Warsztaty fotograficzne dla blogerek w Warszawie - czy warto?

Uwielbiam fotografię! Takie wyznanie na początek, bo to ważne, aby lubić to, co się często robi :) Lubię układać kompozycje (oczywiście kiedy mam na to czas i pomysł), kombinować, przekładać i sprawdzać jak uchwycić detal, na którym mi zależy. Dlatego jak tylko Marta (bafavenue.pl) rzuciła hasło "warsztaty fotograficzne" weszłam w to bez zastanowienia! Tym bardziej, że miałam już okazję uczestniczyć w podobnym wydarzeniu i sporo się nauczyłam (m.in. używania siatki w telefonie, dzięki której dużo łatwiej od razu wykadrować zdjęcia na Instagram). I tak pewnej zimnej soboty wylądowałam w najprawdziwszym studiu fotograficznym!


Autor zdjęcia: @ania_smir

Studio fotograficzne MarszalStudio

Z przyjemnością zobaczyłam jak wygląda prawdziwe studio fotograficzne. MarszalStudio jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce miejsc, w którym wykonywane są fotografie produktowe i packshoty (zdjęcia na białym tle). A przecież na swój Instagram robię właśnie zdjęcia produktowe, tyle że stylizowane! Ze studiem współpracuje wiele znanych marek kosmetycznych, m.in.: Make Me Bio, Ministerstwo Dobrego Mydła, Ecocera, La Perla, V.Laboratories, Joanna, Fitomed, ale oczywiście także i marki odzieżowe, żywnościowe itp. Powiem Wam, że z ciekawością rozglądałam się po udostępnionym nam "terenie", podglądałam dodatki do tworzenia kompozycji, oświetlenie i chłonęłam atmosferę. Widać było, że ekipa studia jest ze sobą bardzo zżyta i świetnie się dogaduje :)

Autor zdjęcia: @ania_smir

Warsztaty fotograficzne - teoria

Warsztaty rozpoczęły się wykładem, który poprowadził dla nas Marcin Stańczak (fotograf ślubny). Marcin opowiadał nam głównie o oświetleniu. Najbardziej z tego wykładu zapamiętałam jedno proste, ale jakże genialne zdanie:

---> Fotografia to zabawa światłem <---


To zdanie tak mnie uderzyło i zapadło mi w pamięć, ponieważ jest kwintesencją zabawy aparatem. W końcu robiąc jakiekolwiek zdjęcie próbujemy właśnie uchwycić światło odbite od jakiegoś przedmiotu. Na tym polega wszystko to, co widzimy! Poniżej najważniejsze informacje, abyście Wy również mogli skorzystać:

  1. Doświetlajmy zdjęcia blendą lub białą kartką, a nawet kawałkiem styropianu. Marcin mocno skupił się na tematyce doświetlenia zdjęcia. Jeszcze mam mały kłopot z odpowiednim operowaniem blendą (a właściwie w moim przypadku zwykłą białą kartką z bloku technicznego). Dopiero ćwiczę doświetlenie zdjęć. Warsztaty uświadomiły mi, że odbicie światła jest bardzo korzystne nie tylko dla samej fotografii, która staje się wtedy mniej "płaska", ale także do odpowiedniego wyeksponowania samego przedmiotu, który fotografujemy. Przykładowo łatwiej uchwycić świecący napis, często logo marki, które odbija światło i staje się niewidoczne na zdjęciu. 
  2. Najlepszym źródłem światła jest rozproszone słońce! Marcin dużo mówił też o tym, co już sama zauważyłam czyli o źródle światła. Większość fotografii, które wykonuję staram się robić przy świetle dziennym (słonecznym), które najlepiej oddaje barwy i ciepło. Żeby światło nie było zbyt mocne i nie tworzyło długich, ostrych cieni staram się je lekko przytłumić firanką lub bardzo jasną roletą lub czekam, aż słońce zostanie przysłonięte chmurą. Dzięki temu kontury fotografowanych przedmiotów są bardziej zmiękczone i przyjemniejsze w odbiorze. 
  3. Lampy błyskowej najlepiej nie używać wcale, jeśli potrzebujemy dodatkowego źródła światła można zainwestować w lampy z żarówką. Jeśli mamy w domu mało światła słonecznego możemy posiłkować się lampami. Najlepiej nie korzystać jednak z tzw. lamp błyskowych, dostępnych przy aparatach, ponieważ nie mamy nad nimi żadnej kontroli i często widać potem odbicia i błyski na przedmiotach, zwłaszcza szklanych. Nie wygląda to dobrze. Z pomocą przychodzą lampy - źródła światła stałego. Osobiście posiadam lampę ze statywem i tak zwaną parasolką, ale rzadko z niej korzystam, a jeśli już to głównie zimą. 
  4. Golden Hour trwa tylko chwilę! Wieczorem, tuż przed zachodem słońca, a także chwilę po jego wschodzie mamy kilka minut tzw. złotej godziny. Słońce emituje wtedy piękne, złote światło, w którym wyjątkowo korzystnie wygląda skóra oraz niektóre krajobrazy. Podczas golden hour bardzo ładnie wyglądają sesje fotograficzne modeli, ale i ciekawe, "ciepłe" selfie. Trwa to zwykle ok. 15 - 20 minut, w zależności od pory roku.

Autor zdjęcia: MarcinStańczak.pl

Pokaz makijażu do idealnego selfie @_wake_up__make_up

Próbowałam milion razy zrobić dobre ujęcie makijażu, więc wiem jak bardzo jest to trudne. Aparat "zjada" kolory, spłyca blendowanie cieni. Na zdjęciu "znika" konturowanie, które na żywo wygląda idealnie. Jeśli więc chcemy, aby makijaż był widoczny na zdjęciu, musimy go odpowiednio wykonać. Oznacza to, że powinien być on dużo mocniejszy i bardziej wyrazisty niż nasz makijaż dzienny. Niekoniecznie w takim makijażu do fotografii wygląda się dobrze na żywo. Przy makijażu do zdjęcia szczególnie ważną kwestią jest odpowiedni podkład, który wygładzi skórę i ujednolici koloryt oraz puder, który nie da efektu wybielenia na fotografii (gołym okiem tego nie zauważymy). Podobnie konturowanie powinno być mocniejsze, nie za zimne (nie chcemy chyba wyglądać jak przebrane na Halloween ;) i nie za ciepłe.  Z rozświetleniem też lepiej nie przesadzać. Jeśli nałożymy rozświetlacz w nieodpowiednim miejscu lub nałożymy go zbyt "szeroko" uzyskamy nieestetyczny efekt błyszczącej skóry, zamiast ładnie podkreślonych kości policzkowych. Poniżej możecie zobaczyć niesamowity makijaż, jaki powstał na naszych oczach. Użyte kosmetyki nie były naturalne, od razu mówię, ale myślę, że raz na jakiś czas można sobie pozwolić bez żadnej szkody dla skóry na takie "odjechane" zdjęcie. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania! Skóra modelki wyglądała pięknie, świeżo,była ładnie, dziewczęco rozświetlona, gładka. Oczy podkreślone, nie przerysowane. Na żywo wyglądało to jeszcze piękniej! Na zdjęciach widzicie też, że Marcin trzymał blendę od dołu przy twarzy modelki - to wyszczupla szyję i zmiękcza rysy twarzy, szczególnie brody i kości żuchwy. Ten trick warto sobie zapamiętać :)

Autor zdjęcia: MarcinStańczak.pl

Autor zdjęcia: CosmetiCosmos.pl

Autor zdjęcia: @ania_smir

Annabelle Minerals pokaz makijażu mineralnego @anna.maria.makeup

Markę Annabelle Minerals lubię bardzo. Są to moje pierwsze minerały, jakie kiedykolwiek miałam i używam ich od jakichś czterech lat. Moja kolekcja minerałów jest ogromna ale jej największą część stanowią właśnie kosmetyki M :) Modelką do makijażu mineralnego została Patrycja (malenkabloguje.blogspot.com). Podkład mineralny jest zupełnie innym produktem niż fluid w płynie. Warto wspomnieć, że Annabelle Minerals posiada aż 3 różne formuły podkładów, dzięki którym łatwiej możemy znaleźć produkt dopasowany do rodzaju i oczekiwań naszej skóry.

  • Podkład rozświetlający, którego osobiście nigdy nie miałam w pełnowymiarowym opakowaniu, polecany do cery suchej i normalnej. 
  • Podkład matujący, który jest najlepszy dla osób początkujących oraz do skóry normalnej, tłustej i mieszanej. 
  • Podkład kryjący, który jest dosyć trudny do nakładania, jeżeli się nie ma jeszcze wprawy i który absolutnie odradzam jeżeli nigdy nie miałyście minerałów (sypkich podkładów). 

Osobiście jestem wierną fanką formuły matującej. Zużyłam już kilka słoiczków podkładów AM w różnych odcieniach. Ładnie stapia się ze skórą, nie "ciastkuje" na skórze (jak potocznie mówi się na "warzenie" podkładu czyli zbieranie). Dobrze współpracuje z kilkoma kremami, choć dobranie kremu pod minerały to też jest sztuka.


  • Dobre kremy do cery tłustej i mieszanej pod minerały: naturalne wzmacniające serum Vianek do twarzy (nie to olejowe, tylko w małej buteleczce z pompką jak krem pod oczy z fioletowymi kwiatkami, ok. 25 -35 zł/15 ml), D'Alchemy Krem regulujący na dzień do cery tłustej i mieszanej na hydrolatach (świetny skład, 150 zł/50 ml) oraz Bishojo, Krem wodny nawilżający (ostatnio nigdzie go nie widziałam, może już go nie produkują? skład nie był naturalny, ale wciąż ok, bardzo lekki krem).

Podkład mineralny najlepiej wcierać okrężnymi ruchami pędzlem. Do wyboru mamy trzy rodzaje pędzla AM. Osobiście jestem ogromną fanką pędzla kabuki, który daje najbardziej naturalny efekt. Najtrudniej jest też zrobić sobie nim plamy i smugi na twarzy, a jednocześnie można nałożyć dowolną ilość bardzo cienkich warstw - co jest jak najbardziej wskazane przy podkładach mineralnych. Pamiętajmy też o strzepaniu nadmiaru proszku przed nałożeniem go na skórę, żeby właśnie uniknąć efektu "ciastkowania" i nałożyć wszędzie równomiernie cienką warstwę podkładu.

Dzięki marce miałyśmy okazję poznać nowości czyli rozświetlacze oraz róże z serii Glow.(Dostałyśmy do przetestowania 4 najnowsze produkty, które już miałam okazję kilkukrotnie nosić na skórze i którymi jestem zachwycona! Efekt jest idealny na co dzień. Rozświetlacz wygląda bardzo naturalnie na skórze, współpracuje również z innymi minerałami - próbowałam z Lily Lolo, Amilie oraz Sampure).
Cienie Annabelle Minerals to kolejny temat. Posiadam z 10 różnych odcieni, przy czym najbardziej lubię i najczęściej używam dwóch: odcienia Vanilla (jest też świetny pod oczy do maskowania niewyspania) oraz Candy (brzoskwiniowy róż, pięknie podkreśla tęczówkę oka na co dzień). Cienie mineralne również są proszkiem, który bardzo dobrze nakłada się pędzelkami AM (mam kilka). Generalnie planuję napisać Wam więcej o tej marce, bo bardzo lubię te produkty i czasem pokazuję się Wam na Instagramie w makijażu.

Makijaż Patrycji wyszedł przepięknie. Bardzo świeżo! Cera była rozświetlona, gładka, ujednolicona, policzki delikatnie podkreślone. Z tego co Patrycja mówiła wieczorem make up ten utrzymał się w bardzo dobrym stanie przez wiele godzin, aż do wieczora. Jestem w stanie bez problemu w to uwierzyć, ponieważ u mnie minerały też trzymają się bardzo długo. Jedyne co mi przeszkadza to fakt, że zbierają się przy noskach okularów, jeśli akurat je noszę i trzeba pamiętać o tym, aby raz na jakiś czas delikatnie rozetrzeć te okolice, choćby palcem.

Autor zdjęcia: MarcinStańczak.pl

Autor zdjęcia: MarcinStańczak.pl

Autor zdjęcia: @ania_smir
 
Autor zdjęcia: @ania_smir

Ćwiczenie seflie z blendą i lampą pierścieniową

Nie będę ukrywać - nie jestem fanką selfie, więc rzadko możecie mnie oglądać na moim Instagramie czy blogu. Częściej już próbuję zrobić zdjęcie makijażu co - jak wspomniałam - wcale nie jest proste. Posiadam też mały ring na telefon, który ułatwia doświetlenie np. oka, ale poprzez swoją niewielką średnicę jest w stanie oświetlić adekwatnie niewielki obszar skóry. Poza tym ringi zostawiają w źrenicy charakterystyczne kółeczka, które nie zawsze wygląda ładnie (zależy, w którym miejscu to kółeczko się znajdzie już na zdjęciu). Podoba mi się efekt szyi doświetlonej srebrną blendą, którą umieszczamy u dołu. Dzięki odbiciu światła od dołu wyszczuplamy szyję i linię żuchwy, a skóra wygląda na bardziej gładką - kolejny prosty trick do zapamiętania :)

Autor zdjęcia: @ania_smir

Układanie kompozycji do zdjęć na Instagram bafavenue.pl

Organizatorka warsztatów Marta również miała swoje wystąpienie. Opowiadała nam o kompozycji zdjęcia. Marta jest fanką kolorowych, ciekawych teł - tak innych od białego, najczęściej spotykanego tła na Instagramie. Było to inspirujące wystąpienie i odświeżyło, a także wręcz ośmieliło mnie to wypróbowania kolorów jako tła. Marta mocno stawia też na cienie i odpowiednie doświetlenie zdjęć tak, aby fotografowany produkt nie były "płaskie", dwuwymiarowe. Dzięki cieniowi fotografowany np. kosmetyk w okrągłej buteleczce nabiera trzeciego wymiaru i wydaje się bardziej realny. Wygląda też ciekawiej na zdjęciu. Kompozycje Marty są prześliczne, dobrane tematycznie, ale nie zabałaganione (że się tak wyrażę). Widać, że Marta lubi umieszczać fotografowany przedmiot w środku fotografii, tak abyśmy nie mieli wątpliwości co jest głównym tematem zdjęcia. Sama bardzo często tak robię, więc wszystkie rady Marty mocno do mnie trafiły i z przyjemnością próbowałam wprowadzić je w życie w kolejnej części warsztatów, tym razem praktycznej.

Autor zdjęcia: MarcinStańczak.pl

Autor zdjęcia: MarcinStańczak.pl

Autor zdjęcia: @ania_smir


Praktyka czyni mistrza! Ćwiczymy fotografie produktowe kosmetyków


Na warsztatach nie zabrakło także części praktycznej, która jest chyba najważniejszym elementem takich spotkań. W końcu to właśnie praktyka, czyli próbowanie różnych kompozycji, układanie tła, zabawa światłem, zestawiania dodatków pod względem kolorystycznym, ale także i faktur buduje nasze doświadczenie. Warsztaty były dla mnie świetną zabawą, a jednocześnie ćwiczeniem umiejętności. Dostałyśmy od sponsorów spotkania całą masę kosmetyków, które mogłyśmy w dowolny sposób fotografować, układając przeróżne kompozycje. Oceńcie sami jak mi poszło i które zdjęcie najbardziej Wam się podobają (cztery zdjęcia na końcu wpisu). 

Najważniejsze, co mogę Wam przekazać po warsztatach, to aby próbować! Znaleźć sobie wolne 2-3h, zebrać w jedno miejsce różnego rodzaju dodatki np.:

  • kolorowe kartki, 
  • papier do pakowania prezentów, 
  • karteczki z cytatami, 
  • biżuterię, 
  • rośliny świeże, suszone i sztuczne, 
  • koszyczki, 
  • drewniane elementy, 
  • szyszki z ogrodu, 
  • ładne okładki zeszytów czy notesów, 
  • ozdobne tace czy talerze, 
  • ręczniczki z różną ciekawą fakturą,
  • sweter z ładnym splotem,
  • wstążki, sznurki, łańcuszki,

czyli to, co sami lubicie na zdjęciach i układanie w dowolny sposób oraz patrzenie "poprzez kadr" w telefonie czy aparacie jak to wszystko wygląda razem. Pamiętajcie, że na zdjęciu wiele rzeczy wygląda zupełnie inaczej niż widzi je nasze oko "na żywo".

Autor zdjęcia: @ania_smir

Autor zdjęcia: @ania_smir

Autor zdjęcia: @ania_smir

Autor zdjęcia: @ania_smir

Autor zdjęcia: @ania_smir

Zostawiam Was poniżej ze sponsorami spotkania, a także moimi ulubionymi zdjęciami z tych warsztatów. Bardzo się cieszę, że miałam okazję wziąć w nich udział. Dziękuję Marcie oraz całej ekipie i sponsorom za zorganizowanie tak świetnego wydarzenia i mam nadzieję, że będę miała okazję wziąć udział w kolejnej edycji. Zgłaszać może się każdy chętny! 

Cieszę się również, że miałam okazję spotkać blogerki i influencerki: Martę (bafavenue.pl), Ewelinę (revelkove-love.pl), Dianę (IG @naturale.blog), Patrycję (malenkabloguje.blogspot.com), Olę (IG @ja_ola), Sylwię (czokomorena.pl), Sabinę (okiemmarzycielki.pl), Małgosię (blondhairaffair.pl), Magdę (racjapielęgnacja.pl), Ulę (recenzje-kosmetyczneuli.blogspot.com), Weronikę (IG @malinaila).
Bawiłam się świetnie! To była bardzo inspirująca i pozytywna sobota. Jeśli będziecie miały okazję koniecznie bierzcie udział w warsztatach fotograficznych. Nawet się nie zastanawiajcie czy warto. Warto! :)

Autor zdjęcia: MarcinStańczak.pl

Sponsorzy warsztatów

Obiektów o fotografowania oraz poznania dostarczyli nam: Wydawnictwo Helion, Annabelle Minerals, Tołpa, Vita Liberata, Nuev, Sampure Minerals, Jardin, O!Figa i L'biotica.

Autor zdjęcia: CosmetiCosmos.pl

Autor zdjęcia: CosmetiCosmos.pl

Autor zdjęcia: CosmetiCosmos.pl

Autor zdjęcia: CosmetiCosmos.pl

Śmiało piszcie w komentarzach, czy któraś z powyższych kompozycji przypadła Wam do gustu. Czy Wy też tak lubicie robić zdjęcia jak ja? Może mieliście okazję uczestniczyć już w podobnych warsztatach?

Made by Natures, recenzja Balsamu do demakijażu / nowe kosmetyki naturalne

Kosmetyki naturalne Made by Natures

Nowe marki kosmetyków naturalnych zawsze mnie ciekawią. Lubię być na bieżąco :) Gdy tylko usłyszałam o Made by Natures wiedziałam, że chcę sprawdzić działanie tych kosmetyków na sobie, tym bardziej, że składy są faktycznie ładne, nie za długie, a półprodukty dobrane pod konkretne wymagania skóry. Formuły nie są skomplikowane - tak naprawdę większość można zrobić samemu w domu. Doskonale jednak wiem, że nie każdy ma na to czas i nie każdy to lubi, a poza tym gotowe kosmetyki nie są wcale drogie. Dzisiaj zapraszam na recenzję balsamu do demakijażu na bazie masła shea oraz masła mango.


kosmetyki-naturalne

Made by Natures, Balsam do demakijażu do cery problematycznej


Ostatnio króluje u mnie demakijaż olejami i balsamami, ponieważ jest bardzo skuteczny. Takie produkty rozpuszczają nawet produkty silikonowe i wodoodporne, nie mówiąc o moim zwykłym dziennym makijażu kosmetykami naturalnymi. Sam masaż olejkiem dodatkowo relaksuje, a poza tym nie naciąga i nie podrażnia skóry. Nie trzeba także używać płatków kosmetycznych, więc taki demakijaż jest idealny dla ruchu #zerowaste (dodajmy do tego jeszcze szklany słoiczek). W moim przypadku balsam czy olejek zwykle nie podrażnia także oczu - ale to już kwestia bardzo indywidualna. Na zużycie balsamu mamy 12 miesięcy od daty produkcji, która znajduje się na spodzie słoiczka - produkty nie są dodatkowo zakonserwowane, ale też nie zawierają wody, w której głównie rozwijają się bakterie.

Zobacz też:

recenzja-oczyszczanie-twarzy

Analiza składu balsamu do demakijażu


Bazą balsamu do demakijażu Made by Natures są dwa masła: nierafinowane shea oraz masło mango (tu już nie mamy informacji, więc prawdopodobnie jest rafinowane) - oba dobrze znam jako półprodukty. Nierafinowane masło shea jest twarde i w formułach może tworzyć skupiska (niewielkie grudki), natomiast masło mango jest miękkie, plastyczne i bardzo szybko topnieje pod wpływem temperatury ciała (jest to jedno z moich ulubionych "surowych" maseł do ciała, obok babassu). Dla "zmiękczenia" maseł, a zarazem dodania masie delikatności i dodatkowych właściwości producent dorzucił:
  • olej z pestek winogron (jeden z najlżejszych olejów, bogaty w wit. E, nie pozostawia tłustej warstwy na skórze, wygładza skórę i działa przeciwzapalnie, komedogenność =1 /w skali 0-5/),
  • olej rycynowy (komedogenność =1, najczęściej używany do mieszanek do demakijażu olej, bardzo tani, dobrze oczyszcza pory, wspiera odbudowę komórek)
  • olej laurowy (znany z właściwości przeciwtrądzikowych, łagodzi stany zapalne, działa antyseptycznie oraz antygrzybiczo, posiada ostry, gorzki zapach i ciemnozielony kolor / UWAGA na cery naczyniowe, ponieważ przyspiesza krążenie i rozszerza naczynka krwionośne)
  • olej z czarnuszki (komedogenność= 1, bogaty w antyoksydanty, łagodzi stany zapalne i przyspiesza ich gojenie, wzmacnia i ujędrnia skórę, polecany do cer trądzikowych i problematycznych, również ma bardzo charakterystyczny, mocny zapach)
  • olej tamanu (kmedogenność=2, pachnie podobnie do przyprawy maggi, dość intensywnie, polecany do leczenia blizn i ich rozjaśnienia, działa przeciwzapalnie i przyspiesza gojenie, dlatego często polecany jest do cery problematycznej)
  • olejki eteryczne (rozmarynowy i geraniowy, nadają balsamowi świeżego, naturalnego zapachu, a jednocześnie rozmarynowy działa aromaterapeutycznie rozluźniająco, a na skórę antybakterynie, natomiast geraniowy działa ściągająco, przeciwwirusowo i pomaga regulować nadmierne wydzielanie sebum / UWAGA na cery wrażliwe i alergiczne, olejki eteryczne mogą podrażniać, niektórych uczulają).

oczyszczanie-balsamem-demakijaz

Skład (INCI): Butyrospermum Parkii Butter (nierafinowane masło shea), Mangifera Indica Seed Butter (masło mango), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron), Ricinus Communis Seed Oil (olej rycynowy), Laurus Nobilis Fruit Oil (olej laurowy), Nigella Sativa Seed Oil (olej z czarnuszki), Calophyllum Inophyllym Seed Oil (olej tamanu), Rosmarinus Officinalis Leaf Oil (olejek eteryczny rozmarynowy), Pelargonium Graveolens Flower Oil (olejek eteryczny geraniowy), Geraniol, Linalool, Limonene, Citral, Citronellol (zgodnie z prawem wymienione alergeny, naturalne składniki olejków eterycznych).

sklad-balsamu

Recenzja Balsamu do demakijażu Made by Natures


Balsam do demakijażu cery problematycznej Made by Natures znajduje się w słoiczku z ciemnego szkła o wadze 50 g i kosztuje 25 zł (swój dostałam do przetestowania od marki, a kupić je można na stronie www.madebynatures.pl). Jest to produkt ultra wydajny, ponieważ niewielka ilość po rozpuszczeniu pod wpływem ciepła dłoni wystarcza na wymasowanie całej twarzy, a nawet szyi i dekoltu. Ilość, jaka potrzebna jest do jednorazowego zabiegu musicie wyczuć sami - mnie wystarcza połowa tego co jest na zdjęciu niżej. Balsamu używam od jakichś trzech miesięcy i pomimo stosowania go co drugi dzień wciąż została 1/3 słoiczka! Produkt posiada średnio intensywny zapach, według mnie przyjemny (i to pomimo zawartości praktycznie samych silnie pachnących olei, które w zestawieniu ze sobą solo mogłyby być kontrowersyjne i dla niewielu osób znośne). Najbardziej wyczuwam odrobinę oleju laurowego i olejki eteryczne, a całość nie jest mocna - taka w sam raz (pamiętajcie jednak, że jestem ogromną fanką olejków eterycznych w pielęgnacji i nie mam na nie uczulenia). Konsystencja pod palcami jest miękka i plastyczna, zupełnie inna niż twarde, surowe masło shea. Łatwo nabrać balsam dłonią lub szpatułką, w zależności jak wolicie. Barwę ma w pełni naturalną, lekko zielonkawą (od oleju laurowego). Szybko się rozpuszcza w dłoniach do postaci płynnego olejku.


Zobacz też:

demakijaz-cera-problematyczna

Naturalny demakijaż balsamem na bazie masła shea


Kosmetyku najchętniej używam pod prysznicem, podobnie jak olejków płynnych, żeli czy pianek - przy okazji mycia całego ciała wieczorem. Stosuję go raz dziennie, przed pójściem spać, do wieczornego, porządnego oczyszczania. Najpierw rozpuszczam balsam w dłoniach, a następnie delikatnie, okrężnymi ruchami masuję skórę twarzy, szyi oraz oczy (u mnie nie powoduje podrażnienia czy pieczenia). Czasem stosuję go na sucho, a czasem na skórę już zwilżoną wodą - nie widzę najmniejszej różnicy w działaniu. Balsam do demakijażu nie zawiera emulgatora, więc nie uda się go zmyć samą wodą. U mnie jest pierwszym etapem oczyszczania skóry twarzy z makijażu oraz innych zanieczyszczeń miejskich, a zmywam go pianką lub żelem, które radzą sobie z tym świetnie. Balsam sam w sobie jest oczywiście produktem tłustym, ale nie aż tak bardzo jak balsam Czarszki (mam porównanie do wersji regulującej z olejkiem z drzewa herbacianego) i lepiej się zmywa, nie zostawiając "mgły" na oczach. Skóra po oczyszczeniu wygląda świetnie, jest gładka, miękka, nie przesuszona, a przy tym dokładnie umyta (sprawdzałam kilkukrotnie, domywa wszystko łącznie z silikonowymi podkładami, wodoodpornym eyelinerem). Balsamu można używać także do OCM i usuwać resztki ciepłym ręcznikiem (osobiście nie lubię tej metody, wolę żel).

Nie zauważyłam, aby "zapychał" czy w jakikolwiek sposób podrażniał moją tłustą cerę. Przy regularnym stosowaniu stan skóry lekko się poprawił - lekko, ponieważ sam w sobie nie jest zły. Największą różnicę widzę przed tzw. "tymi dniami", kiedy ze względów hormonalnych zdarza się, że pojawiają się wypryski - balsam przyspiesza ich gojenie i powrót do gładkiej cery, chociaż oczywiście stosuję także inne produkty. Cera na przełomie zimy i wiosny nie przesuszała mi się tak mocno jak potrafiła w poprzednich latach (skóra tłusta również może się przesuszać pod wpływem np. suchego powietrza z kaloryferów). Przy cerze typowo trądzikowej, z wieloma otwartymi rankami, byłabym ostrożna, ponieważ taka skóra różnie reaguje np. na masło shea i inne oleje (oraz oczywiście olejki eteryczne), trzeba by indywidualnie sprawdzać jego działanie. Natomiast przy typowym przetłuszczaniu i sporadycznych niedoskonałościach balsam powinien działać idealnie. Myślę, że równie dobrze może się spisać przy oczyszczaniu cery suchej czy normalnej, ze skłonnościami do wyprysków. Przy mocno naczynkowej raczej odradzam ze względu na olej laurowy.

konsystencja-balsamu-myjacego

Podsumowując jest to fajny, naturalny balsam do demakijażu, który idealnie spełnia swoją podstawową funkcję - dokładnie i delikatnie oczyszcza skórę z make upu oraz innych zanieczyszczeń. Zapakowany w szklany słoiczek, niedrogi (25 zł) i bardzo wydajny produkt z niewielkiej, polskiej manufaktury (wykonany ręcznie). Dla mnie bomba!

O widocznym na niektórych zdjęciach niebieskim peelingu do ciała napiszę Wam już wkrótce. Jesteście ciekawe? Lubicie demakijaż takimi balsamami czy wolicie inne sposoby?

Ekocuda Targi Kosmetyków Naturalnych - co kupić, które firmy są warte uwagi?

Co warto kupić na Ekocudach?


Od pierwszej edycji jestem praktycznie na każdych kolejnych Targach Kosmetyków Naturalnych pod nazwą Ekocuda. Obserwuję jak z roku na rok jest coraz większe zainteresowanie wydarzeniem, co niesie ze sobą pewne niedogodności jak tłum ludzi, braki w asortymencie, gorąco, przy niektórych stoiskach brak możliwości spokojnego porozmawiania z dostawcami. Dla niektórych osób wadą jest także brak promocji na produkty przy niektórych stoiskach, ale wiecie co? Niewielkie manufaktury wcale nie muszą stosować zniżek i promocji, aby sprzedać swoje wyroby, wystarczy ich dobra jakość oraz związana z nią renoma wyrobów. W dzisiejszym poście chciałabym Wam pokazać kosmetyki, które znam i polecam oraz marki, którym ufam i których kosmetyki planuję kupić podczas najbliższych targów.


Zapraszam Was także na moją relację z pierwszej edycji Targów Ekocuda z listopada 2016 r. :)

targi-kosmetyków-naturalnych

EKOCUDA Naturalna pielęgnacja

Mydlarnia Cztery Szpaki to niewielka polska, rodzinna manufaktura. Do produkcji używane są własnoręcznie tłoczone oleje. W ofercie hydrolaty, musy do ciała, masła, peelingi (mam lawendowy, który dzięki glince jest niebieski!), kule kąpielowe i mydełka (mam jedno). Mam ochotę na hydrolat makowy i dezodorant w kremie.


Orientana - polska marka, która czerpie receptury z Azji, stamtąd pochodzą też składniki aktywne oraz orientalne zapachy kosmetyków. Zwykle podczas targów są różne promocje, można poprosić panie o próbki. Miałam sporo olejków tej marki, które są dość tłuste, mocno emolientowe. Krem z kurkumą jest świetny dla tłustej cery. Mam ochotę na ich żelowe maski-esencje oraz mój ulubiony peeling mechaniczny do twarzy Papaja. Dla lubiących nietypowe kosmetyki polecam balsam w kostce :)

Babo to ciekawa polska marka, która stawia na nawilżenie skóry i ochronę przeciwstarzeniową oraz maksymalne unikanie alergenów zamiast skupiania się na typie skóry czy wieku. Miałam okazję rozmawiać z właścicielką, która stworzyła kosmetyki dla siebie - bez zbędnych dodatków typu kompozycja zapachowa, za to wypakowane składnikami aktywnymi. Póki co w ofercie jest tonik (miałam miniaturkę - łagodzący, mocno nawilżający, koi wszelkie podrażnienia), krem (miniaturka fajnie nawilżała, nie "zapychała"), serum oraz maska-peeling.


Moja Farma Urody kolejna polska marka, którą od bardzo dawna obserwuję na Facebooku. Ostatnio miałam okazję poznać właścicielki i wiem, że na Ekocudach też planują się pojawić. Hitem tej marki są... jadalne kosmetyki. Fajne, naturalne składy, przede wszystkim proste i przemyślane, ciekawe maceraty ziołowe, własna olejarnia, miód - po prostu bajka! Do tego dodajmy oleje, zioła do picia oraz octy smakowe (osobiście zakochana jestem w buraczanym!).


D'Alchemy polska marka kosmetyków przeciwstarzeniowych, napakowanych składnikami aktywnymi i antyoksydantami. Kosmetyki nie są tanie, osobiście przekonałam się, że warto wypróbować po otrzymaniu próbek. Zakochałam się w niby treściwych konsystencjach, jednak bez tłustej warstwy, dobrym nawilżeniu i cudownych zapachach. Kosmetyki produkowane zgodnie ze standardami Ecocert, całkowicie wegańskie. Marka mnie urzekła zastąpieniem zwykłej wody hydrolatami, zawartością olei extra-virgin oraz olejków eterycznych i ekstraktów roślinnych kryjących się w ciemnym szkle.



Naturalna Bogini to portal i sklep, który kojarzy mi się przede wszystkim z kamiennymi masażerami (rollerami). Myślę, że to piękny prezent dla maniaczki naturalnego piękna. Kamienny masażer (mój jest jadeitowy) ma za zadanie pobudzić krążenie krwi i limfy pod skórą, przymknąć pory, a ponadto pomóc rozluźnić mięśnie, poprawić elastyczność skóry. Kamień jest zawsze chłodny, metalowe części nie zacinają się i nie skrzypią. Taki masaż jest bardzo odprężający, pomaga też lepiej wchłonąć się substancjom aktywnym z kosmetyków.


Rapan Beauty - czy muszę przedstawiać Wam tą markę? Najlepsze, aktywne maseczki glinkowe na rynku. Gotowe, nic nie trzeba mieszać. Niezawodne! Gdy moja cera potrzebuje oczyszczenia, dotlenienia i peelingu nie waham się ich użyć. Wiem, że niektórzy czują dość mocne mrowienie, zwłaszcza w przypadku wersji żółtej, jednak u mnie efekt ten ustąpił już przy drugiej aplikacji. Zużyłam wiele opakowań, a to naprawdę dużo znaczy dla osoby, która lubi testować nowości :) Ostatnio marka wprowadziła także inne produkty, m.in. tonik, sól do kąpieli, peeling, mydełka. Zwykle na targach są dobre promocje, więc spróbujcie sami.



Brooklyn Groove dla mnie nowość, poznana dzięki Paulinie z vloga OrganicMakeup, która "poczęstowała" mnie solidną porcją naturalnego dezodorantu z węglem aktywnym. Deo jest naprawdę dobry, póki co użyłam kilka razy i nawet w sytuacji dość stresowej nie czułam się nieświeżo. Ponadto ładnie, cytrusowo pachnie i pomimo ciemnego koloru nie brudzi ubrań. Ci ciekawe na pomysł kosmetyków właścicielka marki wpadła w Nowym Jorku, więc nazwa jest adekwatna :) Produkty ręcznie robione, wegańskie, naturalne. Mają świetne opakowania kojarzące mi się z miejskimi napisami na murach. Na pewno zajrzę podejrzeć co warto jeszcze kupić.

Be.Loved to marka, która szczególnie mnie zaczarowała swoim serum do twarzy, które znalazło się nawet w moim rankingu najlepszych kosmetyków 2018 roku! Genialny skład, w pełni naturalny, cudownie skomponowany pod potrzeby cery tłustej i problematycznej. Zero wypełniaczy czy przypadkowych składników, za to pięknie regulujące nadmierne wydzielanie sebum, kojące podrażnienia i wypryski, a zapach... Zapach sprawiał, że wyczekiwałam na chwilę wieczornej pielęgnacji! To zdecydowanie marka stworzona z miłością i pełną świadomością składów. Jedyny minus - na sera trzeba czasem czekać, ale warto.


Sylveco czyli chyba najbardziej znana polska marka kosmetyków naturalnych. Jedni ją kochają, inni nienawidzą twierdząc, że "wszystko ich zapycha" ;) Ja należę do teamu #lovesylveco, mimo że nie każdy kosmetyk się u mnie sprawdził, co uważam za jak najbardziej normalne. Kosmetyki należy dobierać pod potrzeby skóry, szukać cennych dla nas składników aktywnych i unikać tych, które wpływają niekorzystnie. Dla mnie "sylvecowa" seria do włosów jest nietrafiona, za mało oczyszczająca, za bardzo obciążająca, za to lipowy płyn micelarny lub seria Biolaven - MISTRZOSTWO! Tanie, łatwo dostępne, skuteczne, pięknie pachnące winogronem kosmetyki (nie lubiłam tylko kremu na dzień, ponieważ jest dla mnie zbyt emolientowy, za to wersja na noc była idealna przez całą dobę). Podobnie Vianek - szczególnie maseczki do twarzy, pomadki ochronne, olejki do ciała i włosów, fioletowy micel czy niebieski szampon do włosów - to moje tanie perełki. Poniżej podlinkuję Wam wszystko co się pojawiło na blogu na temat marki Sylveco. Niedawno na swoim Instagramie i Facebooku wrzuciłam wstępne wrażenia na temat kremu na zień Duetus (tu z kolei maseczki z węglem aktywnym to MISTRZ!), testuję też kilka kosmetyków Aloesove. Generalnie Sylveco rozwija się błyskawicznie! Jest też dedykowana seria dla dzieci, oczywiście z naturalnym składem. Na Ekocudach planuję kupić mój absolutny zestaw hitów czyli płyn do płukania ust i tonę pomadek z peelingiem :) PS. Na stoisku zawsze są jakieś promocje.




Lush Botanicals poznałam dość dawno również podczas jakichś targów, na których dostałam mnóstwo miniaturek tej marki. Szalenie mi się spodobały, ponieważ bardzo przypominają mi moje kosmetyki diy - ostatnio rzadko mam czas sama "kręcić" bardziej skomplikowane kremy, a tu proszę - dostępne są równie świeże "gotowce". Zapachy na bazie absolutów kwiatowych zachwycają i zapadają w pamięć na długo, a jednocześnie nie są nachalne czy męczące. Kto raz spróbował ten wie, o czym mowa. Poza tym składy są naprawdę piękne, pełne substancji aktywnych, na olejach tłoczonych na zimno. Wszystko zamknięte w eleganckim, ciemnofioletowym szkle.

Nature Queen - marka, którą poznałam początkowo "od strony" olei roślinnych i glinek. Produkty są niedrogie i fajnej jakości. Od jakiegoś czasu marka wypuszcza na rynek coraz to nowe kosmetyki gotowe, w ostatnich tygodniach serię do oczyszczania twarzy. Warto zajrzeć, szczególnie jeśli lubicie olejowanie twarzy lub włosów.


Bosphaera czyli producent mojego ukochanego peelingu do ciała ever! Bomba eteryczna, poprawiacz humoru i pogromca każdej paskudne pogody w postaci cytrusowych olejków eterycznych, cudownej konsystencji i działaniu (baza cukrowa). Dla mnie absolutny hit i mam już kolejne opakowanie! Fankom kąpieli w wannie z czystym sumieniem polecam śliczne babeczki do kąpieli - wyglądają absolutnie obłędnie, jak słodycze, a zapachy... Zapachy znajdą się dla każdego!



Senkara - polska marka, którą pierwszy raz wypatrzyłam u Aneczkablog. "Pandzioch" od razu przykuł moją uwagę, czyż opakowania nie są urocze? Do tego nietypowe zapachy jak banan, czekolada i nierafinowane masła. Wszystkie receptury autorstwa właścicielki - doktor nauk chemicznych, ale nie pozbawione przyjemności. W ofercie sera, musy, dezodoranty, olejki, hydrolaty, peelingi. Mam hydrolat Kwiat lotosu, na targach mam zamiar zaopatrzyć się w coś jeszcze :)


Lavera - marka niemiecka, na rynku od 25 lat! Kosmetyki produkowane zgodnie ze standardami certyfikowanych kosmetyków naturalnych. Do wyboru mamy prawdziwy ogrom produktów od pielęgnacji każdej skóry, przez kosmetyki dla dzieci i mężczyzn aż po higienę jamy ustnej. To co mi się podoba to brak sztucznych konserwantów, kompozycji zapachowych i wykorzystanie do produkcji energii ze źródeł odnawialnych. Miałam okazję poznać kilka kosmetyków, na targach celuję szczególnie w pasty do zębów (miałam już dwie, są wydajne i dobrze oczyszczają).


Manufaktura Mewa tworzy w pełni wegańskie, ręcznie wytwarzane produkty: masła do ciała, peelingi cukrowe, kule do kąpieli, sera i hydrolaty. Egzotyczne zapachy pokroju mango, mandarynka czy ananas z łatwością umilają dbanie o siebie. Kosmetyki mają cudowne konsystencje i nie są drogie. Miałam hydrolat Neroli, pięknie i naturalnie pachnący z fajnym atomizerem (zdjęcie niżej).

Sape - mała mydlarnia, w której ręcznie wytwarzane są niesamowite kosmetyki. Piękne, estetyczne szklane słoiczki z białą etykietą przywodzą na myśl minimalizm i prostotę, jaką możemy znaleźć w naturze. Marka kojarzy mi się z bardzo innowacyjnymi produktami jak mydło z luffą albo mocno oczyszczającą peelmaską z węglem aktywnym na bazie białej glinki, korundu i mydła potasowego. Jeszcze czegoś takiego nie widzieliście! Peelmaska myje, peelinguje i dogłębnie oczyszcza pory, przez co jest wręcz idealna do skóry tłustej, zanieczyszczonej. Przy tym zupełnie nie wysusza, pozostawia cerę czystą, miękką i gładką. Czary! Poza tym w ofercie oleje, mydła, sera, produkty do demakijażu i kule do kąpieli.


La-Le poznałam od przeczytania gdzieś, że mają hydrolat porzeczkowy. Jako wielka fanka hydrolatów musiałam go mieć, więc na poprzedniej edycji Ekocudów kupiłam. Zapach to nie są typowe owoce, jest trochę "trawiasty", ale o ciekawej cierpkiej nucie, osobiście bardzo mi się podobał. Przy okazji do koszyka wpadł dezodorant na bazie sody o zapachu zielonej herbaty - całkiem niezły, niesamowicie wydajny, o miękkiej, plastycznej konsystencji. Dezodorant Lale na co dzień jest bardzo dobry, zawiódł mnie tylko raz, ale było to w mocno stresowej sytuacji, więc wybaczam :) Jest to kolejna marka stricte wegańska. Kusi mnie czekoladowe masełko do ust oraz kolejne hydrolaty, tym razem postawię chyba na borowinowy albo jagody goji. Uwaga! Jest też hydrolat męski (rumianek, mięta, lawenda, szałwia) :)

Bio Up to jest sztos! Ich tonik na bazie hydrolatu z opuncji i róży zapachem rozłożył  mnie na łopatki, a działanie nie ustępuje temu aromatowi :) Cera spryskana tym tonikiem natychmiast odzyskuje wigor, naprawdę nie wiem jak inaczej mam to określić! To bomba witaminowa, która nawilża, rozjaśnia, koi, przymyka pory, a jednocześnie zawiera sporo substancji aktywnych, które niestety czasem mogą się "pogryźć" z innymi produktami. Mówiąc wprost ten kosmetyk to coś o wiele więcej niż tylko tonik, który wielu osobom kojarzy się z pachnącą wodą o niższym pH. Tutaj mamy masę dodatkowych substancji, które czynnie wpływają na cerę. Widoczne na zdjęciu serum pod oczy jest absurdalnie wydajne, więc z powodzeniem  stosuję je na cała twarz, a także dekolt. Po kolorze widać, że oleje nie są rafinowane, serum dobrze współpracuje praktycznie z każdym produktem, z jakim go używałam. W moim posiadaniu jest także olejek do demakijażu z emulgatorem (spłukiwany wodą!) o zapachu cytrusowym, który uwielbiam - jest niesamowicie skuteczny, przyjemny w użyciu i posiada świetny skład. Uwaga - wiele surowców posiada certyfikaty.


Iossi - polska marka, która zachwyca składami. Do tej pory poznałam trzy kosmetyki: mydełko, serum rozświetlające (również znalazło się w ulubieńcach 2018 r!) oraz poniższą maseczkę antyoksydacyjną. Markę bardzo lubię, fajne składy, szczególnie dla osób w "moim wieku", w okolicach trzydziestki, gdy szukamy w kosmetykach już czegoś więcej niż tylko nawilżenie. Szczególnie przyjazna marka wrażliwcom oraz cerom problematycznym i alergicznym. PS. Maseczka pięknie rozjaśnia i rozświetla cerę, idealna dla skóry z problemami naczynkowymi. Trzeba ją rozrobić jak glinkę.


Polny Warkocz z mojego rodzinnego Lublina, chyba zawsze będę sympatyzować z tymi kosmetykami. Znamy się nie od dzisiaj, a to dzięki mazidłom marki. Są to tłuściutkie, trochę napowietrzone kremiki, zdecydowanie do stosowania na noc jako warstwa emolientowa na coś nawilżającego. Esencje to cuda! Dla jednych to po prostu tonik, dla innych o wiele więcej. Wodnista konsystencja zawiera sporo humektantów, pięknie pachnie i można ją stosować na milion sposobów. Idealna do maseczek w płachcie diy! Poza tym do wyboru mamy także koncentraty czyli olejki myjące do twarzy (z emulgatorem). Receptury dość proste, a mimo to skuteczne. Design opakowań swojski, słowiański. Produkty w ciemnym szkle. Bardzo niskie ceny!



Bartos - polska marka stworzona przez magister chemii. Świetne składy, pełne witamin i substancji aktywnych na bazie soku z aloesu, mocno nawilżające i odżywcze. Super fajne opakowania z dużą pompką typu air less. W ofercie także płyn micelarny. PS. Krem z witaminą C to prawdziwy sztos, jeden z dwóch moich ulubieńców ostatnich lat i jeden z niewielu kremów do twarzy, do którego jeszcze wrócę. Miał w sobie "to coś", przez co moja skóra lśniła, była jędrna, dobrze nawilżona, gładka i promienna, a choć wcale tego nie obiecywał dodatkowo pozostawiał cerę matową! EDIT: moja recenzja dotyczy poprzedniej formuły, jak się okazuje skład trochę został zmieniony.


Shy deer to marka zainspirowana... lasem. Śliczne opakowania z kawałkami drewna, ciekawy design. Receptury oparte zostały o hydrolaty, które wyparły powszechnie stosowaną wodę, dodając formułom jeszcze więcej składników aktywnych. Dodajmy do tego mnóstwo ekstraktów roślinnych i olejki eteryczne. Jestem na tak!

Dworzysk uwielbiam głownie za herbatkę Śpij Dobrze. Jej kojący zapach i smak zawsze pozytywnie nastraja mnie do snu, wycisza i koi nerwy. Uwielbiam! Co równie ważne lubi ją mój mąż. Dworzysk posiada własne pola lawendy, skład pochodzą kwiaty używane do produkcji m.in. kosmetyków. Hydrolat lawendowy tej marki pachnie przyjemnie, nie jest za mocny ani sztuczny, zawiera jednak fenoksyetanol (mnie to nie przeszkadza, ale wiem, że niektórzy unikają). PS. Atomizer tworzy idealną mgiełkę i nigdy się nie zdarzyło, żeby się zaciął.


O!Figa to marka młoda, ale ambitna! Wszystkie kosmetyki bazują na cennym i nietanim oleju z opuncji figowej. Pozostałe składniki to jeszcze rzadziej spotykane, innowacyjne substancje takie jak olej z nasion cedru syberyjskiego, bioferment z tonkowca wonnego, ekstrakt CO2 z dzikiej róży, ekstrakt z juki. Osobiście mam hydrolat różany tej marki, ale poluję na coś ambitniejszego!


EKOCUDA Naturalny makijaż

Lily Lolo to brytyjskie kosmetyki mineralne. Osobiście miałam kilka produktów. Na szczególną uwagę zasługuje podkład mineralny, doskonale zmielony, ładnie stapia się z cerą oraz tusz do rzęs Big Lash Mascara, który idealnie rozdziela, podkręca i podkreśla rzęsy (moje są krótkie i jasne, a mimo to efekt był bardzo zadowalający). Pełna recenzja poniżej. Poza tym marka słynie z pomadek i błyszczyków do ust - mam jeden i jak nie lubię błyszczyków ten stale mi towarzyszy. Fajny jest też bronzer w kompakcie.


Felicea z kolei to nasza rodzima marka kosmetyków naturalnych, ale nie w formule sypkiej. Marka oferuje bardzo trwałe prasowane cienie do oczu oraz pudry i róże, ładnie napigmentowane kredki do oczu oraz korektory do twarzy. Markę natomiast najmocniej kojarzę z klasycznymi, ultra komfortowymi pomadkami do ust, do złudzenia przypominającymi kolorowy balsam do ust. Te pomadki są niesamowite, zupełnie nie czuć ich na ustach, "nosi" się je wygodnie, przez to nie są bardzo trwałe. Za to po zmyciu usta wyglądają na zadbane, nie są wyschnięte i przesuszone, a to dla mnie największa zaleta. Nowością Felicea jest tusz do rzęs, który kupimy w jednej z dwóch wersji szczoteczki: klasycznej lub silikonowej. Tusz nie uczula, ma skład łagodny dla alergików, delikatnie podkreśla i przyciemnia rzęsy. Ciekawa propozycja na co dzień dla osób, które mają naturalnie dłuższe, ale jasne włoski. Marka posiada także olejek do demakijażu (bez emulgatora). Wszystkie kosmetyki mają fajne składy (nie wypatrzyłam np. talku), niektóre substancje posiadają certyfikat ECOCERT.


Annabelle Minerals to pierwsza moja naturalna kolorówka, mineralna i polska marka. Podkłady w formule matującej są idealne dla mojej cery, nie "ciastkują" się (nakładam je pędzlem kabuki tej samem marki), ładnie stapiają z cerą, nie wybłyszczają się zbyt szybko. Genialna wydajność i całkiem wygodne opakowania (choć Lily Lolo były dla mnie praktyczniejsze, chodzi o przekręcane sitko, które w AM jest "na zatrzask"). Poza tym darzę absolutną miłością cienie i róże Annabelle Minerals, wszystkie w formułach sypkich. Na dzień dają mi komfort trwałości i naturalności. Nie zauważyłam, aby "zapychały", ale codziennie dbam o dokładny, delikatny demakijaż i oczyszczanie, nie chodzę spać w makijażu, nawet naturalnym. Wydajność tych minerałów jest dla mnie kosmiczna! Początkującym w temacie absolutnie odradzam formułę kryjącą, która wymaga odrobinę wprawy i przy "ciężkiej" ręce potrafi naprawdę niekorzystnie wyglądać na skórze, szczególnie tłustej czy mieszanej.

Ecolore to kolejna polska marka kosmetyków mineralnych, tym razem zachwycająca mnie szczególnie bronzerami, rozświetlaczem i różami. Podczas targów planowana jest promocja 10% taniej oraz przy zakupie 3 kosmetyków cień do powiek gratis. Poza tym najlepiej dobrać odcienie przy stoisku, na żywo. Formuły tych minerałów są bardzo drobno zmielone, przez co łatwo się nimi pracuje, praktycznie każdym pędzlem do minerałów.

Amilie - kosmetyki mineralne, również polskiej marki. Świetnej jakości podkłady w kilku formułach. Szczególnie warto sprawdzić formułę jojoba, która ma niezłe krycie, a na twarzy daje efekt "blur" jak Photoshop - skóra wygląda na promienną, miękką i gładszą! Warte uwagi są również pudry, cudowne róże, bronzery, a przede wszystkim cienie, w tym dwa duochromy - trwałe, pięknie się mieniące.


Puro Bio to kolejna naturalna marka oferująca kosmetyki do makijażu, tym razem włoska. Tu przede wszystkim wspomnę, że miałam przyjemność uczestniczyć w warsztatach z tą marką, a także poznać na własnej skórze "moc" podkładu kryjącego. Wiem, że z tym podkładem wiele osób ma kłopot i wcale się nie dziwię, ponieważ jest szybko zastygający i mocno napigmentowany, przez co trzeba nakładać go szybko i sprawnie. Od makijażystki dostałam info, że podkład najlepiej współpracuje z dedykowanym pędzlem tej samej marki, który jest naprawdę mocno zbity. Ruchy stemplujące i dość mocno wciskające produkt w skórę miejsce przy miejscu powinny sprawić, że cera będzie wyglądać naturalnie, a jednocześnie podkład zakryje wszelkie przebarwienia. Nie ukrywam - wymaga to wprawy i na pewno nie jest to produkt dla początkujących. Za to podkład w kroplach jest już bardziej przyjazny, a też ma całkiem przyjemne krycie. Dodatkowo podczas ostatnich Ekocudów kupiłam tusz Impeccable Mascara (bez niklu) z lekko podkręcającą szczoteczką i muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona z efektu! Tusz jest idealnie czarny, rozdziela i lekko podkręca włoski. Obiecującą wyglądają też rozświetlacze (zdjęcie niżej) i cienie tej marki.


Ovium - marka wielorazowych, mięciutkich, biodegradowalnych, bawełnianych płatków kosmetycznych. Szyte w Polsce, z bawełny organicznej, dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, świetnie się piorą i długo służą. Dla osób zainteresowanych #lesswaste i dobrej jakości produktami w przystępnej cenie.

EKOCUDA Naturalna chemia domowa

Klareko to sprawdzone receptury babć, ekologiczne półprodukty, bezpieczne dla ludzi i środowiska środki czystości. Składy oparte m.in. o kwas octowy, który jest naturalny, a działa mocniej niż domowy ocet. Proszek do prania, płyn do tkanin, mus czyszczący, środki do mycia luster  - to tylko niektóre produkty z dostępnego asortymentu, natomiast wszystkie cudownie połączone z aromaterapią dzięki zawartości olejków eterycznych.

Yope znane przede wszystkim z mydeł i żeli pod prysznic o ładnych zapachach, które uwielbiam. Marka posiada także w ofercie środki czystości: płyny do mycia naczyń, płyny uniwersalne, do szyb, do podłogi - niestety okazuje się, że produkty zawierają bardzo alergenne, syntetyczne konserwanty m. in. MIT, w związku z czym nie polecam i sama też nie kupię. Dostępne są także świece zapachowe - nie znam jednak całego składu, zobaczę na miejscu :)

Miuka Candles - świece z wosku rzepakowego wytwarzane ręcznie w Polsce. Podczas poprzednich targów chciałam kupić, jednak nie było zapachu, na który poluję. Zapachy są naprawdę niesamowite! Same świece w szklanych słoiczkach wyglądają elegancko, po prostu przepięknie! (3 zdjęcie powyżej, na środku).

Olivia Plum - świece sojowe (edit: mam info od producenta, że świece są dostępne tylko w okresie jesienno - zimowym) oraz ręcznie robione w niewielkich partiach kosmetyki pielęgnacyjne. Marka posiada także specjalną męską kolekcję produktów oraz ręcznie robione, porcelanowe mydelniczki. Podoba mi się, że marka stawia na współpracę z niewielkimi, lokalnymi producentami surowców.


Uwaga, moja lista jest obrzydliwie subiektywna i absolutnie nie oznacza, że pozostałe marki trzeba pomijać, bo jest coś z nimi nie tak. Wręcz zachęcam do spędzenia na targach wielu pasjonujących godzin na rozmowach z wystawcami, którzy w większości doskonale znają swój asortyment. Wiele nowych firm osobiście reprezentują pomysłodawcy i właściciele! Uwielbiam EKOCUDA właśnie za tą różnorodność, od dobrze znanych nam już marek po mniejsze, startujące manufaktury. Udanych zakupów!


PS. Koniecznie podzielcie się swoimi ulubionymi markami lub nawet konkretnymi kosmetykami. Stwórzmy wspólnie najlepszą naturalną listę zakupową w internetach :)
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj