Natura Siberica czy Pharmaceris? Peelingi mechaniczne do skóry głowy

O peelingu do skóry głowy dowiedziałam się jakieś 2,5 roku temu, ale nie od razu dałam się przekonać do wypróbowania. Nie mam jakichś dużych problemów ze skórą głowy, zwykle mnie nie swędzi i nie mam łupieżu (choć okresowo się zdarza np. zimą, także niektóre szampony go wywołują). Jedyne co mi doskwiera na co dzień to brak objętości i szybkie przetłuszczanie. Po pierwszym użyciu peelingu do skóry głowy (był to peeling enzymatyczny w postaci serum oczyszczającego polskiej marki trychologicznej Bionigree) zobaczyłam jak wprowadzenie jednego dodatkowego kosmetyku świetnie wpływa na stan włosów. Były uniesione u nasady, puszyste, dłużej  świeże, a ewentualny łupież czy podrażnienia skóry głowy znikały zdecydowanie szybciej. Od tamtej pory stosowałam domowej roboty peeling oraz dwa gotowce.


Jak stosować peeling do skóry głowy?


Niewielką ilość produktu rozprowadzamy na skórze suchej lub tuż po umyciu. Osobiście wolę wcierać peeling w skórę suchą, ponieważ łatwiej oddziela mi się wtedy pasma włosów, aby dotrzeć do skóry. W przypadku peelingu mechanicznego trzeba nabrać w tym wprawy (pierwsze użycia bywają dość irytujące). Po wykonaniu masażu, w miarę możliwości delikatnymi okrężnymi ruchami, spłukujemy głowę obficie letnią wodą, starając się wypłukać drobinki z włosów, a następnie stosujemy standardową pielęgnację. Całość trwa ok. 5-10 minut, w zależności jak mocno wczujemy się w masowanie :)
Peeling do skóry głowy warto wykonywać regularnie. W razie potrzeby może to być raz w tygodniu w ustalony dzień lub raz na dwa tygodnie, ale na pewno nie codziennie (analogicznie jak z peelingiem do twarzy lub ciała, musimy dać skórze cas na regenerację).

jak-zrobic-peeling-skory-glowy

Po co robić peeling skóry głowy?


Peeling doskonale oczyszcza skórę z martwego naskórka, dzięki czemu pomaga uregulować aktywność gruczołów łojowych. Delikatny masaż pobudza krążenie krwi, co z kolei pomaga odżywić cebulki, dzięki czemu włosy rosną mocniejsze i lśniące. Peeling jest w stanie nawet wspomóc walkę z wypadaniem włosów. Podobnie jeśli używacie wcierek do skóry głowy warto przed takim zabiegiem wykonać peeling, co pomoże dostać się składnikom aktywnym głębiej i lepiej wykorzystać potencjał wcierki czy serum.

Peeling do skóry głowy DIY


Bardzo łatwo wykonać taki produkt w domu. Wystarczy wymieszać niewielką ilość delikatnego szamponu z 2-3 łyżkami cukru (preferuję trzcinowy, bo jest mniej "kanciasty" i nie drapie za mocno, a nie chcemy przecież pogorszyć stanu skóry ani jej podrażniać). Równie dobrze zamiast cukru możemy użyć zmielonej kawy lub pestek moreli. Podobnie zamiast szamponu możemy zastosować żel aloesowy, lekką odżywkę lub serum. Warto spróbować różnych opcji i znaleźć ulubioną mieszankę :) Papkę nakładamy na skórę, masujemy i spłukujemy. Jeśli nie lubicie bawić się w domowe kosmetyki na rynku istnieje spory wybór gotowych produktów. W ostatnim czasie miałam okazję używać dwóch: Pharmaceris oraz Natura Siberica.

recenzja-pharmaceris

Pharmaceris H, Oczyszczający peeling trychologiczny 

do skóry głowy z problemem wypadania włosów i łupieżu


Pierwszy gotowy peeling mechaniczny do skóry głowy, jakiego używałam (mechaniczny czyli z drobinkami). Posiada genialne opakowanie z wyprofilowaną końcówką, która znacznie ułatwia dotarcie kosmetyku do skóry głowy. Dodatkowo końcówkę możemy zablokować przekręcając ją w prawo. Wystarczy zrobić we włosach przedziałek, wycelować i wycisnąć odpowiednią ilość produktu bezpośrednio na skórę. Konsystencja kosmetyku jest wystarczająco gęsta, dzięki czemu nie spływa, a my mamy czas, aby pokryć całą głowę scrubem, zanim zaczniemy masować. Drobinki są wyczuwalne, niewielkie i choć nie ma ich dużo, to i tak są skuteczne. Dobrze masują i oczyszczają skórę, a po wszystkim grzecznie się wypłukują i nie plączą między włosami. Peeling nie pieni się, bardziej przypomina pastę czy średnio lekki krem z zatopionymi zmielonymi pestkami moreli. Tak naprawdę jest to scrub enzymatyczno-mechaniczny, ponieważ zawiera także papainę. Zawiera również piroktonian olaminy, który działa antybakteryjnie i zwalcza objawy łupieżu, jednocześnie zabezpieczając skórę przez jego nawrotem. Kofeina pobudza mikrokążenie i wspomaga odżywienie cebulek oraz dotlenia, z kolei mocznik nawilża.

konsystencja-peeling-pharmaceris

Skład: Aqua (Water), Cetyl alcohol, Propylene Glycol, Behentrimonium Chloride, Trilaureth-4 Phosphate, Prunus Armeniaca (Apricot) Seed Powder (zmielone pestki moreli), Piroctone Olamine, Glycerin, Tartaric Acid, Caffeine (kofeina), Caesalpinia Spinosa Gum, Papain (papaina), Sodium Hydroxide, Citric Acid, Alcohol, Lactic Acid (kwas mlekowy), Maltodextrin, Urea (mocznik), Xantham Gum, Hydroxyethylcellulose, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Lecithin, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum.
Skład nie jest naturalny, ale w kosmetyku, którego używam raz na tydzień przez 5 minut jestem w stanie wybaczyć glikol czy fenoksyetanol.

peeling-do-skory-glowy
 
Peeling Pharmaceris doskonale oczyszcza skórę, odświeża ją, a także łagodzi podrażnienia co miałam okazję sprawdzić dwukrotnie. Pachnie przyjemnie, choć sztucznie i bardzo intensywnie. Zapach przypomina perfumy i trochę mnie męczył swoją "mocą", ale raz na tydzień byłam w stanie nie kręcić na niego nosem, szczególnie, że produkt spisywał się dobrze. Byłam z niego niesamowicie zadowolona, ponieważ jest łatwy w użyciu. Produkt nie powodował przetłuszczania włosów, swędzenia i nie uczulił mnie. Peeling sprawiał, że następnego dnia włosy były pięknie odbite u nasady, przez co nabierały objętości, a fryzura lekkości. Szybko także łagodził wszelkie początki łupieżu (u mnie problem z łupieżem pojawia się wraz ze zmianami temperatur, a także niektóre szampony sprawiają, że skóra jest sucha i łuszcząca). Za tubkę o pojemności 125 ml trzeba zapłacić ok. 27 zł. PAO tylko 4 miesiące (od otwarcia trzeba go zużyć w ciągu 4 m-cy).

recencja-scrubu-natura-siberica

Natura Siberica, Scalp Scrub, Rokitnikowy peeling do skóry głowy

do wszystkich rodzajów włosów z organicznymi olejami i witaminami


Można powiedzieć, że jest to dość mocny szampon z drobinkami, który w dodatku zaskakująco mocno się pieni. Opakowanie to miękka tubka z odkręcanym korkiem. Niestety nie posiada specjalnej końcówki, co znacznie utrudnia dotarcie do skóry głowy. Większą tubką trudniej manewrować między włosami, łatwo też wycisnąć za dużo produktu. Konsystencja jest dość lejąca, spływa ze skóry, migruje. Zanim zdążę pokryć całą głowę peelingiem w niektórych miejscach już spływa, co mnie irytuje, szczególnie jeśli kapie na twarz czy oczy. Na plus zaliczam obłędny owocowy zapach, który kojarzy mi się z dżemem morelowym. W lejącym się, pomarańczowym żelu zatopiono mnóstwo drobinek, o wiele więcej niż w peelingu Pharmaceris. Drobinki to zmielone nasiona malin oraz rozdrobnione nasiona sosny.

konsystencja-scrub-do-glowy

Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Pinus Sibirica Shell Powder (proszek z szyszek sosny syberyjskiej), Lauryl Glucuside, Acrylates Copolymer, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Powder (sproszkowane pestki maliny), Hippophae Rhaimnoidesamidopropyl Betaine, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (olej z rokitnika), Menthol, Argania Spinosa Seed Oil (olej arganowy), Pineamydopropyl Betaine, Glyceryl Undecylenate, Glycolic Acid, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Water (ekstrakt z mięty pieprzowej), Calendula Officinalis Flower Extract (ekstrakt z nagietka), Bisabolol, Achillea Asiatica Flower/Leaf/Stem Extract,  Arctium Lappa Root Extract (ekstrakt z łopianu), Oxalis Acetosella Extract (ekstrakt ze szczawika), Citric Acid, Urtica Dioica Leaf Extract (ekstrakt z pokrzywy), Geranium Sibiricum Extract (ekstrakt  z bodziszka), Juniperus Sibirica Extract (ekstrakt z jałowca), Sodium Ascorbyl Phosphate (witamina С), Tocopheryl (witamina Е), Rethinyl Palmitate (witamina А), Sodium Hydroxide, Sodium PCA, Sodium Lactate, Arginine (arginina), Aspartic Acid (kwas asparginowy), PCA, Glycine, Alanine, Serine, Valine, Proline, Threonine, Isoleucine, Histidine, Phenylalanine (aminokwasy), Parfum, Benzyl Alcohol, Ethylhexylglycerin, CI 16255, CI 15985 (barwniki).
Skład oparty o silny detergent z kokosa, mnóstwo ekstraktów roślinnych, olei, witaminy oraz aminokwasy.

scalp-scrub-natura-siberica

Drobinki bardzo trudno wypłukuje się z włosów, mimo że moje są lekko za ramiona i proste. Jeszcze następnego dnia często wyczuwam drobinki na głowie, co nie jest przyjemne i, krótko mówiąc, denerwuje mnie. Sam masaż jest przyjemny, choć nadmierne pienienie produktu trochę przeszkadza - momentalnie z niewielkiej ilości żelu tworzy się gęsta, biała piana, która unosi włosy i utrudnia dotarcie do samej skóry. Dzięki zawartości detergentu (SCS) peeling dodatkowo oczyszcza skórę i właściwie można pominąć ponowne mycie włosów szamponem, ponieważ scrub Natura Siberica to takie dwa w jednym - szampon z drobinkami. Zawiera cenne ekstrakty ziołowe oraz naturalne oleje, które dodatkowo regenerują i odżywiają skórę głowy oraz włosy, a jednocześnie pełnią funkcję renatłuszczającą. Dzięki olejom włosy nie są tępe w dotyku, dobrze się rozczesują i nabierają blasku, ale z drugiej strony peeling nie przedłuża świeżości włosów, więc muszę je myć tak samo często jak zawsze. Za to jeszcze bardziej odbija włosy u nasady niż Pharmaceris, co mi się podoba, bo czupryna wydaje się przez to gęsta i puszysta, choć tylko przez jeden dzień. Nie przyspiesza jednak przetłuszczania, po prostu nie wpływa na nie w żaden sposób (przynajmniej u mnie). Myślę, że działanie złuszczające ma także szansę pomóc przy łupieżu, ale pod warunkiem, że silniejszy detergent nie pogarszy przesuszenia skóry - u mnie nic takiego nie ma miejsca, ponieważ na co dzień używam delikatnych szamponów, a peeling stosuję raz w tygodniu i ten sposób stosowania jest dla mnie optymalny.

peeling-do-skory-glowy

Scrub Natura Siberica zawiera dużo więcej roślinnych składników aktywnych, które mają za zadanie odżywić, nawilżyć, ale także i ukoić podrażnioną skórę głowy. Szkoda, że producent nie popracował nad wygodniejszym opakowaniem, które umożliwiłoby łatwiejsze dotarcie bezpośrednio do skóry głowy. Frustruje mnie też zbyt lejąca konsystencja i za mocne pienienie, ale poza tymi sprawami uważam, że to niezły produkt i warto spróbować, szczególnie że działa doskonale i cieszy owocowym zapachem. Tubka o pojemności 200 ml kosztuje ok. 20-23 zł. PAO aż 12 miesięcy.

Podsumowując: peeling do skóry głowy to dla mnie kosmetyk obowiązkowy, ponieważ zdecydowanie pomaga w walce z wypadającymi włosami, pomagając lepiej oczyścić skórę głowy i głębiej dotrzeć składnikom aktywnym np. z wcierki. Dodatkowo ładnie unosi włosy u nasady, nadając włosom objętości i puszystości. Pomaga też pozbyć się łupieżu czy przesuszenia skóry głowy, a także w odwrotnej sytuacji - wesprze walkę z przetłuszczaniem (Pharmaceris). I to wszystko tylko przy użyciu 1-2 razy w tygodniu (w zależności od potrzeb) przez 5 minut. Łatwo go też zrobić samemu w domu.

A Wy używacie peelingów do skóry głowy? Polecacie szczególnie jakiś produkt lub przepis DIY? A może znacie któryś z tych dwóch scrubów i macie ochotę podzielić się swoimi wrażeniami w komentarzu?

Cosnature, Naturalny szampon z olejem z pestek granatu

Lubię naturalne szampony, choć muszę uczciwie przyznać, że trzeba się do nich trochę przyzwyczaić. Zdecydowana większość z nich potrafi plątać włosy, ponieważ nie zawiera silikonów, które oblepiają kosmyki i dają złudne wrażenie gładkiego, zdrowego włosa. Zazwyczaj po umyciu i tak używam maski lub odżywki, więc dla mnie nie jest to problem. Zauważyłam natomiast, że naturalne kosmetyki potrafią wywołać łupież i podrażniać skórę głowy, dokładnie jak samo jak drogeryjne. Trzeba się nieźle naszukać, aby odpowiednio dobrać do indywidualnych potrzeb naturalny szampon, który dobrze oczyszcza i nie niszczy naturalnej warstwy lipidowej skóry głowy, a przy tym nie powoduje negatywnych skutków jak przyspieszone przetłuszczanie, łupież, swędzenie.



Cosnature, Szampon zwiększający objętość włosów

"Szampon o silnym działaniu odżywczym i wzmacniającym. Wnika wgłąb włosa, odżywia go i regeneruje. Chroni skórę głowy i włosy przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych, w tym promieni słonecznych, a także utratą wody. Działa łagodząco i kojąco, a także spowalnia proces starzenia się komórek. Łagodnie myje włosy i nie podrażnia skóry głowy. Pozostawia włosy czyste, mocne, błyszczące i nie obciążone."


Butla szamponu z porządnego plastiku została zaopatrzona w wygodny korek na klik. Korek bardzo mocno trzyma, co jest zaletą np. w podróży. W codziennym użyciu również łatwo go otworzyć, nawet mokrymi rękoma.


Skład: Aqua (woda), Coco-Glucoside (roślinny, bardzo łagodny detergent, myje i tworzy pianę, także emulgator), Sodium Cocosulfate (średnio łagodny detergent, może wysuszać wrażliwą skórę, nie polecany dla osób z AZS), Sucrose (cukier, nawilża, łagodzi i koi skórę, oczyszcza i zapobiega rozdwajaniu się końcówek), Betaine (humektant, nawilża i ułatwia wnikanie innych składników), Sodium Chloride (sól, zagęstnik), Citric Acid (regulator kwasowości, pomaga także domknąć łuski włosa, dzięki czemu jest on błyszczący i gładki), Glyceryl Oleate (emulgator, nawilża, utrzymuje wilgoć w skórze, nadaje połysk włosom i je wygładza), Ounica Granatum Seed Oil (olej z pestek granatu, działa antyoksydacyjnie i przeciwzapalnie, wygładza i regeneruje, odżywia i wzmacnia), Parfum, Limonene, Citral, Linalool, Geraniol (kompozycja zapachowa i jej składniki, mogą uczulać), Tocopherol (wit. E, chroni oleje przez jełczeniem, odmładza i odżywia, chroni przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi), Hydrogenated Palm Glycerides Citrate (naturalny emulgator, także substancja myjąca i kondycjonująca), Lecithin (lecytyna, naturalny emulgator, zmiękcza i odżywia)), Ascorbyl Palmitate (estrowa pochodna wit. C, stymuluje ukrwienie skóry, rozjaśnia, ujędrnia i uelastycznia), Sodium Benzoate (konserwant, dopuszczony w produkcji kosmetyków naturalnych, bezpieczny dla kobiet w ciąży).


Szampon posiada przyjemny, dość słodki zapach, identyczny jak olejek Cosnature z serii z granatem. Zdecydowanie wyczuwam tu nuty owocowe, dość naturalne, ale intensywne, choć sam zapach ulatnia się po jakimś czasie z włosów. Jeśli zapach szamponu bardzo się komuś spodoba może go wzmocnić użyciem właśnie wymienionego wyżej olejku, który świetnie nadaje się także do olejowania włosów.



Konsystencja szamponu jest średnio gęsta, wystarczająco aby nie przeciekała przez palce w trakcie nakładania piany na włosy. Produkt jest całkowicie przezroczysty, nie zawiera żadnych barwników. Kosztuje 15-16zł/200 ml.


Szampon bardzo dobrze się pieni, dzięki zawartości SCS (Sodium Cocosulfate, substancja podobna do SLS/SLES, troszkę delikatniejsza, tu występuje po bardzo łagodnym detergencie). Jeśli lubicie dużo piany to będziecie zadowoleni. Słyszałam, że niektórzy są tak mocno przyzwyczajeni do nadmiernego pienienia się kosmetyków, że mają wrażenie "niedomycia" lub wręcz braku działania, kiedy piany jest mało, choć stałe katowanie skóry silnymi detergentami nie jest dla niej dobre. Przesuszenie zmusza skórę do obrony i niszczy jej naturalne procesy ochronne, przez co staje się ona często podrażniona, łuszcząca lub nadmiernie wydziela sebum. W przypadku szamponu Cosnature mamy pewnego rodzaju kompromis, formułę łagodniejszą i dobrze się pieniącą, jednak powinny na niego uważać osoby z AZS i bardzo wrażliwą skórą głowy.


Szampon Cosnature zwiększający objętość włosów właściwie robi to co obiecuje. Dobrze oczyszcza włosy, choć w przypadku tłustych olei warto umyć włosy dwa razy. Włosy są lekko splątane, ale po umyciu zawsze nakładam odżywkę lub maskę, które sobie radzą z tym problemem. Pozostawia włosy lekkie i sypkie, delikatnie odbite u nasady. Szampon na szczęście nie wysusza włosów ani nie sprawia, że są "sianowate". Nie obciąża ich, co przy cienkich, delikatnych włosach jak moje jest szczególnie ważne. Podoba mi się, że fryzura po umyciu nabiera zdrowego blasku, jest puszysta i miękka, a włosy lepiej się układają. Zauważyłam także, że włosy zupełnie się nie elektryzują. Szamponu jednak używam co 2-3 mycia.


Kosmetyki Cosnature to fajna alternatywa dla tych drogeryjnych, a także dobry początek dla wszystkich tych, którzy chcą spróbować naturalnych, łagodniejszych składów, a jednocześnie nie rezygnować z intensywnych, ładnych zapachów i gęstej piany. Warto zwrócić uwagę, że marka używa sporej ilości substancji zapachowych, które mogą wywołać reakcje alergiczne (spotkało mnie to przy pierwszym kontakcie z kremem do twarzy z zieloną herbatą, jednak przy drugim podejściu było już ok). Są niedrogie i łatwo dostępne np. w Hebe, aptekach DOZ i Cefarm, w wielu drogeriach eko stacjonarnych i internetowych.



Znacie te produkty? Lubicie naturalne kosmetyki?

Bionigree, Naturalne kosmetyki do pielęgnacji włosów i skóry głowy

Niedawno zachwycałam się serum marki Bionigree, które niesamowicie pozytywnie zadziałało na szybko przetłuszczającą się skórę głowy. Serum działa podobnie jak peeling enzymatyczny, oczyszcza skórę, reguluje wytwarzanie sebum i przedłuża świeżość włosów, odbijając je u nasady. Byłam więc niesamowicie ciekawa pozostałych produktów marki, a mianowicie delikatnego szamponu i odżywki nawilżającej. Czy oprócz niesamowitego zapachu spełniają oczekiwania i potrzeby cienkich włosów? Czy naturalne kosmetyki trychologiczne różnią się od drogeryjnych?



Opakowania kosmetyków są plastikowe, lekkie i przejrzyste. Szata graficzna bardzo mi się podoba, jest minimalistyczna i ładna. Warto wspomnieć, że etykiety są bardzo dobrej jakości, nie wycierają się ani nie odklejają, więc przez cały czas buteleczki wyglądają estetycznie. Szampon posiada wygodny korek na klik, natomiast opakowanie odżywki zostało zaopatrzone w pompkę. Z łatwością możemy śledzić zużycie obu kosmetyków.


Bionigree, Szampon oczyszczający do włosów

"Szampon do włosów to naturalny kosmetyk trychologiczny (specjalistyczny kosmetyk do pielęgnacji skóry głowy) o polskim pochodzeniu z dodatkiem ekstraktu z czarnej porzeczki. Ma delikatne działanie oczyszczające, przeciwłupieżowe i antybakteryjne. Preparat jest przeznaczony dla osób o wszystkich rodzajach włosów, do codziennej pielęgnacji włosów." Kosztuje 44zł/200ml.


Skład: Aqua (woda), Coco-Betaine (betaina kokosowa; łagodny środek myjący, nie niszczy włosów i nie powoduje nadmiernego wysuszenia, skutecznie usuwa brud, zapobiega elektryzowaniu się włosów, zmiękcza i wygładza skórę głowy i włosy), Saponaria Officinalis Extract (wyciąg z korzenia mydlnicy lekarskiej; naturalna substancja pieniąca o dobrych właściwościach myjących i działaniu przeciwłupieżowym), Coco-Glucoside (bardzo łagodna substancja myjąca), Capryloyl/Caproyl Methyl Glucamide, Lauroyl/Myrystoyl Methyl Glucamide, Glycerin (gliceryna; nawilża), Ribes Nigrum Fruit Extract (wyciąg z owoców czarnej porzeczki; substancja bogata w witaminę C, wit. z grupy B i cenne składniki mineralne, uzyskiwany poprzez wyciskanie i odwirowywanie soku i skórki ze świeżych owoców, skąd ekstrahowany jest resweratrol - silny antyutleniacz chroniący komórki; działa nawilżająco, ściągająco i eksfoliacyjnie), Xanthan Gum (zagęstnik), Methylcellulose (zagęstnik), Hydroxypropyl Mthylcellulose (substancja konsystencjotwórcza), Sodium Chloride (sól; konserwant), Panthenol (prowitamina B5; nawilża, sprawia, że włosy stają się grubsze i lśniące), Lactic Acid (kwas mlekowy; nawilża), Sodium Benzoate (bezpieczny konserwant), Potassium Sorbate (bezpieczny konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa).


Szampon posiada ciekawą konsystencję galaretki, dzięki czemu jest bardzo wydajny. Nie ścieka szybko z dłoni i bardzo dobrze aplikuje się na włosy. Uwielbiam jego delikatny, naturalny zapach, który przypomina mi bukiet kwiatów. Nie jest ziołowy i na pewno nie przypomina mocnego aromatu Serum Bionigree. Jest łagodny, niesamowicie relaksujący, raczej lekko słodki i kobiecy. Szampon łatwo się pieni, choć nie wytwarza dużo piany, dla mnie jest to plusem, ponieważ potwierdza użycie delikatnych detergentów, a i tak dobrze myje włosy. Nie obciąża ich i nie puszy, nie podrażnia skóry głowy. Nie spowodował u mnie łupieżu.


Bionigree, Odżywka nawilżająca do skóry głowy i włosów

"Odżywka nawilżająca to kosmetyk trychologiczny, który ma działanie odżywcze, odbudowujące i intensywnie nawilżające skórę głowy i włosy. To specjalistyczny produkt kosmetyczny do użytku profilaktycznego oraz wspomagającego leczenie poważnych dolegliwości skóry głowy i włosów." Kosztuje 64zł/200ml.


Skład: Aqua (woda), Glycerin (gliceryna, nawilża), Cetearyl Alcohol (zmiękcza, wygładza, zachowuje wilgoć we włosie), Stearyl Alcohol (emolient; wygładza, tworzy film, zapobiega odparowaniu wilgoci), Ribes Nigrum Fruit Extract (ekstrakt z owoców czarnej porzeczki; uzyskiwany w wyniku wyciskania i odwirowania soku i skórki ze świeżych owoców czarnej porzeczki, źródło witaminy C, witamin z grupy B, kwasu foliowego i rutyny, antyoksydantów chroniących DNA; nawilża), Betula Alba Bark Extract (ekstrakt z liści i kory brzozy; leczy podrażnienia, ułatwia gojenie ran; dezynfekuje, działa ściągająco i antyseptycznie), Isopropyl Isostearate (emolient tzw. suchy, wygładza, kondycjonuje i zmiękcza), Betaine (betaina; nawilża i zapobiega elektryzowaniu), Polyepsilon-lysine (ε-polilizyn; emulgator, tworzy konsystencję), Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy tłoczony na zimno; regeneruje, odżywia, wnika we włosy odbudowując ich barierę ochronną), Ricinus Communis Seed Oil (olej rycynowy, wpływa pozytywnie na porost włosów oraz ich elastyczność, odżywienie i wzmocnienie; nabłyszcza i ułatwia rozczesywanie), Malus Domestica Fruit Cell Culture Extract (ekstrakt komórek macierzystych ze szwajcarskiej jabłoni domowej; chroni komórki skóry opóźniając procesy starzenia, zwiększa witalność skóry i odmładza mieszki włosowe), Xanthan Gum (guma ksantanowa; zagęstnik), Lecithin (lecytyna; nawilża i ułatwia wchłanianie innych substancji aktywnych, regeneruje i odżywia), Sucrose Palmitate (emulgator, tworzy konsystencję), Glyceryl Stearate (emulgator; nawilża, zmiękcza, wygładza), Glyceryl Stearate Citrate (emulgator; zmiękcza, wygładza), Sucrose (sacharoza; nawilża, łagodzi i koi podrażnienia), Mannan (naturalna substancja filmotwórcza, zagęstnik), Hydrolyzed Vegetable Protein (hydrolizowane proteiny roślinne; odżywia, nawilża, wzmacnia skórę, tworzy elastyczny, wygładzający film, chroni przed elektryzowaniem), Glutamine (glutamina; aminokwas, bierze udział w procesie budowy i wzrostu włosów), Caffeine (kofeina; antyutleniacz, chroni włosy i skórę głowy przed promieniowaniem UV, zwiększa krążenie krwi w skórze przyczyniając się do lepszego odżywienia włosów), Methyl Nicotinate (powoduje efekt rozgrzania skóry, dzięki czemu przyspiesza mikrocyrkulację i metabolizm komórkowy, pobudza krążenie krwi, zmiękcza, tonizuje, zmniejsza świąd i pieczenie), Parfum (kompozycja zapachowa), Lactic Acid (kwas mlekowy; nawilża, zmiękcza warstwę rogową naskórka, złuszcza zrogowaciały naskórek, odblokowuje pory, działa antybakteryjnie).



Odżywka jest bardzo lejąca, co było to dla mnie zaskoczeniem. Trzeba uważać podczas aplikacji, aby nie przeciekła przez palce. Nakładanie produktu bardzo ułatwia pompka, dzięki której szybciej można zaaplikować kosmetyk i zminimalizować ewentualne straty. Zapach ma podobny do szamponu, jednak mocniej wyczuwalne są zioła i coś bardziej pobudzającego zmysły. Odżywki używa się inaczej niż w przypadku produktów drogeryjnych, ponieważ należy ją zaaplikować na skórę głowy i ewentualnie włosy. Jednak skupiamy się głównie na skórze, ponieważ to właśnie ją chcemy przede wszystkim odżywić i nawilżyć. Odżywka dobrze się spłukuje samą wodą, nie obciąża włosów. Włosy są lekko uniesione u nasady, wyglądają zdrowiej, nie elektryzują się i łatwo rozczesują. Odżywka dzięki swojej lekkiej konsystencji nie powoduje szybszego przetłuszczania włosów, do czego mam tendencję.


Zaskoczyło mnie to, że szampon pomimo delikatnego składu i braku silikonów nie plącze włosów i nie tworzy "kołtunów", których potem nie można rozczesać. Mam różne doświadczenia z naturalnymi szamponami, a ten jest jednym z lepszych. Kosmetyk dobrze oczyszcza włosy, także z oleju (obecnie używam oleju z pestek moreli) oraz masek. W razie konieczności można umyć włosy kilkukrotnie, choć mi wystarcza max. 2 razy. Włosy są lekko błyszczące, gładkie i nie splątane, nawet bez odżywki. Oczywiście najczęściej i tak nakładam po umyciu włosów i skóry głowy maskę lub odżywkę.



Jak wspomniałam odżywkę nakłada się na skórę głowy, ponieważ chcemy pobudzić mikrokrążenie krwi, a co za tym idzie lepiej odżywić włosy i pobudzić je do wzrostu. Czytałam, że wiele osób odczuwa delikatne ciepło po jej nałożeniu, ale ja nigdy nie miałam takiego odczucia, wiec jest ono bardzo indywidualne. Staram się nakładać odżywkę co 2-3 mycia delikatnie wcierając ją w umytą skórę głowy. Nigdy nie odczuwałam pieczenia czy swędzenia, produkt jest łagodny dla skóry. Zdarza mi się ją trzymać 10 minut, ale i całą noc - bez negatywnych skutków ubocznych. Uważam, że im dłużej potrzymam ją na skórze głowy, tym więcej się wchłonie i lepiej zadziała. Czasem nakładałam ją także na włosy, jednak w przypadku moich, obecnie średnioporowatych kosmyków jest zbyt lekka, a poza tym szkoda mi jej, skoro skład został idealnie dobrany do skóry głowy. Zapach utrzymuje się we włosach dość długo, co jest kolejnym plusem.
Odżywka przy dłuższym stosowaniu zdecydowanie wpływa na wygładzenie i porost nowych włosów, które rosną miększe i bardziej elastyczne. Skóra głowy jest lepiej nawilżona, miękka, nie mam zupełnie łupieżu. Odżywka niweluje również miejscowe swędzenie, które czasem mi doskwiera, szczególnie po myciu głowy szamponami z SLS lub SLES. 
Uważam, że całe trio czyli serum, szampon i odżywka to idealne produkty dla osób lubiących naturalne kosmetyki i szukających skutecznych sposobów do pielęgnacji włosów.  Jestem bardzo zadowolona, że kosmetyki mają świetne składy i są naturalne, pełne sensownych substancji aktywnych, mogących mieć faktyczny wpływ na skórę i włosy. Dodatkowo są produkcji polskiej.


Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób cena wyda się niekorzystna, jednak produkty są wydajne. Producent umożliwia też zakup próbek (szampon 2,20 zł/10 ml; odżywka 3,20 zł/10 ml; serum 9,60 zł/10 ml). Kosmetyki nie zawierają składników pochodzenia zwierzęcego i nie były testowane na zwierzętach. Produkty trychologiczne Bionigree zostały skomponowane tak, aby faktycznie zadziałać, a nie tylko zamaskować problem. Są to zupełnie wyjątkowe perełki na naszym rodzimym rynku kosmetycznym, pełne składników aktywnych, naturalne i łagodne dla skóry.

Znacie kosmetyki Bionigree? Kuszą Was kosmetyki trychologiczne do pielęgnacji skóry głowy?

Seboradin FitoCell, Kuracja stymulująca odrost włosów: Szampon i maska

Często wraz ze zmianą pory roku z letniej na jesienną zauważamy wzmożone wypadanie włosów. Ciągłe zmiany temperatury, suche powietrze, mróz oraz noszenie czapki niespecjalnie służą włosom. Niestety w tym roku przekonałam się o tym wyjątkowo, zwłaszcza, że doszedł jeszcze stres związany z nową pracą... Zaczęło się niewinnie, bo mąż zaczął zwracać mi uwagę, że strasznie dużo jest moich włosów na dywanie, w łazience, na biurku, wszędzie... Potem sama zauważyłam, że myjąc włosy zdecydowanie więcej niż zwykle zostaje ich na dłoniach. Niestety moje obawy potwierdziła moja ulubiona, stała fryzjerka, która sama zwróciła uwagę na ilość moich kłaczków. Nie spodobało mi się to. Przestałam czesać je, gdy są mokre, zaczęłam wcierać w skórę głowy olejki i kupiłam Seboradin, Kurację stymulującą odrost. Kupiłam i używałam ponad dwa miesiące. Czy było warto?


Zarówno szampon jak i maska Seboradin FitoCell znajdują się w kartonowych pudełkach, na których znajdziemy mnóstwo info o składnikach i obiecywanym działaniu. Opakowania wizualnie takie jak lubię, estetyczne i przejrzyste. Zarówno szampon jak i maska kosztują ok. 35zł.


Szampon FitoCell to według producenta:
"Preparat nowej generacji do każdego rodzaju włosów, zwłaszcza słabych, cienkich, skłonnych do wypadania, przerzedzonych, potrzebujących wzmocnienia i odżywienia. Zawiera ekstrakt z roślinnych komórek macierzystych PhytoCellTecTM Malus Domestica - stymuluje wzrost włosów, opóźnia proces ich starzenia. Biotyna hamuje wypadanie włosów i stymuluje odrost nowych. Oligoelementy z czerwonych alg zmniejszają łamliwość włosów, regenerują je. Ekstrakt z dzikiej róży, bogaty we flawonoidy i witamina A**, posiadają właściwości antyoksydacyjne - chronią przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Obecne w morszczynie alginiany głęboko nawilżają, pomagają utrzymać odpowiedni poziom nawodnienia skóry głowy. Witamina E przyspiesza wzrost włosów. Mentol odświeża skórę głowy. Dzięki stosowaniu pełnej kuracji włosy stają się zdrowsze, silniejsze, gęste, odporne na wypadanie i uszkodzenia".



Skład: oparty na SLES, ale zawiera też mnóstwo obiecanych ekstraktów, w tym roślinne komórki macierzyste. Oprócz tego cała gromadka parabenów, zapach na szczęście po ekstraktach. Szczegóły poniżej.


Butelka poręczna i wygodna, choć nie lubię tych "wciskanych" korków, dla mnie są niewygodne.


Zapach jest niesamowity, dość słodki i długo utrzymuje się na włosach. Zdecydowanie umila mi prysznic. Kolor lekko perłowy, konsystencja średnio gęsta, nie przecieka przez palce.


Szampon dobrze się pieni i doskonale myje włosy. Domywa także oleje i oliwki, które staram się w miarę regularnie nakładać. Miła odmiana po tak ostatnio męczonym Serwatkowym niewypale Babuszki Agafii. Włosy po szamponie nie plączą się, nie są przesuszone ani spuszone. Łatwo się układają, są miękkie, gładkie i pachnące.


Maska FitoCell według producenta (nota bene polskiego!):
"Preparat nowej generacji zawiera ekstrakt z roślinnych komórek macierzystych PhytoCellTecTM Malus Domestica - stymuluje wzrost włosów, opóźnia proces ich starzenia. Korzeń chinowca wzmacnia włosy, zmniejsza utratę wody, hamuje wzmożone wypadanie włosów, jest źródłem inuliny – naturalnego prebiotyku, który utrzymuje prawidłową mikroflorę skóry głowy. Olej z orzecha brazylijskiego to doskonałe źródło witaminy F (NNKT), tworzy barierę ochronną dla lipidów znajdujących się we włosach, działa naprawczo i odbudowująco. Proteiny mleczka jedwabiu poprawiają wygląd łodygi włosa. Olej arganowy odżywia i intensywnie regeneruje włosy, zmniejsza ich łamliwość i zapobiega rozdwajaniu końcówek. Ekstrakt z lukrecji dzięki obecności flawonoidów wykazuje silne działanie antyoksydacyjne, a dzięki zawartości glicyryzyny wpływa na utrzymanie odpowiedniego stopnia nawilżenia skóry głowy i włosów. Ekstrakt z nasturcji wzmacnia włosy, poprawia ich strukturę. Włosy nabierają blasku, zyskują zdrowy wygląd, łatwiej się rozczesują. Są bardziej gęste, mocniejsze i odporniejsze na uszkodzenia. Wypadanie włosów wyraźnie się zmniejsza."


Tu znów mnóstwo obietnic na kartoniku, które brzmią bardzo zachęcająco. 86% z 200 osób zauważyło wzmocnienie i zagęszczenie włosów, 73% zanotowało zmniejszenie wypadania. Dla mnie te procenty są średnio pomocne, zawsze trudno to ocenić, przynajmniej mi.


Skład: Po standardowym w maskach emoliencie mamy ekstrakt z roślinnych komórek macierzystych i to mi się podoba! Mamy też glicerynę, lecytynę i masę ekstraktów. Pod koniec znów parabeny, a Parfum jest więcej niż oleju arganowego. Szczegóły poniżej.


O komórkach macierzystych zostało już mnóstwo napisane. W serii FitoCell zawarto komórki macierzyste z jabłoni szwajcarskiej. Opóźniają one proces starzenia, dzięki czemu włosy mają szansę urosnąć grubsze, silniejsze, gęstsze i bardziej elastyczne. Ponadto stymulują one wzrost włosa.


Maska znajduje się w wygodnej, miękkiej tubie z korkiem na klik. Do samego końca można ja łatwo wydobyć, nawet nie trzeba specjalnie rozcinać. Tak jak lubię.


Sama tuba jest oczywiście w tej samej szacie graficznej co szampon, tworząc razem ładną i estetyczną całość. Zdecydowanie wyróżniają się wśród krzykliwych kolorów innych kosmetyków.



Maska ma świetną konsystencję, średnio gęstą. Idealnie nadaje się do nałożenia na wilgotne włosy i doskonale je pokrywa. Łatwo się spłukuje pozostawiając, a nawet wzmacniając niesamowity zapach szamponu. Ten zapach potrafi mi towarzyszyć do samego wieczora, ale nie jest nachalny czy męczący.


Włosy są idealnie wygładzone, nie odstają żadne pojedyncze kosmyki. Łatwo się rozczesują, nie elektryzują się. Wyglądają zdrowo, są błyszczące, miękkie i nawilżone, a przy tym pięknie pachną. Początkowo obawiałam się nakładać maskę od skóry głowy ze względu na możliwe przetłuszczenie, ale niesłusznie - ładnie się wypłukuje i nie zauważyłam zwiększonego ryzyka oklapniętej fryzury.


Mogłabym na tym zakończyć, ale w sumie nie po to kupiłam ten zestaw, by mieć umyte włosy. No dobra, nie TYLKO po to. Najważniejsze jest bowiem co innego - włosy przestały wypadać w takich ilościach jak na początku i jest to faktem. Wyraźnie się wzmocniły i zdecydowanie mniej ich gubię. Widzę to w łazience i na szczotce, mąż przestał narzekać, to też o czymś świadczy ;) Cieszy mnie to niesamowicie, choć nie mogę ręczyć, że po prostu skóra głowy nie przyzwyczaiła się wreszcie do panującej pory roku. Czy się zagęściły?
Po tych dwóch miesiącach mam mnóstwo króciutkich, sterczących baby hair, czekam już tylko aż podrosną :)


Podsumowując jestem bardzo zadowolona, bo uzyskałam to czego oczekiwałam: przestałam gubić włosy w nadmiarze. Do tego są miękkie, pachnące i nawilżone, w dodatku zawsze domyte.

Znacie ten problem? Co polecacie?

Garnier Fructis Gęste i zachwycające: Szampon, odżywka i maska

Mam cienkie włosy, więc ciągle walczę z ich pogrubieniem i uniesieniem od nasady. Próbuję wszystkiego, aby wydawały się grubsze, bardziej puszyste i liczniejsze. Nie mogłam więc przejść obojętnie obok serii Fructis, obiecującej włosy gęste i zachwycające. Powszechnie jednak wiadomo, że nadzieja matką głupich....

Garnier Fructis
Gęste i zachwycające


Seria obiecuje dodanie włosom "spektakularnej gęstości, którą można zobaczyć, poczuć i dotknąć". Ten cud nad cuda polegać miałby na wnikaniu we włókna włosa "innowacyjnej molekuły pogrubiającej jego strukturę i tworzącej długotrwały efekt gęstości włosów, który kumuluje się po każdej aplikacji". Brzmi zachęcająco prawda?
Uwierzyłyście w taką bajerę? :D

Garnier Fructis
Gęste i zachwycające
Szampon wzmacniający


 Szampon o pojemności 250 ml kupimy za ok. 8 zł. Wściekle różowe opakowanie jest standardowe. Mam zastrzeżenia do otwierania, które jest ekstremalnie trudne mokrymi rękoma. Trochę zapasów pod prysznicem i dopiero mogę umyć włosy :)


Powyżej bajki producenta oraz sposób użycia, jakby ktoś nie znał ;)
Poniżej skład: przeciętny. Mamy tu zarówno SLES jak i SLS, Alkohol denat., mnóstwo konserwantów i składników kompozycji zapachowej. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim znalazły się: Niacinamide (witamina B3, stymuluje produkcję ceramidów, nawilża i uelastycznia skórę, stymuluje produkcję kolagenu i kwasu hialuronowego, regeneruje, zmniejsza nadprodukcję sebum, poprawia ukrwienie skóry, wzmacnia cebulki), Saccharum Officinarum Extract (ekstrakt z trzciny cukrowej; regeneruje, złuszcza, działa antybakteryjnie), Camellia Sinensis Leaf Extract (ekstrakt z herbaty; przeciwutleniacz, regeneruje, łagodzi stany zapalne), Punica Granatum Extract (ekstrakt z granatu; przeciwutleniacz, działa antybakteryjnie i antywirusowo), Pyrus Malus Extract (ekstrakt z jabłka; nawilża, złuszcza i wygładza skórę, łagodzi podraznienia, przeciwutleniacz), Citrus Medica Limonum Peel Extract (ekstrakt ze skórki cytryny; poprawia krążenie, zmiękcza, dezynfekuje, działa przeciwzapalnie).


Konsystencja jest w sam raz, łatwo wydobywa się z butelki, ale jednocześnie nie jest zbyt lejąca. To, co wyróżnia ten szampon wśród innych (zresztą tak samo jak całą serię) jest zapach. Dla mnie jest to zapach absolutnie cudowny - owocowy, radosny i energetyczny, choć w zupełności sztuczny! Szampon dobrze myje włosy, obficie się pieni, na szczęście nie wysusza ich nadmiernie, ale tutaj muszę nadmienić, że nie używam go codziennie, a jedynie 2 razy w tygodniu. Włosy dość długo oszałamiająco pachną, zwłaszcza jeśli wzmocnimy aromat innym produktem. Mam wrażenie, że lekko są odbite u nasady dzięki temu szamponowi.


Garnier Fructis
Gęste i zachwycające
Odżywka wzmacniająca


Odżywkę o pojemności 200 ml kupimy za ok. 8 zł. Opakowanie jest podobne do szamponu, z tym, że stoi "do góry nogami". Niestety ma tak samo beznadziejny korek, z którym trzeba się mocować.


 Na etykiecie znów możemy sobie poczytać bajki, a przepraszam, obietnice producenta, oraz sposób użycia.
Skład: znów przeciętny. Kilka pierwszych pozycji to standard "odżywkowy", czyli Cetearyl Alcohol (emolient tłusty), Behentrimonium Chloride (wygładza włosy, ułatwia rozczesywanie, zmiękcza, dodaje blasku, konserwuje, ale jego max. stężenie w kosmetykach to... 0,1%) i Parfum (zapach). W ilościach śladowych mamy więc Niacinamide (wit. B), ekstrakt z trzciny cukrowej, herbaty, granatu, jabłka oraz skórki cytryny.


Konsystencja jest zwarta i gęsta, bardzo wygodnie się ją nakłada na włosy. Zapach identyczny jak szamponu - obłędny! Nakładam ją od połowy włosów (max. 2x w tygodniu), ponieważ jej działanie dla odmiany jest beznadziejne. U mnie powoduje albo przetłuszczenie i smętnie wiszące strąki (jeśli nałożę jej zbyt dużo lub niedokładnie zmyję, co zresztą nie jest trudne) albo wręcz puszenie i odstające krótsze włoski. Włosy co prawda się nie elektryzują, ale to, oprócz zapachu, jedyna jej zaleta.


 Garnier Fructis
Gęste i zachwycające
Głęboko odżywcza maska


Maska dla odmiany ma największą pojemność, bo aż 300 ml i bardzo dobrze, bo to zdecydowanie najlepszy kosmetyk z serii. Opakowanie to słoiczek typowy dla masek, a kosztuje ok. 16 zł. Ze wszystkich tych opakowań najłatwiej mi się go odkręca, nawet mokrymi rękoma, choć nie jest to najłatwiejsze zadanie.


Z tyłu znów mamy obietnice producenta.
Stosowanie: Raz w tygodniu nałożyć na umyte szamponem włosy. Pozostawić, a następnie dokładnie spłukać.


Skład: początek bardzo podobny do odżywki. Mamy tu także glicerynę oraz ekstrakty trochę wyżej w składzie. Szczegóły poniżej.


Maska jest dosyć gęsta, ale na pewno nie aż tak jak odżywka. Bardzo ładnie rozprowadza się na włosach i oczywiście cudownie pachnie, identycznie jak pozostałe preparaty z serii. Łatwo się spłukuje, ale zapach pozostaje na włosach - i dobrze! Raz w tygodniu nakładam ją na umyte włosy i trzymam min. 10 minut, rzadko mam czas na więcej. Co mi po tym?
Włosy są miękkie, puszyste i lśniące. Nie powiedziałabym, że są pogrubione czy głęboko odżywione, jak obiecuje mi Garnier, ale na pewno są gładkie, nie elektryzują się i ślicznie pachną.


Odkąd ich używam, czyli jakieś 4-5 m-cy, nie zauważyłam najmniejszego nawet pogrubienia włosów. Nie liczyłam na to zbytnio, choć gdzieś tam mała iskierka nadziei się tliła. Cóż, dawno zgasła ;) Z całej serii zdecydowanie najlepiej na mojej cieniźnie spisała się maska, która dała zauważalny efekt. Szampon niczym szczególnym się nie wyróżniał, chyba że zapachem, poza tym jest całkowicie przeciętny. Najgorzej oceniam odżywkę, która najczęściej obciążała włosy i trudno się spłukiwała, ewentualnie powodowała puszenie. Seria zawiera jeszcze serum, ale póki co nie planuję jego zakupu.

Znacie tą serię? Czy częste ostatnio reklamy kuszą Was do wypróbowania?
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj