KONKURS Z LILEE.PL

Wiecie, że lubię kosmetyki naturalne i po prostu dobre. Wiecie też, że lubię Was rozpieszczać :)
Ale być może nie wiecie, że niedawno blog przekroczył 700 obserwatorów, FB 1200, a IG ma prawie 1500 followersów. Warto to uczcić i przy okazji podziękować Wam za czynny udział w życiu mojej strony ;)

Zapraszam więc na konkurs! Zasady łatwe jak zawsze, a nagroda warta powalczenia. Sami zobaczcie!

Do wygrania zestaw greckich kosmetyków do włosów z oliwą z oliwek, zawierający szampon, maskę i olejek, marki Olivolio!


Aby wziąć udział należy:
1. Być publicznym obserwatorem bloga CosmetiCosmos (niebieski przycisk po prawej stronie OBSERWUJ, wystarczy być zalogowanym na swoim koncie gmail) oraz lubić Lilee.pl na Facebooku
2. Odpowiedzieć w komentarzu na pytanie: Czy wygląd opakowania kosmetyku jest dla Ciebie bardzo ważny? i krótko uzasadnić.
3. Udostępnić baner w dowolnym miejscu (na swoim blogu, Facebooku, Instagramie).
4. Konkurs trwa do 22 lipca 2017r.
5. Biorąc udział w konkursie akceptujesz Regulamin.
6. Niespodzianka! Możesz wziąć udział w konkursie także na Facebooku i Instagramie, ale nagroda jest jedna (zwiększasz szansę na wygraną).

POWODZENIA:)

Wzór komentarza:
1. Obserwuję jako:
2. Lilee.pl lubię jako:
3. Czy wygląd opakowania kosmetyku jest dla Ciebie bardzo ważny?
4. Udostępniam (link lub linki):

Regulamin konkursu jest dostępny tutaj: KLIK

Baner
 
WYNIKI 26.07.2017:
Dziękuję wszystkim za udział i piękne odpowiedzi. Bardzo trudno było wybrać tylko jedną, ale tym razem wygrywa... Ewa Gimpert, która zgłosiła się na Facebooku. Serdecznie gratuluję, napisz proszę maila na cosmeticosmos@gmail.com lub prywatną wiadomość na Facebooku CosmetiCosmos. Czekam do 1 sierpnia, potem wybieram nowego zwycięzcę.

Niedługo kolejny konkurs, tym razem z okazji trzecich urodzin mojego bloga :) Bądźcie czujni, bo planuję coś dużego!

Skóra - budowa i funkcje

Na blogach kosmetycznych jest pełno recenzji produktów, w których słowo "skóra" odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Często czytamy o "wpływie na skórę", "przenikaniu przez warstwę rogową" czy kolagenie. Dzisiaj zapraszam na post o podstawowej budowie skóry, ponieważ warto rozumieć jak funkcjonuje ten największy organ ciała. Dzięki poszerzaniu swojej wiedzy możemy lepiej ocenić, jakie faktycznie działanie mają szansę wykazać kosmetyki, a co jest czystym marketingiem, mającym za zadanie "sprzedanie" nam produktu. Post napisała specjalnie dla Was Ola. Zapraszam.


Mam na imię Ola i jestem kosmetologiem. Uwielbiam dzielić się swoją wiedzą z innymi, dlatego dzisiaj chciałabym się rozgościć na blogu Anety i przekazać Ci garść informacji ze świata kosmetologii. Połączymy anatomię z fizjologią i dorzucimy szczyptę chemii;)

Masz ochotę wyruszyć w krótką podróż w głąb skóry i poznać tajniki jej funkcjonowania? Jeśli tak, to zostaw na chwilkę wszystko i przyłącz się do mnie;)

Wyobraź sobie, że na dworze jest potwornie zimno, pada deszcz i wieje porywisty wiatr, a za chwilę wszystko odwraca się o 180 stopni i zamiast trząść się z zimna, roztapiasz się z gorąca. Do takich warunków możesz się dostosować, zmieniając części garderoby. Wybierasz albo płaszcz przeciwdeszczowy albo zwiewną sukienkę.Zastanawiałaś się kiedyś jak skóra reaguje w takich sytuacjach? Co pozwala jej przetrwać tak ekstremalne warunki? Nie możesz jej zamienić na inne okrycie a jednak świetnie sobie radzi…

Skóra to jeden z najcięższych organów naszego ciała. Może ważyć nawet 5 kg, a jej powierzchnia to ok. 2 m2. Żeby prawidłowo pełniła swoje zadania, została sprytnie podzielona na 3 warstwy. Każda z nich jest taką mini fabryką, w której zachodzą odrębne procesy.


Bezpośrednio z otoczeniem kontaktuje się naskórek. Mimo, że jest najcieńszym fragmentem skóry, tworzy go najwięcej warstw:
- podstawna,
- kolczysta,
- ziarnista,
- rogowa.
Najważniejszą z nich jest warstwa podstawna. To tutaj powstają i mnożą się KERATYNOCYTY, czyli komórki naskórka. Aby w pełni dojrzeć, wędrują one przez kolejne warstwy i na samym szczycie, czyli w warstwie rogowej, tracą jądra komórkowe. Wtedy z keratynocytów zamieniają się w KORNEOCYTY – martwe komórki warstwy rogowej. To właśnie te komórki usuwamy przy pomocy peelingu i to one zaczopowują ujścia gruczołów łojowych, tworząc zaskórniki.

W naskórku powstają też bardzo ważne substancje, które tworzą ochronny płaszcz hydro-lipidowy, zabezpieczający skórę przed wysuszeniem, urazami, szkodliwymi czynnikami chemicznymi i fizycznymi. Ta bariera skutecznie radzi sobie też z niechcianymi mikroorganizmami i powoduje, że skóra nie chłonie wszystkiego jak gąbka.
Co dokładnie tworzy tę ochronną warstwę?
Są to substancje, których nazwy z pewnością nie raz obiły Ci się o uszy, bo wchodzą w skład przeróżnych kosmetyków, od kremów do twarzy po szampony do włosów:
- mocznik,
- kwas mlekowy,
- ceramidy,
- cholesterol,
- skwalen,
- kwasy tłuszczowe.

CIEKAWOSTKA:
Naskórek nie posiada żadnych naczyń krwionośnych. W takim razie skąd czerpie on składniki odżywcze? Ta warstwa skóry odżywiana jest dzięki składnikom pochodzącym z naczyń limfatycznych. Płynie nimi limfa, czyli płyn, który składem jest bardzo zbliżony do krwi, ale nie zawiera tzw. czerwonych ciałek krwi - erytrocytów.

Przejdźmy teraz troszkę głębiej, czyli do skóry właściwej. Nie chcę skupiać się na szczegółach, ale chcę, abyś zapamiętała najważniejsze informacje. Każda kobieta powinna wiedzieć, co znajduje się w tej części skóry, wtedy zdecydowanie łatwiej będzie Ci zrozumieć m.in. procesy starzenia skóry. Skóra właściwa to 2 warstwy: brodawkowa, która graniczy z naskórkiem i siateczkowa. To rdzeń całej skóry, bogaty w przeróżne komórki i substancje chemiczne. Skoro jest to najważniejsza warstwa całej skóry, musi zawierać bardzo wytrzymałe elementy…


Na pewno słyszałaś o kolagenie i elastynie. Prawie każdy krem dla skóry dojrzałej ma choć jedną z tych substancji w swoim składzie. Kolagen i elastyna to podstawowe białka skóry właściwej, które nadają jej wytrzymałość, sprężystość, jędrność i elastyczność. To dzięki nim skóra jest rozciągliwa i nie ulega trwałym odkształceniom. Mają postać gęsto utkanych włókien. Z wiekiem ilość kolagenu i elastyny w skórze maleje, a to sprawia, że zaczyna ona nieładnie obwisać i traci sprężystość.
Jednak białka to nie wszystko. Włókna kolagenu i elastyny „pływają” w tzw. macierzy zewnątrzkomórkowej. To taka galaretka utworzona przez substancje nawadniające skórę, m.in. słynny kwas hialuronowy.

Warto zapamiętać jak nazywają się komórki skóry właściwej. To fibroblasty. Nazwa ta często przewija się w reklamach kosmetyków i troszkę zbija nas z tropu, bo za bardzo nie wiemy o co chodzi, ale teraz już zapamiętasz czym są fibroblasty ;)

Dotarłyśmy już do najniższej warstwy, czyli tkanki podskórnej. Ten element skóry jest prawdziwym indywidualistą. Może być bardzo gruby lub ledwie widoczny. Wszystko zależy od naszej masy ciała i skłonności do gromadzenia tłuszczu. Tkanka podskórna to komórki tłuszczowe połączone w tzw. zraziki, które otacza gęsta sieć naczyń krwionośnych i limfatycznych. Jej głównym zadaniem jest ochrona przed zimnem i urazami mechanicznymi. To nasza rezerwa energetyczna. Pamiętaj, że tak naprawdę wszystko co jesz może zamienić się w tłuszcz podskórny. Nie tylko słodycze, czy tłuste potrawy. Zarówno nadmiar białek, węglowodanów jak i tłuszczu może odłożyć się pod skórą.


Na koniec jeszcze kilka słów o tym, jak skóra przystosowuje się do zmieniających się warunków zewnętrznych. Najważniejsze są dwa elementy. Gruczoły potowe i naczynia krwionośne. Gruczoły potowe rozmieszczone są prawie na całym ciele. Gdy jest gorąco, zaczyna się z nich wydobywać pot, czyli mieszanka wody i składników mineralnych. Jego zadaniem jest ochłodzenie skóry i usunięcie nadmiaru ciepła z organizmu. Warto zapamiętać, że pot sam w sobie nie ma zapachu. Dopiero kontakt z bakteriami na skórze powoduje powstanie nieprzyjemnego „aromatu” ;)

Bardzo istotne jest też unaczynienie skóry. W skórze właściwej mamy dwa sploty naczyniowe. Jeden położony bardziej powierzchownie i drugi głęboki, który kontaktuje się z tkanką podskórną.
Kiedy temperatura otoczenia wzrasta, naczynia krwionośne rozszerzają się. To pozwala pozbyć się nadmiaru ciepła. Odwrotna sytuacja ma miejsce, gdy na zewnątrz jest zimno. Wtedy nasze naczynia krwionośne chcą zatrzymać jak najwięcej energii i kurczą się.
Ten sprawny mechanizm bardzo skutecznie chroni nas przed przegrzaniem i zmarznięciem.

I tak dobrnęłyśmy do końca tego tematu. Mam nadzieję, że ta wiedza w pigułce okaże się przydatna i choć troszkę pomoże zrozumieć Twoją skórę. Jeśli masz ochotę na więcej ciekawostek kosmetologicznych, zapraszam Cię do odwiedzenia mojego bloga: www.kosmet-ola.pl. Dziękuję też Anecie, że mogłam na chwilkę przejąć redakcyjne stery ;)

Czy post był pomocny? Chcecie więcej podobnych artykułów, dzięki którym łatwiej zrozumieć jak działa nasza skóra? Dajcie znać w komentarzu.

Zestaw awaryjny na wesele oraz pomysły na prezenty

Jedni wesela kochają, inni się na nich nudzą, a jeszcze inni traktują jak zło konieczne - w końcu często "nie wypada" odmówić. Osobiście przeszłam od prawie maniakalnego unikania wesel do normalnego radowania się wraz z Młodymi. Dla mnie jako nastolatki taka impreza była mordęgą, udręką i niezmierzoną nudą, przewidywalną do granic wytrzymałości. Zawsze zaczyna się żarciem, a z tym różnie bywało. Jako wegetariance nie było mi łatwo (mówimy tu o latach 90-tych i początku XXI w.), często musiałam zadowolić się sałatką grecką, męczoną z wielkim pietyzmem przez całą noc oraz ziemniakami z surówką. Zwyczajnie nie było dla mnie alternatywy. Obecnie też się to zdarza, ale dzisiaj różne diety nie są już takim "wyzwaniem" dla kucharzy - zawsze mnie zastanawiało co to za kucharz, który nie potrafi wymyślić dania bez mięsa ;) Rozpisałam się, a miało być krótko. Przejdę więc do czasów obecnych - teraz wesela lubię. Tak zwyczajnie i po prostu, nie uwielbiam, nie marzę o nich i nie rozmyślam, ale lubię. Kiedy dostaję zaproszenie grzecznie dziękuję i zawsze pilnuję terminu powiadomienia Młodych czy przybędę. Dlaczego? Bo byłam Panną Młodą, wiem ile wysiłku, czasu i nerwów wymaga zorganizowanie tej imprezy. Wiem, co się czuje gdy gość w ostatniej chwili łaskawie informuje, że go nie będzie (a wszystko już opłacone...). Tak samo doceniam elegancki, aczkolwiek krótki obiad, jak i całonocną hulankę. To, jak będziemy się bawić zależy od nas samych i naszego nastawienia, taka prawda...
Podczas wesela może się wydarzyć wiele nieprzewidzianych rzeczy. Warto uzupełnić swoją torebkę o kilka ratujących sytuację drobiazgów. Jakich?


Co się może przydać na weselu?

  • Agrafka - Panna Młoda dużo tańczy, Pan Młody jest wielokrotnie ściskany. Często zdarza się, że tren sukni po prostu nie wytrzymuje, puszcza guzik lub kwiat w butonierce odpada. Agrafka jest mała, a tak bardzo przydatna! Kilkakrotnie przydała mi się na różnych weselach, w tym na moim własnym. Jedyne ryzyko jest takie, że potem do nas nie wróci, ale i tak warto pomagać.
  • Pomadka i balsam do ust - na weselu bez przerwy się je i pije, chyba nie spotkałam pomadki, która w 100% daje sobie radę w tak ekstremalnych warunkach. Szczególnie na początku wesela warto makijaż poprawić, by dobrze wyglądać na zdjęciach. Po północy natomiast szkoda zawracać już sobie tym głowy, wtedy towarzystwo jest już zwykle rozluźnione, więc stawiam na wygodę i balsam ochronny. Rano usta są w świetnej formie!
  • Lusterko - by poprawić szybko makijaż lub tylko skontrolować fryzurę warto mieć niewielkie lustereczko w torebce. To toaletowe zwykle jest po prostu okupowane przez plotkujące kobiety :)
  • Chusteczki matujące - dużo tańca i śmiechu sprawia, że często mimo klimatyzacji skóra bardzo się poci i świeci, dlatego chusteczki matujące pomagają poprawić nam komfort. W końcu nie chcemy na każdym zdjęciu odbijać światła :)
  • Chusteczki higieniczne - no cóż, łatwo coś rozlać na stole pełnym potraw i butelek, więc chusteczki to oczywista oczywistość, a jednak mało kto o nich pamięta.
  • Plastry - nowe, piękne buty, a takie niewygodne! Bez plastrów i to kilku sztuk nawet się nie wybieram na wesele. Chętnie też się nimi dzielę, kilka razy zdarzyło się podratować Pannę Młodą :)
  • Leki przeciwbólowe - głośna muzyka i to nie zawsze taka, którą osobiście lubimy, różne zapachy zmieszane ze sobą, przekrzykiwanie orkiestry, biegające dzieci - zdarza się, że na weselu dostajemy migreny, ponieważ za dużo się dzieje. Warto pamiętać, że leków nie mieszamy z alkoholem!


Często zastanawiam się co kupić Młodym, by wręczyć im wraz z tradycyjną kopertą podczas życzeń. Od lat nie kupuję na tą okazję kwiatów - po własnym weselu wiem, że to nietrafiony pomysł. Po prostu szkoda ich, nikt nie doceni uroku bukietów ściśniętych byle jak jeden obok drugiego. Wiele osób nie zdaje sobie też sprawy, że niektóre kwiaty nie znoszą towarzystwa i marnieją w oczach, więc rano nadają się tylko do śmieci.  

Pomysły na prezent na ślub

Od kilku lat stawiam na praktyczne drobiazgi, będącymi miłym i niedrogim podarunkiem wręczanym wraz z kopertą. Szczególnie polecam:
  • butelka dobrego wina (jeżeli wiem, że Młodzi je piją),
  • ciekawa książka (jeśli znam gusta Młodych),
  • kosmetyki (tak, serio, ale nie mam na myśli drogeryjnych zestawów, a raczej naturalne ciekawostki, oczywiście jeśli znam Młodych na tyle, by wiedzieć, że im się spodoba),
  • zabawne, niecenzuralne zabawki (rodem z wieczoru panieńskiego, ale do użytku we dwoje - to prezent dobry tylko wtedy, gdy znamy oboje Młodych i to dobrze oraz gdy wiemy, że są wyluzowani i docenią żart, np. gra erotyczna),
  • karta upominkowa np. do Ikei (żeby mogli sobie kupić rzeczy do domu),
  • grawerowane i personalizowane, wyjątkowe drobiazgi (najbardziej uniwersalne, wystarczy znać imiona Młodych lub datę ślubu, a to mamy na zaproszeniach).


Pod koniec maja byłam na weselu, skąd pozdrawiałam Was na moim Instagramie :) Młodym kupiłam personalizowany prezent na ich pierwsze ślubne zdjęcie. Taka grawerowana ramka to właściwie drobiazg na całe życie. Bardzo podoba mi się pomysł "podpisywania" prezentów i tworzenia własnych kompozycji. Postawiłam na klasykę czyli imiona, datę i obrączki.


Ramka jest obracana, można ją ustawić w dowolny sposób. Grawer jest wykonany starannie, w dokładnie taki sposób jak chciałam - wybieramy sobie rozmieszczenie, obrazki i font. Całe zamówienie przyszło błyskawicznie i było dobrze zabezpieczone. Ramka dodatkowo opakowana jest w tekturowe, eleganckie pudełko, które ozdobiłam serduszkami i wstążką.


Niedługo będę obchodzić z mężem szóstą rocznicę ślubu. Nie mam pojęcia kiedy ten czas minął! Z tej okazji kupiłam sobie grawerowane serduszko wykonane ze srebra pr 925. Moja ukochana sentencja Amor Omnia Vincit to był pierwszy i najlepszy wybór, ponieważ to samo mamy wygrawerowane na obrączkach :)


Serduszko jest piękne! Grawer jest bardzo wyraźny i czytelny, wykonany diamentem. Noszę je przy bransoletce, ale można je doczepić do czego tylko chcemy. Dodatkowo dostajemy do niego piękne czerwone pudełeczko, dzięki czemu prezent jest gotowy! I to wszystko za 34 zł :)


A propos lusterka do torebki, ostatnio zgniotło się moje aluminiowe lustereczko, które służyło mi niecałe 3 m-ce. Jednak aluminium jest zbyt plastyczne i miękkie na ekstremalne warunki panujące w kobiecych torebkach :) Musiałam kupić nowe, postawiłam na personalizowane lusterko przy okazji zakupu powyższych prezentów. Opakowanie jest z mocnego plastiku, póki co przez półtora miesiąca nadal jest w idealnym stanie. Podpisałam sobie produkt nazwą bloga, ponieważ CosmetiCosmos wake up & make up brzmi dla mnie zabawne. W ciągu tygodnia makijaż jest właśnie jedną z pierwszych czynności, które wykonuję przed pracą, więc pasuje idealnie :)



A Wy co zabieracie ze sobą na wesela lub inne imprezy? Macie swój sprawdzony zestaw niezbędników? Podzielcie się też pomysłami na prezenty :)

Farmona, Nivelazione, Pielęgnacja stóp na lato

Lato... słońce, upał, łąka, plaża, spacer brzegiem morza... Takie luźne, wakacyjne skojarzenia u mnie jakoś zawsze kończą się na temacie bosych stóp :) W końcu nie ma nic gorszego niż przy 30 stopniowym ukropie dusić nogi w zakrytych butach. Aby jednak móc śmiało pokazywać stopy i nie wstydzić się zniszczonej skóry, warto zadbać o nie wcześniej. Im wcześniej tym lepiej. Dziś mam dla Was krótki przegląd części kosmetyków z serii Nivelazione, należącej do polskiej marki Farmona. Kosmetyków, które sama stosuję i z których jestem zadowolona, ponieważ są niedrogie, łatwo dostępne i skuteczne. Produkty z serii #nowestopyNivelazione łączą skuteczność naturalnych składników aktywnych z najnowszymi osiągnięciami i odkryciami nowoczesnej kosmetologii w walce z problemami skóry stóp. Seria została wyróżniona kilkoma nagrodami rynku kosmetycznego.


Nivelazione, Ekspresowe nawilżenie w 3 sek., Krem w sprayu do stóp

Według producenta: "Innowacyjny krem do stóp w sprayu przyjemnie odświeża, błyskawicznie wygładza oraz długotrwale nawilża, pozostawiając jednocześnie uczucie „suchych” stóp. Regularne stosowanie niweluje szorstkość oraz poprawia komfort i higienę stóp oraz skutecznie nawilża, odżywia i regeneruje, przywracając stopom gładkość i piękny wygląd. Formuła use & go - dzięki formie lekkiej pianki i aplikacji w sprayu użycie kremu jest wygodne, a wchłanianie natychmiastowe."


Skład: wysoko Urea (mocznik, nawilża, chroni przed przesuszeniem, zmiękcza skórę i reguluje nadmierne rogowacenie naskórka), w połowie masło shea (natłuszcza, odżywia, zmiękcza, likwiduje suchość i szorstkość), kwas hialuronowy (nawilża), 5% Hydroderm (błyskawicznie nawilża i wygładza, poprawia kondycję i wygląd skóry), pod koniec sporo konserwantów i składników kompozycji zapachowej. Formuła zawiera także kompleks Deoactive, który działa dezodorująco i chroni przed nadmiernym poceniem. Szczegóły poniżej:


Aluminiowa butelka jest niewielka i wygodna. Korek wystarczy przekręcić, aby użyć kremu i analogicznie można opakowanie zamknąć.
Sposób użycia: Krem rozpylić na umyte i osuszone stopy z odległości ok. 10 cm i delikatnie wmasować w skórę. Można stosować codziennie rano i wieczorem. Przed każdym użyciem mocno wstrząsnąć. Kosztuje 9,50zł/100ml.


Jest to krem w sprayu, więc sposób stosowania jest mniej typowy i to samo w sobie sprawia mi po prostu frajdę. Wystarczy przekręcić korek, nacisnąć, szybko rozsmarować i gotowe. Można od razu założyć buty, gdyż krem na lekką, szybko wchłaniającą się formułę, nie jest tłusty i nie zostawia śladów. Stopa w bucie się nie ślizga jak po typowych, mocno emolientowych kremach z parafiną. Ma postać lekkiej, mocno napowietrzonej pianki. Produkt przyjemnie zmiękcza stopy i niweluje ich szorstkość na kilka godzin. Zapach ma przyjemny, mim zdaniem uniwersalny, więc nadaje się również dla mężczyzn. Używam go na dzień, kiedy zawsze się spieszę przed wyjściem z domu. Zdarza mi się posmarować nim także dłonie, gdy wołają o mocniejszą pielęgnację, a nawet całe nogi, gdy nie mam czasu na czekanie, aż balsam czy masło się wchłoną. Dla mnie HIT!


Nivelazione, Ratunek dla stóp,  Intensywnie regenerująca kuracja s.o.s dla stóp

Według producenta: "Innowacyjna, wyjątkowo bogata formuła, dzięki starannie dobranym składnikom aktywnym w wysokim stężeniu zapewnia kompleksową pielęgnację i ochronę skóry stóp każdego dnia. Skutecznie i szybko regeneruje, przynosząc natychmiastową ulgę podrażnionej skórze oraz chroni przed nadmierną suchością i uszkodzeniami.
Doskonale odżywia i nawilża, odczuwalnie redukuje szorstkość skóry i niweluje zrogowacenia, przywracając stopom utraconą elastyczność, przyjemną gładkość i zadbany wygląd. Krem bardzo szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustego filmu na skórze."


Skład: 30% Urea (mocznik, zmiękcza zrogowacenia, zwiększa przepuszczalność składników odżywczych w głębsze warstwy naskórka), olej makadamia (natłuszcza, zmiękcza i łagodzi szorstkość), olej canola i pantenol (łagodzą podrażnienia, przyspieszają gojenie, odświeżają), witamina E i wosk pszczeli (regenerują i wspomagają odnowę skóry), alantoina (łagodzi podrażnienia), pod koniec sporo konserwantów i składników kompozycji zapachowej. Szczegóły poniżej:


Krem kupimy w kartoniku, na którym jest sporo informacji, choć osobiście preferuję same tubki i jak najmniejszą ilość śmieci. Opakowanie kremu to miękka tuba z wygodnym korkiem na klik.
Sposób użycia: Serum delikatnie wmasować w czystą i osuszoną skórę stóp. Stosować codziennie, rano i wieczorem. Dla wzmocnienia efektu po nałożeniu kremu można założyć bawełniane skarpety na 30 minut lub na całą noc. Nie stosować na uszkodzoną i zranioną skórę. Kosztuje 9,50 zł/50 ml.


Krem s.o.s posiada zdecydowanie treściwszą konsystencję, dlatego używam go raczej na noc. Pachnie subtelniej niż wersja w sprayu, ale zdecydowanie jest to podobny, uniwersalny zapach, jakby morski. Pozostawia na skórze delikatną, wyczuwalną warstewkę, ale nie jest to tłusta, śliska powłoka, a raczej płaszcz ochronny. Myślę, że jeśli ktoś ma mocniej zniszczoną skórę śmiało mógłby się pokusić o stosowanie go także na dzień. Krem bardzo szybko przynosi ulgę suchym stopom, natłuszczając je delikatnie, ale skutecznie. Używany na co dzień z każdym dniem poprawia stan skóry, zmiękczając zrogowacenie i usuwając suche skórki. Stopy stają się gładsze, miękkie w dotyku i zadbane.


Nivelazione, Kontrola zapachu, Dezodorant do stóp i butów

Według producenta: "Wyjątkowo skuteczna, multifunkcyjna formuła dezodorantu o długotrwałym działaniu, dzięki starannie dobranym składnikom aktywnym o wysokiej skuteczności zapewnia niezawodną ochronę, pomaga w zachowaniu odpowiedniej higieny oraz przedłuża świeżość butów i stóp każdego dnia."


Skład: oparty o alkohol, znany ze swoich właściwości antybakteryjnych i antyperspiracyjnych. Szczegóły poniżej:


Opakowanie to tradycyjny dezodorant w aerozolu. Sposób użycia: Dezodorant rozpylić na umyte i osuszone stopy z odległości około 20 cm oraz spryskać wnętrze obuwia. Stosować codziennie, przed użyciem wstrząsnąć. Kosztuje 11,50zł/180ml.
Dezodorant posiada identyczny zapach jak cała seria: morski i uniwersalny, więc nadaje się także dla panów. Jest dość intensywny. Osobiście nie używam go na stopy, ale lubię odświeżyć nim buty, zwłaszcza balerinki. Najczęściej stosuję go wieczorem, aby buty nie były wilgotne, kiedy je zakładam, ponieważ zwykle spryskuję je z odległości ok. 10 cm. Przez 2-3 dni działa, potem należy użyć go ponownie.


Nivelazione,  Zasypka do stóp i obuwia, Talk

Według producenta: "Zasypka, dzięki starannie dobranym składnikom aktywnym, pomaga w zachowaniu właściwej higieny i pielęgnacji skóry stóp, zapewniając skuteczne i precyzyjne działanie. Redukuje nadmierne pocenie i neutralizuje nieprzyjemny zapach. Łagodzi podrażnienia, skutecznie chroni przed odparzeniami oraz zapobiega otarciom naskórka. Pozwala utrzymać suchość oraz świeżość butów i stóp przez cały dzień, zapewniając długotrwałe uczcie komfortu."


Skład nowej serii: Talc, Zinc Undecylenate, Magnesium Carbonate, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Potassium Alum, Aqua (Water), Alcohol Denat., Achillea Millefolium (Yarrow) Herb Extract, Salvia Officinalis (Sage) Herb Extract, Menthol, Camphor. 
Poniżej skład starszej wersji, którą posiadam od jakiegoś czasu (minimalnie się różni):


Opakowanie talku (zasypki do stóp) jest wygodne i lekkie. Posiada przekręcany korek, dzięki któremu produkt nie rozsypie się np. w torbie na siłownię.
Sposób użycia: Zasypkę nanieść na umyte, osuszone stopy i dokładnie rozprowadzić na skórze, także między palcami. Można stosować również do wnętrza obuwia. Kosztuje 9,50zł/110g.


Talk to biały proszek o zapachu, a jakże, morskim i uniwersalnym, ale dość delikatnym. Wystarczy go delikatnie wetrzeć w suche stopy, dzięki temu znacznie mniej się pocą i na dłużej pozostają świeże. Produkt zwiększa komfort, zwłaszcza sportowców czy mężczyzn narażonych na większą potliwość stóp. W ten sposób używa go mój mąż i jest zadowolony. Ja natomiast stosuję go do odświeżania obuwia, w tym celu wsypuję talk do buta, delikatnie potrząsam i zostawiam na całą noc, po czym rano wysypuję i zakładam świeże buty :)


A Wy jak dbacie o stopy? Znacie kosmetyki Nivelazione? Podzielcie się w komentarzu swoimi sprawdzonymi sposobami :)

Babuszka Agafia, Drożdżowa maska przyspieszająca porost włosów

Lubię rosyjskie kosmetyki, choć w ciągu kilku lat znajomości przeszłam od zachwytu do zwykłej sympatii. Nadal chętnie ich używam, ponieważ składy wypakowane są substancjami aktywnymi, a ceny bardzo przystępne. Coraz łatwiej także je kupić w sklepach on-line, hipermarketach, a nawet osiedlowych drogeryjkach. Moimi ulubionymi produktami są peelingi oraz kosmetyki do włosów, zwłaszcza w saszetkach, które wielokrotnie towarzyszyły mi na wakacjach. Po dobrych doświadczeniach z Łopianową maską do włosów bardzo chciałam poznać słynną wersję z drożdżami. Jak sobie poradziła z moimi cienkimi kosmykami?


Drożdżowa maska do włosów pobudzająca wzrost od Babuszki Agafii

Według producenta: "Silnie regeneruje i przyspiesza wzrost włosów. Zawarte w masce naturalne składniki,w tym drożdże piwne, zawierające białko, bogactwo witamin i mikroelementów, przenikają w strukturę włosa i intensywnie odżywiają skórę głowy, zapobiegając wypadaniu włosów. Po zastosowaniu maski włosy stają się miękkie, jedwabiste, mocniejsze i błyszczące. Maska nie zawiera silikonów, parabenów i PEG-ów. "


Maskę kupimy w porządnym, plastikowym pudełku z klasyczną zakrętką, pod którą znajdziemy dodatkowe wieczko, chroniące maskę przed rozlaniem oraz ulotkę w języku rosyjskim. Kupując produkt w polskim sklepie możemy mieć pewność, że na opakowaniu znajdziemy dodatkową etykietę w języku polskim, inaczej zrozumiemy tylko skład ;) (chyba, że znacie rosyjski). Kosztuje niecałe 10zł/300ml, do kupienia np. w nowo odkrytym przeze mnie sklepie Reco.


Skład: Aqua with infusions of: Yeast Extract (drożdże piwne, poprawiają strukturę włosa, wzmacniają, przyspieszają wzrost), Betula Alba Juice (sok brzozowy, wzmacnia cebulki, zapobiega nadmiernemu wypadaniu); enriched by extracts: Inula Helenium Extract (oman wielki, działa antyseptycznie i przeciwbakteryjnie), Arctostaphylos Uva Ursi Extract (mącznica lekarska, działa antyseptycznie), Silybum Marianum Extract (ostropest plamisty, łagodzi stany zapalne, zapobiega powstawaniu zmian skórnych), Cetrimonium Chloride (ułatwia rozczesywanie, wygładza włosy, zapobiega elektryzowaniu), Cetearyl Alcohol (emolient tzw. tłusty, tworzy film, zmiękcza i wygłądza włosy), Ceteareth-20 (substancja myjąca i emulgator), Guar Gum (zagęstnik); oleje tłoczone na zimno: Triticum Vulgare Germ Oil (olej z kiełków pszenicy, regeneruje i wygładza powierzchnię włosów, chroni przed nadmierną utratą wody i promieniowaniem UV), Ribes Aureum Seed Oil (olej z pestek białej porzeczki, działa przeciwzapalnie i odżywczo), Pinus Siberica Cone Oil (olej z orzeszków cedrowych, ogranicza łojotok, zwalcza łupież, stymuluje krążenie podskórne i zapobiega nadmiernemu wypadaniu włosów), Rosa Canina Fruit Oil (olej z owoców dzikiej róży, odżywia, nawilża, uelastycznia), Ascorbic Acid (kwas askorbinowy, antyoksydant), Panthenol (prowitamina B5, przyspiesza regenerację), Glucosamine (glukozamina, nawilża, chroni przed promieniowaniem UV), Citric Acid (kwas cytrynowy, reguluje pH), Parfum (kompozycja zapachowa), Benzoic Acid (konserwant), Sorbic Acid (konserwant).


Konsystencja maseczki bardzo przypomina wersję łopianową. Jest dość rzadka, więc przelewa się przez palce, zwłaszcza na początku trzeba bardzo uważać. Szybko nabrałam wprawy w nakładaniu jej, mimo to wolałabym gęstszą wersję. Zapach jest delikatny, wręcz subtelny, ziołowy, drożdże nie są mocno wyczuwalne. Nie utrzymuje się we włosach i nie przeszkadza mi.


Maskę stosowałam na różne sposoby. Po umyciu włosów delikatnym szamponem nakładałam ją jedynie od połowy długości po końcówki, dokładnie wmasowywałam i po ok. 5 minutach spłukiwałam wodą.  Producent zaleca zostawiać ją na jedyne 1-2 minuty, co wydaje mi się zbyt krótkim czasem, aby mogła zadziałać, dlatego go przedłużyłam. Raz w tygodniu, po myciu głowy szamponem mocniej oczyszczającym, nakładałam maskę na całą długość włosów, łącznie ze skórą głowy, dobrze wmasowywałam i ponownie po 5, czasem 10 minutach, całość spłukiwałam. Dzięki temu unikałam nadmiernego obciążenia włosów, a przypomnę, że moje są delikatne, cienkie i łatwo stają się oklapnięte. Maska dobrze się spłukuje, ale należy zrobić to wyjątkowo dokładnie. Raz na dwa tygodnie natomiast stosowałam ją na całe włosy wraz ze skórą głowy przed myciem, pod ciepły turban, a następnie myłam głowę delikatnym szamponem. Stosowanie maski można więc dobrać pod własne preferencje.


Szybko zauważalnym efektem stosowania maski jest ładne ujarzmienie odstających końcówek i puszenia włosów, lekkie nabłyszczenie i wygładzenie kosmyków. Jednocześnie, przynajmniej przy przestrzeganiu powyżej opisanych sposobów używania i dokładnym spłukaniu, maska nie przyspiesza przetłuszczania się cienkich włosów, a jednocześnie dobrze dociąża końcówki. Zauważyłam również, że włosy przestały się elektryzować, nawet po używaniu suszarki. Po miesiącu używania mogę śmiało stwierdzić, że maska wpływa także na porost włosów, choć na razie efekty są delikatne. Widzę dużo nowych baby hair, a tydzień temu moja stała fryzjerka też wspomniała o boomie nowych włosów, choć ani słowem nie wspomniałam o masce. Nie jest więc to efekt "placebo", skoro został potwierdzony przez osobę trzecią. Na razie widocznie więcej mam krótkich, sterczących włosków. Czekam teraz aż urosną! Ponieważ chciałabym uzyskać jeszcze więcej włosów, wprowadziłam ostatnio dodatkowo dwie wcierki do skóry głowy. Nie zależy mi na długości, a na ilości, ponieważ przy delikatnych włosach każda sztuka się liczy. Na pewno będę Was informować o przebiegu eksperymentu :)


Maska jest warta sprawdzenia, niedroga, łatwa w użyciu, coraz lepiej dostępna, a przy regularnym stosowaniu może pozytywnie zaskoczyć. W końcu większość z nas chciałoby mieć burzę włosów, będących synonimem kobiecości i miękką oprawą twarzy. Zwłaszcza jeśli natura nam poskąpiła ;)

Znacie tą maskę? Czy u Was też spowodowała przyrost nowych włosów?

Bionigree, Serum - peeling do skóry głowy

Jeszcze kilka miesięcy temu temat peelingowania skóry głowy był mi raczej obojętny. Kilkakrotnie próbowałam, ale używałam do tego peelingu mechanicznego, co było, krótko pisząc, frustrujące. Wypłukanie drobinek z włosów, nawet niedługich, takich do ramion, było żmudne, długotrwałe i irytujące! Cukier, sól, rozdrobnione pestki owoców, kawa - mimo że naturalne, zwyczajnie się nie sprawdzały. Pomysł więc za każdym razem porzucałam, wracając do standardowej pielęgnacji: szampon, olej, maska, serum na porost włosów, czasem jakaś mgiełka i silikon zabezpieczający kosmyki przed wysoką temperaturą. Aż któregoś dnia, całkiem przypadkiem, odkryłam na Instagramie serum Bionigree...


Bionigree, Basic_01, Serum oczyszczające do skóry głowy z olejkiem z czarnej porzeczki

Według producenta: "Naturalne serum oczyszczające skórę głowy to specjalistyczny kosmetyk o działaniu oczyszczająco-ochronnym, do stosowania na wszystkich rodzajach skóry. Wykazuje działanie złuszczające, przeciwłupieżowe, antybakteryjne i przeciwwirusowe. Łagodzi podrażnienia skóry głowy, oczyszcza ją z nadmiaru zrogowaciałego naskórka, rozpuszcza łój zalegający w mieszkach włosowych i reguluje pracę gruczołów łojowych. Po wykonaniu peelingu skóry głowy, skóra intensywnie wchłania substancje odżywcze, a włosy unoszą się u nasady, zwiększając swoją objętość i dając niepowtarzalne uczucie odświeżenia.  
Zawiera pożądane składniki, w tym między innymi: kwasy owocowe AHA, mydło kastylijskie, estry oleju z czarnej porzeczki, wiesiołka, ogórecznika i lnu."


Serum kupimy w przepięknym, kartonowym pudełku ozdobionym liśćmi czarnej porzeczki, głównego składnika, którym chwali się producent. Kosztuje ok. 70zł/100ml. Nie jest zbyt tani, ale warto zauważyć, że kosmetyk jest niesamowicie wydajny, choć według producenta powinniśmy zużyć go przez 4 m-ce po otwarciu (przez 3 m-ce zużyłam ok. 1/4 produktu, więc można go kupić na spółkę z mamą, siostrą, chłopakiem i używać wspólnie). Ponadto jest to kosmetyk naturalny.


Skład: zaraz po wodzie mamy składniki  mydła kastylijskiego (uniwersalny i w pełni ekologiczny produkt, bez detergentów i sztucznych konserwantów. Jest łagodne, dlatego idealnie nadaje się do użytku dla osób ze skórą wrażliwą i alergiczną), są to potassium oleate (oleinian potasu), potassium cocoate (sól potasowa kwasów tłuszczowych pozyskiwanych z orzecha kokosowego), glicerin, potassium citrate (cytrynian potasu), citric acid (kwas cytrynowy), następnie emolienty (kwasy tłuszczowe): ethyl linolenate (kwas linolenowy, kwas tłuszczowy omega-3, antyoksydant, wzmacnia barierę ochronną skóry), ethyl linoleate (kwas linolowy, kwas tłuszczowy omega-6, reguluje czynność gruczołów łojowych), ethyl oleate (kwas oleinowy, kwas tłuszczowy omega-9, wygładza i nawilża skórę), ethyl palmitate (kwas palmitynowy, emulgator, emolient tzw. tłusty, nawilża i kondycjonuje), ethyl stearate (kwas stearynowy, nienasycony kwas tłuszczowy, pośrednio nawilża i chroni przed utratą wody, rozpuszczalny w alkoholu, stąd pewnie kolejny składnik), ethyl alcohol (alkohol etylowy, rozpuszczalnik, działa antybakteryjnie i zwiększa wchłanianie innych substancji wgłąb naskórka), menthol (mentol), następnie łagodne kwasy złuszczające AHA w postaci ekstraktów, które pełnią rolę peelingu enzymatycznego: bilberry fruit extract (ekstrakt z owoców czarnej porzeczki), sugar cane extract (ekstrakt z trzciny cukrowej), orange fruit extract (ekstrakt z owocu pomarańczy), lemon fruit extract (ekstrakt z owocu cytryny), sugar maple extract (ekstrakt z klonu cukrowego), rosmarinus officinalis oil (olejek z rozmarynu lekarskiego), parfum (kompozycja zapachowa).


W pudełeczku znajdziemy sporych rozmiarów szklaną butelkę z pipetą. Dzięki temu, że jest przezroczysta mamy pełny wgląd w ilość produktu i na pewno nie zaskoczy nas któregoś dnia jego brak. Widać, że barwa serum jest lekko żółta, a konsystencja w pełni wodnista, więc pipeta jest idealnym rozwiązaniem. Zapach peelingu jest bardzo mocny, roślinny, ziołowy i długo się utrzymuje. Najmocniej wyczuwam porzeczkę i rozmaryn, więc jest świeży i naturalny. Osobiście zapach mi się podoba, choć mógłby być trochę delikatniejszy, bo nie wszystkim może przypaść do gustu.


Stosowanie serum do skóry głowy Bionigree

Profilaktycznie minimum 1 raz w tygodniu, wspomagająco przy problemach ze skórą głowy 1-5 razy w tygodniu. Sposób użycia: Najpierw wstrząsnąć, następnie nałożyć na skórę głowy 1-2 pipety serum lub nasączyć wacik i nanieść na całą skórę głowy. Trzymać min. 30 min, a potem zmyć szamponem. W zależności od potrzeb można trzymać je dłużej, nawet całą noc, ale zawsze trzeba je zmyć szamponem. Serum zawiera mentol, który może zbyt silnie działać, wtedy można serum lekko rozcieńczyć przed nałożeniem.


Dlaczego peeling enzymatyczny jest lepszy do skóry głowy?

Wyróżniamy dwa rodzaje peelingów: mechaniczny (z drobinkami) oraz enzymatyczny. Peeling mechaniczny często posiada bardzo ostre drobiny (np. cukier, pestki owoców), które nie są wskazane do skóry wrażliwej, naczynkowej, podrażnionej, w dodatku czasem trudno go wypłukać z włosów. Peeling enzymatyczny natomiast rozpuszcza naskórek w sposób chemiczny, dzięki zawartości kwasów o różnej intensywności działania - od delikatnego po mocniejszy. Taki peeling nakładamy na skórę i zwyczajnie czekamy przez dokładnie odmierzony czas, a następnie spłukujemy (co jest o wiele łatwiejsze bez drobinek wplątujących się we włosy). Dodatkowo peeling enzymatyczny działa w mieszku włosowym, skąd usuwa zalegający łój, sebum i naskórek, jeszcze dokładniej oczyszczając skórę głowy.


Serum używam od lutego, czyli od ok. 3,5 miesiąca. Początkowo stosowałam je raz w tygodniu, aby sprawdzić jak zareaguje moja skóra. Po nałożeniu wyczuwam przyjemne mrowienie, nie jest to mocne czy nieprzyjemne, wręcz mnie bawi. Czasem odczuwalny jest tylko lekki chłód, w każdym bądź razie można poczuć, że serum działa. Takie efekty znikają u mnie o ok. 10 minutach, potem oprócz zapachu nic już nie czuję. Po okresie "zapoznawczym" aż do dzisiaj serum używam dwa razy w tygodniu. Grzebieniem lub dłońmi robię we włosach przedziałki, na które następnie zakraplam serum pipetą i lekko wmasowuję. Wszystko na suchą skórę głowy, jeszcze przed myciem. Myślę, że na jeden zabieg realnie zużywam ok. 10 pipetek, ponieważ nie napełniają się one do końca (widać to na ostatnim zdjęciu). Cały zabieg trwa szybko i nie jest trudny do opanowania, zajmuje góra 5 minut. Czasem owijam głowę turbanem, czasem nie, bo chyba jest to bez znaczenia. Przez te kilka miesięcy produkt nie podrażnił mnie ani nie uczulił. Nie odnotowałam też wzmożonego wypadania włosów czy przesuszenia skóry, zero negatywnych skutków ubocznych.


Przypomnę, że mam włosy cienkie i delikatne, a skóra głowy łatwo się przetłuszcza, dlatego fryzura nieodpowiednio pielęgnowana szybko opada i traci objętość. Ponadto ciągłe zmiany szamponów, testowanie kolejnym masek czasem powodowały u mnie łupież. Serum Bionigree bardzo szybko daje pierwsze, zadowalające rezultaty. Przede wszystkim skóra głowy faktycznie jest lepiej doczyszczona i od tych kilku miesięcy nie widziałam praktycznie łupieżu. Dzień po zastosowaniu serum fryzura jest wyjątkowo bujna, włosy odbite od nasady, wizualnie jest ich więcej. Najbardziej jednak cieszy mnie efekt usuwania nadmiaru zrogowaciałego naskórka, który przecież na głowie również występuje, a którego dotąd trudno było mi się pozbyć. Serum ma również zbawienną moc wydłużania świeżości włosów. Kto się boryka z szybko przetłuszczającymi się kosmykami na pewno wie, o czym mowa. Serum rozpuszcza łój zalegającego w mieszkach włosowych, a także reguluje pracę gruczołów łojowych, dlatego włosy coraz mniej się przetłuszczają i dłużej zachowują stan równowagi, co przekłada się na ich wygląd, a moje samopoczucie. Produkt wspomaga podobno także leczenie łuszczycy, świądu, grzybicy skóry głowy, ŁZS, AZS oraz egzemy, ale ja takich problemów nie mam, więc nie mogę tego potwierdzić.


Serum polubiłam tak bardzo, że nie wyobrażam już sobie bez niego pielęgnacji. Moje włosy odzyskały objętość, dłużej zachowują świeżość, a ja jestem spokojniejsza. Takich kosmetyków właśnie poszukuję i cieszę się, że to przypadkowe spotkanie skończyło się przyjaźnią. Mam tylko nadzieję, że po terminie produkt będzie równie dobry, bo na pewno nie zdążę go zużyć w 4 miesiące. Jest zbyt wydajny!

Z ostatniej chwili: na stronie producenta można czasem zamówić darmowe próbki produktów Bionigree, to jest zestaw trzech produktów. Wystarczy zapłacić tylko 7 zł za koszt wysyłki (normalnie jedna próbka jest droższa). Ilość zestawów jest ograniczona i musicie sprawdzić na bieżąco czy aktualne :) 

A czy Wy robicie peeling skóry głowy? 

Mizon, Snail Recovery Gel Cream, Krem ze śluzem ślimaka

Śluz ślimaka jest częstym składnikiem koreańskich kosmetyków, choć i europejscy producenci wykorzystują go coraz śmielej. Pozyskiwany jest on podobno bez krzywdy dla mięczaków, ale trudno uznać życie w kartonach za ślimaczy raj. Przecież gdzieś muszą te ślimaki "mieszkać", aby być stale pod ręką, więc nie ma tu mowy o wolności czy naturalnych warunkach życia. Mam nadzieję, że branża skupi się na pozyskiwaniu śluzu w jeszcze lepszy sposób z uwzględnieniem warunków życia ślimaków. W sieci krąży też kilka filmików pokazujących tradycyjną metodę pozyskania śluzu - wygląda to średnio atrakcyjnie, choć wyraźna krzywda ślimakom się nie dzieje. Budzi we mnie jednak pewne obawy, przez które mam opory przy używaniu produktów z filtratem, dlatego postanowiłam zmniejszyć ilość kosmetyków z tym składnikiem w swojej pielęgnacji (w zapasach mam jeszcze krem pod oczy i kilka masek, nie planuję dokupywać nic więcej). Moja przygoda ze śluzem zaczęła się od Mizon, Krem ze śluzem ślimaka All In One, który wspaniale nawilżył i ukoił moją cerę. Stąd wiem, że śluz faktycznie daje niesamowite rezultaty i trzymam kciuki za nowe sposoby jego pozyskania.

Właściwości śluzu ślimaka

Znany już od czasów Starożytnej Grecji, śluz ślimaka został zapomniany i powrócił do łask w latach 80-tych XXw, dzięki czemu w latach 90-tych opracowano pierwszy nowoczesny krem z tym składnikiem. Od tamtej pory powstały całe gamy produktów, które doskonale nawilżają i regenerują skórę, a ponadto mają moc zmniejszania blizn. Wszystko dzięki temu, że śluz ślimaka zawiera:
  • mukopolisacharydy: zmniejszają podrażnienia i reakcje alergiczne, pomagają w prawidłowym krążeniu krwi i limfy. W połączeniu z kolagenem i elastyną dodają skórze elastyczności, sprężystości oraz nawilżenia;
  • alantoina: posiada właściwości przeciwzapalne i kojące, dzięki czemu  przyspiesza regenerację skóry i gojenie ran oraz łagodzi podrażnienia, a także zmiany trądzikowe. Wspomaga rozjaśnianie i likwidację blizn, rozstępów, a także wspiera usuwanie cellulitu;
  • naturalne antybiotyki: zabijają szkodliwe bakterie i grzyby (np. Escherichia Coli, Staphylococcus Aureus i Pseudomonas Aeruginosa, które najczęściej powodują infekcje skórne) oraz łagodzą stany zapalne skóry;
  • kolagen i elastyna: pomagają likwidować zmarszczki, wspierają sprężystość oraz jędrność skóry;
  • kwas glikolowy: wygładza, odświeża i regeneruje skórę, spowalnia procesy starzenia; dodatkowo usuwa martwe komórki naskórka (peelinguje), reguluje wydzielanie sebum, zwęża i oczyszcza pory skóry;
  • witaminy A,C i E: odżywiają i regenerują skórę, chronią przed działaniem wolnych rodników, wspomagają rozjaśnianie przebarwień i przywracają skórze jednolity, wyrównany koloryt.


Mizon, Żel-krem 74% śluzu ślimaka

Według producenta: "Lekki, ale dobrze nawilżający żelowy krem do twarzy z filtratem ze śluzu ślimaka. Znany jest na całym świecie, ponieważ wspomaga walkę z bliznami i niedoskonałościami skóry. Silnie regeneruje, nawilża, zmiękcza i wygładza, a także wspiera naturalną barierę ochronną skóry. Pomaga w walce ze zmarszczkami. Oprócz 74% filtratu ze śluzu ślimaka zawiera także adenozynę, peptydy, witaminy i ekstrakty roślinne. Stanowi doskonałą odpowiedź na potrzeby problematycznej cery."


Krem kupimy w kartoniku, na którym znajdziemy głównie napisy po koreańsku i angielsku. INCI na szczęście mamy w języku międzynarodowym :) Jeżeli zakupu dokonamy u polskiego dystrybutora na opakowaniu powinna znaleźć się dodatkowa informacja w języku polskim. Kosztuje ok. 40 zł/45 ml. Można go kupić w coraz liczniejszych sklepach internetowych, swój egzemplarz mam z Asian Store.


Skład: na pierwszym miejscu filtrat ze śluzu ślimaka (74%), dalej jest trochę gorzej. Mamy tu m.in. silikony, glicerynę, hialuronian sodu, kilka roślinnych ekstraktów, pod koniec adenozynę (regeneruje, działa przeciwzmarszczkowo, rozjaśnia, wygładza, przyspiesza przepływ krwi) oraz nielubiany przeze mnie konserwant. Szczegóły: Snail Secretion Filtrate, Butylene Glycol, Cyclopentasiloxane, Glycerin, Bis-peg-18 Methyl Ether, Dimethylsilane, Polysorbate2-, Sodium Hyaluronate, Carbomer, Glycosyl Trehalose, Hydrogenated Starch Hydolsyate, Triethanolamine, Dimethicone/vinyl Dimethicone Crosspolymer, Dimethicone, Hydroxyethylcellulose, Caprylyl Glyocol, Ethylhexylglycerin, Sodium Polyacrylate, Centella Asiatica Extract, Portulaca Oleracea Extract, Camellias Sinensis Leaf Extract, Nelumbo Nucifera Flower Extract, Betula Platylphylla Japonica Juice, Tropolone, Copper Tripeptide-1, Allantoin, Panthenol, Olea Europaea (olive) Fruit Oil, Helianthus Annuus (sunflower) Seed Oil, Palmitoyl Pentapeptide-4, Adenosine, Disodium Edta.


Krem znajduje się w wygodnej, miękkiej tubce. Cieszę się, że na zgrzewie mamy łatwą do rozszyfrowania datę ważności, nie zawsze jest to tak oczywiste w przypadku azjatyckich kosmetyków. Po otwarciu należy go zużyć w ciągu 12 m-cy. Korek jest odkręcany. Przed pierwszym użyciem musimy zerwać aluminiowe zabezpieczenie, więc mamy pewność, że krem nie był używany. Lubię takie rozwiązania.



Sam krem ma konsystencję dość gęstego żelu, ale jest lekki. Dzięki temu, że producent nie użył barwników, produkt jest przezroczysty i mamy mniejsze ryzyko podrażnienia skóry. Posiada bardzo delikatny zapach, ale skład nie deklaruje użycia kompozycji zapachowej, więc prawdopodobnie wynika on z użytych substancji. Najbardziej przypomina lekko kwiatowy aromat i jest do zniesienia, na skórze w ogóle go już nie wyczuwam. Należy zwrócić uwagę na dokładne omijanie okolic oczu. Na skórze bardzo, ale to bardzo delikatnie się lepi, choć nie mam zwyczaju dotykania twarzy w ciągu dnia, więc nie przeszkadza mi to za bardzo. Kremu nie używam na suchą skórę, ponieważ potrafi wtedy ją nieprzyjemnie ściągać (podobnie jak żel hialuronowy). O wiele lepiej aplikować go na skórę lekko zwilżoną np. tonikiem, hydrolatem czy wodą termalną.


Krem dobrze się rozsmarowuje i daje natychmiastowy efekt lekkiego ujędrnienia. Skóra momentalnie staje się bardziej sprężysta, jakby uniesiona i efekt ten utrzymuje się przez kilka godzin od aplikacji, po czym stopniowo znika (po zmyciu całkowicie). Żel nie wchłania się do matu, pozostawia na skórze lekko świetlisty efekt. Po kilku godzinach można zaobserwować bardziej błyszczącą powłoczkę, nie jest to jednak typowe błyszczenie (np. jak sebum na tłustej skórze) i jest do wytrzymania. Jeśli na krem nałożę makijaż (obecnie krem BB Holika Holika Cotton Candy), a całość przypudruję, błyszczenie pojawia się jeszcze później, praktycznie pod wieczór, więc mi nie przeszkadza. Krem Mizon doskonale nadaje się pod makijaż, ponieważ podkłady się na nim nie rolują, minerały też się dobrze trzymają. 
Ślimaczego żelu Mizon używam od ponad 5 m-cy, tylko na dzień, a nadal w tubce sporo zostało, więc wydajność ma niesamowitą. Przez cały ten czas nie zapchał porów, nie podrażniał i nie uczulił. Krem nawilża całkiem przeciętnie, stosowany na skórę wilgotną nie wysusza, a dodatkowo zatrzymuje dostarczoną wilgoć. Zaraz po nałożeniu daje niesamowite wrażenie nawodnienia, ochłodzenia i zmniejszenia uczucia suchości, jednak w ciągu dnia ten efekt stopniowo maleje. Stosowany regularnie rozjaśnia małe przebarwienia, co widzę po swoich pieprzykach, ujednolica koloryt cery, sprawia, że skóra jest lekko ujędrniona, gładka i miękka w dotyku. Zdecydowanie pozytywnie wpływa na suche skórki, które szybko usuwa i zapobiega powstawaniu kolejnych. Kiedy jest nałożony mam wrażenie, że zmarszczki mimiczne są mniej widoczne, niestety efekt znika po demakijażu i nie utrzymuje się nawet przy regularnym używaniu. Dodam, że krem wpływa na regulację sebum, skóra o wiele mniej się przetłuszczała, dłużej wyglądała świeżo i promiennie, choć jak wspomniałam nie była matowa.


Zauważyłam, że krem ma sporo negatywnych opinii ze względu na wysuszanie, dlatego podkreślam, że warto nakładać go na wilgotną skórę - zaraz po toniku, hydrolacie, wodzie termalnej, tonerze, lotionie.

Krem jest przyjemny w używaniu, nie zrobił krzywdy, lekko poprawił koloryt, ale jeszcze lepiej wspominam wersję All In One, która dodatkowo niesamowicie nawilżała i rozświetlała skórę na dłużej.

Znacie kosmetyki ze śluzem ślimaka? Jaki macie stosunek do tego składnika?
Moje zdjęcie
CosmetiCosmos
Witaj na CosmetiCosmos.pl! Mam na imię Aneta i od kilku lat interesuję się kosmetykami i ich składami, szczególnie naturalnymi. Szukam prawdziwych perełek, lubię polskie manufaktury, kręcę też własne kremy. Interesują mnie także eko środki czystości. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś ciekawego dla siebie (polecam wyszukiwarkę). Kontakt ze mną: cosmeticosmos@gmail.com

Jestem tutaj