Organique, recenzja peelingu, serum do ciała oraz pianki myjącej

Lubię kosmetyki naturalne, zdecydowanie lepiej działają na moją skórę czy włosy niż tradycyjne drogeryjne receptury. Pomimo trochę wyższych cen obecnie to one dominują w mojej łazience. Bardzo mnie to cieszy zresztą, choć póki co nie przekreślam też "zwykłych" kosmetyków. Czytając składy stałam się dużo bardziej świadoma i łatwiej mogę kupić produkty, które są dostosowane do mojej skóry, a co za tym idzie zwiększam prawdopodobieństwo, że się sprawdzą i nie zrobią mi krzywdy. Czasem jednak marka, która deklaruje swoją naturalność trochę nagina prawdę używając kontrowersyjnych konserwantów czy silnych detergentów. Nie zmienia to faktu, że cieszą mnie podczas używania, jednak nie lubię wprowadzania nas, konsumentów, w zakłopotanie. Aby dowiedzieć się o co chodzi zapraszam dalej.


Marka Organique uważa swoje kosmetyki za "zdrowe i naturalne" - cytat z opisu strony producenta. Dalej czytamy, że produkty to "połączenie znanych od tysięcy lat receptur z najdalszych zakątków świata oraz zdobyczy nowoczesnej kosmetologii". Obecnie praktycznie wykończyłam trzy kosmetyki tej marki: cukrowy peeling do ciała i serum z tej samej serii oraz mleczną piankę do mycia ciała, którą dostałam od Ani Aneczkablog. Używam jeszcze kilku miniaturek do twarzy z serii z dynią, ale o tym innym razem :) Opakowania mają fajną, przejrzystą szatę graficzną, choć obecnie wszystkie kosmetyki mają nowe etykiety. Widać, że marka stawia na biel i minimalizm w designie.


Organique, Kojący peeling cukrowy do ciała  Mleko kozie i liczi

"Pierwszy krok terapii łagodzącej, polecanej szczególnie dla skóry wrażliwej. Skóra po peelingu nabiera blasku, jest miękka, gładka i pachnąca. Peeling cukrowy zawiera masło Shea  i odżywczy olej sojowy, który regeneruje, chroni przed utratą wody i wygładza skórę. Dodatkowo peeling zawiera witaminę E, która jest silnym antyoksydantem oraz ekstrakt z mleka koziego (łagodzi, przyspiesza regenerację naskórka) i owocu liczi (nawilża, rewitalizuje skórę)."

Skład peelingu: SUCROSE (cukier), GLYCINE SOJA (SOYBEAN) OIL (olej sojowy, emolient, natłuszcza i chroni przed utratą wody), CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE (emolient), CETEARYL ALCOHOL (emolient), CERA ALBA (bielony wosk pszczeli, emolient), PARFUM (kompozycja zapachowa), BUTYROSPERMUM PARKII (masło Shea, odżywia i natłuszcza skórę), GLYCERIN (gliceryna, nawilża), AQUA (woda), CAPRAE LAC EXTRACT (kozie mleko, nawilża, odżywia, uelastycznia), LITCHI CHINENSIS FRUIT EXTRACT (ekstrakt z liczi, antyoksydant), TOCOPHERYL ACETATE (wit. E, antyoksydant), LIMONEN (składnik kompozycji zapachowej, może uczulać), Hexyl Cinnamal (składnik kompozycji zapachowej, może uczulać), Hydroxyisohexyl-3-cyclohexane Carboxyaldehyd (składnik kompozycji zapachowej, może uczulać). 
Uwaga, w nowej wersji zmieniły się składniki kompozycji zapachowej, a opakowanie zyskało nową etykietę. Obecnie zaraz po wit. E mamy ALFA-ISOMETHYL IONONE, CITRONELLOL, HEXYL CINNAMALDEHYDE, GERANIOL, LIMONENE, LINALOOL .


Analizując skład od razu widać, że substancje, którymi się chwali producent są w ilościach niewielkich (masło shea, mleko kozie, wit. E, liczi - wszystko już po kompozycji zapachowej, a więc w bardzo niewielkiej ilości). Podstawą jest cukier oraz olej sojowy, a także kilka innych, bezpiecznych emolientów, tworzących na skórze ochronną warstwę. Nie jest źle, choć użyte składniki kompozycji zapachowej mogą uczulać - w serii przeznaczonej do skóry wrażliwej.


Peeling ma konsystencję miękkiego masła z licznymi, zatopionymi drobinkami cukru, dzięki czemu łatwo się nabiera. Posiada naturalną barwę i ciekawy, trochę mleczno-owocowy zapach, kojarzy mi się z deserem. Opakowanie to przezroczysty, plastikowy słoik z aluminiową zakrętką. Etykieta bardzo trwała, nie niszczy się. Peeling Organique dobrze złuszcza martwy naskórek, porządnie masuje skórę. Używając go na suchą skórę jest naprawdę konkretny, dlatego ja wolę stosować go na już zwilżone ciało. Ładnie się rozprowadza, nie spływa, trzyma się skóry. Po zmyciu pozostawia przyjemną, przynajmniej dla mnie, lekko tłustą warstwę ochronną, więc balsam można pominąć. Co ciekawe bardzo lubi go także mój mąż, mówi, że skóra jest po nim bardzo miękka, nawilżona i miła w dotyku :) Kosztuje 65zł/200ml.


Organique, Pianka do mycia ciała MLEKO

"Ciekawa alternatywa dla tradycyjnego żelu pod prysznic. Ma delikatną, puszystą konsystencję i pięknie pachnie. Polecana do wszystkich rodzajów skóry. Dzięki wysokiej zawartości gliceryny roślinnej (30%) nawilża skórę podczas kąpieli, pozostawiając ją jedwabiście gładką. W kontakcie z wodą tworzą myjącą, delikatną pianę."


Skład pianki: GLYCERIN (30% składu to gliceryna, teoretycznie nawilża, jednak w takim stężeniu potrafi także dawać uczucie suchości poprzez wiązanie wody z naskórka, na szczęście tutaj ją zmywamy), AQUA (woda), SORBITOL (nawilża), SODIUM COCOYL ISETHIONATE (łagodny detergent z oleju kokosowego, substancja myjąca), DISODIUM LAURYL SULFOSUCCINATE (łagodny detergent), SODIUM CHLORIDE (sól, zagęszczacz), SODIUM STEARATE (emulgator), PARFUM (kompozycja zapachowa), PROPYLENE GLYCOL (syntetyczny glikol, nawilża, ułatwia przedostanie się innych substancji głębiej, może uczulać, kontrowersyjny), SODIUM LAURATE (syntetyczny detergent), SODIUM LAURETH SULFATE (słynne SLES, silny syntetyczny detergent, może podrażniać skórę), SODIUM LAURYL SULFATE (słynny SLS, silny syntetyczny detergent, często przesusza skórę), PHENOXYETHANOL (konserwant), STEARIC ACID (stabilizator oraz substancja renatłuszczająca), LAURIC ACID (antybakteryjny), Tetrasodium EDTA (syntetyczny chelator, zwiększa trwałość kosmetyku), Pentasodium Pentetate (syntetyczny chelator, zwiększa trwałość kosmetyku), Tetrasodium Etidronate (syntetyczny chelator, zwiększa trwałość kosmetyku), Alpha-Isomethyl Ionone, Citronellol, Hexyl Cinnamaldehyde, Limonene, Linalool - wszystkie pięć to składniki kompozycji zapachowej, mogą uczulać.
Uwaga tu też zmieniła się końcówka składu wraz z etykietą. Obecnie po Lauric Acid widnieje: CI 42080, CI 19140, PENTASODIUM PENTETATE, TETRASODIUM EDTA, TETRASODIUM ETIDRONATE, AMYL CINNAMAL, BENZYL SALICYLATE, HYDROXYISOHEXYL-3-CYCLOHEXENE CARBOXALDEHYDE, LINALOOL.

Pianka posiada więc sporo detergentów, w większości delikatnych dla skóry. Tym bardziej kompletnie nie rozumiem obecności silnego SLS oraz SLES. Jest kilka substancji syntetycznych.


Pianka posiada podobne opakowanie do peelingu, czyli przezroczysty, plastikowy słoiczek z aluminiową zakrętką. Pod spodem ma jeszcze dodatkowe zabezpieczenie ze sreberka. Zapach jest nieziemski, ale trudny do opisania. Lekko perfumowany, ale i zdecydowanie mleczny. Cudo. Konsystencja puszystej pianki, gęstej jak deser - nie uniknę tego porównania - dzięki czemu łatwo się nabiera. Można rozetrzeć ją w mokrych dłoniach lub już na wilgotnej skórze, dopiero wtedy powstanie delikatna pianka myjąca. Nie pieni się mocno, ale daje wystarczające uczucie czystości, nie czuję się po niej "niedomyta". Dzięki temu, że ją zmywamy nie wysusza skóry. Kosztuje 35,90zł/100ml, jednak jest średnio wydajna. Jeśli używa się jej często - szybko znika, ale sprawia też dużo radości i cieszy swoim niesamowitym zapachem. Idealny produkt podczas podróży - jest lekka i się nie wyleje.


Organique, Kojące serum do twarzy i ciała Mleko kozie i liczi

"Jedwabiste serum do twarzy i ciała, polecane szczególnie dla skóry wrażliwej. Wykazuje działanie kojące, wzmacniające i nawilżające skórę. Lekka, żelowa konsystencja i delikatny zapach zwiększają komfort aplikacji. Serum intensyfikuje działanie całej Terapii Łagodzącej."

Skład serum aktualny (wyrzuciłam już opakowanie, na którym był skład mojego egzemplarza, bardzo możliwe, że też się zmienił): AQUA (woda), GLYCERIN (gliceryna, nawilża), POLYGLYCERYL-4 CAPRATE (emulgator i emolient), CAPRAE LAC EXTRACT (kozie mleko, bardzo dobrze nawilża, oczyszcza i odżywia skórę), PEARL EXTRACT (ekstrakt z perły, poprawia nawilżenie, chroni i spowalnia procesy starzenia, wygładza i rozjaśnia skórę), TRITICUM VULGARE (WHEAT) GERM EXTRACT (biokompleks z kiełków pszenicy o działaniu kojąco-ochronnym; wygładza podrażnioną skórę, nawilża ją i regeneruje jej naturalną warstwę ochronną; hamuje proces zapalny i wzrost temperatury podrażnionej skóry; łagodzi reakcje alergiczne oraz podrażnienia wywołane promieniami UV, wodą z basenu, zanieczyszczeniami środowiskowymi czy goleniem; doskonale nawilża skórę), SACCHAROMYCES CEREVISIAE EXTRACT (ekstrakt z komórek Saccharomyces zawierający witaminy z grupy B oraz zestaw koenzymów; nawilża, łagodzi; przyśpiesza pobieranie tlenu, odtwarzanie tkanki łącznej, ułatwia regenerację naskórka), SODIUM HYALURONATE (nawilża), PANTHENOL (łagodzi podrażnienia), CANOLA OIL (olej z rzepaku kanadyjskiego, emolient tłusty), LITCHI CHINENSIS FRUIT EXTRACT (ekstrakt z liczi, bogaty w wit. utrzymuje nawilżenie, regeneruje), TOCOPHERYL ACETATE (wit. E), ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER (zagęstnik), XANTHAN GUM (zagęstnik), SODIUM HYDROXIDE (regulator pH),  PHENOXYETHANOL (konserwant), ETHYLHEXYLGLYCERIN (nawilża), PARFUM (kompozycja zapachowa), ALFA-ISOMETHYL IONONE, CITRONELLOL, HEXYL CINNAMALDEHYDE, GERANIOL, LIMONENE, LINALOOL (wszystkie to składniki kompozycja zapachowej, które mogą uczulać).


Serum łagodzące posiada plastikową, lekką butelkę z pompką i korkiem. Jest to bardzo wygodne i higieniczne opakowanie, jednak nie wiadomo, ile zostało produktu w środku. Serum to mleczno-przezroczysty, gęsty żel o zapachu identycznym jak peeling, tylko odrobinę słabszym. Pachnie troszkę owocowo, troszkę mlecznie. Dobrze się rozprowadza, choć przez chwilę bieli skórę, to po chwili całkowicie się wchłania. Niestety najczęściej skóra się po nim nieprzyjemnie lepi np. do ubrań. Tak samo, jeśli zaaplikuję je na nogi i mam na sobie krótkie spodenki nogi się do siebie przyklejają - irytujące. Serum to po prostu bardzo lekki, żelowy balsam, który nawilża minimalnie. Moją normalną skórę troszkę chroni przed utratą wody, ale nie mam uczucia, że wystarczająco. Organique poleca nakładać na nie jeszcze masło z tej samej serii, którego nie posiadam. Zauważyłam, że masła innych marek wklepane po serum gorzej się wchłaniają, czasem nawet wałkują. Nie jest to produkt do komfortowego użytku solo, przynajmniej u mnie. Mimo, że kosmetyk jest przeznaczony do ciała i twarzy, nigdy nie nałożyłam go na cerę, zawsze używałam tylko do ciała i ewentualnie do rąk, pod dodatkową warstwę tłustszego kremu z masłem shea. Kosztuje 45zł/100ml. Średnio wydajne, zwłaszcza, że pojemność jest niewielka.


Podsumowując dwa z trzech produktów bardzo przypadły mi do gustu i używałam ich z prawdziwą przyjemnością. Marka to ładnie pachnące kosmetyki o niespotykanych konsystencjach i genialnych opakowaniach. Jednak patrząc na ceny i składy dostrzegam pewien dysonans, co nie zmienia faktu, że chętnie poznam bliżej inne perełki. Najpierw jednak bardzo dokładnie wczytam się w składy. 
A Wy znacie Organique? Polecacie coś? Miałyście recenzowane kosmetyki?

Nowości Dove: pianka pod prysznic, szampon oraz antyperspirant

Bardzo lubię wszelkie kosmetyczne nowości. Podejrzewam, że Wy też tak macie, w końcu dobrze wiedzieć co aktualnie mamy do wyboru, a branża kosmetyczna cały czas pracuje pełną parą, aby nas zaskoczyć. Ostatnio mocno popularne stały się pianki, które osobiście bardzo lubię. Miałam już myjadła w tej formie do twarzy i do ciała oraz kremy. +100 do funu podczas pielęgnacji :) A jeśli jeszcze to wszystko idzie w parze z przyjemnym zapachem oraz przyzwoitym składem to chętnie dzielę się takimi rewelacjami. Zapraszam dzisiaj na nowości Dove.




Kosmetyki Dove przywędrowały do mnie wraz z cudowną informacją, a mianowicie znany jest już termin IV edycji Meet Beauty! Mam nadzieję, że dane mi będzie ponownie spotkać się z blogerkami urodowymi 21 i 22 kwietnia 2018r. w Warszawie. Jak dotąd byłam na wszystkich edycjach wydarzenia i bardzo je lubię!



W paczce znalazły się trzy kosmetyki Dove: Szampon do włosów, Pianka pod prysznic oraz Spray o obłędnym zapachu. Opakowania Dove zawsze miały w sobie ten minimalizm, który bardzo lubię. Przy okazji są trwałe i funkcjonalne, widać, że zostały dobrze przemyślane.


Dove, Regenerate, Szampon z czerwonymi algami do włosów bardzo zniszczonych

Wygodna tuba łatwo się otwiera, także mokrymi rękoma. Szampon posiada białą barwę z perłowym połyskiem, jest średnio gęsty. Obłędnie pachnie, choć sztucznie: kobieco, lekko kremowo, trochę słodko - podobnie mogą pachnieć perfumy. Co najlepsze, zapach bardzo długo utrzymuje się na włosach. Skład został oparty o Sodium Laureth Sulfate, więc szampon dobrze się pieni i mocno oczyszcza włosy oraz skórę głowy z zanieczyszczeń i resztek produktów do stylizacji. Zawiera także emolienty i silikony, dzięki czemu nie plącze włosów, nadaje im połysk oraz ułatwia rozczesywanie. Sprawia, że włosy się nie elektryzują i są gładkie. Używam go max. 2 razy w tygodniu, a moje delikatne włosy, aktualnie średnio porowate przez używanie prostownicy, nie wołają po nim o odżywkę czy maskę, toteż często ich nie nakładam, aby ich nie przeciążyć. Kosztuje ok. 20 zł/250 ml i jest bardzo wydajny.

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Glycol Distearate, Sodium chloride, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Acrylates/Beheneth-25 Methacrylate Copolymer, Amodimethicone, C10-40 Isoalkylamidopropylethyldimonium Ethosulfate, Carrageenan, Cetrimonium Chloride, Citric acid, Cocamide MEA, Dimethicone, Dimethiconol, Dimethyl Palmitamine, Dipropylene Glycol, Disodium EDTA, Gluconolactone, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Hydrolyzed Keratin, Laureth-23, Laureth-4, Methylarachidic Acid, Methylisothiazolinone, Mica, Parfum, PEG-4, PEG-45M, Phenoxyethanol, Poloxamer 407, PPG-12, Propylene glycol, Silica, Sodium benzoate, Sodium hydroxide, Sodium Lauryl Sulfate, Sodium sulfate, Styrene/Acrylates Copolymer, TEA-Dodecylbenzenesulfonate, TEA-Sulfate, Trehalose, Trideceth-12, Xanthan gum, Butylphenyl Methylpropional, Geraniol, Hydroxycitronellal, Linalool, CI 77891



Dove, Antyperspirant Go Fresh Gruszka i Aloes

Klasyczny produkt w sprayu, nie zawiera alkoholu, za to zawiera aluminium (każdy antyperspirant je zawiera, ponieważ tylko aluminium blokuje pory i zapobiega poceniu, jeżeli produkt nie zatyka porów, a maskuje lub neutralizuje jedynie zapach - jest dezodorantem). Używam go sporadycznie, ponieważ na co dzień nie stosuję sprayów. Zapach jest niesamowity, choć gdybym nie przeczytała, że to gruszka z aloesem w życiu bym się nie domyśliła :D Pachnie lekko owocowo, ale z kremową nutą, bardzo odświeżająco i nieklasycznie, trochę słodko, ale z cierpkim tłem. Zapach utrzymuje się dość długo. Nie zauważyłam, aby zostawiał ślady, choć podejrzewam, że może tak być. Idealny produkt do odświeżenia się lub na co dzień. Jest wystarczająco skuteczny, choć przy większym wysiłku trochę czułam się nieświeżo. Ważne także, że można go używać na świeżo ogolone pachy, nie powoduje szczypania ani pieczenia. Widziałam, że są też pianki do mycia o tym zapachu i na pewno taką kupię! Kosztuje ok. 12 zł/150ml.

Skład: Butane, Isobutane, Propane, Aluminum Chlorohydrate, Cyclopentasiloxane, PPG-14 Butyl Ether, Parfum, Helianthus Annuus Seed Oil, C12-15 Alkyl Benzoate, Disteardimonium Hectorite, Octyldodecanol, BHT, Dimethiconol, Propylene Carbonate, PEG-4, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Buthylphenyl Methylpropional, Citronellol, Linalool


Dove, Shower Foam, Pianka do mycia ciała Deeply Nourishing

To jest prawdziwy hit! Opakowanie z pompką jest bardzo praktyczne i wygodne. Pompka tworzy idealnie puszystą, średnio gęstą pianę, która dobrze myje skórę i nie wysusza jej. Skład oparty jest o Sodium Lauroyl Glutamate oraz Cocamidopropyl Betaine, czyli detergenty z oleju kokosowego, które przy zdrowej skórze powinny działać łagodniej niż SLS/SLES. Mogą jednak podrażniać skórę wrażliwą, choć u mnie nic takiego nie miało miejsca. Zapach pianki jest bardzo delikatny i ulotny, umila kąpiel, ale nie pozostaje na dłużej. Najbardziej kojarzy się z otulającym kremem, lekko perfumowanym i słodkim, ale subtelnym. A najlepsze jest to, że po zużyciu opakowanie można ponownie wykorzystać i z dowolnego detergentu robić sobie piankę! Kosztuje ok. 20zł/200ml i jest niesamowicie wydajna. Bardzo polubiłam tą piankę, umila mi codzienne, rutynowe czynności. Nie podrażnia, nie ściąga skóry. Przyjemny produkt.

Skład: Aqua, Sodium Lauroyl Glutamate, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Sodium Lauroyl Glycinate, Lauric Acid, Sodium Laurate, Parfum, Polysorbate 20, Citric Acid, Iodopropynyl Butylcarbamate, PEG-4, PEG-4 Dilaurate, PEG-4 Laurate, Phenoxyethanol, Propylene Glycol, Sodium Benzoate, Sodium Hydroxide, Stearic Acid, Tetrasodium EDTA, Benzyl Alcohol, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.




Nowości Dove oszałamiają przede wszystkim nietuzinkowymi zapachami, więc jeśli lubicie takie, możecie po nie sięgnąć. Nie są to produkty naturalne, ale trochę łagodniejsze od typowo drogeryjnych, łatwo dostępne i często można je nabyć w promocjach. Już wiem, że na pewno kupię jeszcze piankę do mycia o zapachu gruszki i aloesu, ponieważ ten soczysty aromat zwyczajnie mnie uwiódł, a sama pianka jest dość delikatna dla skóry. Stosowanie jej pod prysznicem to czysta frajda! Szampon jako mocniejszy oczyszczacz daje radę, a że nie zamierzam całkowicie rezygnować z mocniejszego mycia włosów chętnie sprawdzę inne wersje, natomiast na co dzień nadal będę używać łagodniejszych detergentów. Najmniej spodobał mi się antyperspirant, ale to pewnie dlatego, że od lat nie używam sprayów i trudno mi do nich wrócić. Niemniej ten zapach... cały czas za mną chodzi!


Lubicie kosmetyki Dove? Z drogeryjnych żeli pod prysznic kiedyś często korzystałam, choć nie miałam ulubionego zapachu. Wy macie?

Cosnature, Cytrynowa naturalna pianka do mycia twarzy

Oczyszczanie skóry jest dla mnie najważniejszym zabiegiem pielęgnacyjnym. O ile mogę sobie czasem pozwolić zapomnieć o kremie czy makijażu, o tyle nie ma absolutnie mowy o pominięciu umycia skóry z warszawskich zanieczyszczeń oraz resztek kosmetyków, a już w szczególności makijażu. Sama myśl o pójściu spać z sebum, zatkanymi porami, silikonowym kremem BB i wizja poszarzałej, zaczopowanej cery wywołuje we mnie niechęć i zawsze mobilizuje do dbania o siebie. Nawet kiedy się bardzo nie chce, gdy jestem zmęczona, a oczy same się zamykają. Nie chcę po prostu potem walczyć z podskórnymi  krostkami i licznymi zaskórnikami. Codziennie korzystam więc z dwuetapowego oczyszczania, gdzie pierwszym etapem jest olejek, a drugim pianka. Obecnie kończę opakowanie cytrynowej pianki Cosnature, o której chcę napisać więcej. Zapraszam.



Cosnature, Naturalna pianka oczyszczająca 3w1 z cytryną i melisą

"Pianka oczyszczająca do twarzy zawierająca ekstrakty ze skórki cytryny i liści melisy pochodzących z certyfikowanych upraw ekologicznych. Delikatnie i skutecznie usuwa makijaż, zanieczyszczenia skóry, martwe komórki naskórka i nadmiar sebum. Pozostawia skórę oczyszczoną, świeżą bez uczucia ściągnięcia. Polecana do codziennego stosowania do skóry normalnej i mieszanej."


Kosztuje ok. 25zł/150 ml. Produkt posiada stabilne opakowanie z porządnego plastiku. Pod korkiem kryje się wygodna pompka, dzięki której z płynu powstaje delikatna pianka. Nie zdarzyło się, aby pompka się zacięła. Posiada szeroki otwór, dzięki czemu wystarczy nacisnąć raz, aby uzyskać wystarczającą ilość kosmetyku. Oczywiście w zależności od naszych preferencji można używać pianki w większej ilości, na przykład ja lubię stosować dwie pompki, ponieważ myję nią nie tylko twarz, ale także szyję i dekolt.


Skład: Aqua (woda), Coco-Glucoside (jedna z najłagodniejszych substancji myjących otrzymywana z kwasów tłuszczowych oleju kokosowego oraz cukrów owocowych; substancja myjąca i pianotwórcza, emulgator, bezpieczna dla kobiet w ciąży), Sucrose (cukier; rozjaśnia i odkaża skórę), Sodium Cocosulfate (średnio drażniąca substancja myjąca; emulgator; zaleca się ostrożność osobom z trądzikiem różowatym), Glycerin (gliceryna; nawilża), Betaine (betaina; łagodzi podrażnienia wywołane detergentami, nawilża, zwiększa elastyczność), Alcohol (oczyszcza, zabija bakterie, może wysuszać wrażliwe cery jeśli jest go w pielęgnacji zbyt dużo, konserwuje także produkt), Lactic Acid (kwas mlekowy; zmiękcza, nawilża, pomaga zachować odpowiednie pH skóry), Melissa Oficinalis Leaf Extract (ekstrakt z liści melisy; posiada właściwości ściągające, odświeżające, oczyszczające), Citrus Limon Peel Extract (ekstrakt ze skórki cytrynowej; odświeża, tonizuje skórę, pomaga regulować nadmierne wydzielanie sebum), Citric Acod (kwas cytrynowy; utrzymuje odpowiednie pH produktu), Parfum (kompozycja zapachowa), Citral (składnik kompozycji zapachowej, imituje zapach cytryny), Citronellol (składnik kompozycji zapachowej, imituje zapach róży i geranium), Geraniol (składnik kompozycji zapachowej, imituje zapach pelargonii czyli geranium), Limonene (składnik kompozycji zapachowej, imituje zapach skórki cytrynowej), Linalool (składnik kompozycji zapachowej, imituje zapach konwalii), Potassium Sorbate (konserwant dopuszczony w produkcji kosmetyków naturalnych), Sodium Benzoate (konserwant; dopuszczony w produkcji kosmetyków naturalnych, bezpieczny dla kobiet w ciąży).
Kosmetyk posiada sporo składników kompozycji zapachowej, które mogą wywołać reakcje alergiczne (pieczenie, zaczerwienienie, swędzenie) dlatego warto przed użyciem wykonać próbę uczuleniową.


Zapach pianki jest bardzo odświeżający, mocno cytrynowy, ale nie do końca wydaje się naturalny. Jest dość silny, niektórym może skojarzyć się ze środkami czystości, choć ja osobiście go polubiłam. Pianka wytworzona przez pompkę jest bardzo lekka, miękka i puszysta, całkowicie biała.


Sposób użycia: Przed użyciem wstrząsnąć. Stosować rano i wieczorem na wilgotną skórę. Myć twarz, masując skórę kolistymi ruchami, następnie spłukać obfitą ilością ciepłej wody. Użyć kremu na dzień lub na noc.
Pianka jest bardzo przyjemna w użyciu, myję nią twarz wieczorem od ok. 5 miesięcy (z małymi przerwami na wykańczanie innych kosmetyków) i dopiero czuję, że zaczyna dobijać dna. Na jej zużycie mamy na szczęście 12 m-cy, a jest niesamowicie wydajna!
Wystarcza 1-2 pompki do umycia twarzy, szyi i dekoltu, a te 1-2 pompki są tworzone z naprawdę niewielkiej ilości płynu. Ubolewam, że opakowanie nie jest przezroczyste i w żaden sposób nie da się zobaczyć ile produktu jeszcze zostało.

Pianka świetnie myje skórę, jeśli używam jej po olejku czuję, że domywa wszystko - znika uczucie tłustości ze skóry, a zwykle nie używam olejku z emulgatorem. Zdarzało mi się z lekkiego lenistwa, pośpiechu czy też ciekawości myć tą pianką twarz w pełnym makijażu. Z zaskoczeniem mogę stwierdzić, że produkt zmywa wszystko – cienie, tusz, pomadę do brwi, podkład czy krem BB, jedynie z kreskami wodoodpornymi nie do końca sobie radzi. Wtedy oczywiście pianki używam również na okolice oczu, nie czuję pieczenia czy podrażnień, ale robię to sporadycznie, w ramach eksperymentu, ponieważ zwykle najpierw makijaż usuwam płynem micelarnym lub olejkiem. 





Skóra po umyciu jest dobrze oczyszczona, lekko skrzypiąca, a pory przymknięte. Po przemyciu tonikiem nie widać na waciku żadnych pozostałości po podkładzie czy innych zanieczyszczeniach. Niestety w chwilę po zmyciu skóra jest też lekko ściągnięta, domaga się wręcz nawilżenia i ukojenia, dlatego w żadnym razie nie jest to produkt dla cer suchych i wrażliwych. Mnie nie podrażnił ani nie uczulił, choć mam mały epizod z reakcją alergiczną na kosmetyki Cosnature, więc zawsze warto uważać. Ja bardzo polubiłam cytrynową piankę do mycia twarzy za dokładność, łagodne detergenty i skuteczność. Sądzę, że najlepiej się sprawdzi dla posiadaczek skóry tłustej i mieszanej, niezbyt wrażliwej, a potrzebującej dokładnego, jednak łagodnego oczyszczenia.


Znacie kosmetyki Cosnature? Coraz więcej mam ich w swojej łazience, co Was jeszcze ciekawi?

Allpresan, Krem do stóp w piance

Jakiś czas temu pisałam Wam o żelu pod prysznic w piance, więc nie będę się powtarzać, że lubię takie bajery. To fajna odmiana po lejących, standardowych konsystencjach. A spotkałyście się już z kremem w piance? W pierwszej chwili nie bardzo wiedziałam jak do tego tematu podejść, wydawało mi się, że będzie to kosmetyk zbyt lekki, a co się z tym wiąże, nieskuteczny. Czy słusznie?



Allpresan, Krem do stóp w formie puszystej pianki

"Krem przeznaczony do pielęgnacji bardzo suchej i popękanej skóry stóp. Polecany jako terapia towarzysząca atopowym zapaleniu skóry i łuszczycy.
Właściwości:
– szybko i długotrwale regeneruje popękaną skórę
– uzupełnia pęknięcia i przerwy w skórze
– wygładza i uelastycznia skórę
– intensywnie nawilża
– wzmacnia barierę ochronną skóry
– szybko się wchłania i nie pozostawia nieprzyjemnego uczucia lepkości
– pozwala na założenie skarpet lub rajstop zaraz po aplikacji
– zalecamy konsultację lekarską przed zastosowaniem kremu w piance u dzieci.
Zawiera:  mocznik, alantoinę, innowacyjną, opatentowaną technologię LIPO2 regenerującą skórę bez użycia wazeliny i silikonów. Efektem jest szybkie gojenie i uszczelnienie naturalnej bariery, jaką jest ludzka skóra.
Sposób użycia: Wmasować niewielką ilość (wielkości orzecha włoskiego) w oczyszczoną, suchą skórę. Stosować regularnie rano i wieczorem. Wstrząsnąć przed użyciem. Aplikować w pozycji pionowej."


Kartonik zawiera informacje po niemiecku, ale dzięki naklejce w języku polskim możemy dowiedzieć się więcej. Szata graficzna jest raczej skromna, kojarzy się z dermokosmetykami aptecznymi. Można go kupić za 43zł. Pojemność 100 ml.


Skład: Zaraz po wodzie znalazł się mocznik, składnik idealny do pielęgnacji twardej i suchej skóry stóp. Tutaj mamy go 10%, czyli działa nawilżająco i osłaniająco na skórę. Krem zawiera także m.in. glicerynę, masło shea, skwalan, ceramidy, alantoinę. Nie ma za to parafiny. Szczegóły poniżej:


W kartoniku znajduje się pojemnik, trochę wyglądem przypomina niewielki dezodorant. Butelka jest wygodna i poręczna, a szata graficzna skromna, analogiczna jak na kartoniku. Napisy tylko po niemiecku.


Dozownik jest szeroki i bardzo wygodny. Wystarczy raz wcisnąć, by wydobyć odpowiednią ilość kremu-pianki. Pojemnika nie trzeba przedtem wstrząsać. Muszę przyznać, że pianka jest bardzo wydajna! Mam ją od kliku tygodni i wciąż używam z powodzeniem, a końca nie widać.


Piana jest gęsta i puszysta, pozbawiona sztucznego zapachu, choć po dokładniejszym powąchaniu wyczuwam w nim delikatny "apteczny" aromat. Dla niektórych może być to wadą, mi nie przeszkadza. Na poniższym zdjęciu ilość jaką uzyskuję po krótkim wciśnięciu dozownika - w zupełności wystarcza to na pokrycie skóry obu stóp lub dłoni, bo do dłoni także lubię używać tego kremu, szczególnie po długim zmywaniu naczyń lub sprzątaniu. Trochę trzeba uważać, by nie przytrzymać dozownika zbyt długo i nie wycisnąć absurdalnie dużej ilości kremu, ale da się tego nauczyć :)


Pianka faktycznie błyskawicznie się wchłania w skórę nie pozostawiając tłustej czy lepiącej się warstwy, a jednocześnie jest wyczuwalna, nie znika całkiem. Przyjemnie otula skórę, bez negatywnych odczuć. Doskonale zabezpiecza skórę przez utratą wilgoci, zmiękcza stwardnienia, nawilża. Przy regularnej aplikacji - raz lub dwa dziennie - pozytywnie wpływa na stan skóry stóp nawet do tego stopnia, że zdecydowanie rzadziej mogę używać tarki! Skóra stóp wygląda widocznie lepiej, jest gładsza, elastyczniejsza i przyjemniejsza w dotyku.  
Na początku kuracji dokładnie usunęłam mechanicznie zrogowaciały naskórek z pięt, a w trakcie używania kremu Allpresan zauważyłam, że widocznie mniej narasta stwardniała, popękana zazwyczaj skóra, a same pięty są gładsze i nie zahaczają np. o rajstopy.


Podsumowując jestem niesamowicie zadowolona, że ten krem to nie tylko fajna, inna niż zazwyczaj aplikacja, ale też i dobre działanie. Stopy dość szybko doszły do siebie po zimie, z przyjemnością czekam na lato.

Znacie te kremy? Jak Wam się podoba forma pianki? Miałyście już kosmetyki o takiej konsystencji?

Greenland, Milky, Shower foam Rice milk & vanilla, Żel pod prysznic w piance

Bardzo lubię różne kosmetyczne ciekawostki i choć nie wszystko bym w siebie wsmarowała tudzież wtarła, to czasem ciekawość zwycięża. Ona to właśnie zawładnęła moim umysłem kiedy tylko zobaczyłam żel pod prysznic w piance. To nic, że dość drogi, to nic, że z przeciętnym składem, ale W PIANCE. Tego nie mogłam przecież przegapić :)




Żel kupiłam w Hebe za jakieś 18zł/200ml (na stronie producenta kosztuje 15 euro). Znalazłam go wśród "kosmetyków naturalnych". Żel znajduje się w pojemniku podobnym do dezodorantu. Szata graficzna do mnie przemawia, bo jest minimalistyczna.



Skład: nie będę się rozdrabniać: przeciętniak. Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Butane, Sodium Chloride, Cocamidopropyl Betaine, PEG-200 Hydrogenated Glyceryl Palmate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Parfum (Fragrance), Styrene/Acrylates Copolymer, Diazolidinyl Urea, Propane, Tetrasodium EDTA, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Citric Acid, Cetearyl Glucoside, Glycerin, Propylene Glycol, Xanthan Gum, Glyceryl Stearate SE, Oryza Sativa (Rice) Extract.
Nie zawiera: parabenów i barwników.


Żel-piankę dozuje się bardzo wygodnie, wystarczy nacisnąć. Nie da się niestety tego zrobić, gdy żel stoi na wannie, trzeba podnieść cały pojemnik, ale to jedyne, do czego się przyczepiam. Zazwyczaj najpierw wydobywam go na dłoń lub gąbkę, a następnie rozcieram na skórze. Za jednym naciśnięciem wylatuje go całkiem sporo, więc trzeba na to uważać.


Pianka jest bardzo gęsta i puszysta, biała. Przepięknie pachnie mleczkiem ryżowym i wanilią, ale nie jest to zapach duszący i intensywny, a raczej delikatny, kojący i relaksujący. Ja go uwielbiam!


Pianka dobrze sobie radzi z myciem skóry, usuwa wszelkie zanieczyszczenia i pozostawia skórę odświeżoną i przyjemnie pachnącą. Żel nie wysusza mojej skóry, mimo przeciętnego składu, ale i nie nawilża. Najbardziej lubię jej używać do wieczornych rytuałów, wtedy mnie wycisza i koi nerwy, przygotowując do snu. Jest to bardzo fajny czasoumilacz prysznicowy i jak widać, warto czasem dać się ponieść ciekawości :)


Bardzo lubię moją zabawną piankę i muszę przyznać, że jest to produkt wydajny, choć opakowanie jest raczej niepozorne. Sprezentowałam taką samą piankę Ewelinie K (Secretaddictions86) w ramach Kolorowych Mikołajek u Interendo i mam nadzieję, że będzie tak samo zadowolona jak ja :)

Znacie jakieś inne ciekawe umilacze kosmetyczne?
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj