Pękające kąciki ust, wysuszone usta, podrażnienie warg - nieoczywista przyczyna

Na przestrzeni trzech miesięcy (listopad 2023 - styczeń 2024) borykałam się z boleśnie, wielokrotnie pękającymi kącikami ust. Do tego cała skóra wokół ust piekła, była podrażniona, zaczerwieniona, boląca, sucha - schodziła wręcz płatami. Nie pomagały na dłuższą metę pomadki, balsamy, maści. Okołoustne zapalenie skóry, zapalenie czerwieni wargowej. Diagnoza, która nic mi nie mówiła. A tym bardziej nie mogłam znaleźć przyczyny... 

W trakcie podrażnienia krem ceramidowy Bioup (to jest krem do twarzy, ale aplikowałam go na usta na noc jak maskę) przynosił mi dużą ulgę, choć tymczasową (w takich sytuacjach warto szukać ceramidów, a te najczęściej są w kręgach do twarzy). Pomagała też pomadka odżywcza do ust z CBD marki Cannamea (wyczuwalnie przyspieszała regenerację, choć nie zniwelowała problemu, jednak w trakcie jej stosowania skóra nie piekła i nie bolała aż tak mocno) oraz miodowy balsam do ust Isana (z Rossmanna), który działał okluzyjnie, tworzył warstwę ochronną przed wiatrem, mrozem i śliną (w końcu z domu musiałam wychodzić bez względu na wszystko). W tym czasie zużyłam dziesiątki innych pomadek, które nie pomagały nawet trochę. Pod koniec, już na etapie samej regeneracji, stosowałam i bardzo mi pomagała maść nagietkowa Hebdy - usta goiły się zauważalnie szybciej, dodatkowo maść koi ściągnięcia i suchość. To nie jest reklama - po prostu te kosmetyki jako jedyne dawały mi ulgę. Ale do brzegu.

Bol-ust-pasta-do-zebow

Pękające kąciki ust, podrażnienie i zaczerwienienie skóry wokół warg, boląca skóra - przyczyna inna niż niedobory

Problem ustąpił samoistnie pod koniec stycznia. Zaczęłam analizować jak to możliwe? Trzy miesiące udręki, aż tu nagle ot tak, samo się wszystko zagoiło? Zostały mi tylko blizny w kącikach ust... Przypomniałam sobie, że podczas ponadtygodniowego urlopu również widziałam poprawę (z dnia na dzień było wyraźnie lepiej, choć problem całkowicie jeszcze nie znikł). Wtedy zdałam sobie sprawę, że mam trop! Dzięki tzw. projektowi denko, który publikuję na instagramie. 

Sprawdź czy nie pękają Ci kąciki ust - zapalenie warg od pasty do zębów! Alergia na składniki pasty do zębów

Skończyłam pastę do zębów, mocno miętową, mocno pieniącą się pastę marki Himalaya w wersji Mint Fresh. To ona znalazła się w styczniowym denku i to jej nie używałam podczas urlopu (w kosmetyczce podróżnej mam inną). Himalaya jest bez fluoru, ponieważ fluor również powodował u mnie bolesne pękanie kącików ust - porzuciłam go z tego powodu lata temu. Ale w tej paście nie ma fluoru! Okazuje się, że nie on jeden potrafi podrażniać na tyle mocno, że aż boli. Czasem wystarczy po prostu "mocna" pasta, SLS, mięta, konserwant, jakiś ekstrakt lub... mieszanka różnych czynników. Zdarza się też, że nie odpowiada nam konkretna marka (producent) lub tylko jeden wybrany rodzaj (inne pasty Himalaya są świetne i zupełnie nie mam z nimi problemu).

Alergia- pasta-do-zebow

Przyczyną może być alergia lub podrażnienie wywołane substancją lub grupą substancji w paście. Czasem dużą rolę może odgrywać stężenie, więc jedna pasta z substancją X nie podrażni, a inna już tak. Niestety w składzie nie mamy podanych stężeń, możemy jedynie określić mniej więcej co jest bazą produktu, a co dodatkiem. Warto też pytać producentów czy dystrybutorów (i zgłaszać im działania niepożądane), czasem odpisują :)

Jak sobie poradzić z podrażnieniem wokół ust od pasty do zębów? 

Podrażnienia mogą być też wywołane nieodpowiednim pH pasty - warto pamiętać, że nie jest ona przeznaczona do stosowania na skórę! Zwłaszcza dwa czy kilka razy dziennie i to każdego dnia. Czasem wystarczy się przyłożyć do dokładnego spłukania wodą całej pasty z ust i okolic. 

Zwróć też uwagę, czy nie stosujesz zbyt dużo pasty na jedno mycie, przez co tworzy się bardzo dużo piany wokół ust. Zwłaszcza jeśli nasz tendencję do suchości. 

Można też spróbować myć zęby np. przed myciem twarzy, wtedy żel czy olejek do demakijażu na pewno dokładniej usuną pozostałości pasty i jej składników (to pomoże tylko w przypadku niedokładnego usuwania piany ze skóry, w przypadku alergii czy wrażliwości może być konieczne odstawienie samej pasty lub stosowanie jej sporadycznie). 

Bolace-zajady-pekajace-kaciki-ust

Nie chodzi mi też o odwodzenie kogokolwiek od tej czy innej pasty do zębów, ponieważ każda może równie dobrze podrażniać - Was. To bardzo indywidualna kwestia! Ten post powstał tylko po to, żeby uświadomić więcej osób, że objawy jak:

  • pękające kąciki ust, 
  • pieczenie warg, 
  • sucha skóra wokół ust, 
  • zaczerwienienie, 
  • ból ust, 
  • suchość w jamie ustnej 

nie muszą być niedoborem witamin z grupy B, jak podpowiada do znudzenia internet (ja wiedziałam, że nie mam niedoborów, ale wiele osób może zacząć w ciemno suplementować przypadkowe środki - lepiej najpierw zrobić badania!).

Pieczenie-ust-zaczerwienienie

Przyjrzyjcie się swojej paście do zębów, być może to ona jest problemem i wystarczy ją odstawić? Być może należy się bardziej przyłożyć do zmywania piany z okolic ust lub zamienić kolejność pielęgnacji? Czasem najtrudniej wpaść na najprostsze rozwiązania, a kłopot z doborem odpowiedniej pasty, jak się okazuje i co wiem od moich obserwatorów na Instagramie, występuje niepokojąco wręcz często.


  • Niektóre odpowiedź umieściłam na grafikach za zgodą autorów. 


Przytrafiła Wam się taka sytuacja z pastą do zębów? 

Naturalne pasty do zębów bez fluoru / NeoBio, Eco Cosmetics, Natura Siberica

Dlaczego pasta bez fluoru?

Ostatnio dostałam od Was wiele pytań na temat pasty do zębów z lepszym składem, w dodatku bez fluoru. Nie chcę tu wchodzić w polemikę na temat szkodliwości fluoru, ponieważ w internecie jest cała masa badań, które jasno i rzetelnie wykazują... zarówno jego szkodliwość, jak i nieszkodliwość. Wszystko zależy od dawki, a tą trudno ujednolicić, skoro najlepszym źródłem fluoru jest... woda, a zawartość tego pierwiastka jest różna w zależności od rejonu i głębokości wydobycia (tak, w butelkowanej i wodociągowej też). I bądź tu mądry! Jednak jestem zdania, że skoro nadmiar fluoru może być szkodliwy, a jego brak w paście nie niesie ze sobą żadnych negatywnych skutków, to lepiej go unikać. Tak też właśnie robię! Większość z nas przecież doskonale wie, że fluor jest niezbędny do prawidłowej budowy i funkcjonowania organizmu (kości i zębów w szczególności), a dostarczamy go pod dostatkiem właśnie z wodą, ale też spożywając m.in.  czarną herbatę, ryby, ser, chleb żytni. Kiedyś nawet "wzbogacano" nim wodę z kranu (oczywiście dla naszego dobra, nadal w wielu krajach się to praktykuje). Zarówno nadmiar, jak i niedobór fluoru niesie ze sobą konsekwencje. Osobiście nie znam nikogo, kto cierpi na niedobór, za to na nadmiar owszem (fluoroza, pierwsze objawy to białe, żółte lub brązowe plamy na zębach). Po 4 latach stosowania past bez fluoru (z niewielkimi wyjątkami np. podczas wyjazdów) stwierdzam, że moje zęby nie ucierpiały nic a nic. Są w doskonałym stanie, dlatego też nie planuję powrotu do tradycyjnych past. Dzisiaj mam dla Was krótkie recenzje na temat trzech past właśnie bez fluoru: Neo Bio, Eco Cosmetics oraz Natura Siberica.


pasty-bez-fluoru

Pasty dostępne są bez problemu w wielu drogeriach internetowych oraz w niewielkich sklepikach zielarskich. Nie zdarzyło mi się natrafić na żadną z nich w dużej, stacjonarnej drogerii lub markecie, ale dla mnie nie jest to problem, ponieważ obecnie rzadko kupuję kosmetyki w takich miejscach. Staram się wspierać niewielkie biznesy, nastawione na jakość sprzedawanych produktów, a nie kasę i ilość. Wszystkie pasty mają standardowe, miękkie tubki oraz odkręcane korki. Natura Siberica posiadała dodatkowo kartonik.

dobre-sklady-pasty-zebow

Natura Siberica, Noc Polarna, Wybielająca naturalna czarna pasta do zębów bez fluoru

Najłatwiej ją kupić np. w ekobieca.pl czy helfy.pl. Ceny są bardzo zróżnicowane, od nawet 11 zł do 20 zł/100g.
Pasta jest całkowicie czarna, dość gęsta. Pachnie miętowo, ale delikatnie. Mocno się pieni, tworząc szarą pianę, więc po umyciu zębów trzeba dobrze opłukać szczoteczkę oraz umywalkę. Posiada słodkawy, łagodny smak. Dobrze oczyszcza zęby z każdego osadu, w tym z kawy czy herbaty. Pozostawia zęby gładkie, jaśniejsze i lśniące (używam elektrycznej szczoteczki, to na pewno także ma wpływ na higienę zębów). Przyjemnie odświeża oddech, jednak nie na długo, więc dla niektórych efekt może być niewystarczający. Generalnie jest to popularna pasta o dobrym składzie i łagodnym smaku, a jednocześnie skutecznie oczyszczająca zęby i lekko je wybielająca, łagodna dla dziąseł. Zawiera wiele ziół zebranych, zgodnie z filozofią marki, na dzikich, czystych terenach Syberii.

Zobacz też:

natura-sibetica-pasta

Skład: Aqua, Hydrated Silica, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Glycerin, Achillea Asiatica Flower/Leaf/Syem Extract (organiczny ekstrakt z krwawnika, chroni dziąsła, łagodzi stany zapalne, działa antyseptycznie), Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (organiczny z upraw ekologicznych olej z rokitnika), Chamomilla Recutita Flower Water (organiczny hydrolat rumiankowy z upraw eko; działa przeciwzapalnie i łagodzi podrażnienia), Rhodiola Rosea Root Extract (organiczny z dzikich ziół ekstrakt), Flovocetraria Nivalis Extract (organicznyz dzikich ziół), Agrostis Stolonifera Extract (organiczny, z dzikich ziół syberyjskich), Bambusa Arundinacea Stem Extract (organiczny puder bambusowy z upraw eko, działa antybakteryjnie i wygładzająco), Betula Alba Juice (organiczny sok z brzozy z upraw eko; działa przeciwzapalnie i gojąco), Mentha Piperita Leaf Water (organiczna woda miętowa z upraw eko, oczyszcza, odświeża oddech, działa antybakteryjnie), Maris Sal (sól morska; wzmacnia szkliwo, działa antyseptycznie, oczyszcza i usuwa osad), Disodium Rutinyl Disulfate, Papain (papaina, enzym, rozpuszcza zanieczyszczenia), Calcium Glycerophosphate, Cocamidopropyl Betaine, Cellulose Gum, Xanthan Gum, Pineamidopropyl Betaine (olej z orzeszków piniowych), Hippophae Rhamnoidesamidopropyl Betaine (dziki rokitnik), Charcoal Powder Aroma (węgiel aktywny; oczyszcza, usuwa osad z zębów, działa antybakteryjnie, jest bezpieczny dla szkliwa), Sodium Saccharin, PVP, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Linonene, Geraniol.


sklad-natura-siberica-pasta

NeoBio, Naturalna pasta do zębów z ksylitolem bez fluoru

Kosztuje jedynie 5-6zł/75ml, więc jest bardzo tania. Dostępna w wielu drogeriach internetowych. Jest dość gęsta, biała, zwarta i jednolita. Posiada łagodny smak mięty, z lekką nutą ziół, jest też trochę słona i trochę słodka jednocześnie. Smak jest dość dziwny, trzeba do niego przywyknąć. Jest idealna dla osób, które nie lubią mocnych zapachów. Pieni się średnio, tworząc gęstą pianę, bez bąbelków, więc osoby przyzwyczajone do past ze SLES mogą nie być zadowolone. Mnie to nie przeszkadzało, ponieważ pasta dobrze myje zęby. Po umyciu są doczyszczone oraz błyszczące. Co równie ważne nie pękają od niej kąciki ust (u mnie Colgate'y i inne Blend-a-med'y powodują, że usta mam wysuszone, a kąciki ust głęboko pękają i bolą). Niestety pasta średnio odświeża oddech. Podsumowując to tania i dobra pasta oczyszczająca dokładnie zęby.

Skład: Aqua (Water), Calcium Carbonate, Glycerin, Silica, Sodium Cocoyl Glutamate, Xylitol (ksylitol, chroni zęby przed próchnicą), Maris Sal (sól morska, oczyszcza i poleruje zęby, działa antybakteryjnie), Carrageenan, Algin, Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract* (ekstrakt z szałwii lekarskiej, działa ściągająco i przeciwzapalnie), Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract* (ekstrakt z rozmarynu, oczyszcza i chroni zęby oraz dziąsła), Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Leaf Extract* (ekstrakt z oczaru wirginijskiego; wzmacnia dziąsła, działa ochronnie i antybakteryjnie), Commiphora Abyssinica Resin Extract (ekstrakt z mirry; działa antybakteryjnie i antygrzybicznie, przeciwbólowo i gojąco), Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract* (ekstrakt z rumianku, łagodzi podrażnienia), Xanthan Gum, Alcohol*, Aroma (Flavour), Limonene.
*certyfikowany składnik ekologiczny.
Nie zawiera syntetycznych substancji zapachowych i barwników.

pasta-do-zebow-neobio

Eco Cosmetics, Pasta do zębów naturalna z czarnuszką bez fluoru

Najczęściej kosztuje ok. 14-15zł/75ml. Posiada dość luźną konsystencję, nie lejącą, ale zdecydowanie bardziej "miękką". W beżowej paście wyraźnie widać i czuć drobinki soli, co trochę przeszkadza podczas mycia zębów oraz przy zakręcaniu tubki - drobinki podchodzą pod zakrętkę, blokując ją. Posiada świetny smak słodkiej mięty z ciekawym, niespotykanym tłem ziół. Tworzy niewiele gęstej piany, mniej niż produkt NeoBio. Dodatkowo w buzi rozpuszcza się zmieniając konsystencję jakby w olejek, co jest nietypowe. Drobinki nie rozpuszczają się do końca, więc po kilku minutach szczotkowania nadal trzeba je wypluć. Czasem trzeba dokładnie przepłukać usta nawet kilka razy, ponieważ drobinki chowają się, a potem przeszkadzają, odnajdując się w najmniej oczekiwanym momencie. Jest bardzo delikatna, dobrze oczyszcza zęby pozostawiając na nich coś w rodzaju ochronnej warstewki. Nie odświeża oddechu albo robi to na bardzo krótko. 

Kosmetyk posiada certyfikat ECOCERT i nie zawiera syntetycznych środków barwiących, zapachowych czy konserwujących. Produkt wegański wpisany na listę Vegan Society. Korzystnie wpływa na florę bakteryjną ust.

Skład: Aqua, Sorbitol, Nigella Sativa Extract* (ekstrakt z czarnuszki), Camellia Sinenesis Leaf Water (hydrolat z zielonej herbaty; działa odświeżająco, antyoksydacyjnie i przeciwzapalnie), Hydrated Silica, Magnesium Carbonate, Echinacea Purpurea Extract* (ekstrakt z jeżówki purpurowej; działa przeciwzapalnie, regenerująco i znieczulająco), Salvia Officinallis Extract* (ekstrakt z szałwii, działa antyseptycznie), Maris Sal (sól morska; oczyszcza i poleruje), Hamamelis Virginiana Extract, Nigella Sativa Oil* (olej z czarnuszki; działa przeciwbólowo, przeciwzapalnie, antybakteryjnie, antywirusowo, przeciwgrzybicznie, przeciwobrzękowo, odtruwająco i immunostymulująco), Glycerin, Carvone, Alcohol, Sodium Cocoyl Glutamate and Disodium Cocoyl Glutamate, Xanthan Gum, Xylitol (ksylitol, chroni przed próchnicą).
Składniki oznaczone * pochodzą z kontrolowanych upraw ekologicznych.

eco-cosmetics-pasta

Poniżej porównanie konsystencji i kolorów wszystkich trzech past do zębów. Od lewej: czarna Natura Siberica, biała NeoBio oraz ostatnia bezowa z drobinkami soli Eco Cosmetics.

pasta-bez-fluoru

Wszystkie pasty mają swoje zalety. Przede wszystkim oczywiście brak fluoru oraz szkodliwych substancji, w tym SLS i SLES. Wszystkie zawierają sensowne zioła i to nie na końcu INCI, które działają antybakteryjnie i ochronnie. Jednak osoby przyzwyczajone do mocno pieniących specyfików oraz do ostrego, wręcz piekącego smaku "mięty" mogą mieć wrażenie niedoczyszczonych zębów. Niestety pasty naturalne o wiele słabiej odświeżają także oddech - można się dodatkowo wspomóc płynem do płukania ust (bez fluoru oraz z dobrym składem np. Sylveco za 15 zł).


Wszystko zależy od tego... na czym Wam bardziej zależy (celowa gra słów, żeby nie było) - chwilowych wrażeniach estetycznych i pianie czy łagodniejszym składzie i większym bezpieczeństwie? Osobiście wybieram to drugie!

dobra-pasta-bez-fluoru

A jakich past Wy używacie? Zastanawiacie się nad ich składami czy jednak większe znaczenie podczas zakupu mają inne czynniki? Nie pamiętam już nawet kiedy używałam takiej drogeryjnej, tradycyjnej pasty dłużej niż kilka dni (wspomniane wyżej wyjazdy, niestety trudno dostać miniaturki naturalnych past) i nie planuję tego zmieniać. 

Sylveco, Naturalny ziołowy płyn do płukania jamy ustnej

Coraz więcej osób stawia na kosmetyki naturalne, z bezpiecznymi składami oraz bez kontrowersyjnych substancji. W tym również ja, a już zwłaszcza jeśli chodzi o pielęgnację jamy ustnej. Nie wystarczy delikatna, naturalna pasta do zębów bez SLS, fluoru, alkoholu i glikoli, taki sam powinien być również płyn do płukania ust! Zauważyłam natomiast niepokojącą tendencję do dbania o jakość kremu czy żelu pod prysznic, które nakładamy na skórę, natomiast całkowitą obojętność co do produktów spożywczych lub do mycia zębów, które możemy połknąć. Warto szukać produktów bezpiecznych także dla jamy ustnej i minimalizować ryzyko szkodliwości przy przypadkowym połknięciu. Pamiętajcie - zęby myjemy dwa razy dziennie, 14 razy w tygodniu, 60 razy w miesiącu, a w roku już 720 razy!



Sylveco, Ziołowy płyn do płukania ust 

Hypoalergiczny płyn do płukania jamy ustnej został wzbogacony w ekstrakty z ziół: szałwii, mięty, rozmarynu i goździków oraz w łagodzącą alantoinę. Skutecznie oczyszcza jamę ustną z resztek pokarmowych, a dzięki  dzięki olejkowi eterycznemu z mięty pieprzowej odświeża oddech. Zawartość ksylitolu natomiast wspomaga remineralizację szkliwa i utrzymuje prawidłowe pH. Nie zawiera alkoholu, nie podrażnia błony śluzowej, wrażliwych dziąseł i zębów.


Skład: Aqua (woda), Glycerin (gliceryna, nawilża), Sodium Bicarbonate (wodorowęglan sodu, regulator pH, usuwa płytkę nazębną, wybiela, usuwa bakterie próczniczne, działa antyseptycznie i pianotwórczo), Xylitol (cukier brzozowy, nawilża, chroni przed próchnicą), Salvia Officinalis Leaf Extract (ekstrakt z szałwii, działa antyseptycznie, ściągająco i ochronnie), Mentha Piperita Leaf Extract (ekstrakt z mięty, odświeża oddech, działa odkażająco, lekko znieczulająco, chłodzi), Rosmarinus Officinalis Leaf Extract (ekstrakt z rozmarynu, łagodzi i koi), Eugenia Caryophyllus Flower Extract (ekstrakt z goździków, odświeża oddech na długo, łagodzi ból, wzmacnia), Allantoin (alantoina, łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie drobnych ranek), Sodium Benzoate (bezpieczny konserwant, dodawany nawet do żywności), Citric Acid (kwas cytrynowy, regulator pH), Cocamidopropyl Betaine (łagodny detergent, tworzy pianę), Mentha Piperita Oil (olejek eteryczny z mięty, silnie odświeża, koi, chłodzi, posiada również naturalne właściwości antybakteryjne).


Płyn do płukania Sylveco można kupić w dwóch pojemnościach: 100 ml kosztuje ok. 10zł, 500 ml zaś w granicach 14-17zł. Oczywiście zdecydowanie bardziej opłaca się kupić dużą butlę. Tekturowe, miłe dla oka opakowanie kryje w sobie niebieską butlę z grubego, porządnego plastiku. Korek jest odkręcany. Do zestawu dołączono wygodny dozownik płynu z miarką.



Płyn do płukania ust Sylveco posiada naturalny, łagodny skład, w którym każdy dosłownie składnik ma rację bytu i przemyślaną funkcję. Produkt zawiera naturalne substancje o działaniu antybakteryjnym oraz antyseptycznym, a także wodorowęglan sodu utrudniający osadzanie się płytki nazębnej. Całość wzbogacono o cenne dla jamy ustnej ekstrakty roślinne, a działanie odświeżające powierzono niezawodnemu olejkowi eterycznemu z mięty. Dlaczego tak się zachwycam? Jeszcze do niedawna byłam zmuszona robić własny płyn do płukania DIY, który zawierał... głównie ksylitol, olejek eteryczny z mięty oraz goździka, a także wyciąg z szałwii. Byłam z niego bardzo zadowolona, choć się nie pienił. Jednak ze względu na brak konserwantów robiłam co tydzień niewielkie porcje, a więc bardzo często i bywało to uciążliwe. Teraz mam Sylveco, a na zużycie aż 6 m-cy od otwarcia.


Ziołowy płyn do płukania jamy ustnej jest całkowicie bezbarwny, to opakowanie jest niebieskie - zresztą w składzie nie ma zbędnych barwników. Pachnie delikatnie, głównie naturalną miętą, nie wyczuwam innych ziół. Podczas płukania wytwarza dużo piany, dlatego nie nalewam go dużo, max. 5-10 ml. Z tego też względu jest dość wydajny (przy dwóch osobach wystarcza na 1-2 miesiące, w zależności od częstości używania). Płyn posiada łagodny smak, lekko słodki i miętowy. Nie powoduje pieczenia czy szczypania, wręcz daje uczucie ukojenia, zwłaszcza przy podrażnieniach np. dziąseł. Po jego użyciu nie ma uczucia nieprzyjemnego wysuszenia i ściągnięcia w buzi. Jama ustna jest odświeżona, zregenerowana, a ból np. wyżynającego się zęba (pozdrawiam moją ósemkę) po użyciu płynu wydaje się lekko złagodzony. Jednocześnie mam pewność, że bakterie zostały w naturalny sposób wypłukane bez szkody dla mojego organizmu. Także zęby wydają się odrobinę jaśniejsze odkąd go używam, ale to już tylko miły dodatek do całości.



Podsumowując jestem miło zaskoczona płynem Sylveco i żałuję, że tak późno po niego sięgnęłam. Wiem, że będzie to kolejny kosmetyk tej marki, który na stałe zagości w mojej łazience. Znacie ten płyn?

Ecodenta, Czarna pasta do zębów wybielająca

Jestem ogromną fanką naturalnych kosmetyków, szczególnie tych do twarzy. Widzę wielką różnicę odkąd zwracam uwagę na składy używanych produktów. Moja kapryśna cera się uspokoiła, mam zdecydowanie mniej niechcianych niespodzianek, a w dotyku jest miękka i elastyczna mimo wieku. Wiem, że coraz więcej osób zaczyna interesować się składami, ale często pomijają pasty do zębów. Właściwie dlaczego? Drogeryjne pasty nie są najlepsze dla jamy ustnej, mogą ją wysuszać lub podrażniać. U mnie drogeryjne pasty powodowały często bolesne pękanie kącików ust. Na szczęście obecnie mamy alternatywę! Możemy pastę do zębów zrobić nawet same!



Zdaję sobie jednak sprawę, że wiele z nas szuka dobrej pasty, ale gotowej :) Nie każdy lubi się bawić w domowe receptury, odmierzanie i mieszanie. Dziś mam dla Was taką właśnie propozycję. Zapraszam.

czarna-pasta-do-zebow

Czarna pasta do zębów, Ecodenta, wybielająca

"Ekologiczna pasta z węglem drzewnym stworzona przy współpracy z dentystami w Kownie. Zawiera ekstrakt z zielonej herbaty, który zapobiega powstawaniu kamienia nazębnego, działa bakteriobójczo oraz pozostawia uczucie świeżości w jamie ustnej. Czarny węgiel wybiela zęby, od dawna jest znany ze swoich dentystycznych właściwości. Pasta nie zawiera fluoru, SLS, parabenów oraz sztucznych konserwantów."

pasta-ecodenta-pudelko

Pastę kupimy w tekturowym opakowaniu, kolorystycznie nawiązującym do koloru węgla. Kosztuje od 13 do 19 zł. Pojemność 100 ml.

pasta-do-zebow-sklad

Skład: Glycerin (gliceryna), Aqua, Hydrated Silica (uwodniona krzemionka; czyści i poleruje zęby), Sorbitol (słodzik, polepszacz smaku), Sodium Pyrophosphate (zapobiega odkładaniu się kamienia nazębnego), Sodium Cocoyl Glutamate (delikatna, naturalna substancja myjąca, pianotwórcza), Aroma (kompozycja zapachowa), Epigallocatechin Gallate (ekstrakt z zielonej herbaty, działa bakteriobójczo, odświeża), Xantan Gum (zagęstnik), Mentha Arvensis (Mint) Oil (olejek miętowy, nadaje przyjemny smak i aromat, działa antyseptycznie i kojąco), Sodium Benzoate (bezpieczny konserwant), Potassium Sorbate (bezpieczny konserwant), Phenoxyethanol (konserwant, kobiety w ciąży i dzieci lepiej żeby go unikały), Ethylhexylglycerin (konserwant, działa bakteriobójczo), Sodium Saccharin (sztuczny słodzik), CI 77266 (Carbon Black - sadza z węgla drzewnego, barwnik, wybiela), CI 77499 (tlenek żelaza, czarny barwnik).


Zauważyłam, że na różnych stronach podane są inne składy, gdzie węgiel drzewny w postaci sadzy (barwnika) występuje wyżej. Podejrzewam, że formuła została jakiś czas temu zmieniona przez producenta, więc może się zdarzyć, iż kupicie produkt o innym składzie niż podany przeze mnie.


W tekturowym opakowaniu znajduje się tradycyjna tubka z miękkiego plastiku. Z pewnością łatwo będzie wycisnąć zawartość do samego końca. Korek jest okręcany, a pod nim znajduje się aluminiowe zabezpieczenie. Lubię takie rozwiązanie, ponieważ mam pewność, że kosmetyk nie był wcześniej otwierany.


Pasta faktycznie jest kruczoczarna, co zawdzięcza barwnikom i muszę przyznać, że pierwsze użycie było zabawne. Podczas szczotkowania uzyskujemy szarą pianę i zęby nie wyglądają za atrakcyjnie. Na szczęście koloru nie trzeba się bać, nie barwi trwale :) Zapach jest miętowy, przyjemny i nie za mocny. W smaku wyraźnie wyczuwam słodką miętę, nie jest to jednak smak agresywny, który aż powoduje pieczenie, jest raczej delikatny.


Pasta w kontakcie z wodą produkuje trochę piany, nie za mało, ale i nie tyle, co typowo drogeryjne. Mnie to pasuje, ponieważ nie lubię kiedy piana aż się nie mieści w ustach. Produkt świetnie myje zęby, wyraźnie czuć różnicę po szczotkowaniu, gdy płytka nazębna została usunięta. Również efekt wybielenia jest dość widoczny, choć w moim przypadku - piję dużo kawy i herbaty - krótkotrwały (napoje te pozostawiają na zębach wyraźny osad, który jednak łatwo się usuwa właśnie tą pastą). Po użyciu warto bardzo dokładnie opłukać szczoteczkę z szarej piany, wtedy nie zabarwimy włosia. Pasta przyjemnie odświeża również oddech, choć na niezbyt długi czas. Bardzo cieszy mnie fakt, że produkt jest delikatny, nie bolą ani nie krwawią po nim dziąsła, a także nie pękają kąciki ust. Pasta jest jednocześnie wydajna, choć tutaj wiele zależy od naszych przyzwyczajeń i ilości, jaką wyciskamy na szczoteczkę. Przeczytaj też:



Podsumowując czarna pasta do zębów Ecodenta to bardzo fajna alternatywa dla typowo drogeryjnych past z SLS. Jest zdecydowanie łagodniejsza, ma naturalny, nienachalny smak i zapach oraz delikatnie wybiela zęby poprzez dokładnie usuwanie płytki nazębnej. Mam jednak małe "ale" do kwestii węgla, a raczej czarnego barwnika użytego w formule. Nie jest to osławiony węgiel aktywny, który faktycznie posiada cenne właściwości oczyszczające i wybielające (Charcoal Powder), a jedynie bezpieczny barwnik z węgla, który jest dużo mniej skuteczny, za to działa "na wyobraźnię".

Znacie inne ciekawe pasty do zębów bez fluoru?

Himalaya, Wybielająca pasta do zębów

Nie używam past do zębów z fluorem, który jest szkodliwy dla organizmu, a mamy go aż w nadmiarze choćby w wodzie wodociągowej "uzdatnianej dla naszego dobra". Dziękuję za taką łaskę. Jeśli ktoś myśli, że powypadały mi wszystkie zęby muszę go zmartwić - zęby są na swoim miejscu i mają się bardzo dobrze :) Regularnie chodzę na przeglądy do stomatologa dwa razy w roku i za każdym razem słyszę to samo: "śliczne ząbki, nie da mi Pani zarobić" :D Raz na kilka lat zdarza się mała plomba, zapewne przez moje niemiłosierne uzależnienie od czekolady :) Poza tym zęby są mocne, silne, gładkie, lśniące i jasne same z siebie. Nie są białe, bo ludzkie kości z natury nie są idealnie białe, a szkoda mi je osłabiać chemicznym wybielaniem. Duży wpływ na kolor ma dieta, ja jestem zapaloną kawo- i herbatoholiczbą, niestety napoje te zostawiają na szkliwie osad, więc zęby wydają się żółtawe. Tu wkracza pasta wybielająca, która ma za zadanie usunąć ten osad i na tym głównie polega jej działanie.


Himalaya Herbals, Wybielająca pasta do zębów Sparkly White - Lśniąca biel


 Pastę kupiłam w Biedronce za 7 zł, ale z tego co się orientuję jej cena oscyluje w granicach 11 zł/75 ml. Kupimy ją w kartoniku, bardzo ładnym moim zdaniem, niestety zaraz po zakupie wyrzucimy go do śmieci. Tubka też jest ładna kolorystycznie, to moje ulubione kolory, dzięki czemu od razu rzuciła mi się w oczy.


Z tyłu kartonika mamy wszelkie podstawowe informacje. Dowiemy się m.in., że pasta nie zawiera fluoru, natomiast posiada w swoim składzie wiele ciekawych ekstraktów roślinnych i wyciągów ziołowych oraz enzymy z papai i ananasa. Skład bez parabenów oraz chemicznych wybielaczy, odpowiedni dla wegetarian.


Skład:  Nie jest jakiś wyjątkowo super, ale całkiem przyzwoity. Podstawą formuły jest to co w zwykłych pastach drogeryjnych (o wiele tańszych dodam) czyli SLES. Mamy tu także m.in. obiecaną bromelinę oraz papainę (enzymy roślinne, usuwają płytkę nazębna i przebarwienia), menthol (odświeża, antyseptyczny), ekstrakt z drzewa arakowego (Salvadora Persica, właściwości ściągające i bakteriobójcze), ekstrakt z łupin migdałów (Prunus Amygdalus Dulcis), olejek cynamonowy (właściwości antyseptyczne, przeciwbólowe, rozgrzewające), olejek goździkowy (działanie antyseptyczne, odświeżające, ściągające). Szczegóły na zdjęciu:


Pasta jest cała biała. Dość zwarta konsystencja powoduje, że nie ścieka ze szczoteczki, ale jednocześnie łatwo wychodzi w tubki. Trochę zasycha na nakrętce, ale da się to przeżyć.

 
Sama pasta jest słodka, nawet bardzo, co było dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Początkowo się ucieszyłam, ale muszę przyznać, że potem stało się to dość męczące. Myślę, że fanki słodkości będą zadowolone :) Posiada delikatny zapach, lekko miętowy, ale także jakiś niezidentyfikowany posmak owocowy. Co ważne, nie wysusza mi ust i nie pękają mi przez nią kąciki, a nagminnie się to zdarzało dawno temu przy używaniu past Colgate. Poza tym Himalaya jest wydajna, wystarczy niewielka ilość, by dokładnie oczyścić zęby, ponieważ mocno się pieni.


Zęby myję szczoteczką elektryczną od ponad roku, ale nie będę nikogo do tego namawiała, bo sama wiele lat myłam manualną i zęby to przeżyły. Napomknę tylko, że kto raz spróbował elektrycznej raczej nie wraca do zwykłej szczoteczki, różnica jest bowiem ogromna. No, ale nieważne czym - ważne żeby myć! :D

Właśnie przed chwilą wypiłam kawkę, po której na zębach oczywiście został osad, barwiący płytkę na żółtawy kolor:


A po myciu ową pastą było już tak: Zęby są wizualnie bielsze, lśniące i czyste.


Moim zdaniem pasta jest warta uwagi. Kupiłam ją głównie ze względu na brak fluoru, zawartość enzymów i wyciągów roślinnych oraz całkiem ładne opakowanie. Okazała się być ciekawą alternatywą dla mojej kokosowej samoróbki, jednak składem jej nie dorównuje.

A właśnie. Robiłyście już może własną pastę do zębów? Ja jestem z mojej KLIK niesamowicie zadowolona, robiłam ją już kilka razy, muszę napisać recenzję :)
A Wy czym obecnie myjecie zęby?

Remineralizująca i wybielająca pasta do zębów DIY

Od kilku lat na co dzień nie używam past do zębów z fluorem, jedynie sporadycznie mi się to zdarza. Dlaczego? Na ten temat możecie przeczytać w internecie, od siebie dodam tylko, że fluor w wysokim dawkach może być szkodliwy, a znajduje się nie tylko w paście czy płynie do płukania jamy ustnej, ale także w wodzie, herbacie czy pożywieniu. Takie dawki dostarczane wraz z pokarmem wystarczają organizmowi (zębom także), a nadmiar wręcz prowadzi do fluorozy (brązowe plamy na zębach i uszkodzone szkliwo). Dodatkowo zauważyłam, że w moim przypadku pasty z fluorem przynoszą więcej szkód niż pożytku - pękające kąciki ust, pieczenie i wysuszenie jamy ustnej.


Czy pasta bez fluoru szkodzi?

Jestem świetnym przykładem na to, że brak fluoru w paście wcale nie szkodzi! Moje zęby są w miarę białe (w miarę, bo jestem zadeklarowaną herbato- i kawoholiczką, poza tym fluor nie wybiela zębów), twarde i nie mam ubytków (co może potwierdzić moja stomatolog, gdyż regularnie ją nawiedzam). Da się? Jasne, że się da! 
 
  • UWAGA - dodaję to w czerwcu 2021 r. - nadal zęby są w świetnym stanie :) Brak fluoru w paście nie przyniósł mi żadnych szkód.

Do tej pory kupowałam oczywiście gotowe pasty do zębów. Moją najulubieńszą jest szałwiowa bez fluoru Ziaji, ale trudno ją ostatnio dorwać. Często kupuję także taką za... 2zł w Auchan - też nie zawiera fluoru (na SLS). Z innych polecam wybielającą Himalaya, natomiast odradzam goździkową Promise.


Postanowiłam jednak pójść o krok dalej i sporządzić własną pastę.

Pasta do zębów, wybielająca i remineralizująca diy


Składniki:
3 łyżki białej glinki
1 łyżka gorącej wody
1 łyżka oleju kokosowego
1/2 łyżeczki drobnej soli morskiej (lub zmielonej gruboziarnistej)
10 kropli miętowego olejku eterycznego


Jak samemu zrobić pastę do zębów w domu?

Dodatkowo: Plastikowa lub ceramiczna miseczka, drewniana lub plastikowa szpatułka/łyżeczka, opakowanie na gotową pastę (u mnie szklany słoiczek po kremie), łyżeczka, łyżka.


Jak zrobić naturalną pastę do zębów diy

Odmierzoną ilość glinki i soli rozpuszczam w wodzie:


Dodaję resztę składników i mieszam na gładką masę (drewnianą szpatułką, ewentualnie plastikową):


Powinna wyjść papka, która następnie lekko stwardnieje (chyba, że jest 25 stopni lub więcej, wtedy olej kokosowy będzie w stanie płynnym). 
Gotowa pasta wygląda tak


Do mycia zębów używam podobnej ilości jak pasty drogeryjnej.

Przechowywanie pasty do zębów diy z oleju kokosowego


Porcja z tej receptury wystarcza na m/w tydzień. Pastę w szklanym słoiczku trzymam w łazience. Można oczywiście przygotować od razu większą ilość odpowiednio zwiększając proporcje z przepisu, ale wtedy konieczne będzie trzymanie pasty w lodówce i mycie zębów zimną mieszanką :)

Z czego zrobić domową pastę do zębów?


Olej kokosowy - ma silne właściwości antybakteryjne, antywirusowe i antygrzybiczne, poprawia kondycję dziąseł. Utrzymuje higienę jamy ustnej. Chroni zęby przed próchnicą.

Biała glinka - nadaje się nawet dla wrażliwych dziąseł. Mineralizuje zęby (zawiera m.in. kaolinit, glin, krzem, żelazo, magnez, cynk, wapń, mikroelementy oraz sole minerale). Jest jadalna, podobnie jak glinka bentonitowa. Delikatnie poleruje zęby.

Sól morska - delikatnie myje i szoruje zęby, dodatkowo odżywia dziąsła. Ma działanie antybakteryjne i przeciwzapalne.

Miętowy olejek eteryczny - ma działanie wybielające, odkażające. Jednocześnie konserwuje pastę w naturalny sposób i poprawia jej smak.

Inne dodatki:
Pastę można dowolnie modyfikować według własnych upodobań lub potrzeb.
Możemy ją posłodzić do smaku używając np. stewii, ksylitolu (dodatkowo przeciwdziała próchnicy zębów i chorobom dziąseł, stymuluje wydzielanie śliny) lub karobu (pasta z karobem będzie ciemno brązowa!).
Aby wzmocnić działanie antybakteryjne i odkażające możemy dodać kurkumę (pasta będzie żółta i na taki też kolor zabarwi szczoteczkę oraz umywalkę).  
Aby zrobić delikatniejszą wersję np. dla dzieci można dodać zmielone migdały zamiast soli – delikatnie myją zęby, a zawarty w nich olej dodatkowo złagodzi podrażnienia. 
Aby zapobiec krwawieniu dziąseł można dodać spirulinę.
Aby po prostu coś zmienić można dodać zmielony anyż – wspaniale myje lub dodać inne olejki np. goździkowy, anyżkowy, szałwiowy.

Dla każdego domownika należy przygotować osobny słoiczek z pastą ze względów higienicznych. Można wtedy dobrać składniki wedle potrzeb każdej z osób. 
Można pokusić się o przełożenie pasty do buteleczki z pompką lub nawet tubki (można kupić nową, pustą tubkę albo wykorzystać taką po skończonej paście do zębów i użyć strzykawki). 

Czy domowa pasta do zębów dobrze myje?

Ponieważ nie dało się dokładnie przełożyć pasty do szklanego pojemniczka resztę postanowiłam zeskrobać na szczoteczkę do zębów (używam elektrycznej) i od razu wypróbować. Trochę się obawiałam ohydnego smaku, o którym się tyle naczytałam. Chyba to moje psychiczne nastawienie sprawiło, że nie było tak źle. Właściwie wcale nie było źle! Pasta jest słona w smaku, ale tylko na początku, potem ten posmak znika i zostaje lekkie połączenie kokosa z miętą, bardzo przyjemne. Pasta w ogóle się nie pieni, ale mimo to dobrze doczyściła zęby (dopiero co wypiłam kawę) - są bielsze, gładkie i lśniące. W ustach nie pozostał żaden nieprzyjemny posmak, a wręcz pachnę miętą
 

Pękające kąciki ust - przyczyny


Wspomnę jeszcze, że kiedyś bardzo pękały mi kąciki ust, co było bolesne i po prostu nieestetyczne. Okazało się, że to pasta Colgate tak mnie urządziła. 2-3 dni po odstawieniu wszystko wracało do normy, więc nie mógł być to przypadek. Za jakiś czas znów próbowałam jej używać - zajady wróciły. Od tamtej pory ani myślę nawet patrzeć na te wszystkie Aquafresh'e i Colgate'y, bo one mi po prostu nie służą! Wiem także, że nie tylko u mnie prawdopodobnie fluor wywołuje takie skutki, problemem jest niełączenie objawów z pielęgnacja jamy ustnej. To nie zawsze niedobór witamin z grupy B, warto spróbować odstawić pastę do zębów i obserwować, czy ona nie stanowi problemu.

Co Wy na to? Przejmujecie się fluorem czy nie patrzycie na to i bez szkody udaje Wam się używać drogeryjnych past do zębów?

Może wypróbujecie ten przepis?
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj