokrążenie oraz wspomaga głębsze przenikanie innych substancji aktywnych - promotor przejścia), Vanilla Planifolia (Vanilla) Oil (masło waniliowe; działa przeciwzapalnie, nawilżająco, łagodząco, antyoksydant), Tocopherol (naturalna wit. E, antyutleniacz, chroni oleje przed jełczeniem, odżywia i wzmacnia skórę), Gardenia Tahitensis Flower Extract (ekstrakt z kwiatów gardenii, łagodzi i koi podrażnienia, zmniejsza stany zapalne, regeneruje i chroni skórę, wygładza i uelastycznia), Helichrysum Stoechas Extract* (ekologiczny ekstrakt z kocanki, obkurcza ścianki naczyń krwionośnych, dzięki czemu przyspiesza gojenie i znikanie siniaków oraz pękniętych naczynek i "pajączków"; przyspiesza gojenie drobnych ranek, zmniejsza zaczerwienienia i podrażnienia skóry, działa przeciwgrzybicznie i antywirusowo), Vitis Vinifera Leaf Extract* (ekologiczny ekstrakt z liści winogron; wzmacnia naczynka krwionośne, działa ściągająco, przeciwzapalnie i antybakteryjnie, przyspiesza gojenie ranek, chroni skórę przed wolnymi rodnikami i promieniowaniem UV, przyspiesza wchłanianie innych składników aktywnych), Glycyrrhiza Glabra Root Extract* (ekologiczny ekstrakt z lukrecji, działa przeciwzapalnie i przeciwalergicznie, reguluje wydzielanie sebum, chroni przed promieniowaniem UV oraz rozjaśnia), Citric Acid (kwas cytrynowy, regulator pH), Sodium Benzoate oraz Potassium Sorbate (dwa bezpieczne konserwanty, dopuszczone do stosowania w kosmetykach naturalnych i ekologicznych). *z ekologicznych upraw.

bartos-recenzja-kremu

Opakowanie swoją szatą graficzną niesamowicie trafia w mój gust. Delikatne motywy kwiatowe, biel, a jednocześnie lekkość plastiku to coś, co lubię. Słoiczek jest solidny, nie za mały. Ogromnym plusem jest pompka typu air less, która tutaj występuje w rzadko spotykanej wersji - naciska się całą górną część pudełka. Absolutnie nie należy jej zdejmować (widziałam takie zdjęcia na Instagramie), aby nie dopuścić powietrza do środka. Niestety pompka ma mankament - chlapie! Odrobina wprawy jest niezbędna, aby nie ubrudzić siebie i wszystkiego dookoła kremem, na szczęście z biegiem czasu uczymy się ile trzeba użyć siły - wystarczy lekko nacisnąć. Pompka tworzy uroczą "rozetkę" z kremu, którą zbieramy już placem (oczywiście czystym), a następnie wmasowujemy w skórę. Znalazłam też kolejną wadę - krem nieestetycznie przysycha na pompce, jeśli go dokładnie nie wytrzemy albo nie zmyjemy, a że wieczko jest przezroczyste - od razu to widać. Dlatego po każdym użyciu warto przetrzeć pompkę do czysta, chyba że Wam nie przeszkadza brudne opakowanie ;)

krem-bartos-recenzja-blog

Bardzo sensowny, bogaty skład, pełen roślinnych ekstraktów, olei, kwasu hialuronowego i aloesu został zamknięty w niezwykle przyjemnej konsystencji. Z jednej strony wydaje się bogata, dość treściwa, nie jest ani lejąca ani żelowa. Typowy krem. Z drugiej strony już po wmasowaniu w skórę okazuje się, że kosmetyk momentalnie się wchłania, nie pozostawiając tłustej czy błyszczącej warstwy. Na skórze staje się całkowicie matowy, a przypominam, że mam cerę mieszaną w kierunku tłustej, ze skłonnością do błyszczenia i "zapychania". Krem posiada specyficzny naturalny zapach, ponieważ nie jest perfumowany. Trudno go określić, przypomina trochę herbatę, ale jest delikatny i mi osobiście nie przeszkadzał.  Kremu używałam zarówno na noc (po humektantach, w pielęgnacji wieloetapowej), jak i na dzień (solo, na skórę wilgotną od toniku lub hydrolatu z czystka). Wieczorem wklepywałam go delikatnie również w okolice oczu.

Podsumowując wzmacniającego kremu Bartos używam od ponad dwóch miesięcy praktycznie codziennie, dwa razy dziennie i jeszcze odrobinę zostało na dnie opakowania. Według mnie to świetna wydajność! Tym bardziej, że do pokrycia całej twarzy oraz szyi i dekoltu nie potrzebuję więcej niż dwie niewielkie pompki produktu. Gdybym więc używała kremu raz dziennie, wystarczyłby mi na ponad 4 miesiące. Nice!

konsystencja-kremu-wzmacniajacego

Naturalny krem Bartos na dzień

Jeśli spodziewacie się marudzenia to niestety, ale krem mnie... zachwycił. Stosowany na dzień doskonale nadaje się pod makijaż. Nie roluje się na nim ani typowo silikonowy koreański krem BB (Missha czy Bio-Essence), zwykły "europejski" podkład (Eveline, Bielenda), ani bardzo naturalny podkład Hydracoton od Couleur Caramel. Krem wzmacniający Bartos dogaduje się z każdym fluidem jakim dysponuję, a także z każdym pudrem (tradycyjne, ryżowe, mineralne). Świetnie radzi sobie również z minerałami (Annabelle Minerals), z tym że przed nałożeniem produktów sypkich delikatnie odciskałam nadmiar kremu w czystą chusteczkę. Krem Bartos nie przyspiesza błyszczenia skóry, nie powoduje, że podkład się zbiera w załamaniach czy warzy. Wystarczająco nawilża skórę, a przy tym nie przyspiesza błyszczenia! Sprawia, że cera jest elastyczna i miękka w dotyku. Idealnie byłoby, gdyby posiadał jeszcze filtry UVA i UVB, ponieważ to wymarzony krem na lato.

Wzmacniający krem Bartos na noc

W pielęgnacji wieczornej nakładam krem jako ostatni etap, a dokładnie po: dokładnym demakijażu i oczyszczaniu (olejek Biolove + pianka Tess), toniku (Cossi Fuleren), esencji różanej, żelu aloesowym, serum. Krem "domyka" wszystkie poprzednie warstwy, a jednocześnie nie jest tłusty i nie sprawia, że skóra jest przeciążona. Aktualnie oleje czy olejki stosuję 2-3 razy w tygodniu, wtedy albo rezygnuję już z kremu, albo nakładam tylko jedną pompkę i dokładnie go wmasowuję w skórę, a dopiero potem nakładam odrobinę oleju (konopny, z pestek śliwki lub serum Iossi). Wszystko zależy od aktualnych potrzeb skóry, którą dobrze obserwuję i reaguję na jej potrzeby. Po ponad dwóch miesiącach stosowania z całą pewnością stwierdzam, że krem Bartos nie "zapycha" skóry, ani nie działa aknegennie, przynajmniej u mnie. Nie podrażnia, nie powoduje pieczenia. Skóra po tym czasie wyraźnie się wzmocniła, rozjaśniła, a delikatne zaczerwienienia są obecnie praktycznie niewidoczne (miałam niewielkie zmiany naczynkowe w okolicach nosa i policzków). Cera jest elastyczniejsza, jędrna, gładka, wygląda lepiej niż wiosną. Zdecydowanie rzadziej występują niedoskonałości, nawet hormonalne (w "te" dni). Widzę też, że niewielkie zmarszczki mimiczne pod oczami są mniej widoczne, ale o okolice oczu dbam także innymi kosmetykami  (na dobrze nawilżonej cerze zmarszczki "znikają" i są duże szanse, że na stałe pojawią się później). Cera nabrała delikatnego, zdrowego blasku, który utrzymuje się dłużej niż 5 minut po nałożeniu produktu. Niestety rozszerzone pory pozostały bez zmian, nie wydaje mi się, aby krem był w stanie na nie wpłynąć. Jeśli chodzi o regulację nadmiernego wydzielania sebum zauważyłam, że skóra mniej się błyszczy i dłużej pozostaje matowa w ciągu dnia, więc jest efekt także i w tym zakresie.


krem-analiza-skladu

Okropnie się rozpisałam, ale jestem bardzo zadowolona z kremu wzmacniającego tej nowej marki. Jeśli firma Bartos tak "startuje" na rynek, wróżę jej same sukcesy. Właśnie takich kosmetyków szukam, z sensowym składem, z ogromem składników aktywnych, działających na wielu płaszczyznach, uniwersalnych. Do tego pompka typu air-less, którą po prostu uwielbiam, choć faktycznie trzeba do niej przywyknąć. Nie przeraża mnie nawet cena, choć oczywiście gdybym miała coś do powiedzenia wolałabym, aby krem kosztował mniej :)

Znacie już produkty Bartos? Widziałyście je na targach kosmetyków naturalnych albo w internetach?

Pomysły na prezent dla mamy / Dzień Matki

Prezent na dzień matki

Już niedługo Dzień Matki, który w mojej rodzinie jest chętnie obchodzony. Czasem symbolicznie, a czasem z pompą, w zależności od możliwości finansowych i potrzeby. Liczy się gest i pamięć, choć czasem warto podpytać czy mamie czegoś akurat nie brakuje :) Dzisiaj mam dla Was zestawienie różnych pomysłów na prezent. Wszystkie wykorzystałam kiedyś jako podarunek dla mamy. Moja mama była bardzo zadowolona, więc mam nadzieję, że spodoba Wam się ten post i pomoże wybrać coś fajnego.


portfel-skorzany

Portfel - praktyczny prezent dla każdego 

Co kilka lat kupuję mamie portfel, ponieważ jest to rzecz codziennego użytku i zwyczajnie z czasem się niszczy. Zawsze stawiam na porządne marki, ponieważ te tańsze, nie oszukujmy się, są słabszej jakości i nie wytrzymują nawet roku (przerobione). Lubię mieć duży wybór portfeli, przeglądać różne fasony i kolory, aby dobrać coś odpowiedniego. Ostatnio wybrałam portfel Peterson, ponieważ posiada mnóstwo przegródek na karty lojalnościowe, karty płatnicze oraz zdjęcia. Dodatkowo posiada przegródkę zapinaną na zamek błyskawiczny, co jest wygodne w użytkowaniu. Portfel powinien być nie tylko praktyczny, ale i ładny, a mamy wolą zwykle raczej klasyczne wzory, przynajmniej moja. Skórzane portfele kosztują już od ok. 120-140 zł, jednak bywają tańsze w promocji. Warto poszukać też stacjonarnie!

czerwony-portfel

Książka "Dzikie smaki. Kuchnia zwariowanego zbieracza roślin"

Pozycja, która nie tylko posiada piękną okładkę i zdjęcia, ale przed wszystkim uświadamia, jak bardzo nie doceniamy roślin! Nawet w środku miasta można znaleźć niezwykle cenne części jadalne, jeśli oczywiście wiemy czego i gdzie szukać - orzechy, owoce, kwiaty, pączki, liście czy korzenie. Autorki podpowiadają jak zbierać rośliny z głową, unikając zanieczyszczeń, a przy okazji nie niszcząc przyrody.

ksiazka-o-ziolach

W środku pomysły na nietypowe potrawy, a wszystko okraszone humorem i lekkim piórem autorek. Na jakie przepisy możemy liczyć? Choćby na kawior z pączków czarnego bzu, tartę z pędami chmielu, kisiel fiołkowy czy pesto z czosnku niedźwiedziego z orzechami laskowymi. Jeśli Wasze mamy lubią eksperymentować w kuchni i inspirować się, jest to idealna pozycja na prezent! Niesamowita książka, w dodatku napisana przez blogerki Mead Ladies, a wydana przez Pascal. Książka kosztuje 35-50 zł, w zależności od księgarni (u wydawcy w tym momencie 34,93 zł).

ksiazka-ziola

Perfumy Escada Joufull Moments

Odkąd pamiętam mamie i mi podobały się takie same nuty zapachowe, stąd dość łatwo mogę wybrać  perfumy na prezent. Jesteśmy fankami radosnych, owocowych nut, wibrujących radością życia, w tle także kwiatowych. Perfumy Escada są lekkie, idealne na nadchodzące lato, dzienne, trochę słodkie, trochę kwaśne - dla mnie idealne! Niestety nie grzeszą trwałością, po kilku godzinach wyczuwam je już bardzo delikatnie, oczywiście dłużej utrzymują się na ubraniach. Czasem jest to zaletą, szczególnie w wyjątkowo upalne dni, kiedy duszące, intensywne zapachy przyprawiają mnie o ból głowy. Perfumy różnią się ceną w zależności od pojemności i miejsca zakupu. W sklepach internetowych 30 ml można kupić już od ok. 75 zł, stacjonarnie co najmniej od 100 zł.
Jeśli znacie ulubione nuty zapachowe mam to polecam taki prezent - zwykle bardzo cieszy :)

perfumy-escada

Krem do twarzy dla mamy

Moja mama ma niesamowitego pecha do kremów, ponieważ wśród drogeryjnych półek trudno jej się odnaleźć. Przy wyborze kieruje się tym, co producenci piszą na opakowaniu. Nie zawsze kończy się to dobrze, dlatego zdarza mi się kupować mamie także kremy. Przy czym zwykle, jako że jest to prezent, stawiam na mniej znane/dostępne marki i te odrobinę droższe. Kieruję się również składem i zawartością ujędrniających składników, konsystencją i ładnym opakowaniem.

Krem na noc Lab One Hydration

W kartoniku znajdziemy piękny słoiczek z mrożonego szkła ze złotą zakrętką, pod którą mamy dodatkowe zabezpieczenie zawartości. Krem nie jest naturalny, ale zawiera m.in. sporo oleju z pestek winogron, skwalenu, panthenolu, kofeinę, lecytynę, polifenole, mocznik, zieloną herbatę i wit. E - substancje chroniące skórę przed utratą wody i podrażnieniami, uelastyczniające skórę, a także antyoksydanty chroniące przed starzeniem. Krem świetnie regeneruje i nawilża, a przy tym posiada przyjemną, lekką konsystencję i świeży zapach. Szybko się wchłania, pozostawiając skórę lekko napiętą, nawilżoną i zregenerowaną. Kosztuje w standardowej cenie 244 zł, ale obecnie jest w promocji na stronie producenta za 89 zł/50 ml.

Krem Rodial Bee Venom

Propozycja zdecydowanie droższa to nawilżający krem z jadem pszczelim Rodial. Marka polecana przez dermatologów i chirurgów plastycznych, uznana podobno przez celebrytki ;) Opakowanie nie jest szczególnie luksusowe - żółty, plastikowy słoiczek z zakrętką i dodatkowym zabezpieczeniem. Krem o budyniowej konsystencji i przyjemnym zapachu zawiera m.in. peptydy z jadu pszczelego (reguluje napięcie mięśni, działa jak "naturalny botoks", poprawia krążenie krwi), kwas hialuronowy (nawilża, ujędrnia), komórki macierzyste z papryki (zwiększa żywotność komórek, uelastycznia, poprawia koloryt skóry), wit. C (wygładza i rozjaśnia skórę, stymuluje produkcję kolagenu, antyoksydant, chroni przed skutkami promieniowania UV). Krem szybko napina skórę, ujędrnia ją i wizualnie spłyca zmarszczki. Dodatkowo dobrze nawilża, chroni przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych i promieniowaniem UV. Podobno kremu używa nawet brytyjska księżna Kate Middleton. Krem kosztuje sporo, bo ok. 600 zł/50 ml, ale jeśli nie jest to przeszkodą, a mama nie jest uczulona na jad pszczeli warto spróbować. 

rodial-krem

Szczotka do włosów np. Tangle Teezer

Szczotka do włosów przyda się każdemu, zwłaszcza, że z wiekiem włosy niestety są bardziej podatne na wypadanie i uszkodzenia mechaniczne. Marka jest polecana do każdego rodzaju włosów, a szczególnie cienkich, kruchych i farbowanych. Dzięki specjalnie ustawionym ząbkom rozczesuje włosy delikatnie, bez ciągnięcia i szarpania. Specjalny kształt ułatwia operowanie szczotką, a dzięki niewielkiemu rozmiarowi można ją mieć zawsze przy sobie. Kosztuje 35-60 zł w zależności od sklepu.

zlota-szczotka

Dobra herbata i wzmacniające zioła

Mamy zwykle lubią dobre napary, moja na pewno! Obecnie coraz więcej marek stawia nie tylko na jakość herbaty, ale i na ładne opakowanie, dzięki czemu mamy gotowy prezent :) Osobiście od lat jestem ogromną fanką herbat Basilur, które urzekają aromatami i ślicznymi metalowymi puszkami. Ostatnio odkryłam także markę Infuz, która oferuje mnóstwo rodzai i smaków naparów. Poniżej wersja BEAUTE, zawierająca m.in. 30% mniszka lekarskiego (poprawia kondycję cery, antyoksydant, wspiera także wątrobę), 14% grejpfruta (wspomaga oczyszczanie organizmu i poprawia przemianę materii, zawiera wiele witamin), 2% bergamotki (wspomaga trawienie). Dostępne są również inne mieszanki. 100 g herbaty w ładnej puszce kosztuje ok. 35 zł.

ziolowa-herbata

Naturalny balsam do ust

To już tradycja, że do każdego prezentu dorzucam mamie jako gratis naturalną pomadkę ochronną. Mama jest fanką pomadki, która chroni usta przed mrozem, ale zupełnie ich nie regeneruje. Do tego potrzeba czegoś więcej niż parafiny - najlepiej naturalnych olei i wit. E. Stawiam zwykle na Alterrę, Vianek, Sylveco lub Eos - sprawdzone, niedrogie i bardzo skuteczne! Ceny od 4 zł (Alterra, promocje Sylveco), standardowa cena Vianka ok. 10 zł, Eos 18-30 zł w zależności od sklepu.

vianek-sylveco-pomadki

Szczególnie nowe pomadki ochronne Vianek zachwycają ze względu na świetny skład i działanie, ale także obłędne zapachy! Fioletowa pachnie i smakuje słodkim winogronem, pomarańczowa czaruje owocem mango i brzoskwini. Nowy peeling miętowy Sylveco to idealna, delikatniejsza opcja na lato, a Eos - wiadomo, ma rzeszę fanek.

pomadka-eos

Jak się Wam podobają moje propozycje? Mam nadzieję, że z łatwością wybierzecie coś fajnego dla mamy. Jeśli potrzebujecie jeszcze inspiracji to polecam także wpis grudniowy, gdzie m.in. piszę o minerałach Annabelle Minerals i... gwiazdce z nieba! --> Inspiracje prezentowe

Mizon, Snail Recovery Gel Cream, Krem ze śluzem ślimaka

Śluz ślimaka jest częstym składnikiem koreańskich kosmetyków, choć i europejscy producenci wykorzystują go coraz śmielej. Pozyskiwany jest on podobno bez krzywdy dla mięczaków, ale trudno uznać życie w kartonach za ślimaczy raj. Przecież gdzieś muszą te ślimaki "mieszkać", aby być stale pod ręką, więc nie ma tu mowy o wolności czy naturalnych warunkach życia. Mam nadzieję, że branża skupi się na pozyskiwaniu śluzu w jeszcze lepszy sposób z uwzględnieniem warunków życia ślimaków. W sieci krąży też kilka filmików pokazujących tradycyjną metodę pozyskania śluzu - wygląda to średnio atrakcyjnie, choć wyraźna krzywda ślimakom się nie dzieje. Budzi we mnie jednak pewne obawy, przez które mam opory przy używaniu produktów z filtratem, dlatego postanowiłam zmniejszyć ilość kosmetyków z tym składnikiem w swojej pielęgnacji (w zapasach mam jeszcze krem pod oczy i kilka masek, nie planuję dokupywać nic więcej). Moja przygoda ze śluzem zaczęła się od Mizon, Krem ze śluzem ślimaka All In One, który wspaniale nawilżył i ukoił moją cerę. Stąd wiem, że śluz faktycznie daje niesamowite rezultaty i trzymam kciuki za nowe sposoby jego pozyskania.

Właściwości śluzu ślimaka

Znany już od czasów Starożytnej Grecji, śluz ślimaka został zapomniany i powrócił do łask w latach 80-tych XXw, dzięki czemu w latach 90-tych opracowano pierwszy nowoczesny krem z tym składnikiem. Od tamtej pory powstały całe gamy produktów, które doskonale nawilżają i regenerują skórę, a ponadto mają moc zmniejszania blizn. Wszystko dzięki temu, że śluz ślimaka zawiera:
  • mukopolisacharydy: zmniejszają podrażnienia i reakcje alergiczne, pomagają w prawidłowym krążeniu krwi i limfy. W połączeniu z kolagenem i elastyną dodają skórze elastyczności, sprężystości oraz nawilżenia;
  • alantoina: posiada właściwości przeciwzapalne i kojące, dzięki czemu  przyspiesza regenerację skóry i gojenie ran oraz łagodzi podrażnienia, a także zmiany trądzikowe. Wspomaga rozjaśnianie i likwidację blizn, rozstępów, a także wspiera usuwanie cellulitu;
  • naturalne antybiotyki: zabijają szkodliwe bakterie i grzyby (np. Escherichia Coli, Staphylococcus Aureus i Pseudomonas Aeruginosa, które najczęściej powodują infekcje skórne) oraz łagodzą stany zapalne skóry;
  • kolagen i elastyna: pomagają likwidować zmarszczki, wspierają sprężystość oraz jędrność skóry;
  • kwas glikolowy: wygładza, odświeża i regeneruje skórę, spowalnia procesy starzenia; dodatkowo usuwa martwe komórki naskórka (peelinguje), reguluje wydzielanie sebum, zwęża i oczyszcza pory skóry;
  • witaminy A,C i E: odżywiają i regenerują skórę, chronią przed działaniem wolnych rodników, wspomagają rozjaśnianie przebarwień i przywracają skórze jednolity, wyrównany koloryt.


Mizon, Żel-krem 74% śluzu ślimaka

Według producenta: "Lekki, ale dobrze nawilżający żelowy krem do twarzy z filtratem ze śluzu ślimaka. Znany jest na całym świecie, ponieważ wspomaga walkę z bliznami i niedoskonałościami skóry. Silnie regeneruje, nawilża, zmiękcza i wygładza, a także wspiera naturalną barierę ochronną skóry. Pomaga w walce ze zmarszczkami. Oprócz 74% filtratu ze śluzu ślimaka zawiera także adenozynę, peptydy, witaminy i ekstrakty roślinne. Stanowi doskonałą odpowiedź na potrzeby problematycznej cery."


Krem kupimy w kartoniku, na którym znajdziemy głównie napisy po koreańsku i angielsku. INCI na szczęście mamy w języku międzynarodowym :) Jeżeli zakupu dokonamy u polskiego dystrybutora na opakowaniu powinna znaleźć się dodatkowa informacja w języku polskim. Kosztuje ok. 40 zł/45 ml. Można go kupić w coraz liczniejszych sklepach internetowych, swój egzemplarz mam z Asian Store.


Skład: na pierwszym miejscu filtrat ze śluzu ślimaka (74%), dalej jest trochę gorzej. Mamy tu m.in. silikony, glicerynę, hialuronian sodu, kilka roślinnych ekstraktów, pod koniec adenozynę (regeneruje, działa przeciwzmarszczkowo, rozjaśnia, wygładza, przyspiesza przepływ krwi) oraz nielubiany przeze mnie konserwant. Szczegóły: Snail Secretion Filtrate, Butylene Glycol, Cyclopentasiloxane, Glycerin, Bis-peg-18 Methyl Ether, Dimethylsilane, Polysorbate2-, Sodium Hyaluronate, Carbomer, Glycosyl Trehalose, Hydrogenated Starch Hydolsyate, Triethanolamine, Dimethicone/vinyl Dimethicone Crosspolymer, Dimethicone, Hydroxyethylcellulose, Caprylyl Glyocol, Ethylhexylglycerin, Sodium Polyacrylate, Centella Asiatica Extract, Portulaca Oleracea Extract, Camellias Sinensis Leaf Extract, Nelumbo Nucifera Flower Extract, Betula Platylphylla Japonica Juice, Tropolone, Copper Tripeptide-1, Allantoin, Panthenol, Olea Europaea (olive) Fruit Oil, Helianthus Annuus (sunflower) Seed Oil, Palmitoyl Pentapeptide-4, Adenosine, Disodium Edta.


Krem znajduje się w wygodnej, miękkiej tubce. Cieszę się, że na zgrzewie mamy łatwą do rozszyfrowania datę ważności, nie zawsze jest to tak oczywiste w przypadku azjatyckich kosmetyków. Po otwarciu należy go zużyć w ciągu 12 m-cy. Korek jest odkręcany. Przed pierwszym użyciem musimy zerwać aluminiowe zabezpieczenie, więc mamy pewność, że krem nie był używany. Lubię takie rozwiązania.



Sam krem ma konsystencję dość gęstego żelu, ale jest lekki. Dzięki temu, że producent nie użył barwników, produkt jest przezroczysty i mamy mniejsze ryzyko podrażnienia skóry. Posiada bardzo delikatny zapach, ale skład nie deklaruje użycia kompozycji zapachowej, więc prawdopodobnie wynika on z użytych substancji. Najbardziej przypomina lekko kwiatowy aromat i jest do zniesienia, na skórze w ogóle go już nie wyczuwam. Należy zwrócić uwagę na dokładne omijanie okolic oczu. Na skórze bardzo, ale to bardzo delikatnie się lepi, choć nie mam zwyczaju dotykania twarzy w ciągu dnia, więc nie przeszkadza mi to za bardzo. Kremu nie używam na suchą skórę, ponieważ potrafi wtedy ją nieprzyjemnie ściągać (podobnie jak żel hialuronowy). O wiele lepiej aplikować go na skórę lekko zwilżoną np. tonikiem, hydrolatem czy wodą termalną.


Krem dobrze się rozsmarowuje i daje natychmiastowy efekt lekkiego ujędrnienia. Skóra momentalnie staje się bardziej sprężysta, jakby uniesiona i efekt ten utrzymuje się przez kilka godzin od aplikacji, po czym stopniowo znika (po zmyciu całkowicie). Żel nie wchłania się do matu, pozostawia na skórze lekko świetlisty efekt. Po kilku godzinach można zaobserwować bardziej błyszczącą powłoczkę, nie jest to jednak typowe błyszczenie (np. jak sebum na tłustej skórze) i jest do wytrzymania. Jeśli na krem nałożę makijaż (obecnie krem BB Holika Holika Cotton Candy), a całość przypudruję, błyszczenie pojawia się jeszcze później, praktycznie pod wieczór, więc mi nie przeszkadza. Krem Mizon doskonale nadaje się pod makijaż, ponieważ podkłady się na nim nie rolują, minerały też się dobrze trzymają. 
Ślimaczego żelu Mizon używam od ponad 5 m-cy, tylko na dzień, a nadal w tubce sporo zostało, więc wydajność ma niesamowitą. Przez cały ten czas nie zapchał porów, nie podrażniał i nie uczulił. Krem nawilża całkiem przeciętnie, stosowany na skórę wilgotną nie wysusza, a dodatkowo zatrzymuje dostarczoną wilgoć. Zaraz po nałożeniu daje niesamowite wrażenie nawodnienia, ochłodzenia i zmniejszenia uczucia suchości, jednak w ciągu dnia ten efekt stopniowo maleje. Stosowany regularnie rozjaśnia małe przebarwienia, co widzę po swoich pieprzykach, ujednolica koloryt cery, sprawia, że skóra jest lekko ujędrniona, gładka i miękka w dotyku. Zdecydowanie pozytywnie wpływa na suche skórki, które szybko usuwa i zapobiega powstawaniu kolejnych. Kiedy jest nałożony mam wrażenie, że zmarszczki mimiczne są mniej widoczne, niestety efekt znika po demakijażu i nie utrzymuje się nawet przy regularnym używaniu. Dodam, że krem wpływa na regulację sebum, skóra o wiele mniej się przetłuszczała, dłużej wyglądała świeżo i promiennie, choć jak wspomniałam nie była matowa.


Zauważyłam, że krem ma sporo negatywnych opinii ze względu na wysuszanie, dlatego podkreślam, że warto nakładać go na wilgotną skórę - zaraz po toniku, hydrolacie, wodzie termalnej, tonerze, lotionie.

Krem jest przyjemny w używaniu, nie zrobił krzywdy, lekko poprawił koloryt, ale jeszcze lepiej wspominam wersję All In One, która dodatkowo niesamowicie nawilżała i rozświetlała skórę na dłużej.

Znacie kosmetyki ze śluzem ślimaka? Jaki macie stosunek do tego składnika?

Cien Nature, Tanie i dobre kremy do twarzy

Czy dobry krem do twarzy musi dużo kosztować? Zwracając uwagę na składy i czytając je niemal maniakalnie często miałam wrażenie, że tak, a i owszem. Muszą. Nie udało mi się dotąd znaleźć kremów tańszych niż 30 zł niewypchanych parafiną i innymi zapychaczami, których głównym zadaniem było jedynie tworzenie przyjemnej konsystencji i zapachu, ale na pewno nie pielęgnacja. Kilka miesięcy temu Lidl jednak udowodnił, że tanie nie znaczy do niczego. Szkoda tylko, że kremy, o których dziś napiszę, dotąd nie były dostępne w regularnej sprzedaży, więc pozostaje mieć nadzieję, że powrócą do sklepów Lidl.



Cien Nature, Day Cream, Wild Rose, Krem na dzień z dziką różą do cery suchej





Krem znajduje się w kartoniku, który całkiem przyjemnie się prezentuje. Kosztował bodajże lekko ponad 10zł, choć ja kupiłam go na wyprzedaży za... 4zł/50ml (tak! słownie cztery złote).


Skład: Wysoko znajdziemy tu oleje (słonecznikowy, jojoba, oliwę z oliwek), nawilżającą glicerynę,  kilka emolientów zostawiających film ochronny na skórze, olej z nasion dzikiej róży, koenzym Q10, pod koniec konserwanty i składniki kompozycji zapachowej. Szczegóły powyżej.
Skład może nie powala ilością składników, jednak nie ma tu kontrowersyjnych substancji, a cena zachęca.


W kartoniku znajdziemy zgrabną, plastikową tubkę z korkiem na klik. Utrzymana została ta sama delikatna szata graficzna, może nie porywająca, ale miła dla oka. Opakowanie jest wygodne, praktyczne i niewielkie, więc idealnie wpasowało się w moją łazienkę.


Sam krem jest barwy białej i pachnie oczywiście różą. Niestety moim zdaniem zapach jest lekko podbity sztucznym aromatem, nie do końca wydaje się naturalny. Może być też mączący, bo jest intensywny i utrzymuje się dłuższą chwilę na skórze, więc jeśli ktoś nie lubi zapachu róży raczej nie będzie zadowolony. Krem przeznaczony jest do cery suchej, czyli teoretycznie nie dla mojej, która jest tłusta choć odwodniona. Lubię jednak dobre nawilżenie, a skład wyglądał na tyle przyjaźnie, że postanowiłam zaryzykować.


Jest to krem na dzień, ale ponieważ jest dość tłusty i pozostawia też grubszą, ochronną warstwę na skórze okazał się dla mnie zbyt treściwy. Zwyczajnie moja skóra się po nim nieładnie błyszczała, szybko przetłuszczała, a makijaż słabiej się trzymał. Być może faktycznie lepiej by się spisał do cery suchej, czyli takiej, do której jest przeznaczony, dlatego nie oceniam go jako zły. Zużywam go na noc, gdzie tłustawa warstwa mi nie przeszkadza oraz do rąk (też na noc). Rano buzia jest gładka i dobrze nawilżona. Nie zauważyłam, żeby zapychał, więc to całkiem przyjemny krem z dobrym składem. Mimo to więcej tej wersji nie kupię, nawet jeśli będzie tak tania i dostępna w Lidlu.


Cien Nature, Day Cream,  Pomegranate, Krem na dzień z granatem do cery dojrzałej



Wersję z granatem także kupimy w kartoniku. Standardowa cena jest podobna, czyli lekko ponad 10zł, choć ja kupiłam również na wyprzedaży za... 4zł/50ml.


Skład: na początku mamy od razu olej słonecznikowy, gdzieś dalej olej migdałowy, z pestek granatu, jojoba oraz babassu, nawilżającą glicerynę, kilka emolientów zostawiających film ochronny na skórze, koenzym Q10, pod koniec konserwanty i składniki kompozycji zapachowej. Cały skład nie jest bardzo długi, nie powala ilością składników aktywnych, choć dzięki temu zmniejsza także ryzyko zapchania lub podrażnienia. Szczegóły poniżej.


Tubka jest identyczna, niewielka i posiada korek na klik. Nie zacina się i ułatwia wydobycie kremu do samego końca, choć nie jest przezroczysta, więc nie wiadomo ile jeszcze pozostało zawartości. Krem jest biały, przyjemnie pachnie, delikatniej niż wersja z różą i bardziej owocowo, naturalnie.


Krem świetnie się wchłania, jest idealny na dzień w okresie jesienno-zimowym, przynajmniej dla mojej odwodnionej cery tłustej. Może troszkę przyspiesza przetłuszczanie, choć na pewno nie bardziej niż inne treściwsze kremy, to lepiej chroni przed wiatrem i zimnem niż lekkie kremy nawilżające. Dobrze nawilża, regeneruje i osłania skórę przed czynnikami zewnętrznymi. Przy okazji nieźle odżywia skórę, lekko ujędrnia i jednocześnie nie zapycha. Czasem używałam go także na noc i w tej roli również doskonale się sprawdzał.


Podsumowując: do cery podobnej do mojej, czyli tłustej, ale jednocześnie odwodnionej świetnie się sprawdził krem na dzień z granatem. Lżejsza konsystencja kremu niż wersji różanej, subtelniejszy zapach i brak dodatkowego błyszczenia zachęcają mnie do zakupu kolejnej tubki. Jak tylko będą dostępne na pewno się skuszę i na wersję na noc.

EDIT: Dziewczyny w komentarzach słusznie zauważyły, że składy są identyczne jak kremy marki Cosnature. Sprawdziłam i okazało się, że producent rzeczywiście jest ten sam, więc za naprawdę niską cenę możemy kupić dobre jakościowo kosmetyki niemieckiej marki naturalnej! :) Na podobnej zasadzie w Kontigo możemy kupić kosmetyki Nacomi (pod marką Biolove), a w Biedronce niektóre kosmetyki Tołpy.

Znacie kosmetyki Cien Nature? Mam w zapasach jeszcze olejek tej marki, a widziałam, że są także kremy pod oczy i do rąk oraz wersje do twarzy na noc, ale nie załapałam się na nie. Dużo straciłam? :)

Mizon, Wielofunkcyjny krem ze śluzem ślimaka All in One Snail Repair Cream

Koreańska marka Mizon znana mi jest już od jakiegoś czasu. Marka skupia się na tworzeniu kosmetyków wypełnionych substancjami aktywnymi, które mają silne działanie na skórę, ale jednocześnie jej nie podrażniają. Najbardziej rozpowszechnioną serią jest ta na bazie śluzu ślimaka, co jednych zaskakuje, a drugich wcale.Mnie akurat wcale, od dawna są znane właściwości ślimaczego śluzu na skórę, w tym na blizny.

Zostałam zapewniona, że ślimaki są hodowane w specjalnych, odpowiednich dla nich warunkach, ponieważ pobrany śluz musi być dobrej jakości, a do tego niezbędne jest - oprócz wiedzy i odpowiedniej techniki pobierania - dbanie o to, by ślimaki były zdrowe i nienarażone na stres. Po pobraniu śluzu ślimaki całe i zdrowe są zwracane do miejsca hodowli.
PS. Czy tylko mnie nurtują takie pytania?


Mizon, Wielofunkcyjny krem ze śluzem ślimaka

Według producenta: "Silnie regenerujący krem do twarzy i dekoltu. Zawiera aż 92% filtratu ze śluzu, adenozynę, peptydy i witaminy. Bez barwników, substancji zapachowych i parabenów, idealny do wrażliwej skóry. 
Rozjaśnia przebarwienia, wspomaga regenerację blizn i skaz.zmniejsza pory, przeciwdziała starzeniu się skóry, działa ujędrniająco i przeciwzmarszczkowo. Odmładza zmęczoną skórę przez zwiększenie produkcji kolagenu oraz poprawę elastyczności. Doskonale nawilża, tworząc barierę ochronną dla szkodliwych składników z zewnątrz."


Krem kupimy w brązowym tekturowym pudełeczku. Obecnie jest akurat w promocji u polskiego dystrybutora i kosztuje niecałe 50zł (cena regularna 75zł) za 35ml. Z samego pudełeczka niczego się nie dowiemy, oczywiście przy założeniu, że nie znamy języka producenta. Na szczęście mamy naklejkę po polsku oraz internet :) Podoba mi się, że kartonik jest zaklejony.


Skład ze strony polskiego dystrybutora, ponieważ na opakowaniu go nie ma: Snail Secretion Filtrate, Aqua, Propylene Glycol, Sodium Polyacrylate, Butylene Glycol, Cetearyl Alcohol, PEG/PPG-17/6 Copolymer, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Portulaca Oleracea Extract, Betula Platyphylla Japonica Juice, Sodium Hyaluronate, Glyceryl Stearate, Triethanolamine, Carbomer, Centella Asiatica Extract, Human Oligopeptide-1, Methylparaben, Palmitoyl Pentapeptide-4, Hydrogenated Vegetable Oil, Stearic Acid, Dimethicone, Arnica Montana Flower Extract, Artemisia Absinthium Extract, Achillea Millefolium Extract, Gentiana Lutea Root Extract, Alcohol Denat., Camellia Sinensis Leaf Extract, Copper Tripeptide-1, Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Extract, Beta-Glucan, Propylparaben, Adenosine, Polyacrylate-13, Polyisobutene, Polysorbate 20, Disodium Edta.


Wewnątrz znajdziemy tubkę z zakręcanym korkiem i szczerze pisząc - dla mnie nie jest to wygodne rozwiązanie. Tubka łatwo się przewraca, muszę ją opierać o inne kosmetyki i ciągle na nią uważać. Z kolei kiedy leży zajmuje dużo miejsca (tak, serio to piszę, na mojej toaletce miejsce jest na wagę złota). Zdecydowanie wolałabym opakowanie stojące. W dodatku nie mam pojęcia ile jeszcze kremu mi zostało, choć już muszę mocno naciskać tubkę, aby wydobyć coś ze środka. Wystarczy na dzień czy miesiąc? Nie wiem, muszę zgadywać. Podoba mi się za to końcówka tubki, tzw. dziubek, który fajnie się sprawdza na co dzień. Ułatwia szybkie nałożenie kremu bez konieczności brudzenia czegokolwiek. Kilka precyzyjnych kropek typu "bródka-czółko-poliki" i rozprowadzamy palcami.


Konsystencja to kolejna sprawa, co do której miałam wątpliwości. Pierwsze dwa użycia - dramat! Ciągnący się glut, brak zapachu, dziwne uczucie lepkości... Już myślałam, że nic z tego nie będzie, na szczęście nie należę do osób, które szybko się poddają. Trzeciego dnia było już o wiele lepiej, a czwartego przyzwyczaiłam się do tego kremu na tyle, że problem znikł. Po szoku zostało jedynie wspomnienie.


Oczywiście krem nadal się ciągnie jak... śluz ślimaka :) W sumie to jak mogłoby być inaczej, skoro krem zawiera go aż 92%! Poza tym krem jest mleczno-przezroczysty i całkowicie pozbawiony zapachu, więc dziewczyny przyzwyczajone do drogeryjnych aromatów mogą nie być zadowolone. Mnie to zupełnie nie zniechęca, nawet mi się podoba, bo oznacza mniej chemii i okazji do podrażnień.


Kremu używam codziennie rano. Chwilę go wklepuję i odczekuję dwie minuty aż przestanie się lepić. Ważne jest, aby unikać kontaktu z oczami, więc grzecznie omijam te okolice.  Następnie wykonuję normalny makijaż. Ślimakowy Mizon dobrze współpracuje z płynnymi podkładami (obecnie mam No Mask Lirene) czy kremami BB/CC (Eveline, Bielenda) oraz tymi w formie musu (poprzedni Dermacol). Nie próbowałam na niego nakładać minerałów, które ostatnio trochę poszły w odstawkę, więc nie wiem czy współgrają. Podkłady trzymają się na nim dobrze, nie rolują się i nie spływają, choć w przypadku mojej tłustej cery przypudrowanie jest konieczne.


Skóra po regularnym stosowaniu przez 5 tygodni jest dobrze nawilżona, wygładzona i zregenerowana. Zauważyłam także delikatne ujędrnienie i efekt liftingu, ale bez nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Muszę przyznać, że ewentualne niespodzianki pojawiają się zdecydowanie rzadziej, a sam krem nie zapycha i nie podrażnia. Wszelkie wypryski, jeśli już powstaną, goją się momentalnie i w bardzo szybkim czasie nie pozostaje po nich nawet ślad. Dawno nie miałam tak ładnej cery jak obecnie i to na przełomie wiosny i lata, kiedy zazwyczaj było najgorzej! Kosmetyk obiecuje zwężenie porów, ale ja nie zauważyłam takiego działania. Jest to doskonały, lekki i nietłusty krem do cery tłustej czy mieszanej, z którego nasza cera wyciągnie co najlepsze bez szkody dla siebie. Niestety nie wiem jakby się sprawdził przy suchej skórze.


Mam także krem pod oczy z tej samej serii, ale o nim napiszę w odrębnym poście, bo ten i tak już jest za długi. Znacie ślimakowe kosmetyki? Macie obawy przed nałożeniem "czegoś takiego" na skórę twarzy czy też efekt, jaki możecie uzyskać jest najważniejszy?

Kochane mam do Was ważne pytanie: czy przyjaźniejszy w odbiorze byłby post pisany w sposób "sporo tekstu, 2-3 zdjęcia, sporo tekstu..." czy jednak lepszy jest podział jak powyżej "trochę tekstu, zdjęcie, trochę tesktu, zdjęcie, trochę tekstu..."? Byłam wczoraj na inspirującym szkoleniu (o czym na sto procent Wam napiszę) i głowa mi paruje od pomysłów, mam ochotę wiele zmienić, oczywiście na lepsze :)
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj