EKOCUDA - relacja z tagrów kosmetyków naturalnych w Warszawie 8 edycja 11-12.09.2021

Targi naturalnych kosmetyków i gadżetów EKOCUDA 2021 - relacja 

Kolejna, 8 edycja, Targów Kosmetyków Naturalnych EKOCUDA już za nami. Zapraszam na krótką relację z tego wydarzenia, ponieważ jak zawsze wybrałam się na to wydarzenie. Bardzo lubię być na bieżąco i znać nowości kosmetyczne, a targi to idealna okazja, aby móc je powąchać, sprawdzić konsystencję i porozmawiać o działaniu. Moim celem było także znaleźć fajne inspiracje na prezenty.

Inne relacje z Targów Ekocuda znajdują się pod poniższym linkiem:

 

ekocuda-2021-relacja

8 edycja Targów Kosmetyków Naturalnych EKOCUDA

Tym razem Targi odbyły się w nowej lokalizacji w Warszawie. Przypomnę, że dwie pierwsze edycje targów odbyły się w Domu Towarowym Braci Jabłkowskich (pierwsza edycja w 2016 r.), kolejne w Centrum Praskim Koneser. Najnowsze, 8 z kolei targi stacjonarne, odbyły się tymczasem w Centrum EXPO XXI przy ulicy Prądzyńskiego 12/14 w Warszawie. Miało to swoje plusy - dużo miejsca, swobodne poruszanie się po Tragach, przestrzeń, duży parking (płatny), ale i minusy - zupełnie inny dojazd czy brak licznych restauracji dookoła lokalizacji (była kawiarnia i kilka food trucków).

babo-nature-queen-alchemia-lasu

Ciekawe polskie kosmetyki naturalne

Powyżej kosmetyki, które miałam okazję sprawdzić na Ekocudach i które mnie zachwyciły na tyle, że planuję je w przyszłości kupić. Rozświetlające serum antyoksydacyjne do twarzy Nature Queen pięknie odbija światło będąc na skórze, ale nie zawiera drobinek, więc ten blask jest bardzo naturalny i zdrowy. Z kolei serum antystresowe marki Babo o cudownych zapachu kakao to poprawiacz humoru, ale też bardzo lekki kosmetyk, który nada się zarówno pod krem z filtrem jak i krem na noc. Alchemia Lasu zachwyciła mnie botanicznymi perfumami o ciekawych, nietypowych kompozycjach. Jeśli lubicie nietuzinkowe zapachy to zdecydowanie warto się im bliżej przyjrzeć.

swiece-sojowe-bosphaera-ecocera-nowosc

Nowe marki, nowe produkty i nowe odkrycia kosmetyków naturalnych

Kolejne cudowności to nieznana mi dotąd marka Dotyk Kreacji, która tworzy prawdziwie mistrzowskie, naturalne kosmetyki! Szampon w kostce na bazie wywaru z mydlnicy zamiast detergentów to musi być mistrzostwo! Nareszcie miałam też okazje poznać zapachy ręcznie wykonanych świec sojowych Bosphaera i najbardziej przypadła mi do gustu Powabna Śliwka. Idealny zapach na jesień, tajemniczy, a jednocześnie trochę słodki - fajne połączenie. Wypróbowałam również nowości Ecocera, którymi są dedykowane pod oczy pudry ryżowe o dwóch wykończeniach: matowym i rozświetlającym z drobinkami. Drobniutko zmielone pudry mają za zadanie rozświetlić okolice oka i optycznie zmniejszyć widoczność zmarszczek mimicznych (wersja rozświetlająca z kwasem hialuronowym) lub wygładzić skórę i pobudzić mikrokrążenie (matowy z kofeiną).

pomysl-na-naturalne-prezenty

Pomysły na naturalne prezenty dla niej i dla niego

Na stoisku marki Prosta Kostka, oprócz oczywiście kosmetyków, były przepiękne, ręcznie wykonane mydelniczki np. w kształcie liści. Nietuzinkowy i wyjątkowy prezent dla fanek naturalnych mydeł w kostce. Z kolei świece sojowe marki Domkove to fajny pomysł na prezent z humorem ze względu na nazwy zapachów np. 500+, Dyktator, Dzwonią Dzwonki Sań czy Gabinet Szefa. Wegańska sól do kąpieli marki Yes to ukłon dla osób uwielbiających długie kąpiele w wannie i... brokat, bowiem pachnąca sól sprawia, że woda skrzy się licznymi drobinkami - coś pięknego!

nowosci-kosmetyki-naturalne

Nowości kosmetyczne na Ekocudach - naturalne i polskie

Niedawno znana firma Mokosh pokazała światu swoją markę-córkę czyli Needit Nature. Aktualnie marka oferuje kilka kosmetyków, a wszystkie można było poznać osobiście na Ekocudach. Zapowiada się ciekawie, kosmetyki są niedrogie i mają naturalne składy. Z kolei puławska firma Yappco wystawiła swoją kolejną markę Bio My Skin, również na bazie komponentów pozyskanych z jabłek, ale tańszą. W ofercie kremy, sera i krem pod oczy, a także produkty do oczyszczania twarzy i maska - wszystko certyfikowane Ecocert Cosmos Natural. Marka Mikuno pokazała światu swój skoncentrowany eliksir pod oczy, ukryty w ciekawym opakowaniu - skórę pod oczami masują trzy metalowe kuleczki, które dodatkowo pomagają pozbyć się opuchnięć np. rano.

opcja-natura-ekocuda

Opcja Natura - polskie kosmetyki, które podbijają internet

Markę Opcja Natura poznałam jakiś czas temu i szybko zdobyła ona moje serce. Cudowne zapachy pochodzące z olejków eterycznych (mój fav to żel limonka aloes - kto lubi cytrusy koniecznie powinien go poznać!). Niedawno napisałam również artykuł we współpracy z marką, który dostępny jest pod poniższym linkiem, a przekazuję w nim podstawy codziennej pielęgnacji twarzy:

 
najlepsze-polskie-kosmetyki-naturalne

Znani ulubieńcy i kosmetyczne naturalne pewniaki

Felicea to polska marka naturalnych kosmetyków do makijażu, dostępna np. w Hebe. Wiele moich osobistych ulubieńców pochodzi właśnie z Felicea, m.in. jest to najlepszy podkład płynny jaki kiedykolwiek miałam oraz pomadki do ust, które są jak balsam ochronny z kolorem - bardzo komfortowe i naturalne. Naturativ (dostępne np. w Kontigo) to kolejna dobrze znana mi marka kosmetyków o niesamowitych składach, świetnych konsystencjach i działaniu. To jedyna polska marka posiadająca wyśrubowany certyfikat NaTrue. Z kolei marka Unit4men (dostępna np. w Douglas) to najlepsze naturalne kosmetyki dla mężczyzn. Tzw. "dobrym składom" towarzyszy tutaj prawdziwa perfumeryjna kompozycja zapachowa, co sprawia, że mężczyźni chętnie sięgają po te produkty. Są też wymarzonym prezentem dla wymagających panów.

 
sensummare-ekocuda

Kolejne dobrze znane już fankom naturalnej pielęgnacji marki to Sensummare - luksusowe kosmetyki na bazie dobroci z morza oraz Ovium - marka wielorazowych, świetnej jakości wacików kosmetycznych z bawełny organicznej, szytych przez polską kwarcową. Swoje stoisko miała również marka Dworzysk - posiada ona własne uprawy lawendy na Podlasiu, z której tworzy zarówno kosmetyki jak i niezwykle smaczne herbatki ziołowe. 

To nie są oczywiście wszyscy wystawcy, ponieważ tych było bardzo dużo. Na targach byłam w niedzielę, kiedy innych zwiedzających było już podobno mniej, więc miałam bardzo dużą możliwość spokojnie porozmawiać z właścicielami lub przedstawicielami poszczególnych marek, a także lepiej poznać kosmetyki. Miło spędziłam ten czas i czekam już na kolejne targi kosmetyczne.

probki-kosmetykow-naturalnych

Z Ekocudów nie wróciłam z pustymi rekoma. Na pierwszym zdjęciu w poście pokazałam swoje zakupy i prezenty, a tu powyżej mnóstwo próbek, którymi firmy chętnie się dzieliły. Od siebie przekazałam producentom puste opakowania szklane, które mogą zostać ponownie wykorzystane przy produkcji. Dziękuję wszystkim markom za inspirujące rozmowy i życzę kolejnych pomysłów na cudowne produkty naturalne.

 Lubicie targi kosmetyczne?

Ekocuda: relacja z pierwszych w Polsce targów kosmetyków naturalnych

W ubiegłą niedzielę 20 listopada miałam przyjemność uczestniczyć w ciekawym wydarzeniu, jakim niewątpliwie były pierwsze w Polsce targi kosmetyków naturalnych EKOCUDA. Idea jest, muszę przyznać, świetna i bardzo mi bliska, więc od razu wiedziałam, że jak tylko nic nie stanie mi na przeszkodzie zjawię się w Domu Towarowym Braci Jabłkowskich w Warszawie i na własne oczy zobaczę jak wygląda impreza. Wstęp? Wolny! Żadnych biletów :)


Nad wyborem miejsca targów mogę powiedzieć tylko, że ma ono swoje plusy i minusy. Według mnie lokalizacja w centrum jest minusem dla osób zmotoryzowanych (np. mnie), ponieważ nawet w weekend trudno znaleźć miejsce parkingowe. Za to dla poruszających się komunikacją miejską dojazd  jest łatwy i to praktycznie z każdej części stolicy.


John Masters Organics zaskoczyło mnie swoimi... kremami do rąk. Świetne, niecodzienne zapachy wręcz zachwycają, a połączenie limonki i świerku niesamowicie przypadł mi do gustu! 

Drugi minus to oświetlenie, które z niektórych miejscach było żółte, w innych wręcz rażące i niebieskawe, a w jeszcze innych bardzo, bardzo słabe. Myślę, że widać to na zdjęciach. Przez tak nierównomierne oświetlenie miałam wrażenie, że niektóre stoiska stoją "w kącie", były słabo widoczne i mniej oblegane przez odwiedzających czy klientów, jakby niedostrzeżone.


Orientana to marka znana mi już z kilku produktów. Miałam nadzieję kupić maskę  w płachcie, ale nie zdążyłam - rozeszły się zanim przybyłam. Dostałam za to próbki, w tym genialnego kremu do twarzy z kurkumą. Na stoisku można było przetestować praktycznie każdy kosmetyk marki :)

Plusem, i to ogromnym, jest jak zawsze kontakt z osobami, które pracują dla marek na co dzień. Dlatego lubię targi kosmetyczne - mogę zadać nurtujące mnie pytania, być na bieżąco z nowościami, sprawdzić zapachy, konsystencję czy skład. Dodatkowo niektóre marki oferują swoje cudeńka w wyjątkowo atrakcyjnych cenach, co jest charakterystycznie szczególnie dla Sylveco :)


Sylveco jak wiecie uwielbiam, podobnie Biolaven i Vianek. Z dwóch pierwszych marek miałam już praktycznie wszystkie dostępne kosmetyki, teraz nadrabiam w asortymencie Vianka (zachwyca mnie seria pomarańczowa!).  Dokupiłam sobie dwie pomadki brzozowe po... 5zł, choć polowałam na ukochany peeling, którego niestety zabrakło (dobrze, że mam w zapasach).


Zaciekawiło mnie kilka nowych dla mnie marek kosmetyków. Niektóre miały jedynie 2-3 produkty, za to dopracowane i dopieszczone do granic możliwości. Tak było w przypadku Melli Care, które pierwszy raz miałam okazję poznać: krem do rąk, krem do stóp i peeling to na razie cała oferta, ale za to jaka. Zapachy idą tu w parze z fajną konsystencją, a i składy, z tego co pamiętam, są całkiem przyjemne.


Iva Natura od jakiegoś czasu szturmem toruje sobie drogę wśród polskich internetów. Sympatyczna  rozmowa i wypróbowanie na dłoni ich słynnej czarnej, organicznej maski do twarzy zaowocowało nabyciem tejże do domowych testów. Mam też krem do stóp Iva Natura, mam więc nadzieję, że poradzi sobie z moimi nieznośnymi stopami. Kosmetyki te są napakowane ziołowymi ekstraktami, a całe składy prezentują się przyjemnie. Posiadają też certyfikaty.


Stoisko Na Piękne Włosy było tak oblegane, że nie udało mi się porozmawiać o sposobach na puszenie. Oczywiście żałuję, choć jednocześnie gratuluję też popularności :)


Włoskie stoisko wyróżniało się  natomiast kolorami i szerokim asortymentem. Tu nie kojarzyłam ani jednej marki zarówno z kolorówki, jak i pielęgnacji. Stoisko należało do sklepu internetowego Verdissimi, a po drugiej stronie stał sympatyczny Włoch. Kusiły mnie kolorowe kredki (zdjęcie niżej), ale ostatecznie zrezygnowałam, bo choć przepięknie prezentowały się na ręku, to okazały się raczej nietrwałe. Kupiłam za to szampon do włosów, zobaczymy jak się spisze.


Wytwórnia mydła szczególnie kusiła mnie balsamami do ust, choć ostatecznie zrezygnowałam ze względu na ogromne zapasy takich mazideł. W przyszłości natomiast na pewno  wypróbuję coś tej marki, bo składy zachęcają :)


Zuii Organics prezentowało się przepięknie, choć przez cały czas stoisko było... puste.  Na targach kręciłam się w tą i z powrotem 3 godziny i ani razu nie widziałam nikogo, kogo można by zapytać o cokolwiek. Szkoda, bo ich kwiatowe cudeńka ogromnie mnie kuszą. Cóż, może innym razem :)


Za to Annabelle Minerals i Lily Lolo były oblegane tak, że z trudem zrobiłam zdjęcia. Popularność mineralnego makijażu jest wręcz porażająca i w sumie bardzo mnie cieszy. Sama mam sporą gromadkę minerałów i je uwielbiam!


Z marką Jan Barba Natura pierwszy raz zetknęłam się na Instagramie. Od razu zachwyciłam się ich wspaniałymi składami, w szczególności toniku ziołowego. Wiem, że będzie mój! Co ciekawe tonik pachnie niezwykle subtelnie, więc powinny być z niego zadowolone także zdeklarowane przeciwniczki naturalnych zapachów.


Hitem tego stoiska były przeurocze aloesy, które pokazywałam Wam też na moim Instagramie. Prawda, że śliczne?


Dworzysk zachwycił mnie natomiast misternymi cudeńkami: peelingami, olejkiem lawendowym, świecami i kulami do kąpieli. Wszystko co lubię w jednym miejscu. Różnorodna oferta i skromne etykiety sprawiły, że miałam ochotę kupić wszystko. Lawendowo mi :)


Oczywiście to nie wszystkie stoiska wystawców, było ich łącznie ok. 70. Przeważały ciekawe, niszowe marki dbające o składy, ale nie wszystkim obecnym tam firmom przyznałabym miano naturalnych. Pewnie wiecie jak jest, ale przypomnę, że w Polsce nie ma ustawowej regulacji określającej zasady mianowania kosmetyków naturalnymi, więc niektóre marki nieładnie to wykorzystują i nazywają tak zwykłe, tradycyjne kosmetyki. Taka jest prawda, obserwuję to w naszych drogeriach. Nie dajcie się więc nabierać, czytajcie składy :)

Poniżej przedstawiam moje skarby z targów. Czarną maskę IVA NATURA już odpaliłam, na pewno to wiecie jeśli obserwujecie mnie na Instagramie :D


Podsumowując EKOCUDA uważam za udane i wyrażam nadzieję, że druga edycja także się odbędzie. Cieszy mnie coraz większe zainteresowanie polskiego społeczeństwa tą tematyką, bo dzięki temu powstaje coraz więcej fajnych, nowych marek, a ludzie czytają składy - nareszcie nie czułam się jak głupek oglądając opakowanie z każdej strony, by znaleźć INCI ;)

Byłyście? Macie ochotę się wybrać na kolejną edycję?

Relacja z Beauty Days 17.09.2016r.

W sobotę 17 września byłam na ciekawym wydarzeniu. Były to Targi Beauty Days w Nadarzynie pod Warszawą. Jednocześnie obok odbywały się targi modowe, jednak ja skupiłam się na swojej działce, że się tak wyrażę. Na imprezie obecne były gwiazdy, blogerzy i celebryci, m.in. Maja Sablewska i Red Lipstick Monster. Jeżeli jesteście ciekawi moich wrażeń z tego wydarzenia zapraszam na wpis.




Targi rozpoczęły się w piątek, ale ja mogłam się wybrać na nie dopiero w sobotę, zresztą sobotni program najbardziej mi odpowiadał. Ptak Warsaw Expo w Nadarzynie, gdzie odbywała się impreza, można było znaleźć z łatwością, choć samo wejście do hali już nie było widocznie wyeksponowane. Musieliśmy przejść cały wielki budynek, nigdzie nie było strzałek, myślę, że można było uniknąć takiego zamieszania i oznakować wejścia. Po zarejestrowaniu się weszłam na teren targów z różowymi dywanami i mnóstwem kosmetycznych stoisk. Raj :) Na początek zależało mi, aby znaleźć stoisko Mokosh, gdzie byłam zapisana na warsztaty z peelingów. 


Stoisko Mokosh zrobiło na mnie wrażenie, było po prostu śliczne. Drewno, uśmiechy i merytoryczne rozmowy już na zawsze będą mi się kojarzyły z tą marką. Na warsztacie robiliśmy swój własny peeling z soli, oleju makadamia i olejków eterycznych. Przy okazji podpytywałam prowadzącego o różne ciekawostki, udało mi się m.in. dowiedzieć, że cała firma Mokosh liczy 5 pracowników i jest to firma rodzinna. Cieszy mnie, że tak się ta marka rozwija!


Po warsztatach miałam czas, aby przejść przez inne stoiska, porozmawiać o nowościach i zrobić zakupy. Szczególnie skupiłam się na markach, o których dotąd jedynie słyszałam, a z którymi nie miałam jeszcze do czynienia. Jedną z nich jest Lush Botanicals, która szczyci się świetnymi składami. Jestem w trakcie zużywania próbek, które bardzo dobrze rokują. Wspaniale pachną naturalnymi olejkami eterycznymi i mają delikatne konsystencje.


Zaciekawiła mnie bardzo polska marka Sadza Soap i czarne mydła w kształcie bryłki węgla. Ich peeling z kawałkami prawdziwego węgla jest naprawdę hardcorowy. Sam pomysł na kosmetyki jest oryginalny i niesamowicie mi się spodobał.


La-Joie to akcesoria do stóp i paznokci, więc przy stoisku zakupiłam sobie kilka pilników. Panowie byli bardzo pomocni, potrafili doradzić i podpowiedzieć, a same akcesoria już kiedyś miałam okazję kupić, więc wiem, że są ok.


Na stoisku Sylveco pozachwycałam się zapachami serii Vianek oraz zrobiłam małe zakupy, do których dostałam jeszcze gratis moją ukochaną pomadkę z peelingiem :) Lubię ekipę Sylveco, bo jest bardzo pomocna, uśmiechnięta i optymistyczna. Poznałam cały asortyment marki i już mam plany na bliższą znajomość z kolejnymi kosmetykami Vianka.


Indigo miało ogromne stoisko i przyznam, że miałam zamiar kupić hybrydy, ale zrezygnowałam, bo nie mogłam się zdecydować na kolory :) Niemniej kolejnej okazji już nie odpuszczę, bo marka ma dobrej jakości lakiery, mnóstwo efektów i możliwości łączenia. Planuję także zakup słynnej bazy proteinowej.


Nie są to oczywiście wszystkie stoiska, ale wiele zdjęć nie wyszło z powodu słabego oświetlenia. Żałuję, bo chciałam Wam pokazać jak pięknie były poustawiane i wyeksponowane kosmetyki, jak było kolorowo, większość ludzi była uśmiechnięta i bardzo rozmowna. Dowiedziałam się sporo rzeczy i wiele marek mam ochotę wprowadzić do swojej pielęgnacji.


Jedno ze stoisk natomiast było zaskakujące, prezentowało bowiem jedzenie z hasłem "przez żołądek do piękna".  Stoisko należało do marki Natureat, a smaki dla gości komponował David Gaboriaud znany m.in. z autorskiego programu na Kuchnia+. Swoją drogą bardzo sympatyczny i otwarty człowiek, chętnie dzielił się swoją wiedzą. Oczywiście co nieco podjedliśmy i zakupiliśmy.


W tym samym czasie na scenie odbywało się sporo atrakcji. Były metamorfozy z RLM, bitwy na pędzle Kitulec Kate vs Karolina Zientek:


Porady wizerunkowe Mai Sablewskiej:


Pokazy mistrzów fryzjerstwa Tomasza Schmidta i Andrzeja Wierzbickiego z programu Ostre Cięcie:


Wypowiedzi blogerek, tu akurat Macademian Girl: 


Poza tym przy poszczególnych stoiskach także wiele się działo: makijaże, fryzury, porady, dobór kosmetyków, odcieni, zapachów oraz zabiegów.


Mnie udało się skorzystać z zabiegu mikrodermabrazji wodnej HYDRA FACIAL. Specjalnie zarezerwowałam sobie ostatnie pół godziny przez zakończeniem targów, bo dostałam cynk, że po zabiegu skóra jest zaczerwieniona, a nie chciałam tak paradować dłużej niż muszę. 


Zabieg Hydra Facial był bezbolesny, choć odczuwałam lekkie drapanie i wsysanie skóry, ale nie było to nieprzyjemne. Kosmetyczka najpierw zmyła mój makijaż, następnie specjalną końcówką oczyściła skórę przy pomocy specjalistycznego żelu i próżni. Następnie, wykorzystując fakt, że pory zostały otwarte i oczyszczone, kolejnymi - coraz mniejszymi - jednorazowymi końcówkami wtłaczane są w skórę preparaty z substancjami aktywnymi, które głęboko nawilżają, odmładzają i regenerują skórę. Na koniec przymyka się pory i chwilę daje skórze na ochłonięcie. Sam zabieg trwał ok. 30 minut i był w sumie relaksujący. Faktycznie skóra była lekko zaczerwieniona, ale szybko mi to przeszło (po ok. 10-15 min.).


Skóra po zabiegu była mega wygładzona, o wiele delikatniejsza niż po jakimkolwiek peelingu, pory były niewyczuwalne i zmniejszone do minimum. Odczuwalne było nawilżenie, miałam wręcz wrażenie, że skóra jest "opita", mokra i ochłodzona. Efekt utrzymywał się ok. 4-5 dni po zabiegu, choć i teraz, po ponad tygodniu, wciąż widzę różnicę. Mam o wiele mniej zaskórników, podskórnych grudek, nie błyszczę się tak mocno jak zazwyczaj. Przez ten tydzień ani razu nie odczułam dyskomfortu związanego ze ściągnięciem skóry, nawet po umyciu jej żelem z SLS. Żałuję tylko, że zabieg swoje kosztuje, sprawdziłam w pierwszym lepszym gabinecie w Warszawie, który mi się pokazał w wyszukiwarce - jeden zabieg to koszt 300 zł, ale seria 4 zabiegów już 800 zł. Jakby ktoś mi chciał zrobić prezent to macie podpowiedź ;)


Jak wspomniałam, nie obyło się bez zakupów, choć aby nie przesadzić wzięłam określoną kwotę gotówki, a kartę zostawiłam w domu. Łatwo nie było. Kupiłam swoją ukochaną pomadkę z peelingiem Sylveco, a do tego żel Vianek, więc kolejną pomadkę dostałam gratis (promocja targowa). Dla koleżanki wzięłam cienie Ingrid, a przy okazji kupiłam i sobie jedno opakowanie. Pilniczki i polerki La Joie i tak planowałam nabyć, więc skorzystałam z cen targowych.


Dostałam też trochę próbek, z czego już mogę powiedzieć, że krem Fitomedu no11 będzie mój, a i na coś fajnego marki Lush Botanicals planuję się zaczaić. Własnoręcznie ukręcony peeling Mokosh oczywiście był świetny. Poza tym kuszą mnie peelingi Scandinavia oraz Fresh&Natural.


Na wspomnianym stoisku kulinarnym uraczyłam się prawdziwym greckim dżemem z papryki oraz chutneyem z bakłażana, którego zawsze chciałam spróbować - jest smaczny, ale zabrakło mu pazura.


Bawiłam się świetnie, poznałam kolejnych ludzi, którzy godzinami mogliby rozmawiać o składach, formułach i efektach stosowania kosmetyku. Uwielbiam ludzi z pasją, a na wielu stoiskach takich właśnie spotkałam. Ogólna atmosfera była bardzo pozytywna, choć zdziwiłam się, że było tak mało odwiedzających! Nie pierwszy raz byłam na targach kosmetycznych, za to pierwszy raz na takich, gdzie było tylu znanych ludzi z internetu i telewizji, natomiast samych odwiedzających garstka. Ma to oczywiście swoje plusy, bo przy większości stoisk można było spokojnie porozmawiać, skonsultować się czy dobrać odpowiednie odcienie. W dodatku ceny były dużo bardziej dostępne niż choćby w sklepach internetowych. Jestem zadowolona i jeśli będzie kolejna edycja z pewnością się na nią wybiorę.

Czy Wy miałyście okazję być na targach kosmetycznych? Lubicie tą atmosferę i bezpośredni kontakt z markami?

Mini targi kosmetyczne "Piękny dzień w NIEBIE"

Wczoraj, 22.05.2016r. w Warszawie, w klubie NIEBO odbyły się tragi kosmetyczne, które ja nazwałam mini targami - nie bez powodu. Dowiedziałam się o tym wydarzeniu z FanPage'a polskiej marki kosmetyków kolorowych Felicea, które kuszą mnie od dłuższego czasu, więc postanowiłam wybrać się na miejsce i zobaczyć co ciekawego oferują zwiedzającym. Wstęp był bezpłatny, lokalizacja (Nowy Świat) atrakcyjna, a pogoda piękna, więc przed odwiedzeniem Stadionu Narodowego i targów książki pojechaliśmy z mężem do Centrum.


Znalezienie klubu zajęło nam chwilę, ponieważ najpierw trzeba było przejść przez bramę, następnie kawałek przez podwórko obok śmietników. Mało kusząca droga. Miejsce z zewnątrz wygląda średnio, odrestaurowana już jakiś czas temu, pomazana kamienica, szaro i smutno. Zdjęć wnętrza nawet nie zrobiłam, chyba nigdy dotąd nie byłam w żadnym klubie za dnia i powiem Wam jedno - po ciemku musi to wyglądać lepiej, inaczej nie wyobrażam sobie po co ktoś miałby się wybrać do tego klubu :)


Po wejściu czekało nas ogromne zdziwienie. Było raptem sześć czy siedem stoisk, a oprócz nas jeszcze tylko dwie dziewczyny zwiedzały "targi". Mimo to z przyjemnością podeszliśmy do pierwszego stoiska i wykorzystaliśmy wolny czas na miłą rozmowę. Stoisko Elko oferowało głównie piękne, naturalne mydełka oraz peelingi na bazie masła shea.


Peelingi pachniały nieziemsko i bardzo naturalnie, ale jak wiecie sama robię takie, więc nie skusiłabym się na zakup, chyba że na prezent. Podoba mi się także, że to polska firma, która dba o składy swoich produktów.


Marka pomyślała też o nadchodzącym Dniu Matki i skomponowała urocze zestawy z myślą o tym święcie. Mydełko, peeling i świeczka to idealny podarunek w celu rozpieszczenia mamy, w końcu każda kobieta na to zasługuje.


Mydełka mają różne kształty, zapachy i wyglądają ślicznie. Gdybym nie miałam w zapasach przynajmniej 10 kolejnych na pewno bym się skusiła na min. jedno.


Kolejne stoisko należało do marki Felicea, o której już wspomniałam i dla której w sumie przyszłam. Spędziłam przy nim sporo czasu oglądając prawie każdy tester. Wypróbowałam wszystkie kredki do oczu na bazie oleju rycynowego i niestety wiem, że się nie skuszę na zakup - okropnie się rozmazują, a kolory wyglądają inaczej niż je sobie wyobrażałam. Zainteresowały mnie natomiast róże oraz cienie do powiek, a także balsamy do ust.


Błyszczyki teoretycznie nigdy nie są w kręgu moich zainteresowań, ale te mocno przykuły moją uwagę. Kolory, od naturalnego różu po jakże modny fiolet, obiecywały efekt kuszących, pełnych ust.


Pomadek mam ostatnio w nadmiarze, ale jeśli będzie okazja chętnie wypróbuję i tą od Felicea. Kolory są prześliczne, a skład o wiele lepszy niż w drogeryjnych wersjach.  Czytałam także sporo pozytywnych recenzji na ich temat.


Róże, pudry i bronzer mają świetne opakowania, zresztą jak wszystkie te kosmetyki. Dodatkowo posiadają lustereczka. Szczególnie róż mnie zachwycił swoją trwałością i delikatnym odcieniem, wiem, że nie zrobię sobie nim krzywdy, za to ładnie podkreślę policzki. Trafił już na moją listę chciejstw.


Puder także mnie zaciekawił, choć póki co na pewno go nie kupię, zapasy, rozumiecie. Jednak czyż nie wygląda ślicznie?


Cienie w kredce przepięknie się ze sobą łączą i blendują, choć mam małe obawy o trwałość. Na dłoni wyglądały jednak na tyle pięknie, że zaryzykuję i sprawdzę sama jak się spiszą na dość tłustych powiekach.


Trzecie stoisko, marki Purite, było najmniej atrakcyjne moim zdaniem. Mnóstwo testerów po prostu poukładanych obok siebie i gdyby nie mydełka zastanawiałabym się czy to nie lekarstwa ;) Tutaj spędziłam tylko chwilę, ponieważ Pani zawzięcie tłumaczyła coś o tłustości serum dziewczynom stojącym przy stoisku i niespecjalnie mi się spodobały jej słowa.


Eliksiry i tajemnicze sera w buteleczkach z pipetką. Zbyt podobne do siebie etykietki trochę mnie zniechęciły, musiałabym się mocno w nie wczytywać, by w ogóle wiedzieć co trzymam w rękach.


Za to kolorowe mydła już zachwycają, każde inne, każde śliczne, wyglądały jak ciasteczka. Są urocze i niebanalne, także po zmniejszeniu zapasów chętnie kupię jedno lub dwa choćby tylko po to, by się im przyglądać i cieszyć oczy.


Rodzaje produktów marki - od maseł do ciała, przez peelingi solne czy cukrowe po oleje i sera. Część podobnych kosmetyków robię sama, ale jeśli nie macie na to czasu można przyjrzeć się im bliżej. Ja na pewno to zrobię - mimo słabego pierwszego wrażenia dam im jeszcze szansę, bo składy mnie bardzo zachęcają.
 

Kolejne stoisko, Stylowy brodacz, było przeznaczone głównie dla panów, choć nie tylko. Tutaj zainteresowały mnie szczotki z włosów dzika, a najbardziej jak je się robi i skąd pozyskuje włosie?


Szczotki dość luksusowe, mają przyciągać ciekawym designem oraz niebanalnymi surowcami czyli wspomnianym włosiem dzika oraz różnymi gatunkami drewna, z których wykonano rączkę. 


W ofercie znajdują się szczotki przeznaczone specjalnie do brody, ale także takie do włosów. Ponieważ szczecina dzika jest bardzo twarda podczas szczotkowania wykonujemy jednocześnie peeling oraz masaż skóry, co niekoniecznie jest wskazane przy wrażliwym skalpie.


W ofercie oprócz szczotek znajdują się także olejki, które mają za zadanie nawilżenie i nabłyszczenie włosów oraz różne produkty do stylizacji brody. Wszystko zamknięte w ciekawych pojemniczkach, które trochę kojarzą się z pastą do butów.


Olejki, wspomnę, zapachowe i posiadające śliczny skład. Na pewno można je z powodzeniem używać także do olejowania damskich włosów.


Na targach był również sklep internetowy z kosmetykami naturalnymi, Eko Łąka.  Stoisko wyglądało świetnie, bielone skrzynki, dużo drewna, rośliny, kolory.


Sklep ma bogatą ofertę, od doskonale znanych kosmetyków Babuszki Agafii, przez Natura Siberica, po nasze polskie Bingo Spa. Spokojnie mogłam sobie poczytać składy, pooglądać opakowania, nowości. Pani była uśmiechnięta i z radością odpowiadała na moje pytania oraz opowiadała o własnych doświadczeniach z tymi kosmetykami.



Zafascynowało mnie to cudo, którym okazał się gliniany pumeks  z Maroka. Masaż tym krążkiem jest niesamowicie przyjemny, ale wyczuwalny. Absolutnie nic nie boli, bardzo dobrze sunie po skórze i dlatego nie mogłam sobie odmówić zakupu, zwłaszcza, że kosztował całe 6,50zł. Jak już go przetestuję na pewno dam znać jak się spisuje.


W tle saszetki Babuszki, od których zaczęła się nasza rozmowa. Widocznie saszetki mają dużo więcej wielbicielek, niż się spodziewałam ;)



Kwiaty, które uwielbiam, ale które właściwie nie wiedziałam po co tam były - stoisko MAK. Dopiero przy zamawianiu burgera - o czym później - wyszło na jaw, że Panie robiły wianki dla każdej chętnej dziewczyny. Szkoda, że jechaliśmy na targi książki, bo na pewno bym taki wianek nosiła :)


Kolejne stoisko dla panów, Pan Drwal, było bardzo eleganckie i estetyczne. Niesamowicie spodobało się także mojemu mężowi, który NIESTETY planuje przez to zapuszczać brodę. Mam nadzieję, że zmieni zdanie :D Nie mam nic przeciw zarostowi u panów, ale nie oszukujmy się, broda drapie, a to żadna przyjemność...


Czarne, szklane opakowania nowej linii Premium kryły w sobie wszystkie kosmetyki niezbędne do pielęgnacji męskiej brody oraz włosów. Składy? Świetne! Kosmetyki naprawdę luksusowe i ciekawe.


Można było poczęstować się próbką olejku do brody oraz perfum. Osobiście perfumy niespecjalnie mi się spodobały, ale mojemu mężowi już tak. Olejek czeka jeszcze na swoją kolej.



Cieszę się, że polscy panowie zaczynają o siebie dbać, a typ prawdziwego mężczyzny: zapuszczonego, nieogolonego i w brudnych ciuchach odchodzi do lamusa.  Nie widzę w tym nic złego!


Ostatnie stoisko marki Saluterra zrobiło na mnie złe wrażenie, choć byłam bardzo ciekawa co ma do zaoferowania. Pani była niezadowolona i po opowiedzeniu byle czego o kosmetykach stwierdziła, że są to produkty salonowe, więc nie ma nic do dodania. Serio? Zaraz po nas się stamtąd zmyła.


Bardzo zaciekawiło mnie serum, zawierające aż 50% protein jedwabiu. Oczywiście jak to ja - pierwszą myślą jaka mi przyszła do głowy było: czy jest to jedwab naturalny czy wyprodukowany w laboratorium? Nie wiem czy wiecie, jak w tradycyjny sposób uzyskuje się jedwabne nici, ale nie jest to ani piękne, ani czyste zajęcie, natomiast dla larw jedwabników śmiertelne.


Opakowania kosmetyków są dokładnie takie jak lubię. Szklane, zgrabne buteleczki z pompką, które lubię sobie  ponownie wykorzystywać na własne potrzeby. Etykiety ładne i przejrzyste.


Pani zapytana o próbki, których miała całą torbę, podarowała mi jedną - maskę do twarzy. Znów serio? Jakbym przyszła tam ograbić ją z cennych próbek, a nie z ciekawości zaproponowała sprawdzenie kosmetyków na własnej skórze. Podejście do klienta raczej słabe. W ogóle atmosfera przy tym stoisku była napięta i gęsta, więc wrażenie pozostało niemiłe.


Przed klubem stał Food Truck, a konkretnie Chwast Food, kuchnia wegańska. I to była chyba najciekawsza częśc targów. Zamówiłam sobie burgera z buraka, który był pyszny i wyglądał obłędnie.


Zabawne logo

 
Ogromnego, kolorowego burgera zjadłam ze smakiem. Kosztował 16zł i wart był każdej złotówki. Najadłam się, więc pojechaliśmy na targi książki, ale to już zupełnie inna historia :)


Do domu przywiozłam ulotki, kilka próbeczek i zakupiony Pumeks Hamman.  Wrażenia pozostały mi ambiwalentne, ponieważ z jednej strony było spokojnie, można było porozmawiać z każdym wystawcą na interesujące nas tematy, a z drugiej spodziewałam się czegoś więcej. Jakiegoś wydarzenia, pomysłu, energii. Zabrakło marketingu, czasu czy chęci? Nie wiem, ale można było lepiej zorganizować całe przedsięwzięcie! Niemniej poznałam nowe marki i spędziłam miło kawałek niedzieli.


Bywacie na targach i imprezach kosmetycznych? Lubicie taki bezpośredni kontakt z pracownikami marek? 

Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj