"Matujący podkład z rumiankiem i aloesem dla naturalnie pięknej i gładkiej skóry. Długotrwale matuje, łagodzi oznaki stresu i zmęczenia na skórze, zapewnia cerze naturalny wygląd, bez efektu maski, nadaje średnie krycie.
Długotrwała formuła idealnie matuje skórę, kontrolując jej błyszczenie oraz koi i odświeża, łagodząc oznaki napięcia i zmęczenia. Do skóry normalnej, tłustej i wrażliwej. Testowany dermatologicznie".
Wygodna
szklana buteleczka zaopatrzona jest w pompkę, co jest niesamowicie wygodne i higieniczne. Jak widzicie napisy bardzo szybko się starły, ale pamiętam, że jest to
odcień NUDE, czyli dość jasny z żółtymi tonami. Odcień ten jest w sam raz dla mnie, gdy nie jestem opalona. Kosztuje od 22zł w promocji, jak to w Avon.
Podkład
nie jest zbyt lejący, łatwo go wydobyć z buteleczki.
Ładnie stapia się ze skórą, dając naturalne, średnio kryjące wykończenie. Z zaczerwieniami sobie nie radzi,
konieczny jest korektor. Nie zapycha, nie podrażnia.
Idealnie nadaje się na dzień, kiedy marzymy o makijażu "no make up", pod warunkiem, że nie mamy zbyt dużych problemów skórnych.
Jest trwały, matuje odrobinę dłużej niż przeciętne podkłady, aby przedłużyć ten efekt lepiej go przypudrować. Na skórze
wydaje się być lekki, w ogóle nie czuć go na skórze. Co najważniejsze nie zmienia odcienia na skórze,
nie ciemnieje. Czasem się zdarza, że
źle się nakłada na kremo-żele. Łatwo się zmywa ze skóry. Całkiem fajny podkład, mimo że za marką nie przepadam.
Soraya, Make-up matujący.
Od producenta:
"Matujący make-up oparty na formule
zawierającej cząsteczki absorbujące nadmiar sebum zapewnia matowe
wykończenie makijażu na wiele godzin. Make-up doskonale kryje
niedoskonałości skóry z zachowaniem idealnie gładkiej, naturalnie
wyglądającej cery. Nawilża skórę nie powodując jej przesuszenia. Pozostawia twarz matową na wiele godzin, dzięki cząsteczkom absorbującym nadmiar sebum, idealnie kryje niedoskonałości, zachowując naturalny wygląd cery oraz optymalnie nawilża skórę. Idealny do skóry normalnej i mieszanej."
Klasyczna tubka z nakrętką nie jest moim ulubionym rozwiązaniem, ale daje radę. Przynajmniej napisy się nie ścierają. Posiadam odcień
01 JASNY BEŻ, który bardzo szybko ściemniał! Już po jakimś miesiącu od otwarcia był nie do poznania. Formuła jest
lejąca się, wodnista, szybko ścieka z dłoni. Kosztuje ok. 13zł.
Gdybym wiedziała, że tak szybko ściemnieje w ogóle bym go nie kupowała, bo nie potrzebowałam takiego odcienia.
Zostawiłam go sobie jednak do mieszania ze zbyt jasnymi odcieniami, dzięki temu mogę uzyskać odpowiedni kolor bez wyrzucania niedobranych podkładów. Czasem używam go także
jako bronzera w płynie. Make-up jest
wyjątkowo lekki, słabo kryje, więc nie da się ukryć pod nim niedoskonałości. Jedno muszę mu przyznać -
naprawdę na długo matuje, nawet nie przypudrowany. Jest dość kapryśny, np.
nie współpracuje ze zbyt tłustymi kremami czy żelowymi konsystencjami. Łatwo się zmywa. Szkoda, że nie do końca można mu ufać i z tego powodu nie polecam, chyba że do ciemnych karnacji.
Eveline, MATT Professional, Fluid długotrwale matujący
Od producenta:
"Zapewnia perfekcyjne krycie niedoskonałości i niezawodną trwałość makijażu przez 12h. Innowacyjna formuła bogata w kompleks ANTI-SHINE COMPLEXTM reguluje
wydzielanie sebum, gwarantuje długotrwały efekt matowego wykończenia i
naturalny wygląd skóry – bez efektu maski! Kwas hialuronowy intensywnie nawilża i wygładza. Witaminy C + E odmładzają skórę i chronią ją przed wolnymi rodnikami. Lekka konsystencja idealnie wtapia się w cerę, nie zatyka porów i pozwala skórze oddychać."
Znów
klasyczna tubka z odkręcanym, różowym korkiem. Napisy bez zarzutu, nic się nie ściera. Mój odcień to
najjaśniejszy 41 MEDIUM BEIGE, z dość sporą ilością żółtych tonów.
Konsystencja jest dość gęsta, lepiej kryjąca, więc łatwo z nim przesadzić i otrzymać efekt odwrotny do oczekiwanego. Zdecydowanie
nie nadaje się dla bladziochów, bo ten najjaśniejszy odcień z gamy jest dla mnie w sam raz dopiero w lecie, gdy moja skóra jest już opalona.
Jak wspomniałam jest to fluid
dobrze kryjący, ukryje niewielkie niedoskonałości bez konieczności użycia korektora. Ma całkiem
niezłe działanie matujące, spokojnie na kilka godzin sobie poradzi nawet solo. Mam zastrzeżenia co do ilości wydobywanego podkładu z tubki - zawsze, ale to
zawsze wylatuje zbyt dużo, przez to masę się go marnuje. Tym bardziej, że
warto kontrolować ilość fluidu na skórze, żeby jej zbytnio nie obciążyć, co
może skutkować sztucznym wyglądem i wypryskami.
Można narobić nim smug. Trochę trudno się zmywa, ale dobry żel i micel sobie radzą. Całkiem się polubiliśmy, ale na co dzień rzadko go używam, wolę naturalniejsze wykończenie.
Dermacol, Mousse Make-Up COVER
Od producenta:
"Delikatny, lekki mus make-up bardzo łatwo się nanosi. Ujednolica kolorystycznie nierówności i matuje cerę. Pigmenty, które posiada dają rozjaśniający efekt, co sprawia, że skóra wygląda młodziej".
Opakowanie to szklany słoiczek, więc wydobywamy produkt szpatułką lub palcem. Napisy się nie ścierają. Posiadam
odcień 7, jasny beż z różowymi tonami. Konsystencja mnie urzekła, jest
lekka, piankowa, zgodnie z obietnicą - konsystencja napowietrzonego musu. Kosztuje ok. 35zł.
Pięknie się stapia ze skórą, łatwo ukrywa wszelkie niedoskonałości i
rozszerzone pory. Na twarzy wygląda na lekko silikonowy, ale nie zapycha i dość dobrze się zmywa. Jedyne co mi się nie podoba to
podkreślanie suchych
skórek, ale na szczęście ostatnio coraz rzadziej je mam. Dość
dobrze kryje, wyrównuje koloryt, a odcień 7 idealnie stapia się z moim odcieniem skóry w okresie zimowo-wiosennym, czyli teraz.
Obecnie używam go nałogowo, zwłaszcza, że rano mam mało czasu, a z nim nie muszę się bawić.
Szybko się nakłada, nie tworzy smug. Niesamowicie się polubiliśmy! W dodatku te musy mają odcienie dla najprawdziwszych bladolicych dziewczyn (nr 5).
Jest to podkład, który najdłużej matuje moją tłustą skórę, nawet do 8h. Polecam!
Poniżej porównanie czterech moich podkładów. Różne konsystencje, odcienie.
Podkłady najczęściej nakładam palcami, tak jest mi zdecydowanie najłatwiej i najszybciej, a rano każda sekunda się liczy. Próbowałam pędzlami i Beauty Blenderem, ale to nie to samo. Palce lekko rozgrzewają podkład, przez co lepiej się stapia ze skórą i z nią współpracuje. Oczywiście zawsze dbam o czyste ręce, to się rozumie samo przez się!
Annabelle Minerals, Podkład mineralny matujący
Od producenta:
"Formuła matująca to skuteczne zmatowienie cery na długi czas oraz możliwość stopniowania krycia od średniego po pełne. Ukrywa niedoskonałości, działa antybakteryjnie oraz regulująco. Zwiększona zawartość tlenku cynku pomaga w leczeniu cery dotkniętej trądzikiem".
Jakiś czas temu zachorowałam na minerały. Skoro patrzę na składy kosmetyków pielęgnacyjnych chciałam przenieść ten zwyczaj także na kolorówkę. Postawiłam na AM, podkład matujący w odcieniu
NATURAL LIGHT. Podkład znajduje się w
plastikowym słoiczku z dozownikiem, który bardzo mi się spodobał. Sam podkład jest
w formie sypkiej, dość mocno się pyli. Nabieram niewielką ilość na pędzel kabuki (też od AM) i kolistymi ruchami wcieram w skórę. Kosztuje 35zł.
Odcień, który wybrałam po przejrzeniu miliona porad na stronie jest w 90% zbliżony do mojej skóry, ale
dobór podkładu w ten sposób jest dość trudny. Musimy się posiłkować opisami jak ten ze strony producenta dotyczący odcienia Natural Light: "
Odcienie
natural są idealne dla kobiet o karnacji wpadającej w odcienie szarości
i beżu. W pigmencie nie przeważają różowe, czy żółte tony, odcień
utrzymany jest w neutralnej tonacji. Podkład matujący Natural Light spodoba się kobietom o
promiennej cerze, wpadającej w delikatny odcień beżu. Łatwy w
aplikacji, daje poczucie lekkości i naturalny wygląd". W sklepie można
zamówić próbki i zdecydowanie polecam to zrobić.
Podoba mi się, że wystarczy trochę wprawy i już można wyczyniać z nim cuda.
Możemy stopniować krycie od średniego do dość mocnego, choć warto uważać, by nie przesadzić i nie wyglądać jak przyprószona mąką
. Byłam zaskoczona, że podkład mineralny tak
dobrze radzi sobie z ukryciem zaczerwienienia, niedoskonałości czy nawet pieprzyków! U mnie
tylko na początku daje płaski mat, potem przechodzi w fajne, satynowe wykończenie. Do minusów zaliczam czas nakładania, zdecydowanie
więcej minut mi to zajmuje niż rozsmarowanie podkładu w musie czy płynie, ale w weekendy zawsze daję swojej skórze oddychać pod minerałami. Nigdy mnie nie zapchał ani nie podrażnił, choć warto dodać, że
bardzo podkreśla suche skórki, jeśli się takie znajdą. Zawsze
nakładam go na dobrze nawilżoną skórę. Podkład mineralny jest
niesamowicie wydajny, nie wiem kiedy go zużyję do końca, na szczęście nie ma daty ważności :) Polecam!
O żadnym z tym produktów nie powiem nawilżający, bo mimo obietnic różnych producentów nawet tego nie oczekuję od podkładu. Podkład ma ujednolicić kolor mojej skóry, nawet gdy jestem niewyspana i ledwo żywa mam w nim wyglądać promiennie, dziewczęco i świeżo, a przy tym ma mnie nie zapchać i wyglądać dość naturalnie.
A jakie są Wasze ulubione podkłady? Miałyście coś z moich zbiorów?