Bosphaera, polskie kosmetyki naturalne o ciekawych zapachach i składach

Polska marka Bosphaera podbija kolejne serca. 

Mocno widać to na targach kosmetycznych - stoisko zawsze jest oblegane przez sympatyków i klientki. Nie dziwi mnie to - w ofercie mamy mnóstwo kosmetyków o świetnych, naturalnych składach okraszonych niesamowitymi, intensywnymi zapachami. Dzisiaj chciałabym napisać o kosmetykach, które ostatnio towarzyszyły mi na co dzień, choć w momencie pisania tego posta zużyłam je już całkowicie. Wiem, że do niektórych wrócę, zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie.

 

bosphaera-hydrolat-nagietek

Bosphaera, Hydrolat z nagietka lekarskiego do każdej cery, także wrażliwej i delikatnej

Hydrolat nagietkowy Bosphaera pachnie lekko ziołowo. Zapach przypomina mi delikatny napar z ziół. Jest bardzo nawilżający, odświeżający i kojący. Działa też przeciwzapalnie i lekko ściągająco, co idealnie sprawdza się w pielęgnacji cery tłustej, mieszanej, zanieczyszczonej.

Używałam go najczęściej na noc. Atomizer tworzy idealną, bardzo drobną mgiełkę, nie chlapie. Można go spokojnie stosować też na makijaż, np. w celu "zdjęcia pudrowości" czy też scalenia minerałów ze skórą, bo nie powinien zepsuć make upu ani niczego rozmazać. Warto pamiętać, że nagietek jest ziołem o działaniu fotouczulającym, na wszelki wypadek lepiej nie stosować go przed ekspozycją na słońce. Za to idealnie się sprawdzi już po opalaniu i dłuższym spacerze, także na ewentualne niewielkie poparzenia słoneczne, zadrapania i otarcia. 

Skład: Calendula Officinalis Flower Water, Propanediol, Levulinic Acid, Benzoic Acid, Sorbic Acid.

Hydrolat z nagietka został zakonserwowany, więc nie trzeba trzymać go w lodówce ani martwić się o odpowiednie pH produktu.

Nie uczulił mnie, nie podrażnił. Korzystnie wpłynął też na moją cerę z tendencją do nadprodukcji sebum, cera dłużej była matowa. Idealny duet tworzył z każdym lekkim serum wodnym, ale dogaduje się też z kremami. Kosztuje max 25 zł.

aksamitny-krem-pod-oczy-bosphaera

Bosphaera, Aksamitny krem pod oczy - odżywczy, nawilżający i kojący

Kusił mnie od dnia swojej niedawnej premiery! To gęsty krem, o budyniowej konsystencji. Rozprowadza się jednak bardzo łatwo, nie bieli. Pachnie kawowo-ziołowo, naturalnie, ale intensywnie.

Skład: Melissa Officinalis Leaf Water, Achillea Millefolium Flower Water, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Tanacetum Vulgare Extract, Coffea Arabica Seed Oil, Cetearyl Olivate, Propanediol, Sorbitan Olivate, Aqua, Glycerin, Persea Gratissima Oil, Isopropyl Isostearate, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Carapa Guaianensis Seed Oil, Vaccinium Macrocarpon Seed Oil, Prunus Domestica Seed Oil, Rubus Idaeus Seed Oil, Phytosterols, Squalane, Olea Europaea Fruit Oil, Tocopherol, Levulinic Acid, Globularia Cordifolia Callus Culture Extract, Allantoin, Calanthe Discolor Extract, Helianthus Annuus Seed Oil, Echinacea Angustifolia Meristem Cell Culture, Sodium Bicarbonate, Benzoic Acid, Chondrys Chrispus Exstract, Sorbic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Xanthan Gum, Gluconolactone, Citric Acid, Calcium Gluconate.

Skład został oparty o hydrolaty z melisy i krwawnika oraz sok z aloesu. Do tego dodano mnóstwo substancji aktywnych np. olej z ziaren kawy, mnóstwo cennych olei m. in. awokado, fitosterole, skwalan, komórki macierzyste z jeżówki (poprawa elastyczności), orchidei oraz kulnika sercolistnego (antyoksydanty), glukonolakton, ekstrakt z algi arktycznej (poprawia kondycję skóry, ogranicza odwodnienie, przyspiesza odbudowę bariery ochronnej). Jest naturalny.

naturalny-dobry-krem-pod-oczy

Aksamitny krem pod oczy Bosphaera pozostawia na skórze ochronną, aksamitną warstwę. Dla mnie bardzo ważne jest, że absolutnie nie migruje do oczu! Można go bez obaw nałożyć też na powieki, jeśli jest taka potrzeba. Świetnie sprawdza się na dzień pod kremy z filtrem i pod makijaż. W mniejszej ilości nie zostawia żadnej tłustej warstwy, a długotrwale nawilża i uelastycznia delikatne okolice oczu. Na noc lubię nałożyć go odrobinę więcej i potraktować trochę jak maskę - nie obciąża skóry, nie "zapycha" (nawet gdy rozetrę go szeroko na policzki) i nie podrażnia oczu, jednak wtedy otulająca warstwa jest bardziej wyczuwalna, w moim odczuciu nie jest jednak tłusta. Zapach ulatnia się dopiero po dłuższej chwili.

Krem stosowany regularnie spłyca drobne zmarszczki, świetnie uelastycznia skórę, nawilża ją i lekko napina. Spojrzenie wygląda dobrze nawet gdy się nie wyśpię, jest rozświetlone, a delikatna poranna opuchlizna szybciej schodzi (również dzięki masażowi palcami). Lubię nakładać go też na szyję - składniki aktywne genialnie wpływają na już lekko wiotczejącą skórę, wzmacniają ją i napinają. Tym bardziej, że produkt jest bardzo wydajny! Krem w szkle i kartoniku kosztuje ok. 40-60 zł/20 g. 

lekki-krem-bosphaera-nowosc

Bosphaera, Lekki krem nawilżająco normalizujący - naturalna pielęgnacja wymagającej cery mieszanej

To bardzo uniwersalny krem do cery mieszanej - sprawdzał się zarówno latem, jak i wczesną jesienią. Konsystencja Lekkiego kremu nawilżająco normalizującego Bosphaera faktycznie jest lekka, gładka, ale nielejąca. Kolor intensywnie żółty, wręcz wpada w pomarańczowy. Zapach przypomina mi trochę napar z rokitnika z cytryną, jest delikatny i szybko się ulatnia. Kremik łatwo się rozprowadza, ale trzeba uważać z ilością - jeśli nałożymy zbyt dużo, na skórze będzie widać kolor (tak samo jeśli rozprowadzimy go nierównomiernie). Na skórze zostawia wyczuwalną pod dotykiem warstwę ochronną, która nie jest jednak tłusta, nie błyszczy się, choć nie jest to też płaski mat - wygląda po prostu zdrowo, satynowo.


Skład: Mentha Piperita Leaf Water, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Melissa Officinalis Leaf Water, Carica Papaya Seed Oil, Papaver Orientale Seed Oil, Propanediol, Cetearyl Olivate, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Glycerin, Rubus Idaeus Seed Oil, Sorbitan Olivate, Coriandrum Sativum Seed Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Panthenol, Lactitol, Xylitol, Levulinic Acid, Octyldodecanol, Globularia Cordifolia Callus Culture Extract, Allantoin, Aqua, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citrus Limon Peel Oil, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Beta-Carotene, Daucus Carota Sativa Root Extract, Daucus Carota Sativa Seed Oil, Garcinia Mangostana Peel Extract, Citric Acid, Ascorbyl Palmitate, Limonene, Citral, Linalool, Geraniol.

Cały skład lekkiego kremu do twarzy Bosphaera został oparty o hydrolaty (mięta, melisa, sok z aloesu), do których dołożono ekstrakty roślinne (m.in.z korzenia marchwi), naturalne oleje (np. z nasion marchwi, jojoba, nasion papai, nasion malin) i prebiotyki o działaniu nawilżająco – normalizującym (np. duet Xylitol i Lactitol znany z natychmiastowego efektu nawodnienia skóry i wzmacniania bariery hydrolipidowej).

lekki-krem-bosphaera-recenzje-opinie

Lekki krem Bosphaera przede wszystkim bardzo szybko i długotrwale nawilża skórę. W niewielkiej ilości nadaje się pod kremy z filtrem, także latem w upały. Idealnie sprawdza się jednak na noc - rano skóra jest mięciutka, w dobrej kondycji, o wyrównanym kolorycie, świetnie nawilżona, dzięki czemu w ciągu dnia dużo mniej się przetłuszcza. Także w chłodniejsze dni jak teraz (wczesna jesień) na dzień sprawdza się idealnie - zatrzymuje nawilżenie, szybko przynosi ukojenie np. po zbyt mocnym myciu, ściągającym toniku. Używam go przez ponad 3 miesiące, często 2x dziennie. Nigdy mnie nie "zapchał", nie podrażnił, nie wysuszył. Także teraz przy retinalu się sprawdza (póki co, niedawno zaczęłam kurację). Nazwałabym go bardziej kremem nawilżająco regenerującym, bo to działanie najmocniej przebija. Kosztuje max 50 zł/40 g. Jest niesamowicie wydajny! W ciemnym szkle, pod wieczkiem dodatkowe zabezpieczenie z plastiku.

ekspresowa-odzywka-maska-wlosy-peh

Bosphaera, Ekspresowa odżywka do włosów nawilżająco regenerująca

Na koniec zostawiłam największą perełkę w tym zestawie. Prześwietną odżywkę do włosów. Kremowa, budyniowa, jakby lekko napowietrzona, gęsta konsystencja. Dzięki temu nie trzeba jej nakładać dużo (super wydajność!). Pachnie mocno, słodko, przypomina mi bardzo waniliowy, maślany budyń. Zapach zdecydowanie utrzymuje się na włosach i to dość długo, więc warto, aby się podobał.

Skład: Urtica Dioica Extract, Propanediol, Vitis Vinifera Seed Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Mangifera Indica Seed Butter, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Oryza Sativa Bran Oil, Cetearyl Alcohol, Aqua, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Hydrogenated Castor Oil/ Sebacic Acid Copolymer, Glycerin, Cetyl Alcohol, Phytosterols, Levulinic acid, Parfum, Behentrimonium Methosulfate/ Cetearyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Olea Europaea Fruit Oil, Argania Spinosa Kernel Oil,  Benzoic Acid, Cynara Scolymus Leaf Extract, Sorbic Acid, Gluconolactone, Sodium Benzoate, Calcium Gluconate.

Zawiera przede wszystkim ekstrakt z pokrzywy, humektanty (propanediol, gliceryna, glukonolakton) i mnóstwo emolientów (m.in. olej z pestek winogron, masło mango, masło awokado, olej ze słodkich migdałów i jojoba). Na moje oko odżywka jest HE (humektantowo emolietnowa). Naturalna.

szybka-skuteczna-odzywka-regenerujaca

Ogromną zaletą Ekspresowej odżywki Bosphaera jest jej faktyczna ekspresowość! Wystarczy nałożyć ją na wilgotne włosy na 1-3 min., po czym dokładnie zmyć. Serio! Tyle wystarczy, aby włosy były niesamowicie wygładzone, miękkie, elastyczne, sypkie i błyszczące! Mam wrażenie, że są też odporniejsze na uszkodzenia mechaniczne np. przez wkręcanie się w zamek błyskawiczny. Odżywka delikatnie dociąża włosy skłonne do puszenia, ale zauważyłam, że na moich średnioporowatych nie może być używana codziennie, bo wtedy "strączkuje" końcówki. W zasadzie stosuję ją jak maskę - co 2-3 mycia i od ucha w dół - wtedy jest idealnie! Na pewno do niej wrócę.

Opakowanie szklane, trwała etykieta. Kosztuje ok. 40 zł/200 g. Przeznaczona do każdego rodzaju włosów, także farbowanych (dogaduje się z mieszankami z henną i indygo). Świetny produkt dla mam i zapracowanych - wszystkich, którzy lubią szybką i skuteczną pielęgnację naturalną. Panowie też chętnie podbiorą odżywkę w łazience, na krótkich włosach efekt też był zadowalający.


Znacie kosmetyki marki Bosphaera?

Delia Cameleo, Seria do pielęgnacji włosów z keratyną / bez soli

Cienkie i delikatne włosy, w dodatku ze skłonnością do przetłuszczania i przyklapnięcia są trudne w pielęgnacji. Na co dzień doskonale sprawdzają się u mnie kosmetyki naturalne, z łagodnymi detergentami i odpowiednimi olejami w składzie (arganowy, z pestek moreli, lniany). Jednak raz na kilka myć lubię mocniej oczyścić włosy, żeby lepiej się układały, były lżejsze i bardziej lśniące. W tym celu używam drogeryjnych kosmetyków, aktualnie serii Delii Cameleo Anti Damage z keratyną, bez soli. Nie unikam maniakalnie także silikonów stosowanych na długość włosa, zwłaszcza końcówki. Raz na jakiś czas lubię zabezpieczyć kosmyki przed czynnikami zewnętrznymi i nie zauważyłam negatywnych skutków, cała sztuka jest w umiarze.


delia-anti-damage

Delia, Cameleo, Anti Damage, Keratynowy szampon bez soli

Szampon posiada opakowanie z pompką, dzięki czemu wygodnie się go używa pod prysznicem. Na jedno użycie potrzebuję jednak aż trzy pompki produktu (mam włosy do ramion), przy dłuższych włosach  na pewno potrzeba więcej, więc wydajność nie powala. Zaskoczyło mnie, że jak na szampon ze SLES bardzo słabo się pieni i nie mam do końca wrażenia, że włosy są dobrze oczyszczone. Pachnie pięknie, choć sztucznie i dobrze się spłukuje. Skład typowo drogeryjny. Przy dłuższym stosowaniu pojawił się u mnie delikatny łupież, więc niestety szampon ma tendencję do wysuszania skóry. Bez promocji kosztuje 18zł/250ml. Raczej więcej po niego nie sięgnę.

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Propylene Glycol, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Cocamide MIPA, Palmitamidopropyltrimonium Chloride, Betaine, Glycerin, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Caprylyl/Capryl Glucoside, Citric Acid, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum, Polyquaternium-7, DMDM Hydantoin, PEG-150 Pentaerythrityl Tetrastearate, PPG-2 Hydroxyethyl Cocamide, Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Disodium EDTA, PEG-90M, Aminomethyl Propanol, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Butylphenyl Methylpropional, Benzyl Salicylate, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde.

szampon-z-keratyna

Delia, Cameleo, Anti Damage, Keratynowa odżywka bez soli

Miękka tubka z korkiem na klik skrywa odżywkę o obłędnym zapachu, identycznym jak szamponu. Odżywka dobrze się rozprowadza, nie spływa i dobrze spłukuje. Pozostawia włosy pachnące, gładkie, miękkie i lśniące. Ułatwia rozczesywanie i zapobiega elektryzowaniu. Przy tym nie obciąża cienkich włosów i nie powoduje ich puszenia. Kosztuje 15zł/200ml. Chętnie ją kiedyś kupię, tym bardziej, że mój mąż także ją lubi.

Skład: Aqua, Cetyl Alcohol, Behenamidopropyl Dimethylamine, Lactic Acid, Bis- Cetearyl Amodimethicone, Ceteareth-7, Ceteareth-25, Cetrimonium Chloride, Parfum, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, DMDM Hydantoin, Disodium EDTA, Laurdimonium Hydroxypropyl, Hydrolyzed Keratin, Butylphenyl Methylpropional, Benzyl Salicylate, Hydroxyisohexyl- 3 Cyclohexene Carboxaldehyde.

odzywka-z-keratyna

Delia, Cameleo, Anti Damage, Keratynowa maska do zniszczonych włosów

Plastikowy pojemnik z zakrętką jest trochę niewygodny, ale tak samo niewygodne są wszystkie produkty w podobnym opakowaniu. Maska jest bardziej gęsta niż odżywka, ale zapach posiada identyczny, może odrobinkę intensywniejszy (długo utrzymuje się na włosach). Jest zdecydowanie bardziej wydajna, gdyż potrzeba jej mniej, aby uzyskać podobny efekt jak przy odżywce. Również wygładza i nabłyszcza włosy, ułatwia rozczesywanie. Przy delikatnych włosach trzeba ją dość długo spłukiwać, ponieważ zdarza się, że przeciąża kosmyki, przez co szybciej wyglądają na nieświeże. Najlepiej działa nałożona na zwilżone włosy przed myciem lub wtarta po myciu, ale w niewielkiej ilości. Kosztuje 17zł/200ml. Nie wiem czy jeszcze ją kupię, być może tak, ponieważ spodobała się mojemu mężowi.

Skład: Aqua, Cetyl Alcohol, Bis-Cetearyl Amodimethicone, Ceteareth-7, Ceteareth-25, Behenamidopropyl, Dimethylamine, Lactic Acid, Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Parfum, Methylparaben, Propylparaben, DMDM Hydantoin, Phenoxyethanol, Cetrimonium Chloride, Disodium EDTA, Buthylphenyl Methylpropional, Benzyl Salicylate, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde.

cameleo-maska-keratyna

Delia, Cameleo, Anti Damage, Płynna keratyna

Spray tworzy lekką mgiełkę, którą spryskuję mokre włosy co 2-3 mycia. Nie spłukuję. Raz użyłam jej na suchych, ale włosy szybko wyglądały na nieświeże, więc wywnioskowałam, że przy cienkich i delikatnych włosach lepiej postawić na umiar. Pachnie ładnie, delikatniej niż maska. Keratyna lekko nabłyszcza i wygładza włosy, zdecydowanie ułatwia rozczesywanie. Sprawia, że włosy są sypkie, oczywiście jeśli nie przesadzimy z ilością.  Kosztuje 15zł/150ml. Nie wiem czy ją jeszcze kupię, szczególnie, że staram się unikać alkoholu na długości włosa.

Skład: Aqua, Alcohol, Isopropyl Alcohol, Bis-Cetearyl Amodimethicone, Ceteareth-7, Ceteareth-25, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum, Glycerin, Panthenol, Methylparaben, Propylaraben, DMDM Hydantoin, Phenoxyethanol, Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Lactic Acid, Disodium EDTA, Butylphenyl Methylpropional, Benzyl Salicylate, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Alcohol, Citronellol, Linalool, Benzyl Benzoate.

plynna-keratyna

Delia, Cameleo, Anti Damage, Jedwab do włosów

Niewielka buteleczka z wygodną pompką skrywa cudownie pachnący, przezroczysty, płynny żel. Zapach jest zupełnie inny niż całej serii - cytrusowy, świeży, orzeźwiający - po prostu przecudowny! Uwielbiam go. Serum to przede wszystkim silikon, więc  idealnie sprawdza się do zabezpieczenia samych końcówek włosów i tak też je używam. Stosuję je co 3 mycie wcierając w wilgotne włosy, po czym zwykle pozostawiam je do wyschnięcia (bez spłukiwania). Nie przeciąża kosmyków, nadaje im ładny zapach. Sprawia, że końcówki są odporniejsze na zmiany temperatur i nie kruszą się tak szybko. Jest niesamowicie wydajne! Kosztuje 17zł/55ml. Chętnie jeszcze kupię.

Skład: Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Parfum, Phenyl Trimethicone, Limonene, Argania Spinosa Kernel Oil, Hexyl Cinnamal, Linalool, Citronellol, Alcohol, Ethyl Ester of Hydrolyzed Silk, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Geraniol.

jedwab-do-wlosow

Seria Cameleo z keratyną przeznaczona jest do włosów zniszczonych, potrzebujących regeneracji i uszkodzonych zabiegami fryzjerskimi. Moje włosy są farbowane i w ostatnich tygodniach katowane prostownicą, a mimo to większość produktów dobrze się spisała. Włosy są błyszczące i wygładzone po ich użyciu, ale serii nie stosuję do każdego mycia. Składy są typowo drogeryjne, ale nie znajdziemy w nich parabenów, soli i sztucznych barwników. Większość produktów z serii zostało wzbogacone w biomimetyczną keratynę, która regeneruje włosy na długości. Kosmetyki chronią także przed działaniem wysokiej temperatury, więc włosy mniej się niszczą pod wpływem suszarki czy prostownicy.

seria-do-wlosow-cameleo

Znacie produkty do włosów z Delii? Zdaję sobie sprawę, że każda z nas posiada inne włosy i wymagania, niemniej osobiście bardzo spodobały mi się odżywka, maska i jedwab, więc chętnie je jeszcze kupię. Zapach tej serii jest bardzo przyjemny, podoba się również mojemu mężowi, a dla mnie to duży plus.

Bionigree, Naturalne kosmetyki do pielęgnacji włosów i skóry głowy

Niedawno zachwycałam się serum marki Bionigree, które niesamowicie pozytywnie zadziałało na szybko przetłuszczającą się skórę głowy. Serum działa podobnie jak peeling enzymatyczny, oczyszcza skórę, reguluje wytwarzanie sebum i przedłuża świeżość włosów, odbijając je u nasady. Byłam więc niesamowicie ciekawa pozostałych produktów marki, a mianowicie delikatnego szamponu i odżywki nawilżającej. Czy oprócz niesamowitego zapachu spełniają oczekiwania i potrzeby cienkich włosów? Czy naturalne kosmetyki trychologiczne różnią się od drogeryjnych?



Opakowania kosmetyków są plastikowe, lekkie i przejrzyste. Szata graficzna bardzo mi się podoba, jest minimalistyczna i ładna. Warto wspomnieć, że etykiety są bardzo dobrej jakości, nie wycierają się ani nie odklejają, więc przez cały czas buteleczki wyglądają estetycznie. Szampon posiada wygodny korek na klik, natomiast opakowanie odżywki zostało zaopatrzone w pompkę. Z łatwością możemy śledzić zużycie obu kosmetyków.


Bionigree, Szampon oczyszczający do włosów

"Szampon do włosów to naturalny kosmetyk trychologiczny (specjalistyczny kosmetyk do pielęgnacji skóry głowy) o polskim pochodzeniu z dodatkiem ekstraktu z czarnej porzeczki. Ma delikatne działanie oczyszczające, przeciwłupieżowe i antybakteryjne. Preparat jest przeznaczony dla osób o wszystkich rodzajach włosów, do codziennej pielęgnacji włosów." Kosztuje 44zł/200ml.


Skład: Aqua (woda), Coco-Betaine (betaina kokosowa; łagodny środek myjący, nie niszczy włosów i nie powoduje nadmiernego wysuszenia, skutecznie usuwa brud, zapobiega elektryzowaniu się włosów, zmiękcza i wygładza skórę głowy i włosy), Saponaria Officinalis Extract (wyciąg z korzenia mydlnicy lekarskiej; naturalna substancja pieniąca o dobrych właściwościach myjących i działaniu przeciwłupieżowym), Coco-Glucoside (bardzo łagodna substancja myjąca), Capryloyl/Caproyl Methyl Glucamide, Lauroyl/Myrystoyl Methyl Glucamide, Glycerin (gliceryna; nawilża), Ribes Nigrum Fruit Extract (wyciąg z owoców czarnej porzeczki; substancja bogata w witaminę C, wit. z grupy B i cenne składniki mineralne, uzyskiwany poprzez wyciskanie i odwirowywanie soku i skórki ze świeżych owoców, skąd ekstrahowany jest resweratrol - silny antyutleniacz chroniący komórki; działa nawilżająco, ściągająco i eksfoliacyjnie), Xanthan Gum (zagęstnik), Methylcellulose (zagęstnik), Hydroxypropyl Mthylcellulose (substancja konsystencjotwórcza), Sodium Chloride (sól; konserwant), Panthenol (prowitamina B5; nawilża, sprawia, że włosy stają się grubsze i lśniące), Lactic Acid (kwas mlekowy; nawilża), Sodium Benzoate (bezpieczny konserwant), Potassium Sorbate (bezpieczny konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa).


Szampon posiada ciekawą konsystencję galaretki, dzięki czemu jest bardzo wydajny. Nie ścieka szybko z dłoni i bardzo dobrze aplikuje się na włosy. Uwielbiam jego delikatny, naturalny zapach, który przypomina mi bukiet kwiatów. Nie jest ziołowy i na pewno nie przypomina mocnego aromatu Serum Bionigree. Jest łagodny, niesamowicie relaksujący, raczej lekko słodki i kobiecy. Szampon łatwo się pieni, choć nie wytwarza dużo piany, dla mnie jest to plusem, ponieważ potwierdza użycie delikatnych detergentów, a i tak dobrze myje włosy. Nie obciąża ich i nie puszy, nie podrażnia skóry głowy. Nie spowodował u mnie łupieżu.


Bionigree, Odżywka nawilżająca do skóry głowy i włosów

"Odżywka nawilżająca to kosmetyk trychologiczny, który ma działanie odżywcze, odbudowujące i intensywnie nawilżające skórę głowy i włosy. To specjalistyczny produkt kosmetyczny do użytku profilaktycznego oraz wspomagającego leczenie poważnych dolegliwości skóry głowy i włosów." Kosztuje 64zł/200ml.


Skład: Aqua (woda), Glycerin (gliceryna, nawilża), Cetearyl Alcohol (zmiękcza, wygładza, zachowuje wilgoć we włosie), Stearyl Alcohol (emolient; wygładza, tworzy film, zapobiega odparowaniu wilgoci), Ribes Nigrum Fruit Extract (ekstrakt z owoców czarnej porzeczki; uzyskiwany w wyniku wyciskania i odwirowania soku i skórki ze świeżych owoców czarnej porzeczki, źródło witaminy C, witamin z grupy B, kwasu foliowego i rutyny, antyoksydantów chroniących DNA; nawilża), Betula Alba Bark Extract (ekstrakt z liści i kory brzozy; leczy podrażnienia, ułatwia gojenie ran; dezynfekuje, działa ściągająco i antyseptycznie), Isopropyl Isostearate (emolient tzw. suchy, wygładza, kondycjonuje i zmiękcza), Betaine (betaina; nawilża i zapobiega elektryzowaniu), Polyepsilon-lysine (ε-polilizyn; emulgator, tworzy konsystencję), Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy tłoczony na zimno; regeneruje, odżywia, wnika we włosy odbudowując ich barierę ochronną), Ricinus Communis Seed Oil (olej rycynowy, wpływa pozytywnie na porost włosów oraz ich elastyczność, odżywienie i wzmocnienie; nabłyszcza i ułatwia rozczesywanie), Malus Domestica Fruit Cell Culture Extract (ekstrakt komórek macierzystych ze szwajcarskiej jabłoni domowej; chroni komórki skóry opóźniając procesy starzenia, zwiększa witalność skóry i odmładza mieszki włosowe), Xanthan Gum (guma ksantanowa; zagęstnik), Lecithin (lecytyna; nawilża i ułatwia wchłanianie innych substancji aktywnych, regeneruje i odżywia), Sucrose Palmitate (emulgator, tworzy konsystencję), Glyceryl Stearate (emulgator; nawilża, zmiękcza, wygładza), Glyceryl Stearate Citrate (emulgator; zmiękcza, wygładza), Sucrose (sacharoza; nawilża, łagodzi i koi podrażnienia), Mannan (naturalna substancja filmotwórcza, zagęstnik), Hydrolyzed Vegetable Protein (hydrolizowane proteiny roślinne; odżywia, nawilża, wzmacnia skórę, tworzy elastyczny, wygładzający film, chroni przed elektryzowaniem), Glutamine (glutamina; aminokwas, bierze udział w procesie budowy i wzrostu włosów), Caffeine (kofeina; antyutleniacz, chroni włosy i skórę głowy przed promieniowaniem UV, zwiększa krążenie krwi w skórze przyczyniając się do lepszego odżywienia włosów), Methyl Nicotinate (powoduje efekt rozgrzania skóry, dzięki czemu przyspiesza mikrocyrkulację i metabolizm komórkowy, pobudza krążenie krwi, zmiękcza, tonizuje, zmniejsza świąd i pieczenie), Parfum (kompozycja zapachowa), Lactic Acid (kwas mlekowy; nawilża, zmiękcza warstwę rogową naskórka, złuszcza zrogowaciały naskórek, odblokowuje pory, działa antybakteryjnie).



Odżywka jest bardzo lejąca, co było to dla mnie zaskoczeniem. Trzeba uważać podczas aplikacji, aby nie przeciekła przez palce. Nakładanie produktu bardzo ułatwia pompka, dzięki której szybciej można zaaplikować kosmetyk i zminimalizować ewentualne straty. Zapach ma podobny do szamponu, jednak mocniej wyczuwalne są zioła i coś bardziej pobudzającego zmysły. Odżywki używa się inaczej niż w przypadku produktów drogeryjnych, ponieważ należy ją zaaplikować na skórę głowy i ewentualnie włosy. Jednak skupiamy się głównie na skórze, ponieważ to właśnie ją chcemy przede wszystkim odżywić i nawilżyć. Odżywka dobrze się spłukuje samą wodą, nie obciąża włosów. Włosy są lekko uniesione u nasady, wyglądają zdrowiej, nie elektryzują się i łatwo rozczesują. Odżywka dzięki swojej lekkiej konsystencji nie powoduje szybszego przetłuszczania włosów, do czego mam tendencję.


Zaskoczyło mnie to, że szampon pomimo delikatnego składu i braku silikonów nie plącze włosów i nie tworzy "kołtunów", których potem nie można rozczesać. Mam różne doświadczenia z naturalnymi szamponami, a ten jest jednym z lepszych. Kosmetyk dobrze oczyszcza włosy, także z oleju (obecnie używam oleju z pestek moreli) oraz masek. W razie konieczności można umyć włosy kilkukrotnie, choć mi wystarcza max. 2 razy. Włosy są lekko błyszczące, gładkie i nie splątane, nawet bez odżywki. Oczywiście najczęściej i tak nakładam po umyciu włosów i skóry głowy maskę lub odżywkę.



Jak wspomniałam odżywkę nakłada się na skórę głowy, ponieważ chcemy pobudzić mikrokrążenie krwi, a co za tym idzie lepiej odżywić włosy i pobudzić je do wzrostu. Czytałam, że wiele osób odczuwa delikatne ciepło po jej nałożeniu, ale ja nigdy nie miałam takiego odczucia, wiec jest ono bardzo indywidualne. Staram się nakładać odżywkę co 2-3 mycia delikatnie wcierając ją w umytą skórę głowy. Nigdy nie odczuwałam pieczenia czy swędzenia, produkt jest łagodny dla skóry. Zdarza mi się ją trzymać 10 minut, ale i całą noc - bez negatywnych skutków ubocznych. Uważam, że im dłużej potrzymam ją na skórze głowy, tym więcej się wchłonie i lepiej zadziała. Czasem nakładałam ją także na włosy, jednak w przypadku moich, obecnie średnioporowatych kosmyków jest zbyt lekka, a poza tym szkoda mi jej, skoro skład został idealnie dobrany do skóry głowy. Zapach utrzymuje się we włosach dość długo, co jest kolejnym plusem.
Odżywka przy dłuższym stosowaniu zdecydowanie wpływa na wygładzenie i porost nowych włosów, które rosną miększe i bardziej elastyczne. Skóra głowy jest lepiej nawilżona, miękka, nie mam zupełnie łupieżu. Odżywka niweluje również miejscowe swędzenie, które czasem mi doskwiera, szczególnie po myciu głowy szamponami z SLS lub SLES. 
Uważam, że całe trio czyli serum, szampon i odżywka to idealne produkty dla osób lubiących naturalne kosmetyki i szukających skutecznych sposobów do pielęgnacji włosów.  Jestem bardzo zadowolona, że kosmetyki mają świetne składy i są naturalne, pełne sensownych substancji aktywnych, mogących mieć faktyczny wpływ na skórę i włosy. Dodatkowo są produkcji polskiej.


Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób cena wyda się niekorzystna, jednak produkty są wydajne. Producent umożliwia też zakup próbek (szampon 2,20 zł/10 ml; odżywka 3,20 zł/10 ml; serum 9,60 zł/10 ml). Kosmetyki nie zawierają składników pochodzenia zwierzęcego i nie były testowane na zwierzętach. Produkty trychologiczne Bionigree zostały skomponowane tak, aby faktycznie zadziałać, a nie tylko zamaskować problem. Są to zupełnie wyjątkowe perełki na naszym rodzimym rynku kosmetycznym, pełne składników aktywnych, naturalne i łagodne dla skóry.

Znacie kosmetyki Bionigree? Kuszą Was kosmetyki trychologiczne do pielęgnacji skóry głowy?

Wax Pilomax: kosmetyki do ciemnych włosów

Od dwóch lat farbuję włosy na ciemniejszy kolor, w związku z tym musiałam delikatnie zmienić kosmetyki do ich pielęgnacji. Zależało mi na tym, aby kolor nie zmywał się zbyt szybko, choć oczywiście wiele zależy od jakości farby. Osobiście najczęściej włosy farbuję u sprawdzonej fryzjerki. W domu czasem, po kilku tygodniach, odświeżam efekt szamponem koloryzującym lub farbą. Stawiam jednak głównie na codzienną pielęgnację, dlatego byłam ciekawa czy kosmetyki przeznaczone właśnie do ciemnych, farbowanych włosów faktycznie dają efekt? Czy produkty Wax Pilomax przedłużają trwałość farby?



Właśnie wykańczam trzy produkty marki, które stanowią specjalnie dobrany do potrzeb moich włosów zestaw. Kosmetyki zaproponował trycholog podczas konferencji Meet Beauty, po uprzednim zbadaniu skóry głowy. Zawiera on:

Wax Angielski Pilomax, Szampon głęboko oczyszczający, do każdego koloru włosów, przed maskami Wax

"Szampon głęboko oczyszczający PURE WAX do włosów zniszczonych, do stosowania przed maskami WAX. Skutecznie myje włosy i skórę głowy, nawet z nierozpuszczalnych w wodzie silikonów i substancji pozostających po środkach stylizacyjnych. Przygotowuje włosy i skórę głowy na regenerujące działanie masek WAX."

Laboratorium Pilomax, Pielęgnacja krok 2, Odżywka, włosy farbowane ciemne

"Odżywka do włosów farbowanych, do stosowania po każdym myciu. Dzięki zawartości białka keratyny wzmacnia włosy, a ekstrakt skrzypu polnego przeciwdziała wypadaniu włosów i ich starzeniu. Odżywka została przebadana dermatologicznie, jest bezpieczna dla wrażliwej skóry głowy, ponieważ nie zawiera parabenów, SLS, SLES."

Wax Angielski Pilomax, Arabica, Maska regenerująca do włosów farbowanych na kolory ciemne ido skóry głowy

"Maska przeznaczona do regeneracji włosów poddawanych koloryzacji. Odbudowuje uszkodzone włosy, silnie je nawilża, pogrubia i wygładza. Zapobiega łamliwości, rozdwajaniu i wypadaniu włosów. Wzmacnia blask koloru."


Opakowania tych kosmetyków nie do końca są wygodne w stosowaniu. Najmniej przemyślana wydaje się butelka szamponu, który zwyczajnie trudno wydobyć - plastik jest bardzo mocny, a produkt dość gęsty, więc aby umyć włosy muszę mocno ściskać butlę, szampon sam nie wypływa. Kosztuje ok. 17zł/200ml. Odżywkę posiadam w wersji mini 70ml i z tego co widziałam jest już niedostępna. Tubka jest wygodniejsza, choć pod koniec równie trudno ją wydobyć co szampon. Duża tuba kosztowała ponad 20zł/200ml. Najwygodniejszy jest słoik z maską, choć tu z kolei mamy do czynienia z absurdalnie mocnym zamknięciem - trudno otworzyć wieczko, trudno je szczelnie zamknąć, również muszę używać siły. Maska kosztuje ok. 23zł/240ml i jest warta każdej złotówki!


Skład szamponu: Aqua, Sodium Laureth Sulfate (silnie oczyszczający detergent), Cocamide DEA, Sodium Chloride, Piroctone Olamine (pirokton olaminy; działa przeciwłupieżowo, zmniejsza wydzielanie sebum), Aloe Barbadensis Gel (aloes, nawilża, odżywia, naturalny filtr UVA i UVB), Panthenol (provitamin B5 - łagodzi podrażnienia, regeneruje, nawilża), Ammonium Lauryl Sulfate (kolejny silny detergent), Cocamidopropyl Betaine, PEG-8 Cocoate, Styrene/Acrylates Copolymer, Glycol Cetearate, Parfum, Coco-Glucoside, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

Skład odżywki: Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Phenoxyethanol, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Cetrimonium Chloride, DMDM Hydantoin, Hydrolyzed Keratin (keratyna; wygładza, zwiększa objętość włosów), Equisetum Arvense (Horsetail) Leaf Extract (ekstrakt ze skrzypu polnego; wzmacnia, działa łagodząco), Parfum (Fragrance), Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Glycerin (nawilża), Panthenol (provitamin B5 - łagodzi podrażnienia, regeneruje, nawilża), Ethylhexylglycerin, CI 19140

Skład maski: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Coffea Arabica Seed Extract (kawa; poprawia ukrwienie, usuwa toksyny), Panthenol (provitamin B5 - łagodzi podrażnienia, regeneruje, nawilża), Hydrolyzed Keratin (keratyna; wygładza, zwiększa objętość włosów), Glycerin (gliceryna; nawilża, zatrzymuje wilgoć we włosach), Equisetum Arvense Leaf Extract (ekstrakt ze skrzypu polnego; wzmacnia, działa łagodząco), Lawsonia Inermis Extract (henna; naturalny filtr UV, zapobiega utracie wody i regeneruje), Phenoxyethanol, DMDM Hydantoin, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Benzyl Alcohol, Ethylhexylglycerin


Szampon jest średnio gęsty, lekko perłowy, delikatnie pachnie. Dobrze się pieni, dzięki mocnym detergentom dokładnie oczyszcza skórę głowy oraz włosy ze wszystkich zanieczyszczeń i środków do stylizacji. Stosuję go raz w tygodniu, ponieważ na co dzień używam łagodniejszych produktów. Nie podrażnił mnie, nie zauważyłam też wysuszenia skóry, nie spowodował łupieżu. Szczerze nie widzę większej różnicy między nim a innymi mocniejszymi (czytaj ze SLES), a tańszymi szamponami.

Odżywka to biały, mocno perłowy krem o przyjemnym, lekko kwiatowym zapachu. Jak wspomniałam chyba nie jest już produkowana, ale ponieważ nie wyróżnia się niczym szczególnym nie jest mi jej szkoda. Na pewno pomaga rozczesać włosy, delikatnie nabłyszcza i nie obciąża, ale to zbyt mało, aby za nią tęsknić. Nie zauważyłam też szczególnego wpływu na kolor, a aby to przetestować czekałam z otwarciem maski aż do wykończenia odżywki.

Maska Arabica natomiast to zupełnie inna bajka. Ten kosmetyk to prawdziwa bomba wśród WAX-ów. Maska jest gęsta, posiada ciemny, brązowy kolor i obłędnie pachnie świeżo zmieloną kawą. Mogłabym ją wąchać godzinami. Jednak najlepsze jest to jak działa: nakładam ją od nasady po same końce, aby nie tracić cennego działania kawy na cebulki włosów oraz skórę głowy. Jedyne na co muszę zwrócić szczególną uwagę to dokładne spłukanie jej ciepłą wodą, co zajmuje mi dłuższą chwilę. Maska pięknie nabłyszcza, wygładza i unosi włosy u nasady. Są po niej sypkie, lśniące, wyglądają zdrowo i pięknie. Mam wrażenie, że mam po niej więcej włosów lub że są one pogrubione, jakby napojone. W dotyku są miększe, milsze i elastyczne, pokuszę się o stwierdzenie, że zregenerowane, choć efekt niestety znika po kolejnym umyciu. Dodatkowo przestały tak wypadać, co zaczynało mnie martwić - choć używam także specjalnego płynu na wypadanie, więc może to być zasługa obu tych produktów. Ponadto moja fryzjerka zauważyła, że kolor faktycznie dłużej się utrzymał, więc delikatnie chroni farbę przed wypłukiwaniem, choć nie jest to aż tak widoczne, abym zauważyła sama. Mimo wszystko to mój ulubiony produkt Pilomaxa i kolejny ulubieniec. Ze wszystkich produktów do ciemnych włosów, także innych marek, to jedyny, który ma faktyczny wpływ na kolor.


Marka ma również propozycję dla włosów jasnych i rudych oraz serię z henną. Obecnie odżywkę już skończyłam, zostały mi resztki szamponu oraz cudownej maski kawowej - a jest to produkt, który na pewno jeszcze nieraz kupię.

Czy polecacie jakieś inne produkty Pilomax? Miałyście henny? Bardzo mnie teraz kuszą.

Babuszka Agafia, Balsam do włosów, peelingi do stóp i ciała

Lubię kosmetyki Babuszki Agafii, choć ostatnio zrobiło się małe zamieszanie. Trzeba sprawdzać składy, co i tak zawsze robię, ponieważ może okazać się, że kupimy już całkiem inny produkt, wytworzony w Estonii. Estońskie wersje Babuszki mają zdecydowanie inne składy, już nie tak naturalne jak te rosyjskie.



Babuszka Agafia, Balsam do włosów z cedrem syberyjskim

"Balsam-nalewka do włosów osłabionych i przesuszonych. Pobudza cebulki włosów przyspieszając ich porost i ograniczając wypadanie. Produkt zostawia włosy mocne i zregenerowane, nie obciąża."


Balsam kupimy w wygodnej, smukłej butli za ok. 5 zł/280ml. Skład całkiem przyjemny. Głównie emolienty (nadają blask, chronią przed czynnikami zewnętrznymi, zachowują wilgoć), sok z brzozy (działa ściągająco i pobudzająco), ekstrakt z pięciornika (nawilża, dodaje objętości), organiczny olej lniany (zwiększa wytrzymałość i elastyczność włosów), syberyjski olej cedrowy (intensywnie odżywia). Szczegółowy skład poniżej.

Balsam jest bardzo lekki i delikatnie, przyjemnie pachnie ziołami. Świetny produkt do włosów cienkich i delikatnych, które łatwo obciążyć, ale do włosów grubych i suchych może być zbyt lekki. Cienkie włosy idealnie poskramia, sprawia, że błyszczą i się nie elektryzują, nie przyspiesza przy tym przetłuszczania. Trzeba jedynie uważać podczas nakładania, ponieważ jest bardzo lejący i lubi spływać z włosów, przez co jest średnio wydajny. Nie zauważyłam przyspieszonego wzrostu, ale też używałam go raczej jak odżywki nakładając na kosmyki od 3/4 wysokości. Chętnie go jeszcze kiedyś kupię, jeśli nie zmieni się skład.



Bania Agafii, Cukrowy scrub do ciała antycellulitowy

"Produkt efektywnie walczy z cellulitem, oczyszcza, rozszerza pory i usuwa toksyny. Naturalne składniki zmiękczają i wygładzają skórę, przywracając jej sprężystość i elastyczność."


Skład: szczegółowy poniżej. Formuła oparta jest na łagodnej substancji myjącej oraz cukrze trzcinowym i melisie, które oczyszczają skórę, usuwając martwy naskórek i zmiękczają. Zawiera także m.in. organiczny olejek rozmarynowy, który usuwa toksyny i zapobiega cellulitowi, a jednocześnie pobudza krążenie. Różeniec górski i syberyjski żeń-szeń dostarczają skórze witamin i antyoksydantów, odmładzając ją. Nie podoba mi się, że scrub posiada także polietylenowe drobinki, które nie rozpuszczają się w wodzie i zanieczyszczają środowisko.


Uwielbiam te saszetki Babuszki, można je bez obaw wziąć ze sobą na wakacje czy gdziekolwiek indziej. Zajmują mało miejsca, są praktyczne i trwałe, a koreczki dobrze trzymają, więc nic się nie wyleje. Nie podoba mi się natomiast, że są do siebie tak bardzo podobne, iż nie znając rosyjskiego łatwo je pomylić :)


Scrub antycellulitowy ma postać czerwonawej galaretki z zatopionymi licznymi drobinkami. Wyraźnie widać tu maleńkie pestki, cukier i nieszczęsne polietylenowe kuleczki. To, co mnie uwiodło to zapach, mogłabym wąchać go godzinami! Czuję tu letnie owoce, malinę, porzeczki, truskawki, wiśnie, istny kompot. Przy czym zapach wydaje się mocno naturalny, dość wyraźny, ale nie męczący i nie za słodki, bardzo przypadł mi do gustu, więc cieszę się, że przez jakiś czas pozostaje na skórze. Produkt nie pieni się w kontakcie z wodą, nie nawilża, ale i nie wysusza skóry. Peeling świetnie oczyszcza skórę dzięki trzech rodzajom drobin - cukier wyraźnie mocniej "drapie", reszta łagodnie masuje, pobudzając krążenie. Produkt pozostawia ciało pachnące, miękkie, gładkie i lekko naprężone. Nie zauważyłam wpływu na cellulit, ale nie łudzę się, że sam peeling dwa razy w tygodniu wystarczy. Jest to po prostu pięknie pachnący scrub do ciała, który można również z powodzeniem użyć do stóp lub dłoni. Kosztuje 5-7zł/100ml.


Łaźnia Agafii, Scrub do ciała gryczany

"Scrub poprawia jędrność i sprężystość skóry. Delikatnie oczyszcza, tonizuje i przygotowuje skórę do kolejnych etapów pielęgnacji. Naturalne składniki przywracają skórze elastyczność i pomagają zachować młody wygląd."


Skład: Tutaj początek składu nie bardzo mi się podoba: woda, zagęstnik i wodorotlenek potasu jako regulator pH - syntetyczne substancje, odpowiedzialne za konsystencję gęstej galaretki. Dalej mamy m.in. polietylen, czyli znów sztuczne ścierniwo, które zanieczyszcza środowisko, a które łatwo zastąpić choćby cukrem. Następnie mamy zmielone łuski gryki (bogate źródło witamin, ścierniwo), ałtajski miód (bogactwo witamin, chroni skórę przed starzeniem), ekstrakt z trawy cytrynowej (tonizuje, poprawia funkcje ochronne skóry), organiczny olej z melisy (poprawia sprężystość i ujędrnia skórę), olejek lawendowy (tonizuje, nadaje piękny zapach), konserwanty. Szczegóły poniżej, nie nazwałabym tego scrubu naturalnym:


Scrub gryczany posiada konsystencję gęstej galaretki, jak wspomniałam jest to zasługa syntetycznych substancji wysoko w składzie. Drobinki też są liczne, różnej wielkości i w różnych kolorach, całość wizualnie prezentuje się zachęcająco. Muszę wspomnieć, że peeling gryczany jest zdecydowanie delikatniejszy niż cukrowy, łagodniej "drapie" skórę i może się spodobać osobom, które nie lubią mocnych zdzieraków.


Działanie jest w zasadzie dość podobnego do scrubu antycellulitowego, z tym że delikatniejsze. Różnica jest natomiast w zapachu - wersja gryczana wyraźnie pachnie bardziej ziołowo, odświeżająco, pobudzająco, a sam zapach jest intensywniejszy, ale nie pozostaje na skórze. Produkt nie pieni się, a w kontakcie z wodą rozpuszcza i na skórze zostają tylko drobinki masujące. Scrub niestety lekko wysusza moją skórę, więc zazwyczaj balsamuję po nim ciało. Dla mnie jest to najmniej udana wersja tych produktów, raczej nie sięgnę po niego ponownie. Kosztuje 4-7zł/100ml.


Bania Agafii, Zmiękczający peeling do stóp

"Pomaga odzyskać gładką i delikatną skórę stóp. Usuwa martwy, zrogowaciały naskórek, tak aby skóra stała się miękka i gładka, a składniki aktywne mogły wniknąć głębiej i zapewnić skórze maksymalne odżywienie i nawilżenie."


Skład: Początek stanowią emolienty i gliceryna, następnie mamy m.in. drobinki polietylenowe (echhh, szkoda, że nie cukier lub zmielone pestki), wosk pszczeli (wygładza skórę, zmiękcza i zabezpiecza przed utratą wilgoci), ekstrakt z babki zwyczajnej (oczyszcza, regeneruje, działa antyseptycznie), organiczny ekstrakt z szałwii (tonizuje i koi skórę), mielona kora wierzby (usuwa zrogowaciały naskórek, odżywia i nawilża). Szczegóły poniżej:


Peeling do stóp ma fajną, lekko kremową konsystencję, która dobrze się rozprowadza na skórze. Zatopione liczne, ostre i bardzo małe drobinki świetnie masują twardą skórę stóp, pozostawiając ją wyjątkowo miękką i wygładzoną. Zapach brzoskwiniowej herbaty, pobudzający i przyjemny, pozostaje dosłownie chwilę na skórze, po czym znika. Zdecydowanie umila cały zabieg i wydaje się naturalny. Scrub nie pieni się. Jest też świetny do masażu rąk, zwłaszcza zniszczonych, z suchymi skórkami - momentalnie wygładza.


Peeling można stosować na dwa sposoby: na suchą skórę, aby dokładnie i dość mocno oczyścić i zmiękczyć skórę lub na wilgotną, kiedy działa nieco łagodniej, więc można go nawet użyć na łydki. Podoba mi się, że pozostawia na skórze leciutką, prawie niewyczuwalną warstewkę ochronną, dzięki czemu skóra nie jest sucha i nie potrzebuje natychmiastowego ratunku w postaci kremu. Kosztuje nawet 3,50zł/100ml. Być może jeszcze go kupię, zwłaszcza na urlop.


Tak się przedstawiają produkty Babuszki, których ostatnio używałam. Nie do końca się zgodzę, że są to kosmetyki w pełni naturalne, choć zawierają sporo fajnych substancji aktywnych. W przypadku tych produktów naprawdę warto czytać składy, ponieważ mogą się zmieniać.

Znacie scruby Babuszki Agafii? Zapachy mają niesamowite, ale chętnie widziałabym inne składniki ścierające zamiast polietylenu.

Garnier Fructis Gęste i zachwycające: Szampon, odżywka i maska

Mam cienkie włosy, więc ciągle walczę z ich pogrubieniem i uniesieniem od nasady. Próbuję wszystkiego, aby wydawały się grubsze, bardziej puszyste i liczniejsze. Nie mogłam więc przejść obojętnie obok serii Fructis, obiecującej włosy gęste i zachwycające. Powszechnie jednak wiadomo, że nadzieja matką głupich....

Garnier Fructis
Gęste i zachwycające


Seria obiecuje dodanie włosom "spektakularnej gęstości, którą można zobaczyć, poczuć i dotknąć". Ten cud nad cuda polegać miałby na wnikaniu we włókna włosa "innowacyjnej molekuły pogrubiającej jego strukturę i tworzącej długotrwały efekt gęstości włosów, który kumuluje się po każdej aplikacji". Brzmi zachęcająco prawda?
Uwierzyłyście w taką bajerę? :D

Garnier Fructis
Gęste i zachwycające
Szampon wzmacniający


 Szampon o pojemności 250 ml kupimy za ok. 8 zł. Wściekle różowe opakowanie jest standardowe. Mam zastrzeżenia do otwierania, które jest ekstremalnie trudne mokrymi rękoma. Trochę zapasów pod prysznicem i dopiero mogę umyć włosy :)


Powyżej bajki producenta oraz sposób użycia, jakby ktoś nie znał ;)
Poniżej skład: przeciętny. Mamy tu zarówno SLES jak i SLS, Alkohol denat., mnóstwo konserwantów i składników kompozycji zapachowej. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim znalazły się: Niacinamide (witamina B3, stymuluje produkcję ceramidów, nawilża i uelastycznia skórę, stymuluje produkcję kolagenu i kwasu hialuronowego, regeneruje, zmniejsza nadprodukcję sebum, poprawia ukrwienie skóry, wzmacnia cebulki), Saccharum Officinarum Extract (ekstrakt z trzciny cukrowej; regeneruje, złuszcza, działa antybakteryjnie), Camellia Sinensis Leaf Extract (ekstrakt z herbaty; przeciwutleniacz, regeneruje, łagodzi stany zapalne), Punica Granatum Extract (ekstrakt z granatu; przeciwutleniacz, działa antybakteryjnie i antywirusowo), Pyrus Malus Extract (ekstrakt z jabłka; nawilża, złuszcza i wygładza skórę, łagodzi podraznienia, przeciwutleniacz), Citrus Medica Limonum Peel Extract (ekstrakt ze skórki cytryny; poprawia krążenie, zmiękcza, dezynfekuje, działa przeciwzapalnie).


Konsystencja jest w sam raz, łatwo wydobywa się z butelki, ale jednocześnie nie jest zbyt lejąca. To, co wyróżnia ten szampon wśród innych (zresztą tak samo jak całą serię) jest zapach. Dla mnie jest to zapach absolutnie cudowny - owocowy, radosny i energetyczny, choć w zupełności sztuczny! Szampon dobrze myje włosy, obficie się pieni, na szczęście nie wysusza ich nadmiernie, ale tutaj muszę nadmienić, że nie używam go codziennie, a jedynie 2 razy w tygodniu. Włosy dość długo oszałamiająco pachną, zwłaszcza jeśli wzmocnimy aromat innym produktem. Mam wrażenie, że lekko są odbite u nasady dzięki temu szamponowi.


Garnier Fructis
Gęste i zachwycające
Odżywka wzmacniająca


Odżywkę o pojemności 200 ml kupimy za ok. 8 zł. Opakowanie jest podobne do szamponu, z tym, że stoi "do góry nogami". Niestety ma tak samo beznadziejny korek, z którym trzeba się mocować.


 Na etykiecie znów możemy sobie poczytać bajki, a przepraszam, obietnice producenta, oraz sposób użycia.
Skład: znów przeciętny. Kilka pierwszych pozycji to standard "odżywkowy", czyli Cetearyl Alcohol (emolient tłusty), Behentrimonium Chloride (wygładza włosy, ułatwia rozczesywanie, zmiękcza, dodaje blasku, konserwuje, ale jego max. stężenie w kosmetykach to... 0,1%) i Parfum (zapach). W ilościach śladowych mamy więc Niacinamide (wit. B), ekstrakt z trzciny cukrowej, herbaty, granatu, jabłka oraz skórki cytryny.


Konsystencja jest zwarta i gęsta, bardzo wygodnie się ją nakłada na włosy. Zapach identyczny jak szamponu - obłędny! Nakładam ją od połowy włosów (max. 2x w tygodniu), ponieważ jej działanie dla odmiany jest beznadziejne. U mnie powoduje albo przetłuszczenie i smętnie wiszące strąki (jeśli nałożę jej zbyt dużo lub niedokładnie zmyję, co zresztą nie jest trudne) albo wręcz puszenie i odstające krótsze włoski. Włosy co prawda się nie elektryzują, ale to, oprócz zapachu, jedyna jej zaleta.


 Garnier Fructis
Gęste i zachwycające
Głęboko odżywcza maska


Maska dla odmiany ma największą pojemność, bo aż 300 ml i bardzo dobrze, bo to zdecydowanie najlepszy kosmetyk z serii. Opakowanie to słoiczek typowy dla masek, a kosztuje ok. 16 zł. Ze wszystkich tych opakowań najłatwiej mi się go odkręca, nawet mokrymi rękoma, choć nie jest to najłatwiejsze zadanie.


Z tyłu znów mamy obietnice producenta.
Stosowanie: Raz w tygodniu nałożyć na umyte szamponem włosy. Pozostawić, a następnie dokładnie spłukać.


Skład: początek bardzo podobny do odżywki. Mamy tu także glicerynę oraz ekstrakty trochę wyżej w składzie. Szczegóły poniżej.


Maska jest dosyć gęsta, ale na pewno nie aż tak jak odżywka. Bardzo ładnie rozprowadza się na włosach i oczywiście cudownie pachnie, identycznie jak pozostałe preparaty z serii. Łatwo się spłukuje, ale zapach pozostaje na włosach - i dobrze! Raz w tygodniu nakładam ją na umyte włosy i trzymam min. 10 minut, rzadko mam czas na więcej. Co mi po tym?
Włosy są miękkie, puszyste i lśniące. Nie powiedziałabym, że są pogrubione czy głęboko odżywione, jak obiecuje mi Garnier, ale na pewno są gładkie, nie elektryzują się i ślicznie pachną.


Odkąd ich używam, czyli jakieś 4-5 m-cy, nie zauważyłam najmniejszego nawet pogrubienia włosów. Nie liczyłam na to zbytnio, choć gdzieś tam mała iskierka nadziei się tliła. Cóż, dawno zgasła ;) Z całej serii zdecydowanie najlepiej na mojej cieniźnie spisała się maska, która dała zauważalny efekt. Szampon niczym szczególnym się nie wyróżniał, chyba że zapachem, poza tym jest całkowicie przeciętny. Najgorzej oceniam odżywkę, która najczęściej obciążała włosy i trudno się spłukiwała, ewentualnie powodowała puszenie. Seria zawiera jeszcze serum, ale póki co nie planuję jego zakupu.

Znacie tą serię? Czy częste ostatnio reklamy kuszą Was do wypróbowania?
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj