Cosmeceuticum, Polny Warkocz, Mazidło ze skrzypu polnego oraz Hydrolat pomarańczowy

Tłusta cera jest gruba i szara. Tyle teoria, bo moja akurat jest tłusta i... czerwona, ponieważ jest płytko unaczyniona (naczynkowa), co zdecydowanie odziedziczyłam po mamie. Trudno, trzeba się cieszyć z tego co jest, przynajmniej później będę miała zmarszczki ;)

Dość trudno jest pielęgnować taką cerę na co dzień. Ostatnio mocniej skupiłam się na swoich naczynkach, skoro błyszczenie i ilość wyprysków jako tako ogarnęłam. Od kilku dni używam także Serum Avy z wit. C, który dostałam od Gosi z bloga Mejd in Poland. Jednocześnie wprowadziłam dzisiejszych bohaterów, z jakim skutkiem? 



Polny Warkocz, Mazidło ze skrzypu polnego recenzja, opinia

"mazidło, którego receptura została sformułowana wyłącznie w oparciu o wyselekcjonowane składniki naturalne. Stworzone zostało z myślą o pielęgnacji cery naczynkowej i zniszczonej, wymagającej regeneracji. Nieprzypadkowy jest wybór maceratu ze skrzypu polnego, bogatego w krzem oraz związki mineralne, dzięki któremu mazidło korzystnie wpływa na stan skóry, wzmacnia i uszczelnia słabe naczynka krwionośne. Naturalny olejek z werbeny sprawia, że ma przyjemny, relaksujący zapach. Mazidło to gęsty krem o strukturze piankowej, która po aplikacji zamienia się w kremowe masełko.
Nie zawiera konserwantów, GMO, syntetycznych barwników, sztucznych składników kompozycji zapachowej, silikonu, formaldehydu, parafiny i olejów mineralnych oraz innych szkodliwych substancji.
Nie testowany na zwierzętach! 
Przebadany dermatologicznie, nie podrażnia i nie uczula."


Już sam wygląd słoiczka mnie urzekł. Ciemne, porządne szkło chroni bowiem przed dostępem światła i jest jednym z moich ulubionych tworzyw do przechowywania kosmetyków. Żółta etykieta z banderolą dopełnia całości. Mamy tu wszelkie podstawowe info wraz ze składem w INCI oraz po polsku. Ceny są bardzo zróżnicowane, wahają się w granicach 20-30zł/50ml. 


Skład jest krótki i prosty: masło shea, olej ze słodkich migdałów, ziele ze skrzypu polnego, witamina E, naturalny olejek z werbeny, Citral, Limonen.Takie mazidło mogłabym zrobić także w domu :)


Jak zauważyliście w składzie nie ma wody, dlatego też mazidło jest całkiem tłuste, ale o tym później. Konsystencja nie jest maślana, jak można by się spodziewać, a bardziej napowietrzona, przypomina mus czy też piankę. Kolor jasnożółty, a zapach cytrynowo-werbenowy, całkiem przyjemny i naturalny. Przypomina mi trochę coś do jedzenia. Cytrynowy budyń? Kisiel?


Po rozsmarowaniu na skórze mazidło zamienia się w tłusty olejek i to jest przyczyna, dla której nie nadaje się dla mnie na dzień. Podczas wmasowywania w skórę gładko po niej sunie, ale ewidentnie zostawia błyszczącą, tłustawą warstwę, która jest jakże niepożądana przy kontaktach z ludźmi. Szkoda jednak zmarnować taki skład na łokcie czy stopy (choć z powodzeniem można je tak zużyć, stopy mięciutkie i pachnące!), więc postanowiłam używać go na noc. Tutaj byłam bardziej zadowolona. 


Trzeba pamiętać jednak o jednej, ważnej zasadzie: mazidło jest bardzo wydajne i już naprawdę mikroskopijna ilość pokrywa całą twarz, a nawet i szyję. Ilość ze zdjęcia wystarczyłaby mi na nogi! Osobiście uczucie tłustej warstwy na skórze jestem w stanie przeżyć o ile wiem, że nie skończy się to zapchaniem. Masło shea jest akceptowalne dla mojej skóry, sprawdziłam to wiele razy. Nie zapycha mnie, nie przyspiesza błyszczenia, za to ładnie i głęboko nawilża oraz odżywia skórę. Oleju kokosowego natomiast za nic bym nie nałożyła na twarz, od razu zapycha mi pory. Niestety każda cera jest inna i każda z nas musi sama się przekonać jak te składniki działają.
Mazidło przy regularnym używaniu prawie codziennie na noc (obecnie dobija dna) zdecydowanie ujędrniło i uelastyczniło skórę. Naczynka stały się minimalnie mniej widoczne, przez co mniej się czerwienię. Różnica jest, choć nadal są widoczne, niestety. Podejrzewam, że przy dłuższym stosowaniu można osiągnąć lepsze efekty.


Mazidło to także preparat wielofunkcyjny, idealny do zadań specjalnych. Genialnie nadaje się jako balsam do ust, choć raczej na noc, a także jako preparat na skórki lub do regeneracji przesuszonej płytki paznokciowej. Jak wspomniałam może być ekstra kuracją do stóp i dłoni (mazidło i skarpetki lub rękawiczki na całą noc), również na łokcie i kolana. Gdybym miałam suche włosy pewnie użyłabym go także do olejowania włosów przed myciem. 


Cosmeceuticum, Hydrolat pomarańczowy  

według producenta: "Otrzymywany na bazie wody z wysokogórskich potoków alpejskich, w procesie destylacji kwiatów słodkiej pomarańczy z parą wodną.

Hydrolat posiada właściwości przeciwzapalne i antybakteryjne, Działa kojąco, łagodzi podrażnienia, wspomaga ukrwienie skóry. Ściąga pory skóry, przez co reguluje wydzielanie sebum. Optymalnie nawilża, matuje i odświeża cerę. Hamuje aktywność enzymów rozkładających kolagen i elastynę - białka odpowiedzialne za jędrność i napięcie skóry. 
Odpowiedni do pielęgnacji cery tłustej, trądzikowej, mieszanej, dojrzałej oraz zszarzałej.
Ze względu na wysoką koncentrację składników aktywnych przed użyciem zaleca się wykonać test kontaktowy, aplikując niewielką ilość produktu na wybraną partię skóry.
Hydrolat można rozcieńczać wodą demineralizowaną."



Ponownie zachwycam się butelką z ciemnego szkła. Etykieta jest estetyczna i przez cały okres używania nie ściera się ani nie odkleja. Zawiera wszelkie niezbędne informacje, łącznie z przeznaczeniem hydrolatu. Kosztuje 20zł/100ml.


Jestem bardzo zadowolona, że produkt został zaopatrzony w rozpylacz, dzięki czemu o wiele przyjemniej mi się go używa. Co ciekawe podobna forma opakowania irytowała mnie w toniku Ziaji, jednak tutaj jest wybawieniem. Stosuję go na dwa sposoby: czasem przecieram skórę wacikiem nasączonym hydrolatem, a czasem rozpylam kosmetyk bezpośrednio na skórę, szczególnie w gorące dni.


Atomizer wymaga odrobiny siły, ale za to rozpyla idealną ilość hydrolatu, nie za dużą i nie za małą. Kiedy zawartość się skończy z przyjemnością przeleję do buteleczki inny hydrolat (które zazwyczaj zaopatrzone są z zwykły korek z otworem) i będę się chlapać do woli.

Skład: hydrolat z kwiatu słodkiej pomarańczy 99,4% zawartości, kwas cytrynowy, Sorbinian Potasu, Benzoesan Sodu (konserwanty, dzięki którym nie musimy trzymać go w lodówce).


Hydrolat oczywiście jest wodnisty i bardzo delikatnie pachnie, choć zapach jest nieoczywisty. Być może kojarzycie świeżość kwiatów GORZKIEJ pomarańczy, tzw. Neroli. Nie, nie jest to ten zapach, ów hydrolat został bowiem stworzony z kwiatów pomarańczy SŁODKIEJ i jest zupełnie czymś innym. Nie pachnie też pomarańczami. Mój mąż twierdzi, że nawet śmierdzi. Jak wiecie, jestem fanką naturalnych produktów, choć nie tylko takich używam i naturalne zapachy są dla mnie plusem. Gdybym miała nazwać jakoś jego woń napisałabym, że jest podobna do jabłkowego sadu (trochę owocowo, trochę zgniło, trochę trawiaście). Mnie zupełnie ten zapach nie przeszkadza, można się do niego przyzwyczaić, a niektórym nawet się podoba. Jak wszystko - kwestia gustu.


Hydrolat początkowo spowodował, że moja twarz momentalnie się czerwieniła, więc coś ją podrażniało (podejrzewam, że konserwanty pomimo niewielkiej ilości). Jednak za trzecim razem nie odczuwałam już żadnych skutków ubocznych poza sporadycznym mrowieniem, które nie przeszkadzało mi w stosowaniu tego produktu. Hydrolatu używam regularnie co najmniej raz dziennie, zazwyczaj wieczorem i zauważyłam, że skóra potem w ciągu dnia mniej się błyszczy, a pory dłużej są przymknięte (to przy używaniu rano). Przede wszystkim kosmetyk ten doskonale odświeża i nawilża skórę oraz reguluje jej pH (podobnie jak tonik), a także delikatnie ściąga pory. Dla mnie jest to niezbędny etap pielęgnacji, przygotowujący cerę do przyjęcia serum czy kremu. Może sam w sobie, w dodatku użyty raz na jakiś czas jest jedynie ciekawostką, jednak przy sumiennym stosowaniu działa i przynosi widoczne korzyści.


Tak się przedstawia moja opinia na temat kosmetyków z lubelskiego laboratorium. Generalnie mam w planach nabycie kolejnych hydrolatów tej marki, szczególnie oczarowego i malinowego. Oba produkty na pewno można nabyć na stronie ECODROGERIA.COM.PL.

Znacie te kosmetyki? Używacie hydrolatów?

Sylveco, Oczyszczający peeling do twarzy

Sylveco to nasza rodzima, polska marka z Rzeszowa, bazująca na naturalnych półproduktach, w tym betulinie pochodzącej z brzozy. To marka, z której jestem dumna, ponieważ pokazuje, że da się wyprodukować dobre i tanie kosmetyki! Poznałam już kilka produktów Sylveco i Biolaven, o których oczywiście napisałam i wszystkie jak dotąd świetnie się u mnie sprawdziły. Dzisiaj zapraszam na recenzję oczyszczającego peelingu do twarzy.


Sylveco, Oczyszczający peeling do twarzy kupimy w kartoniku, który jak zwykle bardzo mi się spodobał. Jest napakowany informacjami odnośnie składników zawartych w produkcie, w tym przypadku możemy poszerzyć wiedzę na temat skrzypu polnego. Jak widać nie przypadkiem ta właśnie roślina znalazła się w produkcie. Kartonik od góry zabezpieczony jest przezroczystą taśmą klejącą. Kosztuje 15-20 zł/75 ml.


Osobiście bardzo lubię skrzyp polny, kupuję go w formie suszonej w sklepie zielarskim albo ze zdrową żywnością i robię z niego płukanki lub wcierki do włosów, a także napary do przemywania skóry twarzy. Łatwo można go zebrać samemu, ale trzeba mieć sprawdzone miejsce, wolne od zanieczyszczeń, nawozów czy środków ochrony roślin.
Skrzyp zawiera mnóstwo potasu i krzemu, odpowiedzialnych za wzrost włosów i paznokci, magnezu, glinu oraz flawonoidy, saponiny, kwasy organiczne. Wykazuje działanie antybakteryjne, regenerujące, remineralizujące, ujędrniające, wygładzające. Polecany do zmęczonej, poszarzałej, starzejącej się, dojrzałej, trądzikowej i naczynkowej.
Skrzyp polny znany jest każdej włosomaniaczce, a jego mieszanka z pokrzywą, zwana skrzypokrzywa polecana jest do picia w celu upiększenia czupryny, czyli przyspieszenia wzrostu włosów oraz polepszenia ich jakości, przede wszystkim wzmacniając i dodając im blasku. Dobrze wpływa także na cerę i paznokcie. Osobiście brałam przez jakiś czas skrzyp polny z pokrzywą (marki Ambio) i zauważyłam znaczną poprawę paznokci, które się wzmocniły, przestały rozdwajać i były twarde jak kamień (nie, nie przesadzam!)Włosy natomiast znacznie się wzmocniły, a skóra wygładziła i dużo rzadziej występowały wypryski.
Jest niestety jedna, ale za to ważna zasada przyjmowania skrzypu, ponieważ może się on przyczynić do niedoboru witaminy B1. Zalecane są przerwy w przyjmowaniu suplementów czy naparów ze skrzypem (co najmniej miesięczne), tak by organizm miał czas uzupełnić niedobory, a w trakcie kuracji suplementacja witamin z grupy B.
Skrzyp polny ma o wiele większy wpływ na ludzki organizm niż tylko wymieniony wyżej. Dzięki zawartości dużej ilości flawonoidów działa moczopędnie oraz uszczelnia ściany naczyń krwionośnych (dlatego polecany jest m.in. osobom z cerą naczynkową). Picie skrzypu zaleca się także osobom cierpiącym na nadpotliwość stóp, ponieważ usuwa z moczem nadmiar wody z organizmu, więc mniej wydostaje się jej na powierzchnię skóry.
Ma on także działanie uspokajające i przeciwdrgawkowe oraz wspomagające przy obfitych miesiączkach i hemoroidach.
W formie okładów często stosuje się go zewnętrznie na skórę w przypadku oparzeń, uszkodzeń skóry, trądziku, wysypki, łuszczycy czy stanach zapalnych. Picie i wdychanie oparów skrzypu łagodzi przekrwienia błony śluzowej, zapalenie oskrzeli oraz stany zapalne jamy ustnej. Ponadto odtruwa organizm i uzupełnia niedobór minerałów.

uszczelnia ściany naczyń krwionośnych. Poza tym stosuje się go w kamicy moczowej, w gośćcu i skazie moczanowej.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/domowa-apteczka/skrzyp-polny-wlasciwosci-i-zastosowanie_39856.html
uszczelnia ściany naczyń krwionośnych. Poza tym stosuje się go w kamicy moczowej, w gośćcu i skazie moczanowej.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/domowa-apteczka/skrzyp-polny-wlasciwosci-i-zastosowanie_39856.html

Producent Oczyszczającego peelingu Sylveco, zawierającego wspaniały skrzyp polny, zapewnia nas, że:
"Hypoalergiczny, kremowy peeling z korundem przeznaczony do oczyszczania skóry ze skłonnością do przetłuszczania, z rozszerzonymi porami. Drobinki ścierające są mocne i doskonale złuszczają martwy naskórek. Peeling zawiera ekstrakt ze skrzypu polnego o działaniu normalizującym pracę gruczołów łojowych, łagodzącym podrażnienia i przyspieszającym regenerację. Stosowany systematycznie dotlenia skórę, poprawia jej ogólny stan, zmniejsza pory i reguluje wydzielanie sebum."


Skład: 
woda, 
korund (Alumina, tlenek glinu, kryształ, organiczny związek chemiczny, jeden z najmocniejszych materiałów ściernych, złuszcza naskórek),  
olej sojowy (Glycine Soya Oil, zawiera m.in. nienasycone kwasy tłuszczowe, flawonoidy, lecytynę, fitosterole, wit. E; przywraca właściwie nawilżenie skóry, odbudowuje naturalną barierę ochronną skóry, wygładza, uelastycznia, łagodzi stany zapalne skóry, reguluje sebum, zmniejsza pory, działa antyutleniająco; dobrze się wchłania),  
masło shea (Butyrospermum Parkii Butter, zawiera kwasy tłuszczowe, wit. A, E, D, F, lateks; uelastycznia, zmiękcza skórę, goi, zapobiega pękaniu skóry, natłuszcza, jest naturalnym filtrem UVA i UVB),  
gliceryna (Glycerin; humektant; nawilża, posiada zdolności penetracyjne, więc zwiększa transport składników aktywnych wgłąb skóry; zwiększa zdolność wiązania i zatrzymywania wody w naskórku), 
trójglicerydy kwasu kaprylowego i kaprynowego (Caprylic/Capric Triglycerides; zmiękczają i wzmacniają naskórek, uelastyczniają),  
Stearynian glicerolu (Glyceryl Stearate; pochodzenia roślinnego; emulgator i emolient, tworzy film),  
Sorbitan Srearate & Sucrose Cocoate (naturalny emulgator z oleju kokosowego, dobrze tolerowany przez skórę),  
olej z pestek winogron (Vitis Vinifera Seed Oil; dobre źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych - powyżej 90% - oraz wit. E, zwanej witaminą młodości, flawonoidów, wit. A i B6, resweratrolu, minerałów i lecytyny; całkowicie wchłaniany przez skórę, nie pozostawia na niej tłustej warstwy; koi i łagodzi podrażnienia, przyspiesza regenerację, wygładza, nawilża, rozświetla cerę, natłuszcza, tonizuje, ujędrnia, zapobiega powstawaniu zaskórników, wzmacnia naturalną barierę ochronną skóry, hamuje starzenie skóry, działa antyrodnikowo), 
ekstrakt ze skrzypu polnego (Equisetum Arvense Extract; bogate źródło krzemu, potasu i innych minerałów, saponin, flawonoidów, działa remineralizująco, odżywczo, uelastycznia i normalizuje skórę),  
wosk pszczeli (Cera Alba; zawiera estry kwasów tłuszczowych, alkohole woskowe, sterole i karotenoidy; uelastycznia, wygładza i zmiękcza skórę, działa bakteriobójczo, natłuszcza, zapobiega wysuszaniu skóry),  
alkohol cetylowy (Cetyl Alcohol; emulgator, stabilizator emulsji; zmiękcza naskórek, ogranicza transepidermalną utratę wody z naskórka (TEWL), przyspiesza wchłanianie innych składników, tworzy film),  
alkohol benzylowy (Benzyl Alcohol; konserwant dopuszczony przez instytucje certyfikujące kosmetyki naturalne, rozpuszczalnik innych substancji hydrofilowych zawartych w kosmetyku, regulator lepkości),  
guma ksantanowa (Xanthan Gum; polisacharyd otrzymywany w procesie fermentacji cukrów; zagęstnik, zwiększa lepkość preparatu),  
kwas dehydrooctowy (Dehydroacetic Acid; konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych),  
olejek z drzewa herbacianego (Melaleuca Alternifolia Leaf Oil; posiada właściwości bakteriobójcze, grzybobójcze i wirusobójcze, może być stosowany bezpośrednio na skórę, skuteczny przy zmianach trądzikowych).

 

W kartoniku znajdziemy okrągły, plastikowy pojemnik z aluminiowym wieczkiem. Z boku i od dołu pojemnik jest półprzezroczysty. Na górze znajduje się etykieta z nazwą produktu, na spodzie mała naklejka z datą  ważności. Pod aluminiowym wieczkiem znajdziemy kolejne zabezpieczenie, tym razem w postaci plastikowego, białego krążka. Myślę, ze jest ono jak najbardziej przydatne ze względu na konsystencję kosmetyku, inaczej wszystko byłoby wybrudzone i wyglądałoby nieestetycznie.




Peeling Sylveco jest jasnobeżowy i na pierwszy rzut oka nie widać w nim żadnych drobinek. Niech to jednak nikogo nie zwiedzie, korund jest bardzo drobnym proszkiem (znam go z półproduktów) i być może dlatego pozostaje niewidoczny, natomiast na pewno jest wyczuwalny. Kosmetyk posiada konsystencję średnio gęstego kremu, który z dłoni nie spływa, ale w pojemniku po przechyleniu potrafi się wylać. Trzeba na niego trochę uważać, dlatego ja zostawiłam sobie biały krążek.


Zapach w moim odczuciu jest przyjemny, roślinny. Zdecydowanie wyczuwam tu bardzo charakterystyczny ziołowy aromat skrzypu i olejów, natomiast olejek z drzewa herbacianego pozostaje mocno w tle, co chyba będzie dobrą wiadomością dla osób, którym on nie odpowiada. Warto zwrócić uwagę, że w składzie nie ma sztucznej kompozycji zapachowej, która mogłaby uczulić lub podrażnić skórę.


Początkowo miałam problem z dobraniem odpowiedniej ilości peelingu. Nakładałam go zbyt dużo, więc podczas masażu twarzy ześlizgiwał się ze skóry i znikał w odpływie. Bezsensowne marnotrawstwo. O wiele lepiej nabrać go mniej i ewentualnie dobrać podczas używania. W tym miejscu nadmienię także, że otwarcie mokrymi rękoma aluminiowej nakrętki graniczy z wyczynami Pudziana, a korund, który dostaje się pod gwint nie ułatwia sprawy. Rozwiązuję ten problem otwierając go przed odkręceniem prysznica, nie mam bowiem ochoty na wieczorne zapasy, a relaks.


Peeling oczyszczający Sylveco faktycznie doskonale złuszcza martwy naskórek. Drobinki korundu są wyczuwalne i mocno masują skórę, choć wiele zależy od użytej siły. Myślę, że spodoba się zarówno fankom mocniejszych zdzieraków jak i tych delikatniejszych, wiele bowiem zależy od nas samych, ilości produktu i siły nacisku.


Podczas masażu towarzyszy mi lekki, ziołowy zapaszek, który jest zdecydowanie delikatniejszy na skórze niż w opakowaniu. Producent zaleca stosowanie peelingu 1-2 razy w tygodniu, tak właśnie najczęściej je stosuję jako posiadaczka cery tłustej i z rozszerzonymi porami. Na zmianę używam dzisiejszego Sylveco i enzymatycznego z e-naturalnie, o którym pisałam TUTAJ. Moja skóra jest doskonale oczyszczona, pory zdecydowanie są zmniejszone i, co najciekawsze, zarejestrowałam znaczne obniżenie błyszczenia skóry. Oczywiście w pewnym stopniu jest to związane ze zmianą pogody, ale rok temu nie widziałam aż tak dużej różnicy. Przypadek? Nie sądzę.
Skóra nabrała też zdrowszego kolorytu, a mam tendencje do poszarzałej cery. Obecnie wygląda zdrowiej, nie ma suchych skórek (mimo ogrzewania), jest gładka, dotleniona, miękka w dotyku i elastyczna. Peeling nie spowodował u mnie najmniejszego podrażnienia czy zaczerwienienia, nie odnotowałam szczypania czy pieczenia skóry.
Wydajność zależy od używanej ilości, ale moim zdaniem jest bardzo dobra, opakowanie wystarczy na wiele zabiegów. Dla mnie jest to bardzo dobry i wartościowy peeling.


Jest to post w ramach akcji "Zadbaj o siebie, naturalnie", dlatego postarałam się bardziej niż ostatnio przybliżyć składniki produktu. Warto zwracać uwagę na to, co wklepujemy i wcieramy w naszą skórę. Zgadzacie się?

Znacie peelingi Sylveco? A może jesteście zachwycone innymi produktami tej marki? Na mnie mimo wszystko kolosalne wrażenie zrobił Lipowy płun micelarny i ukochana już Pomadka z peelingiem.
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj