Bema Cosmetici, Przegenialne naturalne kremy do twarzy oraz rąk. Hit 2018 roku!

Rok 2018 jest genialnym rokiem jeśli chodzi o moje odkrycia kosmetyczne do twarzy. W tym roku znalazłam już kolejny, absolutnie świetny naturalny produkt do pielęgnacji twarzy i nie zawaham się nim z Wami podzielić! Odpowiada mi w nim wszystko - skład, opakowanie, certyfikat ICEA, działanie, konsystencja, zapach. No, może cena mogłaby być niższa - przynajmniej my konsumenci lubimy dobrze i tanio, a nie zawsze się tak da. No cóż, ja się godzę na wyższe ceny, jeśli kosmetyk jest tego absolutnie wart! Wolę kupić mniej, a lepiej, niż dużo i byle co... Jeżeli macie podobne podejście zapraszam serdecznie na recenzję włoskich kosmetyków naturalnych marki BEMA.



ICEA - znak ekologiczny przyznawany produktom (kosmetykom, żywności, detergentom, tekstyliom, meblom, usługom i materiałom budowlanym), których produkcja odbywa się z poszanowaniem środowiska naturalnego i ludzkiej pracy. Przyznawany przez Włoski Instytut ds. Certyfikacji Etyki Środowiskowej. Aby produkt otrzymał certyfikat ICEA musi:
  • być kontrolowany na każdym etapie produkcji;
  • zawierać tylko certyfikowane składniki;
  • być bezpieczny i naturalny (bez konserwantów i sztucznych barwników, stabilizatorów i genetycznie modyfikowanych składników);
  • być w pełni wegański (nie zawierać produktów odzwierzęcych);
  • być bezpieczny dla alergików i osób z wrażliwą skórą;
  • nie może być poddawany radioaktywnemu naświetlaniu;
  • nie może zawierać szkodliwych substancji, niebezpiecznych dla środowiska i ludzi;
  • nie może być testowany na zwierzętach;
  • posiadać ekologiczne opakowania, które podlegają recyklingowi;
  • posiadać pełną, przejrzystą informację dotyczącą składników i każdego etapu produkcji.

bema-krem-do-twarzy

BEMA LOVE BIO, Krem do skóry tłustej i mieszanej

Włoskie kosmetyki naturalne marki Bema Love Bio mogą pochwalić się subtelnym i minimalistycznym designem. Osobiście bardzo lubię delikatny wygląd opakowań, który idealnie harmonizuje z innymi i nie "bije po oczach" w łazience, komponując się z innymi podobnymi produktami. Krem do cery tłustej kupimy w kartoniku, których akurat zwolenniczką nie jestem, ale tutaj chroni on szklany słoiczek przed stłuczeniem. Krem BEMA jest biały i pachnie bardzo delikatnie, lekko migdałowo, naturalnie. Posiada kremowo-żelową konsystencję, która pod wpływem dotyku wydaje się dosyć lekka. Pomimo, że przypomina bardziej żel niż krem, to po rozsmarowaniu na skórze zachowuje się jak typowy krem. Przez jakiś czas od aplikacji zostawia wyczuwalną warstwę na skórze, ale nie jest ona ani tłusta ani lepka. Nie wchłania się też momentalnie do matu. Jest to raczej neutralne wrażenie warstewki ochronnej na skórze, takiej, która absolutnie nie przeszkadza, a po dłuższej chwili już jej nawet nie czuję.


krem-do-cery-mieszanej

Oficjalnie jest to jeden z lepszych kremów, jakie kiedykolwiek miałam i drugi krem odkryty w 2018 roku, który tak mnie zachwycił! Doskonale nawilża i faktycznie jest to nawilżenie długotrwałe. Jednocześnie nie przetłuszcza skóry, nie przeciąża jej, nie "zapycha" i nie powoduje żadnych nieprzyjemnych niespodzianek czy podrażnień. Nie zachowuje się jak krem stricte matujący, natomiast nie powoduje też, że skóra się świeci. Mam nawet wrażenie, że reguluje nadmierne wydzielanie sebum, ponieważ po zużyciu około połowy słoiczka skóra była promienna, miękka i mniej błyszcząca, ale z drugiej strony to bardzo indywidualna sprawa.


krem-do-cery-tlustej

Krem do cery tłustej Bema doskonale nawilża, dzięki czemu skóra wygląda świeżo, zdrowo i po prostu młodziej. Nie jest to typowo "tłuszczowe", powierzchowne nawilżenie, ponieważ utrzymuje się przez dłuższy czas. Dzisiaj, gdy piszę tą recenzję, jestem po zużyciu pełnego opakowania i moja cera nadal wygląda dobrze, choć oczywiście stosuję również inne produkty (sera, hydrolaty, oleje).

Latem stosowałam go w minimalnej ilości na wilgotną od hydrolatu cerę, ale w największe upały stawiałam na produkty jeszcze lżejsze. Natomiast stale stosowałam go na noc - rano skóra była gładka, promienna i napięta, miękka i nawilżona. Wczesną jesienią, gdy temperatury oscylowały w granicach 20 stopni i mniej, z powodzeniem stosowałam go już w ciągu dnia oraz jednocześnie na noc. Krem można kupić m.in. na stronie ekozuzu.pl za 78 zł. Wiem, że dla niektórych cena może być dość wysoka, natomiast krem dzięki konsystencji jest bardzo wydajny. Mnie wystarczył na całe 3 miesiące, a często używałam go dwa razy dziennie na twarz, szyję i dekolt. PAO 6 m-cy (od otwarcia słoiczka należy produkt zużyć w czasie 6 miesięcy).

krem-naturalny-do-twarzy

Krem do cery tłustej i mieszanej nadaje się pod praktycznie każdy rodzaj makijażu, jaki w tym czasie wykonywałam. Radzi sobie świetnie zarówno pod typowo drogeryjnym, silikonowym kremem BB (koreańskim Misska) czy fluidem (HD Eveline), a także pod naturalnym podkładem marki Couleur Caramel oraz minerałami (Annabelle Minerals i Lily Lolo).


Skład: Thymus Vulgaris Leaf Water (hydrolat czy też woda z wyciągiem z tymianku, oczyszcza, odświeża, działa gojąco i ściągająco), Citrus Medica Limonum Fruit Water (hydrolat lub woda z wyciągiem z cytryny, regeneruje i chroni skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, nawilża, odżywia i rewitalizuje), Aqua/Water, Cetearyl Alcohol (emolient), Propylheptyl Caprylate (emolient), Cetearyl Glucoside (emulgator), Dicaprylyl Carbonate (naturalny emolient), Sorbitol (nawilża), Glycine Soja Oil (olej sojowy, nawilża, uelastycznia skórę, działa antyoksydacyjnie i ochronnie, reguluje wydzielanie sebum, zawiera dużo wit. E), Oryza Sativa (Rice) Germ Oil (olej ryżowy, regeneruje i odżywia, stymuluje odnowę skóry, ujędrnia, zawiera naturalne filtry UV), Cocoglycerides (emolient z kokosa), Potassium Cetyl Phosphate (emulgator i stabilizator emulsji), Asparagopsis Armata Extract (ekstrakt z algi czerwonej, działa antybakteryjnie, zmniejsza widoczność naczynek), Spiraea Umaria Extract (ekstrakt z wiązówki błotnej, oczyszcza i uelastycznia skórę, działa przeciwzapalnie i antybakteryjnie, tonizuje, łagodzi i odświeża skórę), Salix Alba Bark Extract (wyciąg z kory wierzby, działa złuszczająco i oczyszczająco, usuwa nadmiar sebum, zapobiega trądzikowi, łagodzi stany zapalne, goi podrażnienia), Copaifera Officinalis Resin (olejek Copaiba, działa przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybiczo, odkażająco), Carapa Guaianensis Seed Oil (olej Andiroba, działa przeciwobrzękowo, rozjaśnia przebarwienia), Euterpe Oleracea Fruit Oil (olej Acai, nawilża, zmiękcza, super antyoksydant, odżywia, działa przeciwzapalnie), Benzyl Alcohol (konserwant, dopuszczony w kosmetykach naturalnych, czasem powoduje alergie), Dehydroacetic Acid (bezpieczny konserwant), Glyceryl Caprylate (emolient), Tocopherol (wit. E, chroni oleje przed jełczeniem), Citric Acid (regulator pH), Kaolin (glinka, matuje, absorbuje nadmiar sebum), Parfum/Fragrance (kompozycja zapachowa bez alergenów).

bema-naturalne-kosmetyki

Bema Cosmetici, Odżywczy krem do rąk naturalny

Kremów do rąk używam regularnie, ponieważ często myję ręce. Moje dłonie są dzięki temu w dobrej kondycji, ale rzadko zdarza się, że napotykam wręcz idealny krem zarówno na dzień, jak i na noc. Krem Bema mnie natomiast zachwycił, co do kompletu z kremem do twarzy sprawiło, że pokochałam ta markę całym sercem! Wiem, że nie tylko ja :)

cera-tlusta-krem

Plastikowa, niewielka tubka z korkiem na klik posiada podobnie subtelną szatę graficzną. Opakowanie jest praktyczne i wygodne, nie ma co do niego żadnych zastrzeżeń. Opakowanie o pojemności 75 ml kosztuje 42 zł.

najlepszy-krem-do-rak

Krem do rąk to moje kolejne oficjalne odkrycie 2018 roku! To najlepszy krem do rąk, jaki kiedykolwiek miałam i piszę to z całą stanowczością :) Sprawdza się idealnie zarówno na dzień jak i na noc. Krem do rąk, który posiada idealną konsystencję, średnio gęstą. Pachnie ładnie, delikatnie i naturalnie, troszkę przypomina słodkie migdały. Z jednej strony doskonale chroni skórę przed podrażnieniami, wysuszeniem, a także przed mrozem, wiatrem, a jednocześnie świetnie nawilża. Producent zadbał tu o doskonałą równowagę humektantów (substancji nawilżających) w stosunku do emolientów (substancje tworzące na skórze film). Produkt Bema utrzymuje to nawilżenie na doskonałym poziomie nawet przez kilka godzin (w życiu nie spotkałam tak długotrwale działającego kremu!) i nie zmywa się razem z wodą podczas mycia rąk. To sprawia, że skóra z każdym użyciem jest w coraz lepszej formie, a pamiętacie, że ja bardzo często myję ręce, więc jest to dla mnie ważna kwestia. Poza tym krem do rąk Bema wręcz idealnie nadaje się na noc - rano dłonie są w świetnym stanie i nie mam wrażenia, że są przesuszone, nie ma żadnych suchych skórek czy nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Rano nie mam potrzeby czy ochoty sięgać po kolejną dawkę kremu. Jednocześnie równie doskonale sprawdza się w ciągu dnia, dzięki temu, że maksymalnie szybko się wchłania (co oczywiście jest zależne też od ilości produktu jaką zastosujemy) i bardzo dobrze nawilża, a nie pozostawia żadnej tłustej warstwy. Krem Bema spokojnie można używać w domu czy pracy, ponieważ nie pobrudzimy dokumentów czy klawiatury komputera. Od dawna szukałam kremu, który byłby świetny na każdy moment dnia i wreszcie znalazłam. Wydajność zależy od ilości i częstości zużycia, powiedziałabym, że jest przeciętna. Tubka wystarczyła mi na ok. 1,5-2 miesiące, ale stosowałam go regularnie.

Skład: Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Oryza Sativa (Rice) Germ Oil, Glycine Soja Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Potassium Cetyl Phosphate, Amaranthus Caudatus Seed Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Glyceryl Caprylate, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Glyceryl Stearate, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Citric Acid, Tocopherol, Kaolin, Parfum/Fragrance.

bema-konsystencja-kremu-recenzja

Markę Bema poznałam dzięki stronie ekozuzu.pl i wcześniej nigdzie jej nie widziałam. Niedawno zrobiłam research i okazuje się, że kosmetyki są dostępne również w innych sklepach, ale inne mają zdecydowanie mniejszy asortyment :) PS. W moim posiadaniu są już kolejne produkty, tym razem płyn do higieny intymnej i krem pod oczy Bema. Jestem bardzo ciekawa czy też mnie tak zachwycą jak powyższe kosmetyki.

Znacie markę Bema? Odkryłyście w tym roku prawdziwe perełki jak ja?

Bartos, Wzmacniający Krem do twarzy Ruby Vine z wit. C - GENIUSZ!

Wiele z Was pyta mnie o dobry krem do twarzy z naturalnym składem. Trudno jednak polecić coś konkretnego, ponieważ każda z nas ma inne oczekiwania względem kosmetyków. Jedne szukają lekkiej konsystencji, drugie dobrego składu, jeszcze inne pewności, że produkt "nie zapcha" porów i nie spowoduje wysypu zaskórników. To wszystko jest oczywiście ważne, ale ja szukam jeszcze czegoś - działania! Regulacji nadmiernego wydzielania sebum, zmniejszenia zaczerwienienia, przyspieszonego gojenia niedoskonałości i poprawy gęstości skóry. Nawilżenie stosunkowo łatwo osiągnąć poprzez nałożenie pod krem warstw humektantów (żel aloesowy lub probiotyczny Bartos, esencje, hydrolaty, toniki z dobrym składem bez alkoholu oraz detergentów - zawsze od wodnistej konsystencji do bardziej treściwej). Całą resztę zapewnia mi obecnie krem wzmacniający Ruby Vine marki Bartos. Krem, który nadaje się zarówno na dzień jak i na noc, posiada świetny skład i genialne opakowanie z pompką typu air less. Prawie wykończyłam całe opakowanie, więc czas na opinię. Zapraszam



wzmacniajacy-naczynka-krem

Bartos to polska marka kosmetyków. Do dyspozycji mamy kilka produktów do pielęgnacji twarzy oraz dezodorant. Odkąd je zobaczyłam na Ekocudach wiedziałam, że któryś produkt prędzej czy później będzie mój. Trafiło na krem z winem.

Bartos, Wzmacniający krem do twarzy z wit. C

Naturalny krem wzmacniający i rozjaśniający skórę, dedykowany szczególnie cerze naczynkowej, normalnej oraz z tendencją do przetłuszczania czy skłonnej do alergii. Odpowiedni dla osób z nietolerancją glutenu. Zawiera bogaty koktajl ekstraktów z liści czerwonego wina, kocanki piaskowej i lukrecji, a także wzmacniającą olejową formę witaminy C oraz kwas hialuronowy. Krem na bazie soku z aloesu, zawiera także fajne naturalne emolienty: oleje arganowy i monoi, masło waniliowe i wosk z oliwek. Nie zawiera kompozycji zapachowej i olejków eterycznych, które mogą podrażniać, dlatego według producenta można go używać także pod oczy. Opakowanie typu air-less z nowoczesną pompką zabezpiecza produkt przed dostępem powietrza i sprawia, że krem zużywa się do dna. Kosztuje ok. 139zł/50ml. 

bartos-krem-analiza-skladu

Skład: Aqua (woda), Aloe Barbadensis Leaf Juice (sok z aloesu, działa przeciwzapalnie i regenerująco, zmniejsza zmiany skórne, nawilża, przyspiesza gojenie), Caprylic / Capric Trigliceride (frakcjowany olej kokosowy, emolient, zatrzymuje wilgoć w naskórku, natłuszcza i wygładza), Argania Spinosa Kernel Oil* (organiczny olej arganowy, naturalny emolient, odżywia i regeneruje, antyoksydant, przeciwdziała starzeniu), Glycerin (gliceryna, nawilża, zatrzymuje wilgoć w skórze), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy, naturalny emolient, tłusty, odżywczy, może "zapychać"), Cetearyl Alcohol (emolient, regulator lepkości, bezpieczny, może "zapychać"), Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil (olej ze słodkich migdałów, naturalny emolient, odżywia, natłuszcza, dość lekki olej), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (olej słonecznikowy, naturalny emolient, dobrze chroni skórę przed odparowaniem wody z naskórka, nie zatyka porów, natłuszcza, odżywia, zmiękcza, regeneruje, działa ochronnie), Cetearyl Olivate (naturalny emulgator z oliwek, pozwala połączyć fazy wodną z olejową i stworzyć konsystencję kremu), Ascorbyl Tetraisopalmitate (stabilna pochodna wit. C w formie olejowej, antyoksydant, stymuluje syntezę kolagenu w skórze, rozjaśnia), Hydrogenated Vegetable Oil (naturalny emolient roślinny, chroni skórę przed utratą wody), Glyceryl Stearate (emulgator, umożliwia powstanie kremu z fazy wodnej i olejowej, także emolient), Sorbitan Olivate (naturalny emulgator, stabilizator emulsji, także detergent), Olea Europaea Fruit Oil (oliwa z oliwek, regeneruje, koi, zmiękcza i natłuszcza), Hydrolyzed Hyaluronic Acid (kwas hialuronowy; zapobiega utracie wody z naskórka, pobudza mikrokrążenie oraz wspomaga głębsze przenikanie innych substancji aktywnych - promotor przejścia), Vanilla Planifolia (Vanilla) Oil (masło waniliowe; działa przeciwzapalnie, nawilżająco, łagodząco, antyoksydant), Tocopherol (naturalna wit. E, antyutleniacz, chroni oleje przed jełczeniem, odżywia i wzmacnia skórę), Gardenia Tahitensis Flower Extract (ekstrakt z kwiatów gardenii, łagodzi i koi podrażnienia, zmniejsza stany zapalne, regeneruje i chroni skórę, wygładza i uelastycznia), Helichrysum Stoechas Extract* (ekologiczny ekstrakt z kocanki, obkurcza ścianki naczyń krwionośnych, dzięki czemu przyspiesza gojenie i znikanie siniaków oraz pękniętych naczynek i "pajączków"; przyspiesza gojenie drobnych ranek, zmniejsza zaczerwienienia i podrażnienia skóry, działa przeciwgrzybicznie i antywirusowo), Vitis Vinifera Leaf Extract* (ekologiczny ekstrakt z liści winogron; wzmacnia naczynka krwionośne, działa ściągająco, przeciwzapalnie i antybakteryjnie, przyspiesza gojenie ranek, chroni skórę przed wolnymi rodnikami i promieniowaniem UV, przyspiesza wchłanianie innych składników aktywnych), Glycyrrhiza Glabra Root Extract* (ekologiczny ekstrakt z lukrecji, działa przeciwzapalnie i przeciwalergicznie, reguluje wydzielanie sebum, chroni przed promieniowaniem UV oraz rozjaśnia), Citric Acid (kwas cytrynowy, regulator pH), Sodium Benzoate oraz Potassium Sorbate (dwa bezpieczne konserwanty, dopuszczone do stosowania w kosmetykach naturalnych i ekologicznych). *z ekologicznych upraw.

bartos-recenzja-kremu

Opakowanie swoją szatą graficzną niesamowicie trafia w mój gust. Delikatne motywy kwiatowe, biel, a jednocześnie lekkość plastiku to coś, co lubię. Słoiczek jest solidny, nie za mały. Ogromnym plusem jest pompka typu air less, która tutaj występuje w rzadko spotykanej wersji - naciska się całą górną część pudełka. Absolutnie nie należy jej zdejmować (widziałam takie zdjęcia na Instagramie), aby nie dopuścić powietrza do środka. Niestety pompka ma mankament - chlapie! Odrobina wprawy jest niezbędna, aby nie ubrudzić siebie i wszystkiego dookoła kremem, na szczęście z biegiem czasu uczymy się ile trzeba użyć siły - wystarczy lekko nacisnąć. Pompka tworzy uroczą "rozetkę" z kremu, którą zbieramy już placem (oczywiście czystym), a następnie wmasowujemy w skórę. Znalazłam też kolejną wadę - krem nieestetycznie przysycha na pompce, jeśli go dokładnie nie wytrzemy albo nie zmyjemy, a że wieczko jest przezroczyste - od razu to widać. Dlatego po każdym użyciu warto przetrzeć pompkę do czysta, chyba że Wam nie przeszkadza brudne opakowanie ;)

krem-bartos-recenzja-blog

Bardzo sensowny, bogaty skład, pełen roślinnych ekstraktów, olei, kwasu hialuronowego i aloesu został zamknięty w niezwykle przyjemnej konsystencji. Z jednej strony wydaje się bogata, dość treściwa, nie jest ani lejąca ani żelowa. Typowy krem. Z drugiej strony już po wmasowaniu w skórę okazuje się, że kosmetyk momentalnie się wchłania, nie pozostawiając tłustej czy błyszczącej warstwy. Na skórze staje się całkowicie matowy, a przypominam, że mam cerę mieszaną w kierunku tłustej, ze skłonnością do błyszczenia i "zapychania". Krem posiada specyficzny naturalny zapach, ponieważ nie jest perfumowany. Trudno go określić, przypomina trochę herbatę, ale jest delikatny i mi osobiście nie przeszkadzał.  Kremu używałam zarówno na noc (po humektantach, w pielęgnacji wieloetapowej), jak i na dzień (solo, na skórę wilgotną od toniku lub hydrolatu z czystka). Wieczorem wklepywałam go delikatnie również w okolice oczu.

Podsumowując wzmacniającego kremu Bartos używam od ponad dwóch miesięcy praktycznie codziennie, dwa razy dziennie i jeszcze odrobinę zostało na dnie opakowania. Według mnie to świetna wydajność! Tym bardziej, że do pokrycia całej twarzy oraz szyi i dekoltu nie potrzebuję więcej niż dwie niewielkie pompki produktu. Gdybym więc używała kremu raz dziennie, wystarczyłby mi na ponad 4 miesiące. Nice!

konsystencja-kremu-wzmacniajacego

Naturalny krem Bartos na dzień

Jeśli spodziewacie się marudzenia to niestety, ale krem mnie... zachwycił. Stosowany na dzień doskonale nadaje się pod makijaż. Nie roluje się na nim ani typowo silikonowy koreański krem BB (Missha czy Bio-Essence), zwykły "europejski" podkład (Eveline, Bielenda), ani bardzo naturalny podkład Hydracoton od Couleur Caramel. Krem wzmacniający Bartos dogaduje się z każdym fluidem jakim dysponuję, a także z każdym pudrem (tradycyjne, ryżowe, mineralne). Świetnie radzi sobie również z minerałami (Annabelle Minerals), z tym że przed nałożeniem produktów sypkich delikatnie odciskałam nadmiar kremu w czystą chusteczkę. Krem Bartos nie przyspiesza błyszczenia skóry, nie powoduje, że podkład się zbiera w załamaniach czy warzy. Wystarczająco nawilża skórę, a przy tym nie przyspiesza błyszczenia! Sprawia, że cera jest elastyczna i miękka w dotyku. Idealnie byłoby, gdyby posiadał jeszcze filtry UVA i UVB, ponieważ to wymarzony krem na lato.

Wzmacniający krem Bartos na noc

W pielęgnacji wieczornej nakładam krem jako ostatni etap, a dokładnie po: dokładnym demakijażu i oczyszczaniu (olejek Biolove + pianka Tess), toniku (Cossi Fuleren), esencji różanej, żelu aloesowym, serum. Krem "domyka" wszystkie poprzednie warstwy, a jednocześnie nie jest tłusty i nie sprawia, że skóra jest przeciążona. Aktualnie oleje czy olejki stosuję 2-3 razy w tygodniu, wtedy albo rezygnuję już z kremu, albo nakładam tylko jedną pompkę i dokładnie go wmasowuję w skórę, a dopiero potem nakładam odrobinę oleju (konopny, z pestek śliwki lub serum Iossi). Wszystko zależy od aktualnych potrzeb skóry, którą dobrze obserwuję i reaguję na jej potrzeby. Po ponad dwóch miesiącach stosowania z całą pewnością stwierdzam, że krem Bartos nie "zapycha" skóry, ani nie działa aknegennie, przynajmniej u mnie. Nie podrażnia, nie powoduje pieczenia. Skóra po tym czasie wyraźnie się wzmocniła, rozjaśniła, a delikatne zaczerwienienia są obecnie praktycznie niewidoczne (miałam niewielkie zmiany naczynkowe w okolicach nosa i policzków). Cera jest elastyczniejsza, jędrna, gładka, wygląda lepiej niż wiosną. Zdecydowanie rzadziej występują niedoskonałości, nawet hormonalne (w "te" dni). Widzę też, że niewielkie zmarszczki mimiczne pod oczami są mniej widoczne, ale o okolice oczu dbam także innymi kosmetykami  (na dobrze nawilżonej cerze zmarszczki "znikają" i są duże szanse, że na stałe pojawią się później). Cera nabrała delikatnego, zdrowego blasku, który utrzymuje się dłużej niż 5 minut po nałożeniu produktu. Niestety rozszerzone pory pozostały bez zmian, nie wydaje mi się, aby krem był w stanie na nie wpłynąć. Jeśli chodzi o regulację nadmiernego wydzielania sebum zauważyłam, że skóra mniej się błyszczy i dłużej pozostaje matowa w ciągu dnia, więc jest efekt także i w tym zakresie.


krem-analiza-skladu

Okropnie się rozpisałam, ale jestem bardzo zadowolona z kremu wzmacniającego tej nowej marki. Jeśli firma Bartos tak "startuje" na rynek, wróżę jej same sukcesy. Właśnie takich kosmetyków szukam, z sensowym składem, z ogromem składników aktywnych, działających na wielu płaszczyznach, uniwersalnych. Do tego pompka typu air-less, którą po prostu uwielbiam, choć faktycznie trzeba do niej przywyknąć. Nie przeraża mnie nawet cena, choć oczywiście gdybym miała coś do powiedzenia wolałabym, aby krem kosztował mniej :)

Znacie już produkty Bartos? Widziałyście je na targach kosmetyków naturalnych albo w internetach?

Naobay, Extra Rich Cream Nourishing, Odżywczy krem do twarzy ECOCERT

Wszystkie fanki naturalnej pielęgnacji oraz osoby czytające składy prędzej czy później spotkają się z oznaczeniem na opakowaniu ECOCERT. Co właściwie ono oznacza? ECOCERT to instytucja certyfikująca, założona w 1991r. we Francji, której głównym celem była promocja rolnictwa ekologicznego. Dziś ECOCERT to znak, który zapewnia wysoką jakość nie tylko ekologicznych produktów rolniczych, ale także kosmetyków naturalnych i organicznych, oraz ekologicznych środków czystości, suplementów diety i tekstyliów. Jest to jedno z tych oznaczeń, którym ufam w pełni, ponieważ dzisiaj ECOCERT kontroluje i certyfikuje uprawy, procesy produkcji oraz produkty końcowe np. kosmetyki naturalne w ok. 80 krajach na całym świecie i znany jest ze swoich wysokich standardów jakościowych (bada m.in. biodegradowalność i możliwości recyklingu opakowań).


Bogaty krem Naobay

Co daje ECOCERT na kosmetykach?

   co to jest ecocert   ECOCERT rozróżnia dwa rodzaje kosmetyków w zależności od spełnienia przez produkt określonych, wysokich wymagań:

1. Kosmetyk naturalny (natural cosmetic):

  • co najmniej 95% składników jest pochodzenia naturalnego,
  • co najmniej 50% składników pochodzenia naturalnego jest z upraw ekologicznych,
  • co najmniej 5 % wszystkich składników pochodzi z upraw ekologicznych.

2. Kosmetyk naturalny i organiczny (natural and organic cosmetic):

  • co najmniej 95% składników jest pochodzenia naturalnego
  • co najmniej 95% składników pochodzenia naturalnego jest z upraw ekologicznych,
  • co najmniej 10 % wszystkich składników pochodzi z upraw ekologicznych.

Ponadto wszystkie certyfikowane produkty muszą spełniać także dodatkowe wymagania:

  • nie zawierać surowców modyfikowanych genetycznie;
  • składniki pochodzenia zwierzęcego muszą zostać wytworzone w drodze naturalnej produkcji przez żywe zwierzęta (np. mleko, miód); 
  • zakaz testowania poszczególnych składników jak i gotowego produktu na zwierzętach;
  • brak sztucznych substancji zapachowych i barwników;
  • zakaz stosowania sztucznych olejów, silikonów, parafiny oraz pozostałych substancji uzyskiwanych z ropy naftowej;
  • zakaz stosowania emulgatorów PEG (polyethylene glycol);
  • określona lista bezpiecznych konserwantów np: kwas benzoesowy, kwas mrówkowy, kwas sorbinowy, salicylowy i ich sole;
  • zakaz sterylizacji poprzez radioaktywne naświetlanie surowców i gotowego produktu.

Taka dbałość o ekologiczne i naturalne surowce, bezpieczne formuły, opakowania oraz sam certyfikat wiążą się oczywiście z ceną gotowych kosmetyków. Dlatego produkty ze znaczkiem ECOCERT będą droższe niż produkty z podobnym "na oko" składem, ale bez oznaczenia. Certyfikat daje nam pewność, że kosmetyk jest naturalny i powstał w kontrolowanych warunkach.


Opinia o kremie Naobay

Dzisiaj chciałabym przybliżyć Wam bardzo dobry jakościowo krem do twarzy, który posiada oznaczenie ECOCERT. Czy cena faktycznie idzie w parze z jakością? Czy krem wyróżnia się spośród innych?

Naobay, Odżywczy krem do twarzy z certyfikatem ECOCERT


"Unikalna kompozycja bogata w organiczne składniki odżywcze o intensywnym działaniu nawilżającym. Krem głęboko odżywia skórę, poprawia jej elastyczność i zapewnia intensywne nawilżenie przez cały dzień. Jest pełen niezbędnych kwasów tłuszczowych występujących w olejach pochodzących z upraw ekologicznych, takich jak olej awokado, oliwa z oliwek, które działają przeciwzmarszczkowo. Przeznaczony szczególnie dla skóry suchej i odwodnionej."

Krem na przesuszenie


Krem jest drogi, jego standardowa cena na stronie internetowej polskiego dystrybutora to ponad 200zł, w promocji 150zł za tubkę 50ml. Taka cena jest związana z certyfikatem ECOCERT. Swój egzemplarz znalazłam w jednym z boxów kosmetycznych, zakupionym w ciemno, więc cena 49 zł wydaje się mocno zachęcająca. Podejrzewam, że dla niejednej z Was cena będzie zaporowa, jednak ja w pełni rozumiem z czego wynika. Warto oczywiście szukać promocji i okazji :)

Analiza składu

Skład: Aqua (woda), Aloe Barbadensis Leaf Juice* (ekologiczny sok z aloesu; nawilża, chroni i koi skórę, działa antybakteryjnie, łagodząco, wygładzająco i przeciwzapalnie, działa odżywczo, ponieważ jest bogaty w witaminy, enzymy, cukry i minerały; reguluje pracę gruczołów łojowych), Caprylic/Capric Triglyceride (emolient tzw. tłusty, pozyskiwany z oleju kokosowego; tworzy na skórze warstwę okluzyjną, która zapobiega utracie wody z naskórka; zmiękcza i wygładza skórę, sprawia, że aloes nie powoduje ściągnięcia skóry), Olea Europaea Fruit Oil* (ekologiczna oliwa z oliwek; odżywia, nawilża, natłuszcza, regeneruje skórę, opóźnia procesy starzenia dostarczając witamin, uzupełnia niedobory lipidowe; jest naturalnym filtrem UV; łagodzi objawy trądziku, łuszczycy, AZS, łupieżu i wspomaga gojenie ranek; zmniejsza nadmierne rogowacenie naskórka, reguluje pracę gruczołów łojowych), Butyrospermum Parkii Butter* (ekologiczne masło shea; nawilża, odżywia, natłuszcza, chroni skórę, koi podrażnienia; jest naturalnym filtrem UV), Persea Gratissima Oil* (ekologiczny olej z awokado; odżywia, natłuszcza, nawilża, regeneruje, chroni; wzmacnia i uelastycznia skórę), Methyl Glucose Sesquistearate (emolient i emulgator pochodzenia naturalnego; umożliwia stworzenie emulsji, zmiękcza i wygładza skórę), Propanediol (tzw. "roślinny glikol"; nawilża, jest rozpuszczalnikiem oraz nośnikiem substancji aktywnych; naturalny konserwant; poprawia także konsystencję), Glyceryl Stearate (emolient tzw. tłusty i emulgator, regulator lepkości i stabilizator emulsji; tworzy na skórze film zapobiegający utracie wody, wygładza), Stearyl Alcohol (emolient tłusty i emulgator, zapobiega rozdwajaniu się faz w emulsji), Benzyl Alcohol (naturalny konserwant, rozpuszczalnik oraz składnik kompozycji zapachowej; aromat jaśminu), Dehydroacetic Acid (łagodny, bezpieczny konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa), d-Limonene (składnik kompozycji zapachowej; aromat skórki cytrynowej, silny alergen), Geraniol (składnik kompozycji zapachowej; aromat geranium, alergen), Citral (składnik kompozycji zapachowej; aromat cytryny, alergen), Linalool (składnik kompozycji zapachowej; aromat konwalii; działa bakteriobójczo, alergen).
*Składniki pochodzące z upraw ekologicznych.
98,85% składników jest pochodzenia naturalnego. 20% wszystkich składników pochodzi z upraw ekologicznych.

Krem naturalny organiczny

Opakowanie to klasyczna, plastikowa, miękka tubka z genialnym drewnianym korkiem. Korek jest odkręcany, jednak wybaczam, ponieważ niesamowicie podoba mi się jego widok na półeczce z kosmetykami. Szata graficzna jest stonowana i minimalistyczna, dla mnie kolejny plus.

Skład kremu jest bardzo sensowny, wysoko w INCI mamy aloes oraz oleje i masła z upraw ekologicznych, więc powinien spodobać się fankom pielęgnacji naturalnej. Jednocześnie zaznaczam, że krem jest bogaty i treściwy, dokładnie tak jak obiecuje producent. Odrobinę obawiałam się oleju awokado i tylu emolientów przy mojej mieszanej cerze, jednak postanowiłam zaryzykować ze względu na suche powietrze, spowodowane ogrzewaniem, które przesusza moją cerę. Jednocześnie na zewnątrz panują już niższe temperatury, w związku z czym stawiam na bogatsze formuły i konsystencje, które ochronią skórę przed negatywnych wpływem zimna i wiatru.

Idealny krem na każdej cery

Pierwsze wrażenie było mocno negatywne, ponieważ podczas przechowywania fazy formuły zdążyły się rozdzielić i z tubki wypłynęła sama woda... Jednak po dokładnym wstrząśnięciu opakowaniem i ponownym połączeniem faz było już o wiele lepiej. Patrząc na skład łatwo można zauważyć, że nie ma tu wiele wypełniaczy i tzw. składników konsystencjotwórczych, więc niestety może się zdarzyć taka sytuacja. Podobnie bywało np. z peelingiem do twarzy Nacomi (poprawili obecnie formułę według wymagań klientek...). Krem jest treściwy, barwy białej i posiada niesamowicie naturalny zapach - wyraźnie wyczuwam mieszankę olejków eterycznych, bez chemicznej nuty. Osobiście bardzo mi się podoba ten aromat i umila mi codzienną aplikację. Najmocniej wyczuwam nuty cytrusowe, okraszone geranium, więc całość nie jest słodka, a bardzo pasuje do jesiennej atmosfery za oknem.


Naturalny krem odżywczy

Krem pomimo bogactwa emolientów zaraz po rozsmarowaniu wchłania się praktycznie do matu. Dopiero po ok. 1-2 godzinach skóra zaczyna się lekko błyszczeć, ale nie na tyle, bym unikała używania go na dzień. Początkowo stosowałam go jedynie na noc, gdyż było lato. Krem świetnie koi podrażnienia, zmiękcza suche skórki, nawilża i otula cerę sprawiając, że rano jest promienna i wypoczęta. Rano nie widać błyszczenia, cera jest matowa. Obecnie używam go już także na dzień, gdyż temperatury oscylują pomiędzy 1-10 stopni w zależności od dnia. Krem tworzy na cerze emolientową powłoczkę ochronną, dzięki czemu chroni ją przed zimnem, wiatrem i deszczem. Ponieważ maksymalnie chcę uniknąć błyszczenia nakładam go na uprzednio zwilżoną skórę np. hydrolatem lub esencją Bielendy i dokładnie rozprowadzam w niewielkiej ilości, po czym nakładam podkład i puder ryżowy. Na takiej bazie nie rolują się fluidy czy kremy BB, a puder dodatkowo matowi ewentualny błysk. Bywa, że muszę ściągnąć bibułką nadmiar sebum po kilku godzinach, ale nie jest to nic wyjątkowego przy cerze mieszanej. Krem uważam za świetny, dobrze odżywia skórę, chroni ją przed przesuszeniami i ciągłymi zmianami temperatur (w pomieszczeniach suche, gorące powietrze, na zewnątrz wilgotne i chłodne), wreszcie nie mam suchych skórek jesienią. Cera jest miękka, nawilżona, elastyczna i gładka. Zauważyłam również, że nie czerwienię się wchodząc do nagrzanego pomieszczenia, co jest dodatkowym plusem. Uważam, że krem będzie także odpowiedni dla cer dojrzałych i wymagających oraz suchych. Cery wrażliwe powinny zwrócić uwagę na użyte olejki eteryczne, które mogą uczulać. Krem mnie nie zapchał, nie podrażnił, a dzięki swojej konsystencji jest bardzo wydajny.


krem-jesien-zima

Znacie kremy Naobay? Czy używacie kosmetyków z certyfikatem ECOCERT?

Lirene, Vitamin Energy C+D Pro, Żel, serum i krem z nowej serii 30+

Uwielbiam cytrusowe kosmetyki, nie kryję się z tym od dawna. Wy też je lubicie? Pomarańcza dodaje energii, a jednocześnie relaksuje; grejpfrut sprawia, że patrzę na świat optymistycznie i inspiruje do myśli o egzotycznej plaży; mandarynka dodaje słodyczy i witalności; limonka pobudza. Są to zapachy, które dotąd mnie nie znudziły, chętnie więc używam kosmetyków raczących mój zmysł powonienia tak ekscytującą mieszanką. Cała seria Vitamin Energy marki Lirene dostarcza mi właśnie takich atrakcji w postaci bonusu. Choć nie mam nic przeciwko kosmetykom bezzapachowym (mniejsza szansa na uczulenie) to jednak przyjemny zapach z samego rana lub wyciszający zmysły wieczorem także przyjmuję z otwartymi ramionami. Na nic jednak piękny zapach, jeśli działanie jest słabe. A jak jest z nową serią witaminową Lirene?


Kartoniki kremu oraz serum zabezpieczone są dodatkową folią, dzięki czemu mamy pewność, iż nikt nie używał ich wcześniej. W przypadku żelu do twarzy tej pewności mieć nie możemy, gdyż nadal otwieranie kosmetyków w drogerii jest niestety popularne... Opakowania są całkiem ładne, przezroczyste, a szata graficzna nawiązuje do cytrusów kojarzących się z witaminami.


Lirene, Żel myjąco - energetyzujący, Vitamin Energy C+D pro

"Oczyszczona skóra to pierwszy i niezbędny krok skutecznej pielęgnacji energetyzującej i odmładzającej. Ekspertki Lirene, poszukując rozwiązania jak dokładnie oczyścić i zatrzymać witalność skóry na dłużej, opracowały wyjątkowy żel, który nie tylko skutecznie oczyszcza skórę, ale także zwęża pory, zmniejszając ich widoczność oraz zapewnia zdrowy wygląd cery. Skuteczna baza myjąca została wzbogacona o składniki aktywne, synergicznie dbające o kondycję cery. Unikalna Duo C w połączeniu z wit. D pro rozpromieniają skórę oraz wspierają barierę naskórkową. Kompleks oligosacharydowy wspomaga odblokowanie i zwężenie porów oraz ujednolica koloryt. Witamina E, zamknięta w gwarantujących stabilność mikrokapsułkach, działa antyoksydacyjnie oraz poprawia ogólne odżywienie skóry."


Skład: Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Acrylates Copolymer, Triethanolamine, Hydroxyacetophenone, Disodium EDTA, Cellulose, Mannitol, Lactose, PEG-18 Glyceryl Oleate / Cocoate, Hydroxypropyl Methylcellulose, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Polysorbate 20, Cichorium Intybus (Chicory) Root Extract, Lens esculenta (Lentil) Seed Extract, Ethyl Ascorbic Acid, Lecithin, Lonicera Japonica Flower Extract, Lonicera Caprifolium Flower Extract, Ethylhexylglycerin, Methylparaben, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Benzoic Acid, Parfum (Fragrance), Limonene, CI 77492 (Iron Oxides), CI 12085 (D&C Red No. 36), CI 19140 (FD&C Yellow No. 5), CI 16035 (FD&C Red No. 40).


Żel kupimy w solidnej, przezroczystej butelce z mocnym korkiem. Możemy łatwo kontrolować poziom produktu, więc nie zaskoczy nas nagłe denko. To co zachwyca to zapach, który jest bardzo energetyzujący, choć akurat w żelu subtelniejszy niż w pozostałych produktach. Nie utrzymuje się na skórze po zmyciu. W lekko pomarańczowym, dość gęstym żelu zatopione zostały drobinki z witaminą E, które podczas masowania rozpuszczają się, przenikając do piany. Żel dobrze oczyszcza skórę, jednak dość mocno ją wysusza. Moja skóra jest po nim nieprzyjemnie ściągnięta, potrzebuje toniku i nawilżenia. Dla mnie nie jest to produkt do codziennego użytku, ale być może dlatego, że od dawna używam delikatniejszych oczyszczaczy i odzwyczaiłam się od podobnego uczucia. Kosztuje ok. 15zł/200ml.


Lirene, Skoncentrowane StimuSerum na noc, Vitamin Energy C+D Pro

"Specjalistyczne serum, które zapewnia idealną pielęgnację uzupełniającą, gwarantując widoczny efekt rewitalizacji i stymulacji energetycznej skóry. Optymalna zawartość kompleksu wit. Duo C oraz wit. D pro zapewnia wielowymiarowy efekt odmłodzenia. Duo C skutecznie penetruje skórę, chroniąc DNA komórkowe oraz aktywując syntezę białek kolagenu. Intensywnie rewitalizuje i rozświetla. Wit. D pro wspomaga barierę naskórkową oraz stymuluje naprawę mikrouszkodzeń, spowodowanych starzeniem i negatywnym wpływem środowiska. Unikalny kompleks SkinAwake, naturalnego pochodzenia i bogaty w mikroelementy, cukry i witaminy wspomaga procesy odnowy komórkowej zachodzącej podczas snu. Komórki są lepiej odżywione, a skóra pełna energii i witalności. Wysokocząsteczkowy kwas hialuronowy wiąże wodę w skórze, nawilżając i wygładzając. Zamknięta w gwarantujących stabilność mikrokapsułkach wit. E, zapewnia ochronę antyrodnikową oraz odpowiedni poziom nawilżenia skóry."


Skład: Aqua (Water), Propanediol, Alcohol Denat., Triethanolamine, Carbomer, PPG-26-Buteth-26, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Glycerin, Buteth-3, Disodium EDTA, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Ethylhexylglycerin, Sodium Benzotriazolyl Butylphenol Sulfonate, Cichorium Intybus (Chicory) Root Extract, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Cellulose, Mannitol, Lactose, Ethyl Ascorbic Acid, Lecithin, Tributyl Citrate, Sodium Hyaluronate, Lonicera Japonica Flower Extract, Lonicera Caprifolium Flower Extract, Hydroxypropyl Methylcellulose, Tocopheryl Acetate, Polysorbate 20, Phenoxyethanol, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Parfum (Fragrance), Limonene, Hexyl Cinnamal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Linalool, Citronellol, Geraniol, CI 77492 (Iron Oxides), CI 19140 (FD&C Yellow No. 5), CI 12085 (D&C Red No. 36), CI 16035 (FD&C Red No. 40).


Serum kupimy w zafoliowanym kartoniku, na którym znajdziemy mnóstwo obietnic i zapewnień producenta. Produkt zaś został umieszczony w ślicznym, szklanym opakowaniu z pompką - bardzo lubię tego typu buteleczki, są higieniczne, choć niestety pompka w moim egzemplarzu się zacina. Jedna, dwie pompki wystarczą, aby dokładnie rozprowadzić kosmetyk na całej twarzy, szyi i dekolcie. Lekko pomarańczowa barwa nawiązuje do witamin i zapachu - cytrusowego, trochę mocniejszego niż żelu do mycia, ale zdecydowanie w tej samej gamie zapachowej. Aromat jest pobudzający, a jednocześnie relaksuje, koi zmysły i odpręża. Bardzo trafia z mój gust, dłuższą chwilę utrzymuje się na skórze. W dość gęstym żelu zatopione są nieliczne kuleczki z witaminami, które szybko się rozpuszczają podczas masowania skóry. Serum używałam codziennie przez dwa tygodnie, ale wydaje mi się, że lekko przesuszyło mi skórę, więc zaczęłam je stosować co 2-3 dni, zawsze na noc. Nie zauważyłam jakiegoś szczególnego działania. Serum lekko rozświetla skórę, postawia na niej lepiącą się warstewkę, która w pewnym sensie napina skórę - dzięki temu cera wydaje się jędrniejsza i gładsza. Przymyka też lekko pory. Produkt nie zapchał mojej skóry, nie przyspieszał przetłuszczania ani nie podrażniał. Kosztuje ok. 27zł/30ml.


Lirene, Odżywczy krem głęboko nawilżający do cery suchej i wrażliwej na dzień i na noc, Vitamin Energy C+D Pro

"Nawilżający krem-żel rozświetlający z unikalnym kompleksem ultranowoczesnej formy witaminy Duo C (hybrydowe połączenie dwóch form witaminy C), wit. D pro oraz wit. E. Połączenie to wielowymiarowo chroni młodość skóry, gwarantując spektakularne efekty. Rozświetlenie i ujędrnienie, dzięki wit. Duo C, która doskonale penetruje skórę, chroniąc DNA komórkowe i aktywując syntezę kolagenu. Działa intensywnie rewitalizująco i rozświetlająco. Wit. D pro odnawia barierę naskórkową oraz wspomaga proces regeneracji mikro-uszkodzeń, spowodowanych starzeniem biologicznym i negatywnymi czynnikami zewnętrznymi. Skóra staje się promienna, jędrna i elastyczna. Unikalny kompleks SkinRestart, dzięki bogactwu polisacharydów, mikroelementów, witamin oraz flawonoidów, rewitalizuje komórki skóry. Zamknięta w mikrokapsułkach wit. E zapewnia ochronę antyrodnikową oraz reguluje gospodarkę wodno-lipidową skóry. Skóra odzyskuje zdrowy wygląd, jest odżywiona oraz lepiej broni się przed czynnikami zewnętrznymi."


Krem kupimy w kartoniku zabezpieczonym dodatkową folią, mamy więc pewność, że nikt przed nami nie otwierał pudełeczka. Kosztuje ok. 25zł/50 ml i można go dostać w większości znanych drogerii. Krem występuje również w wersji rozświetlającej do cery normalnej.


Skład: Początek stanowią emolienty, gliceryna oraz lekki silikon, które tworzą na skórze warstwę ochronną, wygładzają oraz zmiękczają skórę. Niektóre składniki średnio mi się podobają np. izoparafina (emolient z ropy naftowej, który może zapychać przy dłuższym używaniu) czy phenoxyethanol (potencjalnie drażniący konserwant syntetyczny). W połowie znajdują się witaminy, kwas hialuronowy oraz ekstrakty roślinne. Pod koniec wymieniono barwniki oraz niektóre składniki kompozycji zapachowej (potencjalne alergeny). Szczegóły poniżej:


Wewnątrz kartonika znajduje się lekki, plastikowy słoiczek z nakrętką. Wolę kremy w opakowaniach z pompką, ponieważ są higieniczniejsze, dlatego tutaj używam po prostu szpatułki, którą wybieram krem. Unikam w ten sposób nadkażania zawartości bakteriami.


Pod nakrętką znajdziemy jeszcze jedno zabezpieczenie, tym razem w formie aluminiowej folii. Dzięki temu zwiększa się trwałość kosmetyku, gdyż kontakt z powietrzem ograniczony został do minimum.


Krem faktycznie ma lekko żelową konsystencję, bardzo przyjemną w dotyku i aplikacji. Nakłada się go z prawdziwą przyjemnością, gdyż gładko sunie po skórze i dobrze się rozprowadza. Używam go również na szyję i dekolt, delikatnie wklepując opuszkami palców. W delikatnie pomarańczowym kremie widoczne są zatopione drobinki z witaminami, które podczas masowania skóry rozpuszczają się całkowicie, nie nadają kolorytu. Moment po aplikacji żelowa formuła wchłania się w moją skórę praktycznie do matu, jednak już po 20-30 minutach cera zaczyna się lekko błyszczeć, a po godzinie całkowicie się świeci. Z tego względu używam go wyłącznie na noc, kiedy błyszczenie mi nie przeszkadza. Rano skóra nie świeci się bardziej niż zwykle, nie budzę się z grubą warstwą sebum, więc nie obawiam się, że zwiększa przetłuszczanie. Zapach oczywiście jest obłędny - taki sam, jak serum, ale odrobinę bardziej słodki. Utrzymuje się na skórze dłuższą chwilę.


Kremu używam najczęściej jako ostatnią warstwę wieczornej pielęgnacji. Po dokładnym demakijażu i umyciu skóry tonizuję ją hydrolatem lub esencją Bielendy, wklepuję żel aloesowy, odczekuję chwilę, a następnie "zamykam" uprzednio nałożone kosmetyki nawilżające warstwą emolientową kremu Lirene. W tej roli sprawdza się doskonale, gdyż pomaga wcześniej użytym składnikom działać głębiej i dłużej, a dzięki delikatnej warstewce ochronnej uniemożliwia odparowanie wody i zatrzymuje ją w naskórku.

Zobacz też: Bielenda, Multiesencja 4w1
Zobacz też: Płyny micelarne do demakijażu


Krem-żel Lirene użyty solo delikatnie nawilża i rozświetla skórę, choć jest to na granicy nieładnego błyszczenia - może być to spowodowane przeznaczeniem produktu do cery suchej, w końcu moja jest mieszana (ale też potrzebuje porządnego nawilżania). Regularnie stosowany sprawia, że cera wydaje się ładniejsza, pory są mniej widoczne, a skóra wygląda na jędrniejszą i bardziej zwartą - przyznam, że jest to dla mnie zaskoczeniem. Patrząc na mocno emolientowy skład nie spodziewałam się żadnej rewelacji, ale muszę przyznać, że jest to przyzwoity krem drogeryjny. Nie jest naturalny ani idealny, ale chętnie go jeszcze kiedyś kupię, ponieważ nie zapycha, nie uczula, krzywdy nie robi, za to cieszy zapachem i żelową konsystencją.


Kusi Was ta cytrusowa seria kosmetyków Lirene? Lubicie witaminy w kremach?

Cosmeceuticum, Polny Warkocz, Mazidło ze skrzypu polnego oraz Hydrolat pomarańczowy

Tłusta cera jest gruba i szara. Tyle teoria, bo moja akurat jest tłusta i... czerwona, ponieważ jest płytko unaczyniona (naczynkowa), co zdecydowanie odziedziczyłam po mamie. Trudno, trzeba się cieszyć z tego co jest, przynajmniej później będę miała zmarszczki ;)

Dość trudno jest pielęgnować taką cerę na co dzień. Ostatnio mocniej skupiłam się na swoich naczynkach, skoro błyszczenie i ilość wyprysków jako tako ogarnęłam. Od kilku dni używam także Serum Avy z wit. C, który dostałam od Gosi z bloga Mejd in Poland. Jednocześnie wprowadziłam dzisiejszych bohaterów, z jakim skutkiem? 



Polny Warkocz, Mazidło ze skrzypu polnego recenzja, opinia

"mazidło, którego receptura została sformułowana wyłącznie w oparciu o wyselekcjonowane składniki naturalne. Stworzone zostało z myślą o pielęgnacji cery naczynkowej i zniszczonej, wymagającej regeneracji. Nieprzypadkowy jest wybór maceratu ze skrzypu polnego, bogatego w krzem oraz związki mineralne, dzięki któremu mazidło korzystnie wpływa na stan skóry, wzmacnia i uszczelnia słabe naczynka krwionośne. Naturalny olejek z werbeny sprawia, że ma przyjemny, relaksujący zapach. Mazidło to gęsty krem o strukturze piankowej, która po aplikacji zamienia się w kremowe masełko.
Nie zawiera konserwantów, GMO, syntetycznych barwników, sztucznych składników kompozycji zapachowej, silikonu, formaldehydu, parafiny i olejów mineralnych oraz innych szkodliwych substancji.
Nie testowany na zwierzętach! 
Przebadany dermatologicznie, nie podrażnia i nie uczula."


Już sam wygląd słoiczka mnie urzekł. Ciemne, porządne szkło chroni bowiem przed dostępem światła i jest jednym z moich ulubionych tworzyw do przechowywania kosmetyków. Żółta etykieta z banderolą dopełnia całości. Mamy tu wszelkie podstawowe info wraz ze składem w INCI oraz po polsku. Ceny są bardzo zróżnicowane, wahają się w granicach 20-30zł/50ml. 


Skład jest krótki i prosty: masło shea, olej ze słodkich migdałów, ziele ze skrzypu polnego, witamina E, naturalny olejek z werbeny, Citral, Limonen.Takie mazidło mogłabym zrobić także w domu :)


Jak zauważyliście w składzie nie ma wody, dlatego też mazidło jest całkiem tłuste, ale o tym później. Konsystencja nie jest maślana, jak można by się spodziewać, a bardziej napowietrzona, przypomina mus czy też piankę. Kolor jasnożółty, a zapach cytrynowo-werbenowy, całkiem przyjemny i naturalny. Przypomina mi trochę coś do jedzenia. Cytrynowy budyń? Kisiel?


Po rozsmarowaniu na skórze mazidło zamienia się w tłusty olejek i to jest przyczyna, dla której nie nadaje się dla mnie na dzień. Podczas wmasowywania w skórę gładko po niej sunie, ale ewidentnie zostawia błyszczącą, tłustawą warstwę, która jest jakże niepożądana przy kontaktach z ludźmi. Szkoda jednak zmarnować taki skład na łokcie czy stopy (choć z powodzeniem można je tak zużyć, stopy mięciutkie i pachnące!), więc postanowiłam używać go na noc. Tutaj byłam bardziej zadowolona. 


Trzeba pamiętać jednak o jednej, ważnej zasadzie: mazidło jest bardzo wydajne i już naprawdę mikroskopijna ilość pokrywa całą twarz, a nawet i szyję. Ilość ze zdjęcia wystarczyłaby mi na nogi! Osobiście uczucie tłustej warstwy na skórze jestem w stanie przeżyć o ile wiem, że nie skończy się to zapchaniem. Masło shea jest akceptowalne dla mojej skóry, sprawdziłam to wiele razy. Nie zapycha mnie, nie przyspiesza błyszczenia, za to ładnie i głęboko nawilża oraz odżywia skórę. Oleju kokosowego natomiast za nic bym nie nałożyła na twarz, od razu zapycha mi pory. Niestety każda cera jest inna i każda z nas musi sama się przekonać jak te składniki działają.
Mazidło przy regularnym używaniu prawie codziennie na noc (obecnie dobija dna) zdecydowanie ujędrniło i uelastyczniło skórę. Naczynka stały się minimalnie mniej widoczne, przez co mniej się czerwienię. Różnica jest, choć nadal są widoczne, niestety. Podejrzewam, że przy dłuższym stosowaniu można osiągnąć lepsze efekty.


Mazidło to także preparat wielofunkcyjny, idealny do zadań specjalnych. Genialnie nadaje się jako balsam do ust, choć raczej na noc, a także jako preparat na skórki lub do regeneracji przesuszonej płytki paznokciowej. Jak wspomniałam może być ekstra kuracją do stóp i dłoni (mazidło i skarpetki lub rękawiczki na całą noc), również na łokcie i kolana. Gdybym miałam suche włosy pewnie użyłabym go także do olejowania włosów przed myciem. 


Cosmeceuticum, Hydrolat pomarańczowy  

według producenta: "Otrzymywany na bazie wody z wysokogórskich potoków alpejskich, w procesie destylacji kwiatów słodkiej pomarańczy z parą wodną.

Hydrolat posiada właściwości przeciwzapalne i antybakteryjne, Działa kojąco, łagodzi podrażnienia, wspomaga ukrwienie skóry. Ściąga pory skóry, przez co reguluje wydzielanie sebum. Optymalnie nawilża, matuje i odświeża cerę. Hamuje aktywność enzymów rozkładających kolagen i elastynę - białka odpowiedzialne za jędrność i napięcie skóry. 
Odpowiedni do pielęgnacji cery tłustej, trądzikowej, mieszanej, dojrzałej oraz zszarzałej.
Ze względu na wysoką koncentrację składników aktywnych przed użyciem zaleca się wykonać test kontaktowy, aplikując niewielką ilość produktu na wybraną partię skóry.
Hydrolat można rozcieńczać wodą demineralizowaną."



Ponownie zachwycam się butelką z ciemnego szkła. Etykieta jest estetyczna i przez cały okres używania nie ściera się ani nie odkleja. Zawiera wszelkie niezbędne informacje, łącznie z przeznaczeniem hydrolatu. Kosztuje 20zł/100ml.


Jestem bardzo zadowolona, że produkt został zaopatrzony w rozpylacz, dzięki czemu o wiele przyjemniej mi się go używa. Co ciekawe podobna forma opakowania irytowała mnie w toniku Ziaji, jednak tutaj jest wybawieniem. Stosuję go na dwa sposoby: czasem przecieram skórę wacikiem nasączonym hydrolatem, a czasem rozpylam kosmetyk bezpośrednio na skórę, szczególnie w gorące dni.


Atomizer wymaga odrobiny siły, ale za to rozpyla idealną ilość hydrolatu, nie za dużą i nie za małą. Kiedy zawartość się skończy z przyjemnością przeleję do buteleczki inny hydrolat (które zazwyczaj zaopatrzone są z zwykły korek z otworem) i będę się chlapać do woli.

Skład: hydrolat z kwiatu słodkiej pomarańczy 99,4% zawartości, kwas cytrynowy, Sorbinian Potasu, Benzoesan Sodu (konserwanty, dzięki którym nie musimy trzymać go w lodówce).


Hydrolat oczywiście jest wodnisty i bardzo delikatnie pachnie, choć zapach jest nieoczywisty. Być może kojarzycie świeżość kwiatów GORZKIEJ pomarańczy, tzw. Neroli. Nie, nie jest to ten zapach, ów hydrolat został bowiem stworzony z kwiatów pomarańczy SŁODKIEJ i jest zupełnie czymś innym. Nie pachnie też pomarańczami. Mój mąż twierdzi, że nawet śmierdzi. Jak wiecie, jestem fanką naturalnych produktów, choć nie tylko takich używam i naturalne zapachy są dla mnie plusem. Gdybym miała nazwać jakoś jego woń napisałabym, że jest podobna do jabłkowego sadu (trochę owocowo, trochę zgniło, trochę trawiaście). Mnie zupełnie ten zapach nie przeszkadza, można się do niego przyzwyczaić, a niektórym nawet się podoba. Jak wszystko - kwestia gustu.


Hydrolat początkowo spowodował, że moja twarz momentalnie się czerwieniła, więc coś ją podrażniało (podejrzewam, że konserwanty pomimo niewielkiej ilości). Jednak za trzecim razem nie odczuwałam już żadnych skutków ubocznych poza sporadycznym mrowieniem, które nie przeszkadzało mi w stosowaniu tego produktu. Hydrolatu używam regularnie co najmniej raz dziennie, zazwyczaj wieczorem i zauważyłam, że skóra potem w ciągu dnia mniej się błyszczy, a pory dłużej są przymknięte (to przy używaniu rano). Przede wszystkim kosmetyk ten doskonale odświeża i nawilża skórę oraz reguluje jej pH (podobnie jak tonik), a także delikatnie ściąga pory. Dla mnie jest to niezbędny etap pielęgnacji, przygotowujący cerę do przyjęcia serum czy kremu. Może sam w sobie, w dodatku użyty raz na jakiś czas jest jedynie ciekawostką, jednak przy sumiennym stosowaniu działa i przynosi widoczne korzyści.


Tak się przedstawia moja opinia na temat kosmetyków z lubelskiego laboratorium. Generalnie mam w planach nabycie kolejnych hydrolatów tej marki, szczególnie oczarowego i malinowego. Oba produkty na pewno można nabyć na stronie ECODROGERIA.COM.PL.

Znacie te kosmetyki? Używacie hydrolatów?
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj