Pomysły na prezent dla mamy / Dzień Matki

Prezent na dzień matki

Już niedługo Dzień Matki, który w mojej rodzinie jest chętnie obchodzony. Czasem symbolicznie, a czasem z pompą, w zależności od możliwości finansowych i potrzeby. Liczy się gest i pamięć, choć czasem warto podpytać czy mamie czegoś akurat nie brakuje :) Dzisiaj mam dla Was zestawienie różnych pomysłów na prezent. Wszystkie wykorzystałam kiedyś jako podarunek dla mamy. Moja mama była bardzo zadowolona, więc mam nadzieję, że spodoba Wam się ten post i pomoże wybrać coś fajnego.


portfel-skorzany

Portfel - praktyczny prezent dla każdego 

Co kilka lat kupuję mamie portfel, ponieważ jest to rzecz codziennego użytku i zwyczajnie z czasem się niszczy. Zawsze stawiam na porządne marki, ponieważ te tańsze, nie oszukujmy się, są słabszej jakości i nie wytrzymują nawet roku (przerobione). Lubię mieć duży wybór portfeli, przeglądać różne fasony i kolory, aby dobrać coś odpowiedniego. Ostatnio wybrałam portfel Peterson, ponieważ posiada mnóstwo przegródek na karty lojalnościowe, karty płatnicze oraz zdjęcia. Dodatkowo posiada przegródkę zapinaną na zamek błyskawiczny, co jest wygodne w użytkowaniu. Portfel powinien być nie tylko praktyczny, ale i ładny, a mamy wolą zwykle raczej klasyczne wzory, przynajmniej moja. Skórzane portfele kosztują już od ok. 120-140 zł, jednak bywają tańsze w promocji. Warto poszukać też stacjonarnie!

czerwony-portfel

Książka "Dzikie smaki. Kuchnia zwariowanego zbieracza roślin"

Pozycja, która nie tylko posiada piękną okładkę i zdjęcia, ale przed wszystkim uświadamia, jak bardzo nie doceniamy roślin! Nawet w środku miasta można znaleźć niezwykle cenne części jadalne, jeśli oczywiście wiemy czego i gdzie szukać - orzechy, owoce, kwiaty, pączki, liście czy korzenie. Autorki podpowiadają jak zbierać rośliny z głową, unikając zanieczyszczeń, a przy okazji nie niszcząc przyrody.

ksiazka-o-ziolach

W środku pomysły na nietypowe potrawy, a wszystko okraszone humorem i lekkim piórem autorek. Na jakie przepisy możemy liczyć? Choćby na kawior z pączków czarnego bzu, tartę z pędami chmielu, kisiel fiołkowy czy pesto z czosnku niedźwiedziego z orzechami laskowymi. Jeśli Wasze mamy lubią eksperymentować w kuchni i inspirować się, jest to idealna pozycja na prezent! Niesamowita książka, w dodatku napisana przez blogerki Mead Ladies, a wydana przez Pascal. Książka kosztuje 35-50 zł, w zależności od księgarni (u wydawcy w tym momencie 34,93 zł).

ksiazka-ziola

Perfumy Escada Joufull Moments

Odkąd pamiętam mamie i mi podobały się takie same nuty zapachowe, stąd dość łatwo mogę wybrać  perfumy na prezent. Jesteśmy fankami radosnych, owocowych nut, wibrujących radością życia, w tle także kwiatowych. Perfumy Escada są lekkie, idealne na nadchodzące lato, dzienne, trochę słodkie, trochę kwaśne - dla mnie idealne! Niestety nie grzeszą trwałością, po kilku godzinach wyczuwam je już bardzo delikatnie, oczywiście dłużej utrzymują się na ubraniach. Czasem jest to zaletą, szczególnie w wyjątkowo upalne dni, kiedy duszące, intensywne zapachy przyprawiają mnie o ból głowy. Perfumy różnią się ceną w zależności od pojemności i miejsca zakupu. W sklepach internetowych 30 ml można kupić już od ok. 75 zł, stacjonarnie co najmniej od 100 zł.
Jeśli znacie ulubione nuty zapachowe mam to polecam taki prezent - zwykle bardzo cieszy :)

perfumy-escada

Krem do twarzy dla mamy

Moja mama ma niesamowitego pecha do kremów, ponieważ wśród drogeryjnych półek trudno jej się odnaleźć. Przy wyborze kieruje się tym, co producenci piszą na opakowaniu. Nie zawsze kończy się to dobrze, dlatego zdarza mi się kupować mamie także kremy. Przy czym zwykle, jako że jest to prezent, stawiam na mniej znane/dostępne marki i te odrobinę droższe. Kieruję się również składem i zawartością ujędrniających składników, konsystencją i ładnym opakowaniem.

Krem na noc Lab One Hydration

W kartoniku znajdziemy piękny słoiczek z mrożonego szkła ze złotą zakrętką, pod którą mamy dodatkowe zabezpieczenie zawartości. Krem nie jest naturalny, ale zawiera m.in. sporo oleju z pestek winogron, skwalenu, panthenolu, kofeinę, lecytynę, polifenole, mocznik, zieloną herbatę i wit. E - substancje chroniące skórę przed utratą wody i podrażnieniami, uelastyczniające skórę, a także antyoksydanty chroniące przed starzeniem. Krem świetnie regeneruje i nawilża, a przy tym posiada przyjemną, lekką konsystencję i świeży zapach. Szybko się wchłania, pozostawiając skórę lekko napiętą, nawilżoną i zregenerowaną. Kosztuje w standardowej cenie 244 zł, ale obecnie jest w promocji na stronie producenta za 89 zł/50 ml.

Krem Rodial Bee Venom

Propozycja zdecydowanie droższa to nawilżający krem z jadem pszczelim Rodial. Marka polecana przez dermatologów i chirurgów plastycznych, uznana podobno przez celebrytki ;) Opakowanie nie jest szczególnie luksusowe - żółty, plastikowy słoiczek z zakrętką i dodatkowym zabezpieczeniem. Krem o budyniowej konsystencji i przyjemnym zapachu zawiera m.in. peptydy z jadu pszczelego (reguluje napięcie mięśni, działa jak "naturalny botoks", poprawia krążenie krwi), kwas hialuronowy (nawilża, ujędrnia), komórki macierzyste z papryki (zwiększa żywotność komórek, uelastycznia, poprawia koloryt skóry), wit. C (wygładza i rozjaśnia skórę, stymuluje produkcję kolagenu, antyoksydant, chroni przed skutkami promieniowania UV). Krem szybko napina skórę, ujędrnia ją i wizualnie spłyca zmarszczki. Dodatkowo dobrze nawilża, chroni przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych i promieniowaniem UV. Podobno kremu używa nawet brytyjska księżna Kate Middleton. Krem kosztuje sporo, bo ok. 600 zł/50 ml, ale jeśli nie jest to przeszkodą, a mama nie jest uczulona na jad pszczeli warto spróbować. 

rodial-krem

Szczotka do włosów np. Tangle Teezer

Szczotka do włosów przyda się każdemu, zwłaszcza, że z wiekiem włosy niestety są bardziej podatne na wypadanie i uszkodzenia mechaniczne. Marka jest polecana do każdego rodzaju włosów, a szczególnie cienkich, kruchych i farbowanych. Dzięki specjalnie ustawionym ząbkom rozczesuje włosy delikatnie, bez ciągnięcia i szarpania. Specjalny kształt ułatwia operowanie szczotką, a dzięki niewielkiemu rozmiarowi można ją mieć zawsze przy sobie. Kosztuje 35-60 zł w zależności od sklepu.

zlota-szczotka

Dobra herbata i wzmacniające zioła

Mamy zwykle lubią dobre napary, moja na pewno! Obecnie coraz więcej marek stawia nie tylko na jakość herbaty, ale i na ładne opakowanie, dzięki czemu mamy gotowy prezent :) Osobiście od lat jestem ogromną fanką herbat Basilur, które urzekają aromatami i ślicznymi metalowymi puszkami. Ostatnio odkryłam także markę Infuz, która oferuje mnóstwo rodzai i smaków naparów. Poniżej wersja BEAUTE, zawierająca m.in. 30% mniszka lekarskiego (poprawia kondycję cery, antyoksydant, wspiera także wątrobę), 14% grejpfruta (wspomaga oczyszczanie organizmu i poprawia przemianę materii, zawiera wiele witamin), 2% bergamotki (wspomaga trawienie). Dostępne są również inne mieszanki. 100 g herbaty w ładnej puszce kosztuje ok. 35 zł.

ziolowa-herbata

Naturalny balsam do ust

To już tradycja, że do każdego prezentu dorzucam mamie jako gratis naturalną pomadkę ochronną. Mama jest fanką pomadki, która chroni usta przed mrozem, ale zupełnie ich nie regeneruje. Do tego potrzeba czegoś więcej niż parafiny - najlepiej naturalnych olei i wit. E. Stawiam zwykle na Alterrę, Vianek, Sylveco lub Eos - sprawdzone, niedrogie i bardzo skuteczne! Ceny od 4 zł (Alterra, promocje Sylveco), standardowa cena Vianka ok. 10 zł, Eos 18-30 zł w zależności od sklepu.

vianek-sylveco-pomadki

Szczególnie nowe pomadki ochronne Vianek zachwycają ze względu na świetny skład i działanie, ale także obłędne zapachy! Fioletowa pachnie i smakuje słodkim winogronem, pomarańczowa czaruje owocem mango i brzoskwini. Nowy peeling miętowy Sylveco to idealna, delikatniejsza opcja na lato, a Eos - wiadomo, ma rzeszę fanek.

pomadka-eos

Jak się Wam podobają moje propozycje? Mam nadzieję, że z łatwością wybierzecie coś fajnego dla mamy. Jeśli potrzebujecie jeszcze inspiracji to polecam także wpis grudniowy, gdzie m.in. piszę o minerałach Annabelle Minerals i... gwiazdce z nieba! --> Inspiracje prezentowe

Naobay, Extra Rich Cream Nourishing, Odżywczy krem do twarzy ECOCERT

Wszystkie fanki naturalnej pielęgnacji oraz osoby czytające składy prędzej czy później spotkają się z oznaczeniem na opakowaniu ECOCERT. Co właściwie ono oznacza? ECOCERT to instytucja certyfikująca, założona w 1991r. we Francji, której głównym celem była promocja rolnictwa ekologicznego. Dziś ECOCERT to znak, który zapewnia wysoką jakość nie tylko ekologicznych produktów rolniczych, ale także kosmetyków naturalnych i organicznych, oraz ekologicznych środków czystości, suplementów diety i tekstyliów. Jest to jedno z tych oznaczeń, którym ufam w pełni, ponieważ dzisiaj ECOCERT kontroluje i certyfikuje uprawy, procesy produkcji oraz produkty końcowe np. kosmetyki naturalne w ok. 80 krajach na całym świecie i znany jest ze swoich wysokich standardów jakościowych (bada m.in. biodegradowalność i możliwości recyklingu opakowań).


Bogaty krem Naobay

Co daje ECOCERT na kosmetykach?

   co to jest ecocert   ECOCERT rozróżnia dwa rodzaje kosmetyków w zależności od spełnienia przez produkt określonych, wysokich wymagań:

1. Kosmetyk naturalny (natural cosmetic):

  • co najmniej 95% składników jest pochodzenia naturalnego,
  • co najmniej 50% składników pochodzenia naturalnego jest z upraw ekologicznych,
  • co najmniej 5 % wszystkich składników pochodzi z upraw ekologicznych.

2. Kosmetyk naturalny i organiczny (natural and organic cosmetic):

  • co najmniej 95% składników jest pochodzenia naturalnego
  • co najmniej 95% składników pochodzenia naturalnego jest z upraw ekologicznych,
  • co najmniej 10 % wszystkich składników pochodzi z upraw ekologicznych.

Ponadto wszystkie certyfikowane produkty muszą spełniać także dodatkowe wymagania:

  • nie zawierać surowców modyfikowanych genetycznie;
  • składniki pochodzenia zwierzęcego muszą zostać wytworzone w drodze naturalnej produkcji przez żywe zwierzęta (np. mleko, miód); 
  • zakaz testowania poszczególnych składników jak i gotowego produktu na zwierzętach;
  • brak sztucznych substancji zapachowych i barwników;
  • zakaz stosowania sztucznych olejów, silikonów, parafiny oraz pozostałych substancji uzyskiwanych z ropy naftowej;
  • zakaz stosowania emulgatorów PEG (polyethylene glycol);
  • określona lista bezpiecznych konserwantów np: kwas benzoesowy, kwas mrówkowy, kwas sorbinowy, salicylowy i ich sole;
  • zakaz sterylizacji poprzez radioaktywne naświetlanie surowców i gotowego produktu.

Taka dbałość o ekologiczne i naturalne surowce, bezpieczne formuły, opakowania oraz sam certyfikat wiążą się oczywiście z ceną gotowych kosmetyków. Dlatego produkty ze znaczkiem ECOCERT będą droższe niż produkty z podobnym "na oko" składem, ale bez oznaczenia. Certyfikat daje nam pewność, że kosmetyk jest naturalny i powstał w kontrolowanych warunkach.


Opinia o kremie Naobay

Dzisiaj chciałabym przybliżyć Wam bardzo dobry jakościowo krem do twarzy, który posiada oznaczenie ECOCERT. Czy cena faktycznie idzie w parze z jakością? Czy krem wyróżnia się spośród innych?

Naobay, Odżywczy krem do twarzy z certyfikatem ECOCERT


"Unikalna kompozycja bogata w organiczne składniki odżywcze o intensywnym działaniu nawilżającym. Krem głęboko odżywia skórę, poprawia jej elastyczność i zapewnia intensywne nawilżenie przez cały dzień. Jest pełen niezbędnych kwasów tłuszczowych występujących w olejach pochodzących z upraw ekologicznych, takich jak olej awokado, oliwa z oliwek, które działają przeciwzmarszczkowo. Przeznaczony szczególnie dla skóry suchej i odwodnionej."

Krem na przesuszenie


Krem jest drogi, jego standardowa cena na stronie internetowej polskiego dystrybutora to ponad 200zł, w promocji 150zł za tubkę 50ml. Taka cena jest związana z certyfikatem ECOCERT. Swój egzemplarz znalazłam w jednym z boxów kosmetycznych, zakupionym w ciemno, więc cena 49 zł wydaje się mocno zachęcająca. Podejrzewam, że dla niejednej z Was cena będzie zaporowa, jednak ja w pełni rozumiem z czego wynika. Warto oczywiście szukać promocji i okazji :)

Analiza składu

Skład: Aqua (woda), Aloe Barbadensis Leaf Juice* (ekologiczny sok z aloesu; nawilża, chroni i koi skórę, działa antybakteryjnie, łagodząco, wygładzająco i przeciwzapalnie, działa odżywczo, ponieważ jest bogaty w witaminy, enzymy, cukry i minerały; reguluje pracę gruczołów łojowych), Caprylic/Capric Triglyceride (emolient tzw. tłusty, pozyskiwany z oleju kokosowego; tworzy na skórze warstwę okluzyjną, która zapobiega utracie wody z naskórka; zmiękcza i wygładza skórę, sprawia, że aloes nie powoduje ściągnięcia skóry), Olea Europaea Fruit Oil* (ekologiczna oliwa z oliwek; odżywia, nawilża, natłuszcza, regeneruje skórę, opóźnia procesy starzenia dostarczając witamin, uzupełnia niedobory lipidowe; jest naturalnym filtrem UV; łagodzi objawy trądziku, łuszczycy, AZS, łupieżu i wspomaga gojenie ranek; zmniejsza nadmierne rogowacenie naskórka, reguluje pracę gruczołów łojowych), Butyrospermum Parkii Butter* (ekologiczne masło shea; nawilża, odżywia, natłuszcza, chroni skórę, koi podrażnienia; jest naturalnym filtrem UV), Persea Gratissima Oil* (ekologiczny olej z awokado; odżywia, natłuszcza, nawilża, regeneruje, chroni; wzmacnia i uelastycznia skórę), Methyl Glucose Sesquistearate (emolient i emulgator pochodzenia naturalnego; umożliwia stworzenie emulsji, zmiękcza i wygładza skórę), Propanediol (tzw. "roślinny glikol"; nawilża, jest rozpuszczalnikiem oraz nośnikiem substancji aktywnych; naturalny konserwant; poprawia także konsystencję), Glyceryl Stearate (emolient tzw. tłusty i emulgator, regulator lepkości i stabilizator emulsji; tworzy na skórze film zapobiegający utracie wody, wygładza), Stearyl Alcohol (emolient tłusty i emulgator, zapobiega rozdwajaniu się faz w emulsji), Benzyl Alcohol (naturalny konserwant, rozpuszczalnik oraz składnik kompozycji zapachowej; aromat jaśminu), Dehydroacetic Acid (łagodny, bezpieczny konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa), d-Limonene (składnik kompozycji zapachowej; aromat skórki cytrynowej, silny alergen), Geraniol (składnik kompozycji zapachowej; aromat geranium, alergen), Citral (składnik kompozycji zapachowej; aromat cytryny, alergen), Linalool (składnik kompozycji zapachowej; aromat konwalii; działa bakteriobójczo, alergen).
*Składniki pochodzące z upraw ekologicznych.
98,85% składników jest pochodzenia naturalnego. 20% wszystkich składników pochodzi z upraw ekologicznych.

Krem naturalny organiczny

Opakowanie to klasyczna, plastikowa, miękka tubka z genialnym drewnianym korkiem. Korek jest odkręcany, jednak wybaczam, ponieważ niesamowicie podoba mi się jego widok na półeczce z kosmetykami. Szata graficzna jest stonowana i minimalistyczna, dla mnie kolejny plus.

Skład kremu jest bardzo sensowny, wysoko w INCI mamy aloes oraz oleje i masła z upraw ekologicznych, więc powinien spodobać się fankom pielęgnacji naturalnej. Jednocześnie zaznaczam, że krem jest bogaty i treściwy, dokładnie tak jak obiecuje producent. Odrobinę obawiałam się oleju awokado i tylu emolientów przy mojej mieszanej cerze, jednak postanowiłam zaryzykować ze względu na suche powietrze, spowodowane ogrzewaniem, które przesusza moją cerę. Jednocześnie na zewnątrz panują już niższe temperatury, w związku z czym stawiam na bogatsze formuły i konsystencje, które ochronią skórę przed negatywnych wpływem zimna i wiatru.

Idealny krem na każdej cery

Pierwsze wrażenie było mocno negatywne, ponieważ podczas przechowywania fazy formuły zdążyły się rozdzielić i z tubki wypłynęła sama woda... Jednak po dokładnym wstrząśnięciu opakowaniem i ponownym połączeniem faz było już o wiele lepiej. Patrząc na skład łatwo można zauważyć, że nie ma tu wiele wypełniaczy i tzw. składników konsystencjotwórczych, więc niestety może się zdarzyć taka sytuacja. Podobnie bywało np. z peelingiem do twarzy Nacomi (poprawili obecnie formułę według wymagań klientek...). Krem jest treściwy, barwy białej i posiada niesamowicie naturalny zapach - wyraźnie wyczuwam mieszankę olejków eterycznych, bez chemicznej nuty. Osobiście bardzo mi się podoba ten aromat i umila mi codzienną aplikację. Najmocniej wyczuwam nuty cytrusowe, okraszone geranium, więc całość nie jest słodka, a bardzo pasuje do jesiennej atmosfery za oknem.


Naturalny krem odżywczy

Krem pomimo bogactwa emolientów zaraz po rozsmarowaniu wchłania się praktycznie do matu. Dopiero po ok. 1-2 godzinach skóra zaczyna się lekko błyszczeć, ale nie na tyle, bym unikała używania go na dzień. Początkowo stosowałam go jedynie na noc, gdyż było lato. Krem świetnie koi podrażnienia, zmiękcza suche skórki, nawilża i otula cerę sprawiając, że rano jest promienna i wypoczęta. Rano nie widać błyszczenia, cera jest matowa. Obecnie używam go już także na dzień, gdyż temperatury oscylują pomiędzy 1-10 stopni w zależności od dnia. Krem tworzy na cerze emolientową powłoczkę ochronną, dzięki czemu chroni ją przed zimnem, wiatrem i deszczem. Ponieważ maksymalnie chcę uniknąć błyszczenia nakładam go na uprzednio zwilżoną skórę np. hydrolatem lub esencją Bielendy i dokładnie rozprowadzam w niewielkiej ilości, po czym nakładam podkład i puder ryżowy. Na takiej bazie nie rolują się fluidy czy kremy BB, a puder dodatkowo matowi ewentualny błysk. Bywa, że muszę ściągnąć bibułką nadmiar sebum po kilku godzinach, ale nie jest to nic wyjątkowego przy cerze mieszanej. Krem uważam za świetny, dobrze odżywia skórę, chroni ją przed przesuszeniami i ciągłymi zmianami temperatur (w pomieszczeniach suche, gorące powietrze, na zewnątrz wilgotne i chłodne), wreszcie nie mam suchych skórek jesienią. Cera jest miękka, nawilżona, elastyczna i gładka. Zauważyłam również, że nie czerwienię się wchodząc do nagrzanego pomieszczenia, co jest dodatkowym plusem. Uważam, że krem będzie także odpowiedni dla cer dojrzałych i wymagających oraz suchych. Cery wrażliwe powinny zwrócić uwagę na użyte olejki eteryczne, które mogą uczulać. Krem mnie nie zapchał, nie podrażnił, a dzięki swojej konsystencji jest bardzo wydajny.


krem-jesien-zima

Znacie kremy Naobay? Czy używacie kosmetyków z certyfikatem ECOCERT?

Mizon, Wielofunkcyjny krem ze śluzem ślimaka All in One Snail Repair Cream

Koreańska marka Mizon znana mi jest już od jakiegoś czasu. Marka skupia się na tworzeniu kosmetyków wypełnionych substancjami aktywnymi, które mają silne działanie na skórę, ale jednocześnie jej nie podrażniają. Najbardziej rozpowszechnioną serią jest ta na bazie śluzu ślimaka, co jednych zaskakuje, a drugich wcale.Mnie akurat wcale, od dawna są znane właściwości ślimaczego śluzu na skórę, w tym na blizny.

Zostałam zapewniona, że ślimaki są hodowane w specjalnych, odpowiednich dla nich warunkach, ponieważ pobrany śluz musi być dobrej jakości, a do tego niezbędne jest - oprócz wiedzy i odpowiedniej techniki pobierania - dbanie o to, by ślimaki były zdrowe i nienarażone na stres. Po pobraniu śluzu ślimaki całe i zdrowe są zwracane do miejsca hodowli.
PS. Czy tylko mnie nurtują takie pytania?


Mizon, Wielofunkcyjny krem ze śluzem ślimaka

Według producenta: "Silnie regenerujący krem do twarzy i dekoltu. Zawiera aż 92% filtratu ze śluzu, adenozynę, peptydy i witaminy. Bez barwników, substancji zapachowych i parabenów, idealny do wrażliwej skóry. 
Rozjaśnia przebarwienia, wspomaga regenerację blizn i skaz.zmniejsza pory, przeciwdziała starzeniu się skóry, działa ujędrniająco i przeciwzmarszczkowo. Odmładza zmęczoną skórę przez zwiększenie produkcji kolagenu oraz poprawę elastyczności. Doskonale nawilża, tworząc barierę ochronną dla szkodliwych składników z zewnątrz."


Krem kupimy w brązowym tekturowym pudełeczku. Obecnie jest akurat w promocji u polskiego dystrybutora i kosztuje niecałe 50zł (cena regularna 75zł) za 35ml. Z samego pudełeczka niczego się nie dowiemy, oczywiście przy założeniu, że nie znamy języka producenta. Na szczęście mamy naklejkę po polsku oraz internet :) Podoba mi się, że kartonik jest zaklejony.


Skład ze strony polskiego dystrybutora, ponieważ na opakowaniu go nie ma: Snail Secretion Filtrate, Aqua, Propylene Glycol, Sodium Polyacrylate, Butylene Glycol, Cetearyl Alcohol, PEG/PPG-17/6 Copolymer, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Portulaca Oleracea Extract, Betula Platyphylla Japonica Juice, Sodium Hyaluronate, Glyceryl Stearate, Triethanolamine, Carbomer, Centella Asiatica Extract, Human Oligopeptide-1, Methylparaben, Palmitoyl Pentapeptide-4, Hydrogenated Vegetable Oil, Stearic Acid, Dimethicone, Arnica Montana Flower Extract, Artemisia Absinthium Extract, Achillea Millefolium Extract, Gentiana Lutea Root Extract, Alcohol Denat., Camellia Sinensis Leaf Extract, Copper Tripeptide-1, Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Extract, Beta-Glucan, Propylparaben, Adenosine, Polyacrylate-13, Polyisobutene, Polysorbate 20, Disodium Edta.


Wewnątrz znajdziemy tubkę z zakręcanym korkiem i szczerze pisząc - dla mnie nie jest to wygodne rozwiązanie. Tubka łatwo się przewraca, muszę ją opierać o inne kosmetyki i ciągle na nią uważać. Z kolei kiedy leży zajmuje dużo miejsca (tak, serio to piszę, na mojej toaletce miejsce jest na wagę złota). Zdecydowanie wolałabym opakowanie stojące. W dodatku nie mam pojęcia ile jeszcze kremu mi zostało, choć już muszę mocno naciskać tubkę, aby wydobyć coś ze środka. Wystarczy na dzień czy miesiąc? Nie wiem, muszę zgadywać. Podoba mi się za to końcówka tubki, tzw. dziubek, który fajnie się sprawdza na co dzień. Ułatwia szybkie nałożenie kremu bez konieczności brudzenia czegokolwiek. Kilka precyzyjnych kropek typu "bródka-czółko-poliki" i rozprowadzamy palcami.


Konsystencja to kolejna sprawa, co do której miałam wątpliwości. Pierwsze dwa użycia - dramat! Ciągnący się glut, brak zapachu, dziwne uczucie lepkości... Już myślałam, że nic z tego nie będzie, na szczęście nie należę do osób, które szybko się poddają. Trzeciego dnia było już o wiele lepiej, a czwartego przyzwyczaiłam się do tego kremu na tyle, że problem znikł. Po szoku zostało jedynie wspomnienie.


Oczywiście krem nadal się ciągnie jak... śluz ślimaka :) W sumie to jak mogłoby być inaczej, skoro krem zawiera go aż 92%! Poza tym krem jest mleczno-przezroczysty i całkowicie pozbawiony zapachu, więc dziewczyny przyzwyczajone do drogeryjnych aromatów mogą nie być zadowolone. Mnie to zupełnie nie zniechęca, nawet mi się podoba, bo oznacza mniej chemii i okazji do podrażnień.


Kremu używam codziennie rano. Chwilę go wklepuję i odczekuję dwie minuty aż przestanie się lepić. Ważne jest, aby unikać kontaktu z oczami, więc grzecznie omijam te okolice.  Następnie wykonuję normalny makijaż. Ślimakowy Mizon dobrze współpracuje z płynnymi podkładami (obecnie mam No Mask Lirene) czy kremami BB/CC (Eveline, Bielenda) oraz tymi w formie musu (poprzedni Dermacol). Nie próbowałam na niego nakładać minerałów, które ostatnio trochę poszły w odstawkę, więc nie wiem czy współgrają. Podkłady trzymają się na nim dobrze, nie rolują się i nie spływają, choć w przypadku mojej tłustej cery przypudrowanie jest konieczne.


Skóra po regularnym stosowaniu przez 5 tygodni jest dobrze nawilżona, wygładzona i zregenerowana. Zauważyłam także delikatne ujędrnienie i efekt liftingu, ale bez nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Muszę przyznać, że ewentualne niespodzianki pojawiają się zdecydowanie rzadziej, a sam krem nie zapycha i nie podrażnia. Wszelkie wypryski, jeśli już powstaną, goją się momentalnie i w bardzo szybkim czasie nie pozostaje po nich nawet ślad. Dawno nie miałam tak ładnej cery jak obecnie i to na przełomie wiosny i lata, kiedy zazwyczaj było najgorzej! Kosmetyk obiecuje zwężenie porów, ale ja nie zauważyłam takiego działania. Jest to doskonały, lekki i nietłusty krem do cery tłustej czy mieszanej, z którego nasza cera wyciągnie co najlepsze bez szkody dla siebie. Niestety nie wiem jakby się sprawdził przy suchej skórze.


Mam także krem pod oczy z tej samej serii, ale o nim napiszę w odrębnym poście, bo ten i tak już jest za długi. Znacie ślimakowe kosmetyki? Macie obawy przed nałożeniem "czegoś takiego" na skórę twarzy czy też efekt, jaki możecie uzyskać jest najważniejszy?

Kochane mam do Was ważne pytanie: czy przyjaźniejszy w odbiorze byłby post pisany w sposób "sporo tekstu, 2-3 zdjęcia, sporo tekstu..." czy jednak lepszy jest podział jak powyżej "trochę tekstu, zdjęcie, trochę tesktu, zdjęcie, trochę tekstu..."? Byłam wczoraj na inspirującym szkoleniu (o czym na sto procent Wam napiszę) i głowa mi paruje od pomysłów, mam ochotę wiele zmienić, oczywiście na lepsze :)

Skin Chemists, Retinol Moisturiser, Krem nawilżający z retinolem

Jak wiecie mam już trzydziestkę na karku i zaczyna być to widoczne. Całe lata zaniedbań, imprez do rana (alkohol, papierosy) oraz unikania tłustych kremów z filtrem nie wyszły mi na dobre. Pierwsze zmarszczki, cieńsza, poszarzała skóra, popękane naczynka to tylko niektóre pamiątki z interesującej młodości. Grunt to wreszcie zmądrzeć...
 
Jakiś czas temu na blogu Dobre dla urody była akcja testowania z marką Skin Chemists. Jest to marka brytyjska, która szczyci się tworzeniem kosmetyków bezpiecznych, stanowiących skuteczną alternatywę dla inwazyjnych zabiegów medycyny estetycznej. Zainteresował mnie szczególnie silnie nawilżający krem z retinolem.

Producent Retinol Moisturiser obiecuje:
"zdumiewające efekty nawilżające, wygładzające i regeneracyjne. To kosmetyk, który Twoja skóra pokocha".



Kosmetyk przyszedł pięknie opakowany, przewiązany granatową wstążeczką. Już samo to utrwaliło we mnie przekonanie, że mam do czynienia z firmą luksusową, dbającą o swoje klientki. Krem nie kosztuje mało, bo na stronie producenta widnieje kwota 250 zł/50 ml, do kupienia tutaj KLIK.


Dzięki porządnemu zabezpieczeniu krem przyszedł w idealnym stanie, a warto wspomnieć, że opakowanie jest szklane. Na kartoniku podane są bardzo podstawowe informacje na temat produktu, jak nazwa, sposób użycia, skład, pojemność. Samo opakowanie jest minimalistyczne, eleganckie i bardzo mi się podoba. Widnieje tu także informacja, że krem zawiera retinol. A co to takiego?


Retinol (zwany witaminą A) to alkohol należący do karotenoidów. Posiada właściwości stymulujące odnowę komórek, dzięki czemu skóra się odmładza, pogrubia i wygładza. Działa normalizująco na dojrzewanie komórek naskórka, więc przyczynia się do spłycenia warstwy rogowej skóry, a tym samym pogrubienia warstwy żywej. Ma także zdolności odnowy włókien elastyny i kolagenu, co pozytywnie wpływa na teksturę i jakość skóry. Powoduje to spłycenie zmarszczek i wygładzenie cery, dlatego składnik ten polecany jest szczególnie skórze dojrzałej, ze zmarszczkami, zniszczonej, wymagającej regeneracji, także uszkodzonej przez fotostarzenie, zwłaszcza że posiada on zdolność rozjaśniania plam pigmentacyjnych różnego pochodzenia.
Ale to nie wszystko. Retinol świetnie radzi sobie z trądzikiem. Zwęża pory, oczyszcza je z nagromadzonego sebum i martwego naskórka oraz pozytywnie wpływa na już istniejące wypryski.
Dzięki swojej zdolności pogrubienia skóry jest idealnym składnikiem kremów pod oczy, mających za zadanie zniwelowanie cieni.
Na początku kuracji warto przyglądać się swojej skórze, bowiem retinol może ją przesuszyć, spowodować widoczne łuszczenie się naskórka, a czasem nawet podrażnić. Warto odpowiednio do swoich potrzeb dostosować częstotliwość stosowania serum czy kremu z retinolem: przy braku negatywnych skutków można używać ich codziennie, natomiast w przypadku cery wrażliwej lepiej robić przerwy, nawet trzydniowe, by przyzwyczaić skórę do tego składnika. Bardzo ważne jest także stosowanie odpowiedniej ochrony przeciwsłonecznej, najlepiej z wysokim filtrem, nawet SPF50 oraz w miarę możliwości unikanie słońca.


Mamy jesień, idealny czas na krem z retinolem, choć warto zadbać także o filtry, których dostarczają mi obecnie azjatyckie kremy BB (jestem nimi absolutnie zachwycona!).

W pudełeczku znajduje się krem w szklanym opakowaniu oraz ulotka na temat pompki airless. Nie jest to dla mnie nowością, a bardzo higienicznym i praktycznym rozwiązaniem. Przed pierwszym użyciem trzeba kilkakrotnie przycisnąć pompkę, aby następnie krem wychodził już bez problemu.


Szklane opakowanie jest prześliczne, minimalistyczne, a mimo to zwraca na siebie uwagę. Nawet mój mąż (a mężczyźni znani są ze swojej spostrzegawczości czyż nie?) zauważył je na półeczce z moimi kosmetykami jeszcze tego samego dnia, w którym tam stanęło. Srebrne części nie wycierają się, właściwie po kilku tygodniach regularnego używania całość wygląda jak nowa.


Pompka jest bardzo wygodna, nie zacina się. Już za pierwszym razem wydobywa idealną ilość produktu do pokrycia całej twarzy i jeszcze zostaje odrobina na szyję. Dzięki temu krem jest wydajny, w miesiąc zużyłam 1/3 opakowania, czyli powinien wystarczyć na 3 miesiące codziennej kuracji.


Skład: woda, Glyceryl Stearate SE (emulgator i emolient, wygładza, zmiękcza skórę), Cetearyl Alcohol (emolient, tworzy film, wpływa na lepkość), Stearic Acid (emulgator, odbudowuje barierę lipidową skóry), Cocos Nucifera Oil (Olej Kokosowy; łagodzi stany zapalne, zmiękcza, natłuszcza, odżywia, głęboko nawilża, uelastycznia, wygładza, zwalcza trądzik), Phenoxyethanol (konserwant), Benzyl Alcohol (konserwant, imituje zapach jaśminu), Hydroxypropyl Cyclodextrin (odżywia skórę, stabilizuje emulsję, chroni krem przed utlenianiem, bezpieczny dla skóry), Allantoin (alantoina; łagodzi podraznienia, wspomaga regenerację, przyspiesza gojenie, nawilża), Carbomer (karbomer, zagęstnik), Caprylic/Capric Trigliceryde (emolient, tworzy film), Sodium Hyaluronate (kwas hialuronowy, silnie nawilża), Disodium EDTA (stabilizator, konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa), Retinol (0,15%, odmładza, wspomaga regenerację komórek skóry oraz odbudowę kolagenu, zmniejsza zmarszczki i zmiany pigmentacyjne) , Ethylhexylglycerin (naturalny konserwant, bezpieczny), Dehydroacetic Acid (konserwant identyczny z naturalnym, bezpieczny), Silica (krzemionka, matuje, poprawia właściwości aplikacyjne kremu, stabilizuje emulsję), Gardenia Tahitensis Flower Extract (Olej Monoi; nawilża, wygładza, zmiękcza, regeneruje, działa przeciwzapalnie i łagodząco, przyspiesza gojenie ran, działa antyseptycznie i przeciwgrzybiczo), Tocopherol (witamina E, chroni przed starzeniem, antyoksydant, nawilża, wzmacnia naczynia krwionośne), Benzyl Salicylate (zapach, może alergizować), Citral (zapach cytryny, może alergizować), Citronellol (zapach róży, może alergizować), Geraniol (zapach geranium,może alergizować), Hexyl Cinnamal (zapach jaśminu, może alergizować), Limonene (zapach skórki cytrynowej, może alergizować), Linalool (zapach konwalii, może alergizować), Mica (pigment mineralny, rozświetla cerę, nadaje kremowi perłowy wygląd), CI 77891 (dwutlenek tytanu, mineralny filtr UV, biały pigment).


Konsystencja kremu jest lekka, ale treściwa. Ma barwę białej perły, przepięknie mieni się w słońcu. Zapach jest interesujący, pierwszy raz się z podobnym spotykam. Wyczuwam w nim perfumy i letnie kwiaty, na szczęście nie jest zbyt nachalny, raczej otulający. Na twarzy chwilę go jeszcze czuję, po czym znika.


Bardzo ładnie wygląda po rozsmarowaniu, cieszy oko. Gładko sunie po skórze, choć potrafi czasem zostawiać białe smugi, które jednak można szybko wklepać. Już po chwili wnika wgłąb skóry.


Krem nie matuje, bo wcale nam tego nie obiecywał, ale i nie wzmaga świecenia. Mimo, że nie wchłania się do całkowitego, tzw. płaskiego matu, pokochałam go za lekkie rozświetlenie, jakie daje mojej twarzy. Nie należy mylić tego z błyszczeniem tłustej skóry, której przecież jestem posiadaczką. Natychmiast po aplikacji skóra odczuwa niewiarygodną ulgę i nawilżenie. Przez kilka tygodni nie zauważyłam zapychania czy podrażnienia (nie licząc pierwszego tygodnia, o czym za chwilę), ale nie wiem czy z taką ilością sztucznych zapachów nadaje się dla cery wrażliwej. Przed każdym pierwszym użyciem nowego kosmetyku polecam testy alergiczne. 


Początkowo moja broda źle zareagowała na retinol. Pojawiły się drobne wypryski i niewielkie suche placki, które zniknęły po około tygodniu. Jest to jak najbardziej normalna reakcja i nie należy się nią denerwować. Po tym czasie było już tylko lepiej, więc warto przetrwać ten początkowy etap.

Moja skóra już po miesiącu odzyskała utracony koloryt, pogrubiła się, a naczynka zostały wzmocnione, co objawia się zmniejszeniem nieprzyjemnej tendencji do zaczerwienienia (juuupi!). Najbardziej jednak zachwycił mnie wpływ na strukturę skóry, która stała się jakby zwarta, ujędrniona i wygładzona, pory się zmniejszyły i wyrównały, przez co cera stała się gładka w dotyku (widać to także patrząc pod światło). W dodatku kolejne drobne zmarszczki znikają jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Dostałam mnóstwo komplementów na temat stanu swojej skóry, nabrałam pewności siebie i jestem bardzo zadowolona z tego stanu rzeczy. Każdego wieczora zastanawiam się jak mogłam dotąd funkcjonować bez mojego kremu?


Retinol Moisturiser to część mojego własnego, choć profesjonalnego gabinetu kosmetycznego. Bez igieł, podskórnych nici, laserów, ale z podobną skutecznością. Nie rozumiem po co katować swoją skórę, skoro można w przyjemny sposób wpłynąć na jej gęstość, wygładzenie i ogólny dobry wygląd. Codzienne wklepywanie kremu i towarzyszący temu przyjemny zapach stało się moim miłym, porannym rytuałem, z którego na pewno nie zrezygnuję!

Znacie kosmetyki marki Skin Chemists? Czy u Was kremy z retinolem działają równie skutecznie?

Sylveco, Lekki krem rokitnikowy

Sylveco to firma, która szybko i z łatwością mnie uwiodła. Nie dość, że podoba mi się filozofia marki dotycząca edukacji - mam na myśli opisywanie poszczególnych składników na opakowaniach, to jeszcze jest polska! Ten drugi fakt to w moim przypadku ogromny plus! Podoba mi się także, że marka stawia na próbki, promocje i bierze udział w różnych wydarzeniach oraz organizuje dermokonsultacje. Do dziś pamiętam z jakim zdziwieniem odkryłam, że ta firma ma raptem... sześć kremów (wtedy nie było jeszcze Biolaven), w dodatku tak naprawdę to tylko trzy różne kremy w wersji lekkiej i tłustej. No i co to ma być, że nie ma podziału na cery? Co ja mam do mojej tłustej wybrać? Na szczęście z pomocą przychodzą próbki, które dość łatwo zdobyć. Sama mam ich mnóstwo, dostałam je na dermokonsultacjach, targach oraz jako gratis w sklepach, przeważnie internetowych. W ten sposób poznałam prawie wszystkie produkty Sylveco i dokładnie dzięki nim zdecydowałam się na zakup Lekkiego kremu rokitnikowego. Co o nim sądzę?


Sylveco, Lekki krem rokitnikowy

Krem kupimy w kartoniku (stety-niestety, ja ich nie lubię, bo od razu praktycznie je wyrzucam, więc po co?). W tym przypadku jednak wybaczam. Dlaczego? Bo właśnie na opakowaniu możemy przeczytać świetnie opisane składniki kremu. Dowiemy się co to jest rokitnik oraz mydlnica lekarska, a także przeczytamy o wszystkich składnikach aktywnych zawartych w kremie. I to o ilu! Kartonik zabezpieczony jest z obu stron naklejką, więc od razu widać czy ktoś przy nim gmerał.


 W kartoniku znajdziemy krem w opakowaniu z pompką air-less oraz ulotkę (jakby komuś było mało informacji). Jest to bardzo higieniczne rozwiązanie, ogranicza bakteriom dostęp do zawartości. Niestety nie dowiemy się ile jeszcze kremu nam pozostało. Swój krem kupiłam za 28,50 zł/50 ml i to jest mniej więcej jego standardowa cena.


Bezpośrednio na opakowaniu także mamy informacje na temat kremu, jego przeznaczenia i składników. Design bardzo mi się podoba, jest minimalistyczny, ale ładny, nie za kolorowy. Na półeczce prezentuje się wspaniale, trzeba mu to przyznać!


Skład: Po wodzie mamy olej z pestek winogron (bogaty w wit. E oraz nienasycone kwasy tłuszczowe, zapobiega utracie wody, nawilża i odżywia), olej sojowy (nawilża, uelastycznia), Sorbitan Stearate i Sucrose Cocoate (naturalny emulgator z oleju kokosowego), olej rokitnikowy (), masło shea (nawilża, odżywia,chroni przed czynnikami zewnętrznymi i promieniowaniem UV), Glyceryl Stearate (roślinny emulgator), olej arganowy (nawilża, wygładza, uelastycznia), olej jojoba (zmiękcza, uelastycznia, reguluje sebum, spowalnia procesy starzenia, nawilża, regeneruje), Stearic Acid (emulgator, stabilizator), Cetearyl Alcohol (emolient), Benzyl Alcohol (konserwant), betulina (przeciwutleniacz, działa przeciwzapalnie, antybakteryjnie i przeciwgrzybicznie, reguluje proces syntezy kolagenu i elastyny), witamina E (przeciwutleniacz), ekstrakt z liści aloesu (nawilża, regeneruje, łagodzi podrażnienia), alantoina (łagodzi i koi podrażnienia), guma ksantanowa (zagęstnik), kwas dehydrooctowy (konserwant), ekstrakt z mydlnicy lekarskiej (zmiękcza, oczyszcza, ułatwia przenikanie składników aktywnych), lupeol (antyoksydant, stymuluje syntezę kolagenu i elastyny), kwas oleanolowy (działanie przeciwzapalne i antybakteryjne, ogranicza wydzielanie sebum), kwas betulinowy (działanie przeciwzapalne, przeciwwirusowe, antybakteryjne).
Moim zdaniem skład na 5+


Uczulam na zwrócenie uwagi na opakowanie - jeśli Wasze jest dwukolorowe jak na zdjęciu powyżej, prawdopodobnie krem był źle przechowywany i zepsuty. 
Objawia się to dziwną konsystencją: wodnistą, bardzo lejącą, z widocznymi grudkami. Mój krem stał w łazience i nie minęło jeszcze pół roku (w tym czasie należy go zużyć od otwarcia), natomiast przed użyciem porządnie nim wstrząsałam, ale nie pomagało - konsystencja dalej była grudkowata (na końcu posta będą zdjęcia). Taki krem zużyłam i nie stała mi się krzywda, ale obawiam się, że też nie do końca moja cera mogła wykorzystać bogactwo składników. Taki krem warto reklamować! Ja swoją sprawę zgłosiłam producentowi i muszę przyznać, że po kilku pytaniach dotyczących tego gdzie, kiedy i za ile go kupiłam Sylveco przysłało mi nowy, świeży krem. Marka bardzo ładnie się zachowała.


Konsystencja świeżego kremu jest zwarta jak na zdjęciu powyżej i nie powinna się zmieniać z biegiem czasu. Początkowo krem ma dość intensywnie żółtopomarańczową barwę, którą zawdzięcza olejowi z rokitnika. Z czasem barwa blaknie i staje się bladożółta jak na zdjęciu. W próbkach często jest nawet pomarańczowa.
Mój blady egzemplarz spokojnie mogę użyć nawet na noc i nie wybrudzę poduszki. Pomarańczowy z próbek używam tylko na dzień, widzę nawet jeden plus tego odcienia - świetnie wpływa na zaczerwienienia, po prostu znikają! Na twarzy kolor się nie odznacza, ale nie nakładam go nie wiadomo ile i dobrze wklepuję.
Pachnie ziołowo, naturalnie (nie zawiera sztucznej kompozycji zapachowej). Osobiście mi to pasuje, mniej alergenów w składzie.


Co do działania nie mam się absolutnie do czego przyczepić! Krem jest niesamowicie wydajny, gdyż wystarczy niewielka ilość, aby skóra odczuła ulgę. Na skórze nie pozostawia tłustej warstwy, ładnie i szybko się wchłania, nie zapycha porów. Nie podrażnia, nie uczula. Nie powoduje uczucia ściągnięcia. Zmiękcza skórę, dzięki czemu jest przyjemna w dotyku. Nawilża, odżywia i z każdym dniem cera wygląda coraz lepiej, nabiera zdrowszego kolorytu.
Najbardziej zdziwiło mnie to, że moja skóra ze skłonnością do błyszczenia nie świeci się po nim tak bardzo jak po kremach przeznaczonych specjalnie dla skóry tłustej. Dziwne? Nie. On po prostu wspaniale nawilża skórę, w związku z czym ta nie potrzebuje już produkować tyle sebum. U mnie się to sprawdza. Nie oznacza to jednak, że skóra jest idealnie zmatowiona, to załatwiam pudrem. Doskonale sprawdza się pod makijaż, nie roluje się, nie spływa. Można go także stosować pod oczy.

 
Minusik za brudzenie zatyczki, bo źle to wygląda. No i za zmieniającą się barwę. Mimo wad szalenie go polubiłam, jak na taki skład i działanie nie jest wcale drogi. W dodatku ta pompka, uwielbiam je!

Poniżej nieprawidłowa konsystencja po dobie nieużywania (woda + grudki), jedna pompka



Konsystencja (dwie pompki) po ówczesnym wstrząśnięciu


EDIT:
Muszę przyznać, że firma Sylveco stanęła na wysokości zadania. Napisałam do nich wyjaśniając zaistniałą sytuację, ponieważ naprawdę nie chciałam, aby ktoś naciął się jak ja. Firma stwierdziła, że opakowanie faktycznie ma nieprawidłowy kolor, poprosiła o dane sklepu, w którym nabyłam krem i zaproponowała, że wyśle mi nową sztukę. Tak oto mam kolejny krem do testów, tym razem odpowiednio przechowywany oraz kolejny milion próbek.


Miałyście jakiś krem Sylveco? Jak się u Was spisał?
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj